Dziś jest:
Czwartek, 22 kwietnia 2021

"Wiedza to władza. Ale niewiedza, niestety, nie oznacza jeszcze braku władzy." Niels Bohr

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Kilka moich doświadczeń - list od naszego stałego czytelnika z Kanady
Nie, 10 luty 2019 20:48 komentarze: brak czytany: 2368x

[...] Pozdrawiam serdecznie Fundacje Nautilius i bardzo dziekuje ze jestescie a zainteresowane osoby moga sie dzielic swoimi doswiadczeniami . Przepraszam ze nie pisalem od kilku miesiecy. Chcialbym podzielic sie z Wami kilku doswiadczeniami.Bruno Groning moje przezycie.Kilka miesiecy temu poszedlem na spotkanie w hotelu w Oakville,Ontario,Kanada aby obejrzec film o zyciu Bruno Groning. Film z mala.......

czytaj dalej

[...] Pozdrawiam serdecznie Fundacje Nautilius i bardzo dziekuje ze jestescie a zainteresowane osoby moga sie dzielic swoimi doswiadczeniami . Przepraszam ze nie pisalem od kilku miesiecy. Chcialbym podzielic sie z Wami kilku doswiadczeniami.

Bruno Groning moje przezycie.

Kilka miesiecy temu poszedlem na spotkanie w hotelu w Oakville,Ontario,Kanada aby obejrzec film o zyciu Bruno Groning. Film z mala przerwa trwal kilka godzin. Bylo nas tylko mniej niz dziesiec osob. Na koncu filmu byla pokazana czarno-biala fotografia twarzy Bruno. Po chwili wpatrywania sie w to zdjecie odczulem cos co trudno mi wytlumaczyc. w jednej chwili poczulem w centralnej czesci ciala-torso energie. Odebralem to jako bardzo mocne wibracje troche przypominajace prad. Trwalo to bardzo krotko-moze sekunde. Nie spodziewalem sie ze cos takiego moze nastapic. Poszedlem na ten film z nadzieja aby sie wiecej dowiedziec o tej osobie. Mialem tez cicha intencje aby Bruno pomagal mi zmienic swiat na lepszy. Po tym incydencie rozpoczalem kontakt z ludzmi ktorzy naleza do grupy przyjaciol Bruno Groninga. Rozmawialem z kilkoma osobami ktore wierza ze zostaly uzdrowione dzieki niemu. Przychodza na te spotkania osoby wielu wyznan i to co je laczy jest wiara w Boga ktory jest Miloscia bez granic.




Czy mozna przewidziec przyszlosc?

Pewnego razu dzwoni do mnie kolega z wiadomoscia ze jego przyjaciel jest w szpitalu powaznie chory. W tym momencie ukazuje mi sie torso czlowieka a wzdluz niego dwie czerwone linie. Moj kolega przyjechal do mnie po krotkim czasiea ja mu powiedzialem w ktorej czesci ciala jest problem. Byl on zdumiony i zapytal skad ja to wiem. Powiedzialem jemu tylko ze wiem bo jak moglem powiedziec ze zostalo mi to pokazane. Kilka dni pozniej Janusz dzwoni do mnie ponownie z wiadomoscia ze jego przyjaciel czuje sie lepiej i lekarz mowi ze powinno byc dobrze. W tym momencie ukazuje mi sie torso czlowieka z dwiema grubymi czerwonymi liniami wzdluz torso. Zostaje mi powiedziane ze ten czlowiek wkrotce odejdzie. Nie powiedzialem tego mojemu koledze ale poprosilem aby jego przyjaciel pogodzil sie ze swoim bratem z ktorym byl w niezgodzie. W kilka dni pozniej dusza opuscila cialo tego czlowieka. Moglem tylko biernie obserwowac co sie bedzie dzialo .
Drugi przypadek.
Jestesmy z zona w sali bankietowej na zabawie. Przy stoliku jest z nami zaprzyjaznione malzenstwo. Popatrzylem w pewnej chwili na zone kolegi i zamiast jej twarzy ujrzalem ludzka czaszke. Odwrocilem wzrok ale po chwili z niedowierzaniem ponownie popatrzylem na twarz tej osoby. I ponownie ten sam widok. Trwalo to chwile ale po krotkim czasie ponowniezobaczylem twarztej osoby. Zastanawialem sie co to moze oznaczac. Po kilku dniach dostalismy wiadomosc ze ktos z rodziny tej osoby popelnil samobojstwo.
W tych przypadkach przyszlosci nie mozna bylo zmienic i byla tym osobom przypisana. Jestem jednak przekonany ze w wielu sytuacjach mozna przyszlosc zmienic.

Kontakt z duszami.

Jak pisalem we wczesniejszych listach czasami udaje sie mi skontaktowac z duszami osob ktore odeszly. Przewaznie sa to prosby dla rodzin aby poczuly sie lepiej .Powiem szczerze ze nie zawsze ten kontakt jest. To chyba zalezy od checi obu stron.
Czasami dusze przekazuja wiadomosc w inny sposob. Dla przykladu. Pojechalem niedawno na duzy cmentarz w Toronto odwiedzic grob mojego znajomego taty. W trakcie jazdy poprosilem w mysli aby dusza tej osoby, jesli to mozliwe, wsparla mnie i pomogla mi pomagac ludziom w potrzebie. Gdy dochodzilem do grobu to zauwazylem stojace przy nim trzy sarny. Podszedlem blisko ale one nie mialy zamiaru odejsc. Wrecz przeciwnie . Caly czas patrzyly na mnie a w pewnej chwili jedna polozyla swoja glowe na szyi drugiej i tak staly do momentu az odszedlem.Byl to bardzo przyjemny widok.

Reinkarnacja.

W chwili porodu z pelna swiadomoscia zobaczylem jak trzymam pepowine laczaca moja mame ze mna i z pelna swiadomoscia zastanawialem sie co sie dzieje. Sam ten fakt mowi mi o istnieniu reinkarnacji.
Moim zdaniem to ze kazdy rodzi sie z grzechem pierworodnym ma wielki sens.
Dusza wychodzac z ciala zabiera ze soba w formie informacji doswiadczenia pozytywne i negatywne i w kolejnych wcieleniach musi doswiadczyc i zrozumiec swoje bledy bo jesli kazdy ma w sobie esencje Boga to wszyscy dazymy w kierunku Milosci bez granic.
Niektorzy rozumieja to szybciej niz inni.
Uwazam ze jesli Pan Bog kocha nas miloscia bez granic to Karma nie jest kara ale dodatkowa lekcja ktora trzeba przejsc aby zrozumiec kim naprawde jestesmy.
Pozdrawiam Cala Zaloge Fundacji Nautilius i dziekuje bardzo ze pomagacie zmienic nasz Swiat na lepszy.
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



I nagle usłyszała głos z obrazu...
Nie, 10 luty 2019 09:58 komentarze: brak czytany: 2479x

Drodzy moi,Ostatnio gdzieś przeczytałem art. nt." przeskoków w czasie" i przypomniała mi się historia, która miała miejsce jakieś 4 lata temu a którą opowiedziała mi ( i doświadczyła ) moja mama. Mama jest łodzianką od urodzenia tzn. od 1941 roku, więc można przyjać że trochę miasto zna.  Jak już wspomniełem, ok. 4 lata temu, mama wybrała się z wizytą do mojej firmy, która mieściła się wtedy .......

czytaj dalej

Drodzy moi,
Ostatnio gdzieś przeczytałem art. nt." przeskoków w czasie" i przypomniała mi się historia, która miała miejsce jakieś 4 lata temu a którą opowiedziała mi ( i doświadczyła ) moja mama. Mama jest łodzianką od urodzenia tzn. od 1941 roku, więc można przyjać że trochę miasto zna.  Jak już wspomniełem, ok. 4 lata temu, mama wybrała się z wizytą do mojej firmy, która mieściła się wtedy w samym centrum.
Było tak : wysiadła z tramwaju i przejściem podziemnym udała się w kierunku ul. Piotrkowskiej ( jak wiele razy ). Gdy wyszła na powierzchnię, poczuła się jakoś dziwnie obco. Nie mogła zoriętować się gdzie jest i dokąd iść. Co najdziwniesze, zobaczyła jakiegoś faceta w liberii (?) stojącego przed wejściem do jakiegoś budynku, więc zapytała go o drogę, a gość jakby nic nie rozumiał - robił dziwne miny i nic nie dopowiedział. Wróciła więc tą samą drogą do przejścia podziemnego i na przystanek. Jak już wyszła z powrotem okazało się że wszystko jest tak jak być powinno.
Nie specjalnie przykładałbym wagę do tej relacji gdyby nie była to moja mama - bardzo rzutka i rozsądna osoba i gdyby nie fakt innej jeszcze historii rodem z końca wojny.
Otóż pod konie wojny mama miała 4 lata i została sama w domu. Dziwić się trudno - małe dziecko wystraszone - płakało, ale nagle przestało. Jak babcia wróciła do domu, zastała moją mamę w iście "anielskim" humorze - bez śladu łez, strachu itd. Spytała więc co się stało, a mama powiedziała że usłyszała głos Matki Boskiej ( z obrazu który wtedy wisiał na ścianie ) : "nie płacz dziecko, wojna skończy się za 2 tygodnie " . Co się faktycznie stało. Kilka osób powiadomili o tym zajściu wcześniej więc zaskoczenie było jeszcze większe.
Co Wy na to ?
 
Pzdrawiam.
Andrzej.     
 


[...] Witam!!! Jestem Waszą załogantką. Jeszcze Żyła moja Mama - a było to w Swięto ZMARŁYCH - MAMA NIE zYJE JUŻ 15 LAT - wieczorem weszłyśmy do dużego pokoju - a mieszkałyśmy na Górskiego 4 w Warszawie - w doniczce róża złamała się na pół,  za łóżkiem były z drewna jak łóżko obiciwe, trzy razy podnosiło się samo ( nikt tym nie ruszał), róża sama się w wazonie wyprostowała. Ktoś powiedział, że dusza prosi o modlitwę. Z mamą pomodliłyśmy się i odtąd to się nie powtórzyło. Z podziękowaniem i pozdrawiam załogę Nautilus. Liliana



zwiń tekst



Mój sen w dniu katastrofy smoleńskiej.
Sob, 9 luty 2019 08:58 komentarze: 2 czytany: 2518x

[...] Witam. Widzę, że ludzie dzielą się z wami swoimi snami, więc i ja dodam swój do archiwum. W dzień katastrofy smoleńskiej spałam bardzo długo do godziny 11. Męczył mnie dziwny sen, nie był to koszmar, raczej wesoły sen z wycieczki klasowej.Siedziałam jakby w autobusie, po prawej stronie przy oknie, widziałam krajobraz ale jakby z góry - jakbyśmy jechali po podwyższonej autostradzie? Miałam dziwne.......

czytaj dalej

[...] Witam. Widzę, że ludzie dzielą się z wami swoimi snami, więc i ja dodam swój do archiwum. W dzień katastrofy smoleńskiej spałam bardzo długo do godziny 11. Męczył mnie dziwny sen, nie był to koszmar, raczej wesoły sen z wycieczki klasowej.
Siedziałam jakby w autobusie, po prawej stronie przy oknie, widziałam krajobraz ale jakby z góry - jakbyśmy jechali po podwyższonej autostradzie? Miałam dziwne wrażenie, że jednocześnie jestem kobietą tam siedzącą, a z drugiej strony, że to ona relacjonuje mi co się dzieje. Jakbym weszła w jej ciało. Mówiła mi "jest fajnie, patrz, jak na klasowej wycieczce, przypomniały mi się dawne czasy, haha". Rozglądałam się dookoła i wszyscy głośno rozmawiali, śpiewali, rozpakowywali coś, popijali? Rwetes, śmiechy, zamieszanie. Czułam podekscytowanie. "Patrz jak jest fajnie, jedziemy na imprezę! Tam będzie impreza!  Czekają na nas (na miejscu)" Nagle zobaczyłam przez okno jakąś skarpę, krawędź. Wiedziałam, że musimy tam dotrzeć, usadowić się kołami,  a pod nami była przepaść. A ponieważ mam lęk wysokości nagle przeszły mnie ciarki, bo zorientowałam się że lecimy, albo autobus jest w powietrzu. Pomyślałam "nie zdążymy tam dolecieć". I w tym momencie ogromna  betonowa ściana spadła mi na klatkę piersiową, nie mogłam oddychać. "Nie mogę oddychać, nie mogę oddychać". Nie czułam żadnego bólu, tylko nagle obraz się "wyłączył".
Obudziłam się, włączyłam telewizję i wszędzie mówiono już tylko o katastrofie.
Do dzisiaj zastanawiam się, którą z tych kobiet byłam wtedy na pokładzie.

Pozdrawiam Was. Julia.

From: [...]
Sent: Thursday, January 24, 2019 11:23 PM
To: FN
Subject: Sen - wizja o wojnie Stanów Zj. z Chinami

Dzień dobry
 Postanowiłam napisać o moim śnie - wizji, która nie daje mi spokoju od 9 lat. Sen był wielopoziomowy(tak to nazwałam) z dn. 24 na 25 stycznia 2010 roku. Dlaczego wielopoziomowy, ponieważ nie mogłam się z niego wybudzić, moja świadomość dawała sygnał wybudzenia 4 krotnie i budziłam się w tych samych okolicznościach snu, był tak głęboki i wielowarstwowy, że aż ciężki, z trudem udało mi się obudzić w tej rzeczywistości.
 Sam sen dotyczył wojny na morzu, a w zasadzie aktu terrorystycznego wywołanego przez Państwo Chin ze Stanami Zjednoczonymi. Oglądałam w telewizji tę relację we własnym pokoju ( klimat  snu był tak rzeczywisty jak w życiu codziennym) informację podawały wszystkie stacje telewizyjne podobnie jak w dn. ataku na WTC. Widziałam okręty wojenne Chin i Stanów Zjednoczonych na morzu albo oceanie, w wiadomościach podano że Chiny sprowokowały wojnę ze Stanami ...i moje przedziwne odczucie w tym śnie, które wypowiedziałam na głos, a w zasadzie wewnętrzne przekonanie, że atak był sprowokowany przez Stany Zjed. pod tz. operacją fałszywej flagi. Dołączam mojego maila z dn. 25.01.10 do przyjaciółki bo jedynie z nią podzieliłam się tą wiadomością. To nie jest jedyny sen -wizja mam ich wiele, pamiętam je bardzo dobrze, głownie dotyczą nowej broni wojskowej i operacji na wysokim poziomie technologicznym. Jestem gotowa podzielić się nimi z Państwem, jeśli wyrazicie swoje zainteresowanie, proszę o kontakt. Pozdrawiam A. [...] z Wrocławia.




 



zwiń tekst



Czarny ptak jako zwiastun śmierci
Pt, 8 luty 2019 12:34 komentarze: 3 czytany: 2523x

[...] Szanowna FN,Jestem niezwykle wstrząśnięty tym, co opisała moja ciocia (siostra mojej mamy) na przyjęciu rodzinnym. Ostatnio w szpitali zmarł jej mąż, to była ciężka choroba nowotworowa. Umierał długo, bardzo cierpiał. Ciocia razem z córką były w jego pokoju, kiedy nagle na jego łóżku wylądował czarny ptak! Obie dosłownie zamarły z przerażenia. I teraz najlepsze - ptak zerwał się i poleciał, .......

czytaj dalej

[...] Szanowna FN,

Jestem niezwykle wstrząśnięty tym, co opisała moja ciocia (siostra mojej mamy) na przyjęciu rodzinnym. Ostatnio w szpitali zmarł jej mąż, to była ciężka choroba nowotworowa. Umierał długo, bardzo cierpiał. Ciocia razem z córką były w jego pokoju, kiedy nagle na jego łóżku wylądował czarny ptak! Obie dosłownie zamarły z przerażenia. I teraz najlepsze - ptak zerwał się i poleciał, ale nikt potem nie mógł go znaleźć. Przeszukali cały pokój z pacjentami i korytarz. W godzinę po odlocie tego ptaka wujek zmarł. Myślę, że był to jakiś zwiastun śmierci. Czy spotkaliście się z czymś podobnym? Czy macie podobną historię w archiwum?

Pozdrawiam moją ulubioną załogę

[...]

Dziękujemy za opis. Mamy bardzo podobną historię, ale z Wielkiej Brytanii z 2017 roku. Kiedyś o niej pisaliśmy.

To historia Sharron Coll (43 l.). Kobieta zobaczyła coś bardzo dziwnego, gdy odwiedzała w hospicjum swojego ojca. W korytarzu dostrzegła kruka i czarną postać. Zrobiła im zdjęcie. Kilka godzin po niepokojącym incydencie jej ojciec zmarł.






Roy Crank zmagał się z nowotworem jelita grubego. 67-latek przebywał w hospicjum niedaleko Doncaster w Wielkiej Brytanii. Czuwała przy nim córka, Sharron Coll.

Opiekowałam się tatą, jednak on dziwnie się zachowywał. Wciąż spoglądał w jedno miejsce. Miał problemy z mówieniem, więc nie mógł wyjaśnić mi o co chodziło. Wyglądał jednak na przerażonego. Myślałam, że winne są leki – wspomniała kobieta.

Poszłam do toalety. W drodze powrotnej nagle zobaczyłam tę postać. Trochę się wystraszyłam. Dojście do siebie zajęło mi chwilę – kontynuowała.

Czarna postać pojawiła się przed salą pacjenta. Brytyjka zrobiła jej zdjęcie. Na fotografii widać też kruka. – Wrony i kruki kojarzą się ze śmiercią – powiedziała Sharron Coll. 43-latka była przy ojcu w jego ostatnich chwilach życia. Mężczyzna zmarł kilka godzin później. Kobieta postanowiła opowiedzieć bratu o dziwnym zdarzeniu, jakiego była świadkiem. – Zapytałam go, czy sądzi, że nasz tata poszedł do nieba. Pokazałam mu też zdjęcie, które zrobiłam. Zapytał: „co to jest”. Był w szoku – wyjaśniła.

Brat powiedział jej, że tajemnicza postać wygląda jak ponury żniwiarz.

Widziałam duchy od kiedy skończyłam pięć lat, ale ten trochę mnie przestraszył. Przyjrzałam się mu. Wyglądał jakby się modlił nad jakąś książką. Dla mnie wygląda jak mnich, a nie ponury żniwiarz – dodała. – Gdy teraz spoglądam na fotografię, czuję ulgę. Wiem, że to on czekał na tatę i zabrał go ze sobą – tłumaczyła Brytyjka.



zwiń tekst



Wielki, czerwony dysk na niebie
Czw, 7 luty 2019 10:23 komentarze: brak czytany: 2557x

[...] Witam! Jestem Szczecinianinem od urodzenia czyli 45 lat i odkąd pamiętam wierzyłem w istnienie innych cywilizacji i form życia gdzieś we wszechświecie, to było dla mnie oczywiste od zawsze. Moim marzeniem było zobaczyć UFO, a jak wiadomo, marzenia się spełniają... pierwszy raz to był 1996 rok. Wracałem z dwoma koleżankami do domu, konkretnie to odprowadziłem jedną a z drugą usiadłem jeszcze .......

czytaj dalej

[...] Witam!
Jestem Szczecinianinem od urodzenia czyli 45 lat i odkąd pamiętam wierzyłem w istnienie innych cywilizacji i form życia gdzieś we wszechświecie, to było dla mnie oczywiste od zawsze. Moim marzeniem było zobaczyć UFO, a jak wiadomo, marzenia się spełniają... pierwszy raz to był 1996 rok. Wracałem z dwoma koleżankami do domu, konkretnie to odprowadziłem jedną a z drugą usiadłem jeszcze na ławce żeby porozmawiać. Jak zwykle zacząłem patrzeć w niebo, czyste, bez śladu chmur... zawsze tak robię mając okazję do spokojnego spoglądania gdzieś w kosmos, dziwnie się wtedy czuję, jakby gdzieś tam było moje miejsce. W momencie w którym uniosłem głowę kątem oka ujrzałem coś czerwonego i w jednej sekundzie to coś wleciało w pole mojego widzenia.


To był wielki, "czerwony" dysk. Dlaczego piszę jego kolor w cudzysłowie? Ponieważ nie był to nasz, ziemski czerwony, przynajmniej ja takiego nie widziałem. Na dodatek lekko transparentny i jakby pulsujący. Jak wielki? Otóż dzisiaj, a w zasadzie w tamtej chwili również jego wielkość była taka jak różnica zakrętki od słoika takiego mniej więcej 300g przyłożonego do gwiazdy. Nie wydawał żadnego dżwięku, nie pozostawił żadnej smugi, po prostu przeleciał nade mną ale coś dziwnego poczułem w tym momencie czego nie potrafię do dzisiaj nazwać. Powiedziałem do koleżanki tak zwyczajnie, bez emocji "Paula właśnie nad nami przeleciało UFO" zapytała dlaczego jej nie powiedziałem ale gdy usłyszała, że działo się to zbyt szybko stwierdziła, że w takim razie coś mi opowie. To była jej historia z wakacyjnego wyjazdu na którym też "coś" widziała. Piszę "coś" bo byłem pod takim wrażeniem, że w końcu się to stało, że jej opowieść tylko się o mnie otarła.
Druga obserwacja miała miejsce w ciągu dnia około godziny 15. Niestety nie pamiętam roku. (powinienem mieć gdzieś notatkę w domu ale w tej chwili przebywam w Oslo. za dwa tygodnie wracam do kraju i jak znajdę to uzupełnię opis, myślę jednak, że to było ok. 17 może 18 lat temu) Rozmawiałem na swojej ulicy z koleżanką i kolegą. Patrzyłem na samolot pasażerski który pojawił się na niebie i leciał w naszą stronę z kierunku południowo-wschodniego. W pewnym momencie po jego lewej stronie ukazał się "punkcik" który podążał za nim. Rzuciłem żartem do moich znajomych "patrzcie, ufo goni pasażera". W sumie to nie wiem dlaczego tak powiedziałem... Nasza trójka patrzyła na to co się działo na niebie, a było ciekawie... Otóż ów "punkcik" im bliżej nas tym bardziej wyglądał na kulę. Ten obiekt dogonił samolot, chwilę leciał równo z nim, wyprzedził go i po pewnym czasie skręcił pod kątem prostym na południowy zachód. Nie pamiętam już czy komentowaliśmy to w jakiś sposób, jednak mam to szczęście, że moi znajomi akurat również wierzą w UFO. To był piątek. Następnego dnia spotkałem wujka, brata mojego ojca który kłócił się ze swoimi kolegami o coś, minąłem go pod blokiem i poszedłem do domu. Po chwili wujek przyszedł do nas wyrażnie zdenerwowany. Kiedy zapytałem go o co poszło pod blokiem nie bardzo chciał powiedzieć, Wspomniał tylko, że kumple się z niego śmiali a jakby to zobaczyli to ciekawe co by powiedzieli. "Wczorajszą kulę" zapytałem. "Skąd wiesz?" "Bo też ją wczoraj widziałem" odpowiedziałem. Wujek mi opowiedział jak wracając od drugiego brata z pobliskiego osiedla Zawadzkiego (ja mieszkam na POGODNIE) widział na niebie lecącą kulę, która skręciła pod kątem prostym w stronę dzielnicy Krzekowo. Dzisiaj nie pamiętam, a może wujek nie wspomniał z jakiego kierunku. Możliwe, że widział ten sam moment co ja. W poniedziałek odwiedziłem koleżankę, której opowiedziałem piątkową obserwację, natomiast ona zrewanżowała się tym co słyszała w tramwaju jadąc na zajęcia. Za nią siedział chłopak z dziewczyną i opowiadał jej o kuli latającej nad osiedlem Zawadzkiego, jednak miał mniej szczęścia niż ja bo został przez swoją towarzyszkę wyśmiany.

Około 10 -12 lat temu kolega wpadł po mnie wieczorem żebyśmy wybrali się na Zamek Książąt Pomorskich na Noc Kupały. Zabraliśmy jeszcze jednego kumpla i pojechaliśmy. Impreza jak zawsze udana, ale najlepsze zobaczyliśmy na końcu. Ostatnim punktem imprezy było przedstawienie walki dwóch wojów, którzy oblali swoje tarcze i miecze naftą, podpalili i zaczęli walczyć, dla lepszego efektu pogaszono światła na całym obiekcie. W pewnym momencie kumpel pociągnął mnie za rękę i wydarł się żebym patrzył w niebo. Nad nami leciały, przynajmniej tak to wyglądało, dwa "czerwone" dyski. Leciały bardzo powoli, w pewnej odległości od siebie, w pewnym momencie zatrzymały się, zbliżyły do siebie, oddaliły i poleciały dalej. Manewr ten wykonały dwa razy, przynajmniej ja tyle widziałem. Wyglądało to jakby skanowały teren. Oprócz naszej trójki widziało ten obiekt jeszcze kilka osób stojących obok nas jednak stwierdzili, że to helikopter... machnąłem na nich ręką.
Jak wspomniałem wierzyłem zawsze, że nie jesteśmy sami we wszechświecie... uczucie towarzyszące mojemu zapatrzeniu w rozgwieżdżone niebo to coś na kształt tęsknoty... wiem, że jeszcze ich zobaczę... jestem tego pewien. Interesuję się również ezoteryką, również odkąd pamiętam a właśnie rozpocząłem pracę z kartami Tarota oraz wahadłem... pozdrawiam całą załogę a w najbliższych dniach opiszę jeszcze moje doświadczenia ze zmarłymi.
[dane do wiad. FN]


rom: maciej  [dane do wiad. FN]
Sent: Wednesday, February 6, 2019 10:24 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: zjawiska wzrokowe UFO ?

Witam.
Oglądam Was od niedawna na kanale YouTube podoba mi się to co robicie i po pewnym przemyśleniu postanowiłem, że napiszę i przedstawię swoje dwa doświadczenia wzrokowe, które z pewnością uważam za nie codzienne, przynajmniej dla mnie. Może nie wyda się to zbyt interesujące i będzie zbyt pospolite ale może jednak,kto wie.
Była to zeszła zima dokładnie nie pamiętam czy już 2018 rok czy jeszcze 2017. Pracuję w innym mieście oddalonym od mojego jakieś 25 km, droga między tymi dwoma miastami jest to trasa krajowa ale w znacznej części pokryta lasem. Z reguły jestem pasażerem dzięki czemu mam możliwość znacznego odwrócenia wzroku od drogi którą się poruszamy. Często patrzę w las bądź w niebo. Jako, że była to zima a pracę kończę o godz 17 było ciemno co też umożliwiało mi wpatrzenie się w niebo na gwiazdy a pamiętam, że było przejrzyste. Nagle podczas powrotu do domu w pewnym momencie nad lasem zauważyłem dwa światła. Światła te były usytuowane w jednej linii w niewielkiej odległości od siebie i nie były małe choć  trudno jest mi sprecyzować jaka to była odległość i jak wysoko było to nad lasem lecz z pewnością jestem pewien i podpisuję to swoim nazwiskiem, że owe światła były nieruchome., trudno też określić wielkość ale były na tyle duże, że nie szło ich nie zauważyć. Kolor był bardzo jasny jak jasna biała dioda LED o zimnym kolorze, nie zmieniały barwy, jedynie delikatnie mrugały. Po jakiś 30 sekundach ciągłej obserwacji znikły, lecz nie w ułamku sekundy a delikatnie zaniżając częstotliwość świecenia, wykluczam przy tym race, flary itp. itd. bo rzeczy takie po wystrzeleniu nie stoją w miejscu tylko lecą w górę bądź spadają i w dodatku z biegiem czasu załamują kąt.  Jeżdżę tą drogą już prawie od dekady i wiem, że w tym miejscu nie ma możliwości jakiejkolwiek usytuowania lampy tym bardziej na takiej wysokości, swego czasu również ze znajomymi jeździliśmy mniej więcej w tym miejscu na motocyklach i wiem, że nie ma tam nic tylko duży kompleks leśny dlatego zjawisko to wzbudziło we mnie zainteresowanie.


Drugie doświadczenie nie było zbyt daleko bo już na drugi dzień. Była to sobota wtedy pracuję krócej bo do godz 13. Jak co dzień wracałem tą samą trasą do domu i jako, że była godzina między 13/14 jak już byłem w trasie na zewnątrz było jeszcze jasno. Niebo tego dnia było takie samo jak dzień wcześniej czyli z drobnymi skupiskami chmur. Dosłownie maksymalnie 2 kilometry od miejsca gdzie widziałem nad lasem te 2 światła zaczyna się obwodnica mego miasta a w raz z nią kończą się lasy i zaczyna się otwarta przestrzeń, pola i w oddali jakieś pojedyncze domostwa. W pewnym momencie spoglądam w górę w stronę jednej z chmur dostrzegam ciemny punkt tuż obok niej i również jak w przypadku tych dwóch świateł ciężko było mi zweryfikować wielkość oraz wysokość położenia tego punktu. Jednego byłem pewny na sto procent, że nie był to żaden balon oraz samolot, jak żyje nie raz widywałem małe, większe samoloty na niebie i za każdym razem widać obrys samolotu, tym razem było to o owalnym kształcie. Najciekawszym elementem było to, że punkt ten tak samo jak te światła był bez ruchu, świadczyło o tym to, że chmura i ten punkt nie oddalały się od siebie ani nie przybliżały. W pewnym momencie nie wiem czemu ale odwróciłem głowę na dosłownie 2/3 sekundy w inną stronę i kiedy powróciłem by przyglądać się temu dalej punktu już nie było. Gdyby był to samolot to dawno schowałby się albo oddalił od chmury bo przyglądałem się temu z dobre 30/40 sekund, skoro tego nie uczynił w tym czasie to z jakiej racji miałby to zrobić w o wiele krótszym ? Patrzyłem w to miejsce tak długo jak tylko jeszcze mogłem i nic zza niej nie wyleciało.

Nie wiem naprawdę co to było podczas tych dwóch doświadczeń wzrokowych trudno mi powiedzieć ale oglądając nie raz różne filmy o tematyce pozaziemskiej to wszystkie znaki dosłownie na niebie świadczą, że być może byłem naocznym świadkiem                               UFO.

Chciałem się podzielić tym co dostrzegłem.
Możliwe, że się nie mylę myśląc o tym tak jak chce myśleć.

Dziękuję za wytrwałość w czytaniu do końca.

Pozdrawiam. Maciej.



zwiń tekst



I usłyszałem, jak ktoś chodzi po mieszkaniu...
Wt, 5 luty 2019 15:28 komentarze: 1 czytany: 2774x

Witam. Chciałem przedstawić sytuację jaka przydarzyła mi się w nocy z 14 na 15 stycznia 2019r. Na wstępie chciałem zaznaczyć że nigdy wcześniej nie przytrafiły mi się żadne inne tego typu sytuacje. Mieszkam w dwupokojowym mieszkaniu razem z bratem i jego dziewczyną. Położyłem się spać pomiędzy godziną 11 a 12. Po jakimś czasie zbudził mnie dźwięk otwieranych drzwi do mojego pokoju, spojrzałem na zegarek.......

czytaj dalej

Witam. Chciałem przedstawić sytuację jaka przydarzyła mi się w nocy z 14 na 15 stycznia 2019r. Na wstępie chciałem zaznaczyć że nigdy wcześniej nie przytrafiły mi się żadne inne tego typu sytuacje. Mieszkam w dwupokojowym mieszkaniu razem z bratem i jego dziewczyną. Położyłem się spać pomiędzy godziną 11 a 12.

Po jakimś czasie zbudził mnie dźwięk otwieranych drzwi do mojego pokoju, spojrzałem na zegarek, było jakoś przed 3:00, prawdopodobnie 2:43. Trochę zdziwiło mnie to że brat lub jego dziewczyna otwarli drzwi i ich nie zamknęli (zwykle koło tej godziny chodzą spać) ale nie chciało mi się wstawać więc poszedłem dalej spać. Po niedługiej chwili usłyszałem jeszcze odgłosy jak ktoś chodzi po mieszkaniu. Rano zapytałem dlaczego otwarli drzwi do mojego pokoju. Ku mojemu zdziwieniu powiedzieli że tej nocy poszli spać przed 1:00 i do rana nikt z nich nie wychodził z pokoju. Dodam jeszcze że nie ma możliwości aby drzwi otwarły się same ponieważ trzeba naprawdę mocno nacisnąć klamkę. Nie mam pojęcia co to mogło być. Chciałem wiedzieć czy często przytrafiają się tego typu sytuacje. Pozdrawiam

[...]




zwiń tekst



Spotkanie we śnie...
Pon, 4 luty 2019 12:54 komentarze: brak czytany: 2786x

[...] Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się zdarzeniem, które miało miejsce dzisiaj nad ranem. Nasz 3 letni synek ostatniej nocy miał gorączkę więc postanowiliśmy z żoną, że będzie spał z nami w łóżku. Robimy tak zawsze gdy choruje, żeby mieć go na oku. Tym razem jednak pobudka była wyjątkowa. Nad samym ranem śniło mi się, że jestem w jakimś pokoju i rozłupuję dwa orzechy dla synka, którego we.......

czytaj dalej

[...] Witam serdecznie. Chciałbym podzielić się zdarzeniem, które miało miejsce dzisiaj nad ranem. Nasz 3 letni synek ostatniej nocy miał gorączkę więc postanowiliśmy z żoną, że będzie spał z nami w łóżku. Robimy tak zawsze gdy choruje, żeby mieć go na oku. Tym razem jednak pobudka była wyjątkowa. Nad samym ranem śniło mi się, że jestem w jakimś pokoju i rozłupuję dwa orzechy dla synka, którego we śnie nie widziałem, ale wiedziałem, że jest w tym pomieszczeniu. Gdy je rozłupałem okazało się, że jeden jest pusty, a drugi czarny, zepsuty, nienadający się do jedzenia. I nie byłoby w tym śnie nic nadzwyczajnego gdyby nie pobudka. Obudził nas krzyk naszego synka, który przez sen niemal płacząc zawołał "chcę orzeszka!". Po chwili się obudził i gdy dopytałem go czy chce orzecha potwierdził, że tak.
Było to niesamowite uczucie. Cały dzień o tym myślę. Czy to miało związek z telepatią czy ze współśnieniem? Co redakcja o tym myśli? Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem.

Pozdrawiam
[...]
Dane do wiadomości redakcji.




zwiń tekst



Zły urok
Pon, 4 luty 2019 09:48 komentarze: 4 czytany: 2779x

[...] Witam! Mam pytanie: czy ktoś spotkał się z czymś takim jak "zły urok", a może ktoś słyszał o miejscowych "czarownicach" i ich umiejętnościach? Jakieś 10 lat temu moi 2 wujkowie udali się w tajemnicy do takiej miejscowej "czarownicy".Od tej pory część ich problemów sama się rozwiązywała, a oni mogą pochwalić się ogromnymi pokładami szczęścia i przychylności losu. W tym samym czasie moja rodzina.......

czytaj dalej

[...] Witam! Mam pytanie: czy ktoś spotkał się z czymś takim jak "zły urok", a może ktoś słyszał o miejscowych "czarownicach" i ich umiejętnościach? Jakieś 10 lat temu moi 2 wujkowie udali się w tajemnicy do takiej miejscowej "czarownicy".

Od tej pory część ich problemów sama się rozwiązywała, a oni mogą pochwalić się ogromnymi pokładami szczęścia i przychylności losu. W tym samym czasie moja rodzina doznała serii nieszczęśliwych "zbiegów okoliczności" i ciągnie się to po dziś dzień. Czasem zastanawiam się ile pecha można mieć w życiu. Kilka lat temu mój brat pojechał do miejscowej jasnowidzki i co ciekawe powiedziała, że ktoś "życzy nam źle" i były ku temu przeprowadzone jakieś rytuały lub coś w tym stylu. Nie mogła ona jednak dużo zrobić w naszej sprawie.

Ponoć ta "czarownica" którą odwiedzili moi wujowie miała duże zdolności(np.: siłą woli potrafiła spowodować samozapłon samochodu) i ciężko to teraz odkręcić. Niestety obie kobiety już nie żyją, może ktoś słyszał o podobnych przypadkach i wie co z tym można zrobić. Jestem osobą która patrzy na życie z przekonaniem, że nic nie dzieje się przypadkiem, miałam w życiu takie trudności, że tylko przysłowiowy cud mógł by pomóc i tak się działo. Wierzę w ludzi i to trochę w dzisiejszych czasach gubi, wierzę również, że "coś" ma wpływ na to co nas dotyczy. Proszę o odpowiedź w ramach możliwości. Temat trochę nie dzisiejszy, ale aktualny. Pozdrawiam!!!
  Monika [dane do wiad. FN]


[...] W czasie gdy miało miejsce opisywane przeze mnie zdarzenie, byłam nastolatką obarczoną lękiem o zdrowie mamy i dalsze losy moje i mojego młodszego rodzeństwa. Żyliśmy w ciągłym oczekiwaniu i niepewności na to co ma się wydarzyć. Mieliśmy nadzieję, budowaliśmy ją ale była bardzo krucha i potrafiła szybko rozsypać się przy każdym, najmniejszym nawet niepokojącym objawie. Ten ponad dwuletni okres nacechowany był nieustającą obawą i totalnym brakiem poczucia jakiejkolwiek stabilności czy bezpieczeństwa.

Właśnie wtedy, któregoś dnia, gdy mama była w domu i czekała na kolejny zabieg, przyjechała do nas w odwiedziny jej koleżanka ze swoją babką. Szczególne emocje i poruszenie swoim przybyciem wzbudziła uśmiechnięta, sprawiająca wrażenie sympatycznej staruszka. Nie mieliśmy jej okazji wcześniej poznać osobiście, ale słyszeliśmy o niej przeróżne opowieści, które układały się w nieco tajemniczy, ekscytujący, a na pewno budzący zainteresowanie większości domowników obraz. U mnie dodatkowo po przywitaniu się z nią pojawił się na tyle silnie odczuwalny niepokój, że postanowiłam jej wówczas unikać.

Owa pani bardzo wiele w życiu przeszła, między innymi przebywała podczas wojny w obozie koncentracyjnym. Właśnie tam nauczyła się stawiać karty i twierdziła stanowczo, że tylko dzięki temu, iż była w tym naprawdę dobra, udało jej się to piekło przetrwać. Potrafiła chociażby wytypować bezbłędnie komu uda się przeżyć. Ci nieliczni, którym wróżyła, bo robiła to rzadko, żywili przekonanie o jej niezwykłych w tej materii uzdolnieniach i nie mieli co do tego wątpliwości.

W okresie w którym nas odwiedziła od dawna już nie wróżyła. Była za to duszą towarzystwa, potrafiła snuć barwne opowieści. Tego dnia jednak nieoczekiwanie bardzo chciała postawić karty- upatrzyła sobie mnie i moją mamę. Nie chciałam. Prosiłam mamę, żeby też tego nie robiła, ale jakaś ciekawość w niej zwyciężyła i mimo moich sprzeciwów zgodziła się.
Po około godzinnej sesji, przyszła mi oznajmić, że szybko umrze, a my zostaniemy sierotami. Ale – o ironio – żebym się nie martwiła bo będziemy żyć dalej i jakoś sobie poradzimy. „Mój Boże” – myślałam – „będziemy żyć dalej...”

W tym momencie uderzył mnie tak duży wyrzut adrenaliny i poniosła mnie taka fala wzburzenia, że nie mogąc znaleźć miejsca w domu wybiegłam na zewnątrz. Zawsze musiałam być twarda i stanowić oparcie dla innych, a w tym momencie wszystko we mnie pękło. Chodziłam w tę i z powrotem nie mogąc opanować gniewu. Letni, spokojny, cichy, bezwietrzny wieczór wokół stanowił znaczny kontrast do tego, co szalało we mnie. Ani księżyc w pełni na bezchmurnym niebie, ani widok zatoki, ani las nie był w stanie mnie ukoić. Słyszałam, swoje własne powtarzane na głos słowa: „Jak można?... Jak można życzyć młodej kobiecie, matce dzieci, śmierci?” – tę wróżbę w ten sposób odczytywałam. Chodziłam jak oszalała płacząc, aż w pewnym momencie doznałam pewnego rodzaju olśnienia, zatrzymałam się i usłyszałam swój głos tym razem głośniejszy i bardziej dobitny. „Skoro życzysz śmierci... Umieraj! Sama Umieraj!” – powtórzyłam. W tej samej chwili całe napięcie zeszło ze mnie. Byłam wszystkim wyczerpana, ale już bardzo spokojna. Wróciłam do domu.

Nie opiszę szoku i bólu jakiego doznałam niespełna tydzień później, gdy dowiedziałam się, że ta kobieta zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Pomimo że to nie ja kierowałam pod wpływem alkoholu tym samochodem, którym jechała. Nie ja, jechałam z niedozwoloną prędkością po wyboistej, wąskiej, słabo oświetlonej drodze, wioząc kilku pasażerów na śmierć. Wiem, że to nie ja. A mimo to... Mimo to, od tego czasu ważę słowa. Zwłaszcza gdy niosą je żywe i szczere emocje. Staram się w gniewie nie posuwać się w wypowiadaniu życzeń za daleko.

Dodam, że od tego czasu minęło już dwadzieścia lat, a moja mama żyje i póki co cieszy się całkiem dobrym zdrowiem.

[...]

/dane do wiad. FN/



zwiń tekst



Zobaczyliśmy jak tak powiedzmy ok. 600 nad rzeką unosi się taki pionowy metaliczny obiekt. [...]
Śr, 23 sty 2019 06:54 komentarze: brak czytany: 3438x

[...] Witam,  Pisałem do was kilka lat temu o świecących kołach które widziałem w 2015 roku. Od tamtej pory nic ciekawego nie zwróciło mojej uwagi lecz cały czas zastanawiam się co to mogło być... Pisze bo chciałem napisać w jeszcze jednej sprawie. Był to rok może 2014 może 2013 lub wcześniej, nie jestem w stanie dokładnie określić teraz. Siedziałem z tatą na rybach nad brzegiem Narwi w .......

czytaj dalej

[...] Witam,  Pisałem do was kilka lat temu o świecących kołach które widziałem w 2015 roku. Od tamtej pory nic ciekawego nie zwróciło mojej uwagi lecz cały czas zastanawiam się co to mogło być...

 Pisze bo chciałem napisać w jeszcze jednej sprawie. Był to rok może 2014 może 2013 lub wcześniej, nie jestem w stanie dokładnie określić teraz. Siedziałem z tatą na rybach nad brzegiem Narwi w pobliżu mostu obok Serocka. (Bodajże miejscowość Łacha). 

I jak tam byliśmy to w po jakimś czasie zobaczyliśmy jak tak powiedzmy ok. 600 nad rzeką unosi się taki pionowy metaliczny obiekt. Wyglądał tak jak obiekt na tym zdjęciu które znalazłem w internecie:

(Zamieszczam obraz)


Ktoś powiedział że to balon meterologiczny i nie przykładałem do tego wagi. Wisiał tak kilkanaście minut na pewno a potem go nie było. (Nie przyglądałem się mu cały czas)

Cały czas zapisałem w pamięci sobie że to był balon i tyle. Ale ostatnio doszedłem do wniosku że przecież tak nie wyglądają balony meterologiczne. 

Wydaje mi się że ten który widziałem mógł być lekko grubszy niż na zdjęciu i chyba nie miał gładkiej powierzchni tylko taki nierówności różne. Ale wisiał dokładnie pionowo.


 Z wyrazami szacunku,

[dane do wiad. FN]

 



zwiń tekst



Dziwne zdarzenie- niebieska łuna Pawłówek 22.1.2019
Wt, 22 sty 2019 09:54 komentarze: brak czytany: 2786x

Witam,Szanowna redakcji pisze do was w związku z tym co zobaczyłem niespełna 30 minut temu w drodze do pracy dla tego też pisze z maila służbowego więc proszę o nie podawanie moich danych ani danych firmy do ogólnej informacji. Wracając do tematu. Jak codziennie koło 6;40 wyjechałem z domu w kierunku pracy ( z Pawłówek gm. Sicienko woj. Kujawsko-Pomorskie w kierunku Lisi Ogon woj. Kujawsko-Pomorskie.......

czytaj dalej

Witam,
Szanowna redakcji pisze do was w związku z tym co zobaczyłem niespełna 30 minut temu w drodze do pracy dla tego też pisze z maila służbowego więc proszę o nie podawanie moich danych ani danych firmy do ogólnej informacji.
Wracając do tematu. Jak codziennie koło 6;40 wyjechałem z domu w kierunku pracy ( z Pawłówek gm. Sicienko woj. Kujawsko-Pomorskie w kierunku Lisi Ogon woj. Kujawsko-Pomorskie), dojeżdżając do drogi krajowej nr.10 zatrzymując się do lewoskrętu na niebie widziałem cos jakby łunę wyładowań elektrycznych – flash z aparatu trwające około 10-15 sekund - piorunów cos takiego.

Szybko wyłączyłem muzykę żeby usłyszeć dźwięk natomiast żaden się nie pojawił!! Co najciekawsze łuna miała ograniczony zasięg, co ciekawe wychodziła z za lini drzew w kierunku nieba i miała niebieskawy odcień taki bardzo delikatny aczkolwiek zauważalny, wiem że wyładowania elektryczne mogą iść w każdym kierunku ale za dziwnie to było aby na moje było to tylko wyładowanie elektryczne. 

W okolicy powstaje droga ekspresowa S5 myślałem, że to może jakaś z ich maszyn koparka etc. Daje taki kolor na niebie natomiast żadne urządzenie jeszcze nie pracowało a patrząc tak jak ja patrzyłem na wprost nie ma nic oprócz pól mi lasów. W załączniku mapki z Google maps do przeanalizowania.
Na zielono  - ściana lasu, na niebiesko budowa dogi S5 , na żółto teoretycznie kąt widzenia ( wyjeżdżam z ulicy leśnej w Pawłówku an drogę nr 10 w kierunku Bydgoszczy trasa Bydgoszcz- Nakło nad Notecią) na niebiesko budowa S5. Od kiedy widziałem te światło czuje dziwny niepokój ale to może tylko takie bezsensowne odczucie.

Dziękuje i pozdrawiam.

/poniżej zdjęcia dołączone do e-maila/

kąt widzenia zjawiska



widok



zwiń tekst



I nagle było słychać dziwne słowo wypowiedziane przez kobiecy głos... "niewiedzy"!
Pon, 21 sty 2019 09:52 komentarze: brak czytany: 3481x

[...] Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć o dwóch sprawach: śnie i dziwnym zdarzeniu. Sen przyśnił mi się dziś w nocy (tj. z 20 na 21.01.2019). Śniło mi się, że jestem z rodziną w Nowym Jorku - nie wiem skąd ta wiedza, że to akurat N.Y. ale tak w snach już jest, że coś po prostu się wie (w rzeczywistości nigdy tam nie byłam, ani się nie wybieram) i stoimy na takim jakby kilkupiętrowym/ kilkupoziomowym.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć o dwóch sprawach: śnie i dziwnym zdarzeniu. Sen przyśnił mi się dziś w nocy (tj. z 20 na 21.01.2019). Śniło mi się, że jestem z rodziną w Nowym Jorku - nie wiem skąd ta wiedza, że to akurat N.Y. ale tak w snach już jest, że coś po prostu się wie (w rzeczywistości nigdy tam nie byłam, ani się nie wybieram) i stoimy na takim jakby kilkupiętrowym/ kilkupoziomowym molo.

Molo jest betonowe, jesteśmy na poziomie trochę wyżej niż woda. Nad nami jest dach (czyli podłoga poziomu wyższego). Nie wiem ile to molo ma poziomów, ale co najmniej dwa. Jest dzień, jasno. Na molo nie ma wielu ludzi, widzę betonowe słupy (podpory) i takie jakby przęsła- wygląd molo jest naprawdę solidny. Potem patrzymy wszyscy razem w stronę morza (na prawą stronę molo) a tam nadchodzi olbrzymia fala, długa jak horyzont i zdajemy sobie sprawę że to idzie ściana wody. Nadchodzi taka jakby pierwsza fala i ona przepływa nam pod stopami (podłoga molo jest ażurowa) i wypływa nam na nogi. Biorę dziecko na ręce i podnoszę je do góry, woda sięga mi powyżej kolan. Potem ta fala przechodzi i sen się kończy. Pamiętam uczucie ciekawości/rozbawienia w tym śnie, że takie ciekawe zjawisko możemy obserwować. Nie pamiętam uczucia strachu.

Dodam, że przed snem czytałam sny innych ludzi o wielkiej powodzi, ale tak prawdę mówiąc czytam o tym (i nie tylko) od bardzo dawna, ale pierwszy raz w życiu przyśniło mi się coś, czym teoretycznie mogłam się zasugerować przed spaniem.

Drugie zdarzenie miało miejsce 01.01.2019 i do teraz nie wiem, co o tym myśleć.

W Nowy Rok byliśmy w domu. Normalny dzień. Siedziałam w pokoju i - banał- malowałam paznokcie. Z drugiego pokoju wyszedł mój mąż i poszedł korytarzem do pokoju córki (co okazało się później, a ja o tym nie wiedziałam). Układ mieszkania wygląda jak literka T gdzie lewa strona daszka to pokój, gdzie ja byłam a prawa strona daszka to pokój, z którego mąż wyszedł, skręcając w korytarz -czyli pionowa kreska T. Pokój córki to jakby dorysować kreskę w lewo na dole T.

Ale do rzeczy - po chwili, kiedy mąż przeszedł korytarzem usłyszałam kobiecy głos, i byłam przekonana że mąż otworzył drzwi wejściowe (na dole T) i rozmawia ze Świadkami Jehowy, którzy czasem do nas pukają. Nawet przeszło mi przez myśl, że trochę nie bardzo jest ubrany (był w bokserkach) i nadstawiłam ucha, co im odpowie. Ale odpowiedzi nie było. Czekam i czekam i w końcu wyszłam z pokoju a tu drzwi wejściowe zamknięte a mąż rozmawia sobie z córką w jej pokoju. Pytam, czy to byli świadkowie a on, że jacy Swiadkowie?

Mówię, że otwierał drzwi (u nas jest tak, że czasem ktoś puka a nie dzwoni dzwonkiem i mogło się zdarzyć tak, że ja pukania nie usłyszałam ale mąż przechodząc korytarzem do pokoju córki już tak, i otworzył drzwi). No to mówię, że ktoś na korytarzu (i wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że głos dochodził z NASZEGO korytarza domowego a nie tego przed drzwiami wejściowymi) coś mówił.

Mąż, że nikomu nie otwierał drzwi i poszedł prosto do córki. A ja słyszałam głośno i wyraźnie taki spokojny, kobiecy głos! Głos powiedział jedno zdanie, z którego ja zapamiętałam jedno słowo: "niewiedzy". Byłam w takim szoku, że usiadłam i zaniemówiłam. Żałuję, że nie przysłuchałam się uważniej, ale czasem tak jest że jak się człowiek nie spodziewa, że ktoś coś za chwilę powie to nie rejestruje treści. Stąd pewnie to często "co?".

W każdym razie wiem, że to nie było przesłyszenie, ani włączony TV (całkiem inny dźwięk, zresztą słabszy) ani głos od sąsiadów z dołu (nigdy nic nie słychać, a jesli już to jakieś przytłumione głosy i to wtedy, gdy ktoś coś głośno powie). TEN głos był czysty, wyraźny i dźwięczny. Dochodził z korytarza domowego i ogromnie żałuję, ze nie wiem co powiedział. Tylko jedno ostatnie słowo w zdaniu to było własnie "niewiedzy". Nawet kombinowałam ile zdań uda się ułożyć z tym słowem, w tej dokładnie odmianie. Nie wyszło wiele. Słów mogło być około 10 maksymalnie. Powiem szczerze, że nawet później w duchu poprosiłam, że jeśli to miało być coś ważnego to proszę o powtórkę, bo nic nie zrozumiałam :) Więcej już się to nie powtórzyło. Tamten głos był spokojny, neutralny, to było zdanie oznajmiające (nie pytanie).
Do teraz nie wiem, co to było.
Pozdrawiam całą załogę!

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Czy w snach można dostać wiadomość?
Nie, 20 sty 2019 10:03 komentarze: 1 czytany: 3629x

[...] Witam                Od dłuższego czasu przeglądam waszą stronę nautilusa poszukując nowych tematów oraz historii ludzi . którzy opowiadają o swych niezwykłych przeżyciach.  Myślę  że w wielu przypadkach opowiadanie niezwykłej historii komukolwiek naraża na pośmiewisko oraz osoby te nie są traktowane poważnie.......

czytaj dalej

[...] Witam
                Od dłuższego czasu przeglądam waszą stronę nautilusa poszukując nowych tematów oraz historii ludzi . którzy opowiadają o swych niezwykłych przeżyciach.  Myślę  że w wielu przypadkach opowiadanie niezwykłej historii komukolwiek naraża na pośmiewisko oraz osoby te nie są traktowane poważnie. Piszę do was w celu podzielenia się z Wami czymś niezwykłym co przydarzyło się mi około 10 lat temu kiedy to  pracując za granicą byłam opiekunką starszej osoby.

Niestety była ona ciężko chora  a jej rodzina i lekarze przygotowywali mnie do faktu iż ona umiera. Bardzo się bałam i muszę przyznać , że nieraz modliłam się aby osoba ta umarła w niedzielę bo w ten dzień miałam wolne. Rzeczywiście stało się tak jak prosiłam Boga ale było  to o godzinie 4 nad ranem.   Przebudziłam się ze snu poczułam chłodny podmuch  i ujrzałam przed sobą twarz trudno określić płeć tej postaci miała ona drobne usta , mały zgrabny nos , oczy czarne ( tak jakby przesłoniły je całkowicie źrenice ) , miała bardzo niespotykanie jasne siwe włosy co mogło wskazywać na jej starszy wiek choć twarz była  młoda.

Postać ta zbliżyła się do mojej twarzy na odległość paru centymetrów, wpatrywała się bardzo głęboko w moje oczy a ja miałam wrażenie że nie mogę się ruszać ani krzyczeć w pewnym momencie w miejscu mniej więcej na środku czoła miałam uczucie jakby postać ta wkładała mi w głąb głowy lodowaty sopel lodu , trwało to przez jakąś chwilę. Bardzo bałam się tej postaci nie odczuwałam aby była to przyjazna bądź wrogo nastawiona postać, była totalnie neutralna.

Znikła tak szybko jak się pojawiła. Wtedy poczułam nieodpartą chęć podejścia do pokoju obok gdzie spała moja podopieczna, nie umiem wyrazić jak bardzo się bałam wejść do jej pokoju po tym co zobaczyłam wcześniej i wydarzyło się coś niesamowitego. W momencie przekroczenia progu pokoju poczułam jakby ktoś ucisną czubek  mojej głowy i rozeszło się po moim ciele poczucie ciepła i spokoju. Wszystkie czynności wykonywałam niezwykle spokojnie ( nigdy nie czułam takiego opanowania jak wtedy ). W momencie powiadomienia rodziny o stanie ich krewnej, po odłożeniu słuchawki  starsza pani zmarła.

Gdy przybyła rodzina ( około 15 minut po telefonie ) przekazując im informacje spokój nagle znikną a mnie z powrotem ogarnęło przerażenie.  Piszę do was bo może jest ktoś kto mógłby mi wyjaśnić co mi się przytrafiło ? Lub są osoby, które przeżyły coś podobnego. Po tym zdarzeniu wiele razy w trakcie snu zdarzały się sytuacje śnienia map Europy. Wszystko byłoby przeze mnie uznane za zwykły sen gdyby nie postać która zawsze stała za moimi plecami ( dokładniej nad lewym barkiem ) i mówiła do mojego ucha bardzo stonowanym i spokojnym głosem  , że tam gdzie jest zimno na mapie która widziałam jest bezpiecznie.

Niestety mapa Europy nie przypominała tej znanej obecnie lecz bardziej przypominała swym kształtem kontynent Afrykański,  ale o wiele mniejszy. Z obydwu stron Polski widziałam morze. Kilkakrotnie śniły mi się mapy  choć było to w pewnych odstępach czasu i za każdym razem wiedziałam  że miejsca pokryte śniegiem lub miejsca , które mogę określić  jako tereny z dużą ilością jezior bądź bagien są obszarem bezpiecznym i wiem że temperatura występująca nad tym terenem wahała się w granicach  od -30oC do -40oC. Być może istotne jest że tereny południowe były suche , wypalone. Wiele osób by mnie wyśmiało i uznało za osobę niespełna rozumu. Wiem że takie rzeczy spotykają wiele osób tylko nie chcą one o tym rozmawiać żeby nie wydać się na pośmiewisko.           

                                                                                                                                                             [dane do wiad. FN]


I jeszcze jeden sen z naszej ostatniej "poczty do FN".

[...] W połowie grudnia 2018 roku miałem sen. Stałem w jakiejś świątyni przodem do ołtarza. Po prawej stronie ołtarza leżał na ziemi papież. Nad nim stał tyłem do mnie, a przodem do papieża mężczyzna z nożem. Odniosłem wrażenie że papież albo nie żyje albo jest ciężko ranny.
Nigdy nie miałem proroczych snów ale ten był na tyle oryginalny iż pomyślałem, że w razie jak się ziści to opowiem komuś o tym jako dowód. Stąd mój email do Was. Pozdrawiam. [...]




zwiń tekst



Chłopiec, który pamięta, jak był żołnierzem... mamy rysunek dziecka!
Sob, 19 sty 2019 08:29 komentarze: 4 czytany: 3587x

O tej sprawie pisaliśmy w naszym dziale XXI PIĘTRO. Zamieściliśmy relację osoby, która miał okazję poznać dziecka z pamięcią o przednim wcieleniu, kiedy to był żołnierzem.[...] Dzień dobry. Jestem nauczycielem logopedą w małej miejscowości, mam na terapii 7 -letniego chłopca, który opowiada, że był kiedyś żołnierzem. Zaintrygowana tym co mówi, spytałam w jakim wojsku był, powiedział, że służył w armii.......

czytaj dalej

O tej sprawie pisaliśmy w naszym dziale XXI PIĘTRO. Zamieściliśmy relację osoby, która miał okazję poznać dziecka z pamięcią o przednim wcieleniu, kiedy to był żołnierzem.

[...] Dzień dobry. Jestem nauczycielem logopedą w małej miejscowości, mam na terapii 7 -letniego chłopca, który opowiada, że był kiedyś żołnierzem. Zaintrygowana tym co mówi, spytałam w jakim wojsku był, powiedział, że służył w armii amerykańskiej. Walczył z Kanadyjczykami i oni wygrali tę wojnę a on sam został ranny, ale to było bardzo dawno temu. Pytałam czy miał jakąś rodzinę powiedział, że nie. Wspomniał też, że jak był mniejszy to więcej pamiętał a teraz juz te wspomnienia się zacierają. Nie wiem czy to wyobraźnia? Nie znalazłam informacji na temat wojny Kanady ze Stanami którą by Kanadyjczycy wygrali. A może?
 Pozdrawiam Anna
Ps. Chłopiec sporo rysuje i opowiada ze szczegółami przebieg bitew w których uczestniczył, mówił o dwóch wojnach,  o okopach, broni itp. Ale jak juz wspomniałam zaciera się jego pamięć.

Wysłane z iPada [...]

Poprosiliśmy wtedy o przysłanie zeskanowanego rysunku dziecka. I właśnie dotarł na naszą pocztę.


 
Bardzo dziękujemy za wiadomość. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że tak właśnie objawia się pamięć po poprzednim wcieleniu i w większości przypadków zanika wraz z wiekiem dziecka.
Opis chłopca pasuje do kilku bitw pomiędzy wojskami południa i północy USA. Wtedy to były walki USA z Brytyjczykami zajmującymi Kanadę (np. 1812r.).
Przypadek, z którym się Pani zetknęła bardzo nas interesuje ale rozumiemy, że jest to temat delikatny. Czy dałaby Pani radę zeskanować i przesłać nam kilka rysunków, które wykonał chłopak ?
Proszę w miarę możliwości spisać wszystko co Pani pamięta z historii opowiadanych przez chłopca, szczególnie, że jego pamięć się zaciera. Będziemy wdzięczni za informację zwrotną.
 
Pozdrawiamy
Fundacja Nautilus
 
 

Dzień dobry                                                           

W poniedziałek miałam zajęcia z tym chłopcem ( Filipem) który już coraz mniej pamięta, mam wrażenie, że jego pamięć z poprzednich wcieleń już zanika. Opowiadał mi ostatnio o dwóch wojnach w których brał udział. Spytałam czy pamięta jak był ubrany mówi ze mieli  pomarańczowo- żółte mundury, stroje. Mówi ze walczył na pierwszej linii frontu i został zastrzelony. Wcześniej opowiadał, że walczył z Kanadyjczykami, teraz upiera się, że to była I i II wojna. Być może tak nazywa bitwy - wojnami. Pytałam czy pamięta gdzie po śmierci był. Mówił, że zginął a potem obudził się w szpitalu w Polsce wtedy się urodził. Nie wiem czy w tym co opowiada,  jest jakaś prawda historyczna. Mam tez wrażenie, że chłopiec gra w gry wojenne i może teraz miesza mu się poprzednie życie z grami. Poprosiłam też o rysunek który pokazuje raczej współczesne sprzęty, nie mniej jednak zawsze maluje w siebie kolorze pomarańczowo - żółtym.  (Poprzednie rysunki z wcześniejszych zajęć chłopiec zabierał do domu).  Nagrałam tez rozmowę  z chłopcem.                                       Pozdrawiam Anna
Wysłane z iPhone'a





zwiń tekst



Sny o wielkiej fali wody, która zaleje Polskę
Pt, 18 sty 2019 01:22 komentarze: 2 czytany: 3924x

[...] Pan Krzysztof Jackowski  ,w którejś z swoich wizji wspominał ,że „córka musi uciekać  ze stancji” ,”kolega  prędzej dom opuści niż go sprzeda”. Te przepowiednie mogą mieć związek w powodzią. Dlaczego? Bo…Pamiętam taki mój sen. Jestem na spacerze ze swoim psem. Stoję na niewielkim wzniesieniu  i patrzę  rzekę Parsętę. Za rzeką łąki(polder),na horyzoncie drzewa. Koloryt.......

czytaj dalej

[...] Pan Krzysztof Jackowski  ,w którejś z swoich wizji wspominał ,że „córka musi uciekać  ze stancji” ,”kolega  prędzej dom opuści niż go sprzeda”. Te przepowiednie mogą mieć związek w powodzią. Dlaczego? Bo…
Pamiętam taki mój sen. Jestem na spacerze ze swoim psem. Stoję na niewielkim wzniesieniu  i patrzę  rzekę Parsętę. Za rzeką łąki(polder),na horyzoncie drzewa. Koloryt widoku to sjena (piaskowo- rudo- rdzawo- szarawe  barwy) ponieważ teren jest w  trawiasty. Spojrzałam na drzewa na horyzoncie i  zdziwiona widzę wodę, czoło wielkiej wody, która przelewa się przez drzewa i sunie w moim kierunku. Trawa  na zarzecznej łące jest zielona wysoka „ wyległa”. Woda płynie  prostopadle do rzeki, pochłania ją. Następnie widzę wielkie rozlewisko-morze woda jest falująca , sina, złowroga. Nigdzie nie widać drzew  ni krzaków wierzb , które rosły przy brzegach  Parsęty. Dzień jest pochmurny. Obserwuję to zjawisko obojętnie, bez emocji. W myślach zadaję sobie pytanie” dokąd ta woda sięga?” i widzę dom do połowy zanurzony w wodzie. Ten dom stoi najbliżej  rzeki. Zjawisko znika. Daty nie znam.
Moje przemyślenia; -trawa zielona, wyległa – to schyłek  lata(tych łąk nikt nie kosi),-woda napłynie z północy-w miejscu mojej wizji Parsęta płynie na wschód, dopiero około 1 km dalej kieruje się na północ, w kierunku Kołobrzegu.

Drugi sen: Ulicą przed moim domem  sunie wartka woda ,mętna, koloru gliny. Woda przelewa się przez murek  zaporowy na podwórzu sąsiada , zalewa jego posesję. Przeskok wizji:
-jestem w swoim domu. Córka otwiera drzwi wyjściowe i widzę na schodach wejściowych wodę koloru gliniastego, która  zaczyna wpływać do domu. Woda płynie ulicą, która ma krawężniki. Koniec wizji.
MOJE PRZEMYŚLENIA:- mam wodę w piwnicy. Zaczyna zalewać wysoki parter(ok.4m).W chwili obecnej
ulica  to polna droga ,ale trwają tu roboty drogowe
Mieszkam w  Karlinie 28 km od Kołobrzegu w  Zachodniopomorskim. Pan Krzysztof Jackowski  mieszka niedaleko od Karlina, w Człuchowie i wygląda na to, że ta wielka woda mogłaby wedrzeć się kilkadziesiąt km w głąb lądu.

I jeszcze: TU, GDZIE MIESZKAM, NIKT NIE ZGINIE(taka myśl przebiegła mi przez głowę)

Pozdrawiam: [dane do wiad. FN]






Witam i pozdrawiam FN

Poniżej fragment wizji Kamili (dzisiaj przeczytałem w Projekcie Messing)
Miałem identyczny sen, też późną jesienią, tylko że ja występowałem cały czas jako mężczyzna,
Wisła wylewa, pozalewane samochody, uwiązany i szczekający  pies, miejscami wystają jeszcze z wody stare płoty ze sztachetami, wystające z wody wierzby rosochate, i nie zalane jeszcze piaszczyste polne drogi lecz fala powodziowa cały czas się rozprzestrzenia i lustro wody się podnosi. W moim śnie nie było notesów. Miałem ogromny wewnętrzny  przymus, że musze komuś pomóc, jakiejś grupie ludzi? nie wie wiem lecz na pewno na północy Polski (coś miałem ważnego do zrobienia). Bardzo się zdziwiłem gdy czytałem sen Kamili
„W tej samej chwili znalazłam się gdzieś w okolicach Gniewu na lewym brzegu Wisły. Zobaczyłam jak woda z rzeki zalewa ziemię, a razem z nią wszystko - budynki, samochody, wsie i miasta. Woda sięgała wtedy samochodom do wysokości okien. W jednym z samochodów zobaczyłam na podszybiu leżących 5 niewielkich notesów. Były zamknięte, ale wiedziałam, że są całkowicie zapisane ręcznym pismem. Obok tego samochodu ujadał uwiązany na łańcuchu pies - cały prawie zakryty wodą. Usłyszałam czyjeś słowa "Pies, który dużo szczeka - nie gryzie". Unosiłam się nad taflą wody i rozglądałam wokół, chcąc zrozumieć dlaczego jest tyle tej wody i jej poziom stale rośnie, w szybkim tempie. Niebo wokół było zachmurzone, ale nie padało, wiedziałam, że winowajcą też nie są nagłe roztopy śniegu. I wtedy nagle znów stałam z tym mężczyzną, w tym samym miejscu ,co na początku - woda w Wiśle płynęła korytem bardzo spokojnie. Powiedział do mnie "Biegnij jeśli chcesz, jeszcze zdążysz" wciąż wskazywał ręką na północ. Zaczęłam biec brzegiem na północ, tam w każdej chwili mogli utonąć ludzie (moja rodzina również tam mieszka - 40 km od Gdańska na południe). Zobaczyłam bród prowadzący przez rzekę, skrót, który był mi potrzebny. Dobiegłam może do połowy, kiedy usłyszałam odgłosy jakby strzelaniny. Zatrzymałam się i pomyślałam - nie warto. Zawróciłam i wtedy uświadomiłam sobie, że ton głosu mężczyzny wskazywał, że choćbyśmy próbowali i nie wiem, co chcieli zrobić, to na pewne zdarzenia nie mamy wpływu. Zobaczyłam przed sobą mapę północnej Polski, z zaznaczonymi terenami, które zostaną zalane przez wodę z morza, która wedrze się w głąb Wisły i rozleje na boki nawet na kilka kilometrów (zatrzyma się mniej więcej na wysokości Kwidzyna, pod wodą znajdą się również Żuławy Wiślane). Tereny położone nad morzem i nad brzegami Wisły bardzo ucierpią - zostanie zniszczona infrastruktura, pola uprawne, nie wspominając o budynkach, stratach w ludziach i zwierzętach. Niestety, nie jesteśmy w stanie temu zapobiec.”

                                                                                                  Czytelnik PIOTR





Poniżej link do artykułu w serwisie www.messing.rg.pl

http://www.messing.org.pl/artykuly,2859,wizje-na-2019---wazne-uzupelnienie.html




zwiń tekst



Niezwykłe wydarzenie na... cmentarzu żydowskim
Nie, 6 sty 2019 09:28 komentarze: 3 czytany: 4927x

[...] Chłopak mojej koleżanki z kolegami wybrali sobie  do picia wódki dość niefortunnie miejsce, mianowicie cmentarz żydowski. Działo się to w okolicy 1-2 listopada. Chłopcy siedli wieczorem na nagrobkach i pili na całego. W pewnym momencie zaczęli robić jednemu zdjęcia aparatem z telefonu komórkowego. Za tym chłopcem na zdjęciach  zobaczyli postać z wyraźną twarzą mimo, że nikt za nim .......

czytaj dalej

[...] Chłopak mojej koleżanki z kolegami wybrali sobie  do picia wódki dość
niefortunnie miejsce, mianowicie cmentarz żydowski. Działo się to w
okolicy 1-2 listopada. Chłopcy siedli wieczorem na nagrobkach i pili na
całego.

W pewnym momencie zaczęli robić jednemu zdjęcia aparatem z
telefonu komórkowego. Za tym chłopcem na zdjęciach  zobaczyli postać z
wyraźną twarzą mimo, że nikt za nim nie stał podczas robienia zdjęć.
Podobno uciekali bardzo szybko, ale ciekawe jest to, że jak poczuli się
bezpiecznie chcieli skończyć picie wódki, ponieważ mieli jeszcze  pół
butelki. Niestety okazało się że w butelce nie ma nic mimo że jest
dobrze zakręcona i cała.

Chłopcy chcieli oczywiście  zdjęcia z komórki
udostępnić innym na internecie. Niestety próby zgrania zdjęć z komórki
skończyły się spaleniem aż trzech komputerów. Chłopcy więc poddali się.
 2. Inna historia przydarzyła się grupie młodzieży wracającej nocą z
dyskoteki. Osoby te jadąc przez las zobaczyły dziewczynę stojącą przy
drodze, próbowała ich zatrzymać, ale oni nie mieli miejsca w samochodzie
więc się nie zatrzymali. Za jakieś 20-30metrów zobaczyli tą samą
dziewczynę. Zdziwili się ogromnie i trochę wystraszyli, ale było widać,
że ona bardzo chce aby się zatrzymali. Było to kilka osób więc tak
zrobili i w tym samym momencie dziewczyna  kiwnęła na nich ręką i
pobiegła w głąb lasu, młodzi ludzie podążyli za nią. za gęstwiną krzewów
ujrzeli rozbity samochód i nigdzie śladu dziewczyny. Podeszli do wraku,
aby sprawdzić co się tam wydarzyło. W środki ujrzeli malutkie, płaczące
dziecko, a za kierownicą jego matkę-martwą. To była ta sama dziewczyna,
która ich zatrzymała przy drodze. Matka mimo, że już nie żyła uratowała
własne dziecko.

Dziwna sytuacja przydarzyła się dwóm moim przyjaciółkom i siostrze
jednej z nich. Dziewczyny w lato postanowiły spędzić noc w namiocie na
podwórku sióstr. Podwórko to jest wąskie i długie a dom  postawiony
daleko od drogi. dziewczyny rozłożyły namiot między budą psa a starym
drewnianym wozem, blisko domu.Koło 2 nad ranem siostra mojej koleżanki
usnęła i wtedy zdarzyło się coś co  przestraszyło dziewczyny. Najpierw
usłyszały szczekanie psa, który reaguje w podobny sposób na wszystkich
ludzi, a za chwilę trzykrotne pukanie o deski wozu. Nagle cisza, pies  
ucichł. Za moment znów usłyszały ujadanie pieska i trzykrotne pukanie w
wóz i zmów cisza.  po chwili było wyraźnie słychać ze ktoś zbliża się do
namiotu a potem  kolejny raz trzykrotne pukanie w wóz i cisza. tym razem
pies nie szczekał. Dziewczyny porządnie się wystraszyły ale nie wyszły z
namiotu.Czekały jeszcze z godzinę nic nie się nie wydarzyło a one
usnęły. Zaznaczę, że nie mógł to być ktoś znajomy, bo nikt nie wiedział,
że dziewczyny będą w namiocie tej nocy, oprócz mamy sióstr, a wątpię
żeby poważna kobieta o 2 w nocy wstawała, aby straszyć swe córki i ich
koleżankę.






zwiń tekst



STRONA
1 22 23 24 25 26 27 28 50 80
Strona 25 / 80

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

22 kwietnia 2021 - trochę się ochłodziło, a to akurat sprzyjający element przy pracy w Bazie FN nad materiałem o kręgach zbożowych, skąd pozdrawiamy wszystkich czytających najlepszy serwis o UFO w Polsce, na świecie i w tej części galaktyki. [...]

UFO24

więcej na: emilcin.com

Śr, 14 kwi 2021 08:51 | Białoruś oskarżyła Polskę o naruszenie jej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt latający. Do incydentu miało dojść w poniedziałek. W odpowiedzi polski resort obrony narodowej oświadczył, że tego dnia wieczorem wojskowe statki powietrzne nie wykonywały lotów w pobliżu granicy z Białorusią. „12 kwietnia 2021 r. o godz. 20:45 (19:45 w Polsce) odnotowano fakt naruszenia granicy państwowej Białorusi w przestrzeni powietrznej od strony Polski, przez niezidentyfikowany obiekt latający...

Dziennik Pokładowy

Wtorek, 20 kwietnia 2021 | Kolejne informacje podawane przez Pentagon i armie USA nie pozostawiają wątpliwości – zjawisko Niezidentyfikowanych Obiektów Latających jest równie prawdziwe jak istnienie Antarktydy. Praktycznie nikt z czytających ten tekst nie był na Antarktydzie, ale dobrze wie, że Antarktyda istnieje. Z UFO jest tak samo. I tak pojawił się poważny problem. Z czym? A z tym, co mówią "obcy z UFO...

czytaj dalej

FILM FN

OBIEKT UFO NAD KIEŁCZÓWEM - 11 kwietnia 2021

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.