Dziś jest:
Niedziela, 19 listopada 2017

The phenomenon of UFOs does exist, and it must be treated seriously. M. Gorbaczow
/tłum. Fenomen UFO istnieje i powinien być traktowany poważnie/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Atak nocnego intruza
Wt, 12 wrz 2017 06:03 komentarze: 2 czytany: 1327x

[...] Mieszkałem nieopodal Warszawy, w domu na pierwszym piętrze, zamiast drzwi miałem kotarę. Pokój za ścianą wynajmowała młoda poetka, ten po drugiej stronie korytarza, drobna staruszka resztkami sił chwytająca się życia. Piętro niżej należało, do właścicieli nieruchomości, nade mną mieścił się strych. Dom ogrzewalny był piecem gazowym, i nie było tego ciepła zbyt wiele, w zimowe noce nakrywałem.......

czytaj dalej

[...] Mieszkałem nieopodal Warszawy, w domu na pierwszym piętrze, zamiast drzwi miałem kotarę. Pokój za ścianą wynajmowała młoda poetka, ten po drugiej stronie korytarza, drobna staruszka resztkami sił chwytająca się życia. Piętro niżej należało, do właścicieli nieruchomości, nade mną mieścił się strych. Dom ogrzewalny był piecem gazowym, i nie było tego ciepła zbyt wiele, w zimowe noce nakrywałem się po czubek głowy.

Takiej chłodnej nocy zasypiałem sobie spokojnie, powoli oddając się sennym marom, gdy poczułem jak ktoś zaciska palce na pościeli To było dość dziwne, nikogo nie słyszałem, nikt nie wszedł do pokoju. Chociaż znajdowałem się na pograniczu snu i jawy musiałbym usłyszeć nawet ciche kroki. Zacisnąłem więc dłonie na kołdrze, bo intruz najwyraźniej usiłował ją ze mnie zdjąć, i mówiąc sobie „zostaw to " szarpałem się z natrętem. czułem czyjś uchwyt, ale bylem tak senny , że nie maiłem ochoty wyglądać kto to...i w tej chwili, przez ścianę, dotarło do mnie trwożliwe wołanie poetki, wołała mnie przytłumionym głosem.

No i jeszcze Sylwia czegoś chce, pomyślałem z przekąsem. Nie reagowałem, zajęty walką i bardzo, bardzo chciało mi się spać.
W końcu złośliwiec dał za wygraną, a ja zasnąłem. Rano przy śniadaniu poetka zapytała mnie urażona, czemu do niej nie zajrzałem. Nie dość że ktoś był w jej pokoju kogo nie widziała to jeszcze próbował skraść jej kołdrę, a ponieważ wystraszyła się nie na żarty wołała mnie spod pierzyny… Ale tacy są faceci nie można na nich liczyć gdy są naprawdę potrzebni.

Próbowałem to zracjonalizować, ale mi się nie udało. Paraliż senny odpowiada za pewne wrażenia czuciowe, ale tutaj miałyby go dwie osoby, w tej samej chwili musiałyby odczuwać identyczne majaki... trudno powiedzieć..To jedyne dość dziwne zdarzenie, które mogę opisać jako świadek...Pozdrawiam załogantów ;)

nadesłane do FN 11.09.2017




zwiń tekst



Nie patrzyła na swoje ciało w trumnie - unosiła się w powietrzu i uśmiechała się
Nie, 10 wrz 2017 05:04 komentarze: 4 czytany: 1985x

 Bardzo ciekawy opis do naszego XXI PIĘTRA trafił na naszą skrzynkę od naszego czytelnika z Kanady, który ma rzadki dar widzenia duchów. Poniżej jego relacja.Witam I serdecznie pozdrawiam cala Zaloge Fundacji Nautilus.  Chcialbym Wam opisac wydarzenie ktore mialo miejsce tydzien temu.  22-go Sierpnia zmarla w wieku lat 36 zona mojego kolegi z pracy. Melinda -tak miala na imie chorowala.......

czytaj dalej

 Bardzo ciekawy opis do naszego XXI PIĘTRA trafił na naszą skrzynkę od naszego czytelnika z Kanady, który ma rzadki dar widzenia duchów. Poniżej jego relacja.

Witam I serdecznie pozdrawiam cala Zaloge Fundacji Nautilus.  Chcialbym Wam opisac wydarzenie ktore mialo miejsce tydzien temu.  22-go Sierpnia zmarla w wieku lat 36 zona mojego kolegi z pracy. Melinda -tak miala na imie chorowala na raka piersi przez okolo 8 miesiecy. Zostawila za soba 2 letnie dziecko I meza.

Ponad tydzien temu pojechalem ze znajomymi do domu pogrzebowego aby zlozyc kondolencje mojemu koledze a takze aby pozegnac Melinde.  Sala byla dosyc duza iznajdowalo sie tam okolo 100 osob. Cialo Melindy spoczywalo w centralnej czesci pomieszczenia.

Podszedlem do Niej I w mysli pozyczylem Jej wszystkiego co najlepsze po drugiej stronie.  Potem zaczalem probe kontaktu z dusza Melindy. Jesli moglbym opisac ten kontakt to wyglada to tak ze wysylam wibracje . To jest takie odczucie jak gdyby dotknac pradu I poczuc jego wibracje ale bez uczucia bolu. Po pewnej chwili zobaczylem ducha Melindy.

Jej postac byla w powietrzu oddalona od ciala o kilka metrow I prawie na wysokosci sufitu, Co mnie troche zaskoczylo to fakt ze Ona wcale nie byla zainteresowana swoim cialem. Jej wzrok byl skierowany calkowicie na gosci. Na jej twarzy byl usmiech jak sie to mowi od ucha do ucha.

Inna ciekawa sprawa ze miala na sobie inne ubranie niz w jakim byla ubrana.  Zamiast ciemnej sukienki z wzoramim miala na sobie czarna skorzana kurtke I ciemnoniebieska sukienke. Jak sie potem dowiedzialem to byla jej ulubiona kurtka. Spoczywajac w domu pogrzebowym jej wlosy byly prawie do ramion I koloru czerwonego. Natomiast jej duch mial wlosy czrne tak jakby lokowate I duzo dluzsze.

Nie mialem jeszcze okazji porozmawiac z moim kolega z pracy o jego zonie ale na pewno to zrobie w przyszlym tygodniu.

To jest nastepny dowod ze nigdy nie umieramy.

Pozdrawiam Was serdecznie

R. [dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



Przeczucie o śmierci dziadka
Czw, 7 wrz 2017 12:01 komentarze: 2 czytany: 1316x

Droga FNNa wstępie chciałabym zaznaczyć, że jestem osobą, która nie wierzy w siebie, ani w rzeczy ciężkie do wytłumaczenia - moje wytłumaczenie jest zawsze to samo : wydawało mi się albo jakiś zbieg okoliczności. Nigdy w życiu nie wierzyłam w rzeczy paranormalne, itp. ale od pewnego czasu zaczynam się zastanawiać, czy nadal powinnam tak wierzyć, czy ufać swojej intuicji, o której działaniu przekonałam.......

czytaj dalej

Droga FN
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że jestem osobą, która nie wierzy w siebie, ani w rzeczy ciężkie do wytłumaczenia - moje wytłumaczenie jest zawsze to samo : wydawało mi się albo jakiś zbieg okoliczności.
Nigdy w życiu nie wierzyłam w rzeczy paranormalne, itp. ale od pewnego czasu zaczynam się zastanawiać, czy nadal powinnam tak wierzyć, czy ufać swojej intuicji, o której działaniu przekonałam się z czasem. Właściwie wszystko zaczęło się od momentu, kiedy umarł mój dziadek, który był przy mnie od urodzenia i z którym byłam mocno związana. W dzień śmierci (niedziela) spałam jak zabita, aż o 6.30 rano obudziłam się i nie mogłam już zasnąć - co na ogół nie stanowi dla mnie problemu. 15 minut później telefon ze szpitala o śmierci dziadka.

W tym samym momencie obudziła się moja mama, która odebrała ten telefon oraz ciocia (synowa mojego dziadka) - obie po prostu dziwnie się poczuły jak ja. Co jakiś czas jednak tylko mi dziadek śnił się i o coś prosił - zawsze wtedy, kiedy na cmentarzu nie paliły się znicze albo kwiaty musiały być podlane. Śmiałam się, że upomina się o porządek nawet po śmierci.
Od tego momentu zaczęło się robić dziwnie. W nocy budził mnie strach, odczucie, że ktoś jest ze mną. Nie o tym chciałam jednak pisać, ale to sprawiło, że zaczęłam wierzyć, że otacza nas coś, czego sami do końca nie jesteśmy świadomi.
Zaczęłam miewać dziwne sny - przeczucia. Uparcie śniła mi się babcia mojej koleżanki, zawsze smutna, coś ją męczyło. W końcu powiedziałam koleżance o tym, bo wydawało mi się, że chodzi o jej zdrowie. Zdziwiła się tylko, bo jej babcia miała ok.65 lat wtedy i czuła się dobrze. Namawiali ją na badania, lecz jak to osoba uparta, nie zgodziła się. Po jakimś czasie zmarła we śnie - skrzep.

Sny przerodziły się w impulsy - nie jest to coś takiego, jak wszyscy opowiadają, że mają wizję tego co się stanie. Ja nie widzę niczego - czuję się tak, jakby mi ktoś w głowie powiedział, że coś się stanie i ja jestem tego pewna.
Najświeższą historią jest sylwester [...], kiedy wszyscy dookoła zaczęli się cieszyć z nowego roku, a ja usiadłam i powiedziałam, że w tym roku nie będę się cieszyć. Cały czas tłumacząc sobie - pewnie mi się wydawało - odłożyłam sprawę. Po pewnym czasie kolejny impuls - weź do ręki kalendarz. Nigdy nie słuchałam swojej intuicji i zawsze wychodziłam na tym źle, więc postanowiłam w ramach nowego roku to zmienić. Kolejny impuls - M, a więc albo marzec albo maj. Postanowiłam poczekać do marca. Nic się nie wydarzyło, więc kolejny raz pomyślałam, że wydawało mi się na pewno i zapomniałam. 10 maja zmarła moja babcia (bardzo niespodziewanie, bo w ciągu 5 minut) i kiedy przypomniałam sobie poprzednie przeczucia, zamarłam.

Miałam w życiu różne 'epizody' przeczuć - na ogół takie, w których muszę kogoś ostrzec. Niestety to, co mi się wydaje, jest bardzo niejasne i nie wiem kogo ani czego to dotyczy. Dopiero po fakcie dowiaduję się, o co chodziło.
Proste sytuacje - kiedy ratowałam znajomych na studiach idących na zaliczenie. Zawsze przed salą mówiłam o jednej rzeczy, którą powinni powtórzyć, bo wydaje mi się, że akurat to pytanie będzie. Zawsze wszyscy pukali się w czoło, bo nie były to informacje, o które ktokolwiek mógłby zapytać. Po fakcie przychodzili podziękować, gdyż tym jednym pytaniem ratowałam ich pobyt na studiach. [...]

Ten sen jest dla mnie jakimś dowodem na to, że jednak może moja intuicja gdzieś jest i nawet funkcjonuje. Pozostaje we mnie jakaś cząstka jednak, która mówi, że wydaje mi się i nie ma co wierzyć w przeczucie..
Pozdrawiam!
Gosia




zwiń tekst



Przed śmiercią zaczął mówić... w innym języku!
Nie, 3 wrz 2017 09:09 komentarze: 7 czytany: 3202x

[...] przypomniała mi się historia sprzed jakiegoś roku lub dwóch lat. Od razu uprzedzam, że historię znam z drugiej ręki, ale żródło to osoba/y wiarygodna/e i choć samemu po takim czasie mogę coś lekko przekręcić, to sens na pewno zachowam, więc: Mój brat miał starszego kolegę, który prowadził w Gdańsku nieźle prosperujący interes. Notabene znałem go, bo chodził ze mną (ten jego kolega) do podstawówki.......

czytaj dalej

[...] przypomniała mi się historia sprzed jakiegoś roku lub dwóch lat. Od razu uprzedzam, że historię znam z drugiej ręki, ale żródło to osoba/y wiarygodna/e i choć samemu po takim czasie mogę coś lekko przekręcić, to sens na pewno zachowam, więc:
 
Mój brat miał starszego kolegę, który prowadził w Gdańsku nieźle prosperujący interes. Notabene znałem go, bo chodził ze mną (ten jego kolega) do podstawówki, choć był o parę lat starszy. Parę lat temu, ów kolega miał poważne kłopoty ze zdrowiem, bodajże białaczka, ale wyszedł z tego po jakimś czasie obronną ręką. Natomiast któregoś dnia poszedł (chyba) wieczorem do sklepu nocnego po jakieś zakupy. Mieszkał niestety w dzielnicy Gdańska cieszącej się złą sławą.

Wrócił do domu po jakimś czasie z tego sklepu, ale... półprzytomny i zakrwawiony z ranami ciętymi na korpusie :(
Został najprawdopodobniej napadnięty może w okolicach sklepu/ może po drodze do domu. Żona obecna w domu od razu ułożyła go w mieszkaniu półprzytomnego/nieprzytomnego (bo tracił już świadomość na skutek odniesionych ran ciętych od noża).
Na samym początku jeszcze kiedy był w miarę przytomny, prosił żonę, aby nie wzywała nawet karetki pogotowia, bo... wszystko jest ok i nic właściwie się nie stało... Kiedy stracił przytomność żona niezwłocznie wezwała pogotowie.
Po przybyciu ekipy ratunkowej do zgłoszenia (i/lub jeszcze tuż wcześniej zanim przyjechali) ów półprzytomny kolega
zaczął prowadzić jakiś dialog- i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że był to jakiś obcy język, zupełnie nieznany (nawet ze słyszenia) i dla żony i dla ekipy ratunkowej...Trwało to jakiś czas...

Trzeba jeszcze dodać, że osoba ta, nigdy nie uczyła się specjalnie jakichś języków obcych (tym bardziej jakichś egzotycznych- tzn. poza angielskim, francuskim, niemieckim, hiszpańskim itp.). Stan ofiary napadu się pogarszał. Niestety interwencja, i próba reanimacji (nie wiem już czy na miejscu czy po przewiezieniu na OIOM) nie powiodła się i kolega umarł :(((
Poza motywami napadu (przyznam się szczerze, że nie śledziłem toku śledztwa), pozostała niewyjaśniona sprawa:
skąd przed śmiercią osoby wzięła się zdolność mówienia (a nie tylko niezrozumiałego jakiegoś bełkotu) w języku- nawet
nie wiadomo jakim. Żart takiej osoby w takiej sytuacji wydaje się być wykluczony. Być może tuż przed śmiercią, jego umysł potrafił się połączyć z jakąś cząstką jego umysłu np. z poprzednich wcieleń, gdzie posługiwał się codziennie.
Lub może tuż przed śmiercią, jak dusza szykuje się do opuszczenia ciała uaktywnia się część podświadomości, w której wedle niektórych to teorii jest wszystko zapisane (tzn. ze wszystkich poprzednich wcieleń np. zdolności nabyte podczas inkarnacji- w tym znajomość języków, których to się wcześniej używało).
Wariant jakiegoś opętania tuż przed śmiercią, gdzie to opętujący byt astralny przemawia przez daną osobę, wydaje się chyba najmniej prawdopodobny...
 
Pozdrawiam serdecznie,
całą załogę Nautilusa, w tym wszystkich oficerów i kapitana okrętu :))
Wasz wierny czytelnik
 
[dane do wiad. FN]  z Gdańska.
(nazwisko i mail do wiad. redakcji)
 
PS
Jesteście moją ulubioną stroną www., robicie dobrą robotę pomimo czasem głupich komentarzy czytelników -
 tak trzymajcie ;)


OD FN

Dziękujmy, polecamy odwiedzać pokład okrętu Nautilus - podniesiemy znacznie wyżej poprzeczkę niż jest do tej pory! ;)



zwiń tekst



Śmierć Grzegorza Miecugowa i niezwykły sen
Sob, 2 wrz 2017 01:40 komentarze: 4 czytany: 2147x

Dziennikarz Grzegorz Miecugow zmarł w ubiegłą sobotę, 26 sierpnia, w wieku 61 lat. Od 2011 r. walczył z rakiem płuc. Miecugow przez lata pracował jako dziennikarz radiowy i telewizyjny w różnych stacjach. Zaczynał w małej stacji radiowej, a w 1987 roku dołączył do zespołu Trójki. Po kilku latach przejął kierownictwo zespołu programu "Zapraszamy do Trójki".Jego koleżanką w zespole „Zapraszamy do Trójki.......

czytaj dalej

Dziennikarz Grzegorz Miecugow zmarł w ubiegłą sobotę, 26 sierpnia, w wieku 61 lat. Od 2011 r. walczył z rakiem płuc. Miecugow przez lata pracował jako dziennikarz radiowy i telewizyjny w różnych stacjach. Zaczynał w małej stacji radiowej, a w 1987 roku dołączył do zespołu Trójki. Po kilku latach przejął kierownictwo zespołu programu "Zapraszamy do Trójki".

Jego koleżanką w zespole „Zapraszamy do Trójki” była nasza dobra znajoma, którą nazwijmy A (prosi o zachowanie anonimowości). Po informacji o jego śmierci była bardzo smutna. We wtorek 29 sierpnia 2017 wieczorem poprosiła Boga o to, żeby przyśnił jej się jej dawny kolega redakcyjny, bo ma do niego pytanie. I zasnęła.

Sen pojawił się prawie natychmiast. Zobaczyła w nim G. Miecugowa uśmiechniętego w kurtce dżinsowej, którą uwielbiał w czasach „Zapraszamy do Trójki”. Otaczała go promieniująca światłość.

- Grzesiek, jak tam jest? Jak jest po drugiej stronie? – zapytała nasza koleżanka.

- Jest cudownie, cudownie! Nie masz się czego bać, kiedyś się spotkamy i pośmiejemy się z tego wszystkiego. – odpowiedział we śnie dawny szef Trójki.

Obudziła się z absolutnym przekonaniem, że nie był to zwykły sen.




zwiń tekst



UFO odpowiedziało na 'znaki latarkami'? - niezwykłe wydarzenie z 2016
Czw, 31 sie 2017 08:18 komentarze: 4 czytany: 2039x

Od pewnego czasu piszemy sporo o obserwacjach UFO z Gdańska i okolic. Dostaliśmy ciekawy list od świadka obserwacji jasnego kręgu światła, który świadek widział w 2016. Ale w liście jest także wspomniane o innej niezwykłej manifestacji z UFO, która miała jeden walor dodatkowy - autor obserwacji nawiązał wyraźnie kontakt z załogą obiektu UFO!/tekst wpisu w XXI PIĘTRZE pochodzi z naszego serwisu www.......

czytaj dalej

Od pewnego czasu piszemy sporo o obserwacjach UFO z Gdańska i okolic. Dostaliśmy ciekawy list od świadka obserwacji jasnego kręgu światła, który świadek widział w 2016. Ale w liście jest także wspomniane o innej niezwykłej manifestacji z UFO, która miała jeden walor dodatkowy - autor obserwacji nawiązał wyraźnie kontakt z załogą obiektu UFO!

/tekst wpisu w XXI PIĘTRZE pochodzi z naszego serwisu www.emilcin.com/

[...] Witam, Trafiłem na waszą stronę dziś trochę przez przypadek i przypomniałem sobie o pewnym zdarzeniu dzięki pewnemu artykułowi na trójmiescie.pl  Mam na imię Michał mam 38 lat jestem z Gdańska , jestem w pełni zdrowy psychicznie , jestem normalny i poważny , lubię posłuchać o rożnych historiach , ale o tych na faktach , bajki to lubię oglądać w filmach  :)Moje największe marzenie to choć wylecieć na orbitę i pooglądać ziemię z powiedzmy kosmosu :) to taka wycieczka marzeń.

 A teraz wracając do tego co chciał bym wam napisać i uważam za bardzo niezwykłe to co zobaczyłem na niebie. co to jest nie wiem!  Mieszkam w takim miejscu Gdańska , gdzie mam widok na jego całą panoramę codziennie nad moim domem przelatują samoloty które podchodzą do lądowania na lotnisko Rębiechowo. Jest to dość istotne bo dzięki temu na tym obszarze nieba mam odniesienie co do wielkości widzianych obiektów jak ich prędkości.(porównać mogę to do samolotów) 

Było to  w ubiegłym roku  2016 jakoś listopad/grudzień. między 22 a 00 godziną.

 Zobaczyłem na niebie biały okrąg nie było to światło które oślepia porównał bym to do światła umieszczonego za szybą mleczną wielkość okręgu była znacznie większa niż średnica samolotu pasażerskiego poruszało się z dużą większą prędkością niż samoloty podchodzące do lądowania ( przed lotniskiem jakieś 20 km) moja pozycja do oberwanego obiektu i jego lotu powiedział bym że była z ukosa , a ja widziałem pełen okrąg na całej jego trasie przelotu patrząc gdzie go zobaczyłem i gdzie zniknął (zgasł ) i porównując to jakoś z mapą to przeleciał dystans ok 5-8km widziałem to nie więcej niż 2/3 sek co ciekawe tak po prostu nie zgasł tylko jego barwa się zmieniła nie na inny kolor , dalej to był kolor biały , ale tak bardziej wyostrzony , zajarzony nie potrafię tego określić , ale samo to jak zmieniało się ta biel było samym w sobie niezwykłym zjawiskiem.

Dodam że przelot tego był miej więcej na tej samej wysokości co samoloty podchodzące do lądowania w tym miejscu!  Teraz pierwsze moje myśli jak to zobaczyłem  - planetoida spadająca na ziemi  , ale już po chwili wiedziałem ,że to nie to (takim zjawiska towarzyszy smuga (ogon) a tu nic takiego nie było) wojskowy myśliwiec na dopalaczu wytworzył by spory huk a to nie wydało dźwięku żadnego.

więc też nie to . po za tym wielkość tego. Czasem też lądują wojskowe myśliwce na Rębiechowie więc je słychać znacznie.  Pamiętam jak to zobaczyłem , krzyknąłem do żony czy to widziała , mój stan ogarnęła ogromna euforia! To tyle co widziałem.

 Lecz to nie koniec tej historii.

 Jakiś czas chyba w lutym spotkałem się z moją kuzynką i jej szwagrem u mnie. On jest pilotem szybowców robi licencje. Tak jakoś się zgadaliśmy  o tym co ja widziałem i okazało się ,że on też jak pamięta czasowo (listopad/grudzień) w nocy późno obróciły go i jego żonę jakieś światła (mieszkają na osiedlu w bloku , ich blok akurat stał przy polu na którym nic nie ma) Zobaczył na nim jakieś dziwne snopy światła tak jakby coś przeszukiwały,szukały na tym polu.

On wyszedł z klatki , a jego żona z okna zaczęła nagrywać to na kamerze.Jego relacja była taka że miał niezłego stracha światłą się poruszały się w taki sposób nie logiczny jak by nie miały ruchu bezwładnego.

(piszę to co pamiętam jak mi opowiadał)

W pewnym momencie zaświecił mocną latarką   w ich kierunku i nagle , dwa obiekty momentalnie skierowały swoje snopy światła na niego , jak opowiadał tak strachu najadał i uciekł szubko dla klatki .ponoć wszystko to ma nagrane na kamerze.

To co zapamiętałe jeszcze  to mówił że tylko nad tym polem była bardzo ciemne niebo jakby jakaś chmura wisiała a dookoła było bezgwiezdne niebo. opowiadał jeszcze że potem samochodem jeździł coś patrzeć , ale nie pamiętam dokładnie . Rzadko się z nimi widuję więc sam nie widziałem co jego kamera uchwyciła, ale niedługo mamy się spotkać i w końcu zobaczę to co nagrał. Mówiłem mu żeby to wrzucił do netu , ale jakoś nie miał czasu , weekendowo lata na szybowcach , a w tygodniu wiadomo jak jest praca dzieci i ciężko się do czegoś zabrać.

Bo w zasadzie to co widzieliśmy to co zmienia w naszym życiu , skoro to coś w nasze życie nie ingeruje.  Z resztą moje spostrzeżenie na wszechświat jest takie że jest on za duży , abyśmy byli w nim sami. Jest dla mnie ekscytujące patrzenie się na gwiazdy i je obserwowanie , a kontakt z obcą cywilizacją ...  Tak czy siak wcześniej chciałem gdzieś się podzielić tym co widziałem , ale jakoś sprawy życia codziennego zepchnęły to na dalszy tor,przekonam mojego szwagra o umieszczenie tego wideo na youtube , ale bo wam jakoś podeśle . chodzi aby jakiś ekspert się wypowiedział.

 Druga sprawa czemu jeśli to nie jest jakaś tajemnicza technologia wojskowa , kontakty z obcymi cywilizacjami są tuszowane.Mam pewną teorię na ten temat,ale nie wiem czy trafną.

 Pozdrawiam

Michał [dane do wiad. FN]

 

Bardzo ciekawa relacja, ale najciekawsze jest to, co jest związane z opowieścią pilota. Tego typu "latarkowy" kontakt z UFO zdarza się naprawdę często i mamy podobne opisy ze świata, ale nigdy z Polski.




zwiń tekst



Wierzycie w cuda?
Wt, 29 sie 2017 08:28 komentarze: 7 czytany: 1657x

Wierzycie w cuda ?  Szanowni Państwo wierzycie w cuda lub ochronę sił wyższych ? Moi znajomi wybrali się kamperem do Rytla na weekend gdy wydarzyła się tragiczna wichura . Jak opowiadają padał ulewny deszcz i mocno szarpało pojazdem co wydawało się im normalne i ich nie niepokoiło . Poszli spać .Rano gdy się obudzili oraz otworzyli drzwi ukazał im się widok jak po wojnie . Stali w środku powalonego.......

czytaj dalej

Wierzycie w cuda ?  Szanowni Państwo wierzycie w cuda lub ochronę sił wyższych ? Moi znajomi wybrali się kamperem do Rytla na weekend gdy wydarzyła się tragiczna wichura . Jak opowiadają padał ulewny deszcz i mocno szarpało pojazdem co wydawało się im normalne i ich nie niepokoiło . Poszli spać .

Rano gdy się obudzili oraz otworzyli drzwi ukazał im się widok jak po wojnie . Stali w środku powalonego lasu . Żaden konar ani drzewo nie upadło na ich auto . Kamper zaparkowany był na leśnym parkingu . Dla znajomych i ich auta nic się nie stało . Nawet zadrapań nie ma . Pozdrawiam

Jerzy



zwiń tekst



Śmierć w nawałnicach
Sob, 26 sie 2017 05:38 komentarze: brak czytany: 1924x

Witam FN, opisze historie, ktora wlasnie ma miejsce.  Bedac jeszcze w osmioletniej podstawowce dwa ostatnie lata czesto siedzialem w lawce z kolega Robertem. Pamietam jak sie smial ze mnie, gdyz mialem problemy z przegroda (czyli miejscem, ktore wyczuwamy kiedy poprowadzimy jezyk wzdoz jedynek ku gorze, po zewnetrznej stronie, w strone nosa). Cos mi sie tam papralo wiec czesto kierowalem tam .......

czytaj dalej

Witam FN, opisze historie, ktora wlasnie ma miejsce.  Bedac jeszcze w osmioletniej podstawowce dwa ostatnie lata czesto siedzialem w lawce z kolega Robertem. Pamietam jak sie smial ze mnie, gdyz mialem problemy z przegroda (czyli miejscem, ktore wyczuwamy kiedy poprowadzimy jezyk wzdoz jedynek ku gorze, po zewnetrznej stronie, w strone nosa). Cos mi sie tam papralo wiec czesto kierowalem tam jezyk i musialo to smiesznie wygladac.

Tak na marginesie: na przestrzeni lat kilku dentystow proponowalo mi zabieg wyciecia tego kawalka skory kiedy odkryli, ze ja go mam (a ponoc inni go nie maja). Zawsze odmawialem.

Kilka dni temu znow mnie to miejsce rozbolalo (naprawde nie wiem dlaczego, moze sobie zawadzilem szczoteczka do zebow?). Wiec siedze godzinami przed laptopem z jezykiem wetkanym 'pod nos' i pomyslalem sobie, ze to smieszne, bo mam 36lat, a ostatni raz tak siedzialem w podstawowce. I wtedy smial sie ze mnie Robert.

Nie minela doba kiedy poprzez FB odezwal sie do mnie ktos i napislal, ze Robert zginal w nawalnicach. Byl z dziewczyna pod namiotem, nic wiecej nie wiem. Za chwile jade na jego pogrzeb.

Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Postać w habicie mnicha zaczęła mnie dusić
Sob, 26 sie 2017 04:29 komentarze: 7 czytany: 1096x

Dzien dobry, nikomu nie opowiadalam o przypadku jaki mnie spotkal. Moze zaczne od poczatku. Moja siostra mieszka w Myslowicach ok 9lat w nowo wybudowanym domu niedaleko Kopalni KWK Myslowice. Jest to okolica gdzie w czasie 2 wojny swiatowej dzialy sie straszne zeczy- nie bede opisywac poniewaz sa o tym artykuly. Raz jak ja odwiedzilam pojechalismy rowerami do lasu - pokazala mi cmentarz gdzie na malym.......

czytaj dalej

Dzien dobry, nikomu nie opowiadalam o przypadku jaki mnie spotkal. Moze zaczne od poczatku. Moja siostra mieszka w Myslowicach ok 9lat w nowo wybudowanym domu niedaleko Kopalni KWK Myslowice. Jest to okolica gdzie w czasie 2 wojny swiatowej dzialy sie straszne zeczy- nie bede opisywac poniewaz sa o tym artykuly. Raz jak ja odwiedzilam pojechalismy rowerami do lasu - pokazala mi cmentarz gdzie na malym skwerku sa groby Niemcow zabitych przez Polakow w odwecie itd. Nie wiem czy ma to jakis zwiazek.

Siostra mowi ze u niej w domu sa duchy, drzwi same sie zamykaja czasami przewracaja sie przedmioty i nic nie moze z tym zrobic.  2 lata temu spedzilam u niej Wigilie - wrocilam do domu ok 24 - jedzie sie pol godziny ale to nie ma znaczenia. Polozylam sie spac i nagle czy po jakims czasie zaczelo mnie cos przygniatac,  poczulam na sobie straszny ciezar cos mnie dusilo i obezwladnialo.

Nie moglam sie ruszyc i wydobyc z siebie glosu ale gdzes w srodku krzyczalam - zejdz ze mnie i zostaw mnie w spokoju. Nagle jakas sila woli odepchnelam dziwna postac z mojego ciala ktora opadla na fotel. Usiadlam na luzku i zobaczylam ze siedzi tam wysoka postac ok 2 metrow ubrana w jakis powiedzialabym habit Mnicha-zwrocilam uwage na spiczasty kaptur - moze on dodawal jej wiekszej wysokosci.

Odnioslam wrazenie ze postac ta byla zmeczona nie wiem duszeniem mnie czy moim odepchnieciem. Za chwile znikla, nie moglam zasnac do rana i do tej pory nie potrafie sobie wytlumaczyc co to bylo. Przyczepil sie jakis duch z domu mojej siostry? Od tamtej pory nic wiecej takiego mi sie nie zdarzylo. Pozdrawiam. 

 [25 sierpnia 2017]



zwiń tekst



'Pan Duch' w nowym mieszkaniu
Pt, 25 sie 2017 05:59 komentarze: 3 czytany: 1188x

Witam serdecznie Szanowną Redakcję i osoby czytające. Nie jest to pierwsza historia przesłana przeze mnie do Nautilusa (zresztą, z życia wzięta). Jest jednak trochę inna od wszystkich historii o duchach. Około cztery i pół roku temu przeprowadziliśmy się z córką do wyremontowanego przez siebie mieszkania, w zabytkowej kamienicy. Od początku atmosfera w domu była bardzo dobra. Jednak kilka razy w nocy.......

czytaj dalej

Witam serdecznie Szanowną Redakcję i osoby czytające. Nie jest to pierwsza historia przesłana przeze mnie do Nautilusa (zresztą, z życia wzięta). Jest jednak trochę inna od wszystkich historii o duchach. Około cztery i pół roku temu przeprowadziliśmy się z córką do wyremontowanego przez siebie mieszkania, w zabytkowej kamienicy. Od początku atmosfera w domu była bardzo dobra. Jednak kilka razy w nocy wydawało mi się, że ktoś idzie w kapciach w stronę mojego łóżka (może ze dwa razy).

Moja córka wspominała mi, że ma wrażenie, jakby w nocy jakiś Pan stał w jej pokoju. Widziała też coś w rodzaju kawałka białej koszuli, tak jakby ktoś chował się za rogiem w przedpokoju. Zrzuciłam to na karb, że jej się przywidziało, aby jej nie straszyć. Tutaj muszę wspomnieć, że między czasie mieliśmy dwa incydenty ze złodziejami, którzy próbowali podnosić do góry nasze rolety zewnętrzne- niski parter - w tym celu przerobiliśmy je, z pomocą serwisanta i aby nie było możliwości podnieść ich od zewnątrz, to uchwyty przekręciliśmy do środka. I teraz do rzeczy. Po kilku miesiącach z niewiadomych przyczyn obudziłam się w środku nocy i usłyszałam w swojej głowie "Dzień dobry" i tutaj muszę zauważyć, że był to uprzejmy męski głos. Zapytał kim jesteśmy i co tutaj robimy, odpowiedziałam że nie boję się duchów i możemy porozmawiać. Powiedziałam temu Panu, że kupiliśmy to mieszkanie i będziemy od teraz mieszkać tutaj i dbać o nie. W trakcie tej "rozmowy" w mojej głowie wstałam z łóżka, poszłam do kuchni i zapaliłam papierosa (chyba dokładałam też węgiel do pieca od centralnego) i wspomniałam mu o złodziejach, czy ewentualnie nie mógłby ich postraszyć, bo próbowali się włamać , a mam córeczkę, która się boi. No i teraz tak...

Po jakimś czasie (dłuższym) w trakcie rozmowy z sąsiadką na kawie dowiedziałam się, że w moim mieszkaniu kilka lat wcześniej umarł człowiek. Zapytałam ją, czy był to mężczyzna w średnim wieku, a ona zapytała - skąd wiedziałam. Ale to nie koniec historii - jeszcze dodam, że w trakcie rozmowy z duchem powiedziałam, że mogę dać za niego na mszę.
I mam wyrzuty sumienia, bo do tej pory jeszcze nie zrobiłam tego z braku czasu, ale mam zamiar. Natomiast sąsiadka była na tyle miła, że podała mi imię i nazwisko tego zmarłego pana. Również od mojej rozmowy z Panem Duchem (nazwiska nie zdradzę) nie było ani jednego incydentu ze złodziejami. Żyjemy spokojnie. Nic nie widuje również moja córka i nie powiedziałam jej o tym umarłym Panu, żeby się nie bała. Nie musi tego wiedzieć, na razie. Powiem jej, gdy będzie starsza. Pozdrawiam czytelników.

[wysłane na pokład okrętu Nautilus 24 sierpnia 2017]

 



zwiń tekst



Upiorny poltergeist
Czw, 24 sie 2017 05:49 komentarze: brak czytany: 1133x

[...] Witam załogę NautilusaOd razu przejdę do tego, co wydarzyło mi się wczoraj około godziny dziesiątej. Tego dnia wyjeżdżałem z Bytomia, gdzie przebywałem kilka dni u przyjaciela. Graliśmy z zeń na komputerze, gdy nagle usłyszeliśmy głośny huk dochodzący z salonu.. Kamil (kolega) szybko pobiegł sprawdzić, co się stało. Po chwili mnie zawołał. Moim oczom ukazał się taki widok (zdjęcie). Próbowaliśmy.......

czytaj dalej

[...] Witam załogę Nautilusa
Od razu przejdę do tego, co wydarzyło mi się wczoraj około godziny dziesiątej. Tego dnia wyjeżdżałem z Bytomia, gdzie przebywałem kilka dni u przyjaciela. Graliśmy z zeń na komputerze, gdy nagle usłyszeliśmy głośny huk dochodzący z salonu.. Kamil (kolega) szybko pobiegł sprawdzić, co się stało. Po chwili mnie zawołał. Moim oczom ukazał się taki widok (zdjęcie).


Próbowaliśmy stawiać różne hipotezy, np. że to wiatr, wibracje telewizora (odtwarzał muzykę), ale po dokładniejszym sprawdzeniu odrzuciliśmy je. Po raz pierwszy padła nazwa poltergeist. Uprzątnąwszy nieporządek ,wróciliśmy grać dalej.

Nie minęło pięć minut i znów usłyszeliśmy ten sam huk, a potem ujrzeliśmy, że to ten sam kaktus leży na podłodze, tyle że o wiele dalej. Gdy wychodziliśmy z mieszkania , usłyszeliśmy zamykane drzwi i nie mieliśmy już wątpliwości, iż to poltergeist jako że wszystkie okna były wówczas zamknięte, a w pobliżu nie było nikogo prócz nas. Później Kamil usłyszał jakieś kroki, ja zaś nie. Dopiero przed wyjściem usłyszałem  "krok", o którym z kolei "nie wiedział" przyjaciel. Już po zamknięciu drzwi usłyszał on cykanie zegara, a czasomierz stojący  w pokoju był przecież zepsuty! Otworzył drzwi kluczem i wszedł sprawdzić, co to było. Wydawało się ,że stary zegar odmierza sekundy, lecz nie poruszał się. Po chwili konsternacji opaśliśmy mieszkanie. Kiedy Kamil zadzwoniwszy do ojca, powiadomił go o całym zajściu, dowiedzieliśmy się że "czasem się tak zdarza". Dodam, że w owym lokum mieszka również ok. 13 letnia siostra Kamila.

Obaj z przyjacielem wierzymy w istnienie duchów, dlatego zaistniała sytuacja prawie wcale nas nie zdziwiła, uznaliśmy ją za całkiem normalną;, mino że po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z hałaśliwy duchem.

Kamioth



zwiń tekst



Pamiętam sen przed katastrofą smoleńską...
Śr, 23 sie 2017 06:45 komentarze: brak czytany: 1301x

Nie będę oryginalna, ja również mam prorocze sny, przeczucia, czasem wizje. W wieku 15 lat zaczęłam chorować na serce i wtedy wszelkie doświadczenia pozazmysłowe nabrały na sile. Wtedy też poznałam mojego ówczesnego chłopaka i jego wyjątkową babcię, która komunikowała się ze zmarłym mężem, pamiętam jak powiedziała do mnie "chorujesz, bo to jest cena jaką musisz zapłacić za swój dar". W tamtym czasie.......

czytaj dalej

Nie będę oryginalna, ja również mam prorocze sny, przeczucia, czasem wizje. W wieku 15 lat zaczęłam chorować na serce i wtedy wszelkie doświadczenia pozazmysłowe nabrały na sile. Wtedy też poznałam mojego ówczesnego chłopaka i jego wyjątkową babcię, która komunikowała się ze zmarłym mężem, pamiętam jak powiedziała do mnie "chorujesz, bo to jest cena jaką musisz zapłacić za swój dar".

W tamtym czasie zupełnie tego nie rozumiałam, byłam wręcz wściekła, że starsza pani mnie ogłupia. Dopiero, będąc w szpitalu doświadczyłam spotkania z duchem jej męża i jak dla mnie, bardzo młodej osoby było to wstrząsające przeżycie. Przez kilka następnych lat wypierałam swoje przeczucia, nie opowiadałam o snach. Jednak przyszedł przełomowy moment w moim życiu kiedy stwierdziłam, że innej drogi dla mnie nie ma, pozostaje tylko rozwijać to, co się otrzymało. Pamiętam sen przed katastrofą smoleńską. Śniły mi się wtedy 2 lecące bociany, po czym nagle jeden z nich zasłabnął, wypadły mu pióra i runął na ziemię, lecz na ziemi nie był już bocianem ale samolotem a wokół niego było pełno biało- czerwonych wieńców.

Opowiedziałam ten sen moim bliskim, a kiedy doszło do tej tragedii stwierdzili, że wyczułam to, co miało się wydarzyć. Widziałam i "odchorowałam" już wiele, ale najgorszym momentem było dla mnie gdy wiedziałam, że mój tata umrze, chociaż nic tego nie zapowiadało. Po prostu 5 lat temu w czerwcu obudziłam się z przekonaniem, że mój tata umrze w listopadzie. To był obłęd, broniłam się przed tymi myślami, aż w końcu nadszedł listopad i mój tata zmarł we śnie, chociaż dzień wcześniej był w pracy, nie był chory i wszystko było takie normalne.

W noc następną po jego śmierci przyśnił mi się, jak siedzi zdziwiony na podłodze sypialni i nie wie co się z nim dzieje. Podeszłam do niego i powiedziałam, że nie żyje, ale będzie musiał kiedyś tu wrócić (ale skąd ja to wiedziałam?). Na co on stwierdził- "ty jednak widzisz"; po tych słowach wstał i odszedł. Teraz mając już niespełna 30 lat oswoiłam się z tymi moimi dziwactwami, zapisuję swoje sny i przeczucia bo wiem, że coś w nich jest, a moi bliscy i znajomi już się przyzwyczaili do tego, że nagle mój wzrok biegnie za czymś, co dla nich jest niewidoczne. [...]

/przysłane do FN 23 sierpnia 2017/




zwiń tekst



Kiedyś z Noego też się śmiali... - niezwykły sen
Wt, 22 sie 2017 09:31 komentarze: 3 czytany: 1455x

[...] Mój znajomy opowiedział mi "sen" z dzisiejszej nocy. On ma na działce "wóz Drzymały", który mu służył za schronienie, gdy budował tam domek. Teraz chciał go sprzedać i miał sen dziś: rozmawiał z kimś i powiedziano mu, by nie sprzedawał tego wozu, lecz ma wykopać dół na działce (podano dokładne wymiary dołu) i tam zakopać go, bo będzie to schron dla niego.Bronił się, że ma klaustrofobię, to mu.......

czytaj dalej

[...] Mój znajomy opowiedział mi "sen" z dzisiejszej nocy. On ma na działce "wóz Drzymały", który mu służył za schronienie, gdy budował tam domek. Teraz chciał go sprzedać i miał sen dziś: rozmawiał z kimś i powiedziano mu, by nie sprzedawał tego wozu, lecz ma wykopać dół na działce (podano dokładne wymiary dołu) i tam zakopać go, bo będzie to schron dla niego.

Bronił się, że ma klaustrofobię, to mu powiedziano, że ma tylko 0,5m ziemi nad dachem, więc łatwo wyjdzie, gdyby coś go zasypało. Ma kopać sam łopatą, a potem zamówić dźwig za 250zł i on umieści wóz w dole, potem sam ma zasypać go. Podano mu, które drzwi ma zamurować, które okno zabić płytą, gdzie postawić piramidę (ma zamiar). A w dachu wozu ma zrobić okno-komin z wylotem na powierzchnię.

Tadeusz powiedział im na to, ze sąsiedzi na działce i rodzina wyśmieją go, że zwariował. Na to oni, ze kiedyś z Noego też się śmieli... Tadeusz jest niemal załamany, bo chciałby to zrobić, ale boi się śmieszności i kpin. Doradziłam mu, by wszystkim pytającym mówił, że to ziemianka na warzywa, owoce i cały sprzęt ogrodniczy itp. Oraz niech odpowiada im na wesoło, że widział to w programie w tv i jeszcze mu pozazdroszczą tego. Po namyśle przyznał mi rację, że to jedyne wyjście. Tyle nakopał się i naczytał w Internecie o tych różnych duchowych itp. sprawach, że postanowili go ostrzec i pomóc.
Pozdrawiam gorąco
K




zwiń tekst



Spotkania z duchami - opowieść babci
Nie, 20 sie 2017 12:46 komentarze: 1 czytany: 1576x

Cześć. Mam 16 lat. Kiedyś usłyszałem od mojej babci o objawiających się jej duchach osób z rodziny. Miała wiele objawienia lecz wszystkich nie pamięta. Babcia myła naczynia po obiedzie, wszyscy domownicy wyszli na powietrze. Babcia została sama w domu gdy nagle usłyszała odgłos otwierających się drzwi wejściowych. Myślała ,że to ktoś z domowników. Poczuła ,że ktoś za nią stoi odwróciła się i .......

czytaj dalej

Cześć.
 Mam 16 lat. Kiedyś usłyszałem od mojej babci o objawiających się jej
duchach osób z rodziny. Miała wiele objawienia lecz wszystkich nie
pamięta. Babcia myła naczynia po obiedzie, wszyscy domownicy wyszli na
powietrze.

Babcia została sama w domu gdy nagle usłyszała odgłos
otwierających się drzwi wejściowych. Myślała ,że to ktoś z domowników.
Poczuła ,że ktoś za nią stoi odwróciła się i zobaczyła czarną
postać(Babcia porównała postać do czarnej mgły). Gdy spojrzała na ducha
ten szybkim krokiem przeszedł  przez całą kuchnię i znikł.

Babcia wyszła opowiedzieć zdarzenie mojej mamie. Babcia sądziła że przyszedł jej
zmarły mąż. Na drugi dzień poszła do swojej kuzynki mieszkającej po
sąsiedzku i usłyszała od niej podobną wersje. Kuzynka powiedziała jej
również że dostała informację z Francji że ich wujek nie żyje.

 Drugie objawienie miało miejsce parę lat później. Babcia piła kawę na
ganku. Drzwi się otworzyły ale pomyślała że to wiatr (i w dodatku
zepsuta klamka). Drzwi się zamknęły ,lecz klamka została podciągnięta do
góry. Jak to opisała usłyszała kroki. Zjawa weszła do kuchni i znikła.
Dwie godziny później dowiedzieliśmy się ,że koleżanka babci zmarła w
szpitalu.

 Trzecie objawienie było inne od poprzednich gdyż wydarzyło się w nocy.
Było dwie minuty po pierwszej w nocy. Gdy moja babcia obudziła się z
potrzebą. Usiadła o ciemku na tapczanie i spostrzegła w ciemności postać
stojącą jakieś półtora metra od tapczanu. Babcia zaświeciła światło i
zobaczyła człowieka lecz nie mogła rozpoznać twarzy. Postać była
elegancko ubrana. Wpatrywały se w siebie jakieś 3 minuty gdy nagle owa
postać zaczęła znikać (jak to babcia opisała "zaczęła mi ginąć w
oczach"), najpierw nogi, tułów i na końcu głowa. Trzy dni później zmarła
bliska osoba z rodziny po paru dniach śpiączki. Napisałem tak jak
opowiedziała mi babcia. [..]




zwiń tekst



Niezwykły sen i przyjście demona
Pt, 18 sie 2017 09:23 komentarze: 1 czytany: 1380x

Witajcie wszyscy tu obecni, Jestem Waszym, stałym od wielu lat, obserwatorem i czytelnikiem, zapoznałem się chyba z całym materiałem zamieszczonym na stronie. Prenumeruję również ( i czytam od deski do deski ) „Nieznany Świat”. Popieram i zgadzam się w pełni z tematyką przez Was poruszaną. I chyba dlatego muszę napisać o tym co mi się przytrafiło.A więc :Przedwczoraj bardzo wcześnie, jak dla mnie, .......

czytaj dalej

Witajcie wszyscy tu obecni, Jestem Waszym, stałym od wielu lat, obserwatorem i czytelnikiem, zapoznałem się chyba z całym materiałem zamieszczonym na stronie. Prenumeruję również ( i czytam od deski do deski ) „Nieznany Świat”. Popieram i zgadzam się w pełni z tematyką przez Was poruszaną. I chyba dlatego muszę napisać o tym co mi się przytrafiło.
A więc :

Przedwczoraj bardzo wcześnie, jak dla mnie, zasnąłem, po prostu „padłem” po dość obfitującym w pracę tygodniu. Obudziłem się o godz. 1.40 . Z powodu dość silnego mrozu poszedłem do kotłowni dołożyć drewna do pieca i położyłem się z powrotem. Nie mogłem zasnąć. Leżałem patrząc od czasy do czasu na zegar w zestawie audio. Dokładnie jak odczytywałem na wyświetlaczu godz. 2.12 przed moimi oczami przepłynął jakby czarny obłok, napłynął od strony okna. Przypominało to taki efekt stosowany nieraz w telewizji ; jakby farba zalewała ekran. Pomrugałem oczami i pomyślałem, że to od wielogodzinnego siedzenia przed komputerem w pracy. Po chwili poczułem senność i przewróciłem się na drugi bok. Prawie natychmiast, jak mi się wydało zacząłem śnic. Śnił mi się Paryż. Byłem tam na wycieczce razem z realnymi kolegami i koleżankami ze szkoły podstawowej. Miasto Paryż nie było jednak tym jakie znam współcześnie. A znam je doskonale bo przez kilka lat wykonywałem jako kierowca cotygodniowe kursy busem z pasażerami, których mieliśmy w zwyczaju podwozić pod dom. Gdy oczekiwaliśmy na kurs powrotny wałęsałem się po uliczkach Paryża, zwiedzając. I tak przez prawie 6 lat. Ten Paryż ze snu był inny. Jakby z wcześniejszej epoki, przypominał trochę rynek krakowski i jego okolice. My, bohaterowie snu, ubrani byliśmy współcześnie.

Charakterystyczne jest to, że wszędzie było ciasno. Ciasne były uliczki, schody, drabinki, po których poruszaliśmy się. Tak wałęsaliśmy się wymieniając jakiś mało znaczące słowa i gesty. Nagle znaleźliśmy się w takim starym małym hoteliku. Tam pojawił się potężnie zbudowany mężczyzna ze sztucerem i krzyczał, że nas pozabija. Ktoś wepchnął mnie do pokoju zatrzaskując drzwi. Wewnątrz pokoju znajdował się już kolega ze szkoły podstawowej. Ledwo go zobaczyłem mężczyzna z bronią zaczął forsować drzwi. Zrozumiałem, że to napastnik – nie dawałem rady przytrzymać drzwi, zaczynały się od doły tak dziwnie wyginać jakby ktoś chciał wejść pod drzwiami. Zawołałem do kolegi o pomoc a on przysunął do drzwi coś przypominające wersalkę. Wtedy wszystko się uspokoiło. Wyszedłem na korytarz. Tam stała, ubrana jedynie w białą bieliznę koleżanka ze szkoły podstawowej, w której się onegdaj podkochiwałem Nie była w naszym obecnym wieku tzn. 50 lat, miała jakieś 20-25 lat. Zaczęliśmy po schodach w dół uciekać z hotelu. Na ulicy zapytałem ją jaka jest jej obecnie sytuacja rodzinna. Odpowiedziała, że jest samotna i możemy zacząć się spotykać. Nadal była w bieliźnie, poczułem wyraźne podniecenie. Zaczęliśmy wchodzić jakąś drabinką w górę. Puściłem ją przodem. Wyraźnie chciałem zerknąć na jej pośladki z dołu lecz pomyślałem o żonie. Wtedy pojawił się kolega z podstawówki, który również się w jej kochał, odepchnął mnie i wszedł po drabinie za nią.
Wtedy Paryż zniknął.


Znalazłem się w niezidentyfikowanym pokoju. Leżałem na łóżku, obok spała żona.  W pokoju tym były też kanapy czy wersalki, na których spały moje dzieci.( Jestem drugi raz żonaty i  z drugiego związku mam nastoletnie dzieci mieszkające nadal ze mną )
Pomyślałem, że jak wszyscy śpią to obejrzę film z wycieczki do Paryża. Włączyłem telewizor. Na ekranie pokazały się sceny pochodzące z Paryża jakby z występu kuglarzy czy cyrkowców , nie było już tam kolegów ze szkoły. Była noc, mgła, dziwna muzyka. Nagle, na pierwszym planie pokazała się postać młodej kobiety, chyba cyganki, z szalem na ramionach, obraz zmienił się na czarno-biały, postać zaczęła tańczyć w miejscu. Ja nie mogłem oderwać wzroku od niej. Zacząłem krzyczeć, używając wulgarnych słów aby pokazała biust.
( Pragnę tu wtrącić, że nie używam wulgaryzmów a tym bardziej w obecności kobiet )
Docierało do mnie wewnętrzne zdziwienie, że ja krzyczę takie wulgarne słowa. Krzyczałem i miałem poczucie winy.
W pewnym momencie stała się rzecz przedziwna. To co było na ekranie telewizora nagle wypłynęło na pokój. Rozpłynęło się po czymś w rodzaju kominka a obok na ścianie uformował się kolorowy obraz przedstawiający twarz. Twarz nie była ludzka. Miała usta i oczy ale nie była ludzka. Uzmysłowiłem sobie, że to demon. ( tylko to słowo przychodziło mi na myśl ). Twarz na obrazie zaczęła się szyderczo śmiać. Poczułem, że w sposób brutalny, gwałtowny żona manipuluje mi w kroczu. Jednocześnie zauważyłem, że obserwują to wszystkie troje dzieci. Poczułem ogromny wstyd. Twarze dzieci nie były naturalne. Wykrzywione w jakimś grymasie, jakby osoby upośledzone umysłowo. Twarz żony była podobna, zorientowałem się, że są prawie takie same jak twarz z obrazu, wszystkie były podobne. Pomyślałem : oni są w transie. Zacząłem krzyczeć : obudźcie się, obudźcie się , kilka razy.

Dotarło do mnie, że w pokoju jest demon, że wszedł we wszystkich nas. Przypomniałem sobie chęć podglądania  koleżanki i wulgarne krzyki do cyganki. Poczułem, ponownie, wstyd i wściekłość. Zerwałem się z łóżka, zauważyłem, że żona i dzieci są już „normalne”, są sobą. Powiedziałem albo pomyślałem coś o potrzebie szukania krzyża. Cały czas miałem świadomość, że obok jest demon, czułem go. Podszedłem do kominka. Leżało na nim kilka krzyży, mniejszych i większych. Wszystkie miały odłamane lewe ramiona, w tym samym miejscu. Nie zastanawiałem się dlaczego, chwyciłem jeden większy i jeden mniejszy. W rękach złożyłem z nich krzyż. Poczułem obecność demona za mną, za plecami. Odwróciłem się i  zobaczyłem coś co spowodowało wyrwanie się z moich usta : „ ja pier….”
Przed nami ( bo czułem, że żona i dzieci są za mną ) stał znajomy nam ksiądz.
Śmiał się szyderczo, ubrany był w sutannę i koloratkę, twarz miał szarą, ziemistą.
Od razu skojarzyłem go z tym demonem. Bez zastanowienia przyłożyłem mu krzyż do czoła i zacząłem krzyczeć : wynoś się demonie, wynoś się, wynoś się…
Wtedy kolorowa twarz na obrazie zmieniła się ; oba oczy zlały się w jedno, cyklopie oko, twarz się zamazała i odpłynęła – znikła. Poczułem ogromną ulgę, wiedziałem, że poszedł.
Wtedy się obudziłem.

Stała nade mną cała rodzina. Okrzykami „obudźcie się” rzeczywiście postawiłem cały dom na nogi. Podobno cały drżałem, targały mną jakby konwulsje, żona mówiła, nie znając jeszcze treści snu, że wyglądało to tak jakby ktoś chciał mnie podnieść a ja bym się bronił. Dzieci podobno płakały. Choruję na nadciśnienie. Żona myślała, że mam zawał.
Gdy zacząłem krzyczeć „wynoś się demonie” pojęła, że to sen i zaczęła szarpać mnie, budząc.
Gdy już nie spałem, natychmiast pomyślałem o tym czarnym obłoku przed snem.
Byłem w takim dziwnym stanie, że nie mogę go określić słowami.

Tyle

Dodać muszę, że ten ksiądz to proboszcz w parafii, gdzie znajduje się szkoła, do której chodzą moje dzieci. Jesteśmy z nim w swego rodzaju konflikcie. Skierował, bowiem, do nauki religii księdza, który stosuje bardzo dziwne, jak na katechetę metody nauczania. Nie zgadzaliśmy się z nimi i po wielu przepychankach, które oparły się o Komisję Episkopatu Polski, klasy naszych dzieci uczy inny ksiądz. Podmiotowy proboszcz nigdy nam tego nie wybaczył. Sugerował nawet mieszkańcom nasze wsi, że to ja jestem ucieleśnieniem szatana.

pozdrawiam

T.D.



zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 5 6 7 39
Strona 4 / 39

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

 Jaką Wigilię i święta Bożego Narodzenia widzi jasnowidz Krzysztof Jackowski? 'Ja mam wrażenie, że zima będzie kapryśna może być okresowo bardzo ciepła, ale momentami będzie bardzo zimna. Z całą pewnością będzie to jednak aura, która będzie dużo zimniejsza od poprzednich zim. Wydaje mi się, że w tym roku święta Bożego Narodzenia będą białe'

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 23:39 | 17 listopada 2017 był obserwowany obiekt UFO, który miał kształt walca - według świadka UFO emanowało jasnym, silnym światłem. Obiekt był widzialny nad autostradą A2 w okolicy miejscowości Jordanów. Czekamy na świadków, którzy także widzieli ten obiekt. Więcej w serwisie www.emilcin.com

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 13 listopada 2017 | Ludzie chyba nie dostrzegli mocy tekstu o zdjęciach w Emilcinie, które zostały wykonane 5 listopada 2017. Ot, kolejny tekst w serwisie FN… o czym tu mówić? Ale to błąd.

czytaj dalej

FILM FN

TRÓJKĄTNE UFO O ŚREDNICY 60 METRÓW TRZY RAZY PRZELATUJE NAD TYM SAMYM ŚWIADKIEM - historia z 2006 roku

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.