Dziś jest:
Niedziela, 18 sierpnia 2019

Ten, kto chce pozostać w dobrym zdrowiu, powinien unikać smutnych nastrojów i zachowywać radosny umysł.
/Leonardo da Vinci/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




DRAMAT Z WYWOŁYWANIEM DUCHÓW - oto prawdziwa historia!
Nie, 17 sty 2016 22:54 komentarze: brak czytany: 1118x

Czy ta historia jest wyjątkowa? Oczywiście nie. Mamy takich bardzo dużo. Jej opis trafił do nas po publikacji ostrzegającej przed zabawą w "wywoływanie duchów". Trafia do naszego archiwum, ale także publikujemy ją w naszym XXI PIĘTRZE.   From: [dane do wiad. FN]Sent: Sunday, January 17, 2016 10:32 PMTo: FNSubject: Wywolywanie duchowWitam... po przeczytaniu Waszego artykulu o zabawie.......

czytaj dalej

Czy ta historia jest wyjątkowa? Oczywiście nie. Mamy takich bardzo dużo. Jej opis trafił do nas po publikacji ostrzegającej przed zabawą w "wywoływanie duchów". Trafia do naszego archiwum, ale także publikujemy ją w naszym XXI PIĘTRZE.

 

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Sunday, January 17, 2016 10:32 PM
To: FN
Subject: Wywolywanie duchow


Witam...

po przeczytaniu Waszego artykulu o zabawie w wywolywanie duchow,chcialbym Wam opisac swoja historie a wlasciwie grupy moich przyjaciol.Cala sytuacja wydarzyla sie 20 lat temu.Ale moze od poczatku.

Nie wiem dlaczego ale zawsze od dziecka postrzegalem jakos wszystko inaczej i interesowalem sie tym czym dzieciak raczej nie powinien,mialem swoje zdanie  i juz podczas pierwszych zajec religii byly problemy.Pamietam kiedys jako 20 latek kolega mi opowiadal o wywolywaniu duchow,ze byl na seansie w miejsowosci nadmorskiej a przebywal tam brat znanego polskiego aktora,ktory sie tym zajmowal,opowiedzial jak to wygladalo a takze mowil o pewnych zasadach,ktore zapamietalem mianowicie,ze jesli nie wierzysz najlepiej nie bierz udzialu-usiadz z boku,z miejsca w ktorym sie to odbywa nic nie zabieraj,nigdy nie wiesz jaka energia przychodzi z drugiej strony.

Po pewnym czasie dostalem w nocy telefon od kolezanki aby szybko do niej przyjsc bo cos sie wydarzylo,ja siedzialem wtedy u kolegi wiec noe myslac dlugo pobieglismy do Niej(bylo to pare blokow dalej),kiedy weszlismy w pokoju byl polmrok,byla tam jej siostra i kolezanka,wiec pomyslalem ze to jakis kawal.Na stole stal krzyz i ksiazeczka do nabozenstwa a one byly przestraszone i wyjasnily ze wywolywaly duchy i cos dziwnego sie dzieje w domu,oczywiscie nie uwierzylem zostalismy na noc i nic sie nie dzialo.Nastepnego dnia wrocilismy tam po poludniu i Katarzyna ,ktora byla inicjatorka wywolywania duchow zaproponowala zeby to zrobic,nie mialem nic na przeciwko bo w to nie wierzylem ale powiedzialem ze nie biore w tym udzialu tylko bede obserwowal wraz z kolega i kolezanka a przy stole usiadly Katarzyna i Agata,byl alfabet,liczby,tak,nie oraz talerzyk z narysowana strzalka.Katarzyna przywolala ducha,talerzyk sie poruszal po stole,jako sceptyk obserwowalem ruchy ich dloni oraz przedramion probujac zauwazyc czy same tego nie robia,lecz kiedy go puscily poruszal sie sam po stole...wtedy uwierzylem,zadawaly pytania a on odpowiadal.

Mowil ze jest chlopakiem ,ktory sie powiesil,podawal informacje na moj temat o ktorych nikt nie wiedzial a takze o innych a pozniej zaprosil mnie ze ja moge brac w tym udzial,zapytalem dlaczego odpowiedzial ze mam duza wiare w Boga na co ja zaprzeczylem i nie chcialem brac w tym udzialu...seans zakonczyl sie tak ze zdjely talerzyk ze stolu....nie odwolaly go.

Ja z kolega udalem sie do domu,w nocy znowu telefon ze cos dzieje sie z Agata...wiec znowu tam poszlismy,powiedzialy ze wywolywaly znowu,wiec zapytalem gdzie jest Agata,siedziala sama w drugim pokoju byla wystraszona bo duch powiedzial ze bez niej nie odejdzie-wszedlem tam siedziala po ciemku zapalilem swiatlo,nie odzywala sie miala rece pociete nozem byla w rozsypce...zabralem ja do drugiego pokoju,opatrzylem rany nie byly powazne zapytalem gdzie talerzyk powiedzialy ze w szafce,poszedlem sprawdzic ale zniknal.

Poradzilem aby poszly poszukac pomocy u ksiedza,jak sie pozniej dowiedzialem ksiadz kiedy sie dowiedzial co robily przegonil je ale pomogl im inny.Po jakims czasie wyprowadzily sie Agata skonczyla studia a Jej siostra Anna jak przepowiedzial duch zostala prostytutka.Pozniej nasz kontakt urwal sie a na klatce w ktorej to sie odbywalo powiesil sie mlody chlopak.Mam nadzieje ze ta historia bedzie dowodem dla niedowiarkow a takze przestroga,bo to nie zabawa i nigdy nie wiemy kto przychodzi z drugiej strony.Pozdrawiam Serdecznie 

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



KARMA I POMAGANIE POTRZEBUJĄCYM – odpowiedź na pytanie czytelnika FN
Nie, 17 sty 2016 12:09 komentarze: brak czytany: 806x

W naszej codziennej poczcie znajdujemy ciekawe pytania. Czasami dotyczą one spraw podstawowych, związanych z tzw. karmą, czyli prawem „przyczyny i skutku”, które buduje nasze życie składające się z całego ciągu wydarzeń.Oto ten e-mail:-----Original Message-----From: [dane do wiadomości FN]Sent: Saturday, January 16, 2016 12:24 PMTo: FNSubject: Karma a osoby potrzebująceDroga Redakcjo.......

czytaj dalej

W naszej codziennej poczcie znajdujemy ciekawe pytania. Czasami dotyczą one spraw podstawowych, związanych z tzw. karmą, czyli prawem „przyczyny i skutku”, które buduje nasze życie składające się z całego ciągu wydarzeń.

Oto ten e-mail:

-----Original Message-----
From: [dane do wiadomości FN]
Sent: Saturday, January 16, 2016 12:24 PM
To: FN
Subject: Karma a osoby potrzebujące

Droga Redakcjo!

Jestem Waszym czytelnikiem od przeszło 5 lat, jednak dopiero dzisiejsza sytuacja wywołała we mnie nieodpartą chęć skontaktowania się z Nautilusem. Stan faktyczny był następujący: pod drzwi mojego mieszkania przyszedł nieznajomy. Na dźwięk dzwonka do drzwi automatycznie poszedłem otworzyć i sprawdzić kto przyszedł. Powiedział, że jest bezdomnym i prosi o pieniądze. Jego wygląd był naprawdę odstręczający, ubranie było zniszczone, a mężczyzna ten był ewidentnie zaniedbany. Gdy usłyszałem w jakim celu przyszedł, odruchowo zamknąłem drzwi mówiąc "Nie mam nic. Do widzenia". Kilka minut po tym jak odszedł, naszła mnie wątpliwość, którą mam nadzieję wspólnie z Państwa pomocą uda się choć po części rozwiać.
Zastanawia mnie mianowicie, czy zgodnie z prawem karmy powinniśmy bezrefleksyjnie pomagać wszelkim osobom w potrzebie? Mam tu na myśli osoby bezdomne, żebrzące na ulicach, cygańskie rodziny (głównie dzieci), czy osoby przedstawiane w telewizji jako podopieczni wszelakich fundacji. Czy odmawiając takiej osobie pomocy "tracę punkty" i oddalam się od doskonałości duchowej oraz narażam się na podobną sytuację w przyszłym wcieleniu (z odwróconymi rolami)? Z mojej perspektywy jest to problem, ponieważ dając te pieniądze robiłbym to nieszczerze, mając z tyłu głowy, że nie zostaną one wykorzystane na potrzeby podstawowe, lecz na alkohol i inne używki. Ostatnie moje pytanie, co w takiej sytuacji jest ważniejsze z punktu widzenia "awansu" duchowego - intencja osoby przekazującej datek (bez braku świadomości na co zostaną spożytkowane środki), czy satysfakcja z otrzymanego zastrzyku gotówki przez osobę potrzebującą, którą widzimy bezpośrednio po udzieleniu pomocy?

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

Udzielać pomocy trzeba! Trzeba to robić bezinteresownie, osobom naprawdę potrzebującym. Jak ich rozpoznać? Trzeba się kierować intuicją, wewnętrznym głosem, który powinien dać nam odpowiedż. Tu jednak ważne zastrzeżenie.

Świat jest pełen oszustwa i przekazywanie pieniędzy przeróżnej maści cwaniakom, które z naciągania zrobili sobie sposób na życie… to oczywiście żart i nie ma sensu w ten sposób „budować sobie dobrej karmy”. Ale oczywiście warto nauczyć się robić rzeczy bezinteresownie, jedynie z chęci pomagania innym, którzy mają gorzej niż my. Zamiast rozdawać pieniądze na lewo i prawo warto pomóc jednej osobie, co do której jesteśmy pewni, że rzeczywiście jej sytuacja na to zasługuje. Nasze ego mówi „szkoda, nie rób tego!”, ale trzeba je poskromić niczym dzikie zwierzę. My także robimy to każdego dnia! :)

 Na koniec jeszcze jedna wskazówka.

Człowiek powinien być jak surfer, czyli osoba ślizgająca się po falach – radzą wschodni mistrzowie. Ktoś, kto nie rozumie zasad przemian Jing-Jangu nigdy nie będzie szczęśliwy.

Filozofia wschodu związana z zasadą przemian Jing-Jangu mówi o tym, że nic nie trwa wiecznie, a wszystko wokół nas się zmienia. Tych zmian nie dostrzegamy, ale one następują każdego dnia. Wiele osób ma lęk przed tym, że coś, co w ich mniemaniu jest "szczęśliwym stanem" przeminie i dlatego próbują utrzymać ten stan "rękami i nogami" za wszelką cenę przy użyciu często nikczemnych metod, czym ściągają na siebie prawdziwe nieszczęście.
Jeśli zbytnio zachwycamy się nową sytuacją (nową pracą, miłością itp.), to tworzymy balon jednostronnych wibracji, który kiedyś zostanie napełniony do granic możliwości pęknie, a pękając zniszczy coś, co posiadamy - albo pozycję, albo miłość, albo... nasze zdrowie, albo wszystko naraz.

Musimy więc nauczyć się cieszyć tym, co posiadamy i co uznajemy za dobre, jako tym, co się nam należy, trudności przyjmować jako naukę pobieraną z rąk Mistrza i nie chwytać się kurczowo brzegów fal wiecznej odmiany Jin-Jangu. Musimy więc być otwarci na to, aby przyjmować dobro i zło (w naszym rozumieniu) jako dwie strony tej samej energii, żyć w harmonii z delikatną, ale Wielką Prawdą Cyklicznych Przemian Natury. Jeśli nam się to uda, będziemy niczym surfer na falach oceanu ślizgać się po grzbietach fal Jing-Jangu, łagodnie wznosić się i ponownie opadać z uśmiechem na twarzy, bez ciągłego lęku przed tym, że właśnie na tej fali "spadamy". Jak wytłumaczyć prawo "Cyklicznych Przemian"?
Najlepiej posłużmy się przepiękną, chińską przypowieścią, którą znalazł w Chinach filozof Alan Watts.

"Pewien wieśniak miał tylko jednego konia. Pewnego dnia ten koń mu uciekł. Tego dnia sąsiedzi zebrali się, żeby mu współczuć i pocieszyć go w tym nieszczęściu. Kiedy padły słowa - "jakie to nieszczęście spadło na niego", on tylko stwierdził "być może, że to jest nieszczęście, a być może, że nie". Następnego dnia koń powrócił z sześcioma dzikimi końmi i wszyscy przyszli cieszyć się i gratulować mu szczęścia, a on znowu odpowiadał, że "być może jest to szczęście, a być może, że nie".
Za parę dni syn jego chciał się przejechać na jednym z tych dzikich koni. Koń jednak wierzgnął, a syn jego spadł tak nieszczęśliwie, że złamał nogę. Kiedy przyszli sąsiedzi z wyrazami współczucia - powtórzył tylko "być może, że jest to nieszczęście, a być może, że nie". Następnego dnia przyjechali wysłannicy króla, aby pobrać nowych mężczyzn do wojska, ale syna nie wzięli, bo miał złamaną nogę. Kiedy przyszli sąsiedzi z gratulacjami - powtórzył tylko "być może, że to szczęście, a być może, że nie". Komentarz Alana Wattsa do tego opowiadania był krótki - "cykliczność Jing-Jangu jest delikatna i mądra, trzeba nie być ślepym, aby to zobaczyć
".



zwiń tekst



'WUJEK ZYGMUNT' - niezwykła historia, którą opowiedział nam kierowca taksówki z Nowego Jorku
Czw, 14 sty 2016 09:58 komentarze: brak czytany: 858x

Nasz czytelnik p. Krzysztof jest taksówkarzem w Nowym Jorku. Okazuje się, że jego praca także daje mozliwości spotkania z czymś "nieznanym". W jego kolejnej korespondencji na pokład okrętu Nautilus opisał niezwykłe wydarzenie, które nazwał tytułem "Wujek Zygmunt". Proponujemy spokojnie przeczytać to, co przydarzyło sie p. Krzysztofowi. Zachowaliśmy oryginalną pisownię, w tym brak "polskich.......

czytaj dalej

Nasz czytelnik p. Krzysztof jest taksówkarzem w Nowym Jorku. Okazuje się, że jego praca także daje mozliwości spotkania z czymś "nieznanym". W jego kolejnej korespondencji na pokład okrętu Nautilus opisał niezwykłe wydarzenie, które nazwał tytułem "Wujek Zygmunt". Proponujemy spokojnie przeczytać to, co przydarzyło sie p. Krzysztofowi. Zachowaliśmy oryginalną pisownię, w tym brak "polskich znaków", ale mamy nadzieję, że... zostanie to nam wybaczone.

 

 

..."Wujek Zygmunt"

Kochany Nautilusie przesylam nastepna historie ktora przydarzyla mi sie gdy pracowalem jako taksowkarz w Nowym Jorku. Aby lepiej zrozumiec ta historie kilka zdan o pracy taksowkarza. Specyfika tej pracy polega na tym ze najwazniejsza sprawa jest nauczyc sie jednej rzeczy; kogo mozna wpuscic do taksowki a kogo nie. Pasazerow mozna podzelic na trzy kategorie.Pierwsza to Ci ktorych mozna bez obawy wpuscic do taksowki, drudzi to Ci ktorych trzeba najpierw zlustrowac, a trzecia to Ci ktorych pod zadnym pozorem nie mozna wpuscic.

Jest jeszcze cala masa roznych cudakow i dziwakow, ktorzy tworza koloryt tego miasta, ale taksowkami to nie jezdza. Nie bede wnikal w szczegoly dlaczego tak jest, ale tak jest i nigdy inaczej juz nie bedzie. Historia ktora mi sie przydarzyla miala miejsce gdy wykonywalem ta prace juz trzeci rok i ciagle cieszylem sie dobrym zdrowiem i samopoczuciem, znaczy sie znalem swoj fach.

Mialem go jak to sie mowi w jednym "oku". A bylo to tak:

Zdarzylo sie to w bodajze pierwsza letnie sobotnie popoludnie gdy mnostwo ludzi korzystajac z pieknej pogody sobie spacerowalo, a nikt nie bral taksowki. W zwiazku z tym ja jezdzilem pusty i nie zarabialem. Z kazda przemijajaca chwila moja frustracja byla coraz wieksza. Bylem wtedy na Upper West side gdzie mieszkaja naprawde bogaci, dobrze wygladajacy ludzie. I tak posrod tych spacerujacych dostrzeglem stojacego mezczyzne, ktory zadnym sposobem nie pasowal ani do tego miejsca ani do tego miasta. Stal posrod tlumu, samotnie, jakby wyobcowany. Nawet wokol niego byla pustka jakby ludzie go omijali. Na pewno nie dlatego ze ich dziwil bo oni widzieli juz nie takich cudakow i pewnie jeszcze wiecej przezyli. Ubrany byl jakby w ubranie robocze.

Stal nieruchomo, jego twarz byla jakby ogorzala od wiatru czy slonca choc rownie dobrze mogl miec ciemniejszy kolor skory. Skojarzyl mi sie z polskim rolnikiem, a wiem o czym pisze bo dziecinstwo spedzilem na wsi. Lecz to nie jego ubior decydowal, a jego postawa i wyraz twarzy ktory sprawial wrazenie wyobcowania. Gdy podjechalem podniosl reke by zatrzymac taksowke tak jak sie to robi chyba na calym swiecie, lecz ruch ten byl jakby mechaniczny. Beznamietnym glosem, choc poprawna angielszczyzna podal adres na ktory chcial jechac. Bylo to skrzyzowanie dwoch ulic, co jest typowe. Nawet gdy podawal adres jego twarz pozostala nieruchoma, zamyslona, jakby nieobecna. Wszytsko co robil, robil jakby mechanicznie. ja zatrzymalem sie tylko dlatego, ze bylem bardzo sfrustrowany jezdzac dluzszy czas pusta taksowka. Zdalem sobie sprawe ze lamie wszystkie reguly doswiadczonego taksowkarza. Kurs nie byl dlugi, moze 10 minut.

Jadac w pewniej chwili spojrzalem w wsteczne lusterko aby sie przyjrzec mojemu pasazerowi. W lusterku zobaczylem jego twarz. Teraz byla usmiechnieta."Nieobecne" przed chwila oczy byly zywe, zyczliwie patrzyly na mnie.Pewnie widzial ze go obserwuje. Nie wiem czy z wyrazu jego oczu czy jakos telepatycznie odczytalem jakby pytanie skierowane do mnie "ciekawe czy on wie kogo wiezie". Jakby w odpowiedzi na to jego pytanie pomyslalem: "przeciez to jest wujek Zygmunt",ktory nie zyl juz od wielu lat. Na ktorego gospodarstwie jako dziecko spedzalem wakacje i bylem z nim wtedy bardzo zzyty. Nie byl moze bardzo podobny do niego ale to byl na pewno ten sam typ czlowieka.

Ten jego zyczliwy lekko ironiczny lekko zadziorny usmiech. Zyczliwa dla ludzi twarz i ten ubior mogl mi sie skojarzyc tylko z moim wujkiem Zygmuntem. Nie wiem co on widzial w mojej twarzy. Bez slowa patrzylismy tak chwile na siebie.Mialem wrazenie, ze sie rozumiemy. Kurs byl krotki wiec szybko bylismy na miejscu. Wysiadajac zrobil to znowu jakby mechanicznie. Twarz byla beznamietna nieobecna. Bez slowa podal mi pieniadze. Odjezdzajac jak dlugo bylo to mozliwe obserwowalem go w lusterku. Stal w miejscu w ktorym wysiadl, znowu nieruchomo, nigdzie nie odszedl. Nie wiem kim byl ten dziwny czlowiek. Dla mnie bedzie zawsze wujkiem Zygmuntem . Gdy tylko wysiadl od razu wiedzialem, ze wsiadl do mojej taksowki tylko po to aby mi przekazac pieniadze.Tak to jest chyba najlepsze okreslenie. Suma ktora "zaplacil" za ten krotki kurs wielokrotnie przekraczala sume nalezna za kurs i doskonale zrekompensowala moje straty gdy jezdzilem pusty.

Podobna historie opowiedzial mi kiedys kolega. Jezdzil w nocy. Trafila mu sie taka noc, ze byl pewny ze tym razem dolozy do tego interesu i wtedy nad ranem wsiadla do jego taksowki pewna Pani, ktora za krotki kurs wreczyla mu plik banknotow. Gdy je przeliczyl to wyszla mi "calkiem zgrabna" noc i mogl spokojnie wracac do domu. Moj kolega byl madrym czlowiekiem. Wiele sie od niego nauczylem i to nie w sensie zawodowym, niezle tez malowal. Z tym ze byl strasznym sceptykiem. W zwiazku z ta jego przypadloscia ta Pani funkcjonowala w jego opowiadaniu jako wariatka. Ale ja wiem czy to tylko wariatka byla...?  

Z pozdrowieniami
Krzysztof [dane do wiadomości red. FN]



zwiń tekst



ATAK NOCNEJ ZMORY - kolejne świadectwo
Czw, 14 sty 2016 09:38 komentarze: brak czytany: 771x

Historie o tzw"nocnych zmorach", czyli demonicznych istotach próbujących doprowadzić do śmierci osób w trakcie snu pisaliśmy wiele razy.W ostatniej poczcie znaleźliśmy kolejną relację o takim właśnie "ataku nocnego demona". [...] Przeczytałam listy nadesłane do Państwa w temacie "zmory" . Postanowiłam napisać ponieważ chyba przytrafiła mi się podobna sytuacja i to dwa razy. Z pewnością.......

czytaj dalej

Historie o tzw"nocnych zmorach", czyli demonicznych istotach próbujących doprowadzić do śmierci osób w trakcie snu pisaliśmy wiele razy.W ostatniej poczcie znaleźliśmy kolejną relację o takim właśnie "ataku nocnego demona".

[...] Przeczytałam listy nadesłane do Państwa w temacie "zmory" . Postanowiłam napisać ponieważ chyba przytrafiła mi się podobna sytuacja i to dwa razy. Z pewnością moje opisy  będą chaotyczne ale sama nie wiem jak mogę je opisać. Pierwszy raz doświadczyłam odczucia zmory sennej kilka lat temu chyba był to rok 2005. Śniłam że śpię u mojej cioci (zmarła w 1994 roku) razem z nią w łóżku. Następuje ranek, ciocia gotuje mi lane kluski na mleku, po czym do pokoju(pokój jest zarazem i kuchnią) wchodzi jej synowa (stosunki cioci i synowej były bardzo chłodne żeby nie powiedzieć złe). Synowa stanęła i nic nie mówiąc rozglądała się i patrząc na mnie podchodziła do łóżka, zmieniając pozycję ciała w "nastroszonego kota" z zapadniętymi policzkami, bez oczu tylko oczodoły i zaczęła mnie dusić. Nie wiem jak udało mi się wybudzić z tego snu ale byłam nim zmęczona.

Drugi raz miał miejsce we wtorek. Przysypiając oglądałam telewizję i trafiłam na film pt. "Przepowiednia" oglądałam go z przerwami na drzemkę. Budziłam się oglądałam i znów zasypiałam. Obejrzałam samą końcówkę filmu i wyłączyłam telewizor. Zasnęłam i we śnie próbowałam wyłączyć telewizor bezskutecznie, próbowałam zawołać syna z sąsiedniego pokoju ale bałam się głośniej krzyknąć i miałam wrażenie że mnie nie słyszy. Znów próbowałam wyłączyć telewizor wydawało mi się że leżę na boku i na wprost mnie przy łóżku siedzi kobieta ma czarne włosy, zapadnięte policzki, ubrana na biało. Wyciągnęła do mnie wychudzoną rękę a jej dłoń była zakończona długimi pazurami i w tym momencie udało mi się obudzić naprawdę. Uwierzyłam że się obudziłam w momencie kiedy zawołałam mojego syna usłyszałam swój i jego głos w odpowiedzi na moje wołanie.
Nie wiem co mam o tym myśleć ale pocieszam się że nie spotkało to tylko mnie.
Pozdrawiam serdecznie.
A. [dane do wiadomości FN



zwiń tekst



O ZDANACH I NIE TYLKO - GAZETA WYBORCZA O FUNDACJI NAUTILUS
Nie, 10 sty 2016 13:55 komentarze: brak czytany: 923x

Porządkujemy nasze katalogi przeróżnych tekstów. Wiele miesięcy temu ukazał się tekst w Gazecie Wyborczej o FN. Być może ktoś z naszych czytelników zechce go przeczytać, więc... umieszczamy go w naszym dziale XXI PIĘTRO. Polacy udowodnili, że UFO istnieje. Rzucając miskamiautor: Marta Górna, Gazeta WyborczaMężczyzna w skórzanej kamizelce opowiada, jak to było, kiedy.......

czytaj dalej

Porządkujemy nasze katalogi przeróżnych tekstów. Wiele miesięcy temu ukazał się tekst w Gazecie Wyborczej o FN. Być może ktoś z naszych czytelników zechce go przeczytać, więc... umieszczamy go w naszym dziale XXI PIĘTRO.

Polacy udowodnili, że UFO istnieje. Rzucając miskami
autor: Marta Górna, Gazeta Wyborcza

Mężczyzna w skórzanej kamizelce opowiada, jak to było, kiedy zobaczył UFO. Obrusza się, gdy ktoś sugeruje, że to on sam rzucał modelem: - Ja rzucałem? Ja tak wysoko nawet nie jestem w stanie dorzucić, bo mnie ręka boli, bark mam naderwany - mówi.

Miskami rzucali do utraty tchu. Małe, duże, lśniące i matowe, wirowały nad polem niedaleko Warszawy. Kiedy spadały na ziemię, członkowie fundacji Nautilus podnosili je, polerowali i znów rzucali w powietrze. Tak udowodnili, że UFO istnieje.

Kosmiczne miednice

Robert, poważny czterdziestolatek o jasnym spojrzeniu, kołysze się na krześle. Sięga do kartonu stojącego na półce. Kiedy nim porusza, słyszę brzęk misek. Kilka z nich stoi już na jednej z półek, inne błyszczą w kącie pokoju. - Mam ich tyle, że mógłbym prowadzić sprzedaż hurtową - żartuje. Oprócz miednic małych i większych na stole stoją dwa zabawkowe samochody. Jeden to granatowy polonez, drugi - szare auto osobowe, które na potrzeby eksperymentu udaje busa.

- To co, UFO istnieje czy nie? - zagajam rozmowę.

- Oczywiście, że tak. Udowodnienie tego zajęło nam dziesięć lat. Ale w końcu się udało, było warto - dodaje.

Niemal dziesięć lat temu, dokładnie 8 stycznia 2006 roku ok. godz. 12.30, dwóch byłych policjantów bawi się na weselu w Siedlcach. Dochodzą do wniosku, że mogliby się bawić jeszcze lepiej. Jeden z nich prosi drugiego, żeby zawiózł go "na panienki". Jadą drogą biegnącą z Siedlec do Terespola, z prędkością 100 km na godzinę. Niedaleko miejscowości Zdany, w szczerym polu, samochód nagle staje. Myślą, że się popsuł. Za nimi jedzie bus na białoruskich blachach wypełniony robotnikami. On też się zatrzymuje. Z poloneza widać, że kierowca busa kręci kluczykiem w stacyjce. - Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, drętwiały nam nogi. Nad maską coś przeleciało i zawisło nad polem. Było wielkości fiata 126p - opowiadał potem jeden z pechowych weselników, którego zdjęcie pokazuje mi Robert. Widzę na nim mężczyznę koło pięćdziesiątki, we wciśniętej na głowę czapce z daszkiem, na burym swetrze skórzana kamizelka. Palec wyciągnięty w dal, pokazuje, skąd nadleciało UFO.

Wraz z kolegą wyskoczyli z poloneza. Aparatem, którym wcześniej robili zdjęcia na weselu, zrobili kilkanaście ujęć przybyszy z kosmosu. Robert pokazuje mi te fotografie: UFO znika za konarami drzew, UFO sunie pod liniami energetycznymi, UFO zawisa w powietrzu.

Nie mają powodu, by kłamać

- Wygląda jak dwie sklejone ze sobą metalowe miski - mówię.

- No właśnie - kiwa głową Robert.

- Ci świadkowie są wiarygodni?

- Moim zdaniem tak. Poznałem ich. Nie mają powodu, by kłamać. Ryzykują jedynie ośmieszenie i wytykanie palcami. Myślę, że są godni zaufania. Przeciętni, nie żadni kombinatorzy. Poza tym niech pani nie zapomina, dokąd jechali. Nie chcieli z nami rozmawiać, żeby się nie wydało - obaj przecież mają rodziny. Mój kolega z fundacji tak długo jeździł i nagabywał jednego z nich, że po latach czuł się u niego jak w domu.

Robert przesyła mi film, na którym mężczyzna w skórzanej kamizelce opowiada o tym, co widział: - Ja rzucałem? - oburza się na pytanie, czy rzucał modelem UFO. - Ja tak nawet nie dorzucę wysoko, bo mnie ręka boli, bark mam naderwany - pokazuje na swoje ramię.

O wizycie latającego spodka w Zdanach Robert dowiedział się z "Faktu". Zadzwonił, sprawdził. Odszukał bohaterów historii i spotkał się z nimi. Do robotników z busa nie udało mu się dotrzeć. Ale i tak nie ma wątpliwości. UFO istnieje. Chciał niezbite dowody pokazać Polskiej Akademii Nauk, ale domyśla się, że nie potraktują go poważnie: - Nie uwierzą nam, jesteśmy z tym sami. A inni się tarzają ze śmiechu.

Robert przesyła mi jeszcze pakiet zdjęć UFO, symulację graficzną i filmową. Na tej ostatniej grafik z detalami odtworzył lot obiektu i odbijające się w nim otoczenie.

Jesteśmy zamożnymi zapaleńcami

Robert jest szefem fundacji Nautilus od 2001 roku. Nie chce mówić o sobie, nie chce się afiszować, mieć w pracy problemów. Ale chętnie i dużo mówi o zjawiskach paranormalnych. - Nasza fundacja jako jedyna w Polsce ma w statucie zapisane, że musimy zajmować się szukaniem sensu życia - podkreśla.

Siedziba fundacji znajduje się kilkanaście kilometrów od centrum Warszawy. W Miedzeszynie, przy jednej z krótkich uliczek ze szpalerami domków jednorodzinnych z obu stron. W jednym z nich znajduje się baza Nautilusa. Z ulicy jej nie widać, jest sprytnie ukryta przed okiem postronnego obserwatora. Pod murem, osłonięty drzewem, stoi spory kamper. Na jego ścianie - logo fundacji. Robert przystawia taboret, żebym mogła wejść do środka. - Jest ślisko, niech pani uważa - instruuje.

Sufit jest nisko, uderzam się w głowę. W małym pomieszczeniu w centralnym miejscu stoi stół. Siadam za nim. Gdybym była wysokim mężczyzną, kolana miałabym pod brodą. Po lewej stronie mała kuchenka, po prawej reprodukcje rycin statków. Nie kosmicznych, zwykłych okrętów morskich. - Pokażę pani nasz sprzęt - zapowiada Robert. - Teraz jest zimno, więc nie trzymamy tu wszystkiego, bo to drogi interes.


Podaje mi lornetki, które nagrywają wszystko w trójwymiarze, potem noktowizor. - Nakupowaliśmy sprzętu za 100 tys. złotych - mówi. - Mamy jeszcze detektory ruchu, kamery pracujące w podczerwieni. A nikt nas nie finansuje. Jesteśmy po prostu zapaleńcami. Zamożnymi zapaleńcami. Nasza działalność jest usługowa. Słuchamy tego, co mówią ludzie, a potem sprawdzamy, tropimy zjawiska nadprzyrodzone. Mamy 40 zgłoszeń miesięcznie. Że ktoś widział UFO, że miał spotkanie I, II albo III stopnia. Ale jakieś 2 proc. z tego okazuje się prawdziwe.

- O co chodzi z tymi stopniami?

- I stopień jest, jak pani zobaczy UFO, II jak wpłynie na pani samopoczucie, a III to już jak znajdzie się pani na statku - tłumaczy Robert.

Niezbite dowody

Byli policjanci ze Zdanów mieli zatem spotkanie II stopnia. Problem w tym, że bardzo długo nie chcieli o nim rozmawiać. Robertowi i jego znajomym dziesięć lat zajęło przekonywanie ich, że jednak warto. Dzięki ich opowieści Robert zaraz udowodni mi, że szare istoty, za którymi ganiał Fox Moulder, bohater "Z Archiwum X" faktycznie istnieją. Patrzę na powiększone zdjęcia, które Robert poukładał na stole. Latający spodek nadal wygląda jak dwie sklejone ze sobą lśniące miednice, a nie jak coś, co stworzyła pozaziemska technologia. Robert tłumaczy:

1. Niemożliwe, żeby to były miski, bo są zbyt wypolerowane. Członkowie Nautilusa miotali miskami nad polem, ale żadna z nich nie była aż tak lśniąca, bez skazy. Pomiędzy kolejnymi zdjęciami ze Zdanów jest jedynie kilka sekund różnicy - niemożliwe więc, żeby ktoś rzucał miską, podnosił, kiedy upadnie, polerował i rzucał raz jeszcze tylko po to, aby kogoś okpić.

2. Obiekt jest zbyt oddalony od fotografa. A na horyzoncie nie ma żywej duszy. Kto więc mógłby rzucić miskami (które nie są miskami)?

3. Zdjęcia poddano analizie graficznej i w obiekcie odbija się dokładnie to, co powinno, czyli linie energetyczne, niebo i śnieg.

4. Według świadków UFO miało kilka metrów średnicy - kiedy na jednym ze zdjęć wisi pod liniami energetycznymi, jest proporcjonalnej wielkości.

Wie, bo on i inni zapaleńcy z fundacji robili modele z misek, mierzyli czas, odległość, badali i wątpili.

Po co przylatuje do nas UFO?

- Panowie, którzy zrobili zdjęcia, mówią, że w polonezie wysiadła im elektryka. Nie powinna też wysiąść w aparacie? - pytam.

- To jest bardzo dobre pytanie - mówi Robert. - Często zadawane przez tych, którzy chcą podważyć nasze dowody. Według nas nad samochodami zawisł wtedy jakiś niewidzialny obiekt, powiązany z tym małym UFO. Kiedy świadkowie wybiegli z auta, znaleźli się poza jego zasięgiem. I dlatego aparat działał - wyjaśnia.

- A po co UFO miałoby nas odwiedzać?

- Jesteśmy dla nich interesujący, prowadzą badania nad tym, jak niszczymy siebie samych i naszą planetę - Robert ma gotową odpowiedź. - Nie wtrącają się, nie wolno im. Ale nie są dla nas zagrożeniem, to już bardziej my zagrażamy im - wyjaśnia.

- Ale jak?

- Bawimy się bronią atomową. Ich świat odczuwa tego skutki.

- A jak wyglądają?

- Tak jak my, nie różnią się od nas prawie wcale.

Wiem, co widziałam

Małgorzata, niska kobieta po pięćdziesiątce o inteligentnym spojrzeniu, wie doskonale, jak w locie zachowuje się miska o średnicy 14 cm, a jak poleci taka większa - o średnicy 20 cm. Była wśród tych, którzy przeprowadzali eksperyment, sprawdzali, ciskali miskami w niebo. Na jednym ze zdjęć przesłanych przez Roberta widać modele UFO: sklejone taśmą klejącą dwie małe miednice, na innym roześmianych członków fundacji, na kolejnym w ciasnym kamperze długowłosy chłopak smaruje kromkę chleba masłem.

Małgorzata już wcześniej widziała UFO, choć "jej" niezidentyfikowany obiekt latający wyglądał raczej jak wielka kula.

Miała 14 lat, kiedy ją zobaczyła. W 1978 roku mieszkała z rodzicami i bratem w Warszawie, na Bródnie. - Weszłam do dużego pokoju. Pod ścianą stał kredens, na środku duży stół. Patrzę przez okno, a tam UFO. Wielka, czerwona kula. Chciałam pobiec po aparat fotograficzny, zrobić zdjęcie. Ale zamarłam ze strachu. Zawołałam mamę i brata, byli w kuchni, jedli obiad. Oni też widzieli to co ja - opowiada. I zaznacza, że nie wie, czy kula przyleciała na Bródno z innej galaktyki. - Wiem tylko, co widziałam. A co to było? Do dziś się zastanawiam.

Po tym jak zobaczyła UFO po raz pierwszy, nie chciała o tym z nikim rozmawiać. Nie wspominała w ogóle o dziwnym wydarzeniu. - Nie miałam czasu, trzeba się było uczyć, skończyć studia, do pracy iść - macha ręką.

Ma dwa fakultety: z ekonomii i archeologii, którą - jak mówi - zrobiła dla siebie. Dodaje, że mocno stąpa po ziemi. - W mojej rodzinie nie było tematów tabu. Wszyscy mieliśmy otwarte umysły - tłumaczy i odgarnia prostą grzywkę z czoła.

W fundacji zajmuje się m.in. odbieraniem zgłoszeń od tych, którym wydaje się, że widzieli UFO, zadaje pytania, weryfikuje. - Sporo mówi mi już sam głos rozmówcy - opowiada. - Mogę wyczuć, czy ktoś jest zrównoważony, czy nie.

- Pytacie, czy są trzeźwi?

- Nie, nie pytamy. Ale boję się tych, którzy mają problemy psychiczne. Wydzwaniają, słychać, że przechodzą jakieś załamanie. Po kilku takich telefonach zrywamy kontakt.

Kosmita zainteresuje się twoimi butami

Robert dodaje, że wystarczy zwrócić uwagę na kilka szczegółów w samej opowieści. - Na przykład, jeśli ktoś mówi, że na przybyszach z innej planety zrobił wrażenie jego telefon, to wiadomo już, że kłamie. Dla nich jesteśmy technologicznymi barbarzyńcami. Ale jak ktoś opowiada, że kosmici interesowali się jego butami, to jest to już całkiem prawdopodobne.

Jeśli jednak zgłoszenie brzmi wiarygodnie, Robert wsiada za kółko i jedzie porozmawiać, potwierdzić. Czasami członkowie fundacji wyjeżdżają całą grupą, zwłaszcza latem. Wtedy w kamperze cudem mieszczą się wszyscy. Byli już w Roswell, gdzie w latach 40. XX wieku podobno rozbiło się UFO, byli niedaleko słynnej Strefy 51 na pustyni w Nevadzie. W zeszłym roku fundacja Nautilus prezentowała na konferencji w Hongkongu polskie przypadki UFO. Dla 3 tys. osób. W całej Polsce z organizacją współpracuje niemal 25 tys. osób, czyli tyle, ile mieszka np. w powiecie szamotulskim w Wielkopolsce.

"Jezus ofiarą spisku"

Ze strony fundacji Nautilus można ściągnąć formularz zgłoszeniowy, opisać swoje bliskie spotkanie. Kiedyś takie zgłoszenia pisane były ręcznie. W siedzibie fundacji półki uginają się pod segregatorami i teczkami. Archiwum składa się z kilkuset zgłoszeń, relacji, udokumentowanych spotkań I, II i III stopnia. Dodatkowo, na nośnikach cyfrowych jej członkowie zgromadzili niemal 50 tys. zdjęć UFO z różnych stron świata. Na regałach stosy książek o UFO i innych zjawiskach nadprzyrodzonych. Czytam tytuły na grzbietach tomów: "Czas UFO", "Jezus ofiarą spisku", "Człowiek i tamci z kosmosu". Na jednej ze ścian plakat z Yodą, mędrcem i mistrzem Jedi z kultowych "Gwiezdnych wojen". Pod ścianą stoi duży teleskop, koło telewizora leży pudełko z filmem s.f. "Coś".

Nautilus oprócz tropienia UFO bada też inne zjawiska nadprzyrodzone. Kilkunastu członków fundacji zajmuje się również zagadnieniami reinkarnacji, kolejnych wcieleń, istnieniem duchów, przepowiedniami.

Świat nie wierzy w najważniejsze

Na stronie internetowej regularnie publikują wpisy, opisują historie ze świata i te, w których uczestniczyli i które sami badali. - Cóż może być ważniejszego na świecie? - pyta Robert. - Wszystko blednie w obliczu poszukiwania sensu życia, odpowiedzi na najważniejsze pytania. Na przykład: Czy jest życie po śmierci? Czy Bóg istnieje? To chcemy udowodnić. UFO traci przy tym na znaczeniu - dodaje. I podkreśla, że nigdy się nie podda. A przynajmniej dopóki nie udowodni, że się dowie.

- Dlaczego?

- Bo świat nie wierzy w rzeczy najważniejsze. Ludzie wierzą w to, co mogą zobaczyć, dotknąć. Nikt nie chce po prostu wierzyć.

- A wierzy pan w Boga?

- Tak.

- Można wierzyć w UFO i Boga jednocześnie?

- Można - mówi Robert. - To zupełnie nie przeszkadza.


Tekst: GW, 2015



zwiń tekst



ZDANY - PIERWSZY HISTORYCZNY WYWIAD ZE ŚWIADKIEM
Pt, 8 sty 2016 10:55 komentarze: brak czytany: 1416x

8 stycznia 2006 roku ok. 12.30 został zatrzymany samochód, w którym podróżowali dwaj policjanci. Jednym z nich był Maciej Talacha, emerytowany pracownik dawnej SB, który wtedy był mechanikiem samochodowym. Był on jednocześnie pierwszym świadkiem obserwacji UFO, które o tej właśnie godzinie zatrzymało ich samochód. Rozmawialiśmy z nim przez ostatnie lat dziesiątki.......

czytaj dalej

8 stycznia 2006 roku ok. 12.30 został zatrzymany samochód, w którym podróżowali dwaj policjanci. Jednym z nich był Maciej Talacha, emerytowany pracownik dawnej SB, który wtedy był mechanikiem samochodowym. Był on jednocześnie pierwszym świadkiem obserwacji UFO, które o tej właśnie godzinie zatrzymało ich samochód. Rozmawialiśmy z nim przez ostatnie lat dziesiątki razy, ale poniżej jest pierwsza rozmowa ze świadkiem, którą przeprowadziła Małgorzata Żółtowska z FN.

 

Zapis rozmowy przeprowadzonej w dniu 19 lutego 2006 r. z panem Maciejem Talachą w obecności pana Andrzeja Woźniaka, dziennikarza z Siedlec.




- (MT) ja dalej nie ide, bo ja chory jestem…
- (AW)ja wyciągnąłem z łóżka praktycznie…
- (LB)to może lepiej wsiąść do samochodu
- (MZ)zapraszam Pana tutaj do środka,
-  (MT)… ja leżę jeszcze…



- (MZ) bardzo serdecznie dziękuję, ze Pan się tak dla nas poświęcił. Również Panu, panie Andrzeju..

- (MZ) Pierwsze pytanie – kiedy to było?
- (MT) Nie wiem, daty to ja nie pamiętam.
- a tak wlasnymi słowami, jak to wyglądało?
- w niedzielę. Wiozłem znajomego do domu. I diabli wiedzą. Cóś przeleciało nade mną. Myślałem, że jakieś gówniarze nad samochodem cóś  rzucili. Tak? Zgasł samochód, za mną jakiś ruski jechał – też stał tym busem. Nie mam pojęcia. Wylazłem i nic nie ma! Patrzę na drugie strone – coś było takiego. Nie wiem, akurat patrzyłem samolot leciał… a co to było takiego, nie powiem. Ja tam mechanikiem jestem, patrzę w tym samochodzie, to wszystko w porządku jest. Diabli wiedzą, nic nie świeci, nie ten… On tam jakiś aparat miał, ja to się nie znam na tym.  I mówi – daj to ci zdjęcia zrobię.  A rób tam! Ja tam z tym śrubokrętem latałem wkoło tego samochodu. No i zrobił mi te zdjęcia.  A później za jakiś czas przyjechał tutaj, bo on z Międzyrzecza jest,  do Siedlec i mówi „chcesz te płyty ze zdjęciem?” Ja się nie znam na tym. Nie mam zielonego pojęcia. Ale znam tutaj pana Andrzeja bo chodzi i zdjęcia robi… i mówie – chcesz zobaczyć coś ciekawego? …A jeszcze się przestraszyłem, bo tam ten czarny punkt jest, co tych ludzi naginęło kupę.
- No dokładnie, myśmy tam byli,,
- Co za cholera jest? No i tak dałem panu te fotografie i on mówi -  obiekt to jest niezidentyfikowany. Diabli wiedzą, co to było! Ja wiem co? Nie mam pojęcia…. Grunt, że samochód mi zgasł i ruskiemu za mną bus też stał. Wyleciał Wania z tego samochodu i wkoło latał.
- I też mu zgasł?
- no zgasł. Staliśmy obaj. I tak z pół godziny chodziliśmy. Pozaglądałem do silnika. Tego prądu wcale nie było. Przecież mechanikiem jestem, to się znam, czy może zgasnąć raptem, czy nie.. Jakieś pół godziny, nie wiem, może pół godziny nie minęło, wziąłem kluczykiem i samochód odpalił. Ciarki mnie przeszły, mówię – stąd zjeżdżam no bo tam tych krzyży nastawiane, lampek, nie wiem, co się tam dzieje. Tam ludzie tak poprzestraszani jeżdżą. Nie mam pojęcia, to tyle…No i dałem te dyskietki (red.Woźniakowi) i jeszcze o, wywiad chciał, a tamten mówi, że nie zgadza się absolutnie na żadne te.. A ja mowię, no ja to ci mogę powiedzieć to co było, co widziałem, ale przecież ja się nie znam na tym..
- Jasne, wie pan gdyby można było jednak do tego pana, który zrobił te zdjęcia jakoś dotrzeć…
- A gdzie tam! W żadnym wypadku!
- Ja próbowałem (AW)
- My jesteśmy tak sympatyczni, że jak by nam te pięć minut poświęcił…
- Ja rozumiem, ale on nie chce, no nie chce. Ja to tam .. mnie to tam nie zależy.. Ja jechałem to wiem, widziałem. Co tam było to nie mam zielonego pojęcia.
- A jak pan na to patrzył, co pan sobie pomyślał o tym?
- Jak patrzyłem na to, to pomyślałem, że gówniarze jakieś miednicą z rowu rzucili nade mną, nad samochodem, to tak przed samochodem przeleciało.. Mówię, cholera nie mają co robić tylko … wyskoczyłem i mówie – zaraz tutaj kopów nakładę, ale nie ma nikogo…. No i Ruski zaraz za mną stał. … Inne samochody się nie zatrzymywały. Tak patrzę co się z tym samochodem stało, ale nic nie było. No i samochód sam zapalił. Nie mam pojęcia co tam było.
- a ten obiekt widział pan tylko raz jak przelatywał, czy on tam się „kręcił”?
- raz. Raz tylko widziałem w górze i to pod słońce było , a ja i tak tam nie bardzo widzę pod słońce bo od spawania mam oczy zepsute. Jakby pani powiedzieć, jakby blacha niklowana była, pogięta.
- a mowi pan, ze panu ciarki jakieś przeszły. Czy to było zwykle takie zdenerwowanie?
- przestraszyłem się, bo tam co pięć metrów to krzyż i lampki się świecą. Cholera wie, mowię, tu ludzie giną , to trzeba tego złoma zrobić i zjechać stąd. Przestraszony byłem.
- wie pan, my żeśmy się tez zdziwili, bo trafiliśmy w to miejsce „po zdjęciach” i rzeczywiście, czarny punkt. Tego się nikt nie spodziewał.
- tam co 15 metrow , po jednej i po drugiej stronie…
- takie mroczne miejsce.
- a jak to zobaczyłem, to mowie, czy we mnie czymś rzucili, czy co. Czy tam naprawde ktoś przeszkadza kierowcom jeździć. Się zagapi i walnie jeden w drugiego.. ale nikogo nie było. Żywej duszy.  Wiatrzysko takie wiało tylko. Nie było go z początku. Przynajmniej w samochodzie jego nie czułem. Wylazłem z tego samochodu. A tamtej jeszcze podcięty z tego wesela to się śmieje ze mnie .
- to ilu was jechało samochodem?
- dwóch
- ten kolega to nawet jakieś zdjęcia robil, z tego co pan, panie Maćku mowil…(AM)
- na weselu robił. Miał tam z jakimś ekranem aparat. Ja się nie znam na tym. Nie wiem. I on później w tym aparacie mi pokazywał. Ja nawet nie pamiętam dokładnie jakie te zdjęcia były.
- proszę przekazać znajomemu, ze ma najlepsze zdjęcia UFO na świecie.
- eeee, on się nadaje do UFO…..
- my się zajmujemy tym naprawdę parę lat i proszę mi wierzyć, ze coś takiego lata.
- Pani, gdybym mu nie pokazał, ze to leci, to on by z pięciu metrów stodoły nie widział. … tylko ten aparat miał dobry, no to .. taki ekran miał na górze, to pokazywał mi te zdjęcia. I zaczął się ze mnie śmiać, mówi – ty baranie.
- mam serdeczną prośbę – niech on nie niszczy tego co jest na matrycy, a raczej na karcie..
- bo on mi dal.
- to pan ma tę kartę?
- ja mam tę dyskietke (AW)
- dyskietke, czy kartę, bo …
- na dyskietce mam sczytane (AW)
- to niedobrze, bo szczerze mówiąc, my chcielibyśmy się dostac albo do aparatu, do pamięci wewnętrznej, albo do karty. No nie wiem na jakiej karcie się w Olimpusie nagrywa.
- Olimpusy mają z reguły albo 12 albo 24 mega, …(AW)
- ale pewnie na karcie nagrywał, nie w pamięci. Nie wiem, na SD czy na Compact Flasha
- No, na pewno.. (AW)
- gdyby to można było od niego, no nie wiem, na przykład zamienić te karty, dać mu nową kartę. To byśmy coś takiego do pana przesłali tutaj..bo  bardzo nam należy na oryginale tego.
- Będziemy w kontakcie, mam do pani nr telefonu, to nie ma sprawy (AW)
- Jasne, wymienimy się wszystkimi telefonami.  Bo to co pan opowiada, to ja mówię….
- Ja to widziałem pierwszy raz takie coś. Mowię, ja się sam wystraszyłem bo tam ten czarny punkt jest…cholera mowie, co tu się dzieje? Co kawałek krzyż, lampki się palą , tu mi nie chce ten rzęch iść. Co się zrobiło??? Ruski lata wkoło samochodu i pod samochodem. Pytam co się stało? „niczewo” – nie wiem, mówi. To i ja nie wiem…
- a ruski widział to na niebie?
- a ja nie wiem czy widział, bo ja później podszedłem do niego. To rzucał czapką, wkoło samochodu latal…. No i ja tak samo. Skąd ja moglem wiedzieć co się zrobiło. Ten się wydziera na mnie, ze mu zimno, chce do domu jechać, ale ja mówię no zobacz, co jest? I samolot akurat leciał, ta smuga była. Słonecznie było. No i taki wiatr się wzruszył. Jak jechałem samochodem to nie bujalo. A kierowca jestem tyle lat…to bym czuł jak wiatr jest. Gole pole… Ja się tak przestraszyłem, tu tyle ludzi naginęło. Diabli wiedzą…różne głupoty opowiadają, że tam nie wiadomo co się dzieje w tym miejscu.
- może ja uzupełnię (AW) – tam ściągali jakichś różdżkarzy, cieków wodnych się doszukiwali…
- tak, tak,
- tam różne historie ludzie opowiadają (AW)
- No właśnie, może coś słyszeliście o tamtym miejscu, coś bardziej konkretnie…
W ogóle przecież w Zdanach było, opisywane w Fakcie, nie wiem czy to było na podstawie tego co pan widział czy też były tutaj jakieś inne historie z prądem. Czy faktycznie były jakieś inne obserwacje..?
- jak z prądem było, to na pewno, bo w tym samochodzie nic się nie świeciło, a za 20 minut czy też pół godziny niepodobna żeby akumulator się naładował.  30 lat jestem mechanikiem to się na tym znam.
- dla mnie to też nieprawdopodobne
- chodziłem wkolo, szukalem wszedzie,
- Tam trzeba gruntownie zbadać to miejce, to jest chyba miejsce, no  ja nie słyszałem żeby w Polsce tyle ludzi zginęło. Ja sam fotografowałem to miejsce. Nawet mam zdjęcia. Mogę pani przynieść zdjęcia wypadków gdzie tam wynoszą ofiary, ja robiłem trupy, gołe trupy robilem…. (AW)
- a z butami czy bez ? Przepraszam za takie okrutne pytanie.
- Rozumiem o co chodzi, ze jeżeli jest człowiek i zostaje uderzony czy też człowiek uczestniczy w wypadku i spadają buty. Nawet jeżeli przejdzie na bosaka, to i tak od razu jest trup. Przewraca się i wiadomo…
- spotkał się pan z tym?
- Tak,
- czyli się potwierdza?
- to się sprawdza. Jeśli człowiek nawet żyje a nie ma butów, to na 99% można stwierdzić, zauważyć, ze człowiek umiera.
- Tu są nagminne te wypadki, jak nie z jednej to z drugiej strony. (MT)
- No a zobaczcie panowie, droga szeroka przecież, bardzo dobra widoczność,
- No szeroka, wszystko widać
- i jezdnia nie jest taka zła (AW)
- a proszę pani, słyszałem jeszcze taki przypadek, nie wiem kto mi o tym mówił, że kobieta wyjeżdżała nie tak dawno temu, bodajże wiosną ubiegłego roku i wyjeżdżała z posesji właśnie w tamtym miejscu. I w pewnym momencie straciła pole widzenia. Znaki jej się rozmazały. I nie widziała. Znalazła się na jezdni, tej głównej i mówi, że miała wycięte z życiorysu kilka minut. Miała szczęście tylko, że nic nie jechało.
- Ona gdzieś tam mieszka w pobliżu?
- gdzieś tam mieszka…. Tylko ja nie pamiętam kto mi o tym mowil. Na którymś z wypadków właśnie słyszałem.
- Mówi się, że ludzie tracą przytomność w tym miejscu. Znaczy nie wszyscy, tylko niektórym się to zdarza. (MT)
- Ludzie przejeżdżają i przez moment, kilka minut , kilkanaście sekund  (popr. AW) mają wycięte z życiorysu. (AW)
- Ale nie wszyscy, niektórym się to zdarza. (MT)
- no wiadomo, ze nie wszyscy…są takie przypadki. (AW) Widzi pani, jaka to siła, nie wiem (AW)
- Panie Andrzeju, warto by było pójść też do osoby, która jest właścicielem tego pola.  Tam są jakieś budynki obok. Może …
- tam do budynków to jeszcze kawałek jest.. (MT)
- tam są jakieś zabudowania, tuż za polem, po lewej stronie jak żeśmy teraz jechali.
- najbardziej to tutaj ludzie po prawej stronie…(AW) Tutaj jak się kończy ten znak. Po lewej, zaraz – po prawej stronie. Tam się zaczyna znak. Jest tablica „czarny punkt”. Po lewej jest tablica jak się jedzie do Międzyrzeca na stronę wschodnią to tam po prawej są te budynki. I tam mi właśnie ktoś mówił o takim wypadku. Pamiętam, to był koniec lipca. Giną trzy osoby. – małżeństwo z Warszawy i obywatel Białorusi. Na prostym odcinku drogi, w biały dzień, południe. Rozbijają się. Trzy trupy na miejscu. Ja tam jadę na wypadek. Mam te zdjęcia nawet. Mam u siebie w archiwum. I właśnie w tym dniu, podczas tego wypadku jak robiłem zdjęcia,  facet, nie wiem czy to nie właśnie z tej posesji po prawej stronie gdzie ten znak ostatni stoi jadąc w stronę wschodnią,  nie wiem, czy ten facet mi nie mówił przypadkiem, właśnie o tym, że ludzie tracą chwilowo świadomość. (AW)
- coś tam jest bo niepodobna, żeby tyle osób w jednym miejscu ginęło.  Droga prosta, no na zakręcie to jeszcze bym się nie dziwił, ale prosta droga jak strzelił, dobra droga i…(MT)
- polskie drogi sa co prawda wszystkie uslane krzyżami, ale  nie w takiej ilości...
- nie, ale nie tak.. (MT)
- muszę pani powiedzieć jeszcze jedną rzecz – tam „tubylcy” to mówią, że tam to przynajmniej dwa lub trzy razy więcej ludzi zginęło.  Ze te znaki nie są nowelizowane. ..(AW)
- to nieaktualne są w ogóle. (MH)
- tak rzeczywiście, słyszałam. Stawiają czarny punkt, a później przez długi czas to nie jest aktualizowane.
- Tak! Nie naniesione są. Ostatnio tam dwie dziewczynki, tych trzech facetow. Tam trzeba jeszcze do tego dopisać około trzynastu osób. Tak przynajmniej ja pamiętam. Teraz ostatnio, z ostatniego półtora roku to jeszcze ze 13 osób. (AW)
- a przecież ten punkt był ustawiany 2-3 lata temu albo wcześniej,   ..
- To jest piekielne miejsce w Polsce. (AW) Naprawdę.
….
- A jak się zatrzymałem, jak zobaczyłem te krzyże, to dopiero sobie przypomniałem gdzie ja jestem. To się przestraszyłem sam…(MT)
- (AW) Inny przypadek na którym byłem – jedzie sobie matka z dwiema dziewczynkami. Prosty odcinek drogi. Matka jedzie. To było…sierpień.  Dwie dziewczynki, sześć i cztery latka. Traci panowanie nad kierownicą,  jadą sobie toyotą, jedzie około 80 km/h. Nie jest to zawrotna prędkość przecież. Zjeżdza na lewą stronę, wali w drzewo. Sześcioletnia dziewczynka ginie, czteroletnia walczy przez miesiąc w śpiączce w szpitalu, potem umiera. ..


- tak to pierwszy raz w życiu to widziałem,  ten głupek jeszcze się ze mnie śmiał, bo to wypite było, mowię no to rób to  zdjęcie! . – stój, ja ci będę robił – No to rób ! Ale widzisz to? No widzę! Tam pod słońce…
- Pan na gorąco to tak fajnie to opowiadał.. (AM). Czas już minął. Trzeźwy był.  Samochodem jechał..
- Mówię pani, ja do tego specjalnie wagi nie przywiązywałem. Dopiero jak zobaczyłem te krzyże, przypomniałem sobie, że w tym miejscu jestem.
- a mam takie pytanie: jak sprawdzałam właściwości tych zdjęć, to zdjęcia nie były robione w ciągu np. minuty, tylko był przedział taki – co parę minut. Czyli to musiało tam latać dłużej.
- zanim on nastawił, tam byłem przy samochodzie grzebałem, to mnie tam robił … i toto jak latało…. on to widział później , bo ja mówię.- pies je drapał. Zrobię ten samochód. Wyjechać stad jak najprędzej, żeby mnie nikt nie przywalił. A on tam po polu latał jeszcze i toto fotografował. Se myślę, głupek nie ma co robić tylko po polu lata…
- ale bardzo dobrze zrobił. Proszę mu pogratulować. Podziękować za to co zrobił.


- ja tam nie chciałem panu Andrzejowi pokazywać, ale się uparł.
- Mam taką prośbę, czy może pan się przedstawić do naszego archiwum?
- Maciej Talacha.
- Bardzo serdecznie dziękuje.

 Rozmawiała: Małgorzata Żółtowska, Fundacja Nautilus



zwiń tekst



JAK GENERAŁ JACK PERSHING PORADZIŁ SOBIE Z TERRORYSTAMI
Śr, 6 sty 2016 10:52 komentarze: brak czytany: 899x

Tuż przed I Wojną Światową, siły amerykańskie na Filipinach padały ofiarą ataków ze strony muzułmańskich ekstremistów. Generał Jack „Black Jack” Pershing wpadł na iście szatański pomysł zwalczania terroryzmu. Na jego rozkaz 50 złapanych terrorystów przyprowadzono na plac celem rozstrzelania. Jednak cóż znaczy śmierć dla mudżahedina? Jako święty męczennik .......

czytaj dalej

Tuż przed I Wojną Światową, siły amerykańskie na Filipinach padały ofiarą ataków ze strony muzułmańskich ekstremistów. Generał Jack „Black Jack” Pershing wpadł na iście szatański pomysł zwalczania terroryzmu.

Na jego rozkaz 50 złapanych terrorystów przyprowadzono na plac celem rozstrzelania. Jednak cóż znaczy śmierć dla mudżahedina? Jako święty męczennik trafi do raju, a tam wiadomo - balangi i dziewice. Należało więc ukarać przeciwnika czymś gorszym niż śmierć... Na oczach skazańców zarżnięto dwie świnie (według muzułmanów zwierzęta te są nieczyste i należy unikać jakiegokolwiek kontaktu z nimi, gdyż grozi to wiecznym potępieniem), a następnie w ich krwi umoczono naboje, które potem trafiły do karabinów. Ciała 49 rozstrzelanych w ten sposób terrorystów wrzucono do dołów i przykryto świńskimi bebechami. Na wszelki wypadek wszystko obficie polano świńską krwią. 50. skazańca puszczono wolno, by opowiedział kumplom, co widział. Przez następne 42 lata na świecie nie zanotowano żadnego przypadku aktu terrorystycznego.



zwiń tekst



NIEZWYKŁA HISTORIA Z PSEM - czy to na pewno... był pies?
Śr, 6 sty 2016 07:10 komentarze: brak czytany: 907x

Pies, który telepatycznie odebrał prośbę naszej czytelniczki? A może... to nie był zwykły pies? Historia jak najbardziej nadaje się natychmiast do naszego XXI PIĘTRA i trafia do Archiwum FN!From: [dane do wiad. FN]Sent: Tuesday, January 5, 2016 11:40 PMTo: FNSubject: Dziwna historia z psem. Zachęcona ciekawymi historiami na XXI piętrze, dodaję moją ciekawą historię.Jakiś czas temu mieszkałam.......

czytaj dalej

Pies, który telepatycznie odebrał prośbę naszej czytelniczki? A może... to nie był zwykły pies? Historia jak najbardziej nadaje się natychmiast do naszego XXI PIĘTRA i trafia do Archiwum FN!

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Tuesday, January 5, 2016 11:40 PM
To: FN
Subject: Dziwna historia z psem.


 

Zachęcona ciekawymi historiami na XXI piętrze, dodaję moją ciekawą historię.

Jakiś czas temu mieszkałam w dosyć dużym mieście. Pracowałam na zmiany, więc kiedy kończyłam pracę o 22:00 to około23:00 byłam w domu. Zakład pracy był na jednym krańcu miasta a dom na drugim krańcu. Jakieś ostatnie 150m  nie było już latarni ani chodnika. Zawsze bardzo bałam się iść tym odcinkiem. Pewnego razu wracając po 22:00 z pracy, mając przed sobą około 1/2 km, jeszcze w świetle, z przeciwnego kierunku mijało mnie kilka osób idąc obok siebie. Rozmawiali ze sobą. Między nimi, przy ich nogach szedł pies - buldog. Ponieważ bardzo lubię psy patrząc na niego z przyjemnością - pomyślałam. Piesku jak fajnie byłoby, gdybyś mnie odprowadził, nie bałabym się.

Minęłam ich i poszłam dalej. Uszłam może kilkanaście kroków i zauważyłam, że ów buldog idzie obok mnie. Zaczęłam z nim rozmawiać. Idziesz ze mną? Fajnie, nie będę się bała. Całą drogę do domu szedł przy mojej nodze, a ja szczęśliwa opowiadałam mu jak się cieszę.

Przed furtką musiałam go zostawić, bo na podwórku był inny pies. Powiedziałam do niego: poczekaj i pobiegłam po jakiś kąsek. Szybciutko wróciłam, lecz psa już nie było. Zniknął. Wołałam, czekałam, łudziłam się, że wróci, ale nie pokazał się.

Pomyślałam: gdyby to był normalny pies - tych ludzi, którzy z nim szli, na pewno  by go wołali. P
rzecież to był rasowy pies. Ale tak się nie stało. Zatem czy był to dobry duch? Nie wiem. Jest to nadal dla mnie zagadką.

Pozdrawiam Nautilusa Weronika.



zwiń tekst



WIZYTY W RÓWNOLEGŁEJ RZECZYWISTOŚCI – DWIE HISTORIE
Wt, 5 sty 2016 05:38 komentarze: brak czytany: 882x

Na początek pytanie: czy to możliwe, że czasami udaje się nam zobaczyć inną, równoległą do naszej rzeczywistość? Mamy sporo relacji od ludzi, którzy widzieli coś, czego potem nijak znaleźć nie byli w stanie. Roztargnienie i chwilowa dekoncentracja? Ich zdaniem to zupełnie co innego i nie ma nic wspólnego ze zwykłym chwilowym zagubieniem. Poniżej prezentujemy dwie różne .......

czytaj dalej

Na początek pytanie: czy to możliwe, że czasami udaje się nam zobaczyć inną, równoległą do naszej rzeczywistość? Mamy sporo relacji od ludzi, którzy widzieli coś, czego potem nijak znaleźć nie byli w stanie. Roztargnienie i chwilowa dekoncentracja? Ich zdaniem to zupełnie co innego i nie ma nic wspólnego ze zwykłym chwilowym zagubieniem. Poniżej prezentujemy dwie różne historie z naszego Archiwum FN.

OPOWIEŚĆ nr 1


Serdecznie witam :)
Chciałam się z Wami podzielić swoją historią, która chociaż ma już 10 lat nadal wzbudza we mnie naprawdę spore emocje. Po prostu, tak zwyczajnie przeniosło mnie w czasie i przestrzeni. A było to tak:
Mieszkam w Zabrzu, w tym czasie sporo jeździłam na rowerze. Pewnego letniego dnia pojechałam na wycieczkę do lasu przy Kąpielisku Leśnym (dzielnica Maciejów). Dodam, że nie był to pierwszy raz gdy tam pojechałam. Jechałam jak zwykle w stronę Żernik (taka wioska przed Gliwicami) gdy po jakimś czasie zauważyłam, że po mojej prawej stronie znajduje się kolejne kąpielisko. Byłam mocno zdziwiona faktem, że do tej pory go nie zauważyłam. Nie tylko to mnie zdziwiło - kąpielisko wyglądało jak z lat 60, 70. Byli tam ludzie, gwar, woda ale całość sprawiała wrażenie jakby zatrzymał się tam czas. Patrzyłam na to wszystko i wtedy myślałam, że to po prostu stary basen, który jakimś cudem tak długo ukrywał się przed moim wzrokiem. Chwilę tam postałam patrząc przez siatkę na ludzi leżących na ręcznikach, na takich rzadko już spotykanych ośmiokątnych płytkach chodnikowych. Oprócz zdziwienia nie czułam nic więcej a ponieważ całość sprawiała takie a nie inne wrażenie, to po prostu wsiadłam na rower i pojechałam dalej obiecując sobie, że jeszcze się temu przyjrzę w drodze powrotnej. Niestety, wracając po ok. godzinie dokładnie tą samą drogą w miejscu mojego kąpieliska był...las. Wtedy się naprawdę mocno zdziwiłam. Jeździłam tam jeszcze wielokrotnie ale historia już nigdy się nie powtórzyła. Śladów tego basenu szukałam też na mapach ale wygląda na to, że tam zawsze były tereny zielone typu pola, łąki, lasy. Gdzie więc byłam? Może przeczyta to ktoś kto ma jakieś wiadomości w tym temacie? Chciałabym dowiedzieć się gdzie mnie wtedy przeniosło.
Taka historia...
Pozdrawiam!
[dane do wiad. FN]



OPOWIEŚĆ nr 2

Sent: Tuesday, September 30, 2014 6:18 PM
To: FN
Subject: rzeczywistosc równoległa-jak sie w niej znalazłam


Witam.

Zanim jeszcze miałam jakąkolwiek wiedzę na temat istneinia rzeczywistości równoległych, uczestniczyłam w przeniesieniu się do takowej, raz sama, drugi raz z moją mamą.
Otóż na początku mojej pracy zawodowej, 15lat temu, idąc szkolnym korytarzem, w trakcie lekcji, zobaczyłam chlopaka bez rąk(odcięte nieco powyżej łokci). Doskonale pamiętam jego twarz, fryzurę, kolor koszulki, posturę. Próbował otworzyć drzwi do pracowni polonistycznej, więc podeszłam, zeby pomóc. Wyciągnęłam rękę i uslyszałam, ze nie trzeba, ze sam sobie poradzi. Wrociłam do klasy, a na przerwie zapytałam jedną z kolezanek o chłopaka. Byłam nowa w pracy i nei znalam jeszcze wszystkich uczniów. Kolezanka objasnila ze szczegołami, ze chłopak jest w ósmej klasie, jest bardzo zdolny,w szystko zapamiętuje z lekcji, więc nie ma problemu, ze nei moze pisac, do tego jest bardzo aktywnym działaczem Samorządu Uczniowskiego. pamiętam, jak opowiadałam mamie po pracy, ze szkoda, bo taki atrakcyjny chlopak, ale ze taki przyjemny, sympatyczny mimo wszystko...W pracy do tematu nei wracałam. zapomnialam o nim az do kolejnego spotkania, kilka tygodni później, kiedy chłopaka razem z matką spotkałam będąc z moją mamą na zakupach w rynku. obie wzróciłyśmy uwagę na kobietę, bo byla bardzo zadbana, elegancko ubrana...syn szedł obok. Oboje byli kilka metrów przed nami.
Poniewaz nie miałam pojęcia, ze jest to dziwne, zapomniałam o temacie i wróciłam do niego dopiero po kilkunastu miesiącach, juz w kolejnym roku szkolnym. Zapytałam kolezanki, z którą wówczas rozmawialam, czy pamięta tego chłopaka. Jakiez bylo moje zdziwienie, kiedy powiedziała, ze nigdy kogos takiego nei bylo w szkole!!! Nie dowierzając, popytalam jeszcze kilka osób, łącznie z dyrekcją. Kazdy zaprzeczył. Pamiętam sytuację bardzo dokładnie. Nie było zadnych zalamań powietrza, zadnych fal, żadnej mgły-zwyczajny dzien, chlopak bez rąk na korytarzu, potem z matką na mieście...Kto się przeniósł? Chyba ja, potem my(razem z mamą), skoro w mojej rzeczywistosci nikt go nei znał...Zadziwiające...
Oceńcie sami, bo dla mnie sprawa jest juz jasna:) Pozdrawiam!
Monika [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



PROROCZY SEN O WYBUCHU GAZU W KAMIENICY W KATOWICACH
Wt, 5 sty 2016 05:25 komentarze: brak czytany: 836x

W 2014 roku doszło do strasznej tragedii w Katowicach - w kamienicy doszło do eksplozji gazu grzebiąc w gruzach młodzie małżeństwo z dzieckiem. Potem okazało się, że to dziiennikarze telewizyjni - bardzo głośna sprawa. Okazało się, że jeden z czytelników serwisu miał jasnowidczy sen.   ...Witam Nautilusie,Piszę do Państwa w nawiązaniu do wybuchu gazu w jednej z kamienic w Katowicach, .......

czytaj dalej

W 2014 roku doszło do strasznej tragedii w Katowicach - w kamienicy doszło do eksplozji gazu grzebiąc w gruzach młodzie małżeństwo z dzieckiem. Potem okazało się, że to dziiennikarze telewizyjni - bardzo głośna sprawa. Okazało się, że jeden z czytelników serwisu miał jasnowidczy sen.

 

...Witam Nautilusie,

Piszę do Państwa w nawiązaniu do wybuchu gazu w jednej z kamienic w Katowicach, co miało miejsce w czwartek nad ranem. Kilka godzin po tym, jak dowiedziałem się o katastrofie przypomniałem sobie treść snu, jaki miałem kilka dni przed tym wydarzeniem. Śniło mi się, że z okna pokoju zaobserwowałem wybuch w jakimś budynku nieco oddalonym ode mnie, widziałem ścianę ognia, słyszałem huk, szum i panikę, krzyki ludzi. Pamiętam też, że w moim śnie zwaliły się wyższe piętra budynku a te na dole jakby ocalały, mniej więcej tak jak stało się to w katowickiej kamienicy. Różnica polega na tym, że widziany przeze mnie budynek bardziej przypominał wieżowiec niż kamienicę.

Sam mieszkam w Katowicach, prawie w centrum, i huk wybuchu gazu w Katowicach na ul. Chopina słyszałem dość wyraźnie, szyby w oknach mojego mieszkania zadrżały. W moim śnie odległość budynku, w którym doszło do wybuchu też była bliska.

Ze snu niestety nie zapamiętałem więcej, zaraz obudziłem się.

Pozdrawiam,
stały czytelnik



zwiń tekst



E-MAIL W SYLWESTRA OD SMUTNEGO CZYTELNIKA SERWISU - I NASZA BŁYSKAWICZNA ODPOWIEDŹ!
Pt, 1 sty 2016 14:56 komentarze: brak czytany: 850x

Nie wszyscy są szczęśliwi, nie wszyscy potrafią dostrzec, że tak naprawdę wokół są tylko pewne dekoracje na scenie, na której przyszło nam odgrywać sztukę z samym sobą w roli głównej... Takim ludzom zawsze poświęcamy szczególną uwagę. Oto wiadomość, która została do nas wysłana w Noc Sylwestrową. Witam. Czy moglibyście napisać jakiś artykuł dla ludzi takich jak.......

czytaj dalej

Nie wszyscy są szczęśliwi, nie wszyscy potrafią dostrzec, że tak naprawdę wokół są tylko pewne dekoracje na scenie, na której przyszło nam odgrywać sztukę z samym sobą w roli głównej... Takim ludzom zawsze poświęcamy szczególną uwagę. Oto wiadomość, która została do nas wysłana w Noc Sylwestrową.

Witam.

Czy moglibyście napisać jakiś artykuł dla ludzi takich jak ja dla których życie często bardzo przypomina zapach i smak popiołu i dymu pozdrawiam w łzach i w oczach w nowy rok pozdrawiam. Pamiętajcie,że dla ludzi takich jak ja też piszecie te strony, samotnych po przejściach ze łzami w oczach gdzieś próbujących zabić samotność alkoholem choć nigdy się to nie udaje. Ze łzami w oczach Paweł pozdrawiam.
Bardzo często tacy ,ludzie jak ja oczekują ,od Was czegoś specjalnego co pozwoli podróżować dalej, nie zapominajcie o ludziach takich jak ja w wielkim smutku:(


ODPOWIEDŹ OD FN:
Witamy Pana,
Dziękujemy za e-mail, ale skąd tyle smutku w Pana wiadomości dla nas? Nigdy o takich ludziach nie zapominamy. Wiemy, że alkohol łagodzi wiele rzeczy, ale to zwodnicza bestia, która rujnuje w ukryciu, i sprawia wrażenie, które jest oszustwem. Niszczy życie wielu ludzi, wiemy o tym! I jeszcze jedno. Ludzie wiedzący o tym, że jesteśmy istotami nieśmiertelnymi, którzy w naszych ciałach jesteśmy jedynie „pasażerami” przeżywającymi jedynie kolejne „przygody jako Pan lub Pani” nie powinni odczuwać smutku, a jedynie lekkie rozbawienie połączone z chwilową zadumą mad tym, jak niezwykłe jest to życie… Prosimy pamiętać o tym!
I nie traktować życia aż tak serio, a raczej jak pewien spektakl teatralny, w którym przyszło odgrywać Panu akurat taką rolę.
Pozdrawiamy i także życzymy Szczęśliwego Nowego Roku!
FN



zwiń tekst



DWA PYTANIA W SPRAWIE REINKARNACJI – I ODPOWIEDŹ FN!
Czw, 31 gru 2015 18:43 komentarze: brak czytany: 1169x

Nasi czytelnicy zadają nam wiele pytań związanych ze zjawiskami niewyjaśnionymi, w tym z tak zwanymi sprawami podstawowymi, jak np. sens życia, zasady wędrówki dusz itp. Poniżej dwa różne e-maile i dwa pytania dotyczące doktryny reinkarnacji. To są sprawy, które bardzo interesują ludzi, więc… oczywiście chętnie odpowiemy.Witam!Nurtuje mnie od lat jedno pytanie. Jak to jest.......

czytaj dalej

Nasi czytelnicy zadają nam wiele pytań związanych ze zjawiskami niewyjaśnionymi, w tym z tak zwanymi sprawami podstawowymi, jak np. sens życia, zasady wędrówki dusz itp. Poniżej dwa różne e-maile i dwa pytania dotyczące doktryny reinkarnacji. To są sprawy, które bardzo interesują ludzi, więc… oczywiście chętnie odpowiemy.

Witam!

Nurtuje mnie od lat jedno pytanie. Jak to jest, że ludzie, którzy umarli ( np. nasi najbliżsi)  czekają na nas w momencie naszej śmierci, pomagają nam przejść na drugą stronę czy to znaczy,że się nie wrócili ponownie na ziemię? Jak to możliwe, czegoś tutaj nie rozumiem.

Wierzę oczywiście w reinkarnację, jestem Waszą stałą czytelniczką ( przed tym słuchaczką), czytam dużo na ten temat, ale mimo to tego właśnie nie rozumiem.

Proszę o wyjaśnienie.

Pozdrawiam serdecznie życząc wszystkim pięknego, spokojnego 2016 roku.

 Maria [dane do wiadomości redakcji FN]



I jeszcze jeden e-mail z pytaniem.

Witam

Na Nautilusie ukazał się artykuł o reinkarnacji i było tam opisane że to oczywistość że można się inkarnować w czasie przeszłym czyli jeżeli  ja teraz umrę to zgodnie z teorią reinkarnacji w sumie to faktem :-) powinienem się reinkarnować w przyszłości czyli np. 2050r. jest to logiczne bo czas na ziemi cały czas leci i rzeczywistość się zmienia, a tam było napisane że może być taka sytuacja że umieram teraz i odradzam się w 1850 r. Brzmi to jak nonsens; no bo jak można się cofnąć się w czasie skoro rzeczywistość się zmieniła; wydarzenia na Ziemi już miały miejsce czyli co drugi raz byłaby II wojna światowa i od nowa to wszystko; mojego grobu by nie było ? Gdyby się dało to wychodziło by że świat to fikcja; jakiś matrix no nie istniałaby rzeczywistość.  Kompletnie tego nie rozumiem; poczułem nawet taki lęk. Bardzo proszę o odpowiedź na mojego maila, bo jestem przerażony



ODPOWIEDŹ OD FUNDACJI NAUTILUS


Na samym początku opowiemy o naszej znajomej egzorcystce, nieżyjącej od ponad 15 lat, która miała dosłownie nieprawdopodobny dar od Boga wypędzania z nawiedzonych domów złych bytów. Wystarczyło przez kilka minut obserwować to, co się działo w domu, do którego wkraczała ta kobieta, aby raz na zawsze wyzbyć się wszelkich wątpliwości w temacie „Czy istnieje życie po śmierci? Istnieją duchy? Istnieją zjawiska pozazmysłowe?!”. Człowiek łapał się za głowę z przerażenia i potem kilka dni dochodził do siebie i już więcej nie miał żadnych wątpliwości… W każdym razie ta kobieta zawsze mówiła o tym, jak niebezpiecznie jest na seansach spirytystycznych wzywać np. ducha dziadka, który nie żyje od wielu lat.

Powody są dwa. Pierwszy, gdyż przeważnie zamiast ukochanego dziadka zjawia się coś wyjątkowo nikczemnego i paskudnego, co chętnie „podszywa się pod członka danej rodziny”, a potem potrafi przejąć kontrolę nad którymś z uczestników takiego seansu. Ale powód drugi był ciekawszy.

Twierdziła ona bowiem, że tego typu „przywołania duchów ludzi zmarłych” mogą spowodować śmierć osoby żywej! Dlaczego? Gdyż dusz dziadka inkarnowała się w nowe ciało i może „usłyszeć sygnał” i to ciało opuścić, ale powrót z powrotem będzie już niemożliwy. Wtedy umiera nagle, bez powodu nawet młody człowiek i nikomu przez myśl nie przejdzie, że jest to wesołej zabawy w wywoływanie duchów np. jego wnuczka.

Egzorcystka mówiła, że tego typu sytuacje są tak częste, że nawet w gazetach dawałaby ogłoszenia z apelem do ludzi, aby nigdy nie wywoływać duchów. I tak przechodzimy do Pani pytania: a jak się ma pojawianie ducha dziadka w domu do tematu reinkarnacji? Czy jeśli człowiek umiera, to w niebie czekają nie niego „zmarli wcześniej rodzice”? Czy oni się nie inkarnowali?

Odpowiedź na to pytanie wymaga jednego zastrzeżenia. Sytuacje „duch dziadka chodzi po strychu” zdarzają się rzadko. W przytłaczającej większości wypadków ludzie po śmierci nie zostają w domach, ale ruszają dalej, w kierunku światła. Z naszej wiedzy wynika, że wejście w nowe ciało odbywa się najczęściej w 2-6 miesięcy od śmierci fizycznej. Oczywiście nie jest to reguła, ale tak rzeczywiście jest najczęściej. Dusze rozwinięte duchowo, na wyższym poziomie rozwoju mogą wchodzić w kilka ciał równocześnie! Tak, to jest nie do pojęcia nam, którzy na co dzień używamy laptopów i smartfonów, ale naprawdę są takie przypadki tzw. inkarnacji złożonej. Polecamy obejrzenie znakomitego filmu „Mały Budda” Bernardo Bertolucciego – naprawdę pozycja obowiązkowa dla wszystkich załogantów okrętu Nautilus!

FILM ‘MAŁY BUDDA’ MOŻNA OBEJRZEĆ PO KLIKNIĘCIU NA TEN LINK!

I tu dochodzimy do kolejnego pytania: kto w takim razie wita nas po śmierci fizycznej, skoro np. nasi nieżyjący rodzice już pewnie się inkarnowali i prowadzą żywot jako małe dzieci? Mamy tutaj jedynie hipotezy, gdyż są to rzeczy, których „ludzki umysł nie pojmie i nawet nie powinien próbować, bo się i tak pogubi”. Jest jednak wielce prawdopodobne, że tzw. „wyższa jaźń” naszych dusz jest cały czas w owym rajskim świecie duchowym. Jest nawet wtedy, kiedy my jako „mężczyźni i kobiety” przeżywamy swoje przygody na tej naszej zabawnej planecie. I to owa wyższa jaźń naszych bliskich jest tym, co wprowadza nas w tamten świat. Ale jest jeszcze jedna możliwość.

Wiadomo, że przejście do krainy „po śmierci fizycznej” jest wspomagane przez wyższe byty duchowe. Spotkaliśmy się z taką tezą, że to one przyjmują fizyczny wygląd naszych bliskich, aby owo „wejście w świat ducha” było dla nas łatwiejsze. W tamtym świecie „wszystko jest jednością” i nie jest traktowane to jako „oszustwo”, lecz raczej jako „ułatwienie”. Ale to tylko hipotezy. W każdym razie obiecujemy, że ten temat będzie się pojawiał przy każdej okazji, kiedy będziemy mieli okazję zadawać pytania „naszym mistrzom”.

I jeszcze jedna sprawa, czyli „inkarnowanie się” na linii czasu. O ile nam wiadomo inkarnacje „w przeszłość” zdarzają się rzadko, ale jak najbardziej się zdarzają. Nie ma bowiem przyszłości, teraźniejszości i przeszłości – to tylko atrybuty naszej czasoprzestrzeni. Nasze umysły rozumują liniowo i nie jesteśmy w stanie wzbić się ponad barierę czasu, co bez problemu robią wyższe istoty duchowe. Według naszych informacji jest wiele światów równoległych, w których dusza danego człowieka może być „w kilku ciałach równocześnie”. Wtedy jej rozwój jest szybszy, gdyż jednocześnie przeżywa więcej doświadczeń. Jak to jest możliwe? Nie wiadomo i oczywiście „w głowie nam się to nie mieści”, ale musicie Państwo pamiętać o jednym: zrozumienie tajemnicy czasu dla nas istot na najniższym poziomie rozwoju duchowego jest praktycznie niemożliwe. Możemy próbować, kombinować, ale… nijak tego nie pojmiemy, gdyż dla nas jak jest wtorek, to po wtorku jest środa. A po niej czwartek. Tymczasem czas jest złudzeniem, któremu podobno ulegamy na takiej samej zasadzie, jak małe dzieci obserwujący śmieszne sztuczki robione przez rodziców... Mamy nadzieję, że te odpowiedzi choć trochę pomogły zrozumieć tę skomplikowaną złożoność zasad reinkarnacji.



zwiń tekst



TAJEMNICZE SARKOFAGI W ROSJI
Czw, 31 gru 2015 16:21 komentarze: brak czytany: 3113x

Taką ciekawą informację przysłała do nas czytelniczka serwisu. Nie możemy jej w żaden sposób potwierdzić, ale... przedrukowujemy ją poniżej. To: REDAKCJA FNSubject: starożytne cywilizacjeWitam PaństwaW trakcie poszukiwań w internecie ciekawych informacji znalazłam coś takiego:Dokumentacje archeologiczne z ostatnich pieciu lat sa fantastyczne i niewiarygodne....tego tez dotyczy dokumentacja.......

czytaj dalej

Taką ciekawą informację przysłała do nas czytelniczka serwisu. Nie możemy jej w żaden sposób potwierdzić, ale... przedrukowujemy ją poniżej.


To: REDAKCJA FN
Subject: starożytne cywilizacje

Witam Państwa
W trakcie poszukiwań w internecie ciekawych informacji znalazłam coś takiego:
Dokumentacje archeologiczne z ostatnich pieciu lat sa fantastyczne i niewiarygodne....tego tez dotyczy dokumentacja otwartych trzech sarkofagow przez rosyjskich uczonych w Iranie.nie mniej sa to fakty potwierdzone i prawdziwe...Zaczely sie ujawniac rozne rodzaje artefaktow,ruin,i inne intrygujace dowody na istnienie starozytnych cywilizacji,nieznanej lepszej technologii oraz kontakty z obcymi.Jest to juz oficjalnie potwierdzone,ze do takich kontaktow dochodzilo.Byly to cywilizacje z innych planet a nawet wszechswiatow...Wszystko to bylo przed nami ukrywane...

Wiosna 2008 r., zupelnie przypadkowo zostaja odkryte w grobowcach pod ziemia trzy sarkofagi.W zwiazku z tym,ze z Rosja nie bylo dobrych stosunkow,sprawa przycichla i nie wyszla na jaw...chciaz w rosyjskich mediach poruszano ten temat.
Przez warstwy wykopalisk ustalono,ze zawieraja one pozostalosci starozytnych cywilizacji oraz ruiny miasta.Archeolodzy ustalili wiek na ok.10 tys-12 tys lat.Wladze Iranu potwierdzily publicznie wiek na 850 lat,co oczywiscie nie jest zgodne z prawda.Wsrod tych trzech sarkofagow mamy pewnosc co do dwoch ale nie wiadomo co kryje trzeci oraz co sie z nim stalo.Poastac znajdujac sie w sarkofagu pierwszym jest gigantyczna ,w koronie co sugeruje,ze byl to krol miasta.Przypuszczenia co do trzeciej trumny sa takie,ze byla tam jego zona.To,ze byl to wladca takze sugeruja zlote monety na oczach co bylo przyjete w owczesnych,starozytnych czasach.Juz ten fakt dyswalifikuje poglad,ze bylo to 850 lat temu.Cialo bylo przepasane pasem,wysadzanym kamieniami drogocennymi i pokryty jest zlotem.Inkrustowany jest takze dziwnymi,swiecacymi kamieniami...

Drugi sarkofag zawiera cialo olbrzyma,posiadajacego miedziany odcien skory z uroda kaukaska.Nazywa sie Jaromir i byl magiem. Mierzy 2,6 metra wzrostu.takich samych gigantow odkryto rowniez w Ameryce Pd,gdzie wiedzie szlak starozytnej kultury( narzedzia,pism,rzezby etc)...Cialo otoczone jest zlotymi urnami.Po prawej stronie znajduje sie taca i dwie urny,ktore sa wyraznie egipskie.Nawet ten fakt wskazuje na starozytnosc a nie na sredniowiecze.Po lewej stronie widzimy zlote pudelko,dwa sondaze i zloty wazon,ktore tez sa wyraznie egipskie..Kultura egipska datuje sie na 3150 lat a tutaj oceniaja archeolodzy wiek na 10-12 tys lat,a wiec cos jest nie tak. Aby poznac prawde,trzeba sie cofnac do Herodota,ojca historii,ktory zapisywal wszystkie swoje prace,opieral sie na licznych podrozach i przekazach.W ,,Opowiesciach II" Herodota str.142-147 wyd francuskie,opisuje on wizyte kaplanow Mempfis.Jest takze lista wszystkich mionarchow,ktorzy panowali nad Egiptem.cytat; ,,W tym momencie w mojej historii to Egipcjanie i ich kaplani,moieli slowo"; Widzaialm ,ze od pierwszego krola do Hefajstosa bylo 141 ludzkich pokolen.W czasie tych pokolen byla ta sama liczba kaplanow i krolow.Obliczenia w/g pokolen szacuja na 11140 lat laczny czas trwaniatego okresu,ktory rozwija sie w ciagu 340 pokolen.Ankiety takze potwierdzaja istnienie Herodota i chronologie egipskich kaplanow uwazanych za mit oficjalnej historii.Mozna w tym momencie odrzucic spekulacje i idee falszerstwa.

Urny w sarkofagach tez wskazuja na wiek 8-12 tys...Nie mieli kontaktu z mieszkancami Kurdystanu a wiec mozna obalic teorie ,ze byli to kaukascy olbrzymi..a wiec na lewo widzimy urne (0,31min filmu) bardzo dziwna,przedstawia stworzenie siedzace w pozycji lotosu i z duza czaszka i wielkimi ,migdalowymi oczami..Przypomina nam to bostwo Ganesh ale szczerze mowiac jest to obcy cudzoziemiec.Podobny jest zupelnie do stworzenia opisanego przez Roberta Ervina Howarda w historii,,Wiezy Slonia".Obok urny,znajduje sie piec ksiazek ze zlota i mapy geograficzne obszaru pokazujace topografie 12 tys lat po potopie!!!!!!!!!!!!!!! Jak czytamy w rosyjskich zrodlach mapy te maja unikatowe funkcje,nazwy i oznakowania sa w nowoczesnym jezyku rosyjskim!!!!!!Jak to mozliwe?

Cialo maga pokryte jest rodzajem oslony na ktorej znajduja sie dziwne symbole.Tez trzyma jak wladca rodzaj miecza,kija lub berla.Iranska kamera obejmuje tylko gorna czesc obiektu i nie mozna stwierdzic co to jest.Dlaczego ukrywany jest ten obiekt? Co to jest szczegolnego?
Jaromir nosi zloty diadem ozdobiony kamieniami i zlote bransolety na ramionach co swiadczy o wysokim poziomie spolecznym.Rowniez sarkofag krola rozni sie od sarkofagu maga.Monarcha ma wykonany sarkofag z kamienia wylozonego zlotem wewnatrz.Sciany sarkofagu maga sa dosc cienkie z materialu trudnego do zidentyfikowania,najprawdopodobniej sztuczny kamien.

Otwarcie tego mauzoleum nie obylo sie bez walki i ofiar.Wiele osob nadal jest w szpitalach w spiaczce.Lokalni urzednicy probowali kupic to mauzoleum ale rzad iranski sie nie zgodzil.Tajne sluzby roznych krajow dowiedzialy sie o odkryciu,w tym Usa i Rosja.Wiadomosc dotarla do Putina i kilku waznych czlonkow Rosyjskiego Kosciola Prawoslawnego.USA wyczulo zagrozenie,wywolali akcje terrorystyczna Bin Ladena a w przyszlosci nowa Hiroshime gdyby ktos mial dostep do wynikow ale Iranczycy zaszantazowali USA i nagle doszlo do zmiany w polityce zagranicznej USA i IRanu,ktora byla kompromisem w kwestii broni jadrowej z rezimem Ajattolakow.Skad ta zmiana? Co jest wazne w tym uzaleznieniu?

Czy ktos zauwazyl ,ze ciala te sa bardzo dobrze zachowane,jakby byly tuz przed pogrzebem.Wiemy z cala pewnoscia,ze Jaromir jest biologicznie aktywny.Rzeczywiscie zyje.Pierwsza osoba ,ktora rozprowadzila ta wiadomosc po swiecie zachodnim byl Corey Coode wraz z dobrze znanym badacuem Davidem Vilcock.Pierwszy raz zaczeli mowic o exobiology.A wiec slowo exobiology zastapiono slowem exopolitics.Jest strona w internecie exopolitics org. gdzie poruszane sa sprawy stosunkow,dyplomatycznych pomiedzy obcymi a naszymi rzadami w kwestii,ktore maja wplyw na populacje etc..Zrozumienie tego daje swiatlo na podjecie decyzji pomiedzy panstwami czasami niepojetymi dla nas,dziwnymi i nieoczekiwanymi,tj.Ameryka i Iran.

Corey Coode pracowal nad Projektem Solar Warden.Jest to projekt scisle tajny,na ktory natrafil hacker Gary McKimmon,ktory szukajac prawdy o UFO ,natrafil na oficjalna stone Petagonu,NASA i innych instytucji.NASA jest tylko przykrywka dla publicznosci.
Vanderberg Basa jest nieoficjalnym programem CIA dotyczacym obcych technologii,kontaktow etc. Wiedza o cywilizacjach bylych na ziemi tysiace lat wstecz,wiedza o wybuchach jadrowych,stacjach orbitalnych i pojazdach antygrawitacyjnych(Vimana).Dopiero niektore z tych danych mozna bylo zrozumiec po wybuchu bomby na Hiroshime.Dane w tych dokumentach wskazuja na to,ze w roznych zakatkach swiata ukryte sa tajne komory,w ktorych giganci leza w letargu.Goode po przeczytaniu akt stwierdzil,ze panstwa sa tak zainteresowane tym problemme,ze ida na ustepstwa aby tylko wyjasnic technologie i przyczyne letargu.Goode wyjasnia,ze komory te byly wykonane przez gigantow Annunalis.W komorach wiaze sie krysztaly ,ktore sa wykorzystywane jeszcze przez nieznana technologie w postaci baniek,w ktorych czas bardzo wolno plynie.30min przeszlosci w jednym z pecherzykow odpowiada 30tys lat .Istnienie tych komor gigantow jest zachowane w jak najwiekszej tajemnicy.Juz Abraham Lincolnbyl zaaferowany badaniem i wykupem jednej z nich znajdujacej sie pod Niagara.Wspominajac o Niagarze pisze-,,Oczy tych gatunkow giganta,ktorego kosci sa porozrzucane po calej Ameryce sa utkwione w wodospad Niagara i zdaje sie jakby kontemplowaly"

Dr Hall twierdzi o 100% autentycznosci tego filmu i o komorach gigantow o ktorych wspomina Coode. Coode wyjasnil ,ze powodem dla ktorego giganci zapadli w hibernacje jest wlasnie nasz czas.Wiedzieli ,ze nasza planeta bedzie podlegac energii kosmicznej,ktore dzialaja jak ewolucyjny spust tj,ewolucyjny proces,ktory wplywa na nasze ciala umozliwiajac fizyczna ewolucje gatunkow.Kreacjonisci uwazaja ,ze nie ma ewolucji lecz sa skutki nagle,ktore sa oznaka Stworcy.poniewaz zmiany nie wystepuja przez miliony lat ale w bardzo krotkim czasie.Coode twierdzi,ze istnieje teoria fal kosmicznych,ktore wyjasniaja te skoki.A co wazne ,ze US Air Force jest bardzo zainteresowana tym zjawiskiem.

Oryginalny artykul rosyjski wyjasnia dlaczego Jaromir jest stopniowo aktywny,manifestujac sie w pierwszym rzedzie telepatia.Wspomina o sufickich przekazach,ktore mowia ,ze obudzi je dotkniecie innego czlowieka.Wtedy obudzi sie Mag i spotka sie z przedstwicielami innych religii i bardzo duzo wspominaja sufickie przekazy o obcych.Byc moze Jaromir jest Annunaki?Biologicznie aktywny jest tylko Mag bo wladca przez robotnikow i archeologow mial uszkodzona banke i umarl.Pozniejsze badania genetyczne wykazaly,ze ludnosc miejscowa Iranu ma gen wspolny taki jaki ma Jaromir,co oznacza ,ze sa bezposrednimi potomkami giganta. przetlumacz: A. Siedlecka

 



zwiń tekst



CZY ATEIŚCI IDĄ DO NIEBA?
Śr, 30 gru 2015 08:24 komentarze: brak czytany: 1367x

W naszej poczcie e-mailowej czytelnicy serwisu FN zadają bardzo dużo pytań. Niektóre z nich są bardzo ciekawe i stąd pomysł, aby na stronie stworzyć oddzielny dział "PYTANIA DO FN". W oczekiwaniu na jego debiut warto zaprezentować jedno z takich własnie pytań z "ostatnich godzin". Na samym dole odpowiedź od FN:From: k. [imię i inne dane do wiad. FN]Sent: Tuesday, December 29, 2015 4:03 PMTo.......

czytaj dalej

W naszej poczcie e-mailowej czytelnicy serwisu FN zadają bardzo dużo pytań. Niektóre z nich są bardzo ciekawe i stąd pomysł, aby na stronie stworzyć oddzielny dział "PYTANIA DO FN". W oczekiwaniu na jego debiut warto zaprezentować jedno z takich własnie pytań z "ostatnich godzin". Na samym dole odpowiedź od FN:

From: k. [imię i inne dane do wiad. FN]

Sent: Tuesday, December 29, 2015 4:03 PM
To: FN
Subject: ŚWIADOMOŚĆ DUCHÓW JEST INNA NIŻ LUDZI ŻYJĄCYCH

 

 Droga redakcjo

 

Na poczatku chcialam zapewnic ze bardzo mnie interesuje wszystko to co robicie i lektura ''Nautilusa '' jest od kilku lat prawdziwa przyjemnoscia. Choc dopiero od niedawna moje zapatrywanie na tego typu sprawy zrobilo sie '' poważne '' gdyz wczesniej traktowalam je raczej w ramach rozrywki i przyjemnosci . Jak zwykle w takich przypadkach nastapilo cos  co uruchomilo moje myslenie a byla to smierc mojego Taty .

Niestety moj tata nie odwiedza ani mnie ani mamy po smierci ( choc moze to robi tak ze żadna z nas tego nie odczuwa ) ale bardzo czesto przychodzi do nas w snach . Wiele razy przychodzil w snie ostrzegajac nas przed czyms , dzialo to sie w pierwszym roku po jego smierci . Lecz po ofiarowaniu mszy swietej w dniu Wszystkich Swietych na drugi dzien tata sie przysnil jakby żegnajac sie z nami . Stal w oknie tak jakby na drabinie w uchylonych drzwiach z ktorych swiecilo piekne , jasne swiatlo i machał ręką na pożegnanie . Dodam jeszcze ze tata był ateistą i nie wierzył w Boga , wiec po jego smierci nasze sily'' modlitewne '' zostaly zwielokrotnione .

Czy moglo to oznaczac odpuszczenie mu jego kar , czy tez opuszczenie czyśćca i wejście do królestwa bożego ?

 Drugą historią która chcialam opowiedziec jest historia mojej kolezanki , ktorej mama zmarla jak miala 9 lat a jej brat 11 i wychowywal ja tata . Wiadomo ze dzieci bardzo mocno przeżyly odejście mamy , choć kazde na swoj sposób . Kolezanka bardzo rozpaczała , natomiast jej brat nie dając sobie z tym rady jakby wyparl sie mamy i nie rozmawial o tym cosie stalo ani nie modlil sie za nia . To troche tak trwalo , kiedy pewnej nocy brat przebudzil sie i uslyszal ze bramka , ktora bardzo skrzypiala otworzyla sie i zamknela , pies nawet nie szczeknął więc musial znac osobe ktora weszla . Nastepnie osoba weszla na gore po drewnianych schodach , otworzyla drzwi do pokoju brata i wtedy on zobaczyl swietlista kule . Kula ''wisiala ''jakby przy suficie , poruszając się w różne strony az w koncu zbliżyła sie do dziecka leżącego w łóżku , przeleciala kilka razy od golowy do nóg , a następnie wszystko się powtórzylo . Otworzyla drzwi od pokoju , zeszla po schodach , otworzyla skrzypiacą bramke , zamknela i poszla . Dziecko od tej pory juz nie 'wypieralo ''z siebie bólu , zaczęlo uczestniczyc w żałobie po mamie i historia nigdy sie nie powtórzyła

 Pozdrawiam calą załogę , życzę wielu udanych odkryć w Nowym Roku

 Ps . Nie wiem czy Panstwo slyszeli o książce Kardecka '' Duchy '' , '' Media''i '' Pieklo  i  Niebo '' . Ksiazka naukowego spirytyzmu , która bardzo dużo dodaje do Waszych odkryć - detali . Serdecznie polecam

 K.
[imię i inne dane do wiad. FN]


ODPOWIEDŹ OD FUNDACJI NAUTILUS

Pytanie "czy ateiści idą do nieba" jest pytanie o tyle ciekawym, że natychmiast pojawia się pytanie: czym jest niebo? Jeśli „niebem” nazwiemy świat, do którego idzie człowiek (lub jak kto woli jego dusza) po śmierci, to oczywiście niebo istnieje. Ateiści bardzo zabawnie odczuwają przejście „na drugą stronę”, gdyż przecież bardzo często poświęcają całe swoje życie na negowanie tego, co nagle ze zdumieniem odkrywają, że jednak istnieje… Dochodzi do naprawdę śmiesznych sytuacji, kiedy przeżywają na przykład śmierć kliniczną, w czasie której poznają zaskakującą informację, że tak naprawdę ich ciała są jedynie „pojazdami”, które napędza prawdziwy kierowca, czyli właśnie „dusza” (lub ciało astralne). Po powrocie z tamtego świata zmieniają się diametralnie, a ich podejście do tematów „życia po śmierci” jest jednym z najlepszych dowodów na to, że nic tak nie zmienia człowieka jak „porządne wyjście z ciała”. Mieliśmy o tym okazję przekonać się wiele razy.

Podsumowując: prosimy być spokojnym o losy Pani ojca – jest tam, gdzie wszyscy będziemy, a nawet skąd tutaj przyszliśmy. To wspniałe miejsce, które w pełni zasługuje na słowo "niebo". A że stamtąd przyszliśmy? Fundacja Nautilus od lat mówi bowiem wyraźnie, że reinkarnacja jest niczym prawo powszechnego ciążenia Izaaca Newtona – po prostu jest.

Co się dzieje po śmierci z bardzo złymi ludźmi za życia? Jak wygląda owo „piekło”, o którym straszą wielkie światowe religie? Tym tematem zajmiemy się innym razem, ale na koniec mała wskazówka w sprawie ateizmu.

Proszę zapamiętać te słowa:

JEST JEDNO CENTRUM, JEDEN PUNKT, DO KTÓREGO WSZYSCY ZMIERZAMY. PROWADZI DO NIEGO WIELE ŚCIEŻEK. JEDNA TO KATOLIZYCM, INNA BUDDYZM, JESZCZE INNA ATEIZM. KAŻDA Z TYCH ŚCIEŻEK JEST POTRZEBNA DO ZDOBYCIA INNEGO DOŚWIADCZENIA DLA TEGO, KTÓRY JĄ ZMIERZA. NIE MA ŚCIEŻEK LEPSZYCH LUB GORSZYCH. NIE MA PRZYPADKU, ŻE JEST TYLE ŚCIEŻEK, ALE WSZYSTKIE ONE PROWADZĄ DO TEGO SAMEGO ŹRÓDŁA.

NIE TRZEBA ZMIENIAĆ ŚCIEŻKI. TRZEBA TYLKO ZROZUMIEĆ, PO CO JEST... I STARAĆ SIĘ BYĆ CORAZ DOSKONALSZYM I LEPSZYM CZŁOWIEKIEM.



zwiń tekst



SPOTKANIA Z NIEZNANYM - RELACJA EWY
Pon, 28 gru 2015 09:25 komentarze: brak czytany: 1038x

Codziennie ludzie opisują swoje momenty "spotkania z nieznanym". Oto e-mail, który dostaliśmy 27 grudnia 2015, a jego autorem jest p. Ewa. From: Ewa [dane do wiad. FN]Sent: Sunday, December 27, 2015 11:44 PMTo: NAUTILUSSubject: Zjawiska paranormalne w moim życiu:)Witam serdecznie całą Załogę Fundacji Nautilus!Mam na imię Ewa, mam 25 lat, mieszkam w jednym z największych miast w Polsce. W tym.......

czytaj dalej

Codziennie ludzie opisują swoje momenty "spotkania z nieznanym". Oto e-mail, który dostaliśmy 27 grudnia 2015, a jego autorem jest p. Ewa.

From: Ewa [dane do wiad. FN]
Sent: Sunday, December 27, 2015 11:44 PM
To: NAUTILUS
Subject: Zjawiska paranormalne w moim życiu:)

Witam serdecznie całą Załogę Fundacji Nautilus!
Mam na imię Ewa, mam 25 lat, mieszkam w jednym z największych miast w Polsce. W tym miejscu proszę o anonimowość. Od dawna zbieram się do napisania tego, co mi się przydarzyło i nastał ten moment, w którym nareszcie to uczynię ;) Pragnę dodać, że jestem ogromną fanką Naulitusa, mentalnie jestem z Wami od dawna. Robicie kawał dobrej roboty i za to serdecznie Wam dziękuję!!!
Chciałam opowiedzieć o pewnych zdarzeniach z mojego życia. Od zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą, jestem też dobrym obserwatorem, badaczem oraz mam wysoki poziom empatii. Często zdarza mi się, że wyczuwam podskórnie pewne rzeczy, choć logika wskazuje na coś innego. Często polegam na intuicji, jestem religijna, wierzę, że każdy z nas ma Opiekuna- Anioła Stróża, który jest zawsze z nami.
Na początek opiszę zdarzenia związane z duchami.
To było kilka lat temu. Wczesna jesień. Szłam na przystanek autobusowy. Idąc myślałam o moich sprawach - między innymi o tym, że muszę kupić sobie nowe kozaki zimowe, bo te z zeszłego roku są już nieładne :) Z tyłu za mną słyszałam kroki kobiety, która szła za mną. Nie widziałam jej. Wywnioskowałam, że to kobieta, ponieważ idąc, jej buty wydawały odgłos butów na obcasach. Zaciekawiona tym, jakie kobieta ma buty zwolniłam i w momencie, gdy powinnyśmy się zrównać krokiem, ona... rozpłynęła się w powietrze?! Nie mam pojęcia gdzie to kobieta wyparowała. "Zrównywałyśmy się" krokiem gdy byłyśmy przy przystanku, wokół przystanku jest trawa, wolna przestrzeń. Gdyby wsiadła do autobusu bądź samochodu to bym widziała ją wsiadającą. Wiele razy zastanawiałam się nad tym i nie znalazłam logicznej odpowiedzi.
Kolejne zdarzenie miało miejsce też kilka lat temu. Był to listopadowy wieczór, godzina ok. 18.00. Poczułam się senna i położyłam się spać. Spałam smacznie, aż nagle ktoś zaczął mnie wybudzać ze snu. Poczułam, że ktoś dotyka łóżka w taki sposób, że dłonią dotyka łóżka w odległości 5cm od mojej głowy. Zaczęłam się wybudzać i pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy była taka, że to babcia chciała obejrzeć coś w TV i chciała bym jej włączyła telewizor. Zła, że mnie obudziła powiedziałam jej, że "... co mnie budzisz?! Ja tu sobie śpię a Ty przyszłaś mnie tu budzić! Idź sobie do pokoju rodziców, tez mają telewizor!" No i "babcia" poszła w kierunku drzwi mówiąc pod nosem "No już dobrze, dobrze". Gdy wychodziła, wychyliłam głowę do góry i ujrzałam, jak na telewizorze wyświetla się szary migoczący ekran- taki sam, jak w telewizorach starej generacji, gdy np. nie było odbioru kanału, i dodatkowo pojawiał się odgłos szeleszczący. Tyle, że ja widziałam tylko ten migoczący szary ekran, nie wydawał żadnego odgłosu. Położyłam głowę na poduszkę, by sobie jeszcze chwilę poleżeć. Gdy już całkowicie doszłam do siebie zaczęłam analizować co się zdarzyło... Jak to jest możliwe, że moja babcia weszła w ogóle do mojego pokoju w całkowitej ciemności (rolety spuściłam) ??? Babcia poruszała się o jednej kuli, ogólnie mało chodziła. Normalnie by się o coś uderzyła, nie byłaby w stanie poruszać się po omacku w ciemnym pokoju. I jeszcze ten szary ekran w telewizorze... Przerażające. Wstałam z łóżka i  poszłam do kuchni. Tam siedziały mama i babcia. Gdy babcia wyszła do toalety spytałam się mamy czy babcia wchodziła do mojego pokoju. Mama zaręczała, że cały czas rozmawiały w kuchni i się z niej nie ruszała. Nie wiem kim była "babcia", w ogóle co miało znaczyć to zdarzenie. Zapewniam, że to mi się nie przyśniło a "babcia" wybudziła mnie właśnie z fajnego snu, w którym śnili mi się bohaterowie mojego ulubionego serialu.
To zdarzenie utkwiło mi bardzo w głowie. Ponad 10lat temu, byłam z moją przyjaciółką w sklepie kupując słodycze. Miałyśmy taki zwyczaj, że wszystkie koszty zakupów zliczałyśmy, a mnie, jako zdolnemu analitykowi, przypadało liczenie sum, co zresztą uwielbiałam i zawsze mi wychodziło :) Lecz tym razem coś mi nie wyszło. Byłyśmy przy kasie i pakowałam zakupy, gdy w tym momencie kasjerka kasowała ostatnie rzeczy a mi pojawiła się w głowie myśl: „Nie starczy!” Byłam w szoku co się dzieje, przecież zawsze wszystko liczyłam i było dobrze. I faktycznie, nie starczyło nam pieniędzy i z jednego produktu zrezygnowałyśmy. Nie mogłam tylko wyjść z podziwu skąd pojawiła się w mojej głowie ta myśl, to tak jakby ktoś „wsadził” mi ją do głowy.

Kolejne zdarzenie mnie osobiście tak przeraża, że pisząc je teraz w tym momencie mam ciarki a zdarzyło się to już jakiś czas temu. Jakieś 3 lata temu, było to pod koniec sierpnia. Pamiętam, że w tamtym okresie miałam wątpliwą przyjemność chorowania na zapalenie jamy ustnej i „ataki gorąca” zdarzały się o każdej porze dnia i nocy. Przez to w nocy nie mogłam spać. Tamtego dnia wyjątkowo pod wieczór udało mi się zdrzemnąć na ponad 2h i czułam się wypoczęta. Nastała noc, godzina 1.30, nie byłam senna. Położyłam się na łóżku, bardzo ważne: PLECAMI DO ŚCIANY! W pewnym momencie za moimi plecami nagle usłyszałam płacz i zawodzenie… Zaczęłam się temu przysłuchiwać, włączył mi się instynkt badacza, byłam też nieco wystraszona. Ten płacz jakby „zbliżał się” coraz bardziej do mnie i wtedy poczułam, że ten ktoś pcha mnie, wgniata się we mnie czy raczej wtula się w moje plecy, ale tułowiem – nie było żadnej ingerencji rąk. I tak leżałam w szoku a to coś coraz bardziej wtulało, wgniatało się w moje plecy. Miałam lekko uchylone usta, ale ze strachu nie mogłam nic powiedzieć! Udało mi się tylko wyjąkać „eee”, i w tym momencie ten ktoś zastygnął w bezruchu (tzn. przestał bardziej na mnie napierać) jakby się zdziwił, że wydałam z siebie dźwięk a jedyne, co mi przyszło do głowy to modlitwa. Zaczęłam się modlić i od razu ta istota odleciała. Modliłam się ponad 20min, gdy skończyłam to usłyszałam stukanie palcem w ścianę, 5-7 stuknięć. Nie pojawiła się już ta istota tamtej nocy, nie przespałam wtedy już ani minuty. Leżałam tak do rana. Chociaż nie wrócił ten ktoś, czułam się obserwowana do rana. Najlepsze w tym wszystkim było to, że w tamtym okresie dzieliłam pokój z moim bratem, spał po drugiej stronie pokoju i ani drgnął! Nie obudził się nawet gdy wyjąkałam „eee”!!! A przecież ten ktoś głośno płakał, każdy by się obudził. Potem już do rana myślałam o tym kim mogła być ta istota. Jako pierwsza na myśl przyszła mi zmora. Ale to nie pasuje, bo zmory dręczą ludzi a od tej istoty czuć było… jej cierpienie, ona płakała i czułam jej wielkie pragnienie miłości. Później postawiłam na mojego Anioła Stróża – mam trudne życie, zmagam się z depresją, mam okresy „życiowego zastoju” i może On chciał mi przypomnieć o sobie, popchnąć mnie do przodu. Ale to chyba nie to. Bo w końcu intuicja mi podpowiadała i miałam takie silne poczucie, że jest to dusza dziecka – dziecka które doznało jakiegoś cierpienia, miałam silne odczucie że to mogło być dziecko poddane aborcji, czułam jej potrzebę miłości, ono chciało modlitwy, wsparcia, nie wiem dlaczego przyszło do mnie (podejrzewam, że mogę być dla tych z drugiej strony rodzajem kanału – mam w sobie ciepło i to może przyciągać), ale wiedziałam też, że mnie potrzebuje, że muszę ją ochronić. Było mi jej żal, cokolwiek jej się przydarzyło.
Dodam, że byłam naprawdę wystraszona, nie wiem jak wyglądała ta postać, ponieważ ze strachu bałam się obejrzeć, bałam się tego, co zobaczę za sobą. To było jak dotąd moje najsilniejsze, najbardziej przerażające spotkanie. Trwało może z 2-3min. Mam nadzieję, że ta istota odnalazła spokój.

Sukcesywnie będę przesyłać dalsze relacje.
Pozdrawiam serdecznie, życzę powodzenia w nadchodzącym Nowym Roku i owocnej pracy przy kolejnych projektach :)
Ewa.



zwiń tekst



STRONA
1 47 48 49 50 51 52 53 64
Strona 50 / 64

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas odwiedził w czwartek 15 sierpnia najbardziej wysunięte na północ terytorium Kanady, Nunavut, by zobaczyć efekty globalnego ocieplenia w rejonie Arktyki i spotkać się z pracującymi tam niemieckimi naukowcami. Według kwietniowego raportu ministerstwa środowiska Kanady, ocieplenie klimatu w tym kraju postępuje dwa razy szybciej niż na świecie. Z kolei sama Arktyka według różnych badań ociepla się od dwóch do trzech razy szybciej.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pon, 12 sie 2019 07:57 | Drogi Nautilusie. W piątek (9 sierpnia 2019 - przyp. FN) przed godziną 7-mą rano szedłem z kolegą do pracy.Gdy już zbliżaliśmy się do miejsca pracy,oczom naszym ukazał się widok metalicznego obiektu,który leciał sobie powoli na niebie.Nie było by to nic dziwnego,gdyby nie to,ze ten obiekt nagle zniknął.po prostu rozpłynął się.Czy możecie mi wyjaśnić co to mogło być? Stały Wasz czytelnik Marek

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 25 lipca 2019 | 22 lipca 2019 roku odszedł w stronę światła Marek Rymuszko. Twórca i pomysłodawca miesięcznika ‘Nieznany Świat’, który przebudził miliony ludzi ze snu i sprawił, że dostrzegli inny, nieznany świat. Ale odszedł przede wszystkim bliski mi człowiek, którego brak odczuwać będę do końca mojej ziemskiej wędrówki.

czytaj dalej

FILM FN

JASNOWIDZ KRZYSZTOF JACKOWSKI - ostrzeżenie przed oszustami sprzedającymi 'Amulety Jackowskiego'

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.