Dziś jest:
Wtorek, 24 listopada 2020

Posiąść wszelką wiedzę leży w zasięgu możliwości człowieka.
/Leonardo da Vinci/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




13 LISTOPADA - ROCZNICA MATKI BOŻEJ POMPEJAŃSKIEJ
Czw, 13 lis 2014 22:14 komentarze: brak czytany: 1782x

Monitorujemy przeróżne miejsca na świecie, które słyną z na przykład rzeczy niewytłumaczalnych. Nasz monitoring obejmuje także miejsca tzw. objawień maryjnych.Każdego roku, 13 listopada, w pompejańskim sanktuarium obchodzona jest rocznica przywiezienia obrazu do Pompejów. To fundamentalne wydarzenie w historii pompejańskiego kościoła i misji różańcowych w tej Dolinie, kt.......

czytaj dalej

Monitorujemy przeróżne miejsca na świecie, które słyną z na przykład rzeczy niewytłumaczalnych. Nasz monitoring obejmuje także miejsca tzw. objawień maryjnych.

Każdego roku, 13 listopada, w pompejańskim sanktuarium obchodzona jest rocznica przywiezienia obrazu do Pompejów. To fundamentalne wydarzenie w historii pompejańskiego kościoła i misji różańcowych w tej Dolinie, które z czasem rozszerzyły się na cały świat.
Jeśli ktoś trafi na tę rocznice do Sanktuarium, będzie miał okazję dotknąć ten obraz. Tylko tego dnia jest zdejmowany z ołtarza głównego, zobaczmy:



Niedługo właśnie w XXI PIĘTRZE zostaną umieszczone ciekawe materiały dotyczące objawienia w Fatimie. Warto tutaj od czasu do czasu zaglądąć...



zwiń tekst



TAJEMNICZA SMUGA I SAMOLOTY
Czw, 13 lis 2014 22:05 komentarze: brak czytany: 2134x

Smuga oczywiście sama w sobie może być ciekawa lub nie, ale opis okoliczności wykonania zdjęć jest już bardzo ciekawy. Zdjęcia prezentujemy na samym dole wiadomość zamieszczonej w XXI PIĘTRZE, a przysłał nam je czytelnik.From: [...]Sent: Thursday, November 13, 2014 8:52 PMTo: FNSubject: Tajemnicza smuga Witam ponownie! 31-go lipca 2014 roku w godzinach późnowieczornych, nad niebem.......

czytaj dalej

Smuga oczywiście sama w sobie może być ciekawa lub nie, ale opis okoliczności wykonania zdjęć jest już bardzo ciekawy. Zdjęcia prezentujemy na samym dole wiadomość zamieszczonej w XXI PIĘTRZE, a przysłał nam je czytelnik.

From: [...]
Sent: Thursday, November 13, 2014 8:52 PM
To: FN
Subject: Tajemnicza smuga


 
Witam ponownie!
 
31-go lipca 2014 roku w godzinach późnowieczornych, nad niebem mojego 40-tysięcznego miasta latały wojskowe samoloty odrzutowe. Wydało mi się to dziwne, więc chciałem to sprawdzić. Wstałem na chwilę od biurka i chwyciłem aparat cyfrowy, po czym podszedłem do otwartego okna w kuchni, aby przyjrzeć się gwiaździstemu niebu, które było bardzo dobrze widoczne.
 
Nie zastanawiając się długo, włączyłem aparat, który ustawiłem na szybki tryb seryjny. Następnie skierowalem obiektyw mojego aparatu w stronę jednego z wojskowych samolotów odrzutowych. Na serii kilkunastu zdjęć nie było nic nadzwyczajnego, poza jednym zdjęciem, na którym uwieczniłem „coś”, czego nie widziałem gołym (nieuzbrojonym) okiem. Jest to dziwna smuga w kolorze ciemno pomarańczowym. Co to jest lub może być? Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim.
 
Chwilę potem, gdy już przejrzałem wszystkie zdjęcia z mojego aparatu, znowu usłyszałem charakterystyczny dźwięk wydobywający się z silników samolotu odrzutowego. Zbliżyłem się do okna i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ujrzałem jaskrawo-czerwony obiekt świetlisty, który kierował się w stronę moich okien, a następnie... skęcił pod kątem około 90 stopni. Za tym tajemniczym obiektem latającym leciał wojskowy samolot odrzutowy. Dokładnie ten moment chciałem uchwycić, ale mój aparat niczego nie zarejestrował, co wydało mi się dziwne. Dlatego załączyłem tylko to jedno zdjęcie z tajemniczą smugą.
 
Przy tej okazji chciałbym zaznaczyć, że nad moimi oknami nie wiszą żadne kable antenowe, ani linie wysokiego napięcia. Dodam tylko, że tajemniczy obiekt świetlisty nie mrugał, jak to ma miejsce w przypadku świateł nawigacyjnych, które włączane są po zapadnięciu zmierzchu i w porze nocnej na ziemskich pojazdach latających.
 
Wszystko wskazywało na to, że wojskowe samoloty odrzutowe, które w tym dniu i czasie latały w różnych kierunkach i prędkościach, zostały wysłane w celu podjęcia próby przechwycenia obcego obiektu.
 
MICHAŁ

 P.S. A tak wygląda tajemnicza smuga w przybliżeniu (zdjęcie w załączniku).

 



zwiń tekst



CIEKAWA HISTORIA Z SAI BABĄ
Śr, 12 lis 2014 00:30 komentarze: brak czytany: 1840x

Od czasu do czasu piszemy o nieżyjącym już niezwykłym człowieku, Sai Babie. Warto zaprezentować historię nadesłaną przez jedną z naszych czytelniczek. -----Original Message----- From: [dane do wiad. FN] Sent: Sunday, August 24, 2014 7:39 PM To: nautilus@nautilus.org.pl Subject: Sai Baba Szanowni Państwo, Zaglądam od czasu do czasu na pokład Nautilusa, z zainteresowaniem czytam wasze artykuły.......

czytaj dalej

Od czasu do czasu piszemy o nieżyjącym już niezwykłym człowieku, Sai Babie. Warto zaprezentować historię nadesłaną przez jedną z naszych czytelniczek.

-----Original Message-----

From: [dane do wiad. FN]

Sent: Sunday, August 24, 2014 7:39 PM

To: nautilus@nautilus.org.pl

Subject: Sai Baba


Szanowni Państwo,


Zaglądam od czasu do czasu na pokład Nautilusa, z zainteresowaniem czytam wasze artykuły i historie ludzi.

Choć moje życie obfituje w wiele różnych, pięknych duchowych przeżyć, nie czułam do tej pory chęci ani potrzeby podzielenia się nimi. No cóż, każdy z nas kroczy swoją własną ścieżką, doświadczając cudów, nie zawsze jednak nasze cudowne przeżycia mogą zainteresować innych z prostej przyczyny - bo były one przeznaczone dla określonej duszy, która na swojej drodze potrzebowała akurat takiego doświadczenia do własnego rozwoju i wykonania kolejnego kroku do poszerzenia swojej kosmicznej świadomości.


Kiedy przeczytałam artykuł o doświadczeniach chorej osoby, której ukazał się Sai Baba, choć sama ona nie wiedziała, kto to jest, poczułam przemożną chęć podzielenia się fragmentami moich własnych doświadczeń. Kiedy ma się własne doświadczenia, przeżycia i własne "cuda" - żadne oszczerstwa, kalumnie jak i stek pisanych bzdur - choćby i codziennie na wszystkich portalach - nie jest w stanie zachwiać wiarą w tego niezwykłego człowieka/awatara. Pozwalam więc sobie krótko przytoczyć własne doświadczenie...


Na początku 1999 roku  pojechaliśmy z mężem i małymi córkami  ( 7 i 8 lat) do Sai Baby. Wyjazd trochę szalony, bo kiedy kupiłam pierwszą książkę Sai Baby, nie miałam pojęcia kto to jest, jednak jego magiczny, przyciągający  wzrok i uśmiechnięta twarz z okładki sprawiły, że ją kupiłam bez wahania. Kiedy zaczęłam ją czytać wygrzewając się na słońcu, po kilku minutach usnęłam i wtedy przyśnił mi się Sai Baba.. Nie pamiętam, co do mnie mówił, ale mówił długo i z uśmiechem a ja byłam przepełniona nieziemskim szczęściem. W czasie snu wszystko doskonale słyszałam, rozumiałam, zgadzałam się, przytakiwałam, jednak kiedy obudziłam się po kilku minutach, nic nie pamiętałam, krzyknęłam jedynie do siedzącego obok męża : "muszę jechać do Sai Baby !". Mąż był kompletnie zaskoczony i zdziwiony, nic nie rozumiał, próbował dowiedzieć się do jakiej baby muszę jechać. 

Skończyłam czytać książkę i po kilku tygodniach zaczęłam powoli myśleć o wyjeździe do Sai Baby. Mój mąż w międzyczasie, ukradkiem przeczytał tą książkę i stwierdził, że on jedzie ze mną... No cóż, nie ukrywałam zadowolenia i kiedy siedzieliśmy z mężem i zaczęliśmy omawiać przygotowania do podróży, z kim zostawimy córki, itd. - na to wybiegła ze swojego pokoju nasza młodsza córka i zaczęła krzyczeć prawie ze łzami w oczach " nie możecie mnie zostawić, ja też muszę jechać do Sai Baby!", powtarzała to w kółko. Był to dla nas szok, no bo ona książki nie czytała i nie wiedziała, kto to jest, jednak znając jej niesamowitą intuicję, postrzeganie pozazmysłowe, od razu stwierdziliśmy, że jedziemy całą rodziną.

O naszym trzytygodniowym pobycie w Puttaparthi mogłabym długo pisać... Przebywanie w tak niesamowitym miejscu, uczestniczenie w darshamach ( przeważnie z córkami i to z ich nieprzymuszonej woli) było niesamowitym doświadczeniem i nauką, lekcją pokory i miłości. Każde z nas obserwowało siebie jak i zachodzące w nas zmiany.

Raz jeden siedziałam przy wyłożonym, czerwonym chodniku, przez który miał iść Sai Baba. Było to pod koniec naszego pobytu i byłam już "wyleczona" z chęci, aby znaleźć się jak najbliżej niego, aby wziął właśnie mój list z prośbami itd. I właśnie wtedy, kiedy siedziałam przepełniona pokorą i wdzięcznością,za to, że  już niczego nie pragnę dla siebie i że mogę po prostu być w tym miejscu - właśnie wtedy, Swami przechodząc obok mnie, spojrzał mi głęboko w oczy... Trwało to może 5-10 sekund...Zapamiętam je do końca życia, jak i niesamowitą, niebiańską, bezgraniczną miłość, która na mnie spłynęła. Z radości, emocji, wszystkiego razem łzy płynęły do końca dnia. Mój mąż jak i moje córki mieli swoje własne doświadczenia, każdy został czymś "obdarzony".

Wyjechaliśmy stamtąd uskrzydleni, oczywiście ze materializowanym przez niego  wibuthi, obiecując sobie, że tam wrócimy.


Oboje z mężem dużo podróżujemy, przeważnie zabieramy ze sobą wibuthi, choć nie zawsze. Raz, kiedy moje życie wisiało na włosku, na szczęście miałam go ze sobą.

Otóż dwa lata później wybraliśmy się z dziećmi do Malezji. Choć podróż wydawała się "bezpieczna" zdrowotnie ( zawsze przechodziliśmy też odpowiednie szczepienia),  tym razem ukąsił mnie jeden niewłaściwy komar i kilka dni przed powrotem do Polski zapadłam na gorączkę Denga. Nagle dostałam 40-41 st. gorączki, która utrzymywała się i nie opadała mimo leków, na całym ciele zaczęły pojawiać się krwotoczne wysięki... Wyglądało to dramatycznie, ludzie widząc mnie,odsuwali się, hotelowa pielęgniarka, kiedy mnie zobaczyła, zaczęła płakać.... 

Zostałam zawieziona do szpitala. Kiedy prowadzona przez pielęgniarki ( nie miałam już siły iść) pokonywałam z wysiłkiem kroki, byłam pewna, że są to moje ostatnie chwile życia, że nie zdążę zobaczyć nawet lekarza... 

Wizyta trwała bardzo krótko. Kiedy lekarz zobaczył moje wybroczyny na ciele, zapytał, kiedy wracam do kraju i poradził aby tam udać się do lekarza. Stwierdził też, że to Denga i powinnam brać więcej tabletek na zbicie temperatury i to wszystko. Nie chciał mnie zatrzymać w szpitalu, unikał mojego wzroku, chciał pozbyć się mnie jak najszybciej.

Po powrocie do hotelu nie miałam już zupełnie na nic siły, leżałam w łóżku zapadając w sen, majaki, nie wiedziałam czy śnie, czy to jawa. Ponownie przyśnił mi się Sai Baba, ale tym razem, uśmiechając się powiedział tylko "przecież masz wibuthi". Kiedy wybudziłam się, poprosiłam aby mąż podał mi wibuthi, wzięłam odrobinę na język i zasnęłam. Obudziłam się po kilku godzinach, czułam, że gorączka opadła, miałam siłę wstać. Nie chcąc budzić męża wyszłam do łazienki aby zmierzyć temperaturę, tym razem było już tylko 38,8. Położyłam się i znowu zasnęłam. Rano temperatura  była trochę niższa, wracałam do sił, wybroczyny zaczęły znikać z mojego ciała. Wiedziałam, że będę żyć. 

Po powrocie do kraju poszłam od razu do lekarza chorób tropikalnych. Kiedy obejrzał resztę wybroczyn na moim ciele, kazał natychmiast zrobić badania krwi i zagroził szpitalem. To on dopiero w Polsce uświadomił mi, jak groźna jest to choroba dla nas, Europejczyków. Kiedy zobaczył wyniki i wysłuchał moich opowieści, powiedział - To jest CUD, że Pani żyje".

No i jak nie wierzyć w cuda? :)


przesyłam serdecznie pozdrowienia dla całej Załogi Nautilusa, dziękując, za to, że jesteście

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



METODA BRONNIKOWA - APEL FN
Pon, 10 lis 2014 09:08 komentarze: brak czytany: 1952x

Czym jest metoda Bronnikowa? Oto tekst, który znaleźliśmy w internecie: /źródło: www.amida.pl/   Metoda, opracowana przez Wiaczesława Bronnikowa - doktora filozofii, specjalistę w dziedzinie wiedzy o człowieku. Stworzył efektywny system doskonalenia człowieka na podstawie aktywizacji nadświadomej funkcji organizmu i jej rozwoju w harmonii z funkcjami świadomości oraz .......

czytaj dalej

Czym jest metoda Bronnikowa? Oto tekst, który znaleźliśmy w internecie: /źródło: www.amida.pl/

 

Metoda, opracowana przez Wiaczesława Bronnikowa - doktora filozofii, specjalistę w dziedzinie wiedzy o człowieku. Stworzył efektywny system doskonalenia człowieka na podstawie aktywizacji nadświadomej funkcji organizmu i jej rozwoju w harmonii z funkcjami świadomości oraz podświadomości.

Ćwiczenia uaktywniają pracę półkul mózgowych, umożliwiają pozbycie się chorób uważanych za nieuleczalne, zatrzymują procesy starzenia, pomagają odzyskać energię i radość życia. A ponadto uczą nowych sposobów widzenia bez wykorzystania aparatu wzrokowego.

Ludzie pracujący według metody Bronnikowa widzą z opaską na oczach - orientują się w przestrzeni, czytają teksty, postrzegać otaczającą przestrzeń dzięki nowej właściwości mózgu (tak jak widzą świat delfiny i nietoperze). Widzą samego siebie, swoje organa wewnętrzne, potrafią zdiagnozować i wykonać korekcje własnego organizmu, a ponadto pomagać innym.


Niewidomi mogą nauczyć się widzieć przy pomocy widzenia alternatywnego, nawet w przypadku całkowitego braku oczu. Słabo widzący odczuwają wyraźną poprawę wzroku, sparaliżowani zaczynają poruszać się, rozwijając wirtualne związki biologiczne (tak proste, jak i zwrotne) pomiędzy mózgiem a mięśniami.


Osiągnięcia Bronnikowa znalazły odbicie w licznych filmach, audycjach telewizyjnych, na łamach prasy i w materiałach konferencji naukowych na całym świecie.

  Naukę można rozpocząć już od 7 lat, bez żadnych ograniczeń wiekowych.

Na pokład Nautilusa dostaliśmy e-mail od osoby, która twierdzi, że opanowała metodę "widzenia przez używania oczu".

 

-----Original Message-----
From: Max [xxx]
Sent: Thursday, October 02, 2014 8:30 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: metoda Bronnikowa

witam,
znalazlem artykul, pozglebialem temat
i chcialem sie zapytac czy maja Panstwo maile od osob, ktore po kursach widzialy z zamknietymi oczami.

wg mnei ejst to mozliwe bo cwiczenia do jakich sam doszedlem z oczami czasami pozwalaja mi widziec z zamknietymi oczami jednak jest to niestabilne i raczej przypadkowe.

Serdecznie

 

A może takich osób jest więcej? Jeśli ktoś ma takie zdolności, prosimy o kontakt:

redakcjafn@gmail.com



zwiń tekst



CZY DOMY MAJĄ DUSZĘ
Pon, 10 lis 2014 09:00 komentarze: brak czytany: 1915x

Wiele osób mówi słowa, że ten czy tamten dom ma duszę. A może jest w tym coś więcej? A może naprawdę każda budowla jest także jakąś istotą? Oto ciekawy e-mail od naszej stałej czytelniczki: From: [...]Sent: Sunday, October 19, 2014 9:09 AMTo: Fundacja NautilusSubject: Re: Niezwykły przypadek nawiedzonego domuWitam Załogę!Pozwolę sobie na mały wywód ponieważ temat jest bardzo .......

czytaj dalej

Wiele osób mówi słowa, że ten czy tamten dom ma duszę. A może jest w tym coś więcej? A może naprawdę każda budowla jest także jakąś istotą? Oto ciekawy e-mail od naszej stałej czytelniczki:


From: [...]
Sent: Sunday, October 19, 2014 9:09 AM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Re: Niezwykły przypadek nawiedzonego domu

Witam Załogę!
Pozwolę sobie na mały wywód ponieważ temat jest bardzo na czasie.
 
Moja refleksja 
Z mojego doświadczenia  popartego wiedzą z zakresu Feng-Shui  wynika ,że wszystkie budynki które popadły w ruinę z jakiś tam powodów  mają swoją specyficzną aurę ,która częstokroć  może wpływać negatywnie na  otoczenie. Każdy  obiekt  tak jak każdy człowiek ma swoją datę urodzenia, która niesie ze sobą specyficzną energię  i jak  to w naszym dualnym ziemskim świecie bywa  ma  w sobie, w  różnych proporcjach  światło i cień. To właśnie te energie mają decydujący wpływ na  żywotność budynku , która może być bardzo różna. Mogą być w harmonii z otoczeniem lub nie ,mogą sprzyjać ich użytkownikom bądź nie .I te wszystkie  relacje energetyczne mogą doprowadzić do przedwczesnej śmierci obiektu  , do różnych tragedii jej mieszkańców  bądź do  przyciągnięcia  różnych  bytów energetycznych  ale  może być też tak, że obiekt  będzie bardzo sprzyjał użytkownikom i  będzie służył przez długie lata  aż do śmierci technicznej ,a nawet dłużej przy odpowiednich remontach. Pisząc o odpowiednich remontach mam na myśli świadome remonty , w których nie kierujemy się najnowszymi trendami  w tym zakresie a własnymi potrzebami sprzyjającymi nam , naszym bliskim i otoczeniu. Należy pamiętać ,że wszystko to co wnosimy  do przestrzeni  wchodzi  z nią w reakcję z różnym skutkiem , również wszystko to co napływa z  Wszechświata i wszystko to co jest przyciągnięte. Wszelkie relacje i wydarzenia są w tej przestrzeni zapisywane   inaczej rzecz ujmując pozostawiają ślad, który po pewnym czasie może  funkcjonować jako samodzielna świadoma forma  energetyczna, mając bardzo silny wpływ na otoczenie./nie koniecznie muszą to być duchy/
Kiedyś zadałam sobie pytanie: A co dzieje się z budynkami , czy obiektami po śmierci technicznej? Za jakiś czas  miałam okazję osobiście  badać ten temat i odpowiedzieć sobie na pytanie.
A oto wnioski:  Po śmierci technicznej budynek nie ma swojej "duszy" , jest martwy pod tym względem choć częstokroć  wygląda  okazale, absolutnie nie wspiera mieszkańców. Patrząc na niego oczami wszechświata  widzimy  w nim jeden wielki "grobowiec" ,do którego ściągają wszelkiego rodzaju byty  oddziaływując na  ich lokatorów. Budynek ,który miałam okazję badać po naturalnej śmierci technicznej ,stojąc przez pewien czas pusty przyciągał do siebie grupy młodych ludzi ,którzy odprawiali w nim różnego rodzaju rytuały  łącznie z rytualnym seksem, przyciągał wszelkiego rodzaju byty  oraz  dusze  tragicznie zmarłych podczas II WŚ.W taką przestrzeń ,po pewnym czasie wprowadziła się rodzina tak naprawdę niczego nie świadoma.
To co tam się działo  było jednym wielkim pasmem nieszczęść w postaci chorób, okaleczeń i śmierci. W jednej małej przestrzeni  zgromadziły się  trzy aspekty cienia: kosmicznego/czas,los/, ziemskiego/miejsce ,przestrzeń/ i ludzkiego/nasze postępowanie ,myśli/ powodując wiele  traumatycznych wydarzeń.
Na zakończenie chciałam zwrócić uwagę  na to mianowicie, że to właśnie My , ludzie  możemy wszystko zmienić kierując się intuicją pod jednym warunkiem: wcześniej pozbawimy się lęku i strachu  ponieważ żaden  podszyty strachem pesymista nigdy nie odkrył sekretów gwiazd, nie pożeglował ku niezbadanym lądom ani nie otworzył nowych niebios dla ludzkiego ducha....nie wspomnę o kreatywnym życiu
Tak jak dzieci możemy dostrzegać ,lub wyczuwać wszelkiego rodzaju energie , oceniać jej charakter , zmieniać i przekształcać ,a w razie  potrzeby   odsyłać do światła.
Łącze pozdrowienia wraz z następująca myślą:
"Wydaje się ,że popełniliśmy straszliwą omyłkę, utożsamiając się wyłącznie ze swoją świadomością, wyobrażając siebie ,że jesteśmy tylko tym co o sobie wiemy. Jest w Nas znacznie więcej ,są części przemawiające językami do których trzeba dopiero przywyknąć . Aby nauczyć się ich języka ,musimy bardzo uważnie wsłuchać się w przedziwne mity umysłu i zwracać uwagę na wszystko co się wydarza, bez względu na to czy się to zgadza z Naszymi ortodoksyjnymi wyjaśnieniami .Albowiem jak powiada Jung "to ważne i zbawienne, aby mówić również o rzeczach niepojętych".
Pozdrawiam serdecznie
R. [dane do wiad. red. FN]



zwiń tekst



NIEZWYKŁA PRZEPOWIEDNIA O UKRAINIE
Pon, 10 lis 2014 08:49 komentarze: brak czytany: 1706x

Dość osobliwa przepowiednia dotycząca dalszych losów Ukrainy, którą na pokład Nautilusa przysłała jedna z czytelniczek serwisu. From: [do wiedzy FN]Sent: Wednesday, September 17, 2014 12:04 AMTo: nautilusSubject: przepowiednieWitam,własnie jestem po przeczytaniu artykułu na temat imterpretacji przedowiedni dotyczących Polski i nasuwa mi sie jedna myśl.Otórz od niedawna mam męża.......

czytaj dalej

Dość osobliwa przepowiednia dotycząca dalszych losów Ukrainy, którą na pokład Nautilusa przysłała jedna z czytelniczek serwisu.

From: [do wiedzy FN]
Sent: Wednesday, September 17, 2014 12:04 AM
To: nautilus
Subject: przepowiednie

Witam,
własnie jestem po przeczytaniu artykułu na temat imterpretacji przedowiedni dotyczących Polski i nasuwa mi sie jedna myśl.
Otórz od niedawna mam męża z ukrainy i będąc w sierpniu w odwiedziny u jego rodziny jak wiadomo był temat co to będzie dalej i ogolnie tematy polityczne. Po czym brat mojej teściowej powiedział "babcia zawsze powtarzała że i tak będziemy należec do Polski" na co całe rodzeństwo przytakneło że pamięta.
Dodam że własnie wspomniana babcia (dla mojego meża prababcia) miała dar jasnowidzenia i niektóre rzeczy mówiła z taką pewnoscią jakby były oczywiste.
Mojej teściowej gdy ta była dzieckiem powtarzała "tylko nie wychodź za leworęcznego bo będziesz musiała sie tułać po świecie". Tak sie składa że mój teść jest leworęczny a teściowa zaraz po urodzeniu dwójki dzieci musiała zotawić je pod opieką swojejv teściowej a sama wyjechała do Włoch pracować i jest tam do dziś wraca tylko w wakacje.
Pozdrawiam
[...]



zwiń tekst



LEWITUJĄCE DZIECKO - film z Rosji
Nie, 9 lis 2014 13:38 komentarze: brak czytany: 1653x

Żart? Być może. Na pewno dość ciekawie zrobiony. To, że niektórzy ludzie potrafią lewitować jest rzeczą oczywistą. Choć akurat dzieci najmniej, ale... oto e-mail od czytelnika serwisu FN     From: [do wiad. FN] Sent: Wednesday, November 05, 2014 5:12 PM To: Fundacja Nautilus Subject: Lewitujące dziecko w lesie?   Natrafiłem na ciekawy film ukazujący dość niecodzienny.......

czytaj dalej

Żart? Być może. Na pewno dość ciekawie zrobiony. To, że niektórzy ludzie potrafią lewitować jest rzeczą oczywistą. Choć akurat dzieci najmniej, ale... oto e-mail od czytelnika serwisu FN

 

 

From: [do wiad. FN]
Sent: Wednesday, November 05, 2014 5:12 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Lewitujące dziecko w lesie?

 

Natrafiłem na ciekawy film ukazujący dość niecodzienny widok lewitującego dziecka. Nie wiem czy to fake czy też nie, ale mimo wszystko nagranie robi wrażenie.

 Pozdrawiam

 

Do umiejętności lewitacji przyznaje się jeden z polskich bioenergoterapeutów. Chcemy go zaprosić do przeprowadzenia eksperymentu w naszej Bazie FN. Całość eksperymentu ma być nagrywana na 11 kamer.

 

 



zwiń tekst



WIZJA WYDARZEŃ DO LIPCA 2015
Sob, 18 paź 2014 13:49 komentarze: brak czytany: 1883x

Otrzymujemy e-maile, ale także zwykłe listy. Wśród tych "z ostatnich tygodni" jeden jest dość osobliwy. Autor przedstawia w nim swoją wizję wydarzeń w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Można odnieść wrażenie, że w owej wizji w sposób znaczący opiera się raczej na swojej intuicji, ale... oto ta wizja.....

czytaj dalej

Otrzymujemy e-maile, ale także zwykłe listy. Wśród tych "z ostatnich tygodni" jeden jest dość osobliwy. Autor przedstawia w nim swoją wizję wydarzeń w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Można odnieść wrażenie, że w owej wizji w sposób znaczący opiera się raczej na swojej intuicji, ale... oto ta wizja.








zwiń tekst



WYSOKA AKTYWNOŚĆ SŁOŃCA W OSTATNICH DNIACH
Wt, 9 wrz 2014 09:21 komentarze: brak czytany: 2083x

Czytelnik serwisu śledzi aktywność Słońca. Zauważył w ostatnich dniach ciekawe zjawisko. Dzień Dobry,   Od roku śledzę ten wykres i ani razu do tej pory nie było tak długiego okresu takich wysokich zmian pola magnetycznego Ziemi – tutaj widać wysoki poziom od 27-go sierpnia, dzisiaj już 6-ta doba. To wskazuje, że magnetyzm ziemski został wytrącony ze swej równowagi . Wcześniej.......

czytaj dalej

Czytelnik serwisu śledzi aktywność Słońca. Zauważył w ostatnich dniach ciekawe zjawisko.

Dzień Dobry,

 

Od roku śledzę ten wykres i ani razu do tej pory nie było tak długiego okresu takich wysokich zmian pola magnetycznego Ziemi – tutaj widać wysoki poziom od 27-go sierpnia, dzisiaj już 6-ta doba. To wskazuje, że magnetyzm ziemski został wytrącony ze swej równowagi . Wcześniej takie wysokie odczyty trwały nie dłużej niż max 2-3 dni. Jeszcze jakiś czas temu skala wykresu kończyła się na 7 a obecnie na 9. Ludzie mogą gorzej się czuć, odczuwać zwiększone zapotrzebowanie na sen, mieć gorszy refleks, uczucie zmęczenia, występować może wzrost agresji itp. Pytanie co może powodować tak silne zmiany pola magnetycznego trwające nieprzerwanie przez dłuższy okres czasu. Krótkie zmiany mogły być spowodowane wybuchami na Słońcu, stwierdzane są także w czasie pojawiania się obiektów UFO. Jednak nieprzerwanie trwające są już dość zastanawiające, coś takiego może wywoływać obiekt o bardzo dużej masie i silnym oddziaływaniu grawitacyjnym, będący w pobliżu Ziemi. Być może wskazuje to na oddziaływanie np. Planety-X.

 

http://zmianysolarne.pl/tresc/indeks-kp-noaa

 

Planetarny indeks fluktuacji magnetycznych Kp w okresie tygodnia

 

 

 

Co ciekawe widać prawidłowość w postaci cykliczności na wykresie College – wysokie wartości o tych samych godzinach. Biorąc pod uwagę obrót planety, można się domyślać że jest to duży obiekt pozostający mniej więcej w tej samej pozycji względem Ziemi, co w punkcie pomiaru powoduje cykliczne wzrosty mierzonych wartości w tych samych godzinach. To wydaje się potwierdzać możliwość oddziaływania właśnie przez Planetę-X. Można zatem spodziewać się także wzrostu aktywności wulkanów i ruchów tektonicznych.

 

Pozdrawiam,

R. Ł. [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



CZŁOWIEK ROZDAJĄCY ULOTKI W WARSZAWIE
Nie, 7 wrz 2014 07:49 komentarze: brak czytany: 2234x

Podczas przejażdżki rowerami po Warszawie 6 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu (jedna z głównych ulic stolicy) zauważyliśmy staregom brodatego człowieka, który rozdawał ulotki. Miał także dziwnie brzmiący baner, w którym reklamował "którąś tam galaktykę". Jedną z ulotek zabraliśmy... oto ona: ....

czytaj dalej

Podczas przejażdżki rowerami po Warszawie 6 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu (jedna z głównych ulic stolicy) zauważyliśmy staregom brodatego człowieka, który rozdawał ulotki. Miał także dziwnie brzmiący baner, w którym reklamował "którąś tam galaktykę". Jedną z ulotek zabraliśmy... oto ona:



zwiń tekst



SPOTKANIE Z MAŁYMI LUDZIKAMI STOJĄCYMI PRZY DRODZE - fragment książki 'Wylatowo Historia Prawdziwa'
Nie, 10 sie 2014 22:33 komentarze: brak czytany: 2013x

/tekst powstał w 2003 roku/ [...] Zbieranie grzybów to przyjemność, ale i ryzyko. Każdy myśli, że jest fachowcem i na pewno potrafi odróżnić prawdziwka od jadowitego muchomora. Ta wiara jest czasami tak silna, że przysłania rozum. Zatrucia grzybami są stałym elementem wakacyjnego, polskiego pejzażu, zaś zupki na muchomorach potrafią całe rodziny postawić na granicy życia i śmierci, a.......

czytaj dalej

/tekst powstał w 2003 roku/
[...] Zbieranie grzybów to przyjemność, ale i ryzyko. Każdy myśli, że jest fachowcem i na pewno potrafi odróżnić prawdziwka od jadowitego muchomora. Ta wiara jest czasami tak silna, że przysłania rozum. Zatrucia grzybami są stałym elementem wakacyjnego, polskiego pejzażu, zaś zupki na muchomorach potrafią całe rodziny postawić na granicy życia i śmierci, a niektórym grzybki pozwalają tę granicę przekroczyć...

Mimo ostrzeżeń i apeli co roku do lasów ruszają całe zastępy dzielnych grzybiarzy-amatorów i trudno się im dziwić, bo jest to jednak ogromna frajda. Można się odizolować, przemyśleć pewne rzeczy na nowo, a jak szczęście dopisze, to i jakąś dziką zwierzynę spotkać. Tu gąska, tam podgrzybek – jest miło i sympatycznie. „Trójkąt Wylatowski” to miejsce naprawdę idealne dla wszystkich miłośników zbierania grzybów, a jednak warto pamiętać o elementach dodatkowych, które mogą Was tam spotkać. I nie mam tutaj na myśli wnyk zastawionych przez kłusowników, choć pewnie i takie się zdarzają, ale... pułapek stworzonych przez kogoś zupełnie innego.

Było to wczesną jesienią pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy na grzyby wybrała się czwórka gospodarzy z małej miejscowości położonej w okolicach Żnina. Pogoda tego dnia była wspaniała, zero deszczu, zero wiatru, na niebie piękne słońce. Wszyscy panowie zabrali ze swoich gospodarstw duże torby, wstali wcześnie rano i ruszyli w las. Było kilka minut po siódmej, kiedy przeżyli coś, co sprawiło, że „emocje podczas grzybobrania” nie są dla nich tylko i wyłącznie pustym słowem. Niczego się nie spodziewając weszli w sosnowy las. Po kilkudziesięciu minutach mieli już w swoich torbach pierwsze maślaki, a i borowik się trafił. I wtedy usłyszeli ten szum. Wiem, że grzybiarze lubią sobie pomóc w szukaniu i czasami posiłkują się mocnym trunkiem, ale akurat tego dnia nikt z nich – jak zapewniają – nie wziął nawet kropli alkoholu do ust. Piszę o tym dlatego, że to, co stało się potem, przypomina jakąś szaloną pijacką wizję. Szum dobiegał bowiem z góry, z wierzchołków drzew. Wydawało się, jakby coś ocierało się o szczyty drzew delikatnie je naginając. Było czuć także wyraźny powiew wiatru, jakby to „coś” na górze wywoływało specjalnie mały podmuch. Trwało to ledwie kilka sekund, kiedy nagle rozległ się niepokojący trzask gnących się, 30-letnich sosen. Wysokie na dwadzieścia metrów drzewa pochyliły się tworząc coś w rodzaju ekranu złożonego z gałęzi. Ciekawe, że całe zjawisko dotyczyło tylko kilku drzew rosnących obok siebie, zaś w inne sosny pozostały całkowicie nieruchome. Czwórka naszych dzielnych grzybiarzy patrzyła się na to widowisko jak urzeczona, aż nagle... pomiędzy drzewami pojawił się ekran "niczym jak telewizor".

Taki sam, jak z nowoczesnych rzutników multimedialnych, tylko że w barwach czarno-białych. Na tym naturalnym ekranie widać było... fragment wyścigu kolarskiego! Pięciu kolarzy zawzięcie pedałowało, kręcili pedałami i nawzajem się wyprzedzali. Ich pochylone sylwetki były dobrze znane każdemu, kto choć raz obserwował wyścig kolarski. Wspaniałe, sportowe rowery, duża dynamika, urok wyścigu na dwóch kółkach... wyglądało to trochę tak, jakby jakiś nieznany mieszkaniec lasu postanowił na chwilę włączyć swój naturalny, „leśny telewizor” i przełączył go na ulubiony, sportowy kanał. I wyglądało to bardzo ładnie, choć miało także minusy – świadkowie opowiadali potem, że nie było widać kręcących się szprych! Mężczyźni stali przez chwilę w całkowitej ciszy oglądając ten niezwykły, kolarski pokaz multimedialny      , po czym... rzucili się panicznie do ucieczki! W sumie to dziwne, bo przecież mogli spokojnie obejrzeć do końca relację i przekonać się, który kolarz wygra... Nie ma wątpliwości, że ten szczególny pokaz był właśnie dla nich. Ktoś chciał prawdopodobnie zobaczyć, jakie będą ich reakcje, kiedy „dadzą dyla” i w którym momencie puszczą im nerwy. Tajemniczy, latający „rzutnik multimedialny” poruszał się po koronach drzew, odginając je i wzbudzając powiewy wiatru. Ciekawe, że grzybiarze nie widzieli samego obiektu, a jedynie mieli możliwość przekonać się, jakie były skutki jego przemieszczania. Wniosek jest oczywisty – te obiekty mogą być w jakiś niezwykły sposób niewidzialne, zaś o samoczynnie odginając się wierzchołkach drzew miałem później usłyszeć jeszcze wiele razy... Ot, zwykła rzecz. Lasek, gdzie doszło do tego ciekawego incydentu, mieści się tuż obok miejscowości O.. Skoro już mówimy o tej małej mieścinie, to warto odwiedzić gospodarstwo państwa K. [dane do wiadomości red.] O tej historii dowiedziałem się zupełnie przypadkiem i miałem okazję ich zaskoczyć swoim przyjazdem. Jest to ważne, dzięki elementowi zaskoczenia cała historia stała się wiarygodna. Gdyby bowiem Ci ludzie chcieli mnie oszukać, to wcześniej musieliby się przynajmniej odrobinę naradzić, ustalić jakąś strategię, a tutaj... przyjeżdża pod dom samochód z obcymi ludźmi, którzy wchodzą do domu i pytają o wydarzenie sprzed wielu lat. Może i nie jest to zbyt grzeczne, ale dzięki temu można uzyskać gwarancję, że nie mamy do czynienia z oszustwem czy chytrą zmową w celu „pozyskania sławy w mediach”, co podejrzewa tak wiele osób kwestionujących relacje świadków, którzy widzieli UFO... 
Przy okazji – będąc na przyjęciu spróbujcie kiedyś tak rzucić od niechcenia, że widzieliście taki obiekt. Takie zwykłe doświadczenie psychologiczne, proste jak drut – potem wszystko odwołacie. Rozejrzycie się wokół, zobaczycie drwiące uśmieszki, miny pełne zażenowania, nastąpi krępująca cisza, a ktoś dławiąc z trudem śmiech ukryje twarz w dłoniach... To samo, tylko że spotęgowane do n-tej potęgi przeżywają ludzie, którzy decydują się mówić otwarcie o tym, co widzieli i przeżyli. Taki jest rezultat tej sławy, którą tak wielu wytyka jako argument pozwalający zakwestionować wydarzenie ufologiczne, które odbiło się echem w mediach. Ci ludzie intuicyjnie czują, co oznacza ujawnienie prawdy dziennikarzom, a jednak... decydują się mówić.

Obserwacja na własne oczy dziwnego obiektu jest bowiem niczym przekroczenie pewnej granicy, dostąpienie do wybranej grupy tych, którzy „wiedzą i widzieli”.  Patrzysz na śmiejących się ludzi wokół i myślisz: „ale jaja, oni nie wierzą w to, a to istnieje, bo ja to przecież widziałem tak, jak teraz ich widzę. To rekord świata!”. To wspaniałe uczucie jest dane każdemu, kto jest w elitarnym klubie naocznych świadków przelotów niezidentyfikowanych obiektów latających.

Rodzina państwa K. jest w jeszcze wyższej podgrupie tej elity. Dostąpili bowiem zaszczytu przeżycia Bliskiego Spotkania typu drugiego, co w języku angielskim określa się symbolem CE II. Podejrzewam, że gdyby nie ta przygoda, hasło „UFO” pozostałoby dla nich jedynie pustym słowem z gazetowych krzyżówek.

-       A skąd się Państwo dowiedzieli o tym?

Gospodyni domu była wyraźnie zaskoczona, że jest ktoś, kto się tym w ogóle interesuje. Spotkanie dziwnych, obcych istot w lesie jest bowiem zupełnie nieinteresujące, wręcz nieważne. Gdyby tak było, to na pewno zainteresowaliby się takimi sprawami dziennikarze, trąbili by o tym, o w mediach panuje grobowa cisza. Widać, że jest to nieinteresujące. Nuda.

-       Słyszeliśmy od Państwa sąsiadów, których znamy... Nie przeszkadzamy na pewno? Tak naszliśmy Państwa dom jak wojsko czy policja, przepraszamy...

-       Nie, nic nie szkodzi. Proszę, herbatę zrobię zaraz... Pan zdejmie kurtkę!

Trzeba przyznać, że badanie dziwnych zjawisk to zajęcie wymagające tupetu. Przed chwilą rodzina w niedzielę oglądała telewizję, a teraz ma w kuchni kilka nieznajomych osób, którzy pytają o wydarzenie sprzed 5 lat. Co zrobić – tak czasami trzeba!

-       Widzi Pan, bo my wtedy wracaliśmy do domu tym mercedesem...

-       Beczką?

-       Nie, „kubusia” wtedy miałem... dobry samochód, solidny!

Dobrze jest zacząć rozmowę od jakiegoś banału, drobiazgu niezwiązanego ze sprawą. To ośmiela ludzi, zachęca do snucia opowieści. Pan Andrzej przypominając sobie ten dzień z trudem powstrzymuje śmiech.

-       Opowiadałem tą historię, to się śmieli tylko... Gdyby żona i córka nie jechały wtedy ze mną, to by ludzie pomyśleli, że po pijaku zwidy miałem.

-       To ty też byłaś w tym samochodzie? – z zaskoczenia pytam Natalię, 12-letnią córkę państwa K. Takie pytanie pozwoli mi zorientować się, czy ta dziewczynka została zmanipulowana przez rodziców. Po dziecku to widać od razu. Odpowiedź pozbawia mnie złudzeń.

-       Ja to tylko prosiłam tatę, żeby się nie zatrzymywał, bo te ludziki... bałam się! – mówi bez chwili zawahania.

 Nawet nie patrzy na matkę, odpowiada bez namysłu, natychmiast. Zupełnie inaczej odpowiada dziecko, które wcześniej było przez rodziców instruowane, jak opowiadać, co mówić, a czego nie. To oznacza, że ta historia może być prawdziwa. Po wielu latach doświadczeń i słuchania takich opowieści wykształciłem w sobie rodzaj intuicji, która pozwala mi wyczuwać fałsz.

-       Dobrze... Panie Andrzeju, zacznijmy od początku... jechał Pan w nocy przez las?

-       No tak, w trójkę jechaliśmy, ja z żoną z przodu, a córa z tyłu siedziała. Ale to ja pierwszy to zielone światło dostrzegłem!

Pan Andrzej poczuł się wyraźnie ośmielony moją deklaracją, że nie będzie pierwszym człowiekiem, od którego usłyszę historię o spotkaniu z dziwnymi istotami. Poznajemy szczegóły tego, co wydarzyło się tamtej nocy. Który to był rok? Na pewno kilka lat temu, ale wiadomo, że córka Natalka miała około 8 lat... Po chwili udaje się ustalić, że musiał to być 97 rok. Państwo K. jedą razem z córką na spotkanie do swojej rodziny mieszkającej w sąsiedniej wiosce. Jest dobrze po północy, kiedy decydują się wracać do domu. Nie jakąś główną drogą, bo tutaj prawie nie ma głównych dróg... Ot, taką zwykła, polną, która wiedzie przez las. Pan Andrzej odpala silnik Diesla swojego wysłużonego Mercedesa i samochód powoli rusza. W środku wesoło, choć córka chce już pójść spać i cieszy się, że rodzice wreszcie zdecydowali się na powrót do domu. Teren wokół O. jest raczej słabo zaludniony, jadąc przez las o tej porze... prawdopodobieństwo spotkania kogokolwiek jest prawie zerowe. Światła Mercedesa wydobywają z ciemności kolejne fragmenty drogi i lasu, do domu już niedaleko, najwyżej kilka kilometrów. I wtedy wydarza się coś niezwykłego. Andrzej K. dostrzega światełko, po prawej stronie. Małe, zielone światełko.

-       Był Pan w wojsku? No! To takie właśnie światełko małe, jak z noktowizora!

-       To światełko było z czegoś, co stało w lesie? – pytam.

-       Tak, tam coś musiało stać, ale ja tego nie widziałem. Tylko dostrzegłem taki mały zielony kwadracik jak z noktowizora. Może 20 metrów od drogi którą jechaliśmy, a może i to nie... Wie pan, ciemno było. No a potem to już tego ludzika zobaczyłem...

-       Ludzika?

-       Panie, szedł sobie tak normalnie, poboczem. Mały taki człowieczek, znaczy niski jak dziecko.

Po prawej stronie drogi, wprost w kierunku jadącego samochodu idzie niska istota ludzka, ale... wygląda dziwacznie. Po pierwsze wzrost – najwyżej 150 centymetrów wzrostu. Jak dziecko prawie.. Istota idzie równym krokiem, w ogóle nie patrzy w kierunku jadącego samochodu, tak się przynajmniej wydaje. Kiedy jest w odległości 10 metrów od auta, wtedy można dostrzec szczegóły jej ubioru. Nie widać twarzy, tylko jakiś czarny hełm z wyraźnym jaśniejszym punktem nad czołem. Strój przypomina wojskowe moro, w zielonym odcieniu, choć być może barwa była trochę inna, ale wiadomo – nic wszystko może zmienić. Pierwsze skojarzenie? Pewnie żołnierz jakiś, zagubił się, wraca do jednostki. Pan Andrzej miał też inne podejrzenie, o którym ze śmiechem opowiada.

-       Ja to myślę sobie, a może policja w nocy patrol wypuściła? Papiery samochodu mam w porządku, ale... zawsze to strach.

-       A nie pomyślał Pan, że to może być coś... no wie Pan, obcego?

-       No skąd! To znaczy jak już te wszystkie pozostałe światła pozapalały, to wtedy mnie strach obleciał, ale zatrzymać się miałem ochotę,  a córka zaczęła krzyczeć „Tata nie, tata nie!”

Kiedy samochód minął dziwną postać z hełmem na głowie, wtedy z ciemności wyłonił się najdziwniejszy widok, jaki kiedykolwiek Ci ludzie widzieli w życiu. Przy drodze w równym szeregu stały dziesiątki identycznych osobników, jak ten, który właśnie przeszedł sobie poboczem. Oni stali, po prostu stali obok siebie w równym rzędzie niczym żołnierze. Wszyscy mieli takie same hełmy z czymś na górze, co wyglądało niczym latarka. I prawdopodobnie taką latarką było, bo nagle – jak na ruch czarodziejskiej różdżki ukrytego gdzieś dyrygenta – wszystkie światła na hełmach tych istot się zapaliły. Pani Grażyna wystraszyła się nie na żarty.

-       Ja mówię do męża: Andrzej, o Jezu, co to jest? A tych świateł w lesie były tysiące...

-       E tam, to jeszcze nic, jak się one zapaliły – wtrąca się mąż pani Grażyny – wtedy to się zrobiło jasno jak w dzień! Opisać się tego nie da, jak jasne światło biło od tych ludzików, tych ich latarek znaczy...

-       Co pan wtedy pomyślał? – pytam.

-       Ćwiczenia, wojsko albo policja. Ale że takie cuda mieli jak te światła? No i te istoty, twarzy widać nie było, tylko te latarki jak górnicy...  Natalka się wystraszyła i krzyczy „Tata jedź!”

-       Bo tych ludzików było mnóstwo – tłumaczy córka pana Andrzeja – i stali tak nieruchomo, w równym rzędzie. Każdy miał taką samą wielkość, niczym się nie różnili od siebie... To może mama opowie...

Pani Grażyna właśnie w kuchni zalewa wrzątkiem herbatę i przypominając sobie tamten wieczór tylko z niedowierzaniem kręci głową.

-       Mąż tylko zwolnił trochę, a te małe ludzie zupełnie nic, tylko z tych lampek to światło na samochód... Ja mówię wtedy „Andrzej, nie zatrzymuj się!”

-       I szkoda! – zastanawia się mąż pani Grażyny – bo jak bym sam jechał, to bym się zatrzymał. Ale one się bały, więc... sam ciekaw teraz jestem, co to było z tymi ludzikami. Źle się stało, że nie stanąłem...

-       Ej tam, wiadomo, kto to był...  Może by nam co zrobili, kto ich tam wie – pani Grażyna patrzy z dezaprobatą na męża. Mogę się tylko domyśleć, jak wyglądała scena w samochodzie w tę niezwykłą noc.

Od razu po przyjeździe do domu o swojej niezwykłej przygodzie opowiedzieli najbliższej rodzinie. Reakcja? Śmiech oczywiście. Przywidzenia jakieś i takie tam – nie ma o czym mówić. Andrzej K.natrafił na klasyczny problem wszystkich, którzy mieli okazję widzieć na własne oczy coś dziwnego. Nikt wokół nie wierzy i nawet nie ma o tym z kim porozmawiać. Kiedy człowiek widzi, że inni się z niego śmieją, zamyka się w sobie i w ten sposób setki, jeśli nie tysiące wiarygodnych historii spotkań z UFO idzie w zapomnienie.

-       A ja mówię – wy się śmiejcie, a ja wiem, co widziałem! Gdybym sam jechał, to może i bym się zastanawiał, czy nie przysnąłem, ale żona i córka były ze mną, sami Państwo widzicie... Nie wiem, kto to był w tym lesie, ale to zwykłe ludzie nie byli!

Wychodzimy z domu państwa K. przepraszając za nagłe najście i dziękując za gościnę. Nie powiedziałem im najważniejszego, że siła, z którą mieli okazję się zetknąć w tamten wieczór, potrafi zrobić istne cuda, choćby wprogramować w pamięć rzeczy, które w ogóle nie miały miejsca. Oznacza to, że obrazek tysięcy istot ze światełkami na kaskach, jak u górników, stojący równym rzędem przy drodze – to oczywiście mogła być prawda, ale... być może w ogóle nie miało nigdy miejsca. Być może ktoś celowo wymazał z pamięci inne, o wiele ciekawsze wspomnienia, gdyż chciał coś ukryć przed takimi ludźmi jak my. W ten sposób pozbawił też kłopotów samych uczestników tego zdarzenia. Tak naprawdę należało by wszystkich tych ludzi poddać hipnozie i dopiero wtedy dokładnie ustalić, co zdarzyło się tamtej niezwykłej nocy... Ale do tego potrzeba czasu, ludzi, pieniędzy. Na razie zamykamy tę sprawę, tak jak setki podobnych spraw. I jak zawsze w takim przypadku solennie obiecuję sobie, że kiedyś do tego powrócę.

 

Poniżej zdjęcia świadków.













Tak według córki państwa K. wyglądały dziwne istoty.



zwiń tekst



CZY JASNOWIDZ KRZYSZTOF JACKOWSKI MIAŁ TRAFNĄ WIZJĘ DOTYCZĄCĄ WYDARZEŃ NA UKRAINIE?
Wt, 22 lip 2014 09:35 komentarze: brak czytany: 2289x

Pan Grzegorz napisał do nas wiadomość, w której zauważył dość ciekawe elementy w dawnej wizji Krzysztofa Jackowskiego z 2009 roku. Warto jest przytoczyć jego wiadomość.   Droga Fundacjo! Wywołaliście prawdziwą burzę w internecie, zwłaszcza na youtube - Wasz udostępniony materiał z 2009 roku obejrzało prawie 100 tysięcy ludzi, na wielu forach wielotematycznych pojawił się link, wiele.......

czytaj dalej

Pan Grzegorz napisał do nas wiadomość, w której zauważył dość ciekawe elementy w dawnej wizji Krzysztofa Jackowskiego z 2009 roku. Warto jest przytoczyć jego wiadomość.

 

Droga Fundacjo!

Wywołaliście prawdziwą burzę w internecie, zwłaszcza na youtube - Wasz udostępniony materiał z 2009 roku obejrzało prawie 100 tysięcy ludzi, na wielu forach wielotematycznych pojawił się link, wiele laików zaczęło się interesować panem Krzysztofem i mniej krytycznie spoglądać na tezy, które wygłasza.

Osobiście dla mnie te wydarzenia były szokiem, nie mniejszym niż sam przykry incdyent, który miał miejsce na Ukrainie.

Warto jednak spojrzeć na dalsze prognozy pana Jackowskiego, o którzy mówił w 2009 roku. Wymienię je krótko:

- kolejny wstrząs gospodarczy, drugie dno kryzysu (obecnie bardzo możliwe do zrealizowania, gdy sankcje okażą się bronią obosieczną i nie tylko dotkną Rosji, ale wrócą jak Bumerang, wszak jeśli odizoluje się jedno państwo połączone lukratywnymi kontraktami gospodarczymi, to pozostałe państwo też poczują ten ubytek!)

- powolny rozpad Unii Europejskiej (aktualnie widzimy wzrost tendencji eurosceptycznych, w tym chociażby Nasze podwórko - Nowa Prawica w Europarlamencie)

- wybory prezydenckie, gdzie pojawią się dwie nowe twarze - siwy mężczyzna (Janusz Korwin-Mikke) oraz kobieta, która ma być alternatywą dla PO (wszyscy myśleliśmy, że dotyczy to wówczas zbliżających się wyborów w 2010 roku, a wszystko wskazuje na to, że pan Jackowski mógł przewidzieć dopiero te wybory, które odbędą się w 2015 roku)

 - wojna (Wojna ma być poprzedzona prowokacjami!)

Chciałbym zaapelować, aby Fundacja odkopała z bazy danych więcej materiałów z tego roku dotyczących przepowiedni pana Jackowskiego, gdyż może się okazać, że znów trafił! 

Zamieszczam na koniec link (oryginalny!) umieszczony 18 maja 2009 roku, gdzie pan Jackowski mówi o kolejnych przepowiedniach.

Pozdrawiam załogę!

Grzegorz 

http://patrz.pl/filmy/krzysztof-jackowski-widzi-kryzys-w-lipcu-roku-2009

 

I jeszcze jeden e-mail do FN:

Szanowna Redakcjo.
Chciałbym się podzielić takim moim spostrzeżeniem, że p. Krzysztof Jackowski NIE POWIEDZIAŁ o zestrzeleniu samolotu(ów) na Ukrainie, jak to niektórzy interpretują.
Powiedział:
-
Jakieś dwa samoloty pasażerskie. I teren Ukrainy. A zaraz potem wojna.

Przeczytawszy książki p. Jackowskiego mniej więcej wiem, na jakiej zasadzie działają te wizje. Jest "błysk", krótka wizja, a dalej to już interpretacja pana Krzysztofa, stąd pewne nieścisłości.
Do czego zmierzam? Ano do tego, że jestem święcie przekonany, że ten drugi samolot (chronologicznie pierwszy), to był lot MH370, który zaginął  cztery miesiące wcześniej na oceanie. DWIE IDENTYCZNE MASZYNY, TO SAMO MALOWANIE, TEN SAM PRZEWOŹNIK. Pan Jackowski, mówiąc o jednym, albo dwóch samolotach pasażerskich miał po prostu wizję dwóch identycznych maszyn Malaysian'a, które rozbiły się w niedługim czasie od siebie, co jest ewenementem. Jestem przekonany, że - "Jakieś dwa samoloty pasażerskie "
to właśnie TE loty - MH17 i MH370.
I owszem, może być dalej, że po zestrzeleniu Malaysian'a nad Ukrainą, może wyniknąć wojna. Ale wizja była na tyle nieszczegółowa, ze po prostu p. Jackowskiemu jakby nałożyły się dwie te katastrofy na siebie. Tak mi się wydaje. Stąd te dwa samoloty. Dziwię się, że jeszcze nikt nie skojarzył tego niecodziennego FAKTU.
Zresztą fajnie byłoby, gdybyście zadzwonili do Krzysztofa i wyciągnęli więcej szczegółów, jak on to widział. Chociaż może bardziej, jak mu się teraz wydaje, czy te dwa samoloty mogły być połączone w wizji w jedną całość?
Pozdrawiam, Robert.



zwiń tekst



PIRAMIDA W RÓŻANOWIE
Nie, 13 lip 2014 08:08 komentarze: brak czytany: 2502x

W Polsce w kilku miejscach są piramidy. Niektóre są większe, inne całkiem małe, jak ta w Różanowie. Napisał o niej do nas czytelnik serwisu FN:From: [adres do wiad. FN]Sent: Monday, June 09, 2014 9:54 PMTo: FNSubject: kule orbs zdjęcie nr 14 Witam Na znanym portalu pojawił się ciekawy artykuł o piramidzie w Rożnowie. Po przeczytaniu zwróciłem uwagę na zdjęcie nr 14, widać.......

czytaj dalej

W Polsce w kilku miejscach są piramidy. Niektóre są większe, inne całkiem małe, jak ta w Różanowie. Napisał o niej do nas czytelnik serwisu FN:


From: [adres do wiad. FN]
Sent: Monday, June 09, 2014 9:54 PM
To: FN
Subject: kule orbs zdjęcie nr 14

Witam
 
Na znanym portalu pojawił się ciekawy artykuł o piramidzie w Rożnowie. Po przeczytaniu
zwróciłem uwagę na zdjęcie nr 14, widać na nim kilkanaście kul typu orbs.
 
http://zajacpodrozny.blog.pl/2014/05/18/piramida-w-roznowie-tajemnicza-atrakcja-opolszczyzny/
 
Serdeczne pozdrowienia dla całej załogi Nautilusa





zwiń tekst



CHIŃSCY NAUKOWCY PRACUJĄ NAD MOŻLIWOŚCIĄ PODRÓŻY W CZASIE
Nie, 13 lip 2014 06:52 komentarze: brak czytany: 2120x

Chińscy astrofizycy uważają, że niektóre czarne dziury to tunele czasoprzestrzenne. Niektórzy astrofizycy wierzą, że istnieją w kosmosie "łączniki" umożliwiające poruszanie się w czasie oraz pomiędzy wszechświatami. Dwaj chińscy naukowcy potwierdzenia tej teorii doszukują się w czarnych dziurach. Tunele czasoprzestrzenne to według teorii astrofizycznych pewnego rodzaju skróty.......

czytaj dalej

Chińscy astrofizycy uważają, że niektóre czarne dziury to tunele czasoprzestrzenne. Niektórzy astrofizycy wierzą, że istnieją w kosmosie "łączniki" umożliwiające poruszanie się w czasie oraz pomiędzy wszechświatami. Dwaj chińscy naukowcy potwierdzenia tej teorii doszukują się w czarnych dziurach.

Tunele czasoprzestrzenne to według teorii astrofizycznych pewnego rodzaju skróty, które łączą odległe miejsca lub punkty czasowe z tego samego lub z różnych wszechświatów. Naukowcy nie znaleźli wystarczających dowodów na ich istnienie, ale przypuszczają, że występują one w przestrzeni kosmicznej. Na temat tuneli czasoprzestrzennych powstało do tej pory wiele publikacji, m.in. ogólna teoria względności Einsteina dopuszcza istnienie tuneli.

Tunele w centrach galaktyk?

Astrofizycy Zilong Li i Cosimo Bambi uważają, że tunele czasoprzestrzenne istnieją w niektórych czarnych dziurach znajdujących się w jądrach galaktyk. Najprawdopodobniej powstały po Wielkim Wybuchu. Od "zwykłych" czarnych dziur miałyby się różnić przede wszystkim wielkością, byłyby mniejsze. Tylko w nich zgodnie z teorią mogłaby istnieć możliwość przemieszczania się pomiędzy wszechświatami.

Inne teorie

Na temat tuneli czasoprzestrzennych powstało dotychczas wiele teorii. Niektórzy naukowcy uważają, że mogłyby one znajdować się pomiędzy czarną dziurą znajdującą się w jednej części wszechświata a tzw. białą dziurą - w drugiej. Materia wpadająca w gardło czarnej dziury ulegałaby jednak zniszczeniu poprzez jonizację i silne prądy panujące wewnątrz tunelu.

Taki tunel nazywany jest mostem Einsteina-Rosena, od nazwisk wielkich naukowców wierzących w ich istnienie.

Źródło: space.com



zwiń tekst



NIEZWYKŁY DŹWIĘK - relacja z 10 lipca 2014
Nie, 13 lip 2014 06:33 komentarze: brak czytany: 1941x

...Relacje o tym, że nagle słychać "bardzo dziwny dźwięk" pojawiają się bardzo często. 11 lipca otrzymaliśmy taką relację:  Witam,Nazywam się A.. Mam 16 lat. Są wakacje, więc codziennie idę spać nad ranem, bo nocami buszuję w internecie. Wczoraj (tj. 10 lipca 2014 roku) zdarzyło się coś dziwnego. Jak zawsze siedziałam sobie na laptopie. Była już 2.30, więc pomyślałam, że pójdę szybko .......

czytaj dalej

...Relacje o tym, że nagle słychać "bardzo dziwny dźwięk" pojawiają się bardzo często. 11 lipca otrzymaliśmy taką relację:


 Witam,
Nazywam się A.. Mam 16 lat. Są wakacje, więc codziennie idę spać nad ranem, bo nocami buszuję w internecie. Wczoraj (tj. 10 lipca 2014 roku) zdarzyło się coś dziwnego. Jak zawsze siedziałam sobie na laptopie. Była już 2.30, więc pomyślałam, że pójdę szybko spać, żeby nie musieć "przeżywać" 3 w nocy. Boję się tej godziny cholernie, chyba wiadomo z jakiego powodu. Wyłączyłam więc laptopa i poszłam do swojego pokoju. Wszystko posprzątałam, przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Uprzednio zasłoniłam rolety - po pierwsze żeby nikt mnie nie podglądał (mieszkam w bloku na 2 piętrze), a po drugie - żeby słońce na mnie rano nie świeciło, ponieważ wstaję zazwyczaj ok. 10-11 a okno mam od wschodu. Leżałam w łóżku. Plan był taki, że pomodlę się i lecę w kimono. Jednak wzięłam telefon i przeglądałam sobie różne rzeczy na internecie spoglądając co chwilę na zegarek na pasku na ekranie. Odechciało mi się spać.

Patrzę, 3.00 coraz bliżej. W końcu 2.59. Myślę sobie "Angelika, zajmij się czymś i nie patrz na zegarek to ci się nic nie stanie". Mimo wszystko patrzyłam co kilka sekund na zegarek. 2.59 .... 3.00. I w tym momencie stało się coś dziwnego. Usłyszałam ogromny hałas na dworze. Nie potrafię opisać tego "dźwięku". Coś jakby ryk silników, strasznie silny wiatr, jadący pociąg, do tego wycie, buczenie, wrzaski, piski i lecący samolot. To wszystko razem. Miałam zamknięte okno i to było najgorsze.

Gdy zamykam swoje okna - nic a nic nie słychać z dworu. A tym bardziej w nocy, kiedy całe miasto śpi. Dodam, że najbliższa ruchliwa ulica w pobliżu mojego bloku znajduje się osiedle dalej w odległości 450m. Jest to obwodnica. Ruchliwa w dzień, jednak CAŁKOWICIE ZAMIERA W NOCY. Jeździłam nią w tych porach kilka razy więc wiem. Ruchliwość tej ulicy w dzień nie sposób oczywiście porównać ze zwykłą ulicą Warszawy bądź innego dużego miasta. Około 150 metrów od mojego bloku są tory. Pociąg jeździ nimi maksymalnie 2 razy w tygodniu, zazwyczaj w dziennych porach. Dodam, że są to pociągi towarowe. Ponieważ ludzie zrobili sobie "dzikie przejście" przez tory przy drugim osiedlu które tak jak i tory leży po drugiej stronie ulicy, maszynista ZAWSZE ogromnie głośno trąbi - jest to jego obowiązek. Trąbienie to słychać na wszystkich pobliższych osiedlach. Dlatego wykluczam, by był to pociąg - trąbienia żadnego nie słyszałam. Tak samo jak i wykluczam konwój samochodów. To na prawdę musiałby być ogromny konwój. I to nie samochodów tylko motorów, bo samochodów z obwodnicy kompletnie nie słychać, tak samo jak i motorów, chociaż je może troszkę bardziej. Hałas był tak ogromny, że wydawałoby mi się, jakby to wszystko działo na moim osiedlu w okolicach mojego bloku.

Wykluczam również samolot - w moim mieście nie ma lotniska. Samoloty co prawda latają, ale wysoko w chmurach. We wsi niedaleko obrzeży miasta jest lotnisko. Jednak nie można tego czegoś w sumie lotniskiem nazwać. Wylatują stamtąd samoloty raz na miesiąc a może i na 2 miesiące, w celach rekreacyjnych - można oblecieć całe miasto. Rozpoznaję dźwięk takiego samolotu. Nie jest to oczywiście samolot taki hmm pasażerski, tylko taki jakimi się bawią dzieci gdy są małe. Tam się maksymalnie 4 osoby mieszczą. Samoloty te nie latają wysoko nad ziemią i strasznie hałasują. No ale latają tylko za dnia, ciepłą porą. Więc samolot też odpada. Odpada również wiatr, ponieważ cała noc jak i wcześniejszy i następny dzień były bezwietrzne. Nie mam pojęcia co to było. O 3.01 WSZYSTKO SIĘ SKOŃCZYŁO. TRWAŁO RÓWNO MINUTĘ I TYLKO MINUTĘ. I była cisza jak wcześniej. Podczas tego hałasu bałam się odsłonić rolet. Nie nagrywałam nic telefonem, ponieważ po 1. był podpięty do ładowarki, po 2. strasznie mi muli i zanim by się kamera włączyła, to wszystko by się skończyło, po 3. próbowałam wyłapać co to może być. To wszystko szło z nieba i ze wszystkich stron, jakby demony schodziły na Ziemię. To musiało być coś potężnego, bo to cud że słyszałam to wszystko tak cholernie głośno przy zamkniętych oknach.

Proszę o potraktowanie tego maila poważnie. Śledzę państwa fundację od 5 lat. Tak, już w wieku 11 lat zainteresowałam się zjawiskami paranormalnymi. Obserwowałam 3 razy przelot UFO i nawiązałam kontakt ze zmarłą osobą. Mogą państwo pomyśleć, że to wszystko co napisałam jest wyżej fałszywe i zmyślone. Gdybym miała coś zmyśleć, to napisałabym że widziałam chupacabrę na wsi, UFO pod blokiem albo nie wiem, Nessie w zalewie (żartuję, wymyśliłabym coś mądrzejszego). Mimo swojego wieku jestem poważną osobą i nie robię sobie żartów z takich rzeczy. Wielki szacun za to co państwo co robią, miło, że ktoś jeszcze wierzy w istnienie zjawisk nadprzyrodzonych.
Z poważaniem, A. [dane do wiad. FN]
PS. proszę o zachowanie moich danych tylko i wyłącznie dla fundacji :)

 



zwiń tekst



STRONA
1 50 64 65 66 67 68 69 70 76
Strona 67 / 76

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI OD NASZEGO KOLEGI Z POKŁADU OKRĘTU NAUTILUS, KTÓRY PRZESZEDŁ KORONAWIRUSA: [...]  wciąż czuje osłabienie przy najprostszych czynnościach. Trochę się poruszam i zalewam się potem i muszę się położyć. Lekarz mówi że ten stan może jeszcze potrwać. Węch też małymi krokami mi wraca.  Za dwa miesiące muszę zrobić TK płuc by sprawdzić czy covid wyrządził większe szkody. Dlatego po dwoch miesiącach gdyż niektóre zmiany samoczynie mogą zostać wyleczone w tym czasie. ...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Wt, 17 lis 2020 08:47 | Witam.Dziś tj. 12.11.2020 r. ok. godz. 13 wjeżdżałem do Krakowa od strony Olkusza. Nagle nad miastem zobaczyłem jasną kulę światła. Była może kilometr nad nim. Obiekt nagle zaczął spadać w dół niczym strącony przez jakiś pocisk. Jego prędkość była nienaturalnie duża. Wszystko trwało może 5 sekund. Dodam, że podobne zdarzenie zaobserwowałem może pół roku temu w tym samym miejscu, ale wtedy odpuściłem. Dziś chciałbym się dowiedzieć co widziałem, lub poznać kogoś kto też to widział.Pozdrawiam...

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 15 października 2020 | Koronawirus kryje w sobie wiele tajemnic i ukrytych przed nawet najlepszymi laboratoriami na świecie niespodzianek, które właśnie wywracają znany nam świat do góry nogami. Proces wielkiej przemiany zaczął się śmiesznie, wręcz zabawnie – ot, jakiś śmieszny wirus z Chin, co to zabija tylko starców, a resztę traktuje „bezobjawowo”. Ale to nie jest takie proste.

czytaj dalej

FILM FN

ZAGADKOWY DŹWIĘK SŁYSZANY WE WROCŁAWIU - 10 listopada 2020 o godz. 22:02

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.