Dziś jest:
Niedziela, 19 listopada 2017

"Nie należy mylić prawdy z opinią większości" J. Cocteau

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - schowaj formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




W mojej rodzinie wszyscy chłopcy 'ocierają się' o śmierc w wieku kilku lat
Dziś, 11:21 komentarze: 2 czytany: 266x

No cóż jestem zwykłym człowiekiem jak setki innych. Ale napisze Wam co się mi czasem przydarza. Na początek opowiem Wam co spotyka moją rodzinę w linii męskiej. Odkąd słucham rodzinnych opowieści to zawsze pojawia się w nich pewien wątek związany z potomkami w linii męskiej co też spotkało mnie i mojego syna a także syna mojej siostry nie mówiąc o naszych przodkach. Każdy chłopiec w wieku do pięciu.......

czytaj dalej

No cóż jestem zwykłym człowiekiem jak setki innych. Ale napisze Wam co się mi czasem przydarza. Na początek opowiem Wam co spotyka moją rodzinę w linii męskiej. Odkąd słucham rodzinnych opowieści to zawsze pojawia się w nich pewien wątek związany z potomkami w linii męskiej co też spotkało mnie i mojego syna a także syna mojej siostry nie mówiąc o naszych przodkach. Każdy chłopiec w wieku do pięciu lat ociera się o śmierć lecz nic mu się nie staje. Ja w wieku 3 lat zostałem przygnieciony przez drzewo. To samo przydarzyło się synowi siostry.
Natomiast mój syn został potrącony przez auto lecz wyszedł z tego praktycznie bez szwanku - nie licząc otarć. Mój ojciec i dziadek też spotkał się z czymś takim lecz również wyszli z tego bez uszczerbku na zdrowiu.
   Ale to nie wszystko.

   Mając kilka lat obudziłem się i zobaczyłem tajemniczą postać która stałą i patrzyła na mnie. Była to ciemna postać jak gdyby mnicha który stał i patrzył na mnie. Wtedy byłem tym strasznie przestraszony ale nikomu o tym nie mówiłem ale z perspektywy czasu wiem że nie był to ktoś zły. Przez kilkanaście następnych lat pamiętałem ten sen ale nigdy się już nie powtórzył. Następny o podobnym temacie powtórzył się przed około 15? lat temu kiedy już byłem żonaty i miałem własną rodzinę. Śniłem że znajduje się na jakimś odludnym pustkowiu o bardzo ponurej atmosferze, dominowała tam szarość i brak jakiejkolwiek roślinności. Ktoś lub coś chciało mnie schwytać - dziwne postacie o raczej złych intencjach w strojach mnicha których twarze zasłaniała siatka - lecz uciekałem przed tym (nimi?) do ogniska przy którym siedziało znowu trzy ciemne postaci.

Siedzieli posępnie przy nim i z zainteresowaniem? patrzyli na mnie. Ci też nie mieli za dobrych intencji ale byli obojętni. Niestety tu się sen urywa. Oo około 5 lat znowu pojawiła się postać mnicha która stoi w nocy i patrzy w moją stronę lecz nigdy nie widać jej twarzy. Pojawiał się około godziny 3:00 nad ranem. Nie byłem sparaliżowany bo mogłem się poruszać i wstać aby sprawdzić co się dzieje lecz nigdy to mi się nie udało. Jest jeszcze jeden sen bardzo niezwykły dla mnie. Otóż pewnej nocy śniłem, że przychodzi po mnie jakiś mężczyzna i zabiera mnie do można to nazwać pałacu, który na pewno nie znajduje się na ziemi ale i nie jest to żaden pojazd. Budynek jest bardzo wielki i wysoki. Ma śliczne marmurowe wysokie kolumny, które podpierają sklepienie. W oddali między kolumnami widać błękitne niebo i chmury. Mężczyzna (brodaty marynarz sądząc po ubiorze i czapce takiej jakie mają kapitanowie) prowadzi mnie wśród innych par znajdujących w tym budynku ku jakimś drzwiom za którymi ktoś na mnie ma czekać z jakąś sprawą. Wiem że to dotyczy mnie ale nie potrafię powiedzieć czego dotyczy. Od tego czasu w moim życiu zaczęło się zdarzać dziwne rzeczy. Zaczynałem widzieć i słyszeć coś czego inni nie mogą. Poważnie zastanawiałem się nad wizytą u psychiatry. Ale pewnego dnia spotkałem kogoś kto jest podobny pod tym względem do mnie.

    Wychowałem się bardzo blisko lasu i od najwcześniejszego dzieciństwa w nim przebywałem. Sam lub z kolegami. A teraz bardzo często spaceruje z psem po lesie lub jego obrzeżach. Spacerując po obszarach na których nie ma drzew lub wysokiej roślinności nic się nie dzieje lecz gdy wchodzę w las zaczynają się dziwne rzeczy. Mam uczucie, że ktoś na mnie patrzy lub kątem oka widzę coś(zielonego) lub kogoś jak chowa się za drzewem gdzieś nieopodal. Czasami z trzaskiem łamie się jakiś patyk leżący na ziemi lub coś spada z drzew. Niby nic wielkiego można powiedzieć lecz dzieje się to zawsze gdy jestem sam, tzn. pies odbiegnie trochę dalej (duży wilczur) i z przeciwnego do niego kierunku, nigdy gdy jest przy mnie.
Nic takiego się nie zdarza gdy jestem z kimś jeszcze na spacerze. Pies tylko czasami zatrzymuje się w pół kroku i z lekkim niepokojem spogląda w stronę gdzie się coś dzieje.

   Ale spacer w dzień jest niczym z tym co się dzieje po zmroku. Będąc z kimś w lesie spotkałem się z przedziwnym zjawiskiem. W jasną gwiaździstą noc stojąc na leśnej drodze i widząc jak świetliki kręcą się w ciemnościach poczułem coś co zaczyna otaczać nas. Lekko zaniepokojony zaproponowałem wejście do mojego auta. Może trudno w to uwierzyć komuś kto czegoś takiego nie doświadczył ale nagle mrok zgęstniał. Świetliki zgasły tak jak gwiazdy na niebie a mrok stał się dla mnie wprost namacalny. Wokoło zapanowała dosłownie grobowa cisza. I wtedy zobaczyłem w oddali jak leci ku mnie (nam) coś ognistego (napisze za moment).

Dziwna nieludzka twarz ciągnąca za sobą małe płomienie. Wtedy między mną osobą która ze mną pojawiła się dziwna postać (o niej zaraz napisze).  Trwało to jakąś minutę. Nie czułem strachu ale miałem na ciele dziwne mrowienie i dziwny niepokój. Osoba która ze mną była nie widziała nic takiego co ja ale wyczuła obecność czegoś lub kogoś. Bez zastanowienia każdy wsiadł do swojego auta i wyjechaliśmy z lasu gdzie wszystko wróciło do normy. A teraz o tym kimś-czymś szarym między nami. Osoba która ze mną była twierdzi, że jest to coś co jest z nią praktycznie na co dzień lecz nigdy nie widziała jej tak dokładnie jak ja. Widuje ją jako ciemny cień lub coś w temu podobne. Natomiast ja widziałem dokładnie jej szarą twarz? pokrytą miękkim meszkiem i wielkie czarne oczy. Twarz nie była straszna lecz nie należała do człowieka ale na pewno nie do szarego kosmity!! Inne podobne zdarzenie również wydarzyło się w lesie. Również mrok zgęstniał i nastała martwa cisza lecz tym razem ciemność zmaterializowała się do postaci człowieka, coś na podobieństwo potężnego mężczyzny w obszernym obraniu lecz nie jako mnicha lecz raczej faceta w zbyt dużym dresie.

Stałem blisko auta i zapytałem na głos kim jest. Zrobiłem kilka kroków w jego stronę lecz postać odwróciła się i wydawało się że zaczęła uciekać a raczej odpływać ale bezgłośnie i bezszelestnie pomimo gałęzi będących na wysokości ramion. Szybko zaświeciłem w aucie światła lecz nikogo nie było widać oprócz dziwnej ciemności. Co ciekawe z tyłu auta mimo mroku można było rozróżnić drzewa a z przodu nie. Osoba która ze mną była nie widziała nikogo lecz wyraźnie czułą czyjąś obecność. Lubię przebywać w różnych dziwnych więc pewnego razu moja znajoma zaproponowała mi, że zabierze mnie na jakieś stare cmentarzysko sprzed kilkuset lat. Zgodziłem się i pewnej letniej nocy urządziliśmy sobie małe ognisko. A że nic się nie działo i zrobiło się chłodno bo ognisko zgasło, poszliśmy zagrzać się do auta. Siedząc w środku i rozmawiając nagle wokół jej auta przeszła ciemna postać niby człowieka ale tylko z zarysu. Miała ponad 2 metry wzrostu i byłą lekko zgarbiona. Wydawało mi się że coś szuka a może coś węszy. Przyznam się że zrobiło mi się trochę nieswojo lecz to to nie był strach lecz jakieś inne uczucie. Koleżanka niczego nie widziała i zaczęła się ze mnie śmiać a ja obróciłem to w żart. Dla rozprostowania nóg wyszliśmy z auta. Po chwili w odległości około 30 metrów dało się zauważyć zarys postaci nieco jaśniejszej od otoczenia, która przechodziła między drzewami. Ja ją widziałem dość wyraźnie natomiast koleżanka tylko jako jasną "plamę" jak to później określiła. Po tym bardzo szybko pożegnaliśmy się i każdy pojechał do swojego domu. Od tego czasu raczej unikam przebywania po zmroku w lesie lub jego obrzeżach.

Przebywając natomiast na otwartej przestrzeni towarzyszy mi krąg, coś co rozjaśnia mrok. Jest to przestrzeń delikatnie jaśniejsza od ciemności w dalszej okolicy. Co ciekawe ja tego nie zauważyłem ale osoby, które ze mną są w tym czasie mi to uzmysłowiły.

   Co do dziwnej ognistej twarzy. Pierwsze z nią spotkanie miało oczywiście w nocy lecz miało dziwny przebieg. Najpierw obok mnie przeszły dwie ciemne postaci, bezszelestnie i cicho. Wyczułem, że to była kobieta i mężczyzna. A potem z oddali ku mnie "przypłynęła" kobieca twarz. Piękna a jednocześnie dziwnie straszna. Dotknęła policzkiem mojego policzka a następnie lubieżnie zaczęła lizać mnie po nim. Zamiast ludzkich zębów miała rząd kłów jak u dzikiego zwierza a zamiast ludzkiego języka coś jak język węża (takie mam skojarzenie) ociekający śliną . Następnie ze śmiechem oddaliła się ode mnie. Nie czułem strachu lecz coś innego trudnego do określenia.
   Może jest ktoś kto potrafi mi wyjaśnić co mnie spotyka i co widzę i dlaczego tak się dzieje?
   Przepraszam, że to trochę długie i nieskładnie napisane ale inaczej nie umiałem wyrazić co mnie spotyka.

   Do redakcji - Jeżeli przeczytacie i zdecydujecie się to opublikować bardzo proszę o niepublikowanie moich dany bo wiem że gdyby ktoś się o tym dowiedział z moich znajomych (no może z kilkoma wyjątkami) to uznano by mnie za delikatnie mówiąc wariata.

   P.S. Nigdy nie brałem żadnych środków jak narkotyki lub inne tego typu używki i unikam alkoholu. W życiu codziennym jestem zwykłym przeciętnym człowiekiem. Pozdrawiam :)



zwiń tekst



Nad moim łóżkiem stały trzy istoty
Wczoraj, 08:17 komentarze: 1 czytany: 870x

[...] Dzien dobry, chcialem sie podzielic pewnym wydarzeniem ktore mialo miejsce kilka lat temu. Pisze tak jak to przezylem, interpretacje moga byc rozne. Obudzilem sie w nocy a przed moim lozkiem staly trzy isoty wygladajace podobnie do takiej postaci "Pierro" blekitna skora,. Nagle zaczlem lewitowac na lozkiem i dostalem informacje ze od jutra bede mogl leczyc ludzi rekoma.Po czym obudzilem sie .......

czytaj dalej

[...] Dzien dobry, chcialem sie podzielic pewnym wydarzeniem ktore mialo miejsce kilka lat temu. Pisze tak jak to przezylem, interpretacje moga byc rozne. Obudzilem sie w nocy a przed moim lozkiem staly trzy isoty wygladajace podobnie do takiej postaci "Pierro" blekitna skora,. Nagle zaczlem lewitowac na lozkiem i dostalem informacje ze od jutra bede mogl leczyc ludzi rekoma.

Po czym obudzilem sie rano, i pmyslalem co za dziwny sen, lecz rece mnie piekly przez tygodnie a ja musiałem chłodzić je woda zimną.

2 dni po tym wydarzeniu, szedlem z moim pieskiem na spacer poznym wieczorem. Nagle dostalem impuls zeby spojrzec do gory byl zielony blysk, nie wiem czy planeta czy jakieś swiatlo, potem impuls zebym spojrzal do tylu. Tam z kolei blysk swiatla niebiekiego, i sekunde po tym z dach mojego szeregowca objekt prostoktny co ciekawe 2 wymiaowy ruszyl z dachu w kierunku lasu. Bieglem za tym objektem zeby zobaczyc co to jest, lez objekt jak tylko był nad drzewami nagle zniknał.

Pozdrawiam




zwiń tekst



Fundacjo, przyjeżdżajcie do nas ze swoim sprzętem i swoim pojazdem… u nas często pojawia się UFO!
Pt, 17 lis 2017 12:17 komentarze: 3 czytany: 676x

Mamy kilka miejsc w Polsce, które koniecznie chcemy odwiedzić w przyszłym roku. W tym celu doposażyliśmy nasz pojazd w sprzęt, który nie wymaga korzystania z 220V podczas ustawiania monitoringu na 24h. To dość kosztowne wyposażenie, ale pozwala ono rozstawić cztery niezależne kamery i nagrywać z nich obraz w oparciu tylko i wyłącznie o zasilanie z małego akumulatora. Na szczęście na świecie pojawiła.......

czytaj dalej

Mamy kilka miejsc w Polsce, które koniecznie chcemy odwiedzić w przyszłym roku. W tym celu doposażyliśmy nasz pojazd w sprzęt, który nie wymaga korzystania z 220V podczas ustawiania monitoringu na 24h. To dość kosztowne wyposażenie, ale pozwala ono rozstawić cztery niezależne kamery i nagrywać z nich obraz w oparciu tylko i wyłącznie o zasilanie z małego akumulatora. Na szczęście na świecie pojawiła się nowa generacja tego typu urządzeń i wreszcie nasz pojazd jest tak wyposażony, jak być powinien od początku.



Wracając do spraw zgłaszanych nam przez czytelników – kilka zgłoszeń zawiera informacje wymagające sprawdzenia, że obiekty UFO pojawiają się tam z dużą regularnością. Czy wierzymy w takie informacje? Jak najbardziej tak – nie ma wątpliwości, że są miejsca, gdzie UFO prowadzi coś w rodzaju eksperymentów czy badań i częstotliwość pojawiania się Niezidentyfikowanych Obiektów Latających jest większe niż gdzie indziej.

Na mapie Polski mamy w tej chwili 7 (!) takich miejsc, które wymagają naszego pojawienia się na miejscu ze sprzętem do monitoringu. W naszym dziale XXI PIĘTRO pokażemy zgłoszenie, które dostaliśmy w ostatnich godzinach (nazwę miejscowości zachowujemy do wiedzy FN).

 

Szanowni państwo! Piszemy do państwa z małej wsi [dane do wiad. FN] na dolnym Śląsku. Całość dziwnych zjawisk zaczęła się w roku 2014 kiedy to moja koleżanka idąc z przyjaciółką przez mały lasek, na polu (polanie) zobaczyła w oddali świecącą kule, migała różnymi kolorami. Była w odległości około 500m. Przybliżała się z prędkością około 20km/h. W ostateczności przybliżyła się do 45m, potem dziewczyny uciekły. Po jakimś czasie sprawa ucichła jednak następnego dnia zrobiłem zdjęcie dziwnej kuli na nocnym niebie- obok księżyca. Niestety nie mam już tego zdjęcia. Jakiś miesiąc temu, o godzinie 17/18, były widziane dwie/trzy kule, Unoszące się nad polami, obok pobliskiej wsi oddalonej o około 3km. Zjawisko trwało około 50min. Ostatnie zjawisko sugeruje jakieś powiązania. Prosze o kontakt i pozdrawiam!

 

I jeszcze jedno zgłoszenia z tej samej grupy.

 

Dzien dobry, Pisze do Panstwa poniewaz pewna sytuacja budzi moje watpliwosci.

Rodzice prowadza agroturystyke w rejonie Pojezierza Lubuskiego okolica [dane do wiad. FN] lasy, pola, jeziora. Od zawsze w tym miejscu gdy sięgam pamiecia budze sie w nocy zawsze o 2:58(59) okzalo sie ze o tej godz. codziennie budzi sie moj tata , oraz moja siostra gdy za kazdym razem tam jest a teraz rowniez jedni klienci ktorzy sie podzielili ta obserwacja. Oni obudzili sie raz jeden i uwazaja ze widzieli spodek, natomiast my z siostra widzialysmy swiatla w oddali na polanie za drzewami o tej 3 rano ,a podczas jednej nocy ostatnio mialam sen o kosmitach tylko ze nie moge odtworzyc fabuly. Nigdy nie skojrzylismy faktu ze kazdy budzi sie o tej samej godz po czym przez 2h zazwyczaj nie mozna zasnac wiec caly nast dzien jest sie niewypoczetym. Rodzice to osoby ktorym "nie przeszkadza" fakt ze ten teren jest odwiedzany przez ufo( kazdy z nas w to wierzy) to jednak nie sa zainteresowani zbadaniem tej sprawy. Zwracam sie do Panstwa o pomoc, sugestie co moge zrobic w takiej sytuacji. Osobiscie uwazam ze to miejsce od dawna jest odwiedzane przez obce lub nie cywilizacje. Dziekuje za pomoc

 




zwiń tekst



Sen o śmierci strącającej człowieka ze ścieżki życia
Czw, 16 lis 2017 09:06 komentarze: brak czytany: 882x

Dzień dobry [...] ! W ikonografii postać śmierci to jakiś kościotrup, a tymczasem ... Wiele lat temu pewnej nocy miałam senną wizję, oto fragment - zobaczyłam pana X jak ze spuszczoną głową idzie powoli wąską ścieżką. Ścieżka prowadzi w poprzek stoku, po prawej jest wzniesienie, po lewej w dole płynie niewielka rzeczka, wszystko spowija dziewiczy śnieg. Ścieżka jest widoczna, bo chwilę wcześniej ja.......

czytaj dalej

Dzień dobry [...] ! W ikonografii postać śmierci to jakiś kościotrup, a tymczasem ... Wiele lat temu pewnej nocy miałam senną wizję, oto fragment - zobaczyłam pana X jak ze spuszczoną głową idzie powoli wąską ścieżką. Ścieżka prowadzi w poprzek stoku, po prawej jest wzniesienie, po lewej w dole płynie niewielka rzeczka, wszystko spowija dziewiczy śnieg. Ścieżka jest widoczna, bo chwilę wcześniej ja tamtędy szłam. Patrzę na pana X ze zdziwieniem co on tutaj robi, dokąd idzie, dlaczego jest smutny, skupiony, zamknięty w sobie, nie widzi tej pięknej scenerii w jakiej się znajduje.

Kiedy się nad tym zastanawiam, widzę że nagle z białego śniegu wyłania się czarna postać i szybkim ruchem strąca pana X ze ścieżki do wody płynącej w dole. Patrzyłam oniemiała co się dzieje ?, kim jest ta postać?, dlaczego to zrobiła ? Wtedy ona powoli odwróciła się w moją stronę i spojrzałyśmy sobie w oczy. Była to piękna dostojna kobieta o szlachetnych rysach twarzy, z czarnymi długimi włosami nakrytymi koronkowym szalem, w czarnej koronkowej sukni, ubrana w stylu epoki jakby z portretu Francisca Goi.

Stałyśmy tak chwilę na przeciwko siebie, po czym postać ta odwróciła się i zniknęła w śniegu. Wtedy podeszłam do krawędzi stoku, spojrzałam w dół i zobaczyłam pana X stojącego nieruchomo po pas w wodzie. Dalszy ciąg snu o panu X nie jest istotny dla tego opowiadania chociaż bardzo ciekawy. Po obudzeniu zastanawiałam się kim była ta piękna postać i w ogóle co to za historia, dobra?, zła?, czy to akt agresji? I zdałam sobie sprawę, że w czasie spotkania z nią nie miałam żadnych emocji, nic, kompletna flauta, cisza w duszy i umyśle.

Minęło kilka lat kiedy spotkałam żonę pana X. Jechała do szpitala, jej mąż od tygodnia był nieprzytomny po wylewie krwi do mózgu. Kiedy mi o tym mówiła nagle w oka mgnieniu zobaczyłam i zrozumiałam kogo i co widziałam w swojej wizji. Była to Pani Śmierć strącająca człowieka z jego ścieżki życia.

Pozdrawiam Załogantów
Baśka




zwiń tekst



Prawdziwy horror podczas zabawy w 'wywoływanie duchów'
Śr, 15 lis 2017 02:46 komentarze: 4 czytany: 1260x

Często wchodzę na waszą stronę i bardzo mnie interesują takie zjawiska. Ostatnio po przeczytaniu jednego z tematów przypomniała mi się historia, którą sam przeżyłem. Miałem w tedy 8 lat. Z kolegami bawiliśmy się w wzywanie duchów. Usiedliśmy w kręgu wszyscy złapaliśmy się za ręce zamkneliśmy oczy i czekaliśmy. W pewnym momencie straciłem kontakt ze światem zacząłem śnić na jawie(jak potem się okazało.......

czytaj dalej

Często wchodzę na waszą stronę i bardzo mnie interesują takie zjawiska. Ostatnio po przeczytaniu jednego z tematów przypomniała mi się historia, którą sam przeżyłem. Miałem w tedy 8 lat. Z kolegami bawiliśmy się w wzywanie duchów. Usiedliśmy w kręgu wszyscy złapaliśmy się za ręce zamkneliśmy oczy i czekaliśmy.

W pewnym momencie straciłem kontakt ze światem zacząłem śnić na jawie(jak potem się okazało jak każdy w naszym kręgu). W tym nie było co o jakimś latającyn kluczu czy co takiego. Pod końcem tego "snu" zauważyłem szybko zbliżającą się postać. Gdy była już bardzo blisko mnie zauważyłem że nie ma połowy głowy. Ta postać nagle zniknęła. Gdy odzyskałem świadomość opowiedziałem tę historie reszcie osób i okazało się że każdy miał identyczny"sen". Nagle mój kolega zaczął krzyczeć. Okazało się że miałem wbite nożyczki w pietę. Prawie całe ostrze weszło. Wiem że ta historia jest mało wiarygodna lecz prawdziwa. Tę historie mogą potwierdzić wszyscy co wtedy tam byli (czyli 8 osób i moi rodzice).

Pozdr: [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Intuicja
Wt, 14 lis 2017 10:00 komentarze: 1 czytany: 1071x

[...] Szanowna Fundacjo, pewnie dostajecie Państwo mnóstwo takich maili, ale pomyślałam, że może opowiem moją historyjkę... Ponieważ mam kilkoro świadków, którzy mogą potwierdzić moje słowa, czasami przytaczam ją przy okazji dyskusji nt. intuicji. Opis będzie dość długi, bo dowodów na działanie przeczucia było kilka...  W sierpniu 2009 r. razem ze swoim chłopakiem wybierałam się na wakacje pod.......

czytaj dalej

[...] Szanowna Fundacjo, pewnie dostajecie Państwo mnóstwo takich maili, ale pomyślałam, że może opowiem moją historyjkę... Ponieważ mam kilkoro świadków, którzy mogą potwierdzić moje słowa, czasami przytaczam ją przy okazji dyskusji nt. intuicji. Opis będzie dość długi, bo dowodów na działanie przeczucia było kilka... 

W sierpniu 2009 r. razem ze swoim chłopakiem wybierałam się na wakacje pod namiot. Marzyły mi się Góry Stołowe, które uwielbiam i było nam wszystko jedno, ile będzie trwała podróż, ale cały czas kołatało nam się obojgu "za daleko", więc w końcu uznaliśmy, że pojedziemy w Bieszczady (mieszkaliśmy wówczas na Lubelszczyźnie). Kupiliśmy więc bilety na nocny pociąg, zaplanowaliśmy mniej-więcej pobyt, spakowaliśmy się itd. Ostateczne plany zmieniliśmy w zasadzie w ostatniej chwili, bo stwierdziliśmy, że owszem, pojedziemy w te Bieszczady, ale do Soliny, gdzie jest mnóstwo ludzi (plan wcześniejszy zakładał, że będziemy łazić z plecakami gdzieś po szlakach, a nie po deptaku)...

 Nie wiem dlaczego, ale w dniu wyjazdu w ogóle się tym nie ekscytowałam - powinnam była się cieszyć, bo były to nasze pierwsze wakacje tylko we dwoje, ale coraz mniej podobała mi się cała idea... ale uznałam, że nie będę marudzić i podzieliłam się tym tylko z mamą. Jednak kiedy wieczorem przyszedł do mnie chłopak, już z plecakiem (na dworzec odwoziła nas moja mama), powiedział, że nie jest przekonany do tego wyjazdu!

Zastanawialiśmy się więc, czy na pewno pojechać - nie był to strach, nie wiem, co czuł mój chłopak, bo nie było mnie w jego skórze, ale ja czułam po prostu niewytłumaczalny dyskomfort. Chcę zaznaczyć, że rok wcześniej byliśmy na podobnej wyprawie w większej grupie i wówczas czuliśmy się świetnie, a wakacje były udane, więc nie jest tak, że panikowaliśmy przed nieznanym. Ociągaliśmy się z wyjściem z domu, do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy nie zostać, ale w końcu stwierdziliśmy, że przecież "nie ma żadnego powodu, żeby nie jechać". Kiedy wsiedliśmy już do pociągu rozmawialiśmy jeszcze przez okno z moją mamą, która cały czas mówiła nam, że skoro czujemy że coś jest nie tak, to żebyśmy sobie dali spokój z całą wyprawą - w którymś momencie nawet ściągnęłam plecak z półki i uznałam, że wysiadam, ale zdrowy rozsądek mnie zatrzymał. Niewytłumaczalnie wybieraliśmy się na wakacje jak na kopanie rowów...

 W każdym razie przez pierwsze trzy czy cztery dni było świetnie i żartowaliśmy, że bez sensu braliśmy się za czarnowidztwo i dobrze, że przyjechaliśmy... Chyba czwartej nocy chłopak zaczął strasznie wymiotować i miał gorączkę. Uznaliśmy, że na pewno się czymś zatruł i dość szybko mu przejdzie, ale rano nie dawała mi spokoju myśl, że to na pewno nie jest zatrucie - NIE WIEM dlaczego, ale kazałam mu podnieść prawą nogę, a kiedy go zabolało - stwierdziłam, że to na pewno wyrostek. Zaprowadziłam go do WOPRowców, oni zadzwonili po karetkę, chłopaka zabrano do szpitala w Lesku, jakieś cztery godziny później miał operację - ostre zapalenie wyrostka robaczkowego...

 Koniec końców wszystko skończyło się dobrze, ale cała historia jest dla mnie dowodem na to, że intuicja naprawdę istnieje.

Chociaż zignorowaliśmy wszystkie złe przeczucia przed wyjazdem, to i tak:

1) Nie pojechaliśmy na drugi koniec Polski, tylko dość blisko domu, chociaż pierwotne plany były inne (powrót chłopaka ze szpitala był o wiele mniej męczący dla niego - podróż po naszych drogach ze świeżą raną pooperacyjną jest naprawdę okropna, a i tata mojego chłopaka mógł szybko przywieźć mu niezbędne rzeczy do szpitala).

2) Zamiast szlaków ostatecznie wybraliśmy typową miejscowość turystyczną, chociaż to w ogóle nie jest w naszym stylu i oboje najlepiej czujemy się z dala od tłumów. Dzięki temu pomoc była naprawdę szybko - nie wiem co by było, gdybyśmy np. nie mieli zasięgu gdzieś wysoko w górach...

3) Nigdy nie miałam nic wspólnego z zapaleniem wyrostka i nigdy mnie to nie interesowało, nie mam więc pojęcia, dlaczego przyszła mi do głowy akurat ta prawa noga, skoro wymioty i gorączka mogą oznaczać pewnie sto różnych chorób!

4) No i przede wszystkim - nie jest możliwe, że była to samospełniająca się przepowiednia - zapalenia wyrostka nie da się wywołać myślami...

 Gdybyśmy posłuchali przeczuć i zostali w domu na pewno również dostałby tego ataku, ale wylądowałby w szpitalu kilometr od domu, a nie prawie trzysta...

 Ot, taka historyjka, która dla wielu jest banalna, bo na pewno mnóstwo osób ma obawy przed jakimś wyjazdem, ale żadne z nas nigdy wcześniej i nigdy później nie miało takiego niewytłumaczalnego uczucia - nie był to zresztą strach, po prostu bez żadnego powodu nie chcieliśmy jechać! Na romantyczne, beztroskie wakacje we dwoje, w piękne polskie góry! Pojechaliśmy wbrew temu co czuliśmy. Teraz są to tylko wspominki i argument w rozmowach na temat szóstego zmysłu, ale jeśli kiedykolwiek będę miała podobne odczucia przed czymkolwiek - na pewno tego nie zignoruję.

 Pozdrawiam całą Fundację,

[dane do wiadomości FN]





zwiń tekst



Niezwykłe zwiastuny śmierci
Pon, 13 lis 2017 08:29 komentarze: 2 czytany: 1143x

Szanowna Fundacjo!Do napisania tego maila zabieram się od dłuższego czasu. Jestem Waszą stałą czytelniczką już od wielu lat. Sama jestem osobą wierzącą, a dzięki Waszej fundacji zrozumiałam, że reinkarnacja jest czymś tak oczywistym jak grawitacja i prawdopodobnie jest to część boskiego planu. Chciałabym opisać 3 historie, które wydarzyły się w mojej dalszej i bliższej rodzinie związane z kontaktem.......

czytaj dalej

Szanowna Fundacjo!

Do napisania tego maila zabieram się od dłuższego czasu. Jestem Waszą stałą czytelniczką już od wielu lat. Sama jestem osobą wierzącą, a dzięki Waszej fundacji zrozumiałam, że reinkarnacja jest czymś tak oczywistym jak grawitacja i prawdopodobnie jest to część boskiego planu.

Chciałabym opisać 3 historie, które wydarzyły się w mojej dalszej i bliższej rodzinie związane z kontaktem po śmierci. Sama byłam świadkiem jednej z nich i to ona upewniła mnie, że "coś musi być po tej drugiej stronie."

Pierwszą historię usłyszałam będąc jeszcze dzieckiem. Wydarzyła się ona w mojej dalszej rodzinie, a mianowicie przydarzyła się ona szwagrowi mojej babci. Dostał on w prezencie od swojego ojca zegarek, który służył mu przez wiele, wiele lat. W dzień, w którym umarł jego ojciec, zegarek po prostu stanął. Nie dało się go naprawić. Jako, że były to czasy, kiedy o powszechnych telefonach jeszcze można było pomarzyć, szwagier mojej babci wiedział, że czeka go niemiła informacja. I na następny dzień przyjechały do niego siostry z  informacją, że ich ojciec nie żyje.

Druga historia związana jest z rodziną chłopaka mojej kuzynki. Jego rodzice prowadzą malutki pensjonat w jednej z bardziej znanych wiosek narciarskich. Brat ojca przez długi czas chorował, wiadomo było, że nie będzie żadnego ratunku. Pewnej nocy, bez żadnego powodu, włączyła się i zaczęła drukować drukarka. Ojciec wstał żeby ją wyłączyć, ale nie spodziewał się telefonu, który nastąpił po tym,  a który informował o śmierci brata.

 Ostatnią historię przeżyłam na własnej skórze. Istotne jest, żebym wyjaśniła na samym początku, że dotyczy ona mojego dziadka i mojego brata. Wychowywaliśmy się z bratem bez ojca. Tego ojca przez 19 lat zastępował mojemu bratu nasz dziadek. Dziadek miał czworo wnucząt, jednak tylko z moim bratem łączyła ich specjalna ojcowska więź.
Historia ta zdarzyła się w sierpniu 2014 roku. Pojechaliśmy z mamą i bratem do domku w górach, razem z naszymi znajomymi. Tego dnia nic nie zapowiadało nadchodzących wydarzeń. Dzień wcześniej brat widział się jeszcze z dziadkiem i wszystko było dobrze.

Była to godzina przedpołudniowa. Siedzieliśmy z bratem i znajomym grając w karty, a mama ze znajomą siedziały na ganku i piły kawę. Telefon mojego brata znajdował się w tym samym pomieszczeniu w którym graliśmy w karty, a znajdował się na stole, dosłownie na wyciągnięcie mojej ręki. Ani ja, ani mój znajomy nie słyszeliśmy, żeby telefon dzwonił. Mój brat wrócił właśnie z łazienki i odruchowo sprawdził telefon. Konwersacje pamiętam do dziś:
Brat:  Dziadek dzwonił. Ciekawe co chciał.
Ja: No to oddzwoń do niego, ale nie słyszałam, żeby coś dzwoniło.
Brat: (po paru sygnałach) Nie odbiera, a jak się coś stało? ( Warto tutaj dodać, że był naprawdę przerażony, taki niespokojny, a nasz dziadek był zdrowy, nie czekaliśmy na żaden niepokojący telefon).
Ja: Przestań wymyślać, co się miało stać, pewnie już wyszedł z domu i zapomniał telefonu.

Jakieś pięć minut później moja mama otrzymała telefon od swojej siostry, że ich tata nie żyje. Do końca życia nie zapomnę twarzy mojego brata w momencie, gdy to usłyszał.

Okazało się, że dziadek wyszedł z domu po samochód do garażu, który miał kilometr od domu. Wziął ze sobą kijki do nordic walkingu (starał się być aktywny, zresztą całe życie uprawiał jakieś sporty), wcześniej pożegnał się ze swoją żoną (była to jego druga żona, moja babcia zmarła paręnaście lat wcześniej). Z relacji żony jak i raportu prokuratora, dziadek wyszedł z domu o godzinie 11.05, w każdym bądź razie niedługo po 11. Zasłabł 150 metrów od domu i zgon nastąpił na miejscu. Nie było by nic dziwnego w telefonie dziadka do mojego brata, oprócz tego, że wykonano go o 11.38, czyli prawie pół godziny po śmierci dziadka!

A w domu dziadka i jego żony, gdzie znajdował się telefon, nie było nikogo, żona dziadka była już na miejscu śmierci i rozmawiała z policją i prokuratorem ( jako, że musieli wykluczyć działanie osób trzecich). Jak wcześniej wspominałam mój dziadek i mój brat mieli wyjątkową więź. Mój brat przez godzinę od informacji o śmierci dziadka nie mógł się uspokoić. Wyrzucał sobie, że pewnie dziadek dzwonił, bo zaczął się źle czuć. Jakie wielkie było nasze zdziwienie, kiedy żona dziadka poinformowała nas, że to niemożliwe, że dziadek dzwonił do nas o 11.38, bo już nie żył, a telefon zostawił w domu. Sprawdziliśmy potem na telefonie dziadka połączenia wychodzące i faktycznie, o godzinie 11.38 na telefonie widniało połączenie do mojego brata.

Wszyscy uważamy, że chciał dać sygnał mojemu bratu, że już ma się dobrze i że czuwa nad nami. Mój brat był bardzo poruszony tym, że to jemu dziadek dał sygnał, że "wciąż gdzieś jest", a poza tym, pozwoliło mu się to uspokoić.   Opowiedzieliśmy tę historię najbliższym znajomym. Wszyscy uważają, że doświadczyliśmy naszego małego, prywatnego cudu. I ja również tak uważam. Od tamtej pory wszyscy jesteśmy o wiele spokojniejsi jeśli chodzi o to, co czeka nas po śmierci.
Opisałam te historie, bo uważam, że warto, żeby państwo się z nimi zapoznali. Adres e-mail oraz imię i nazwisko, chciałabym zachować do wiadomości Fundacji.
Z poważaniem,
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Reagował strasznym krzykiem jak ktoś usiadł albo nadepnął na aniołka!
Sob, 11 lis 2017 21:46 komentarze: 1 czytany: 2361x

Witajcie, po przeczytaniu artykułu czy dzieci pamiętają poprzednie wcielenia, chciałem się podzielić z Wami przypadkami jakich dostarczył nam mój syn Mikołaj. Kiedy żona była w ciąży z Mikołajem poszliśmy na koncert bluesmana Jana Skrzeka. Po ok. 20 minutach żona powiedziała, że jest dla niej za głośno i się źle czuje, po czym opuściliśmy koncert. /poniżej - Jan Skrzek, Archiwum FN)Kiedy Mikołaj miał.......

czytaj dalej

Witajcie, po przeczytaniu artykułu czy dzieci pamiętają poprzednie wcielenia, chciałem się podzielić z Wami przypadkami jakich dostarczył nam mój syn Mikołaj. Kiedy żona była w ciąży z Mikołajem poszliśmy na koncert bluesmana Jana Skrzeka. Po ok. 20 minutach żona powiedziała, że jest dla niej za głośno i się źle czuje, po czym opuściliśmy koncert.

/poniżej - Jan Skrzek, Archiwum FN)

Kiedy Mikołaj miał dwa lub 3 lata stanął któregoś dnia przed telewizorem i powiedział z entuzjazmem „ooo ja tego pana znam”. W TV śpiewał Jan Skrzek. Zapytałem zdziwiony skąd go zna. Powiedział „ no kiedy ja byłem u mamusi w brzuszku to ten pan tak głośno śpiewał”.

Oboje z żoną przypomnieliśmy sobie ten moment i nie mogliśmy uwierzyć. Innym razem przejeżdżał obok nas samochód z uszkodzoną rurą wydechową i głośno warczał. Mikołaj powiedział, że ten samochód warczy jak nasz Peugeot. Wtedy nasz stary Peugeot już ponad rok stał zepsuty. Zapytałem Mikołaja, kiedy nasz Peugeot tak warczał. Odpowiedział, że kiedy był u mamusi w brzuszku to Peugeot tak samo głośno warczał.

Kiedy opowiedziałem to żonie, ona doskonale pamiętała jak przez kilka tygodni jeździliśmy z uszkodzoną rurą wydechową i kiedyś mi powiedziała, abym to wreszcie zrobił, bo jej dziecko straszę (była w ciąży). Nadmienię też, że Mikołaj przez ok. 2 lata bawił się i rozmawiał codziennie z aniołkiem, którego tylko on widział i dziwił się, że nikt inny go nie widzi. Reagował strasznym krzykiem jak ktoś usiadł albo nadepnął na aniołka. Potem aniołek nagle przestał już przychodzić. Teraz Mikołąj ma już 13 lat i nic z tego nie pamięta, ale my mamy ciągle w pamięci te dziwne sytuacje. Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Kobieta widmo na drodze i śmierć przyjaciela
Czw, 9 lis 2017 08:49 komentarze: 3 czytany: 1597x

Witam!!  Piszę do was, ponieważ <jako wielki miłośnik waszej fundacji  ;-] > całkiem nie dawno dowiedziałem się od taty o dziwnym zjawisku, a raczej wydarzeniu <jednym z wielu które towarzyszą naszej rodzinie> jakie miało miejsce ładnych parę lat temu... Nie będę was przekonywał i namawiał do tego byście w to uwierzyli, bo jest mi to naprawdę obojętne <wystarczy, że wierzę.......

czytaj dalej

Witam!!  Piszę do was, ponieważ <jako wielki miłośnik waszej fundacji  ;-] > całkiem nie dawno dowiedziałem się od taty o dziwnym zjawisku, a raczej wydarzeniu <jednym z wielu które towarzyszą naszej rodzinie> jakie miało miejsce ładnych parę lat temu... Nie będę was przekonywał i namawiał do tego byście w to uwierzyli, bo jest mi to naprawdę obojętne <wystarczy, że wierzę w to ja i świadkowie tego zdarzenia>...

Zafascynowany opowieściami mojego taty postaram się wam zobrazować zasłyszaną przeze mnie historię.
        Cofniemy się teraz wstecz, jest rok 1987. Mój tata wraz z moim dziadkiem i jego bratem <księdzem> wracali z Wrocławia dużym FIAT`em. Była noc, wszyscy pragnęli jak najszybciej znaleźć się w domu w ciepłych łóżkach <moja rodzina mieszkała i nadal mieszka na Mazurach>. Rozwijając jak na tamte czasy sporą prędkość 100km/h pędzili szosą, lecz nagle na drodze ujrzeli kobiecą sylwetkę, która pojawiła się nie wiadomo skąd niemalże przed samą maską samochodu. Wystraszony dziadek <on kierował pojazdem> natychmiast zaczął hamować.

Po zatrzymaniu auta wszyscy wyskoczyli na asfalt penetrując pobocze <bądź co bądź potrącili kobietę>... Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że kobieta ta odziana była w sułtannę. Jak zapewne się domyślacie żadnego poszkodowanego nie znaleziono. Kobieta równie szybko zniknęła jak się pojawiła. Po powrocie do domu brat mojego dziadka <mieszkał chyba w Mrągowie> postanowił odwiedzić swojego przyjaciela <również księdza>, jednak przywitała go brutalna prawda i puste mieszkanie.

Jak się później dowiedział jego kumpel poważnie ranny w wypadku samochodowym został przewieziony do szpitala gdzie tego samego dnia, A RACZEJ NOCY zmarł. Stało się to dokładnie o tej samej godzinie, w której mój dziadek podczas drogi powrotnej na Mazury z Wrocławia potrącił rzekomą kobietę. Leczy, czy aby na pewno była to kobieta? Wiążąc fakty łatwo spostrzec, że w polskim kościele kobiety nie noszą sułtan, NIE MOGĄ PRZECIEŻ SPRAWOWAĆ FUNKCJI KAPŁANA... W
każdym razie osobą, którą widzieli moja babcia, dziadek, tata i brat mojego dziadka nie była kobieta, lecz ksiądz, ten sam, który na skutek ciężkich obrażeń zmarł w szpitalu.
       Przedstawiona historia wydarzyła się naprawdę, a zalążek jej przedstawiłem wam w tym e-mail`u... Całą sytuację dokładnie badam, wszelkie nowe wątki w tej sprawie postaram się wkrótce przedstawić.


Pozdrowienia dla całej redakcji!!!




zwiń tekst



Śmierć nie boli! - zapiski człowieka, który przeżył śmierć kliniczną.
Śr, 8 lis 2017 10:51 komentarze: 5 czytany: 1802x

Witam,  Nie wiem jak zacząć, żeby opisać to co ostatnio czytałem. Hmmm. Może od samego początku: Siostra mojej dziewczyny. Kobieta po 30. poznała ostatnio człowieka około 25 lat, króry przeżył śmierć kliniczną, która była następstwem wypadku samochodowego. Człowiek ten na co dzień jeździł w rajdach samochodowych, a "zginął" w wypadku w czasie gdy samochód prowadził jego kolega. Pamięta.......

czytaj dalej

Witam,  Nie wiem jak zacząć, żeby opisać to co ostatnio czytałem. Hmmm. Może od samego początku:
 
Siostra mojej dziewczyny. Kobieta po 30. poznała ostatnio człowieka około 25 lat, króry przeżył śmierć kliniczną, która była następstwem wypadku samochodowego. Człowiek ten na co dzień jeździł w rajdach samochodowych, a "zginął" w wypadku w czasie gdy samochód prowadził jego kolega.
 
Pamięta dokładnie jak to było. Opisywał, że widział tylko jak wypadają z drogi, uderzeją w drzewo, a potem słyszał słowa "On nie żyje"...  Odratowano go, ale to co przeżł będąc w czasie śmierci klinicznej jest niczym w porównaniu z tym co się dzieje teraz.
 
Opisywał tunel ze światłem. Wyszedł po niego dziadek, który umarł gdy ów człowiek (dla ułatwienia będę go nazywał Markiem) był jeszcze mały i w ogóle go nie pamiętał. Dziadek powiedział mu, że to jeszcze nie jego pora. Gdy później Marek opisywał babci jak dziadek wyglądał w 100% pokrywało się z tym jak było na prawdę.
 
Po śmierci klinicznej Marek stał się zupełnie innym człowiekiem. Zaczął prowadzić zapiski ze swoich myśli. Wychodząc na miast czuł troski innych ludzi, czuł od ludzi kłamstwo lub miłość. Czasem z natłoku ludzkich problemów tracił siły, ponieważ czuł te wszystkie ludzkie bóle.
 
Jednak to nadal wszystko nic w porównaniu z tym co pisze w swoich zapiskach. Jak dotąd miałem okazję przeczytać około 40 stron A4 pisanych na oko czcionką 14 Times New Roman. Zapiski są pisane w formie książki, którą nazwał "Nowe Życie".
 
Podzielił na kilka rozdziałów: "O życiu", "I śmierci", "O dzieciach", "O aniołach", "O piekle", "O Bogu" itp...
 
Trudno będzie mi tu streścić te kilkadziesiąt stron jego myśli, ale postaram się opisać ich formę:
 
Czytając te zapiski czułem się jakbym czytał dokładnie jego myśli, często każde osobne zdanie to inna myśl na ten sam temat. Tak jak bym przelewał to co mam w głowie na kartkę nie patrząc na formę. Ważne jest tylko to co myślę w tej chwili. Zapomniałem chyba wyżej napisać, że to co Marek pisze w tej książce on po prostu wie. Nie wie skąd, ale po prostu wie...
 
Tłumaczy, że śmierć nie boli, że mogą boleć najwyżej zdarzenia, które śmierci towarzyszą. Pisze, że Bóg to energia, która wszystko otacza, nie jest srogi, nie karze, tak jak opisują go ludzie. Pisze, że wszystkie kościoły to wymysł ludzi, a każda religia mówi o tym samym Bogu jednak nazywa go innym imieniem. Dobrze zapadło mi w pamięć jedno zdanie:
 
"Ludzie dobrzy widzą podobieństwa we wszystkich religiach na świecie zaś tylko ludzie źli widzą same różnice".
 
Pisze, że niektóre czyny są źle przypisane Bogu. Nie napisał tego wprost, ale chyba chodzi o ukazanie Boga w starym testamencie.
 
Musiałbym poświęcić bardzo dużo czasu, żeby streścić tutaj wszystkie rozdziały, ale postaram się załatwić całą książkę w formie elektronicznej.  Nie wiem czy autor będzie chętny, bo zapiski zostały mi przekazane z zastrzeżeniem, żebym były raczej tylko dla moich oczu, dlatego bardzo proszę o dyskrecję, a w razie pytań postaram się napisać coś więcej.
 
 
 [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Krótka wizja przyszłości - ostrzeżenie przed grożącym niebezpieczeństwem?
Wt, 7 lis 2017 11:36 komentarze: 1 czytany: 2062x

Witam! Śledzę państwa portal od około 6 lat, ale dopiero teraz zdecydowałem się do państwa napisać.  Na początku chciałbym zaznaczyć, że zawsze byłem osobą sceptycznie nastawioną do wszystkich tych zjawisk paranormalnych, a z ludzi, którzy mówili, że coś tam widzieli, czy przeżyli coś niezwykłego chciało mi się po prostu śmiać. Za chwilę napiszę, dlaczego interesuję się zjawiskami niewyjaśnionymi.......

czytaj dalej

Witam! Śledzę państwa portal od około 6 lat, ale dopiero teraz zdecydowałem się do państwa napisać.  Na początku chciałbym zaznaczyć, że zawsze byłem osobą sceptycznie nastawioną do wszystkich tych zjawisk paranormalnych, a z ludzi, którzy mówili, że coś tam widzieli, czy przeżyli coś niezwykłego chciało mi się po prostu śmiać. Za chwilę napiszę, dlaczego interesuję się zjawiskami niewyjaśnionymi.

Byłem jeszcze dzieckiem, miałem może ok. 10-12 lat. To zdarzyło się w lato, była pamiętam piękna pogoda, niedziela, wcześniej wróciłem z kościoła. Zjadłem obiad i wyszedłem z domu żeby spotkać się ze swoimi kolegami. Poszedłem jak zawsze po rower i zanim na niego wsiadłem, przez chwilę przestałem widzieć na oczy. Parę sekund później miałem wizję-mogę opisać to jak obraz puszczony we wnętrzu umysłu. Trwał on około 5 sekund, wszystko to było wyraźne, głosy, obraz.

W tym filmie zobaczyłem swoich kolegów, a jeden z nich zadał mi pytanie, ja na nie nie odpowiedziałem, bo mi było wstyd, a drugi z kolegów żeby mi pomóc zadał temu pierwszemu pytanie. I w tym momencie wizja się skończyła, a ja odzyskałem wzrok. Wsiadłem na rower i pojechałem do kolegów. Ok. 10 minut pozniej wizja się spełniła. Byłem zdziwiony, ale jako dziecko nie przejąłem się tym. Zdarzyło się to ok. 20 lat temu, a ja pamiętam jakby było to wczoraj...

Drugą wizję miałem ok 4 lat temu w Anglii. Pracowałem w kuchni. Po paru tygodniach pracy, leżałem sobie  na łóżku bo miałem parę godzin przerwy w pracy. Oczy miałem zamknięte, ale nie spałem. I znowu pojawił mi się film w umyśle, film ten składał się z trzech kilku sekundowych części- zobaczyłem w nim siebie w obcym pokoju, w obcym łóżku(widziałem w nim siebie tak jak każdy widzi siebie w lustrze, takie samo ubranie, ta sama fryzura, twarz), następnie zobaczyłem dwóch mężczyzn, jak mnie wykorzystują seksualnie, a w trzeciej części wizji zobaczyłem ich twarze- do dzisiaj je pamiętam. Tak bardzo się przestraszyłem, że zarezerwowałem sobie bilet na samolot i trzy noce spędziłem na lotnisku i nie zmrużyłem w ogóle oka.

Ja osobiście to tłumaczę to sobie tak, że pierwsza wizja, którą miałem jako dziecko była bardzo błaha, a miałem ją dlatego i ona się spełniła po to, ażebym w następną uwierzył. Myślę że to ktoś 'z góry" pokazał mi drugi raz moją przyszłość,  ażebym uniknął niebezpieczeństwa. Rozmawiałem na ten temat z psycholożką, ale ona coś tam zaczęła mi psychologicznie tłumaczyć-nie uwierzyła. Później miałem depresję, bo mój młodszy brat mi się utopił i rozmawiałem na ten temat z psychiatrą- to on mnie wyśmiał.

Pozdrawiam Serdecznie!
P.P 30l





zwiń tekst



Przerażający sen (?) ze zmarłym wujkiem
Nie, 5 lis 2017 13:04 komentarze: 1 czytany: 1508x

Witam,      Wydarzenie które chcę Wam przedstawić wydarzyło się ok. 2006-2007r.Przebywałem wtedy wraz z moją byłą narzeczoną u moich rodziców. W mieszkaniu w którym obecnie mieszkam. Pewnej nocy długo nie mogłem zasnąć a w końcu mi się to udało. Nagle otworzyłem oczy jednak nie jestem pewien czy to było we śnie czy nie. Zobaczyłem zmarłego wujka Grzegorza. Stał na środku pokoju.......

czytaj dalej

Witam,
      Wydarzenie które chcę Wam przedstawić wydarzyło się ok. 2006-2007r.Przebywałem wtedy wraz z moją byłą narzeczoną u moich rodziców. W mieszkaniu w którym obecnie mieszkam. Pewnej nocy długo nie mogłem zasnąć a w końcu mi się to udało. Nagle otworzyłem oczy jednak nie jestem pewien czy to było we śnie czy nie. Zobaczyłem zmarłego wujka Grzegorza. Stał na środku pokoju , w brzuchu albo za nim był jakby wielki wir który próbował mnie gdzieś wciągnąć. Czułem że za nim (za wujkiem) stoi jakaś zła siła, osoba która chce mi zrobić krzywdę jednak nie bałem się. Czułem jakbym miał dosyć sporą przewagę. I nagle wyrwałem się z łóżka.

W pokoju było normalnie, cisza i spokój. Udałem się do toalety i tam usłyszałem tonem moich myśli jednak na pewno nie przeze mnie stworzonych głoś „Wracaj do pokoju, Monice może coś zrobić krzywdę” .Zignorowałem to. Racjonalnie doszedłem do wniosku że w domu oprócz rodziców nie ma nikogo, zamknięte drzwi. Po ok. 1 min. Wróciłem do pokoju i poszedłem spać. Rano wraz z narzeczoną szliśmy do sklepu po zakupy. Była chyba sobota. Mówię do niej. Wiesz co mi się śniło ? Monika od razu mi przerwała .Powiedziała że w nocy pokój zrobił się nieludzko czarny i czuła jakieś zło. Wołała mnie jednak ja nie przyszedłem. Zapytała czy ja słyszałem jak mnie wołała ?

Opowiedziałem co mi się śniło. Normalnie był zapomniał o tym zdarzeniu jednak nie daje mi spokoju co wtedy w tym pokoju mogło się naprawdę wydarzyć. Dodam że wujek Grzegorz zginął śmiercią samobójczą a powody tego zdarzenia do dzisiaj nie zostały w pełni wyjaśnione. W tym samym pokoju kilka lat temu doświadczyłem opuszczenia ciała , wraz z podróżą za okno w stronę drzew. Trwało to ok. pół minuty. Po tym miałem paraliż całego ciała. Miałem otwarte oczy, czułem że żyję jednak nie mogłem się ruszać ok. 5-10min.Zaraz po tym całe ciało przeszły mi  t.z. mrówki. Jak wtedy gdy krew nie dochodzi do ręki i nagle zaczyna z tym że to obejmowało całe ciało.
 
Mój adres email proszę zachowac tylko dla Waszej wiadomości.
Pozdrawiam
Rafal





zwiń tekst



Sen z 'Radą Obcych'
Pt, 3 lis 2017 11:11 komentarze: 1 czytany: 1978x

[XXI PIĘTRO] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, .......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.

Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, byłam wśród nich. Byliśmy rośli, podobni do siebie, mieliśmy postać raczej męską. Mam wrażenie że patrzyliśmy na coś z dużej wysokości i obserwowaliśmy. Rozmawialiśmy o ludziach, o ich postawach. Ocenialiśmy ich. Inni mieli dużo wyrozumiałości, podziwiali przejawy heroizmu, poświęcenia. Dawali przykłady ludzi, którzy oddali życie w imię ratowania innych. Ja miałam zgoła inne spostrzeżenia. Patrzyłam na to z góry, ludzkie wybory wydawały mi się bardzo proste, życie nieskomplikowane.

Nie miałam wyobrażenia jak wygląda egzystencja na Ziemi, nie wiedziałam nic o skomplikowanych relacjach i uwarunkowaniach, ani o strachu. Gardziłam człowiekiem. Miałam w sobie dużo pychy i jeszcze więcej pewności siebie. Odpowiadałam innym, że to nic nie znaczy i o niczym nie świadczy, że my, że ja, bez trudu potrafiłabym lepiej, więcej, bardziej.

Siedzi to we mnie głęboko. Im jestem starsza tym odczuwam to silniej. Za każdym razem, kiedy przychodzi mi się zmierzyć z przytłaczającymi ludzkimi historiami, przyjrzeć się sieci emocji, powiązań i zrozumieć bezmiar ludzkiej bezradności, a w niej mimo to dostrzec przejawy heroizmu, za każdym razem wtedy przypominam sobie ten obraz z dzieciństwa. Przychodzi też refleksja, że zanim zacznie się kogoś oceniać, należy założyć jego buty i pójść jego drogą.

Któż może zatem nas sprawiedliwie poddać ocenie? Czy jest to w ogóle możliwe?

Członków „rady” widziałam jeszcze jeden raz. Nie wykazali zbytniego zadowolenia z tego co robię, z tego, że tutaj jestem. I zapowiedzieli mi, że nie będę miała już okazji kolejny raz przebywać na Ziemi.
Jako dziecko przeżywałam intensywnie te „odwiedziny”, a zapowiedzi „rady” wzbudzały we mnie obawy. Prosiłam więc dziadków i rodziców o jakieś wyjaśnienia. Oni przypisywali to wszystko dziecięcej wyobraźni i bagatelizowali. Może dobrze, gdyż wpływali w ten sposób na zmniejszenie mojego wewnętrznego napięcia wówczas.

Pozdrawiam




zwiń tekst



Zmarła mama dawała znaki we śnie, aby 'za nią nie iść'
Czw, 2 lis 2017 06:06 komentarze: 2 czytany: 1560x

Chciałabym opowiedzieć pewną historię, któta wydarzyła się w zeszłym roku. Ostatnie trzy lata to najgorszy i najtragiczniejszy czas w moim życiu, w którym musiałam zmierzyć się z nagłym odejściem najbliższych mi osób.Kiedy myślałam, że nadszedł czas wyciszenia i odstresowania, nagle i niespodziewanie zachorował mój brat. Jak się okazało na grypę.Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że antybiotyki.......

czytaj dalej

Chciałabym opowiedzieć pewną historię, któta wydarzyła się w zeszłym roku. Ostatnie trzy lata to najgorszy i najtragiczniejszy czas w moim życiu, w którym musiałam zmierzyć się z nagłym odejściem najbliższych mi osób.
Kiedy myślałam, że nadszedł czas wyciszenia i odstresowania, nagle i niespodziewanie zachorował mój brat. Jak się okazało na grypę.

Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że antybiotyki nie pomagały. Gorączka wzrosła do ponad 40 stopni i pojawiły się problemy z oddychaniem. Stan okazał się na tyle poważny,że zabrano go do szpitala. Tam w ciągu kilku godzin okazało się, że stan jest b. poważny ,problemy z samodzielnym oddychaniem,sercem itp. Z każdą chwilą stan się pogarszał. Ostatecznie lekarze postanowili wprowadzić brata w śpiączkę farmakologiczną.

Przez 2 tyg. jego stan był krytyczny i nie wiadomo było, czy z tego wyjdzie. Po tym czasie lekarze postanowili wybudzić go ze śpiączki. Jednak on wciąż, nie mógł samodzielnie oddychać. Kiedy jego stan zaczął się poprawiać i można było nawiązać z nim kontakt .Bardzo próbował przekazać nam jakąś informację na kartce, gdyż nie mógł jeszcze mówić z powodu intubacji. W końcu udało mu się napisać , że śniła mu się mama, która zmarła rok wcześniej. Pisał bardzo niewyraźnie i denerwował się, że nie możemy odczytać. Dopiero, kiedy mógł mówić, wyjaśnił co chciał nam przekazać. Otóż, śniła mu się (w czasie śpiączki) mama, on bardzo ucieszył się na jej widok i chciał z nią rozmawiać ale ona uciekała przed nim i dawała znaki, żeby za nią nie szedł.

On wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego co oznaczał ten sen.

Mam nadzieję,że zainteresowała Was moja opowieść. Może słyszeliście podobne historie od osób, które były w śpiączce.
Jestem bardzo ciekawa. Przepraszam za długi tekst. .Pozdrawiam

Dziękujemy za bardzo ciekawy opis historii do naszego XXI PIĘTRA. Nie mamy żadnych podobnych opisów dotyczących śpiączki, ale nie ma dla nas wątpliwości - duch mamy nie chciał, aby brat 'już poszedł w kierunku światła', bo to najwyraźniej nie był jeszcze jego czas.



zwiń tekst



Pożegnanie z dziadkiem
Śr, 1 lis 2017 13:38 komentarze: 2 czytany: 957x

Witam,  chciałbym podzielić się z Wami tym co mnie spotkało i poznać opinię na ten temat. Wyjaśnię wszystko od początku. Wychowywałem się z babcią, dziadkiem i matką, ojciec nas zostawił kiedy miałem kilka tygodni. Mój dziadek zawsze starał się zastąpić mi ojca, którego nie miałem i dzięki temu nie odczuwałem tak jego braku. Byłem z nim bardzo zżyty i to była dla mnie jedna z najważniejszych.......

czytaj dalej

Witam,  chciałbym podzielić się z Wami tym co mnie spotkało i poznać opinię na ten temat. Wyjaśnię wszystko od początku.
 Wychowywałem się z babcią, dziadkiem i matką, ojciec nas zostawił kiedy miałem kilka tygodni. Mój dziadek zawsze starał się zastąpić mi ojca, którego nie miałem i dzięki temu nie odczuwałem tak jego braku. Byłem z nim bardzo zżyty i to była dla mnie jedna z najważniejszych osób na świecie. Na początku lipca tego roku zabrało go pogotowie i wtedy już zaczęły się moje sny. Przez cały okres jego pobytu w szpitalu każdej nocy śnił mi się w jakichś codziennych sytuacjach. Po wszystkich procedurach  medycznych i fatalnym zachowaniu jednego ze szpitali przez kilka dni był w domu i wtedy mi się nie śnił. Kiedy już jego stan był zły udało nam się zawieść go do specjalistycznego szpitala ale tam przebył tylko noc i został przewieziony do tego, który jest połozony bliżej nas. Całą sytuację przeżywałem fatalnie (byłem zdołowany, nerwowy, nie mogłem jeść), wiedziałem, że to ostatnie chwile z moim kochanym dziadziem.

Zaraz po wiadomości o przewiezieniu dziadka do tego bliższego szpitala pojechałem tam  żeby przy nim być bo miałem przeczucie że to już koniec. Leżał nieprzytomny z podłączonym tlenem i kroplówka a ja jedyne co mogłem zrobić to trzymać go za rękę i wtedy mu obiecałęm, że go nie zostawię i zostanę z nim do końca. Nic więcej nie mogłem zrobić więc przynajmniej tak mogłem jakoś mu okazać to jaki jest ważny. Zmarł po jakichś 3 godzinach od mojego przyjazdu, byłem przy jego  śmierci razem z babcią i ciocią i czułem jakby satysfakcję, że go nie zostawiłem tylko byłem tak jak obiecałem. Wcześniej dali mi środek uspokajający ponieważ jestem bardzo nerwowy i strAsznie to przeżywałem.

To był czwartek wieczór, w nocy jeszcze wziąłem ten lek a później rano i tak co jakiś czas jak odczuwałem, że przestaje działać. W sobotę nie miałem chwili na to żeby mnie złapał jakiś taki "dół" ponieważ  było za dużo spraw organizacyjnych itd. więc nie brałęm już tego leku.  Wieczorem zebrała się rodzina, sąsiedzi oraz przyjaciele żeby pomodlić się za duszę zmarłego. Podczas trwania modlitwy różańcowej poczułem dreszcze na całym ciele, spojrzałem na ręce i widziałem tylko jak wlosy mi się podnosiły. Towarzyszyło temu dziwne uczucie, którego nie potrafię określić. Na prawym ramieniu "coś" poczułem. To nie była ręka ani nic co mógłbym określic, po prostu "coś". Wtedy za mną był mój dziadzio w swojej siwej koszuli i sweterku bez rękawów. Nie odwracałem się ale wiedziałem, że po prostu tam jest.

Trwało to chwilę a poźniej zniknął. Za jakiś czas znowu podobne uczucie ale tym razem  był kawałek dalej, z lekko spuszczoną głową i patrzył na mnie. Widać było lekki uśmiech na jego twarzy i to mnie bardzo podbudowało. Nie mogłem doczekać się kiedy wszyscy pójdą bo nie mogłem dłużej ukrywać swojej radości. Po zakończeniu zostaliśmy sami z najbliższą rodziną i mogłem już opowiedzieć o całym zdarzeniu. Padały pytania: co? gdzie? jest jeszcze? czy ktoś go jeszcze widział?. Nikt go nie widział i nic nie czuł oprócz mnie. Tego wieczoru przez chwile czułem, że jest gdzieś w moim pokoju. Za chwile poszedłem zmierzyć babci ciśnienie i też to odczuwałem, nawet mówiłem po cichu jakby do niego "teraz zmierzymy babci ciśnienie".  Ta sytuacja  z różańca dała mi zastrzyk pozytywnej energii i radości,  już nie potrzebowałem tego leku. Pogrzeb odbył się nazajutrz czyli w niedzielę.

Wiedziałem, że to będzie dla mnie ciężkie przeżycie więc miałem ze sobą ten lek ale tylko w razie sytuacji kiedy będę wiedział, że nie dam rady. Poszliśmy do pomieszczenia gdzie stała trumna, byłem tam cały czas do momentu zamknięcia ale o dziwo nie odczuwałem żadnych emocji, o płaczu też nie było mowy. Za jakąś godzinę dziadzio był już w kościele i tam było podobnie. Byłem pewien, że będę to trzymał w sobie aż w końcu coś pęknie i wybuchnę ale się przeliczyłem. Odprowadziliśmy ciało na cmentarz, po zakończeniu ceremonii poszedłem za trumną i przyglądałem się wpuszczaniu jej do grobu a następnie czynnościom wykonywanym przez grabarza. Nie wiem ile tam stałem ale pewnie trochę czasu minęło aż w końcu przyszedł po mnie brat cioteczny chcąc mnie odprowadzić. Po powrocie do domu byłem smutny i taki nieobecny ale nie potrafiłem zapłakać albo w jakiś inny sposób tego z siebie wyrzucić. Cały czas czekałem na to kiedy wybuchnę płaczem i to minie ale nie nastąpiło to do tej pory.

Ta sytuacja miała miejsce 28 lipca, [...] do tej chwili nie odczuwam jakiegoś smutku ani podobnego uczucia. Wszystko zmieniło się wtedy kiedy przyszedł i dzięki temu wiem, że gdzieś jest i już nie cierpi. Od pogrzebu śni mi się każdej nocy, może tylko raz czy dwa nie przyszedł do mnie we śnie. Mówiłem, że może mi się śnić caly czas bo mi to nie przeszkadza ani się tego nie boję. CIeszę się, że przynajmniej jest ze mną w nocy.

 Przepraszam, że aż tyle tego się zebrało ale chciałem dosyć szczegółowo wszystko opisać. Co Wy sądzicie o tym wszystkim. Przyszedł do mnie mój dziadzio czy po prostu sam sobie to wyimaginowałem? Dotąd tylko słyszałem o takich sytuacjach i nie wiem co o tym myśleć więc napisałem do ekspertów. Z góry dziękuję za odpowiedź.

pozdrawiam, Przemek.


I jeszcze jedna historia z tych nadesłanych do XXI PIĘTRA.


[...] Moze Panstwa zainteresuje moje doswiadczenie.

To bylo ok. 20 lat temu, gdy bylem jeszcze uczniem szkoly podstawowej. Zdarzenie mialo miejsce 1-3 miesiecy po smierci mojego dziadka. Wdrodze do szkoly, zobaczylem mezczyzne idacego tym samym chodnikiem, w moim kierunku, ale nie na wprost. Gdy byl juz bardzo blisko, rozpoznalem w nim mojego dziadka! Byl ubrany w charakterystyczny dla niego ciemno-zielony garnitur, na glowie mial kapelusz. Glowe mial skierowana wprost, ale oczy mial zwrocone na mnie. Bylem sparalizowany, pewnie strachem i zdziwieniem, wiec nie reagowalem zupelnie, kontynuowalem swoj krok. Jeszcze przez chwile po tym gdy sie minelismy nie mialem odwagi obejrzec sie do tylu, ale w koncu to zrobilem - nie bylo tam nikogo... Z tego co pamietam dookola nie bylo inni przechodni.

Dziadek ogromnie mnie kochal. Nota bene, zreszta mial bardzo bogaty zyciorys. Podobno uciekl z Katynia, zostal zeslany na Syberie, 3 razy udalo mu sie uniknac wyroku smierci. Do Polski wrocil w polowie lat 50tych. Byl bardzo dobrym czlowiekiem - gdy uwieziony w celi przymieral glodem, dzielil sie swoimi sladowymi porcjami chleba ze szczurami, ktore go odwiedzaly w celi. Chroniac rodzine nie chcial z nikim dzielic sie swoimi doswiadczeniami.

Mam w zanadrzu jeszcze jedna, potencjalna historie, dotyczaca kolezanki mojej zony. Miyako, ktora jest Japonka, opowiadala mojej zonie, ze kiedys poddala sie regresji hipnotycznej. Wierze w reinkarnacje, ale zwatpilem w prawdziwosc jej historii gdy uslyszalem ze byla kiedys ksiezniczka lub wysoko postawiona osoba na jakims dworze. To co mnie zastanowilo to fakt, ze w bodajze ostatnim wcieleniu byla Japonskim lekarzem przeprowadzajacym eksperymenty medyczne na chinskich wiezniach w trakcie drugiej wojny swiatowej. Ciekawe, ze akurat 2-3 tygodnie wczeniej czytalem artykul o zamiarze przebadania masowego grobu w poblizu slynnego Tokijskiego szpitala, w ktorym pospiesznie pochowano ofary nieludzkich eksperymentow gdy losy Japonczykow byly juz przesadzone. Miyako uczeszcza na kurs uzdrawiania (w pewnej miedzynarodowej szkole zalozonej przez byla pracowniczke NASA - nie pamietam w tej chwili nazwiska) a to, ze sie temu oddala, rowniez to, ze pracuje jako pielegniarka, zinterpretowala jako nieswiadome "zadoscuczynienie" tego czym zajmowala sie w poprzednim wcieleniu.


Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]  [ raczej do wiadomosci redakcji :) ]




zwiń tekst



STRONA
1 2 3 4 40
Nowsze Nowsze
Strona 1 / 40

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

 Jaką Wigilię i święta Bożego Narodzenia widzi jasnowidz Krzysztof Jackowski? 'Ja mam wrażenie, że zima będzie kapryśna może być okresowo bardzo ciepła, ale momentami będzie bardzo zimna. Z całą pewnością będzie to jednak aura, która będzie dużo zimniejsza od poprzednich zim. Wydaje mi się, że w tym roku święta Bożego Narodzenia będą białe'

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wczoraj, 23:39 | 17 listopada 2017 był obserwowany obiekt UFO, który miał kształt walca - według świadka UFO emanowało jasnym, silnym światłem. Obiekt był widzialny nad autostradą A2 w okolicy miejscowości Jordanów. Czekamy na świadków, którzy także widzieli ten obiekt. Więcej w serwisie www.emilcin.com

Dziennik Pokładowy

Poniedziałek, 13 listopada 2017 | Ludzie chyba nie dostrzegli mocy tekstu o zdjęciach w Emilcinie, które zostały wykonane 5 listopada 2017. Ot, kolejny tekst w serwisie FN… o czym tu mówić? Ale to błąd.

czytaj dalej

FILM FN

TRÓJKĄTNE UFO O ŚREDNICY 60 METRÓW TRZY RAZY PRZELATUJE NAD TYM SAMYM ŚWIADKIEM - historia z 2006 roku

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.