Dzień dobry Panie Robercie,
Pański wywiad z Moniką Ohme zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mam podobne przemyślenia dotyczące reinkarnacji i tego, co może czekać nas po śmierci. Czytałam również książkę Wędrówka dusz. Nie planowałam do Pana pisać, ale ostatnio zaczął mi Pan „wyskakiwać” wszędzie - w telefonie, w mediach społecznościowych, w różnych materiałach. Odebrałam to jako znak i postanowiłam podzielić się swoją historią.
Kiedy moja córka Zuzia miała zbliżające się pierwsze urodziny, przyjechali do nas moi rodzice. Przywieźli mi wtedy duży zapas papierosów. Zaznaczę, że mieszkam w Anglii od ponad 20 lat. Paliłam przez większość swojego życia, z przerwą na ciążę i karmienie piersią. Gdy tylko przestałam karmić, wróciłam do nałogu. Dziś trochę wstyd mi to przyznać, ale wtedy naprawdę lubiłam palić. Nie miałam żadnego zamiaru rzucać. W noc przed pierwszymi urodzinami Zuzi miałam niezwykły sen. Śniło mi się, że umarłam. Nie mieliśmy ciał, a komunikacja odbywała się telepatycznie. Rozmawiałam z istotą, którą wtedy uznałam za Boga, choć dziś myślę, że mógł to być jakiś przewodnik duchowy.
Powiedział mi, że umarłam. Co ciekawe, przyjęłam tę informację z całkowitym spokojem. Czułam błogość i poczucie bezpieczeństwa, jakiego nigdy wcześniej ani później nie doświadczyłam.
Następnie usłyszałam słowa, które na zawsze pozostały w mojej pamięci:
„Umarłaś, bo nie dbałaś o siebie. Za dużo paliłaś. Teraz pokażę ci życie tak, jakbyś nie paliła papierosów.”
I wtedy się obudziłam.
Nie potrafię opisać uczucia, które mi towarzyszyło po przebudzeniu. To było coś pięknego, czego nie da się wyrazić ziemskimi słowami. Rano opowiedziałam rodzinie o tym śnie. Później, jak zwykle, wyszłam do ogrodu z kawą i papierosem. Po każdym zaciągnięciu miałam odruch wymiotny, jakby moje ciało nagle zapomniało, że kiedykolwiek paliłam. Ten stan utrzymywał się przez kilka tygodni. W końcu przestałam próbować.
Od tamtego dnia minęło 12 lat. Nie zapaliłam ani jednego papierosa.

Nie twierdzę, że wiem, czym było to doświadczenie. Wiem tylko, że zmieniło moje życie. Dzięki niemu stałam się lepszą wersją siebie, zdrowszą i bardziej świadomą. Do dziś czuję, że był to jakiś znak i że miało to głębszy sens. Od tamtego doświadczenia zaczęłam interesować się tematyką życia po śmierci, świadomości i duchowości. Przeczytałam wiele książek na ten temat. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie "100 sekund w niebie". Autor opisuje swoje doświadczenie śmierci klinicznej, a czytając jego relację, miałam momentami wrażenie, jakby opisywał to, co sama czułam podczas tego snu i tuż po przebudzeniu. Przez lata nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić ten stan, a kiedy przeczytałam tę książkę, po raz pierwszy pomyślałam: „Tak, właśnie o to mi chodziło”. To było bardzo zaskakujące i dało mi do myślenia. To doświadczenie nie było jedyną niezwykłą rzeczą w moim życiu. Mam wrażenie, że moje życie składa się z wielu podobnych historii. Od dziecka byłam bardzo wrażliwa na energię ludzi.
Zdarzało mi się również mieć sny o osobach zmarłych. W takich snach przekazywały mi różne informacje lub wiadomości. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ktoś może uznać to za zwykłe sny, jednak niektóre z tych doświadczeń były dla mnie na tyle wyraźne i znaczące, że do dziś o nich pamiętam.Szczególnie zastanawiająca była dla mnie historia mojego syna. Gdy miał około trzech lat, opowiadał rzeczy, które interpretowałam jako wspomnienia z poprzedniego wcielenia. Był jeszcze bardzo mały, a mimo to mówił o sprawach, których nie miał prawa znać. To również skłoniło mnie do głębszego zainteresowania tematem reinkarnacji. Nie oczekuję, że ktoś bezkrytycznie uwierzy w moje doświadczenia. Chciałam jedynie podzielić się historią, która przez lata skłaniała mnie do zadawania pytań o to, kim jesteśmy i co dzieje się z nami po śmierci.