Z poczty FN:
Historia mojej taty która wydarzyła się w latach 92-93. Po powrocie z wojska mój tata przeżył coś, co do dziś trudno jednoznacznie wyjaśnić. Pewnej nocy, leżąc w łóżku i przysypiając, usłyszał znajomy dźwięk – skrzypnięcie starej drewnianej furtki ze sprężyną, znajdującej się na podwórku. Pomyślał wtedy w myślach:
„To pewnie idzie śmierć po dziadka...”
W tym momencie poczuł chłód, a czas jakby się zatrzymał. Przed jego łóżkiem stanęła czarna, bardzo wysoka postać. Nie ruszała się. Po chwili odezwała się głosem, którego tata do dziś nie zapomniał:
- Skąd wiedziałeś, że to ja?
Przerażony, odpowiedział, że po prostu naszła go taka myśl. I że dopiero co wrócił do domu z wojska, a żal mu, że nie spędzi więcej czasu z dziadkiem. Dodał, że gdyby mógł, oddałby rok swojego życia, żeby dziadek żył dłużej.
Postać przez chwilę milczała, po czym powiedziała:
- To odważne - oddać rok młodego życia, nie wiedząc, ile ci go zostało.
Po tych słowach dodała jeszcze jedno zdanie, które zapadło mu w pamięć na całe życie:
- Przyjdę za dziesięć lat.
Następnie zniknęła. Tata nie wiedział, czy to był sen, wizja, czy może coś więcej.
Dokładnie dziesięć lat później jego dziadek - a mój pradziadek - zmarł.
