Dziś jest:
Niedziela, 23 lutego 2020

I kiedy ostatni człowiek na Ziemi siedział samotnie w pokoju, wtedy rozległo się pukanie do drzwi…
/Frederic Brown/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Spotkanie we śnie...
Pon, 4 luty 2019 12:54 komentarze: brak czytany: 1999x

[...] Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się zdarzeniem, które miało miejsce dzisiaj nad ranem. Nasz 3 letni synek ostatniej nocy miał gorączkę więc postanowiliśmy z żoną, że będzie spał z nami w łóżku. Robimy tak zawsze gdy choruje, żeby mieć go na oku. Tym razem jednak pobudka była wyjątkowa. Nad samym ranem śniło mi się, że jestem w jakimś pokoju i rozłupuję dwa orzechy dla synka, którego we.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się zdarzeniem, które miało miejsce dzisiaj nad ranem. Nasz 3 letni synek ostatniej nocy miał gorączkę więc postanowiliśmy z żoną, że będzie spał z nami w łóżku. Robimy tak zawsze gdy choruje, żeby mieć go na oku. Tym razem jednak pobudka była wyjątkowa. Nad samym ranem śniło mi się, że jestem w jakimś pokoju i rozłupuję dwa orzechy dla synka, którego we śnie nie widziałem, ale wiedziałem, że jest w tym pomieszczeniu. Gdy je rozłupałem okazało się, że jeden jest pusty, a drugi czarny, zepsuty, nienadający się do jedzenia. I nie byłoby w tym śnie nic nadzwyczajnego gdyby nie pobudka. Obudził nas krzyk naszego synka, który przez sen niemal płacząc zawołał "chcę orzeszka!". Po chwili się obudził i gdy dopytałem go czy chce orzecha potwierdził, że tak.
Było to niesamowite uczucie. Cały dzień o tym myślę. Czy to miało związek z telepatią czy ze współśnieniem? Co redakcja o tym myśli? Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem.

Pozdrawiam
[...]
Dane do wiadomości redakcji.




zwiń tekst



Zły urok
Pon, 4 luty 2019 09:48 komentarze: 2 czytany: 1858x

[...] Witam! Mam pytanie: czy ktoś spotkał się z czymś takim jak "zły urok", a może ktoś słyszał o miejscowych "czarownicach" i ich umiejętnościach? Jakieś 10 lat temu moi 2 wujkowie udali się w tajemnicy do takiej miejscowej "czarownicy".Od tej pory część ich problemów sama się rozwiązywała, a oni mogą pochwalić się ogromnymi pokładami szczęścia i przychylności losu. W tym samym czasie moja rodzina.......

czytaj dalej

[...] Witam! Mam pytanie: czy ktoś spotkał się z czymś takim jak "zły urok", a może ktoś słyszał o miejscowych "czarownicach" i ich umiejętnościach? Jakieś 10 lat temu moi 2 wujkowie udali się w tajemnicy do takiej miejscowej "czarownicy".

Od tej pory część ich problemów sama się rozwiązywała, a oni mogą pochwalić się ogromnymi pokładami szczęścia i przychylności losu. W tym samym czasie moja rodzina doznała serii nieszczęśliwych "zbiegów okoliczności" i ciągnie się to po dziś dzień. Czasem zastanawiam się ile pecha można mieć w życiu. Kilka lat temu mój brat pojechał do miejscowej jasnowidzki i co ciekawe powiedziała, że ktoś "życzy nam źle" i były ku temu przeprowadzone jakieś rytuały lub coś w tym stylu. Nie mogła ona jednak dużo zrobić w naszej sprawie.

Ponoć ta "czarownica" którą odwiedzili moi wujowie miała duże zdolności(np.: siłą woli potrafiła spowodować samozapłon samochodu) i ciężko to teraz odkręcić. Niestety obie kobiety już nie żyją, może ktoś słyszał o podobnych przypadkach i wie co z tym można zrobić. Jestem osobą która patrzy na życie z przekonaniem, że nic nie dzieje się przypadkiem, miałam w życiu takie trudności, że tylko przysłowiowy cud mógł by pomóc i tak się działo. Wierzę w ludzi i to trochę w dzisiejszych czasach gubi, wierzę również, że "coś" ma wpływ na to co nas dotyczy. Proszę o odpowiedź w ramach możliwości. Temat trochę nie dzisiejszy, ale aktualny. Pozdrawiam!!!
  Monika [dane do wiad. FN]


[...] W czasie gdy miało miejsce opisywane przeze mnie zdarzenie, byłam nastolatką obarczoną lękiem o zdrowie mamy i dalsze losy moje i mojego młodszego rodzeństwa. Żyliśmy w ciągłym oczekiwaniu i niepewności na to co ma się wydarzyć. Mieliśmy nadzieję, budowaliśmy ją ale była bardzo krucha i potrafiła szybko rozsypać się przy każdym, najmniejszym nawet niepokojącym objawie. Ten ponad dwuletni okres nacechowany był nieustającą obawą i totalnym brakiem poczucia jakiejkolwiek stabilności czy bezpieczeństwa.

Właśnie wtedy, któregoś dnia, gdy mama była w domu i czekała na kolejny zabieg, przyjechała do nas w odwiedziny jej koleżanka ze swoją babką. Szczególne emocje i poruszenie swoim przybyciem wzbudziła uśmiechnięta, sprawiająca wrażenie sympatycznej staruszka. Nie mieliśmy jej okazji wcześniej poznać osobiście, ale słyszeliśmy o niej przeróżne opowieści, które układały się w nieco tajemniczy, ekscytujący, a na pewno budzący zainteresowanie większości domowników obraz. U mnie dodatkowo po przywitaniu się z nią pojawił się na tyle silnie odczuwalny niepokój, że postanowiłam jej wówczas unikać.

Owa pani bardzo wiele w życiu przeszła, między innymi przebywała podczas wojny w obozie koncentracyjnym. Właśnie tam nauczyła się stawiać karty i twierdziła stanowczo, że tylko dzięki temu, iż była w tym naprawdę dobra, udało jej się to piekło przetrwać. Potrafiła chociażby wytypować bezbłędnie komu uda się przeżyć. Ci nieliczni, którym wróżyła, bo robiła to rzadko, żywili przekonanie o jej niezwykłych w tej materii uzdolnieniach i nie mieli co do tego wątpliwości.

W okresie w którym nas odwiedziła od dawna już nie wróżyła. Była za to duszą towarzystwa, potrafiła snuć barwne opowieści. Tego dnia jednak nieoczekiwanie bardzo chciała postawić karty- upatrzyła sobie mnie i moją mamę. Nie chciałam. Prosiłam mamę, żeby też tego nie robiła, ale jakaś ciekawość w niej zwyciężyła i mimo moich sprzeciwów zgodziła się.
Po około godzinnej sesji, przyszła mi oznajmić, że szybko umrze, a my zostaniemy sierotami. Ale – o ironio – żebym się nie martwiła bo będziemy żyć dalej i jakoś sobie poradzimy. „Mój Boże” – myślałam – „będziemy żyć dalej...”

W tym momencie uderzył mnie tak duży wyrzut adrenaliny i poniosła mnie taka fala wzburzenia, że nie mogąc znaleźć miejsca w domu wybiegłam na zewnątrz. Zawsze musiałam być twarda i stanowić oparcie dla innych, a w tym momencie wszystko we mnie pękło. Chodziłam w tę i z powrotem nie mogąc opanować gniewu. Letni, spokojny, cichy, bezwietrzny wieczór wokół stanowił znaczny kontrast do tego, co szalało we mnie. Ani księżyc w pełni na bezchmurnym niebie, ani widok zatoki, ani las nie był w stanie mnie ukoić. Słyszałam, swoje własne powtarzane na głos słowa: „Jak można?... Jak można życzyć młodej kobiecie, matce dzieci, śmierci?” – tę wróżbę w ten sposób odczytywałam. Chodziłam jak oszalała płacząc, aż w pewnym momencie doznałam pewnego rodzaju olśnienia, zatrzymałam się i usłyszałam swój głos tym razem głośniejszy i bardziej dobitny. „Skoro życzysz śmierci... Umieraj! Sama Umieraj!” – powtórzyłam. W tej samej chwili całe napięcie zeszło ze mnie. Byłam wszystkim wyczerpana, ale już bardzo spokojna. Wróciłam do domu.

Nie opiszę szoku i bólu jakiego doznałam niespełna tydzień później, gdy dowiedziałam się, że ta kobieta zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Pomimo że to nie ja kierowałam pod wpływem alkoholu tym samochodem, którym jechała. Nie ja, jechałam z niedozwoloną prędkością po wyboistej, wąskiej, słabo oświetlonej drodze, wioząc kilku pasażerów na śmierć. Wiem, że to nie ja. A mimo to... Mimo to, od tego czasu ważę słowa. Zwłaszcza gdy niosą je żywe i szczere emocje. Staram się w gniewie nie posuwać się w wypowiadaniu życzeń za daleko.

Dodam, że od tego czasu minęło już dwadzieścia lat, a moja mama żyje i póki co cieszy się całkiem dobrym zdrowiem.

[...]

/dane do wiad. FN/



zwiń tekst



Zobaczyliśmy jak tak powiedzmy ok. 600 nad rzeką unosi się taki pionowy metaliczny obiekt. [...]
Śr, 23 sty 2019 06:54 komentarze: brak czytany: 2516x

[...] Witam,  Pisałem do was kilka lat temu o świecących kołach które widziałem w 2015 roku. Od tamtej pory nic ciekawego nie zwróciło mojej uwagi lecz cały czas zastanawiam się co to mogło być... Pisze bo chciałem napisać w jeszcze jednej sprawie. Był to rok może 2014 może 2013 lub wcześniej, nie jestem w stanie dokładnie określić teraz. Siedziałem z tatą na rybach nad brzegiem Narwi w .......

czytaj dalej

[...] Witam,  Pisałem do was kilka lat temu o świecących kołach które widziałem w 2015 roku. Od tamtej pory nic ciekawego nie zwróciło mojej uwagi lecz cały czas zastanawiam się co to mogło być...

 Pisze bo chciałem napisać w jeszcze jednej sprawie. Był to rok może 2014 może 2013 lub wcześniej, nie jestem w stanie dokładnie określić teraz. Siedziałem z tatą na rybach nad brzegiem Narwi w pobliżu mostu obok Serocka. (Bodajże miejscowość Łacha). 

I jak tam byliśmy to w po jakimś czasie zobaczyliśmy jak tak powiedzmy ok. 600 nad rzeką unosi się taki pionowy metaliczny obiekt. Wyglądał tak jak obiekt na tym zdjęciu które znalazłem w internecie:

(Zamieszczam obraz)


Ktoś powiedział że to balon meterologiczny i nie przykładałem do tego wagi. Wisiał tak kilkanaście minut na pewno a potem go nie było. (Nie przyglądałem się mu cały czas)

Cały czas zapisałem w pamięci sobie że to był balon i tyle. Ale ostatnio doszedłem do wniosku że przecież tak nie wyglądają balony meterologiczne. 

Wydaje mi się że ten który widziałem mógł być lekko grubszy niż na zdjęciu i chyba nie miał gładkiej powierzchni tylko taki nierówności różne. Ale wisiał dokładnie pionowo.


 Z wyrazami szacunku,

[dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



Dziwne zdarzenie- niebieska łuna Pawłówek 22.1.2019
Wt, 22 sty 2019 09:54 komentarze: brak czytany: 1873x

Witam,Szanowna redakcji pisze do was w związku z tym co zobaczyłem niespełna 30 minut temu w drodze do pracy dla tego też pisze z maila służbowego więc proszę o nie podawanie moich danych ani danych firmy do ogólnej informacji. Wracając do tematu. Jak codziennie koło 6;40 wyjechałem z domu w kierunku pracy ( z Pawłówek gm. Sicienko woj. Kujawsko-Pomorskie w kierunku Lisi Ogon woj. Kujawsko-Pomorskie.......

czytaj dalej

Witam,
Szanowna redakcji pisze do was w związku z tym co zobaczyłem niespełna 30 minut temu w drodze do pracy dla tego też pisze z maila służbowego więc proszę o nie podawanie moich danych ani danych firmy do ogólnej informacji.
Wracając do tematu. Jak codziennie koło 6;40 wyjechałem z domu w kierunku pracy ( z Pawłówek gm. Sicienko woj. Kujawsko-Pomorskie w kierunku Lisi Ogon woj. Kujawsko-Pomorskie), dojeżdżając do drogi krajowej nr.10 zatrzymując się do lewoskrętu na niebie widziałem cos jakby łunę wyładowań elektrycznych – flash z aparatu trwające około 10-15 sekund - piorunów cos takiego.

Szybko wyłączyłem muzykę żeby usłyszeć dźwięk natomiast żaden się nie pojawił!! Co najciekawsze łuna miała ograniczony zasięg, co ciekawe wychodziła z za lini drzew w kierunku nieba i miała niebieskawy odcień taki bardzo delikatny aczkolwiek zauważalny, wiem że wyładowania elektryczne mogą iść w każdym kierunku ale za dziwnie to było aby na moje było to tylko wyładowanie elektryczne. 

W okolicy powstaje droga ekspresowa S5 myślałem, że to może jakaś z ich maszyn koparka etc. Daje taki kolor na niebie natomiast żadne urządzenie jeszcze nie pracowało a patrząc tak jak ja patrzyłem na wprost nie ma nic oprócz pól mi lasów. W załączniku mapki z Google maps do przeanalizowania.
Na zielono  - ściana lasu, na niebiesko budowa dogi S5 , na żółto teoretycznie kąt widzenia ( wyjeżdżam z ulicy leśnej w Pawłówku an drogę nr 10 w kierunku Bydgoszczy trasa Bydgoszcz- Nakło nad Notecią) na niebiesko budowa S5. Od kiedy widziałem te światło czuje dziwny niepokój ale to może tylko takie bezsensowne odczucie.

Dziękuje i pozdrawiam.

/poniżej zdjęcia dołączone do e-maila/

kąt widzenia zjawiska



widok



zwiń tekst



I nagle było słychać dziwne słowo wypowiedziane przez kobiecy głos... "niewiedzy"!
Pon, 21 sty 2019 09:52 komentarze: brak czytany: 2447x

[...] Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć o dwóch sprawach: śnie i dziwnym zdarzeniu. Sen przyśnił mi się dziś w nocy (tj. z 20 na 21.01.2019). Śniło mi się, że jestem z rodziną w Nowym Jorku - nie wiem skąd ta wiedza, że to akurat N.Y. ale tak w snach już jest, że coś po prostu się wie (w rzeczywistości nigdy tam nie byłam, ani się nie wybieram) i stoimy na takim jakby kilkupiętrowym/ kilkupoziomowym.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć o dwóch sprawach: śnie i dziwnym zdarzeniu. Sen przyśnił mi się dziś w nocy (tj. z 20 na 21.01.2019). Śniło mi się, że jestem z rodziną w Nowym Jorku - nie wiem skąd ta wiedza, że to akurat N.Y. ale tak w snach już jest, że coś po prostu się wie (w rzeczywistości nigdy tam nie byłam, ani się nie wybieram) i stoimy na takim jakby kilkupiętrowym/ kilkupoziomowym molo.

Molo jest betonowe, jesteśmy na poziomie trochę wyżej niż woda. Nad nami jest dach (czyli podłoga poziomu wyższego). Nie wiem ile to molo ma poziomów, ale co najmniej dwa. Jest dzień, jasno. Na molo nie ma wielu ludzi, widzę betonowe słupy (podpory) i takie jakby przęsła- wygląd molo jest naprawdę solidny. Potem patrzymy wszyscy razem w stronę morza (na prawą stronę molo) a tam nadchodzi olbrzymia fala, długa jak horyzont i zdajemy sobie sprawę że to idzie ściana wody. Nadchodzi taka jakby pierwsza fala i ona przepływa nam pod stopami (podłoga molo jest ażurowa) i wypływa nam na nogi. Biorę dziecko na ręce i podnoszę je do góry, woda sięga mi powyżej kolan. Potem ta fala przechodzi i sen się kończy. Pamiętam uczucie ciekawości/rozbawienia w tym śnie, że takie ciekawe zjawisko możemy obserwować. Nie pamiętam uczucia strachu.

Dodam, że przed snem czytałam sny innych ludzi o wielkiej powodzi, ale tak prawdę mówiąc czytam o tym (i nie tylko) od bardzo dawna, ale pierwszy raz w życiu przyśniło mi się coś, czym teoretycznie mogłam się zasugerować przed spaniem.

Drugie zdarzenie miało miejsce 01.01.2019 i do teraz nie wiem, co o tym myśleć.

W Nowy Rok byliśmy w domu. Normalny dzień. Siedziałam w pokoju i - banał- malowałam paznokcie. Z drugiego pokoju wyszedł mój mąż i poszedł korytarzem do pokoju córki (co okazało się później, a ja o tym nie wiedziałam). Układ mieszkania wygląda jak literka T gdzie lewa strona daszka to pokój, gdzie ja byłam a prawa strona daszka to pokój, z którego mąż wyszedł, skręcając w korytarz -czyli pionowa kreska T. Pokój córki to jakby dorysować kreskę w lewo na dole T.

Ale do rzeczy - po chwili, kiedy mąż przeszedł korytarzem usłyszałam kobiecy głos, i byłam przekonana że mąż otworzył drzwi wejściowe (na dole T) i rozmawia ze Świadkami Jehowy, którzy czasem do nas pukają. Nawet przeszło mi przez myśl, że trochę nie bardzo jest ubrany (był w bokserkach) i nadstawiłam ucha, co im odpowie. Ale odpowiedzi nie było. Czekam i czekam i w końcu wyszłam z pokoju a tu drzwi wejściowe zamknięte a mąż rozmawia sobie z córką w jej pokoju. Pytam, czy to byli świadkowie a on, że jacy Swiadkowie?

Mówię, że otwierał drzwi (u nas jest tak, że czasem ktoś puka a nie dzwoni dzwonkiem i mogło się zdarzyć tak, że ja pukania nie usłyszałam ale mąż przechodząc korytarzem do pokoju córki już tak, i otworzył drzwi). No to mówię, że ktoś na korytarzu (i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że głos dochodził z NASZEGO korytarza domowego a nie tego przed drzwiami wejściowymi) coś mówił.

Mąż, że nikomu nie otwierał drzwi i poszedł prosto do córki. A ja słyszałam głośno i wyraźnie taki spokojny, kobiecy głos! Głos powiedział jedno zdanie, z którego ja zapamiętałam jedno słowo: "niewiedzy". Byłam w takim szoku, że usiadłam i zaniemówiłam. Żałuję, że nie przysłuchałam się uważniej, ale czasem tak jest że jak się człowiek nie spodziewa, że ktoś coś za chwilę powie to nie rejestruje treści. Stąd pewnie to często "co?".

W każdym razie wiem, że to nie było przesłyszenie, ani włączony TV (całkiem inny dźwięk, zresztą słabszy) ani głos od sąsiadów z dołu (nigdy nic nie słychać, a jesli już to jakieś przytłumione głosy i to wtedy, gdy ktoś coś głośno powie). TEN głos był czysty, wyraźny i dźwięczny. Dochodził z korytarza domowego i ogromnie żałuję, ze nie wiem co powiedział. Tylko jedno ostatnie słowo w zdaniu to było własnie "niewiedzy". Nawet kombinowałam ile zdań uda się ułożyć z tym słowem, w tej dokładnie odmianie. Nie wyszło wiele. Słów mogło być około 10 maksymalnie. Powiem szczerze, że nawet później w duchu poprosiłam, że jeśli to miało być coś ważnego to proszę o powtórkę, bo nic nie zrozumiałam :) Więcej już się to nie powtórzyło. Tamten głos był spokojny, neutralny, to było zdanie oznajmiające (nie pytanie).
Do teraz nie wiem, co to było.
Pozdrawiam całą załogę!

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Czy w snach można dostać wiadomość?
Nie, 20 sty 2019 10:03 komentarze: 1 czytany: 2609x

[...] Witam                Od dłuższego czasu przeglądam waszą stronę nautilusa poszukując nowych tematów oraz historii ludzi . którzy opowiadają o swych niezwykłych przeżyciach.  Myślę  że w wielu przypadkach opowiadanie niezwykłej historii komukolwiek naraża na pośmiewisko oraz osoby te nie są traktowane poważnie.......

czytaj dalej

[...] Witam
                Od dłuższego czasu przeglądam waszą stronę nautilusa poszukując nowych tematów oraz historii ludzi . którzy opowiadają o swych niezwykłych przeżyciach.  Myślę  że w wielu przypadkach opowiadanie niezwykłej historii komukolwiek naraża na pośmiewisko oraz osoby te nie są traktowane poważnie. Piszę do was w celu podzielenia się z Wami czymś niezwykłym co przydarzyło się mi około 10 lat temu kiedy to  pracując za granicą byłam opiekunką starszej osoby.

Niestety była ona ciężko chora  a jej rodzina i lekarze przygotowywali mnie do faktu iż ona umiera. Bardzo się bałam i muszę przyznać , że nieraz modliłam się aby osoba ta umarła w niedzielę bo w ten dzień miałam wolne. Rzeczywiście stało się tak jak prosiłam Boga ale było  to o godzinie 4 nad ranem.   Przebudziłam się ze snu poczułam chłodny podmuch  i ujrzałam przed sobą twarz trudno określić płeć tej postaci miała ona drobne usta , mały zgrabny nos , oczy czarne ( tak jakby przesłoniły je całkowicie źrenice ) , miała bardzo niespotykanie jasne siwe włosy co mogło wskazywać na jej starszy wiek choć twarz była  młoda.

Postać ta zbliżyła się do mojej twarzy na odległość paru centymetrów, wpatrywała się bardzo głęboko w moje oczy a ja miałam wrażenie że nie mogę się ruszać ani krzyczeć w pewnym momencie w miejscu mniej więcej na środku czoła miałam uczucie jakby postać ta wkładała mi w głąb głowy lodowaty sopel lodu , trwało to przez jakąś chwilę. Bardzo bałam się tej postaci nie odczuwałam aby była to przyjazna bądź wrogo nastawiona postać, była totalnie neutralna.

Znikła tak szybko jak się pojawiła. Wtedy poczułam nieodpartą chęć podejścia do pokoju obok gdzie spała moja podopieczna, nie umiem wyrazić jak bardzo się bałam wejść do jej pokoju po tym co zobaczyłam wcześniej i wydarzyło się coś niesamowitego. W momencie przekroczenia progu pokoju poczułam jakby ktoś ucisną czubek  mojej głowy i rozeszło się po moim ciele poczucie ciepła i spokoju. Wszystkie czynności wykonywałam niezwykle spokojnie ( nigdy nie czułam takiego opanowania jak wtedy ). W momencie powiadomienia rodziny o stanie ich krewnej, po odłożeniu słuchawki  starsza pani zmarła.

Gdy przybyła rodzina ( około 15 minut po telefonie ) przekazując im informacje spokój nagle znikną a mnie z powrotem ogarnęło przerażenie.  Piszę do was bo może jest ktoś kto mógłby mi wyjaśnić co mi się przytrafiło ? Lub są osoby, które przeżyły coś podobnego. Po tym zdarzeniu wiele razy w trakcie snu zdarzały się sytuacje śnienia map Europy. Wszystko byłoby przeze mnie uznane za zwykły sen gdyby nie postać która zawsze stała za moimi plecami ( dokładniej nad lewym barkiem ) i mówiła do mojego ucha bardzo stonowanym i spokojnym głosem  , że tam gdzie jest zimno na mapie która widziałam jest bezpiecznie.

Niestety mapa Europy nie przypominała tej znanej obecnie lecz bardziej przypominała swym kształtem kontynent Afrykański,  ale o wiele mniejszy. Z obydwu stron Polski widziałam morze. Kilkakrotnie śniły mi się mapy  choć było to w pewnych odstępach czasu i za każdym razem wiedziałam  że miejsca pokryte śniegiem lub miejsca , które mogę określić  jako tereny z dużą ilością jezior bądź bagien są obszarem bezpiecznym i wiem że temperatura występująca nad tym terenem wahała się w granicach  od -30oC do -40oC. Być może istotne jest że tereny południowe były suche , wypalone. Wiele osób by mnie wyśmiało i uznało za osobę niespełna rozumu. Wiem że takie rzeczy spotykają wiele osób tylko nie chcą one o tym rozmawiać żeby nie wydać się na pośmiewisko.           

                                                                                                                                                             [dane do wiad. FN]


I jeszcze jeden sen z naszej ostatniej "poczty do FN".

[...] W połowie grudnia 2018 roku miałem sen. Stałem w jakiejś świątyni przodem do ołtarza. Po prawej stronie ołtarza leżał na ziemi papież. Nad nim stał tyłem do mnie, a przodem do papieża mężczyzna z nożem. Odniosłem wrażenie że papież albo nie żyje albo jest ciężko ranny.
Nigdy nie miałem proroczych snów ale ten był na tyle oryginalny iż pomyślałem, że w razie jak się ziści to opowiem komuś o tym jako dowód. Stąd mój email do Was. Pozdrawiam. [...]




zwiń tekst



Chłopiec, który pamięta, jak był żołnierzem... mamy rysunek dziecka!
Sob, 19 sty 2019 08:29 komentarze: 4 czytany: 2429x

O tej sprawie pisaliśmy w naszym dziale XXI PIĘTRO. Zamieściliśmy relację osoby, która miał okazję poznać dziecka z pamięcią o przednim wcieleniu, kiedy to był żołnierzem.[...] Dzień dobry. Jestem nauczycielem logopedą w małej miejscowości, mam na terapii 7 -letniego chłopca, który opowiada, że był kiedyś żołnierzem. Zaintrygowana tym co mówi, spytałam w jakim wojsku był, powiedział, że służył w armii.......

czytaj dalej

O tej sprawie pisaliśmy w naszym dziale XXI PIĘTRO. Zamieściliśmy relację osoby, która miał okazję poznać dziecka z pamięcią o przednim wcieleniu, kiedy to był żołnierzem.

[...] Dzień dobry. Jestem nauczycielem logopedą w małej miejscowości, mam na terapii 7 -letniego chłopca, który opowiada, że był kiedyś żołnierzem. Zaintrygowana tym co mówi, spytałam w jakim wojsku był, powiedział, że służył w armii amerykańskiej. Walczył z Kanadyjczykami i oni wygrali tę wojnę a on sam został ranny, ale to było bardzo dawno temu. Pytałam czy miał jakąś rodzinę powiedział, że nie. Wspomniał też, że jak był mniejszy to więcej pamiętał a teraz juz te wspomnienia się zacierają. Nie wiem czy to wyobraźnia? Nie znalazłam informacji na temat wojny Kanady ze Stanami którą by Kanadyjczycy wygrali. A może?
 Pozdrawiam Anna
Ps. Chłopiec sporo rysuje i opowiada ze szczegółami przebieg bitew w których uczestniczył, mówił o dwóch wojnach,  o okopach, broni itp. Ale jak juz wspomniałam zaciera się jego pamięć.

Wysłane z iPada [...]

Poprosiliśmy wtedy o przysłanie zeskanowanego rysunku dziecka. I właśnie dotarł na naszą pocztę.


 
Bardzo dziękujemy za wiadomość. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że tak właśnie objawia się pamięć po poprzednim wcieleniu i w większości przypadków zanika wraz z wiekiem dziecka.
Opis chłopca pasuje do kilku bitw pomiędzy wojskami południa i północy USA. Wtedy to były walki USA z Brytyjczykami zajmującymi Kanadę (np. 1812r.).
Przypadek, z którym się Pani zetknęła bardzo nas interesuje ale rozumiemy, że jest to temat delikatny. Czy dałaby Pani radę zeskanować i przesłać nam kilka rysunków, które wykonał chłopak ?
Proszę w miarę możliwości spisać wszystko co Pani pamięta z historii opowiadanych przez chłopca, szczególnie, że jego pamięć się zaciera. Będziemy wdzięczni za informację zwrotną.
 
Pozdrawiamy
Fundacja Nautilus
 
 

Dzień dobry                                                           

W poniedziałek miałam zajęcia z tym chłopcem ( Filipem) który już coraz mniej pamięta, mam wrażenie, że jego pamięć z poprzednich wcieleń już zanika. Opowiadał mi ostatnio o dwóch wojnach w których brał udział. Spytałam czy pamięta jak był ubrany mówi ze mieli  pomarańczowo- żółte mundury, stroje. Mówi ze walczył na pierwszej linii frontu i został zastrzelony. Wcześniej opowiadał, że walczył z Kanadyjczykami, teraz upiera się, że to była I i II wojna. Być może tak nazywa bitwy - wojnami. Pytałam czy pamięta gdzie po śmierci był. Mówił, że zginął a potem obudził się w szpitalu w Polsce wtedy się urodził. Nie wiem czy w tym co opowiada,  jest jakaś prawda historyczna. Mam tez wrażenie, że chłopiec gra w gry wojenne i może teraz miesza mu się poprzednie życie z grami. Poprosiłam też o rysunek który pokazuje raczej współczesne sprzęty, nie mniej jednak zawsze maluje w siebie kolorze pomarańczowo - żółtym.  (Poprzednie rysunki z wcześniejszych zajęć chłopiec zabierał do domu).  Nagrałam tez rozmowę  z chłopcem.                                       Pozdrawiam Anna
Wysłane z iPhone'a





zwiń tekst



Sny o wielkiej fali wody, która zaleje Polskę
Pt, 18 sty 2019 01:22 komentarze: 2 czytany: 2843x

[...] Pan Krzysztof Jackowski  ,w którejś z swoich wizji wspominał ,że „córka musi uciekać  ze stancji” ,”kolega  prędzej dom opuści niż go sprzeda”. Te przepowiednie mogą mieć związek w powodzią. Dlaczego? Bo…Pamiętam taki mój sen. Jestem na spacerze ze swoim psem. Stoję na niewielkim wzniesieniu  i patrzę  rzekę Parsętę. Za rzeką łąki(polder),na horyzoncie drzewa. Koloryt.......

czytaj dalej

[...] Pan Krzysztof Jackowski  ,w którejś z swoich wizji wspominał ,że „córka musi uciekać  ze stancji” ,”kolega  prędzej dom opuści niż go sprzeda”. Te przepowiednie mogą mieć związek w powodzią. Dlaczego? Bo…
Pamiętam taki mój sen. Jestem na spacerze ze swoim psem. Stoję na niewielkim wzniesieniu  i patrzę  rzekę Parsętę. Za rzeką łąki(polder),na horyzoncie drzewa. Koloryt widoku to sjena (piaskowo- rudo- rdzawo- szarawe  barwy) ponieważ teren jest w  trawiasty. Spojrzałam na drzewa na horyzoncie i  zdziwiona widzę wodę, czoło wielkiej wody, która przelewa się przez drzewa i sunie w moim kierunku. Trawa  na zarzecznej łące jest zielona wysoka „ wyległa”. Woda płynie  prostopadle do rzeki, pochłania ją. Następnie widzę wielkie rozlewisko-morze woda jest falująca , sina, złowroga. Nigdzie nie widać drzew  ni krzaków wierzb , które rosły przy brzegach  Parsęty. Dzień jest pochmurny. Obserwuję to zjawisko obojętnie, bez emocji. W myślach zadaję sobie pytanie” dokąd ta woda sięga?” i widzę dom do połowy zanurzony w wodzie. Ten dom stoi najbliżej  rzeki. Zjawisko znika. Daty nie znam.
Moje przemyślenia; -trawa zielona, wyległa – to schyłek  lata(tych łąk nikt nie kosi),-woda napłynie z północy-w miejscu mojej wizji Parsęta płynie na wschód, dopiero około 1 km dalej kieruje się na północ, w kierunku Kołobrzegu.

Drugi sen: Ulicą przed moim domem  sunie wartka woda ,mętna, koloru gliny. Woda przelewa się przez murek  zaporowy na podwórzu sąsiada , zalewa jego posesję. Przeskok wizji:
-jestem w swoim domu. Córka otwiera drzwi wyjściowe i widzę na schodach wejściowych wodę koloru gliniastego, która  zaczyna wpływać do domu. Woda płynie ulicą, która ma krawężniki. Koniec wizji.
MOJE PRZEMYŚLENIA:- mam wodę w piwnicy. Zaczyna zalewać wysoki parter(ok.4m).W chwili obecnej
ulica  to polna droga ,ale trwają tu roboty drogowe
Mieszkam w  Karlinie 28 km od Kołobrzegu w  Zachodniopomorskim. Pan Krzysztof Jackowski  mieszka niedaleko od Karlina, w Człuchowie i wygląda na to, że ta wielka woda mogłaby wedrzeć się kilkadziesiąt km w głąb lądu.

I jeszcze: TU, GDZIE MIESZKAM, NIKT NIE ZGINIE(taka myśl przebiegła mi przez głowę)

Pozdrawiam: [dane do wiad. FN]






Witam i pozdrawiam FN

Poniżej fragment wizji Kamili (dzisiaj przeczytałem w Projekcie Messing)
Miałem identyczny sen, też późną jesienią, tylko że ja występowałem cały czas jako mężczyzna,
Wisła wylewa, pozalewane samochody, uwiązany i szczekający  pies, miejscami wystają jeszcze z wody stare płoty ze sztachetami, wystające z wody wierzby rosochate, i nie zalane jeszcze piaszczyste polne drogi lecz fala powodziowa cały czas się rozprzestrzenia i lustro wody się podnosi. W moim śnie nie było notesów. Miałem ogromny wewnętrzny  przymus, że musze komuś pomóc, jakiejś grupie ludzi? nie wie wiem lecz na pewno na północy Polski (coś miałem ważnego do zrobienia). Bardzo się zdziwiłem gdy czytałem sen Kamili
„W tej samej chwili znalazłam się gdzieś w okolicach Gniewu na lewym brzegu Wisły. Zobaczyłam jak woda z rzeki zalewa ziemię, a razem z nią wszystko - budynki, samochody, wsie i miasta. Woda sięgała wtedy samochodom do wysokości okien. W jednym z samochodów zobaczyłam na podszybiu leżących 5 niewielkich notesów. Były zamknięte, ale wiedziałam, że są całkowicie zapisane ręcznym pismem. Obok tego samochodu ujadał uwiązany na łańcuchu pies - cały prawie zakryty wodą. Usłyszałam czyjeś słowa "Pies, który dużo szczeka - nie gryzie". Unosiłam się nad taflą wody i rozglądałam wokół, chcąc zrozumieć dlaczego jest tyle tej wody i jej poziom stale rośnie, w szybkim tempie. Niebo wokół było zachmurzone, ale nie padało, wiedziałam, że winowajcą też nie są nagłe roztopy śniegu. I wtedy nagle znów stałam z tym mężczyzną, w tym samym miejscu ,co na początku - woda w Wiśle płynęła korytem bardzo spokojnie. Powiedział do mnie "Biegnij jeśli chcesz, jeszcze zdążysz" wciąż wskazywał ręką na północ. Zaczęłam biec brzegiem na północ, tam w każdej chwili mogli utonąć ludzie (moja rodzina również tam mieszka - 40 km od Gdańska na południe). Zobaczyłam bród prowadzący przez rzekę, skrót, który był mi potrzebny. Dobiegłam może do połowy, kiedy usłyszałam odgłosy jakby strzelaniny. Zatrzymałam się i pomyślałam - nie warto. Zawróciłam i wtedy uświadomiłam sobie, że ton głosu mężczyzny wskazywał, że choćbyśmy próbowali i nie wiem, co chcieli zrobić, to na pewne zdarzenia nie mamy wpływu. Zobaczyłam przed sobą mapę północnej Polski, z zaznaczonymi terenami, które zostaną zalane przez wodę z morza, która wedrze się w głąb Wisły i rozleje na boki nawet na kilka kilometrów (zatrzyma się mniej więcej na wysokości Kwidzyna, pod wodą znajdą się również Żuławy Wiślane). Tereny położone nad morzem i nad brzegami Wisły bardzo ucierpią - zostanie zniszczona infrastruktura, pola uprawne, nie wspominając o budynkach, stratach w ludziach i zwierzętach. Niestety, nie jesteśmy w stanie temu zapobiec.”

                                                                                                  Czytelnik PIOTR





Poniżej link do artykułu w serwisie www.messing.rg.pl

http://www.messing.org.pl/artykuly,2859,wizje-na-2019---wazne-uzupelnienie.html




zwiń tekst



Niezwykłe wydarzenie na... cmentarzu żydowskim
Nie, 6 sty 2019 09:28 komentarze: 3 czytany: 3902x

[...] Chłopak mojej koleżanki z kolegami wybrali sobie  do picia wódki dość niefortunnie miejsce, mianowicie cmentarz żydowski. Działo się to w okolicy 1-2 listopada. Chłopcy siedli wieczorem na nagrobkach i pili na całego. W pewnym momencie zaczęli robić jednemu zdjęcia aparatem z telefonu komórkowego. Za tym chłopcem na zdjęciach  zobaczyli postać z wyraźną twarzą mimo, że nikt za nim .......

czytaj dalej

[...] Chłopak mojej koleżanki z kolegami wybrali sobie  do picia wódki dość
niefortunnie miejsce, mianowicie cmentarz żydowski. Działo się to w
okolicy 1-2 listopada. Chłopcy siedli wieczorem na nagrobkach i pili na
całego.

W pewnym momencie zaczęli robić jednemu zdjęcia aparatem z
telefonu komórkowego. Za tym chłopcem na zdjęciach  zobaczyli postać z
wyraźną twarzą mimo, że nikt za nim nie stał podczas robienia zdjęć.
Podobno uciekali bardzo szybko, ale ciekawe jest to, że jak poczuli się
bezpiecznie chcieli skończyć picie wódki, ponieważ mieli jeszcze  pół
butelki. Niestety okazało się że w butelce nie ma nic mimo że jest
dobrze zakręcona i cała.

Chłopcy chcieli oczywiście  zdjęcia z komórki
udostępnić innym na internecie. Niestety próby zgrania zdjęć z komórki
skończyły się spaleniem aż trzech komputerów. Chłopcy więc poddali się.
 2. Inna historia przydarzyła się grupie młodzieży wracającej nocą z
dyskoteki. Osoby te jadąc przez las zobaczyły dziewczynę stojącą przy
drodze, próbowała ich zatrzymać, ale oni nie mieli miejsca w samochodzie
więc się nie zatrzymali. Za jakieś 20-30metrów zobaczyli tą samą
dziewczynę. Zdziwili się ogromnie i trochę wystraszyli, ale było widać,
że ona bardzo chce aby się zatrzymali. Było to kilka osób więc tak
zrobili i w tym samym momencie dziewczyna  kiwnęła na nich ręką i
pobiegła w głąb lasu, młodzi ludzie podążyli za nią. za gęstwiną krzewów
ujrzeli rozbity samochód i nigdzie śladu dziewczyny. Podeszli do wraku,
aby sprawdzić co się tam wydarzyło. W środki ujrzeli malutkie, płaczące
dziecko, a za kierownicą jego matkę-martwą. To była ta sama dziewczyna,
która ich zatrzymała przy drodze. Matka mimo, że już nie żyła uratowała
własne dziecko.

Dziwna sytuacja przydarzyła się dwóm moim przyjaciółkom i siostrze
jednej z nich. Dziewczyny w lato postanowiły spędzić noc w namiocie na
podwórku sióstr. Podwórko to jest wąskie i długie a dom  postawiony
daleko od drogi. dziewczyny rozłożyły namiot między budą psa a starym
drewnianym wozem, blisko domu.Koło 2 nad ranem siostra mojej koleżanki
usnęła i wtedy zdarzyło się coś co  przestraszyło dziewczyny. Najpierw
usłyszały szczekanie psa, który reaguje w podobny sposób na wszystkich
ludzi, a za chwilę trzykrotne pukanie o deski wozu. Nagle cisza, pies  
ucichł. Za moment znów usłyszały ujadanie pieska i trzykrotne pukanie w
wóz i zmów cisza.  po chwili było wyraźnie słychać ze ktoś zbliża się do
namiotu a potem  kolejny raz trzykrotne pukanie w wóz i cisza. tym razem
pies nie szczekał. Dziewczyny porządnie się wystraszyły ale nie wyszły z
namiotu.Czekały jeszcze z godzinę nic nie się nie wydarzyło a one
usnęły. Zaznaczę, że nie mógł to być ktoś znajomy, bo nikt nie wiedział,
że dziewczyny będą w namiocie tej nocy, oprócz mamy sióstr, a wątpię
żeby poważna kobieta o 2 w nocy wstawała, aby straszyć swe córki i ich
koleżankę.






zwiń tekst



Czasami znam daty śmierci znajomych.
Sob, 5 sty 2019 11:13 komentarze: 1 czytany: 2007x

[...]Witam serdecznie. Od wielu lat spotykają mnie dziwne rzeczy. Gdy zmarła moja mama (wiedziałam już o jej śmierci 2 tyg wcześniej) rozmawiałam z nią telepatycznie przez kolejne 3 lata i czasami widziałam ją. Chodzi o to że jak coś ma się wydarzyć, a śni mi się to około godz 4 nad ranem, to później spełnia się to w przeciągu 2 tyg. Czasami znam daty śmierci znajomych. Czasami wiem jak mają komuś.......

czytaj dalej

[...]Witam serdecznie. Od wielu lat spotykają mnie dziwne rzeczy. Gdy zmarła moja mama (wiedziałam już o jej śmierci 2 tyg wcześniej) rozmawiałam z nią telepatycznie przez kolejne 3 lata i czasami widziałam ją. Chodzi o to że jak coś ma się wydarzyć, a śni mi się to około godz 4 nad ranem, to później spełnia się to w przeciągu 2 tyg. Czasami znam daty śmierci znajomych. Czasami wiem jak mają komuś coś ukraść, tylko że nie wiem komu i kiedy.

Teraz przyszedł do mnie kolega z klasy, który zmarł w zeszłym roku i prosi o pomoc. Moje pytanie brzmi, czy rozmawiając ze zmarłymi zabierają oni nam naszą energie? Chodzi o to że gdy z nimi rozmawiam, bądź są blisko mój puls spada do 44. Nie boję się śmierci, jestem z nią pogodzona. Kiedyś chciałam dowiedzieć się prawdy i spytałam mamy, prawda była bolesna wiec mama nie przyszła tylko babcia i mi to powiedziała i tak faktycznie było.

Czasami wiem niektóre rzeczy tak po prostu, że się wydarzą, że tak będzie, a gdy mąż się pyta skąd ja to niby wiem, nie umiem mu tego wytłumaczyć, po prostu wiem. Kiedyś przyszła do mnie mama, a ja byłam bardzo zmęczona, ona bardzo chciała mi coś przekazać tyle, że nadawała już na innych falach i strasznie mnie to drażniło. Powiedziałam jej, że bardzo ją kocham, ale niech przyjdzie później, to zaczęła pisać mi na suficie, a ja niestety usnęłam. Już nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć. Jak opowiadam koleżance, to ona jest przerażona, mąż podchodzi do tego sceptycznie, a ja z tym muszę żyć.

[...]






zwiń tekst



Reinkarnacja - moje wspomnienia z poprzednich żyć
Śr, 2 sty 2019 09:17 komentarze: 8 czytany: 3478x

[...] Witam,Chciałam podzielić się z załogą i czytelnikami Nautilusa częścią swoich doświadczeń reinkarnacyjnych. Część wspomnień wyszła w sesjach regresingu (niehipnotycznego), część objawiała się samoistnie;Moim najstarszym wspomnieniem/skojarzeniem, którego nijak długo nie mogłam wytłumaczyć, była myśl, jaka przychodziła mi na pogrzebach, pierwszy raz w wieku gdzieś 5-6 lat. Myśl brzmiała mniej.......

czytaj dalej

[...] Witam,

Chciałam podzielić się z załogą i czytelnikami Nautilusa częścią swoich doświadczeń reinkarnacyjnych. Część wspomnień wyszła w sesjach regresingu (niehipnotycznego), część objawiała się samoistnie;

Moim najstarszym wspomnieniem/skojarzeniem, którego nijak długo nie mogłam wytłumaczyć, była myśl, jaka przychodziła mi na pogrzebach, pierwszy raz w wieku gdzieś 5-6 lat. Myśl brzmiała mniej więcej (jest to odtworzenie, była bardziej podsycona zdziwieniem, emocją, krótsza, jak to myśl): "To nie powinno tak wyglądać; najdoskonalszą formą tego, co dzieje się z ciałem po śmierci, to jego ROZPUSZCZENIE." Kiedy podrosłam i bardziej świadomie zaczęłam analizować, zawsze mnie to moje przekonanie zaskakiwało, tzn. skąd się wzięło.
W końcu parę lat temu komuś o tym wspomniałam i ta osoba powiedziała, że kojarzy jej się to z urzeczywistnianiem tzw. tęczowego ciała w buddyzmie. Kiedy przeczytałam o tym potem w domu, okazało się, ze w 100% odpowiada to memu przekonaniu z dzieciństwa - ciało się niejako rozpuszcza (zanika, zamienia w światło), pozostają tylko włosy i paznokcie.

Mam przebłyski bardzo wielu swoich poprzednich wcieleń, byłam w nich i niewolnikami/niewolnicami, kapłanami, królem, pewnym prorokiem, kilka razy ascetą, pustelnikami, wojownikiem, żołnierzem, prostytutką, kaleką-karłem itp. Nie znam jednak wszystkich, ale te, co się łączą ze sobą, łączą się w sposób logiczny, zgodnie z powstałymi wcześniej intencjami i przekonaniami na temat własnej osoby, życia, stosunku do innych ludzi i świata.

4 ostatnie swoje wcielenia potrafię umiejscowić w czasie i przestrzeni, choć nie jest to pamięć perfekcyjna (w stylu dokładne nazwy miejscowości, imiona itp). Na ich przykładzie mogę podać, jak przekonania, pomieszanie czy emocje z poprzedniego życia mogą wpłynąć na wybór nowego wcielenia i obciążeń/darów, jakie ze sobą przynosimy. Prawdą jest, ze wybieramy swoich rodziców. Intencje nami kierujące mogą być różne: od tak drastycznych, jak chęć zemsty, poprzez różnorakie manipulacje (np.: nie chciałeś/aś mnie pokochać w innym życiu, to teraz przyjdę na świat jako Twoje dziecko i będziesz musiał/a mnie pokochać!), po najlepsze miejsce i czas na spełnienie swoich planów życiowych, swojej wybranej drogi życia (którą, nota bene, można zmienić, gdyż niekoniecznie nasz wybór przed narodzinami mógł być najtrafniejszy - w szczególności jeśli był obciążony emocjami, nieprzytomnością, czy ślepym gonieniem za jakąś osobą).

Cztery wcielenia wstecz urodziłam się mężczyzną, na pograniczu Francji i Niemiec, w dość bogatej rodzinie, k. 1905 roku; Ojciec zmarł wcześnie, chyba nawet przed moimi narodzinami, zostałem tylko z matką-wdową. Nazwała mnie Filip. Byłem niepomiernie rozpieszczany, a że przejawiałem jakiś talent plastyczny, również nadmiernie wbijany w dumę z tego powodu. Matka, opiekunki, służba cały czas mi powtarzali, że jestem malarskim geniuszem.
Dorosłem i postanowiłem zdawać do szkoły artystycznej, w której boleśnie spadłem z piedestału, na jaki wsadziła mnie matka. Okazało się, ze choć uzyskuję dobre noty, to raczej plasuję się wśród tzw. miernot. Zacząłem kręcić się wśród "złotej młodzieży", która uskuteczniała stereotyp artysty, który musi sobie wypić, by tworzyć, najlepiej w duchowych mękach. Chcąc się pozbyć statusu mamisynka (przez pierwsze miesiące w szkole zdołałem podpaść swoim zachowaniem studenckiej braci), coraz częściej chodziłem lub sam organizowałem popijawy, na których wyśmiewałem się z matki. W międzyczasie przyszedł kryzys lat 30-tych XX w., nagle okazało się, ze z majątku zostało niewiele, a matka jest chora i wymaga opieki. Byłem wówczas zakochany w jakiejś artystce kabaretowej, o pseudonimie Lola (na pewno nie było to jej prawdziwe imię), która stylizowała się na Marlenę Dietrich z filmu "Błękitny Anioł". Artystka owa, chociaż mną pogardzała, skrupulatnie wykorzystywała moją słabość do niej, z czasem zacząłem odczuwać wobec siebie pogardę, ze tak daję się jej manipulować, ale nie mogłem przestać jej ulegać. I tak zapijałem się dalej, nie trzeźwiejąc prawie nigdy, utwierdzając się w przekonaniu, żem miernota, do niczego, nawet Lola mnie nie chce ;)
Zmarła matka. Doszły wyrzuty sumienia, ze jej nie odwiedziłem, że o niej zapomniałem, ba, ze się z niej wyśmiewałem. Pogarda wobec siebie się zwiększała, uważałem, że nie jestem godzien żyć. Zapiłem się na śmierć gdzieś koło roku 1938. W międzyczasie zdołały do mojej nietrzeźwej świadomości przebić się informacje o Hitlerze i "filozofii" nazistów.

W 1939 urodziłem się jako dziewczynka w dość bogatej żydowskiej rodzinie żyjącej w Warszawie. Mieszkaliśmy (tzn. na pewno po wybuchu wojny) na ulicy Ogrodowej. Niestety, nie pamiętam nazwisk, ani imion. Rodzice starali się mnie chronić przed okropnościami wojny, ale po tym, jak powstało getto, niewiele można było. Mimo to, raczej pozytywnie wspominam ulicę Ogrodową i jej okolice. Nie żyłam długo, w wieku 4 lat zostałam zastrzelona na ulicy, chyba nie w pełni intencjonalnie, raczej była to zabłąkana kula.

Nabrałam jednak wtedy przekonania, ze nie chcę być znowu ofiarą, ze jeśli ma być jakaś wojna, to powinnam być po stronie silniejszej, broniącej; mówiąc w skrócie - miałam pewne pomieszanie w tym temacie.

W 1946 urodziłem się w farmerskiej, patriotycznej rodzinie w USA, prawdopodobnie w stanie Alabama. Na imię chyba miałem John, ale tego nie gwarantuję ;) Wzrastałem w poczuciu, że za ojczyznę trzeba walczyć, że jest to obowiązek mężczyzny, bronić kraju, kobiet i dzieci. Kiedy zaczęła się wojna w Wietnamie, miałem 19 lat i byłem pełen "patriotycznych" uczuć. Sam zgłosiłem się do wojska.
Mój patriotyzm i żołnierski idealizm rychło doczekał się weryfikacji. To nie była wojna sprawiedliwa, nie broniłem swojej ojczyzny, byłem agresorem. Uświadomiłem sobie, że nie bronię kobiet i dzieci, ja je zabijam. Przyszedł bunt, próbowałem się sprzeciwiać rozkazom pacyfikacji wiosek, tym bardziej że po chyba dwóch latach byłem podoficerem. Nie było to jednak dobrze widziane.
Nie będę rozpisywać się o szczegółach, jakie pamiętam, bo to był jednym słowem - koszmar i piekło. Coraz bardziej chciałem się stamtąd wyrwać, w końcu zostałem poważniej ranny (jakaś mniejsza rana w brzuch, no i poważne w nogi - miałem je amputowane), a moja wiara w ludzi, ludzkość leżała  i kwiczała. Do siebie czułem pogardę.
Do kraju powróciłem w nimbie weterana i bohatera, ojciec starał się mi swatać różne zacne panienki z okolicy, które chętnie by się za mnie wydały (majątek, prócz sławy bohatera wojennego, robił swoje), ja jednak nie chciałem. Uważałem, że nie jestem godzien żadnej takiej dziewczyny, a jednocześnie chyba się ich bałem - że będą czuły litość, że wyjdą za mnie tylko dla pieniędzy, ze będą wykorzystywały moje kalectwo. Zresztą - nie chciałem otaczać się ludźmi, starałem się ich unikać, przez pierwsze miesiące zamykałem w pokoju. Potem zacząłem jeździć na spotkania z kumplami-weteranami, na których piliśmy i ćpaliśmy. W międzyczasie doszedłem tez do wniosku, ze hipisi mieli rację, nie pchając się do wojska, głosząc hasła Peace and Love. Zacząłem im zazdrościć luzu, wolności (tak to postrzegałem). Okazało się tez, ze jak się wszyscy naćpamy w imię Peace&Love, to hipiski same się garną, by mnie "pocieszać". Utrwaliło się wtedy we mnie przekonanie, ze tylko taki seks jest dla mnie -że tylko  hipiski i "profesjonalistki" mogą zadawać się ze mną, i nie czuć, nie pokazywać pogardy dla mnie i dla mego ciała. Zaćpałem się i zmarłem koło 1971-72.

Obecnie urodziłam się w Warszawie w 1975 roku. Miałam spore intencje do odrzucania mnie, prowokowania, wzorce ofiary, plus do ukrywania się przed społeczeństwem. Duże pomieszanie w warstwie związków i seksualności. Poczucie niegodności, niepełnej wartościowości, szło z jak najbardziej aseksualnym ukształtowaniem ciała (wpływ na to miały też obciążenia z innych, nie opisanych tutaj wcieleń). Całe szczęście mam dość otwarty umysł, potrafię zadawać sobie pytania, analizować, chętnie się uczyłam, często wykraczając poza szkolną wiedzę. Narkotyki ani alkohol specjalnie nigdy mnie nie ciągnęły, choć parę razy zapaliłam marychę, spróbowałam raz peyotla, a na studiach zaczęłam pić alkohol (wcześniej nie). Rychło jednak mnie to znudziło, przestałam w tym widzieć sens, czy odczuwac jakąkolwiek potrzebę wpadania w takie stany nietrzeźwości. W wieku koło 17 lat miałam tzw. kryzys wiary, w związku z katolicyzmem (zbyt wiele mi tam zgrzytało). W końcu sama doszłam do wniosku, że reinkarnacja jest najbardziej logiczna, nie gryzie sie nawet z Bogiem-Miłoscią. Zawsze dostajemy szansę, by zrozumieć, pozbyć się błędnych przekonań i emocji. Na pewnym etapie robimy to i działamy w sposób wyłącznie podświadomy, nie pamiętajac świadomie wcieleń, jednak kiedy dostatecznie do tego dojrzejemy, że jestesmy w stanie to znieść i dobrze spożytkować - pamięć się uruchamia.  Mi obecnie udało się zmienić swoje intencje, życie układa się teraz coraz lepiej, także dzięki regresingowi, medytacjom, jodze, EFT i innym narzędziom, pomagającym oczyszczać, uzdrawiać i poszerzać świadomość.

pozdrawiam,
[dane do wiad. FN] (jeśli zdecydują się Państwo coś z tego publikować, to proszę na zmianę na Daimona)




zwiń tekst



Przy łóżku stał 'pan śmierć'
Pon, 31 gru 2018 06:59 komentarze: 4 czytany: 2747x

[...] W 2001 roku niespodziewanie zmarł mój mąż, był zdrowy i nikt nawet nie mógł pomyśleć, że umrze. Syn miał wtedy 12 lat. W nocy poprzedzającej smierć ojca spał z nim w jednym pokoju ale na innym łóżku. Opowiadał, ze obudził się w nocy i widział przy łóżku ojca "pana śmierć". Na pytanie jak wyglądał powiedział, ze nie wie, bo on nie miał ciała. Syn nie chciał mówić czy on coś powiedział. stwierdził.......

czytaj dalej

[...] W 2001 roku niespodziewanie zmarł mój mąż, był zdrowy i nikt nawet nie mógł pomyśleć, że umrze. Syn miał wtedy 12 lat. W nocy poprzedzającej smierć ojca spał z nim w jednym pokoju ale na innym łóżku. Opowiadał, ze obudził się w nocy i widział przy łóżku ojca "pana śmierć". Na pytanie jak wyglądał powiedział, ze nie wie, bo on nie miał ciała. Syn nie chciał mówić czy on coś powiedział. stwierdził tylko, że wiedział,ze ktoś musi umrzeć. Wtedy nie rozmawiałam z synem o szczegółach, dziś mówi ze nie pamięta, ale jestem przekonana że po prostu nie chce o tym mówić.
Myślę, że gdyby ktoś był zainteresowany tym wydarzeniem, dziś dorosły już syn mógłby o tym opowiedzieć.

[...]



I jeszcze jedna historia z naszej "ostatniej poczty".

[...] Witam, od lat zaglądam na Wasz Pokład. Zdecydowałam opisać się swoją historię do której często wracam wspomnieniami. Intryguje mnie do dziś. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego co mnie spotkało. Wydarzenie to miało miejsce gdy miałam ok 4 lat. Pamiętam to do dziś dokładnie. Spałam wtedy z mamą, w nocy przebudziłam się, księżyc świecił wprost na nasze łóżko i wtedy zobaczyłam coś dziwnego. Miałam 4 lata, nie mogłam mieć więcej, bo mój brat urodził się gdy miałam 5 lat, a pamiętam to bardzo dobrze. W rogu ściany zaczęła pojawiać się dziura, coś w rodzaju wiru, który się powiększa. I z tej dziury wyszła postać, rozmiarów dorosłego człowieka, ale pokryta była futrem, jasnobrązowym. Twarzy nie pamiętam, ale z pewnością też pokryta była futrem. Cała ta postać uśmiechała się do mnie i przypominała bardziej zwierzę, niż człowieka. Stanęła przy naszym łóżku i przyglądała się mi. Wiedziałam intuicyjnie ,że nie wyrządzi mi krzywdy, ale rozpłakałam się, mama obudziła się , a ja chciałam iść spać do taty, spał na drugim łóżku w tym samym pokoju, ale tam nie świecił księżyc i było ciemno i nie widziałam tam nikogo. Wydawało mi się tam bezpieczniej, bez tego stworu. Dziś mam 40 lat, mojej mamy już nie ma z nami, ale to zdarzenie pamiętam dokładnie. Dodam, że wychowywałam się na wsi, na mazurach, a dom w którym mieszkałam, to stary budynek ze swoją historią, bo moi dziadkowie osiedlili się w nim po wojnie, jak to w tamtych czasach było. [...]




zwiń tekst



Przeczucie na temat Tsunami w Indonezji
Nie, 30 gru 2018 12:11 komentarze: brak czytany: 1399x

[...]Jestem Waszą stałą czytelniczką od wielu lat. W moim życiu miało miejsce sporo dziwnych wydarzeń, pomyślałam, że wspomnę o ostatnim. Wieczorem 22go szukałam jakiegoś programu na popularnym serwisie Netflix i postanowiłam oglądnąć "Disaster Earth" odcinek "Mega Tsunami" o bardzo rzadkim zjawisku, kiedy to wybuch wulkanu powoduje obsunięcie się terenu do wody, co w efekcie powoduje tsunami. Mój.......

czytaj dalej

[...]Jestem Waszą stałą czytelniczką od wielu lat. W moim życiu miało miejsce sporo dziwnych wydarzeń, pomyślałam, że wspomnę o ostatnim. Wieczorem 22go szukałam jakiegoś programu na popularnym serwisie Netflix i postanowiłam oglądnąć "Disaster Earth" odcinek "Mega Tsunami" o bardzo rzadkim zjawisku, kiedy to wybuch wulkanu powoduje obsunięcie się terenu do wody, co w efekcie powoduje tsunami. Mój partner zdziwił się, że wybrała taki film w okresie świątecznym i jednocześnie dyskutowaliśmy o tym, że jest to takie rzadkie zjawisko i, że nigdy o tym nie słyszeliśmy. Po oglądnięciu programu, poszłam spać, a gdy rano się obudziłam, pierwsze co przeczytalam, to wiadomość BBB"deadly volcano tsunami hits Indonesia". Zrobiłam zrzuty ekranu bo wydało mi się to takie dziwne. Oczywiście to może być przypadek, ale miałam już tyle niewyjaśnionych przypadków w życiu, że uważam, że mam wyższą wrażliwość i odczuwam takie wydarzenia zanim się wydarzą,

Pozdrawiam 

 [...]





zwiń tekst



Demon zaplatający koniom warkocze...
Czw, 27 gru 2018 07:39 komentarze: 5 czytany: 2324x

[...] droga FN! Czy spotkaliście się ze zjawiskiem, że nieznana siła zaplata koniom warkocze? Daję głowę, że jest to prawdziwe zjawisko, a nie tylko wiejskie legendy. Na wstępie chciałbym powiedzieć że także byłem świadkiem takiej historii  w wieku 11lat widziałem u konia sąsiada takie coś powstało w nocy i było wielu świadków, w tym moja rodzina. warkocz był zapleciony tak, że nikt nie byłby.......

czytaj dalej

[...] droga FN! Czy spotkaliście się ze zjawiskiem, że nieznana siła zaplata koniom warkocze? Daję głowę, że jest to prawdziwe zjawisko, a nie tylko wiejskie legendy. Na wstępie chciałbym powiedzieć że także byłem świadkiem takiej historii  w wieku 11lat widziałem u konia sąsiada takie coś powstało w nocy i było wielu świadków, w tym moja rodzina. warkocz był zapleciony tak, że nikt nie byłby w stanie tego zrobić. Nikt! Mama kiedyś opowiadala że pewien Pan mówił jej że do jego stajni regularnie przychodziła jakaś demoniczna istota, był zły z tego powodu na tyle, że postanowił ja pilnować .

Pewnej nocy po prostu widział jak koń zaczyna chodzic krok do tylu krok do przodu i stwierdził że przyszedł ten demon  , wział bat zatoczył go w smole i ćwiekna przez konia , demon uciekł bo koń przestał chodzic . następnego dnia podobno jechał do wsi i widział młodą dziewczynę , córkę sąsiada  z czarnym paskiem odbitym na twarzy spytał ją co jej się stało odpowiedziała że nie wie , bo już się z tym obudziła .

Sąsiad powiedział o tym swojej matce ona zaś powiedziała mu że ten demon to tzw. zmora czyli dusza która nieświadomie opuszcza ciało nocą. Bardzo ciekawe są tzw. podania ludowe. Według jednej którą słyszałem podobno jeżeli ktoś ma pokolenie 6 córek w domu to 6-sta może być dotknięta tym dziwacznym fenomenem i ma jakby dwie duszę . sąsiad był tyle zdziwiony że właśnie ta młodą dziewczyna była 6 córka jego sąsiada . jeżeli chodzi o te historię jest zupełnie prawdziwa ten facet miał 80 lat jak opowiadał to mojej mamie w wieku 30lat moja mama opowiedziała mi to w wieku 50 lat więc ten facet urodził się prawdopodobnie jeszcze przed pierwsza wojna światowa . Możliwe że w tedy ludzie wiedzieli więcej o takich rzeczach a z czasem zaczęło to zanikać . Dzięki za przeczytanie tej historii

[...]




zwiń tekst



UFO w kształcie trójkąta nad Brodnicą (ok. dziesięciu lat temu)
Śr, 26 gru 2018 09:55 komentarze: brak czytany: 1157x

[...] Witam. Miałem do Państwa napisać już bardzo dawno temu. Za każdym razem kiedy wchodzę na Waszą stronę bądź z innych źródeł czytam informacje na temat NOLi miałem chęć wysłać wiadomość. Coś jednak mnie za każdym razem powstrzymywalo. Tym razem pomyślałem że w końcu się przelamne. Otóż historia która dziala się już dawno temu bardzo utkwila mi w pamięci.Jak wspomnialem zdarzyło się to już dość.......

czytaj dalej

[...] Witam. Miałem do Państwa napisać już bardzo dawno temu. Za każdym razem kiedy wchodzę na Waszą stronę bądź z innych źródeł czytam informacje na temat NOLi miałem chęć wysłać wiadomość. Coś jednak mnie za każdym razem powstrzymywalo. Tym razem pomyślałem że w końcu się przelamne. Otóż historia która dziala się już dawno temu bardzo utkwila mi w pamięci.
Jak wspomnialem zdarzyło się to już dość dawno i nie pamiętam dokładnej daty. Na pewno był to sierpień ale którego roku to już ciężko powiedzieć. Podejrzewam iż był to rok 2003 albo 2004. Samo zdarzenie pamiętam dokładnie. Cała sytuacja działa się gdy chodziłem jeszcze do gimnazjum. Druga bądź trzecia klasa. Miałem dobrego towarzyszą wspólnych spotkań z którym często przesiadywalismy w parku na takie koło fosy Zamku Krzyżackiego, a właściwie jej wieży. Praktycznie każdego dnia wieczorami przesiadywalismy tam i rozmawialiśmy. Któregoś późnego popołudnia zaobserwowalismy coś czego zupełnie się nie spodziewaliśmy.

Ciężko jest mi do tej pory uwierzyć w to co widzieliśmy ale to prawda! Otóż siedząc sobie na owej tamie i mając przed sobą rzekę Drwęce zauważyliśmy, że z naszej tylnej prawej strony (od strony policji) przelatuje naprawdę duży obiekt. Pamiętam jakby było to wczoraj. Pogoda byla naprawdę wspaniała. Bezchmurne niebo. Bardzo ciepło. Robiło się delikatnie szaro. Jak już wspomniałem wcześniej to coś przelatywalo do nas od tyłu że skosa.

Obiekt ten wydawał się naprawdę wielki, ciężko powiedzieć jak byl duży gdyż ciężko było określić jego wysokość. Tak czy siak zakrywal naprawdę kawał nieba. Kształt miał trójkątny i był czarny (niebo robiło się delikatnie szare i mozna było spokojnie odróżnić kolor). Na każdym trzech rogów miał światło. Nie były to światła na tyle mocne że razily w oczy lecz całkiem intensywne i jednostajne. Koloru raczej białego. Pojazd ten przesuwal się bardzo powoli, sama obserwacja trwała ok. 2min. Przemieszczal się w stronę do której wcześniej byliśmy zwróceni. Po czym nagle zniknął. Pamiętam, że w trakcie obserwacji jeszcze śmiałem się do kolegi że leci bombowiec B2 gdyż leciał w stronę jednostki wojskowej. Sama obserwacja w zadnym stopniu nie budziła w nas niepokoju. Raczej staraliśmy się sobie w jakiś sposób wytłumaczyć to co widzieliśmy. W całej historii ciekawe jest to że po jakimś roku z kolegą straciliśmy tak dobry kontakt. Po wielu latach utraconej znajomości spotkaliśmy się w zeszłym roku. Z ciekawości zapytałem go czy pamięta to co widzieliśmy. Ten potwierdził obserwacje.
Trochę ułożyło mi że w końcu do Państwa napisałem. Najwyraźniej ciazylo mi to zdecydowanie za długo. W razie chęci kontaktu pozostawiam swój nr tel. [...] i dane osobowe [....]. (dane bardzo bym prosił tylko dla redakcji). Pozdrawiam.

p.s.

Przepraszam że jeszcze raz pisze ale przez słownik wprowadziły mi się pewne błędy których wcześniej nie zauważyłem. Głęboko liczę na to że może ktoś jeszcze z Brodnicy albo okolic zauważył to samo co my i kontaktował się.z Państwem. W razie gdybyście mieli takie informacje proszę o odpowiedź. Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam




zwiń tekst



STRONA
1 12 13 14 15 16 17 18 50 69
Strona 15 / 69

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN [...] Pamiętam (jestem z tamtych czasów:) Układ Warszawski - ZSRR - USA i ten ichniejszy wyścig zbrojeń jak te dwie potęgi USA - Związek Radziecki prześcigały się kto wymyśli bardziej śmiercionośną broń. To było 40-50 lat temu, co mamy teraz? Jeszcze większy wyścig zbrojeń który przeniósł się już nawet w przestrzeń kosmiczną.. A więc Gwiezdne Wojny jako film realizuje się na prawdę. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Śr, 19 luty 2020 11:11 | Dzień dobry , Dziś w godzinach wieczornych około 19 , widziałam na niebie dziwny świecacy punk na zachodzie. Z poczatku myslalam że to Syriusz ale wydawal sie byc za nisko. Z zaciekawieniem obserwowalam ta pseudogwiazde okolo 30 min i zauwazylam ze zmienila polozenie o kilka centymetrow ( w moim ) odniesieniu. Świeciła jasnym światłem [...]

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 26 grudnia 2019 | Tragedią naszej planety są religie, gdyż religia opiera się na wierze, a sprawy związane z duchowością są wiedzą. Ale i tak jest gorzej, gdyż dogmaty głównych religii są całkowicie fałszywe i przekonują ludzi, że Ziemia jest tylko przystankiem w drodze do raju.

czytaj dalej

FILM FN

KRZYSZTOF JACKOWSKI RZUCIŁ PALENIE!

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.