Dziś jest:
Niedziela, 19 września 2021

'Nie bój się. Nie masz powodu, żeby się bać. Nie zamierzamy was skrzywdzić. Chcemy przeprowadzić tylko kilka testów. Kiedy je skończymy, odprowadzimy cię z Barneyem do waszego samochodu. Wkrótce będziecie z powrotem w drodze do domu.'
Słowa, który powiedziała jedna z obcych istot podczas CE III z UFO Betty i Barneya Hillów 19 września 1961 roku

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Ogniste, czerwone kule!
Wt, 8 maj 2018 09:30 komentarze: brak czytany: 5576x

„Ogniste, czerwone kule” – tak zwykł określać je mój dziadek. W okresie przed II wojną światową, przez jakiś czas mieszkał on ze swoją ciotką (siostrą ojca) i jej mężem. Byli życzliwymi ludźmi i mogąc zaoferować mu dogodniejsze warunki życia i kontynuowania edukacji, przygarnęli go do siebie. Wujek był Żydem, a za to, że związał się z ciotką, został wykluczony ze swojej społeczności, wydziedziczony.......

czytaj dalej

„Ogniste, czerwone kule” – tak zwykł określać je mój dziadek. W okresie przed II wojną światową, przez jakiś czas mieszkał on ze swoją ciotką (siostrą ojca) i jej mężem. Byli życzliwymi ludźmi i mogąc zaoferować mu dogodniejsze warunki życia i kontynuowania edukacji, przygarnęli go do siebie. Wujek był Żydem, a za to, że związał się z ciotką, został wykluczony ze swojej społeczności, wydziedziczony i bezwarunkowo odrzucony przez swoją rodzinę. Przeszedł na katolicyzm, zmienił nazwisko, ożenił się z ciotką i został całkowicie zaakceptowany przez jej bliskich. Dziadek zawsze wypowiadał się o nim bardzo ciepło i z dużym szacunkiem. Co gorsze, jego własna rodzina przypomniała sobie o nim później, w trakcie aresztowania przez Niemców, przed wywózką do obozu, podpowiadając, że mają syna, który mógłby się zabrać tam z nimi.
Na szczęście wówczas udało się go skutecznie ukryć. Zginął jednak później, tuż przed końcem wojny, na progu swego własnego domu – zabity wcale nie przez Niemców, ani nie przez Rosjan...

To co opiszę zdarzyło się na krótko zanim miały miejsce wszystkie te tragiczne wydarzenia. Któregoś letniego wieczoru, kiedy w domu robiło się już ciemno i wszyscy szykowali się do snu, po pokoju zaczęły energicznie przemieszczać się w różnych kierunkach „ogniste, czerwone kule”. Dziadek opowiadał, że ten widok go tak zaszokował, że automatycznie wycofał się w najdalszy kąt i ze strachu nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Potem zamarł w bezruchu i tylko przyglądał się niespotykanemu zjawisku. Ciotka zareagowała zgoła odmiennie.

Dziadek zawsze powtarzał, że była niezwykle odważną kobietą. Żałuję, że nie miałam okazji jej nigdy poznać, bo umarła przed moim urodzeniem. Być może hart ducha odziedziczyła po swojej matce, która pół życia spędziła „składając” ludzi z bliższej i dalszej okolicy, którzy ze złamaniami, ranami czy kontuzjami ściągali do niej. Dziadek opowiadał, że jego babka zawsze miała ręce pełne roboty, bo oprócz normalnych obowiązków, dochodziły jeszcze te – pomagała ludziom bezinteresownie.
Ciotka, jak relacjonowała mu później, postanowiła, że nie będzie się bać we własnym domu i że musi sprawdzić co to jest. Zdecydowała więc, że to „złapie” a przynajmniej dotknie. I udało jej się to...

Według dziadka całe zjawisko, przeciągało się. Być może przez szok jakiego doznał – wydawało mu się, że czas się na chwilę zatrzymał. Jednak kule w końcu zniknęły, a ciotce po wszystkim zostały tylko poważnie poparzone dłonie. Na szczęście jej matka, babka dziadka, jakoś sobie z tymi ranami poradziła swoimi sposobami. Myśląc czasami nad zjawiskiem, które akurat wtedy miało tam miejsce, najbardziej przychylam się do tego, że był to piorun kulisty. Ale pewności nie mam.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



OOBE i... dziwna postać, która przeszła przez ścianę
Nie, 6 maj 2018 03:56 komentarze: brak czytany: 5973x

Dobry wieczór NautilusieNa wstępie chciałbym pozdrowić całą załogę oraz kapitana okrętu. Dziękuję jeszcze raz że jesteście i za to że zmieniliscie moje życie na lepsze.Mija właśnie rok od kiedy nie piję alkoholu również dzięki Wam;) Pisze do Was w sprawie mojego kolegi który jest człowiekiem normalnym nie fantazjującym. Dziś opowiedział mi coś na wspólnym małym grillu coś o sobie a mianowicie.......

czytaj dalej

Dobry wieczór Nautilusie

Na wstępie chciałbym pozdrowić całą załogę oraz kapitana okrętu. Dziękuję jeszcze raz że jesteście i za to że zmieniliscie moje życie na lepsze.Mija właśnie rok od kiedy nie piję alkoholu również dzięki Wam;)

 Pisze do Was w sprawie mojego kolegi który jest człowiekiem normalnym nie fantazjującym. Dziś opowiedział mi coś na wspólnym małym grillu coś o sobie a mianowicie o wychodzeniu ze swojego ciała w momencie zasypiania,które towarzyszy mu od 15roku życia a ma już lat ponad 40.


Opowiada,  jakie to "uczucie" kiedy się wychodzi z ciała opisał to tak ze samo wyjście z ciała zaczyna się szumem usznym które się nasila I czuję jak spada tętno w tym samym momencie a właściwie zatrzymuje się serce... W jeden chwili znajduje się ponad sufitem jednocześnie  widzi siebie z góry i z dołu nie potrafi tego opisać słowami tego widzenia ponad przestrzennego,kiedy kończy mówi że samo wejście jest dość ciasne w swoje ciało.

Jak już widział że nie uważam jego za wariata i się nie śmieje z tego opowiedział ze widzi duszę zmarłych ludzi ze wierzy w reinkarnacje ja mu powiedziałem że to nie wiara a wiedza zresztą po chwili się zgodził ze mną ,zresztą sama Fundacja tak uważa z której wziąłem przykład na temat wiedzy a nie wiary w reinkarnacje.

Opowiedział historię kiedy to siedział z kolegą w salonie i grali na gitarach i śpiewali, nagle w jednym momencie około kominka wyszła postać Tak jakby ze ściany się pojawiła widzieli to we dwójkę więc szansa że to się wydaje to mała, postać szła przez salon spoglądając rozmazana twarzą w ich stronę następnie usiadła na fotelu przyglądając się co robią... Powiedzieli tylko do siebie czy ty widzisz to samo co ja.. odpowiedź padła - tak. Nie wiedza kiedy a duszek rozszedl się w powietrzu.

Dobrej nocy i ciepłej majówki.

[dane do wiad. FN]






zwiń tekst



Topiłam się, umierałam i żegnałam z życiem, a wtedy usłyszałam głos 'to jeszcze nie jest twój czas'
Nie, 6 maj 2018 03:48 komentarze: 2 czytany: 4628x

Miałam wtedy około dziesięciu lat tak samo jak p.Piotr. Z przyjaciółmi wybraliśmy się nad rzekę, ja byłam pod opieka mojego starszego brata, pływaliśmy i bawiliśmy się świetnie ja ze chciałam trochę od nich odpocząć odpłynęłam dalej i w tedy to się stało - zaczęłam się topić. Byłam w takim miejscu ze nikt mnie nie widział, próbowałam się wynurzyć ale nie udało się. Pamiętam mułowate dno i zdałam .......

czytaj dalej

Miałam wtedy około dziesięciu lat tak samo jak p.Piotr. Z przyjaciółmi wybraliśmy się nad rzekę, ja byłam pod opieka mojego starszego brata, pływaliśmy i bawiliśmy się świetnie ja ze chciałam trochę od nich odpocząć odpłynęłam dalej i w tedy to się  stało - zaczęłam się topić. 

Byłam w takim miejscu ze nikt mnie nie widział, próbowałam się wynurzyć ale nie udało się. Pamiętam mułowate dno i zdałam sobie sprawę ze to juz dla mnie koniec i umrę, nawet zaczęłam się modlić. Nie wiem ile to wszystko mogło trwać w każdym bądź razie nagle znalazłam się w dużej szarej jaskini(przynajmniej tak to pamiętam) unosiłam się i czułam się bardzo szczęśliwa, tego uczucia nie da się opisać byłam lekka i taka wolna przestałam się bać.

A teraz najciekawsze - zobaczyłam tak jakby film z mojego życia dobre i złe rzeczy które zrobiłam(może miał to być rachunek sumienia?). Pamiętam dokładnie ostatnia z tych złych rzeczy - teraz to mnie bardzo śmieszy a mianowicie był to spalony przeze mnie garnek mojej mamy,który zakopałam w ogródku żeby się o tym nie dowiedziała.

Po tym wszystkim zobaczyłam światło i przemieszczałam się w jego kierunku-niestety do światła nie mogłam się dalej dostać, pisze niestety bo czułam się niesamowicie dobrze. Jakiś głos kobiety powtarzał "Jeszcze nie twój czas" i zaczęło mnie ściągać w dól.

Ocknęłam się w wodzie złapałam jakiś korzeni i wyszłam, możecie sobie wyobrazić w jakim byłam szoku wszystko dokładnie pamiętałam co widziałam i co czułam. Schowałam się żeby nikt mnie nie widział, trzęsłam się bardzo i musiałam jakoś dojść do siebie, żeby móc pokazać się bratu.

Oczywiście nikomu o tym nie powiedziałam, bałam się ze mnie wyśmieją i bałam się tez konsekwencji ze pływałam sama. Dopiero po jakiś trzech latach przeczytałam o podobnych historiach wtedy kamień spadł mi z serca - były jeszcze osoby które przeżyły to co ja. Po tym wydarzeniu byłam (przez jakiś czas :-)wzorowym dzieckiem. Zdawałam sobie sprawę, ze od tego jaka jestem na ziemi zależy gdzie trafie po śmierci i oczywiście przyznałam się mamie co stało się z garnkiem.
Ten głos kobiety był niesamowity nawet po 18 latach pamiętam go bardzo dokładnie a chciałam jeszcze powiedzieć ze po paru miesiącach słyszałam go jeszcze raz. Wracałam ze szkoły przechodziłam przez ulice na poboczu zaparkowany był autobus tuż za zakrętem, wiec drogi nie było widać dobrze. Gdy byłam już na jezdni ktoś zawołał mnie po imieniu, odwróciłam się i nikogo nie było, w tym momencie metr ode mnie przejechała bardzo szybko ciężarówka. Jestem przekonana ze to był ten sam głos kobiety, dzięki niej zatrzymałam się i uniknęłam ponownie śmierci. Pozdrawiam Was bardzo gorąco i dziękuję ze prowadzicie Nautilusa. Ola




zwiń tekst



Gęsta, przerażająca mgła...
Czw, 3 maj 2018 23:00 komentarze: 1 czytany: 4486x

Droga fundacjo..Jestem waszym stałym bywalcem, strony fundacji są jedną z pierwszych stron, które otwieram po włączeniu komputera...Postanowiłem więc do was napisać i podzielić się najdziwniejszą historią jaka mnie spotkała..Pisaliście kiedyś o mgłach, które wychodzą jedyne na zdjęciach, a w rzeczywistości ich nie widać, mi się zdarzyło coś podobnego, ale jednak były pewne różnice, ale o tym opowiem.......

czytaj dalej

Droga fundacjo..

Jestem waszym stałym bywalcem, strony fundacji są jedną z pierwszych stron, które otwieram po włączeniu komputera...
Postanowiłem więc do was napisać i podzielić się najdziwniejszą historią jaka mnie spotkała..

Pisaliście kiedyś o mgłach, które wychodzą jedyne na zdjęciach, a w rzeczywistości ich nie widać, mi się zdarzyło coś podobnego, ale jednak były pewne różnice, ale o tym opowiem z trakcie..




Historia ta zdarzyła się 17 grudnia 2006 roku...

Pojechaliśmy z grupą znajomych na wycieczkę do Wiednia gdzie zabrała nas nauczycielka od niemieckiego z naszej szkoły... Miała tam sporo znajomych i powiedziała, żebyśmy się zebrali i jak chcemy to ona nas zabierze, więc pojechaliśmy w sumie było nas kilkanaście osób.
Wyjazd był cudowny, ale do rzeczy... dojechaliśmy na miejsce dzień wcześniej niż wszystko się wydarzyło... Przy kolacji właściciele Hotelu, w którym się zatrzymaliśmy (mieliśmy okna z widokiem na cały Wiedeń, bo mieszkaliśmy na górce, zresztą już w Alpach) opowiedzieli nam historię lasów, w okolicy których mieszkaliśmy... Była to typowa historia biwakowa o nawiedzonym lesie opowiedziana tylko po to, żeby stworzyć klimat.. XD

Nawet już dokładnie nie pamiętam o czym była.. no w każdym razie chodziło o to, że te lasy są nawiedzone i że zdarzają się tam różne dziwne rzeczy... Oczywiście jak to zwykle bywa po takich opowieściach, poszliśmy w kilka osób do tego lasu... Był wieczór (a właściwie już noc, bo przypominam, był koniec grudnia) a my w cudownych humorach poszliśmy na podbój nawiedzonego lasu...

Była to naprawdę piękna noc.. gwiazdki świeciły, było ciepło, jednym słowem pogoda była wspaniała... Weszliśmy do lasu (oczywiście miałem ze sobą aparat) i zaczęliśmy sobie żartować, śmiać się, strzelać głupie fotki.. humory nas nie opuszczały (co zresztą nie jest dziwne, gdy jest się w gronie przyjaciół)... I wszystko było pięknie aż do pewnego momentu... Trafiliśmy w lesie na starą, malutką chatkę... właściwie to przypominała schowek na narzędzia. Przed chatką było wypalone okrągłe miejsce (wyglądało jakby ktoś palił tam ognisko).

W cały czas tak samo doskonałych nastrojach stwierdziliśmy, że na pewno to jest chatka pustelnika i w tym wypalonym miejscu spalał on ciała zamordowanych (Blair Witch Project? ;)) i Agata (jedna z moich koleżanek, która była tam z nami), postanowiła, że ona będzie przeskakiwała nad tym miejscem a jej zrobię jej w tym czasie zdjęcie... No i na zdjęciu oprócz Agaty wyszło jeszcze coś... Dziwny biały obłok dokładnie nad wypalonym miejscem... Przestraszyliśmy się trochę, ale w sumie jeszcze nie aż tak bardzo... w końcu to tylko obłoczek.. No niestety potem nie było już tak różowo...

Przeszliśmy kilka kroków i pstryknąłem zdjęcie w las... To co na nim wyszło przeraziło nas.. od tego momentu nie było już nam do śmiechu.. Wcześniej, dziwne białe kształty pokazywały się tylko na fotkach, jednak po niezbyt długim czasie zaczęła nas otaczać dziwna mgła.. (nie muszę chyba mówić, że się zgubiliśmy, na szczęście las nie był aż tak duży i trafiliśmy potem do hotelu) Mgła ta na początku przypominała najzwyklejszą mgłę... trochę tylko dziwnie układała się w takie jakby obłoczki... Jednak dziwne w niej było to, że podpływała do nas ze wszystkich stron.. nie z jednej jak to zwykle bywa, tylko dookoła zaczynało się robić biało... mgła podeszła do nas na odległość około 3 metrów i bardziej się już nie zbliżała, za to robiła się coraz gęstsza...

Uczucie było niesamowite.. i nie był to tylko strach, ale także pewna fascynacja tym, co się wokół nas dzieje... wyglądało to tak, jakbyśmy byli w jakiejś szklanej kopule, a wokół niej mgła.. była ona gęsta jak mleko i można było w nią włożyć rękę i dotknąć (nikt się jednak nie odważył, czego trochę teraz żałuje). Staliśmy tak przez kilka minut totalnie sparaliżowani, ale w końcu zaczęliśmy iść.. najpierw powolutku, potem coraz szybciej, mgła ruszyła z nami, ale po chwili się zaczęła rozmywać i gdy wybiegaliśmy z lasu w stronę hotelu już jej nie było... Przerażeni weszliśmy do hotelu i niemalże wpadliśmy na gospodarzy... widząc nasze miny powiedzieli tylko: Byliście w lesie..?

Pozdrawiam serdecznie,
[dane do wiad. FN]



I jeszcze jedna wiadomość "z ostatnich godzin"

[...] Witam.
Przed chwilą spotkało mnie coś dziwnego przez co nie mogę zasnąć. Nie mam pojęcia czy dane zjawisko ma coś wspólnego z państwa badaniami ale nie zaszkodzi zapytać. Otóż o 23.35 obudził mnie hałas przypominający iskrzenie (Jak w piecykach bądź zimne ognie trudno powiedzieć do czego podobny) mojego 15sto miesiecznego syna również to rozbudzilo. Usiadłam na łóżku w celu zlokalizowania źródła dźwięku i zobaczyłam na ścianie na przeciw okna migajace biało- niebiesko- czerwone światełka ukladajce się w kręgach toczace koła.

Chwilę po tym jak je zlokalizowalam i źródło dźwięku i światła zniknęło. Najdziwniejsze dla mnie był o to że dźwięk nie pochodził zza okna tylko jakby z tego światła. Czy słyszeli Państwo kiedyś o czymś podobnym? Co to mogło być?



zwiń tekst



Dzieci widzą aurę
Pon, 30 kwi 2018 08:43 komentarze: brak czytany: 6981x

‘Mamo ten pan jest czarny! Bardzo sie go boję!’ krzyknął mój trzyletni wtedy synek. ‘Kochanie ten pan jest biały‘, odpowiedziałam. ‘On jest czarny tak dookoła‘, usłyszałam.  Wtedy zrozumiałam, że moje dziecko zobaczyło czarną aurę tego człowieka. A czarna aura zazwyczaj oznacza złą osobę.Jest pewne, że już kilkumiesięczne dzieci widzą aurę. Wyraźnie reagują na obcych ludzi; pozytywnie lub negatywnie.......

czytaj dalej

Mamo ten pan jest czarny! Bardzo sie go boję!’ krzyknął mój trzyletni wtedy synek. ‘Kochanie ten pan jest biały‘, odpowiedziałam. ‘On jest czarny tak dookoła‘, usłyszałam.  Wtedy zrozumiałam, że moje dziecko zobaczyło czarną aurę tego człowieka. A czarna aura zazwyczaj oznacza złą osobę.


Jest pewne, że już kilkumiesięczne dzieci widzą aurę. Wyraźnie reagują na obcych ludzi; pozytywnie lub negatywnie. Czasami przyglądają się z uśmiechem, czasem z przerażeniem. Moi synowie nazywali mijane osoby kolorami ‘zielona pani’, ‘pan jasno czerwony’, osoby były też kolorowe, szare albo czarne. Teraz, jako nastolatkowie, niestety nie posiadają już tej zdolności.

I tak sobie pomyślałam ostatnio, że widzenie aury przez wszystkich dorosłych już ludzi byłoby bardzo pożyteczne. Moglibyśmy wtedy nasze osądy oprzeć na faktach; czy ta osoba jest dobra, czy zła. A nie na tym, czy to jest Ukrainiec, Arab, Żyd, Warszawiak albo Ślązak, czy Czarny, Żólty, Skośnooki.... Lista jest nieograniczona. Dzielimy ludzi ze wzgledu na ich kolor skory, wyznanie, miejsce zamieszkania, majątek albo jego brak. Ziejemy przy tym nienawiścią jak smok wawelski.

 ''Ludzi należy dzielić na dobrych i złych. Rasa, pochodzenie, religia, wykształcenie, majątek – nie mają żadnego znaczenia. Tylko to, jakim kto jest człowiekiem'' - powiedziala Irena Sendlerowa, polska Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, która w czasie okupacji uratowała od zagłady ok. 2,5 tys. żydowskich dzieci....

Może skoro nie widzimy aury, warto sobie po prostu zadać pytanie, czy ten czlowiek jest dobry, czy zły. Jeśli nie wiemy, dajmy sobie czas na poznanie danej osoby. I wyraźmy opinię po jakimś czasie. Bo osądzając kogoś według jego pochodzenia, po prostu go krzywdzi i rani.

Mieszkając za granicą, też przyklejane mi są różne etykietki i proszę mi wierzyć, nie są one miłe. To boli. Warto więc traktować innych w taki sam sposób, w jaki chcielibyśmy, żeby i nas traktowano.

[dane do wiad. FN]


 



zwiń tekst



Czy to był powrót ducha ukochanego psa?
Sob, 28 kwi 2018 03:46 komentarze: 1 czytany: 4167x

[...] Szanowna Redakcjo,Powody napisania mojego  listu do Państwa  są dwa, po pierwsze BARDZO WAM DZIĘKUJĘ że JESTEŚCIE, bo dzięki waszej pracy ludzie tacy jak ja , chcący spoglądać troszkę szerzej  na świat  i nasze istnienie nie czują się wyobcowani  czy wręcz zdziwaczali. Po drugie chciałabym podzielić się zrobionymi  prze zemnie zdjęciami. Pierwsze zdjęcie dotyczy.......

czytaj dalej

[...] Szanowna Redakcjo,
Powody napisania mojego  listu do Państwa  są dwa, po pierwsze BARDZO WAM DZIĘKUJĘ że JESTEŚCIE, bo dzięki waszej pracy ludzie tacy jak ja , chcący spoglądać troszkę szerzej  na świat  i nasze istnienie nie czują się wyobcowani  czy wręcz zdziwaczali. Po drugie chciałabym podzielić się zrobionymi  prze zemnie zdjęciami. Pierwsze zdjęcie dotyczy ujęcia  w lesie (nr 9) , na którym coś widzę ale nie jestem pewna co …czy tylko sobie dorabiam?

Pozostałe zdjęcia są związane z odejściem mojego ukochanego owczarka ,taka terapia zaaplikowana przez siostrę , która  poradziła mi robić zdjęcia: „a jak będą orbs, to znaczy że on wciąż jest z tobą”. I były, prawie zawsze uchwycone w okolicy mojego drugiego psa, tak jakby nadal  się z nim bawił…(zdjęcie nr 6 i 7).Ale oprócz wielu orbs, szczególnie kiedy było mi wyjątkowo smutno i  mówiłam do mojego utraconego przyjaciela o swojej  tęsknocie , na zdjęciach pojawiły się „dymki, chmurki….” Np. zdjęcie 1, 2, 3 zrobione w tej samej minucie, muszę jeszcze dodać, że jak  „klikałam” zdjęcie nr 1 to miałam fizyczne uczucie jakby w tej sekundzie zmieniła się gęstość powietrza , taki swoisty ucisk. Pozostałe zdjęcia podobna geneza i choć może tak wyglądać to podczas robienia zdjęcia nr 8 śnieg prószył bardzo delikatni i nie było wiatru.,

Serdecznie pozdrawiam

[dane do wiad. FN]


/zdjęcie przysłane przez naszą czytelniczkę poniżej/










Pięknie dziękujemy za opis i przysłane zdjęcia. Absolutnie wiemy o tym, że duchy naszych "mniejszych braci" powracają do nas po swojej fizycznej śmierci - przygotowujemy o tym oddzielny tekst. Zdjęcia tzw. tajemniczej mgły są o tyle ciekawe, że z naszego doświadczenia wynika, że to zagadkowe i wykazujące inteligencję zjawisko potrafi na przykład formować ludzkie lub inne twarze. Fragment jednego ze zdjęć wskazuje, że tak mogło być także w tym przypadku (poniżej).





zwiń tekst



UFO POJAWIŁO SIĘ NAGLE I WYSTRZELIŁO W GÓRĘ Z NIEWIARYGODNĄ PRĘDKOŚCIĄ
Czw, 26 kwi 2018 07:27 komentarze: brak czytany: 4172x

[...] Chciałbym opisać dziwne zjawisko które zaobserwowałem 17 lipca 2003 roku około godziny 20.45 w małym miasteczku koło Poznania. Kiedy wyjrzałem przez okno (z którego widok rozpościera się w kierunku północno - wschodnim) zauważyłem na niebie (na wysokości ok. 500 m) jasną pomarańczową kulę wielkości gwiazdy obserwowanej gołym okiem w nocy, ale możliwość iż jest to ciało niebieskie wykluczyłem.......

czytaj dalej

[...] Chciałbym opisać dziwne zjawisko które zaobserwowałem 17 lipca 2003 roku około godziny 20.45 w małym miasteczku koło Poznania. Kiedy wyjrzałem przez okno (z którego widok rozpościera się w kierunku północno - wschodnim) zauważyłem na niebie (na wysokości ok. 500 m) jasną pomarańczową kulę wielkości gwiazdy obserwowanej gołym okiem w nocy, ale możliwość iż jest to ciało niebieskie wykluczyłem ponieważ było jeszcze za jasno a niebo było pochmurne. Z zaciekawieniem obserwowałem ten obiekt przez ok. 15 minut, po tym czasie zaczął powoli przemieszczać się w kierunku północno - zachodnim, z początku wolno, z czasem zaczął przyśpieszać a po ok. 1.30 min. zupełnie zniknął, zupełnie jakby się rozpłynął w powietrzu. Możliwość iż był to np. śmigłowiec z jakąś lampą umieszczoną na dziobie także wykluczam ponieważ obiekt był stosunkowo mały i nie słyszałem żadnych dźwięków wskazujących na pracę silnika. Obiekt pasował do opisów "świetlistych kul" pojawiających się na polach na których na następny dzień znajdowano piktogramy, aczkolwiek nie zanotowano pojawienia się na pobliskich polach żadnych piktogramów.                                                                                                                                                                            

Z poważaniem [dane do wiad. FN]


Poniżej jeszcze jedna relacja o dawnej obserwacji UFO, która przyszła na pokład okrętu Nautilus 24 kwietnia 2018. /pięknie dziękujemy za ciepłe słowa pod naszym adresem!/



Witam
Od jakiegoś czasu jestem Waszą czytelniczką. Wykonujecie fenomenalną pracę i bardzo ciekawą. Długo zastanawiałam się czy poinformować Was o jednorazowym wydarzeniu którego świadkiem był mój mąż. Jest on ode mnie o 19 lat starszy i nie potrafi obsługiwać komputera więc siłą rzeczy robię to ja. Było to zjawisko na tyle nietypowe że zapadło ono w pamięć.
Był czerwiec 2013 roku, Gdańsk.
Mój mąż ma problemy ze snem i często budzi się w nocy i schodzi na papierosa. Tej nocy było wyjątkowo ciepło dlatego zdecydował się wyjść na taras (domek szeregowy). Była 2.00 w nocy. Siedział w ciemności (fotel skierowany na południe) przy blasku księżyca. Po jakimś czasie wysoko na czarnym niebie nadleciał z lewej strony z niewyobrażalną prędkością obiekt który na ułamek sekundy zatrzymał się w miejscu i wystrzelił pod kątem prostym w górę gdzie zniknął.

Wszystko trwało dosłownie sekundy zarówno jego pojawienie się jak i zniknięcie. Był na tyle wyraźny że mąż zdawał sobie sprawę iż jest to nienaturalny obiekt. Natomiast nagła zmiana kierunku w górę pod kątem prostym oszołomiła go. Nie jest to może sensacyjna opowieść ale dała nam dużo do myślenia. Teraz obydwoje jesteśmy otwarci na temat UFO. Pozdrawiam serdecznie całą załogę Nautilusa.
[dane do wiad. FN]
PS Podaję również numer telefonu męża jeśli byłaby potrzeba potwierdzenia opowieści. :)


     
                                                                                                                                                                                   



zwiń tekst



Pakt z diabłem
Śr, 25 kwi 2018 11:51 komentarze: 1 czytany: 5699x

[...] Cześć, jestem słuchaczem programów radiowych, no może nie tak do końca radiowych , bo odsłuchuję te programy z Waszej strony, tak jest dla mnie lepiej , bo w sobotę nie zawsze można przysiąść i posłuchać.    Mam taką historię, którą każdy by raczej za bajkę wziął, no ale to w końcu rodzinna historia, opowiedział mi ojciec, a jemu jego ojciec, mój dziadek, który umarł przed moimi.......

czytaj dalej

[...] Cześć, jestem słuchaczem programów radiowych, no może nie tak do końca radiowych , bo odsłuchuję te programy z Waszej strony, tak jest dla mnie lepiej , bo w sobotę nie zawsze można przysiąść i posłuchać.
    Mam taką historię, którą każdy by raczej za bajkę wziął, no ale to w końcu rodzinna historia, opowiedział mi ojciec, a jemu jego ojciec, mój dziadek, który umarł przed moimi narodzinami , wiec znam go tylko ze zdjęć. Dziadek służył w Legionach Piłsudskiego, został wzięty do niewoli i wywieziony na Syberię, jednak wrócił do ojczyzny po jakimś czasie.
We Władywostoku się znalazł, tam dojechał,  chciał stamtąd uciec przez Chiny do kraju, lecz w rezultacie dojechał przez Rosję na Węgry i do Polski, można było wtedy jeździć tylko jedną strację na zachód , więc ta droga do ojczyzny była długa. Wysiadał ciągle z pociągu i czekał na następny pociąg, był zaopatrzony w suche mięso i suchy chleb.

    We Władywostoku pracował u młynarza, młynarz miał psa, zauważył dziadek , że ten pies nic nie je, nie szczeka nawet, był mały i czarny i tylko wparuje się we wszystkich a najwięcej w niego.
    Kiedyś siedział z domownikami w pokoju, wtem młynarz powiedział , że musi iść, bo ktoś kradnie mu ziarno. Młynarz wszedł do młyna , i rzeczywiśćie ktoś ładował ziarno do worka, był to siąsiad. Młynarz powiedział by  worek  wziął  i stanął w kącie z nim, tak też zrobił , stał tak przez długi czas, nie mógł się ruszyć, stał jak sparaliżowany, stał tak długo,po jakimś czasie młynarz powiedział , by wysypał ziarno i poszedł stąd, żeby już nigdy tu nie wrócił.

      Dziadek się bardzo zdziwił, skąd młynarz wiedział , że ktoś jest w młynie, że go ktoś okrada. Młynarz mu powiedział, że ma pakt zawarty z diabłem, dlatego wie. Dziadek powiedział, że chciałby zobaczyć diabła, na to młynarz, że nie bo jakby go zobaczył, to by od razu umarł ze starachu, ale dziadek na to, że jeśli będzie wiedział że to diabeł, to nie przestraszy się.
      Kiedyś dziadek pracował w młynie , jak codzień i zobaczył jak z kół młyna , tam gdzie się oba koła stykają zębami, wynurza się ręka, potem druga , głowa aż stanął przed nim ktoś, jakaś postać. Powiedział do niego , że jest samym Antychrystem, po czym zniknął, jakby się rozpuścił , pozostał po nim tylko dym. Dziadek powiedział , że czuł jak wszystkie włosy stają mu dęba, po tym wydarzeniu przez  jakiś czas siedział tylko , jakby otłumaniony, nie mógł dojść do siebie.
       Też mówił, coś o tym psie co się tak wpatrywał w niego. Przyszła do domu żona młynarza z cerkwi, z wodą święconą , a dzidek patrząc na tego psa , wziął tą wodę i polał psa , mówiąc co tak cicho siedziesz, coś ty jaki diabeł, polał go wodą i wtedy słychać było tylko wielki huk, jakby wystrzał z armaty, przyleciał młynarz z pola i powiedział coś ty zrobił, coś ty zrobił. Dziadek się dowiedział , że ten pies to duch młynarza. Nie wiem tylko , czy dziadek wiedział już o pakcie z diabłem , czy nie.
        
        Czy to prawda , to nie wiem, ale to jak mówię opowieść rodzinna , dziadek na Syberii dużo przeszedł, poznał ten kraj, przed I soborem watykańskim podobno bywały różne niewyjaśnione zjawiska na ziemi.

[dane do wiad. FN]





zwiń tekst



Krótka refleksja o pieniądzach
Pt, 20 kwi 2018 11:56 komentarze: 2 czytany: 6330x

[...]Szanowna FN! Chciałem wam przedstawić co zaobserwowałem. Często zdarza mi się znaleźć jakieś pieniądze, gdy zrobię jakiś dobry uczynek. Znajduję je tego samego dania gdy zrobię coś dobrego. Nominał zależy od wagi czynu. Zdarzało mi się też znajdywać pieniądze, gdy ktoś mnie obrażał a ja nie odpowiadałem na to tym samym. Znajdowałem wtedy następnego dnia 50 gr i 10 gr albo tego samego dnia 50 .......

czytaj dalej

[...]Szanowna FN! Chciałem wam przedstawić co zaobserwowałem. Często zdarza mi się znaleźć jakieś pieniądze, gdy zrobię jakiś dobry uczynek. Znajduję je tego samego dania gdy zrobię coś dobrego. Nominał zależy od wagi czynu. Zdarzało mi się też znajdywać pieniądze, gdy ktoś mnie obrażał a ja nie odpowiadałem na to tym samym. Znajdowałem wtedy następnego dnia 50 gr i 10 gr albo tego samego dnia 50 gr i 20 gr (w różnych miejscach).

Najwyższy nominał jaki znalazłem na ziemi na drodze do domu to był banknot 20 zł. Myślę , że w ten sposób Bóg pokazuje nam, jaki nasz uczynek albo postępowanie uznaje za cenne, choć nie chodzę z pewnych względów do kościoła. Do napisania tego listu skłoniło mnie to, że właśnie dziś znalazłem monetę 1 gr, za pewien uczynek. Muszę powiedzieć przy tym, że nie jestem osobą zbyt religijną i nie chcę się mieszać w żadne wyznania, choć w Boga wierzę. [...]






zwiń tekst



Mamo… przecież ty umarłaś… skąd się tu wzięłaś?!
Czw, 19 kwi 2018 11:51 komentarze: brak czytany: 5157x

[…] Drogi Nautilusie! Moja młodsza o jedenaście lat siostra parę lat po nagłej i niespodziewanej śmierci mamy miała proroczy sen. Przyjechała samochodem pod dom ,w którym mieszkali rodzice i widzi, że w kuchni pali się światło a ojciec przecież jest w pracy. Biegnie do mieszkania ,widzi mamę siedzącą przy stole i mówi do niej :- Mamo… przecież ty umarłaś… skąd się tu wzięłaś?!Mama: - opowiadasz bzdury.......

czytaj dalej

[…] Drogi Nautilusie! Moja młodsza o jedenaście lat siostra parę lat po nagłej i niespodziewanej śmierci mamy miała proroczy sen. Przyjechała samochodem pod dom ,w którym mieszkali rodzice i widzi, że w kuchni pali się światło a ojciec przecież jest w pracy. Biegnie do mieszkania ,widzi mamę siedzącą przy stole i mówi do niej :

- Mamo… przecież ty umarłaś… skąd się tu wzięłaś?!

Mama: - opowiadasz bzdury, ja wcale nie umarłam, ja byłam na wycieczce z moją siostrą [zmarłą 9 lat wcześniej] i z moim bratem [żyjącym w tym czasie]. Płynęliśmy statkiem i na pełnym morzu brat nam uciekł. Zepsuł nam całą wycieczkę. Ja sobie z nim porozmawiam.

 A mamy brat właśnie walczył ze śmiercią. Miał rozlaną ślepą kiszkę i zapalenie otrzewnej. W końcu wykaraskał się z tego, ale nie na długo. Za parę lat dostał raka i zmarł.

Tym razem ich wycieczka doszła do skutku.

 

Drugi dziwny sen mojej siostry.

 Jest w domu rodziców i ktoś dzwoni do drzwi. Otwiera i widzi mamę z bukietem róż.

- Mamo, skąd się wzięłaś, przecież nie żyjesz?! - mówi .

A mama na to :

-Pracuję w pięknym ogrodzie, zajmuję się różami. Ja tutaj [ na Ziemi ] już zostanę ale teraz-popatrzyła się na zegarek -śpieszę się.

 

Myślę, że czekało ją już ponowne wcielenie i przyszła o tym powiedzieć.

Serdecznie pozdrawiam. Barbara




zwiń tekst



Samochód widmo?
Śr, 18 kwi 2018 09:40 komentarze: 1 czytany: 5868x

Szanowni Państwo.Od kilku lat jestem stałym czytelnikiem Waszego serwisu internetowego. Zbieram się od dłuższego już czasu (od 2004 roku) z napisaniem tego e-mail'a. ------------------------------------------------------------W lutym 2004 roku jechałem wraz z moim kolegą na pogrzeb naszego wspólnego znajomego do Konina.Pogoda była nieprzyjemna. Droga pokryta była bruzdami zamrożonego śniegu. Jechaliśmy.......

czytaj dalej

Szanowni Państwo.
Od kilku lat jestem stałym czytelnikiem Waszego serwisu internetowego. Zbieram się od dłuższego już czasu (od 2004 roku) z napisaniem tego e-mail'a. ------------------------------------------------------------
W lutym 2004 roku jechałem wraz z moim kolegą na pogrzeb naszego wspólnego znajomego do Konina.
Pogoda była nieprzyjemna. Droga pokryta była bruzdami zamrożonego śniegu. Jechaliśmy bardzo wolno.
W odległości ok. 20 - 30 km od celu podróży zauważyłem, że z lewej strony drogi czeka duży czarny
samochód terenowy z zamiarem włączenia się do ruchu. Po chwili go minęliśmy.

Nagle w lusterku zobaczyłem, że ten pojazd bardzo szybko zbliża się do naszego samochodu.
Po chwili poczułem silne centralne uderzenie w tylni zderzak. Strasznie mnie to zdenerwowało, ponieważ był to nowy Ford Mondeo, którego kupiłem cztery miesiące wcześniej. Spojrzałem ponownie w lusterko i miałem już siarczyście zakląć, ale wtedy zamarłem. Zobaczyłem w lusterku, że ten dziwny pojazd zaczął się jakby oddalać od nas na wstecznym biegu.
Szybkość cofania tego pojazdu była nieprawdopodobna!!!. Sekundę później zobaczyłem w lusterku drogę dwupasmową,
a na niej w oddali naszego "prześladowcę" poruszającego się wśród wielu innych pojazdów
w normalnym ruchu drogowym.

TAM NIE MA I NIGDY NIE BYŁO DWUPASMÓWKI !!! DROGA, KTÓRĄ SIĘ PORUSZALIŚMY BYŁA NORMALNĄ PODRZĘDNĄ DROGĄ ASFALTOWĄ. Nie wiem na ile sekund straciłem jakby świadomość. Mój kolega był blady i nic nie komentował.
Dojechaliśmy do Konina. Zatrzymałem pojazd na pierwszym napotkanym parkingu. Wyszedłem, aby sprawdzić szkody.
I tu kolejny szok: NIC NIE ZOSTAŁO USZKODZONE!!!

Byłem tym faktem bardzo poruszony. Nie byłem w stanie dalej prowadzić samochodu. Poprosiłem więc mojego towarzysza o dalszą jazdę. Nie rozmawialiśmy wcale o tym zdarzeniu.  Baliśmy się o tym mówić, aby nie wyjść przed sobą na idiotów.
Po roku na imprezie firmowej przełamałem się i nawiązałem w rozmowie z moim kolegą  do owego zdarzenia.
Wszystko potwierdziliśmy i postanowiliśmy zachować to w tajemnicy.
 
Czy były to nasze halucynacje?
Może ktoś inny przeżył podobną sytuację?
Co o tym sądzicie?
 
z poważaniem
[dane do wiad. FN]



 




zwiń tekst



Moja obserwacja UFO 'z początku wieku'
Pon, 16 kwi 2018 06:35 komentarze: brak czytany: 4248x

[...] Moja historia spotkania z zjawiskiem niewyjaśnionym nie jest spektakularna ani niezwykła ale może dołożę ją do jakiejś większej całości. Zjawisko miało miejsce ok 2001 roku (+/- 1 r.) w Warszawie. Nawet po tym wydarzeniu starałem się zapamiętać dokładną datę, ale z upływem czasu straciłem ją z pamięci. Był wieczór, wszedłem do kuchni, nie zapalałem światła co często czyniłem aby spokojnie popatrzeć.......

czytaj dalej

[...] Moja historia spotkania z zjawiskiem niewyjaśnionym nie jest spektakularna ani niezwykła ale może dołożę ją do jakiejś większej całości. Zjawisko miało miejsce ok 2001 roku (+/- 1 r.) w Warszawie. Nawet po tym wydarzeniu starałem się zapamiętać dokładną datę, ale z upływem czasu straciłem ją z pamięci. Był wieczór, wszedłem do kuchni, nie zapalałem światła co często czyniłem aby spokojnie popatrzeć przez okno. 

Z wieżowca, w którym mieszkałem był doskonały widok na miasto. Patrząc się w kierunku północnym na niebie zauważyłem niezwykle jasny punkt. Nie była to żadna gwiazda ani samolot. Obiekt nie poruszał się tylko stał w miejscu. Z początku pomyślałem, że jest to jakaś raca i za chwilę będzie spektakularny wybuch. Czekałem na coś szczególnego gdyż obiekt był znacznie jaśniejszy niż dotychczas przeze mnie widziane wystrzeliwane ognie czy cokolwiek innego.  Nie spodziewałem się niczego innego, jednak punkt ani nie gasł ani nie zamienił się w pokaz ogni. 

Po jakiś  kilkunastu sekundach punkt oddalił się kierując w stronę północno-wschodnią z prędkością jakiej do tej pory nigdy nie widziałem. Specjalnie nie zdziwiłem się tym zjawiskiem gdyż z tego rejonu miasta było już sporo relacji o tajemniczych obiektach i ucieszyłem się, że ja też coś takiego zobaczyłem. Obserwacja mojego obiektu miała miejsce z okolic Wisłostrady a sam punkt mógł unosić się nad tą arterią gdzieś w okolicach granicy Mokotowa z Śródmieściem lub też bliżej centrum. To było jedyne zjawisko jakie do tej pory zaobserwowałem choć nie ukrywam, że chciałbym coś jeszcze zobaczyć bo do tej pory często myślę o tym co zobaczyłem

pozdrawiam

[dane tylko do wiadomości redakcji]




zwiń tekst



Sen to drzwi, przez które wchodzę do innego świata.
Czw, 12 kwi 2018 11:27 komentarze: 1 czytany: 6600x

[...] Witam,  Fajnie, że jesteście i że ktoś się nie boi i wstydzi robić tego co wy robicie. Wierze w to ,że wszyscy mamy umiejętność podróżowania poza czasem i przestrzenią. Wierze to może nie jest właściwe słowo bo wierzy się w coś na co nie ma się dowodu. Zawsze sen był moim drugim światem, od dzieciństwa moje sny zabierały mnie tam gdzie chciałam, a lubię odkrywać więc zasypiając wymagałam.......

czytaj dalej

[...] Witam,  Fajnie, że jesteście i że ktoś się nie boi i wstydzi robić tego co wy robicie. Wierze w to ,że wszyscy mamy umiejętność podróżowania poza czasem i przestrzenią. Wierze to może nie jest właściwe słowo bo wierzy się w coś na co nie ma się dowodu. Zawsze sen był moim drugim światem, od dzieciństwa moje sny zabierały mnie tam gdzie chciałam, a lubię odkrywać więc zasypiając wymagałam od siebie coraz dalszych wędrówek i coraz więcej nowych doznań. Stało się tak, że moje życie podzieliło się na dwie części życie nocne i życie dziennie.

Życia całkiem różne ale nie od siebie całkiem oderwane. Z czasem w nocy dowiadywałam się co będzie się działo i co będzie ważne. Rzeczy się działy nie zawsze tak jak się spodziewałam lub tak jak przekaz zrozumiałam ale zawsze się działy. Sny, które pojawiają się gdy zasypiamy z chęcią wydostania się poza czas i przestrzeń są inne, doznania są inne i w żaden sposób nie można ich pomylić ze zwykłymi majakami sennymi. W takim śnie można pokonać długą drogę z europy do ameryki północnej po skutym lodem świecie na piechotę, można przez kilka miesięcy śnić wydarzenia spójne ze sobą jak serial telewizyjny i  poznać miejsca i innych ludzi na tyle dobrze, że można ich nazwać dobrymi znajomymi lub swoim drugim domem.


Po krótkim czasie uczymy się jak znajdować drzwi, dzieje się to instynktownie jakbyśmy mieli w sobie zakodowaną ścieżkę do tych drzwi, otwierając pierwsze stają przed nami ich tysiące, każde piękne, każde bezpieczne, wszystkie są zaproszeniem z tego świata i przestajemy bać się śmierci a gdy życie nas przytłacza a problem nas osaczają na tyle, że blokują dostęp do tych snów staje się niemożliwy to pocieszenie daje świadomość, iż życie się kiedyś skończy a ten świat stanie się naszym światem a nie tylko miejscem, które odwiedzamy.

Jeśli Państwo zechcecie a pomoże to innym to chętnie popiszę trochę dla was w ramach wolontariatu o tym jak to jest ze mną, co i jak się działo. Ludzie instynktownie szukają ukojenia w "nadprzyrodzonych zjawiskach" choć ja nie uznaję ich za nadprzyrodzone, uważam je za jak najbardziej naturalne lecz wyparte, zaniedbane i zapomniane przez wieki naszego rozwoju w kierunku oddalającym nas od naszej natury.

Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania, ale ten świat jest częścią mojego życia od urodzenia, co pozwala mi też przewidywać przyszłość i pomagać ludziom , którzy do mnie przychodzą po pomoc. Nawet jeśli nie jesteście zainteresowani moim wolontariatem, to życzę powodzenia i wytrwałości w tym czym się zajęliście. Jest dużo do odkrycia i wiele do pokazania ludziom, którzy są złapani w pułapkę pieniędzy, konsumpcjonizmu i własnych ambicji. Nasz świat nie ma granic poza tymi które sami sobie wyznaczyliśmy.  Wiem bo sama tego nie uniknęłam. Pozdrawiam, I.

[dane do wiad. FN]



Uwaga, polecamy najnowszy wpis w naszej "SZALUPIE RATUNKOWEJ" - napisaliśmy go specjalnie do listu naszej czytelniczki.

https://www.nautilus.org.pl/szalupa,142,wolnosc.html




zwiń tekst



UFO NAD ZGIERZEM - niezwykła manifestacja Niezidentyfikowanego Obiektu Latającego w 1997 roku
Wt, 10 kwi 2018 08:07 komentarze: brak czytany: 4083x

Droga Fundacjo i wszyscy czytelnicy strony FN!  Do napisania mojego listu zbierałam się od bardzo dawna…Te wszystkie artykuły, które czytam na Waszej stronie „zmobilizowały” mnie w końcu do napisania. Pragnę  opowiedzieć Wam historię, która miał miejsce ponad 20 lat temu, której świadkami poza mną była znaczna część mojej rodziny. Poza tym pragnę przytoczyć tu opis moich doświadczeń, przeżyć.......

czytaj dalej

Droga Fundacjo i wszyscy czytelnicy strony FN!  Do napisania mojego listu zbierałam się od bardzo dawna…
Te wszystkie artykuły, które czytam na Waszej stronie „zmobilizowały” mnie w końcu do napisania. Pragnę  opowiedzieć Wam historię, która miał miejsce ponad 20 lat temu, której świadkami poza mną była znaczna część mojej rodziny. Poza tym pragnę przytoczyć tu opis moich doświadczeń, przeżyć z lat jeszcze wcześniejszych, lat mojego dzieciństwa.
 
Pochodzę ze Zgierza, miasta sąsiadującego z Łodzią, miasta, które, jak się okazuje, nie raz było odwiedzane przez trudnych do zidentyfikowania przybyszów . Gdy byłam małą dziewczynką, może 5-6-letnią miałam dziwne „sny”, w których odwiedzały mnie postacie, teraz patrząc z perspektywy czasu nazwę je „bajkowymi”- dziwne „smoki”.

Pamiętam pewne zdarzenie, gdy po którymś z kolei moim „śnie” napisałam list do „moich przyjaciół” i przed snem położyłam go na zewnętrznym parapecie, wiedząc, że „oni” go  odczytają. Pamiętam tę sytuację jak dziś, gdy mama zapytała mnie, do kogo piszę (w bardzo wczesnym wieku opanowałam umiejętność pisania), a ja jej opowiedziałam o moich „nocnych spotkaniach z przyjaciółmi”. Wydaję mi się, że u mamy malowało się na twarzy zaskoczenie, ale chyba odebrała  to jako przejaw dziecięcej fantazji…

W każdym razie obraz tamtych wydarzeń pozostał bardzo żywo zapisany w mej pamięci. Kilka lat później, gdy byłam nastolatką, wpadła mi w ręce książka Johannesa Fiebaga „Kontakt. Uprowadzenia do UFO w Niemczech, Austrii i Szwajcarii” z biblioteki Ericha von Dänikena. W niej przeczytałam o zjawiskach takich jak bedroom visitor czy screen memories, historie ludzi, którzy doświadczyli niesamowitych przeżyć…

Natrafiłam na opis przeżyć pewnego chłopca, który też widział „w snach bajkowe postacie”, a później, podczas regresji hipnotycznych okazało się, że miały miejsce uprowadzenia do UFO. Był moment, że gdy bardzo interesowałam się tematyką UFO, chciałam i na sobie wypróbować regresję, ale pewien lęk, który zagościł we mnie, może lęk przed prawdą, sprawił, że pozostawiłam tą sprawę nie do końca wyjaśnioną.

A wracając do wydarzeń sprzed 12 lat- miało miejsce zdarzenie, które na zawsze ugruntowało we mnie świadomość tego, że nie jesteśmy sami i że odwiedzają nas pozaziemscy goście .Zdarzenie miało miejsce dokładnie dnia 7 lipca 1997 roku, w moim mieście. Jak na załączonych zdjęciach widać, zaobserwowany obiekt „latał” w okolicy kościoła, który znajduje się w centrum miasta, a którego szczyt widzę dokładnie z mojego balkonu. Dochodziłam godzina 23-cia, upalna noc wyciągnęła mnie na balkon. Jak zawsze patrzę w różne strony, tak i wtedy spojrzałam w stronę kościoła , na zachód i wtedy tuż obok kościoła zobaczyłam „ten obiekt”. Przyleciał jakby zza kościoła, ale skąd dokładnie- nie wiem. Po moim „ o Boże, co TO jest?” na balkon wbiegły moja siostra, mama i babcia i we cztery przez ok. 5 minut, nie mówiąc nic, obserwowałyśmy tor lotu tego obiektu. Obiekt przypominał „okrzemkę”(mając w pamięci lekcje biologii tak właśnie skojarzył mi się  kształt tego obiektu z tym jednokomórkowym glonem). Przez nas widziany, był takiej mniej więcej wielkości, jak go narysowałam na załączonych ilustracjach; nie jestem jednak w stanie stwierdzić, w jakiej odległości od kościoła się on znajdował i czy wydawał jakieś dźwięki, nie wiem też gdzie później odleciał, poza tym, że za kościół, tam skąd wydaje mi się przyleciał. Po prostu –przyleciał, wykonał parę manewrów i odleciał zostawiając nas zaskoczone.

Niezmiernie ubolewam, że nie miałam wówczas pod ręką aparatu fotograficznego, nie mówiąc już o kamerze, by móc zarejestrować to niesamowite zdarzenie i mieć namacalny dowód na jego prawdziwość…  Dziś owe zdarzenie mogą potwierdzić jedynie moja mama i siostra.

Aby łatwiej było przyjąć każdemu czytelnikowi moje „przeżycie”, w tym momencie mogłam tylko sfotografować widok kościoła, i dzięki „Paint’owi” dorysować ów obiekt, a dzięki ponumerowaniu kolejnych ilustracji i oczytaniu ich w niżej przedstawionym porządku, każdy będzie mógł zobaczyć tor lotu i manewry wykonywane przez obiekt :
1-2-3-2-3-2-3-2-4-5-4-5-4-5-4-2-1








( gdzie 1-obiekt pojawił się; 2 i 3 –pulsując żółto - pomarańczowym światłem, zdawał się maleć i rosnąć, co odebrałam jako oddalanie się i przybliżanie;4- następnie przeleciał z drugiej strony wieży i tam wykonywał ruchy „przechylania się” pod pewnym kątem, w tę i z powrotem -5; następnie powrócił do pozycji z ilustracji nr 2 i po chwili zniknął-odleciał -1 )
Mam nadzieję, że dobrze to wytłumaczyłam i dla nikogo nie będzie problemem odczytanie całości mego listu.
Wracając do owej chwili, pamiętam jak moja mama powiedziała- „To pewnie UFO, lubi tu przylatywać ?…” i wtedy opowiedziała mi swoją historię, jak będąc nastolatką (tj. ok. roku 1980 ) widziała w okolicy zakładów „Boruta” (nie tak daleko zresztą od kościoła ), kilka „dziwnych”, podobnych do TEGO obiektów. Owe zdarzenie zachowała w pamięci, z nikim się nim nie dzieląc, do momentu, gdy właśnie około roku 1997 , gdy w całym województwie łódzkim głośno się zrobiło o „odwiedzinach UFO”, i wówczas , będąc na jakimś spotkaniu wśród znajomych, gdy jeden z jego uczestników powiedział: „ A ja widziałem będąc młodym chłopakiem dziwne obiekty koło „Boruty”…” odżyło w Niej to wspomnienie; wtedy, po ustaleniu bliższej daty, okazało się, że moja mama i owy mężczyzna mogli widzieć te same obiekty!

Hmmm… teraz nie mam co do tego wątpliwości- nie jesteśmy sami, a coraz częściej, coraz więcej osób ma do czynienia z jakimiś obserwacjami, czy to w postaci świateł na niebie, czy poprzez niewytłumaczalne sny, może owi przybysze kontaktują się z nami. Czy będąc małą dziewczynką mogłam doświadczyć bliskiego spotkania –nie wiem i na ten czas nie chcę wiedzieć, może to jakiś strach przed nieznanym, może jeszcze nie jestem gotowa na to co pewnie za jakiś czas stanie się ogólnie wiadomym. Staram się zachować spokój i patrząc w niebo myślę sobie „Byśmy tylko nie pożałowali tej ZNAJOMOŚCI…”
 
Pozdrawiam wszystkich patrzących w niebo. Zarówno wierzących, jak i niewierzących .
Irmina
 
 
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
 
 
P.S.
Jeśli Załoga Nautilusa będzie w okolicy Łodzi zapraszam do odwiedzenia Zgierza. Poza tym jestem dostępna pod podanym adresem e-mailowym i chętnie udzielę odpowiedzi na ewentualne pytania. Pozdrawiam . Irmina



zwiń tekst



Cudowna Ingerencja
Sob, 7 kwi 2018 08:06 komentarze: 6 czytany: 4946x

[...] Nigdy nie byłam specjalnie religijna. Nie przesiadywałam godzinami w Kościele i nie odmawiałam codziennie kilkunastu modlitw. Nie znaczy to, że nie wierzyłam. Wierzyłam i wierzę. Chociaz do Kościoła nie chodzę. Jestem zdania, że Bogu nie są potrzebne gmachy, pokryte złotem kopuły świątyń, ani hierarchie kościelne... Jemu wystarczy kościół naszego serca i prosta modlitwa. Normalna prośba płynąca.......

czytaj dalej

[...] Nigdy nie byłam specjalnie religijna. Nie przesiadywałam godzinami w Kościele i nie odmawiałam codziennie kilkunastu modlitw. Nie znaczy to, że nie wierzyłam. Wierzyłam i wierzę. Chociaz do Kościoła nie chodzę. Jestem zdania, że Bogu nie są potrzebne gmachy, pokryte złotem kopuły świątyń, ani hierarchie kościelne... Jemu wystarczy kościół naszego serca i prosta modlitwa. Normalna prośba płynąca prosto z duszy.

A wtedy zdarzają się cuda. Mniejsze i większe. Których każdy z nas może doświadczył.

Miałam swój osobisty cud. Było to krótko przed maturą, już kilka dobrych lat temu. Wiedziałam, że nie dam rady napisać wypracowania z języka polskiego. Kiepsko mi to zawsze wychodziło. Oceny dostateczne to był mój standard. W sumie głupota, ale dla mnie matura urosła do rozmiarów monstrum i emocjonalnie nie byłam w stanie z tym sobie poradzić.

Została mi modlitwa, prosiłam szczególnie Ducha Świętego o pomoc w pisaniu.

Na maturze stała się rzecz nieprawdopodobna. Nawet nie potrafię tego dobrze opisać. Potok myśli rodził się w mojej głowie. Jakby ktoś dyktował mi słowo po słowie, zdanie po zdaniu, cytowałam nie uświadomione sobie tytuły książek, autorów, daty. Oczywiście uczyłam się do matury, ale nie posiadałam tak dogłębnej wiedzy z literatury polskiej i zagranicznej. Dostałam ocenę celującą z dodatkowym wzróżnieniem. Inne egzaminy maturalne też pozdawałam gładko. A wcale nie musiało tak być. To taki mój mały cud. Ewidentna boska ingerencja.

Ale cudem też jest, gdy codziennie budzimy się i patrzymy na nasze dzieci, gdy mamy co jeść, a wiosna znowu zaskakuje nas kolorami, zapachami i dźwiekami. Szkoda, że o tym zapominamy i popadamy w marazm skupiając się na samych negatywnych wiadomościach. Zacznijmy być milsi dla siebie, dla rodziny, sąsiadów, znajomych, ludzi mijanych na ulicy, czy w markecie. Nie szczekajmy pod nosem na panią w kasie, przecież też może mieć kiepski dzień, a może myśli o swoim chorym dziecku... nie znamy historii innych ludzi. Przestańmy oceniać, zacznijmy pomagać.

Zacznijmy zauważać cuda wokół nas. I prosić Boga o pomoc dla siebie, bliskich i kraju....

 [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



STRONA
1 36 37 38 39 40 41 42 50 83
Strona 39 / 83

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

19 września: [...]  19 września 1961 roku. Małżeństwo Hillów wracało do domu z weekendu spędzonego nad wodospadem Niagara. Wracając uczestniczyli w jednym z najbardziej niezwykłych Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia z UFO - dziś mija 60 lat od tego wydarzenia. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Dziś, 08:33 | Dzień dobry, W dniu 10.09.2021 około godziny 22 nad miejscowością Klecin nagrałem dziwna kule która poruszała się bardzo nienaturalnie Od strony południowej Klecin 7

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 10 sierpnia 2021 | Historia występu tzw. „badaczy UFO” w nieistniejącym od wielu lat programie „Rozmowy w Toku” pokazuje wiele aspektów czegoś, z czym spotykam się od wielu lat, co mnie zaskoczyło i wprawiło w bezgraniczne zdumienie. Z upływem lat przekonuję się, że jest to niestety typowo rodzima przypadłość oparta na wszystkich ciemnych demonach polskiej duszy: zawiści, zazdrości, kompleksach...

czytaj dalej

FILM FN

UFO - KULA MIENIĄCA SIĘ KOLORAMI, 3 września 2021

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.