Dziś jest:
Czwartek, 3 kwietnia 2025
"Cokolwiek mógłbyś zrobić lub o czym marzysz - po prostu to zrób. Taka zuchwałość ma w sobie geniusz, moc i magię."
J. W. Goethe
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl
czytaj dalej
[...] Kolejny sen z kolekcji snów proroczych co do mojego życia. Kiedyś miałam narzeczonego, ale nie dane nam było razem iść przez życie, bo on był ze wsi, ja z miasta i zerwaliśmy. Przed zerwaniem, zanim zaczęło się psuć w naszym związku, miałam sny, że nie potrafimy się dogadać, że zrywamy itp. Pamiętam pewien sen: byłam w kościele i był przy nawie bocznej ustawiony stolik, trwały zapisy na bal. Wpisane było moje nazwisko, drugie niezrozumiałe, nieczytelne, ale wiedziałam, że to nie jest mój ówczesny narzeczony. Potem znalazłam się w miejscu, auli, gdzie dokonywałam urzędowych spraw.
Na koniec przyśniło mi się miejsce: wielki rynek, kamieniczki ze schodami między nimi, tak że z jednej strony można było przejść w inną uliczkę, bez schodzenia na rynek. Nie miałam pojęcia, że takie miejsce istnieje naprawdę. Zerwaliśmy zaręczyny, cierpiałam tylko 2 tygodnie, chodziłam na randki i kiedy już straciłam nadzieję, odezwał się na funskunie mój mąż. Jakież było moje zdziwienie, że kiedy załatwialiśmy formalności ze ślubem, wszystko było co do joty jak we śnie. Po ślubie pojechaliśmy na wycieczkę do Chorwacji i kiedy stanęliśmy w Dubrowniku na rynku starym, to mnie zatkało z wrażenia. Kamieniczki, między nimi wąskie uliczki ze schodami, przewodnik coś objaśniał, a ja wiedziałam, że sen się spełnił.
[dane do wiad. FN]
[...] Dzień dobry! Zacznę od tego, że miałam dobry sen. W tym śnie dostałam przekaz od osoby, że warto być dobrym człowiekiem, bo za to czeka nas nagroda po śmierci. Zanim doszło do tej sceny we śnie, przeżyłam lęk o syna, bo oczywiście we śnie wszystko rządzi się swoimi prawami.
Byłam na kawie u miłych ludzi, w tle była Matka Boska, w normalnych ciuchach i mały Jezus, który chciał bym z Nim wszędzie szła, nawet do toalety. Później było tak, że syn mój bawił się z jakimiś dziećmi poza domem i zrobiło się źle. Nagle zaczęły nadbiegać złe, dzikie zwierzęta domowe, wściekłe i groźne, zostałam rozdzielona z synem. Przeżyłam lęk o niego. Potem szłam gdzieś sama, bez męża i syna. Później była scena w jakimś pięknie umeblowanym mieszkaniu i ta "rozmowa" o byciu dobrym człowiekiem. Wtedy się odwróciłam i zobaczyłam młodego chłopaka medyka, a na jego piersi plakietkę z imieniem mojego syna i nazwą "lekarz" obok imienia. I zaraz potem druga postać powiedziała mi o byciu dobrym. Obudziłam się z ulgą, że syn jest z nami zdrowy i cały, że nikt go nie rozdzielił od nas. Na razie ma zainteresowania ściśle komputerowe, więc do medycyny daleko.
Chodzi mi o przekazanie mentalnej wiadomości, że warto czynić dobro, mieć dobre serce i ogólnie być dobrym człowiekiem.
[dane do wiad. FN]
[...] Chciałam wam opisać historię sprzed 11 lat, kiedy byłam w ciąży. Miałam wtedy niezwykły sen. W tym śnie było ciemno w pokoju i nagle zadzwonił telefon - wtedy jeszcze stacjonarny. Telefon jarzył się poświatą, odebrałam pytając się halo? Chwile później ujrzałam dwunastoletniego chłopca, który do mnie powiedział: cześć mamo! Wystraszyłam się na maksa. Teraz syn ma 11 lat i wygląda ja z tamtego snu, nawet głos ma podobny. [...]
[...] Życie jest podróżą.
Od wczesnych lat szkolnych miałam przeświadczenie , że nigdzie nie pasuję , że to nie powinno być moje życie, a nawet że chyba żyję za karę. Moje dzieciństwo nie było łatwe, zawsze ciągnęło mnie do książek , lubiłam się uczyć i miałam różne pasje, ale w domu rodzinnym nie było to istotne, potrzeby dzieci były spychane na dalszy plan bo przecież ,, dzieci i ryby głosu nie mają ” , praca w gospodarstwie i chodzenie do kościoła – to miało kształtować charakter i zapewnić szacunek dla rodziców. Nie pamiętam dokładnie kiedy po raz pierwszy doświadczyłam porażenia sennego, mogłam mieć wtedy kilka lat.
Pamiętam jak obudziłam się w nocy przerażona nie mogąc się poruszyć , chciałam krzyczeć ale nie mogłam wydobyć głosu. Czułam jakby coś siedziało mi na nogach. Oczywiście nie miałam wtedy pojęcia co się ze mną dzieje – dopiero lata później kiedy Internet stał się powszechny zrozumiałam co to było. Epizody tego typu pojawiały się u mnie bardzo często , czasem po kilka razy w nocy. W domu rodzinnym często straszono mnie i rodzeństwo diabłami i zmorami , które przyjdą po nas jak będziemy niedobrzy i nieposłuszni. Bałam się zasypiać , byłam przerażona i byłam z tym sama . Idąc spać zawsze naciągałam kołdrę po samą szyję żeby zmora do mnie nie przyszła.
Może komuś to wydać się śmieszne ale noce były dla mnie koszmarem. W dodatku pewnej nocy na strychu było słychać jakieś kroki, słyszeli je wszyscy domownicy i nie dało się tego racjonalnie wytłumaczyć. Prawie w tym samym czasie zaczęłam się buntować nie chcąc chodzić do kościoła i nie chodziło o msze niedzielne gdzie nie było dyskusji tylko o mszę w tygodniu. Nie dość że na naukę było mało czasu ponieważ na pierwszym miejscu były prace w polu to jeszcze przymusowo uczestnictwo we mszy w pierwszy piątek miesiąca. Chodziłam wtedy do LO. Zbuntowałam się i usłyszałam od mamy że jestem diabła warta , że jestem nic nie warta. Tak , jakby chodzenie do kościoła decydowało o wartości człowieka, a nie wszystko inne. Moje życie było koszmarem, marzyłam o tym żeby zasnąć i się nie obudzić, a nawet sen nie był dla mnie łaskawy. To było jak klątwa rzucona na mnie w imię kościoła.
W nocy jak już wydawało mi się że zasypiam pojawiał się ten wibrujący dźwięk zwiastujący następny koszmar. Walczyłam z tym i siłą woli starałam się poruszyć np. głową jak już wiedziałam że to pomaga się wybudzić. Najgorsza była zachowana świadomość i przerażenie, powtarzalność tego zjawiska. Pewnego razu podczas „ snu” zorientowałam się , że moja głowa znajduje się na wysokości górnej części drzwi , unosiłam się nad łóżkiem zachowując świadomość, ogarnęło mnie przerażenie. Problemy ze snem , niska samoocena oraz brak jakiegokolwiek wsparcia spowodowały że zaczęłam bać się ludzi, czułam się gorsza i nie wierzyłam że spotka mnie w życiu coś dobrego. Choć byłam lubiana w szkole to wolałam jak nikt nie zwraca na mnie uwagi. Zaczęłam wtedy słuchać audycji Pana Roberta Bernatowicza w Radiu Zet, zafascynowało mnie wszystko to co nie wyjaśnione – pamiętam audycję o piramidach egipskich. Przeczytałam wtedy wszystkie dostępne w bibliotece książki Ericha von Danikena , interesowały mnie książki popularnonaukowe. Pamiętam też że czytałam „ Kosmologię” Hellera i fascynowałam się ornitologią. To była moja odskocznia . Lubiłam też majsterkować i szyć ,pisałam wiersze.
Potem matura i studia, ciągłe zastanawianie się nad własną wartością, związki, które nie miały prawa przetrwać. W momentach spokoju i wydawałoby się szczęścia śniło mi się że latam , a może faktycznie opuszczałam ciało mimowolnie, leciałam niewysoko i nie za daleko ale wtedy czułam że mogę sterować swoim lotem, swoim życiem. Pamiętam bardzo dobrze taki epizod , wtedy moje dzieci miały już po kilka lat a ja uczęszczałam na grupę wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie i marzyłam o tym żeby definitywnie zmienić swoje życie i otoczenie, uwolnić się od przeszłości i traum. Mieszkałam wtedy w drewnianym domku po babci , obok rodziców, pewnej nocy jak zwykle to miało miejsce zaczęło się od wibrującego dźwięku, z czym zresztą zdążyłam się oswoić, ale tym razem wiedziałam że to będzie podróż.
Przeniknęłam przez ścianę tuż nad śpiącymi dziećmi i znalazłam się na podwórku , pamiętam że aby wznieść się wyżej i nabrać rozpędu potrzebna była siła woli. To było wszechogarniające poczucie wolności i błogości. Skierowałam się na drogę prowadzącą do głównej drogi asfaltowej biegnącej przez wieś. Minęłam piwnicę w ogrodzie i drzewa owocowe w sadzie. Dotarłam do głównej drogi i w jednym momencie znalazłam się z powrotem w łóżku. Wiedziałam wtedy że muszę wreszcie coś zmienić w swoim życiu, sama będąc matką wiedziałam że muszę uchronić swoje dzieci przed agitacją kościelną, chciałam żeby moje dzieci były szczęśliwe.
Zmieniłam otoczenie i próbowałam ułożyć sobie życie daleko od domu rodzinnego, to jednak nie uchroniło mnie od niepowodzeń. Teraz wiem że dopiero wyjaśnienie sobie dręczących spraw, które nosimy w sobie, pozwala na otwarcie się na nową drogę .To było latem tego roku, będąc w odwiedzinach w domu rodzinnym ponownie moja mama zaczęła namawiać mnie na chodzenie do kościoła, próbowała mi w mówić że bardzo źle postępuję nie uczestnicząc we mszach . Oczywiście moje argumenty że nie jestem przez to gorszą osobą i że modlić się można np. pracując w ogrodzie, nie dotarły do Niej , wypaliłam : ” czy znów usłyszę, że jestem diabła warta ? ”Moja mama była w szoku , nie spodziewała się że ja to pamiętam, tłumaczyła się że to było w nerwach i takie tam. Powiedziałam jej że te słowa zapamiętałam na całe życie . To one zawsze przypominały mi się w wyjątkowo trudnych chwilach , były jak klątwa. Nie wspomniałam o latach bezsenności i lękach , o tym jak często myślałam kim byłabym teraz gdyby moje skrzydła mogły się rozwinąć.
Ale co najważniejsze to był przełom- może za późno ,a może to właśnie tak miało być . Żyję w zgodzie ze sobą i przede wszystkim spełniam się jako matka i moje dzieci – jedno już dorosłe a drugie prawie, mają we mnie wsparcie jakiego sama nie doświadczyłam. Nie mogę tylko zrozumieć jak można w imię kościoła czy jakiejkolwiek religii tak się zatracić aby nie zauważać że się krzywdzi własne dzieci. Takiej religii mówię nie. Wieżę w siłę wyższą i w reinkarnację, nawet jeśli moje życie jest podróżą za karę, to jestem gotowa ją przebyć . Staram się rozwijać duchowo i dokształcam się. Nie dążę do posiadania zbędnych przedmiotów , czasem wolę towarzystwo zwierząt niż ludzi . Oczywiście moje przekonania i zainteresowania nie są mile widziane na forum rodzinnym , dlatego też zawsze gdy wybieramy się w rodzinne strony proszę dzieci , które zresztą mają taką samą wizję świata jak ja, żeby nie poruszały drażliwych tematów, ponieważ wszystko co odbiega od nauk kościoła jest odbierane jako dzieło szatana. Kocham życie mimo wszystko. Niedawno znów śniłam że latam, wyżej i dalej niż kiedykolwiek , pomimo trudnych czasów jakie obecnie nastały przepełnia mnie nadzieja że jeszcze będzie normalnie.
Moje motto życiowe :
Człowiek okrętem po falach życia przemierza morza i oceany,
Czasem podmuchem wiatru jest gnany,
czasem przeraża go bezkresna cisza.
Bo życie zmienne jest niezmiernie,
nieznane jak Diabelskie Morze,
czasem przeraża nas śmiertelnie,
czasem przyjmuje nas w pokorze.
Więc z białym żaglem ponad głową płyń poprzez uczuć oceany,
Nawet gdy maszt twój przez sztorm złamany – pamiętaj – bądź zawsze SOBĄ.
[dane do wiad. FN]
Pozdrawiam serdecznie zaloge Fundacji Nautiliusa a takze wszystkich zalogantow i czytelnikow.
Chcialbym Podzielic sie z Wami doswiadczeniem ktore dalo mi duzo do myslenia.
Bylo to kika tygodni temu.
Codziennie staram sie przesylac energie milosci dla tych ktorzy sa w potrzebie.
Pod koniec medytacji ukazal mi sie Aniol.
Stanal w niewielkiej odleglosci ode mnie i byl ustawiony bokiem.
Z wygladu przypominal troche Rzymskiego lub Greckiego wojownika.
Jego skrzydla byly zlozone.
W prawej rece trzymal cos co przypominalo troche wlucznie. Cala jego postac promieniowala zloto-sloneczna energia.
Stal tak jakby na warcie .
To wygladalo jakby pilnowal energii ktore przyjmuje moja dusza.
Zapytalem kim jest. Odpowiedzial Aniolem Strozem.
W miejscu mojej klatki piersiowej powstala pusta przestrzen ktora promieniowala delikatna purpurowo-fioletowa energia. Czulem ogromna moc od tej Postaci i bylo to w formie energii-wibracji .
Nikomu nie zyczylbym stanac na Jego drodze.
Wygladal On jakby ze starozytnego swiata lub innego wymiaru .
Kilka lat wstecz widzialem kilku Aniolow w kosciele podczas chrztu dzieci ale Oni wygladali jak normalne osoby.
Jednak bylo cos podobnego.
W czasie ich pojawienia caly kosciol wypelnil sie pieknym i bardzo delikatnym purpurowo-fioletowym Swiatlem.
Szukalem podobizny Aniola z mojej wizji na internecie ale bez skutku.
Pozdrawiam raz jeszcze serdecznie i dziekuje ze jestescie.
Rysiek
Ps. W najblizszym czasie postaram sie opisac wiecej doswiadczen.
From: [...]
Sent: Saturday, May 8, 2021 2:00 PM
To: NAUTILUS HD
Subject: Dobro powraca !
Witam znalazłem niesamowitą opowieść byłego więźnia obozu
KL -Sachsenhausen Pana Stafana Króla , który opowiada o przypadku gdy opatrywał SS-mana , a następnie o jego wypowiedzi na Gestapo , która to ostatecznie uratowała życie 40 więźniów.
Samo wydarzenie to nieostrożność SS-mana !
Opowieść zaczyna sie od około 23 minuty !
https://www.youtube.com/watch?v=y3bmsbE-d8A
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]
czytaj dalej
Witam FN! Bardzo lubię Wasz serwis, a najbardziej dział XXI PIĘTRO. Postanowiłem także ja opowiedzieć, a raczej opisać dziwne zdarzenie w moim życiu, które miało miejsce 7 lat temu. Gdybym tego sam nie przeżył to pewnie bym nigdy nie wpadł na to, że to może być prawda. Tego dnia usłyszałem pierwszy raz w życiu głos w głowie, który wymienił moje imię i powiedział coś bardzo konkretnego. Tu może zaznaczę, że wiem, że jest choroba zwana schizofrenią, kiedy ludzie zaczynają słyszeć głosy, które z nimi prowadzą konwersację, często dają im jakieś rady i tym podobne. Ale ja uważam, że natura tej choroby nigdy nie została do końca poznana i nie można wykluczyć, że w niektórych przypadkach te głosy mogą być efektem tego, że ktoś przeżywa silny syndrom opętania przez jakiś byt demoniczny. Ale może opowiem o mojej historii.
W 2014 pracowałem w firmie, która zajmowała się transportem, miała samochody i przewoziła różne rzeczy. Ja byłem kierowcą i tego dnia dostałem trochę dziwne zlecenie zawiezienia metalowych części do naprawy ogrodzenia na jednym z cmentarzy. To była miejscowość obok Kielc, a cmentarz dosłownie był w centrum miasta, co mnie nawet trochę zdziwiło. Było już ciemno, kiedy przyjechałem w to miejsce i od razu ekipa zaczęła rozładowywać wszystkie części, aby następnego dnia zacząć pracę przy ogrodzeniu. Ja postanowiłem zapalić papierosa i przejść się. Z braku lepszego pomysłu wszedłem na teren tego cmentarza. Byłem może 25-30 metrów od samochodu, więc bardzo blisko. Nagle usłyszałem w głowie super wyraźny głos męski, zdecydowany i nawet stanowczy:
- Mareczku, co ty tutaj robisz?
Dodam, że mam na imię Marek. Błyskawicznie rozejrzałem się wokół, ale nikogo nie było. Nie było ciemno, bo światła lamp od ulicy dawały wystarczająco dużo światła. Dosłownie stanęły mi włosy dęba na głowie. Rzuciłem się do ucieczki i uspokoiłem dopiero wtedy, kiedy stanąłem po drugiej stronie ulicy na chodniku. Wiem, że to było coś w rodzaju telepatii, a może nawet po prostu telepatia. Tam na tym cmentarzu było coś, co do mnie przemówiło i nikt mnie nie przekona, że uległem złudzeniu. Ta historia upewniła mnie, że jest życie po śmierci, a duchy nie są bajkami dla dzieci, ale rzeczywistymi bytami, które mogą przemówić do człowieka.
Mam nadzieję, że ta historia Wam się przyda do archiwum.
Pozdrawiam załogę i Kapitana okrętu!
[dane do wiad. FN]
From: [.]
Sent: Thursday, May 6, 2021 8:39 PM
To: FN
Subject: Moja historia ze słyszanym w głowie głosem
Dzień dobry .
[...] z tej strony
Chciałbym opowiedzieć Państwu moją historię która mi się przydarzyła .
O głosie który słyszałem w swojej głowie.
Opisuje to w wielkim skrócie ponieważ jest to bardzo dużo pisania:
Moja Historia:
Cała historia zaczęła sie w dniu 3 lipca 1998 Roku miałem wtedy 25 lat.
Brałem udział w Ogólnopolskim Festiwalu Polskiej Piosenki lat 60-70 organizowanym przez Świdnicki Ośrodek Kultury.
Był to pierwszy dzień Festiwalu i jako Gwiazda tego Festiwalu występował Zespół Chrząszcze. Grali muzykę lat 60 -70
Więc siedziałem sobie przy stoliku i przysłuchiwałem się muzyce którą grali ,obok mojego stolika przeszła Dziewczyna 19 letnia wtedy ,Pomysłodawczyni Festiwalu pod nazwą (.....).Zaznaczam ,że nie byłem pijany bo w ogóle nie piję alkoholu naćpany tym bardziej ponieważ nie używam żadnych tego typu środków. Nagle w mojej głowie usłyszałem głos. Nie wiem czyj to był głos ale powiedział do mnie tak.
"TO JEST TA DZIEWCZYNA KTÓREJ SZUKA TWOJE SERCE,
BĘDZIECIE SIĘ DOBRZE ZNALI,
ALE MUSISZ NA NIĄ UWAŻAĆ BO BĘDZIE CHCIAŁA CIĘ OSZUKAĆ"
Chciałbym dodać ,że wtedy nie znałem jej jeszcze w ogóle nawet nie wiedziałem jak ma na imię.
Dalej ten głos mówił:
"BĘDZIECIE GDZIEŚ RAZEM"
Więc w myślach zadałem pytanie? :
Gdzie będziemy razem?
Głos odpowiedział:
"ZAJDZIECIE RAZEM NA SZCZYTY"
26 Lipca byliśmy już w Szczytnie byłe województwo Olsztyńskie na Dniach i Nocach Szczytna.
Dalej ten głos mówił będziecie jeszcze gdzieś razem :
Więc znowu w myślach zadałem pytanie temu głosowi :
Gdzie będziemy jeszcze razem?
Głos odpowiedział pytaniem :
"A GDZIE BYŁA PIERWSZA STOLICA POLSKI???"
No wiadomo że w Gnieżnie.
I w tym momencie zobaczyłem w myślach obrazy ze szkolnej książki Orle gniazda i rycerzy LECH CZECH I RUS.
i już na zakończenie lata byliśmy na koncercie organizowanym przez TVP2 w Gnieznie.
Dalej ten głos mówił :
BĘDZIECIE RAZEM ,ALE POKŁUCICIE SIĘ,NIE BĘDZIECIE ZE SOBĄ ROZMAWIAĆ.BĘDZIESZ BARDZO CIERPIAŁ ,NIGDY NIE ZAZNAŁEŚ TAKIEGO BÓLU.
Więc zadałem pytanie w myślach dlaczego muszę tak bardzo cierpieć i jak długo nie będziemy ze sobą rozmawiać?
Więc głos odpowiedział:
"ABYŚCIE SIĘ SZANOWALI ,NIGDY NIE ZDRADZALI ABYŚCIE ZROZUMIELI ,ŻE NIGDNY NIE BĘDZIECIE SZCZĘSLIWI BEZ SIEBIE".
Nie pamiętam jak długo mieliśmy nie rozmawiać ze sobą ponieważ nie do końca w to wszystko wierzyłem ,ale wiem że miało być to bardzo długo i zacząłem się wtedy jakby kłócić z tym głosem. Więc ten głos powiedział wtedy ,że:
"MINIMUM 10 LAT NIE BĘDZIEMY ZE SOBĄ ROZMAWIAĆ, ALE ONA WRÓCI I BĘDZIECIE SZCZĘŚLIWI"
Widziałem wtedy jakby cała historie swojego życia aż do jej powrotu i założenia z nią rodziny widziałem dwójkę naszych małych dzieci jak wszyscy jesteśmy w Kościele Św. Wojciecha w Gnieżnie w tym samym w którym byliśmy podczas wycieczki do Gniezna.
Dodam jeszcze ,że ten głos mówił ,że będę grał w innym składzie z innym Gitarzystą, a wtedy grałem z innym kolegą w duecie graliśmy razem 16 lat a obecnie od 10 lat gram w innym składzie .
Dodam jeszcze ,że przez przypadek trafiłem na opowieść tej dziewczyny na youtube że też cierpiała przez 10 lat była nawet u Egzorcysty. Nie chce podawać jej imienia ani nazwiska bo jest to osobą bardziej publiczna a pewnie też by sobie tego nie życzyła. Dodam też że do dzisiejszego dnia ten głos nie daje mi spokoju ja do dziś pamiętam wszystko słowo w słowo co ten głos do mnie mówi widzę obrazy które wtedy widziałem jak ten głos mówił o moim życiu . Nie wiem dlaczego ? Co to był ? Kto do mnie mówił ?
Przez to wszystko nie ułożyłem sobie życia do dziś jestem sam .Po zakończeniu znajomości z tą dziewczyną nie mogłem się pozbierać przez ponad 10 lat.
Ta cała historia jest bardzo długa nie dałoby się tego opisać w kilku zdaniach.
Pozdrawiam serdecznie.
[dane do wiad. FN]
czytaj dalej
[...] Hejka, Niedawno natrafiłam na Waszą fundację z czego bardzo się cieszę. Piszę do Was bo doświadczyłam czegoś niesamowitego pół roku temu.
Otóż podczas medytacji ujrzałam siebie w stroju kobiety ze średniowiecza. Widzę siebie od tyłu, nie widzę twarzy ale czuję, że to ja. Czuję odwagę, siłę i emocje takiej chwały i dumy. Trzymam za rękę dziecko, chłopca, którego twarzy też nie widzę ale mam poczucie jakbym uratowała to dziecko i siebie. Oboje stoimy na polu ....bitwy bo wszędzie jest czarna ziemia i płoną gdzieniegdzie ogniska. Jest noc.
To była moja wizja podczas medytacji.
Po kilku dniach od tej wizji musiałam udać się do osteoopatki, która zajmuje się też energioterapią i z powodu drętwienia mojej prawej ręki postanowiłyśmy zrobić sesję w której ona przechodząc dłońmi po moim ciele łączy się z moją energią i sprawdza co widzi.
Oprócz tego, że widziała mnie w łonie mojej mamy i doświadczyła lęku od dziecka (co by się zgadzało, bo moja mam była zestresowana w pierwszym trymestrze ciąży) to zobaczyła kobietę z dzieckiem i opisuje mi dosłownie scenę, którą opisałam wyżej.
Mówię jej czy widziała twarze kobiety i dziecka. Potwierdziła, że widziała twarz dziecka i miała poczucie że kobieta to ja. I teraz najlepsze...... Mówię jej że mam obecnie 3 synów i ona prosi żebym pokazała jej ich zdjęcia. A ona z całym przekonaniem potwierdza że twarz, którą widziała to mój najmłodszy syn Piotruś l. 6 (taki wiek przypisałabym również dziecku z mojej wizji) Pierwszy szok ale kolejny przychodzi gdy składam puzzle swojego życia.
Gdy byłam w nieplanowanej ciąży z 3 synem ( z Piotrusiem) moja druga relacja w której byłam, była bardzo toksyczna, zła, przemocowa. W pierwszych tygodniach po tym gdy dowiedziałam się o ciąży - moje myśli krążyły wokół usunięcia ciąży ale co ciekawe ciało "mówiło" co innego. Ignorowałam to bo logiczne wydało mi się nie mieć nic wspólnego z tatą dziecka. Już właściwie organizowałam konieczne kroki ........ i zatrzymało mnie. Nie mogłam. Coś mi mówiło - nie rób tego, będzie dobrze, poradzisz sobie a to dziecko musi żyć, bo to nie jest przypadek.
No więc urodziłam Piotrusia. Później potrzebowałam 3 lat żeby odejść od partnera i zrobiłam to gdy zostałam uderzona przez niego w twarz trzymając Piotrusia na ręku.
Po tym incydencie z wizją skojarzyłam to poczucie "uratowania dziecka i siebie" z tą sytuacją w moim obecnym życiu.....
Jak byście to wyjaśnili? Czy moja dusza potrzebowała doświadczyć tych emocji jeszcze raz? Albo ta wizja była wiadomością aby uratować to dziecko teraz? ciekawe prawda? Ja bardzo wiele czuję i działam zgodnie z intuicją. Dopiero od 3 lat rozumiem, że to dusza woła ;-) Do tej pory nazywałam to "bezmyślnością" czyli "najpierw działam a później myślę" ;-) ale gdy patrzę wstecz to wszystkie moje decyzje w życiu podjęte zgodnie z głosem duszy - były IDEALNIE właściwe. To oczywiście możemy dostrzec dopiero gdy patrzymy wstecz.
Jest tak wiele pozytywów w moim obecnym życiu odkąd pojawił się Piotruś. Jakby przypadkowe dziecko a jednak nie ;-)
Chciałam się z Wami tym podzielić, bo ta historia jest taka żywa we mnie i czuję całą sobą, że to wszystko zatoczyło jakieś koło i zaczynam dostrzegać sens swojego istnienia i moich dzieci. Zresztą wierze, że nasze dusze podpisały kontrakt. Uczymy się o sobie tak wiele poprzez kontakt z innymi duszami/ludzmi tylko trzeba być tego świadomym. Jesteśmy na tym świecie po to aby doświadczać to co nas spotyka aby móc wejść na wyższe poziomy wibracyjne i tym samym pewnie inkarnować na wyższe poziomy.
Mam na koniec taki cytat Ramana Mahariszi - indyjski mistrz duchowny:
"Najwyższy kieruje przeznaczeniem dusz zależnie od karmy każdej z nich, a co nie jest przeznaczone, nie wydarzy się, choćbyśmy się o to najusilniej starali. To co jest przeznaczone, stanie się, choćbyśmy starali się by tego uniknąć. To jest niezawodne i pewne. Najlepiej pozostać w milczeniu"
Można w tym zdaniu się przerazić lub .....odpocząć, zrelaksować i żyć normalnie, fajnie ;-) Ja odpoczywam. Czego wszystkim nam życzę z całego serca.
--
Pozdrawiam serdecznie,
[dane do wiad. FN]
czytaj dalej
[..] Dzień dobry, wiem że państwo się zajmują takimi sprawami dlatego piszę ponownie. Już dawno temu pisałam, dzieliłam się przemyśleniami i swoimi snami. Ostatnio doświadczyłam chyba czegoś gorszego. Z tego co pamiętam, również mieliście podobne listy ale nie mogę ich znaleźć. Zacznę od początku.
Wprowadziłam się z chłopakiem do świeżo wyremontowanego mieszkania, mamy pokój na parterze. Od głównych drzwi wejściowych idzie korytarz bardzo krótki i po jednej stronie są 2 pokoje, jeden wolny drugi zajęty, są schody na kolejne piętro gdzie są kolejne pokoje itd ale to nas nie interesuje. są też drzwi które prowadzą do korytarzyka gdzie jest nasz pokój i obok jest salon z kuchnią i ogród.
Gdy wychodzi się z naszego pokoju idzie się prosto do kuchni, tuż obok jest zlew. W środku nocy słyszeliśmy kroki właśnie od naszych drzwi w kierunku zlewu - myślę że ja nawet częściej bo prosiłam chłopaka nie raz żeby poszedł sprawdzić a on otwierał drzwi mówi że nic nie słyszy ale sprawdzi. Ja słyszałam wyraźnie że ktoś chodzi o wraca i jakby rozpływa się mimo że powinien przejść jeszcze kawałek w kierunku drzwi na korytarz i albo iść do pokoju na parterze albo na piętrze. Może nie chciał mnie straszyć, nie wiem ale wiem że czasem sam z siebie też słyszał i sprawdzał. Oprócz tego w zlewie słychać było zlewana wodę. Gdy otwierałam drzwi automatycznie cisza. Podeszłam do zlewu, zlew jest suchy. Konsternacja.
Po którymś razie zaczęłam się zastanawiać co jest grane. W żartach powiedziałam do chłopaka, że chyba duchy, a tak naprawdę pomyślałam o tym, że prędzej mam schizofrenie, że wpadam w obłęd niż to się dzieje naprawdę. Potem, stopniowo doszły inne rzeczy. Siedziałam z papierosem przy oknie (mamy takie duże wyjściowe na ogród i pod tym stopień jeszcze więc nogi mi zwisaly) zamyślona patrzyłam w bok gdy nagle poczułam coś przede mną, czy to małego szczura nie wiem ale dotknęło nogi a ja w tym momencie automatycznie spojrzałam w dół i przed siebie i... Szok. Stoi facet ubrany na czarno, ręce spuszczone rozluźniona postawa, cały zarys było widać ale mimo światła nie zobaczyłam twarzy, cała czarna postać i tylko wlepione oczy we mnie. Z wrażenie wbiegłam do domu potknęłam się o kable i zamknęłam drzwi, zasłoniłam zasłony i w strachu siedzę, nie wiem co robić.
W końcu idę do kuchni gdzie też jest okno i widzę że nadal stoi. Spokojnie, nie agresywnie, normalnie stoi i patrzy na mnie, nic nie mówi. Po około 20 minutach usłyszałam skrzypnięcie drzwiczek. Najlepsze jest to że ciężko jest się do nas dostać wokół, za ogródkami jest puste pole, cegły gruz, i do ogrodu można wejść tylko Przez cudzy dom, nie wiemy jak on się dostał. Nie widziałam żeby się ruszał ciągle stał jak przedmiot i nagle zniknął. Mój chłopak wrócił, wystraszył się ze ktoś chce nas okrasc i napasc i zainstalowaliśmy kamery ale to na nic. Ostatnio stał sam na fajce w ogródku i patrzył na kuchnie, światło było zapalone. Ono automatycznie nie gasnie, nikogo nie było i nagle zgasło. Aż odskoczył, mówi jak to możliwe. Mało tego w końcu gdy ja zasnęłam a on nie, mówi że słyszał te kroki i wodę... I pukanie w szybę naszych drzwi od strony ogrodu. Obudziłam się gdy płakał. Była cisza, ja mam lepszy słuch i zawsze nawet mimo tv słyszałam a teraz on w końcu usłyszał to.
Tak samo usłyszeliśmy w tym samym momencie huk w kuchni i przesuwanie kartonów pod naszym łóżkiem , taki dźwięk ale fizycznie nic nie było widać. Widać było jedna rzecz w sumie 3 razy. Nigdy nie wychodzi nam ciasto. Raz poszliśmy na sekundę do pokoju, słyszeliśmy kroki wyszliśmy nikogo nie było a grzałka była przekręcona na 250 stopni (!!) i ciasto zaczęło się palić momentalnie! Innym razem byliśmy sami w kuchni stałam przy blacie obok i grzałka też się sama przekręciła na maxa ze 180 stopni!
W pokoju u nas też jest zimno mimo że grzejniki są na maxa włączone, wszystko zaczęło nam się składać w całość gdy ostatnio nasz współlokator przyznal się do morderstwa, gdy mój zauważył wybrzuszone panele w kuchni i nie chciał otwartego okna. Gdy otwiera się je, jest ok ale wystarcza 3 godziny i czuć smród. Tak samo z jego pokoju. [...] Pozdrawiam
i list kolejny
Dnia 28 kwietnia 2021 [...]
Oczywiście z powodu emocji nie dokończyłam. Chciałam jeszcze dopisać ze to wszystko działo się od 1 dnia do teraz, a jakiś tydzień temu inny współlokator wyskoczył z nożem i zaczął grozić śmiercią (zabije cie jak poprzedniego z twojego pokoju i nic mi nie zrobią! ) mojemu chłopakowi, zmroziło nas. Zaczęliśmy wszystko składać do kupy. Te kroki, woda, mężczyzna (postać w ogrodzie).. I to że współlokator zawsze pilnował czy okno w kuchni jest otwarte i drzwi w salonie też a gdy szliśmy podsłuchiwał nas, jego drzwi były otwarte. Tak samo jednej dziewczyny z góry która wg mojego chłopaka miał wzrok taki jakby chciała coś powiedzieć. Ta myślą podzielił się ze wspollokatorem
Być może się domyślił ze mój coś przeczuwa, bo też zwracał uwagę na panele w kuchni, lekko wybrzuszone i smród, a ja nie. Może pod wpływem emocji pękł.
Ciągle chodzi ubrany na czarno, nie wychodzi z domu.. Ta sprawa się rozwiąże ale dreszcze mnie przechodzą co sekundę.
[dane do wiad. FN]
czytaj dalej
„Witam NAUTILUSIE!
Moja opowieść dotyczy historii związanej z moim ojcem, który mieszkał w Warszawie, a ja pracowałem w Stanach Zjednoczonych. Wtedy, a były to lata 70-te nie było możliwości żadnego kontaktu telefonicznego i dlatego byliśmy skazani tylko na listy. Kiedy pisałem do żony, to także zawsze pisałem do mojego ojca, bo mama już nie żyła.
To był 12 luty 1973 roku, kiedy w nocy miałem bardzo dziwny sen. Przyśnił się mi mój ojciec. Był uśmiechnięty i szczęśliwy, a wokół niego była taka jasna poświata. Nigdy mi się nie śnił, a jego uśmiechnięta twarz bardzo nie pasowała do ówczesnej sytuacji, bo bardzo długo i ciężko chorował. Ojciec powiedział, żebym się nie martwił, bo on odchodzi do świetlnego świata i i nie może mi wysłać listu, a tylko może mi to powiedzieć w ten sposób. I żebym się w ogóle nie martwił, bo on żyje dalej i że się spotkamy, ale jeszcze nie teraz. I prosił, żebym dbał o moją żonę i ją kochał, bo miłość jest bardzo ważną rzeczą. Uśmiechnął się, powiedział „do zobaczenia mój ukochany synu” i sen się skończył.
Obudziłem się zlany potem. Co było dalej, na pewno możecie się domyśleć. Następnego dnia dostałem telegram, że mam wracać do Polski, bo zmarł mój ojciec, który dostał wylew. Nie mam złudzeń, że we śnie mój ojciec przyszedł do mnie z tą informacją i powiem więcej, że od tamtego momentu wierzę w te sprawy, którymi się moja ulubiona Fundacja zajmuje. Pozdrawiam. Edward L., Warszawa.”
[dane do wiad. FN]
I jeszcze jeden list, tym razem z 26 października 2006
[...] Od jakiegoś czasu "chodzę" po Waszych stronach i pewnie dlatego postanowiłam się podzielić swoją minutą z życia. Mam na imię Monika i chcę się podzielić jednym z moich przeżyć, które pewnie długo jeszcze pozostanie tak "jasne" w mojej pamięci.
Dokładnie nie pamiętam ile mogłam mieć wtedy lat, ale chodziłam chyba do ostatniej klasy szkoły podstawowej. Były wakacje, i jak zawsze, co roku gdzieś się jechało z grupą. Tym razem w około 15 osób wybraliśmy się pod namioty w góry. Woda, góry, więc odpoczywaliśmy sobie spokojnie, dodam, żeby nie wydawało się, że takie dzieciaki same pod namiotami, że średnio co 3,4 dni odwiedzali nas nasi rodzice.
Moja przyjaciółka, bardzo kochająca swoją babcię, często mi o niej opowiadała. Ale nigdy nie pokazała mi jej zdjęcia. Pewnej nocy miałam sen, że przychodzi do nas do campingu, bo myśmy akurat tej nocy spały w campingu, we śnie, poczułam, że ktoś mnie budzi, i jednocześnie jakby kazał mi się zachowywać cicho, żeby nie obudzić reszty (3 osoby). W tym śnie wyszłam z tego campingu na dwór, i ta osoba, widziałam ją dokładnie i do dzisiaj wiem jak wygląda, powiedziała mi, że mam ucałować i pożegnać od niej tą moją przyjaciółkę, jej siostrę - która też była z nami. I powiedzieć jej * że ją bardzo kochała i nadal będzie kochać ale musi w tej chwili odejść. Przy tym niczym nie dała do zrozumienia, że tym odejściem jest jej śmierć. Tego się w trakcie rozmowy z nią domyśliłam. Następnie weszła do campingu, pocałowała moją przyjaciółkę i odeszła w głąb lasu. A ja po tym wszystkim po prostu położyłam się spać.
Następnego dnia nie wiedziałam co mam robić, czy faktycznie mi się to przyśniło czy nie i czy w zw. z tym powiedzieć to całym zajściu. Postanowiłam przeczekać, cała grupa poszła na kajaki a ja pod przykrywką bólu głowy zostałam, a gdzieś koło południa przyjechał jej ojciec z wiadomością, i nie wiedzieć dlaczego spytał się czy ja już wiem.
Nie wiem czy to co piszę jest dość wiarygodne, ale chciałam się tym podzielić, wierzę, że są ludzie, którzy mieli już takie chwile w swoim życiu i pewnie w tym jest jakiś sens.
Pozdrawiam, Monika.
Dziękujemy za wszystkie przysłane do nas historie. Są one katalogowane, opisywane i trafiają do jednego z największych archiwów zjawisk niewyjaśnionych na świecie, czyli ARCHIWUM FUNDACJI NAUTILUS. Dzięki temu jesteśmy w stanie zbliżać się do największych tajemnic naszego życia.
Na koniec polecamy dzisiejsze ZDJĘCIE DNIA - to także poruszająca historia niezwykłej smugi na zdjęciu osoby, która niedługo potem odeszła do światła. Naprawdę polecamy przeczytać opis do tego zdjęcia.
Cały opis do zdjęcia jest tutaj:
https://www.nautilus.org.pl/zdjecie-dnia,1505.html
czytaj dalej
[…] Witajcie, Przeglądam wasze strony na „Kajucie Załogi „ i natknełam się o artykułach o Andrzeju Zaucha.(nie wiem jak odmienić to nazwisko) Przypomniało mi się że tez miałam z nim spotkanie w zaświatach. Często podróżuję we śnie do tzw. : Koloni duchowych , są to piękne miejsca , z zupełnie inną energia niż ziemia. Wiec raz , znalazłam się w takim miejscu , wyobraźcie sobie wielki taras cały w zieleni i kwiatach , wiszący nad błękitna zatoką , po prawej stronie góry. Znalazłam się tam i widzę ze stoi p. Andrzej z półprzeźroczystą kobietą , trzyma ją pod rękę. Zupełnie zignorowałam ten fakt (przypuszczam ze to jego żona). Podchodzę do niego i mówię :” Panie Andrzeju skoro Pana widzę to znak ze Pan żyje a ja cofnęłam się w czasie. Muszę Pana ostrzec ,w przyszłości zabija pana , musi się pan , bronić , uciekać. Błagam Pana niech się pan ratuje, niech Pan ucieka” .Andrzej uśmiecha się do mnie i mówi : „ wiem o tym moje drogie dziecko” W tym momencie zostałam wyciągnięta z tego snu.
Pozdrawiam
[dane do wiad. FN, e-mail przyszedł na pokład okrętu Nautilus 30 kwietnia 2021]
/poniżej link do tekstu w serwisie FN, w którym opisaliśmy niezwykłe okoliczności śmierci Andrzeja Zauchy/
czytaj dalej
[…] Dzień Dobry, Jestem czytelnikiem Waszego znakomitego serwisu od niedawna i chciałem opisać bardzo dziwną sytuację, która wydarzyła się […] w szpitalu powiatowym w […] zamienionym w tzw. szpital covidowy. Nie chcę, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, gdzie jest ten szpital, bo jedną z osób uczestniczących w tym całym tragicznym wydarzeniu była moja żona, która pracuje tam jako pielęgniarka. O tej sprawie pisały media i nie chcę, aby moja żona miała kłopot, a także jeszcze ten lekarz i jeszcze inna koleżanka żony. Jeśli zdecydujecie się opublikować tę historię w XXI piętrze, to tylko pod warunkiem, że usuniecie nazwę szpitala i miejscowość, a także datę. Już wyjaśniam, co się stało. Lekarz na oddziale popełnił błąd i nie zauważył, że bardzo spadło ciśnienie tlenu w systemie. Musicie Państwo wiedzieć, że koronawirus zabija ludzi w taki sposób, że oni się duszą i są najpierw półprzytomni z powodu niedotlenienia mózgu, a potem umierają. Personel szpitalny nigdy wcześniej nie miał do czynienia z taką liczbą osób nagle na granicy życia i śmierci, proszę mi wierzyć, że moja żona wracała z płaczem do domu, bo chwilami była bezradna. Tego dnia, kiedy lekarz nie zauważył tego, że obniżyło się ciśnienie w systemie pechowo zdarzyło się to, że mieli dwa pilne transporty do szpitala wojewódzkiego z R-ki, więc było trochę zamieszania i nie ma co go za to winić. W każdym razie ludzie nagle zaczęli najpierw się dusić, a potem dopiero moja żona zorientowała się, że coś nie tak jest z ciśnieniem i wtedy przestawiano ludzi jak oni mówią „na butle”, ale przynieść butle z magazynu to nie jest takie proste. Te dziewczyny robiły co mogły, ale nie zdążyły i kilka osób zmarło. W mediach było tylko o dwóch osobach, ale naprawdę przez te wypadek zmarło więcej, ale to inna sprawa. Zarówno ten lekarz, jak i moja żona i jej koleżanka przeżyli załamanie. Tego się nie da opisać słowami, ale wierzcie mi, że to są też ludzie i jak nie można komuś pomóc bo ona umiera, to nie ma nic gorszego. Rzeczy, które ludzie pracujący w szpitalach przez tę potworną zarazę muszą przeżywać trudno nawet opisać.
Ale teraz wyjaśnię, dlaczego piszę do Fundacji Nautilus. Był jeden pacjent, który mimo bardzo niskiej saturacji cały czas był świadomy i nawet tuż przed śmiercią żartował. Niestety zmarł i jego śmierć bardzo dotknęła ludzi, którzy nie zdążyli go uratować, w tym moją żonę. Wszyscy płakali i mimo że w tym zawodzie śmierć do nic szczególnego, ale to są bardzo młodzi ludzie (ten lekarz i moja żona są mniej więcej w tym samym wieku, czyli ok. 30-stki).
Tydzień temu w nocy mojej żonie przyśnił się ten pacjent. Był w jasnym świetle, bardzo szczęśliwy, wręcz promieniał szczęściem. Powiedział, żeby już przestała się martwić, bo jemu jest dobrze. Sen był niezwykle realistyczny, po przebudzeniu żona od razu mi powiedziała, że we śnie dostała od tego człowieka znak i już nie będzie się martwić.
Przyszła do szpitala i tam dosłownie ścięło ją z nóg, bo ten sam sen tej samej nocy miała jej koleżanka pielęgniarka, a także ten lekarz, czyli trzy osoby miały ten sam sen! Przyśnił im się ten sam pacjent w takim jasnym świetle. Nie wiem, czy spotkaliście się z takim przypadkiem, ale to się zdarzyło i moim zdaniem jest dowodem na to, że zmarli potrafią kontaktować się z żyjącymi przez sen i to wcale nie musi być ich najbliższa rodzina, ale obcy ludzie.
Jeszcze raz proszę, aby usunąć nazwę miejscowości, moje nazwisko i nazwę szpitala, jeśli zdecydujecie się na publikację.
Bardzo dziękuję za odpowiedź i to, że mogłem opisać to wydarzenie. Podaję dokładnie datę tego snu – […]
Pozdrawiam całą redakcję
[dane do wiad. FN] [e-mail z opisem historii dostaliśmy 28 kwietnia 2021]
/poniżej tekst z najnowszej Polityki, z którego zdjęcie zostało użyte jako grafika - historia opisana przez naszego czytelnika nie dotyczy tego szpitala!/
czytaj dalej
W dziale XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA publikujemy spisane relacje o dziwnych, niewytłumaczalnych wydarzeniach w życiu naszych czytelników. Te relacje są gigantycznym zbiorem informacji o tym, że istnieje życie po śmierci, reinkarnacja, istnieją duchy czy na Ziemię przylatują pojazdy UFO. Oto fantastyczna historia, którą przysłał do nas p. Ryszard [...] . Jego historia natychmiast trafia do naszego projektu OTWARTE NIEBO, który zajmuje się zjawiskiem UFO. Opis p. Ryszarda to typowy przykład Bliskiego Spotkania Trzeciego Stopnia z UFO z tzw. efektem missing time, czyli pamięci celowo wymazanej przez obce istoty.
From: [dane do wiad. FN[
Sent: Monday, April 26, 2021 12:01 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Ciekawe doświadczenia życiowe
Dzień dobry, chciałbym podzielić się z Państwem moimi doświadczeniami, które mogą mieć coś wspólnego z kosmitami oraz zjawiskami paranormalnymi. Może ktoś miał tak samo jak ja? Jeżeli tak to proszę o kontakt.
Mieszkam obecnie w Domu Pomocy Społecznej w [dane do wiad. FN]
Niech Moc Dobroci Wszechświata będzie z Wami!
Pozdrawiam
Ryszard [nazwisko do wiad. FN]
Przeminęło z wiatrem
Postanowiłem napisać tutaj część swojego życia.
Urodziłem się w Białymstoku. Kiedy miałem około 7 lat, babcia wysłała mnie rano na łąkę po polne kwiaty. Poszedłem i zacząłem je zrywać. Nagle patrzę, a tam na trawie widać wielki cień. Spojrzałem w górę, a nade mną wisiało coś ogromnego koloru rdzy. Nie wiedziałem co to jest, myślałem, że to jakiś wielki latawiec. Nie ruszał się, tylko wisiał w bezruchu. Teraz wiem, że to było UFO, ale w tamtych latach nikt nie wiedział o takich rzeczach, a szczególnie ja, siedmioletnie dziecko. W pewnym momencie urwał mi się film, a gdy się obudziłem, na dworze było już ciemno. W rękach miałem zwiędnięte kwiaty. Zaszedłem do domu, a babcia mówi: „gdzie ty Rysiu byłeś cały dzień?”.
Inny przypadek:
Moja babcia już nie żyła od około 5 lat. Jesteśmy w naszym domu w Białymstoku. Środek nocy, coś mnie nagle obudziło. Patrzę, a tam w półmroku, przy łóżku na którym spała, stoi moja babcia. Stała, ale widziałem przez nią, to co się za nią znajdowało. Teraz wiem, że to nazywa się ciało astralne. Nie przestraszyłem się, bo było mi jakoś dziwnie przyjemnie. Zapytałem jej: „babciu, jak to jest? Przecież Ty nie żyjesz”. Odpowiedziała mi, choć jej usta były zamknięte: „to tylko tak się Wam wydaje” i uśmiechając się zniknęła.
Kolejny przypadek:
Jestem kościelnym w Białymstoku. Zamykałem kościół. Była to noc z gwiaździstym niebem, na którym księżyc świecił bardzo mocno. Nagle na niebie zobaczyłem trzy małe gwiazdki, które poruszają się, ale ciągle w tym samych odległościach od siebie. Zatrzymywały się i stawały kilkukrotnie. Nie odleciały, tylko tak jakby, rozpłynęły się w powietrzu.
Być może warto by było tutaj wspomnieć nieco więcej o mnie. Pracowałem w cyrku przy sławnej treserce tygrysów. Wyjechała ona z cyrkiem do RFN, a w tamtych czasach potrzebna była wiza i zaproszenie, na co trzeba było czekać miesiącami. A dostanie tego i tak było niepewne. Postanowiłem przejść przez „zieloną granicę”. Dojechałem do Bratysławy, aby przekroczyć granicę do Austrii. Moja szefowa wcześniej podała mi dokładny adres, gdzie znajdował się cyrk. Zatrzymali mnie jednak na granicy Czesko-Austriackiej. Prokurator domagał się 5 lat więzienia za domniemany zarzut szpiegostwa. Byłem wtedy 18 lat i to, że dotarłem tak daleko było podejrzane. Nie miałem przy sobie żadnych map, ani wskazówek, prócz adresu w głowie. Na sprawę w sądzie przyjechała moja szefowa i powiedziała, że jest starsza o 20 lat, ale jest ze mną w nieformalnym związku, co skróciło moją karę do 10 miesięcy.
Piszę to wszystko po to, aby czytelnicy poznali nieco mnie i moje doświadczenia. Fajnie o tym pisać, choć może wydawać się nieco chaotycznie. Myśl goni myśl. Moja rodzina była bieda i nigdy nie miałem łańcuszka. Mama znalazła kiedyś rzemyk, a ja wystrugałem z drzewa krzyżyk. Dopiero, gdy zamieszkałem w Domu Pomocy Społecznej w Kocku, stało się coś pięknego. Pani Dyrektor podarowała mi srebrny łańcuszek z krzyżykiem. Nie wiem, co o tym powiedzieć, może tutaj też w pewien sposób zadziałała telepatia.
Wracając jednak do Białegostoku. Poznałem tam Siostrę zakonną Teresę Mitros z Kościoła Świętej Rodziny. Było to przeszło 10 lat temu, a nadal dzwonimy do siebie. Wówczas bardzo mi pomagała. Dostawałem paczki żywnościowe Caritas i dary Unii. Chodziłem tam na ciepłe posiłki i otrzymywałem piękne, nowe ubrania. Korzystając z możliwości Internetu, pragnę przekazać i przesłać Siostrze i Jej przełożonej, najserdeczniejsze podziękowania. Mało jej obecnie takich osób, w wieku przeszło 90 lat, które pamiętają jeszcze o swoim podopiecznym Rysiu.
Jak już wspomniałem, miałem wiele przypadków zdarzeń dla mnie niezrozumiałych. Jeżeli ktoś miał podobne, to proszę o kontakt listowny lub przez Internet.
Na zakończenie, wszystkim ludziom dobrej woli życzę szczęścia w nowym roku. Moje motto: Niech Moc Dobroci Wszechświata będzie z Wami.
[dane do wiad. FN]
/z e-maila od FN - 27 kwietnia 2021/
Drogi Panie Ryszardzie!
Fantastyczny list, fantastyczne historie. Pięknie dziękujemy!
Pana list:
- trafia do naszego projektu Otwarte Niebo i do archiwum FN
- zostaje opublikowany w systemie informacji
Pozdrawiamy serdecznie, prosimy o nas nie zapominać i odwiedzać pokład okrętu Nautilus!
Niech Moc będzie z Panem!
FN
Jeśli ktoś chce napisać list do autora e-maila, to prosimy o wiadomość na adres: nautilus@nautilus.org.pl, a my prześlemy e-mail na adres naszego czytelnika. FN
czytaj dalej
[…] Witam FN, Bardzo lubię czytać XXI piętro i historie ludzi, którzy przeżyli różne dziwne rzeczy. Opowiem o jednej sprawie sprzed dwóch tygodni, która nie daje mi spokoju i pokazuje, że są pewne rzeczy w pewien sposób ze sobą połączone jaką dziwną nicią zdarzeń. To był dzień, kiedy musiałem wyjść na chwilę z pracy, aby załatwić formalność na parkingu, gdzie parkuję moje auto po przyjeździe do pracy. Nie wszystko da się załatwić on-line, więc konieczny był mój podpis. Idąc zwróciłem uwagę na mężczyznę ubranego w niebieską kurtkę i wojskowe buty, które trochę nie pasowały do tej kurtki. Ten człowiek skręcił w prawo i poszedł chodnikiem w swoją stronę. Ja załatwiłem, co miałem do załatwienia, po czym wróciłem do pracy. Potem miałem wizytę u lekarza w zupełnie innym końcu miasta.
Po znalezieniu miejsca do parkowania ruszyłem do przychodni, a nagle ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu zobaczyłem, że tuż przede mną idzie ten sam człowiek w niebieskiej kurtce i ciężkich wojskowych butach. Pomyślałem sobie: rekord świata, co za zbieg okoliczności… jaki ten świat jest mały! Po zakończeniu wizyty u lekarza pojechałem do teściowej, aby odebrać pewną przesyłkę dla żony. Teściowa mieszka pod Warszawą w małej miejscowości, do której przez korki przebijałem się ponad godzinę.
Kiedy wjeżdżałem w bramę domu teściów nagle przede mną przeszedł… ten sam człowiek w niebieskiej kurtce i wojskowych butach! Tym razem nie wytrzymałem i wybiegłem z samochodu, aby z nim porozmawiać. Wyjaśniłem mu, o co chodzi i dlaczego o zatrzymałem. Był bardzo miły i zaskoczony tą sytuacją. Powiedział, że oczywiście mnie nie widział (zawsze ja byłem z tyłu), ale faktycznie ten dzień jest wyjątkowy, bo musiał jeździć po Warszawie i załatwiać różne sprawy, stąd jego obecność w tych trzech miejscach. Wymieniliśmy do siebie kontakt, umówiliśmy się na spotkanie „po pandemii”. Co w tym wszystkim jest niezwykłe? Mam cały czas wrażenie, że mimo spotkania po raz pierwszy w życiu w jakiś sposób ja go już znałem wcześniej. Nie wiem, czy jest jakaś siła przeznaczenia, która postawiła nas na swojej drodze, ale gwarantuje, że ten zbieg okoliczności jest czymś wyjątkowym i niezwykłym
Pozdrawiam i dziękuję za Waszą ciężką pracę.
[dane do wiad. FN]
From: […]
Sent: Sunday, April 25, 2021 4:22 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Synchroniczności pomniejsze
Hejka,
Czasem łapię w życiu takie małe synchroniczności że chwilę zastanawiam się czy to ja zaczynam wariować czy to rzeczywistość wokół robi mi 'psikusa' ;) - tym bardziej że 99% z nich nie sposób opisać
Teraz będąc w trakcie przesłuchiwania polecanych (w poprzedniej wiadomości) "Zwiastunach Świtu" będąc na ok 27 min wszedłem w Dziennik Pokładowy.
Fragment
zjawisko Niezidentyfikowanych Obiektów Latających jest równie prawdziwe jak istnienie Antarktydy
Przeczytałem dosłownie chwilę po usłyszeniu
"Cywilizacjach które leżą pogrzebane pod grubymi czapami lodowymi..."
From: [...]
Sent: Sunday, April 25, 2021 12:23 PM
To: nautilus
Subject: Dziwne obiekty na tle Księżyca
Szanowna Redakcjo,
Pod koniec marca przesłąłem Państwu zdjęcia obiektu, który uwidocznił się na tle Księżyca. Stwierdziliście Państwo, że to refleksy (lub BLIK). Przyjąłem na wiarę, że ten sam obiekt sfotografowany przeze mnie i żonę (na dwóch niezależnych aparatach telefonicznych) w dniu 28 marca około godziny 22 55 jest BLIKiem. Tymczasem w dniu 24 kwietnia około godziny 20 27 sfotografowałem jasno świecący Księżyc. Nic się wokół niego "kręciło". Około godziny 20 40 ten sam obiekt pojawił się na zdjęciach. Sfotografowała go moja żona i ja. Na dwóch niezależnych aparatach telefonicznych. Jak może uwidocznić się to samo??? Około 20 51 niebo się zachmurzyło i obiekt znikł. Może nasze aparaty telefoniczne mają jakieś skazy? Zaznaczam, że fotografowaliśmy Księżyc z balkonu na wysokości 9 piętra nie mając przed sobą nic oprócz nieba i jasno świecącego Księżyca. Zdjęcia z dnia 28 marca i 24 kwietnia przedstawiają identyczny obiekt.
Przekazyję Państwu tę informację jako ciekawostkę. Wiem, że to co piszę jest tak dziwne, że aż niewiarygodne. Cóż, świat lubi płatać figle.
Pozdrawiam
[...] z Warszawy (Ursynów)
czytaj dalej
[...] Mój dziadek był człowiekiem, którego sąsiedzi i obcy ludzie szanowali, ale najbliższych, których co najwyżej tolerował w swojej obecności, traktował jak tyran i okrutnik. Jako dziecko starałam się rzadko u niego bywać – wybierałam drugich dziadków, gdzie wszyscy czuliśmy się kochani i wyjątkowi.
W tym domu panował strach, w jednej chwili każdy mógł zasłużyć sobie na jego gniew. Uwielbiał poniżać, zwłaszcza tych od siebie słabszych i zależnych. Czuł się wtedy niepodzielnym władcą. Karmił się uczuciem niepokoju i smutku który wprowadzał. Widać było, że to go wzmacnia i buduje. Generował wokół destrukcję, która jak wzburzona fala z niepohamowaną siłą niszczyła normalne, pozytywne odruchy, chęć do życia, tłumiła nawet najmniejsze przejawy nieskrępowanego szczęścia. Umiejętnie odbierał prawo bliskim do „bycia sobą”. Z reguły człowiek obok nie był wart wystarczająco, a właściwie nie był wart nic i musiał każdego dnia na nowo zasłużyć sobie w jego oczach na to, aby „stać się”. Przez całe swoje życie wyznawał kult cielesnego piękna i siły. Za w pełni wartościowych uznawał tylko tych ludzi, którzy byli w stanie ciężko fizycznie pracować i byli całkowicie sprawni, niezależni. Nie tolerował słabości, gardził ułomnościami i defektami.
Gdy przyszła starość i choroba nowotworowa, zadomowił się na stałe w jego życiu bardzo silny lęk – na początku przed utratą samodzielności i zależnością, potem jeszcze większy przed śmiercią. Czy bał się tego, że śmierć jest końcem? Nie, w to że nie jest nigdy nie wątpił. Nie sadzę też, że można to przypisać jakiemuś świadomemu rachunkowi sumienia, gdyż jego zachowanie nie uległo zmianie ani o jotę. Nigdy też nie miał sobie nic do zarzucenia. Do końca szczerze uważał się za „porządnego i dobrego człowieka”.
A mimo to nocami nie sypiał i – chociaż do końca życia zachował pełną świadomość i nie miał stwierdzonych przerzutów nowotworu do mózgu – zaczął miewać z jednej strony przerażające apokaliptyczne wizje z najazdami hord demonów, z drugiej miewał objawienia Matki Boskiej oferującej mu jakąś pomoc. Były na tyle realne, że nakazał wybudowanie okazałego ołtarza pod domem ustawionego według jej instrukcji.
Kiedy leżał w szpitalu w ostatniej fazie choroby, obudził mnie którejś nocy głośny dźwięk stuknięcia w szybę, jakby ktoś w nią z dużą siłą uderzył pięścią. Wiedziałam, że właśnie umarł. Za chwilę zadzwonił telefon z potwierdzeniem tej wiadomości.
Kilka dni później nad ranem poczułam jego obecność. Nie widziałam go, tylko czułam i miałam świadomość, że jest lekko z tyłu za mną, przy głowie po lewej stronie. Usłyszałam w głowie jak zwraca się do mnie z pretensją: „Jesteś leniwa”. „Po to przyszedłeś?” - pomyślałam.
Dodam, że każdy w jego obecności był leniem, każdy musiał się krzątać, nie wolno było na chwilę usiąść – trzeba było zasłużyć na wikt. Nie uznawał też pracy umysłowej za pracę.
Wtedy w jednej chwili doznałam gwałtownego przypływu emocji, poczułam jak ogromnie to jest niesprawiedliwe i napastliwe – jakże typowe dla niego zachowanie. Nic się nie zmieniło. To dziwne, ale nie było miejsca na odrobinę fałszu w tej komunikacji, ani na krygowanie się. W jednej chwili wszystko wezbrało we mnie i wypaliło w jego stronę głośnym i stanowczym ”Spierdalaj”. Nigdy wcześniej nie odważyłabym się tak do niego zwrócić.
Odszedł. Nie wrócił już.
Ale w domu rodzinnym musiał minąć co najmniej rok od jego śmierci, żeby babcia mogła spokojnie przenocować w swoim łóżku. Jej tak szybko nie odpuścił.
W końcu odszedł, ale żeby zasypać te wszystkie deficyty, zagoić te wszystkie rany i krzywdy, żeby zatrzymać to, co wprawił w ruch jeden człowiek, wielu będzie musiało się natrudzić. Tak jest ze złem i tak jest z dobrem, że siewcy już nie ma, a fala dalej się rozchodzi. Można ją albo wzmocnić albo wygasić.
[dane do wiad. FN]
From: [...]
Sent: Sunday, April 25, 2021 6:51 AM
To: NAUTILUS HD
Subject: Znani o nieznanym - Kirk Douglas
Witam !
Kolejny film z serii "Znani o nieznanym " - Kirk Douglas opowiada o kilkukrotnym uniknięciu śmierci oraz o podejściu do życia i swoich przemyśleniach !
https://vimeo.com/541118484
Pozdrawiam
[...]
czytaj dalej
[wiadomość z 21 kwietnia 2021] Cześć załogo! Zwierzę się Wam z przeżyć związanych ze śmiercią mojej babci i snem o zmarłym dziadku.
Kiedy moja babcia żyła, na laptop mówiła "klapa": "Klapa na stole i łoglundają". W dzień, kiedy dostała udaru, szłam z synem (miał wtedy 3 lata) ulicę dalej do mamy i babci. Całą drogę, wierzcie lub nie, miałam w głowie piosenkę Guns'n'Roses "November rain". Leciała, huczała w głowie, jakby ktoś puścił płytę z tą muzyką.
Zaszłam z Kamilem do babci i mamy, mama zrobiła kawę, babcia była milcząca i zajmowała się ściąganiem prania z balkonu. Podobno w ten dzień się pokłóciły, bo babcia poszła do piwnicy układać drzewo, a było lato, czerwiec, więc kupę za wcześnie. Mama podała kawę, a babcia kiedy usiadła w fotelu nie mogła już złapać kubka, była jak pijana. Dostała udar, po trzech dniach zmarła w szpitalu. W dzień załatwiania formalności popsuł nam się laptop, spaliła się płyta główna, to nic. Ze Śląska przyjechał z narzeczoną mój chrzestny, brat mamy. Mamie stało się coś stało z telefonem, że nie mogła obdzwonić rodziny, że będzie pogrzeb. Tak, jakby babcia nie chciała nic załatwiać. W dzień pogrzebu, na mszy św., ksiądz mówił kazanie jakby oderwany od rzeczywistości. Zamiast o śmierci, mówił o ludziach żyjących w nieformalnym związku, a na twarzy był jakby pijany. Wuja, już po stypie u mamy w domu, mówił, że chyba babcia natchnęła księdza, że tak mówił na kazaniu jakby o nim i o Ewie. Zapalnowali ślub cywilny i pobrali się kilka lat później. Teraz żyją szczęśliwie.
Druga opowieść jest o moim nieżyjącym dziadku. Ten sen przyszedł do mnie w pół roku po śmierci dziadka, przed świętem Bożego Ciała. Była podobno burza w nocy, ja nic nie słyszałam, tylko śniłam o dziadku. Dziadek do nas przyszedł. Pytam się go, jak to możliwe, przecież nie żyjesz. A grób? Co z grobem, rozkopany? A on mi na to: tam już nic nie ma. Uśmiechnął się, był w zielono-pomarańczowej poświacie. I obudziłam się.
[dane do wiad. FN]
[wiadomość otrzymaliśmy 21 kwietnia 2021] Dzień Dobry,
Chciałabym opisać moje ciekawe doświadczenie związane ze snem. Kiedyś w śnie znalazłam się w pomieszczeniu w którym znajdowało się łóżko z leżącą na nim moją babcią (jeszcze żyje) bardzo szybko odzyskałam świadomość. Jak zwykle kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Podczas odzyskiwania świadomości w śnie, a robię to tak po prostu bez żadnych ćwiczeń w tym kierunku, zazwyczaj działam impulsywnie i moja przygoda bardzo szybko się kończy.
Tak też było w tym przypadku: odzyskałam świadomość, pobiegłam do mojej babci i zapytałam czy wie że jesteśmy we śnie, na to ona odpowiedziała takim strasznym głosem jak z horroru: "tak, ale nic Ci nie powiem". W tym momencie poczułam bardzo silne szarpnięcie do tyłu i w górę, tak jakby ktoś mnie złapał za ramiona i pociągnął. Wpadłam w wir, zaczęłam kręcić się w kółko, to co widziałam i słyszałam przypominało szum, zakłócenia jak nie ma programu w telewizorze. Byłam przez całą tą drogę świadoma, po chwili otworzyłam oczy.
Poczułam dokładnie że od momentu zakończenia snu, do momentu otwarcia oczu minęło z 5-7 sekund. Po obudzeniu się byłam zafascynowana tym co się stało, to dla mnie potwierdzenie że podczas snu naprawdę podróżujemy poza ciało.
[dane do wiadomość FN]
Jeden z czytelników serwisu FN przygotowuje materiały dzwoniąc do osób, które zgłosiły się do FN, gdyż przeżyły coś niezwykłego. Oto jeden z najnowszym materiałów p. Pawła:
czytaj dalej
[...] Historia którą chce opisać zdarzyła sie ponad 35 lat temu w Krakowie . Mieszkałam wtedy w starej kamienicy w śródmieściu , ściany budynku były grube i wysokie . Nad łóżkiem w pokoju wisiała drewniana półka , na półce miałam postawioną paproć o dość dużych rozmiarach a nad półką wisiał drewniany krzyż z Jezusem , dodam ze dość mocno osadzony na ścianie bo zawieszony na haku .
Tego dnia ,a był to piekny letni dzień , wybrałam sie na spacer z moim synkiem ( ok 12 miesięcznym ) Spakowałam więc wózek w potrzebne akcesoria dla dziecka i ruszyłam na owy spacer . Zamknęłam mieszkanie na klucz i przymknęłam pokój ( zawsze tak robiłam wychodząc z domu ) mąż był w pracy od 6 rano . W mieszkaniu byłam więc sama z synem .Spacer trwał ok . 2 godziny , jakie było moje zaskoczenie gdy weszłam do mieszkania , pokój był dalej przymknięty ( tak jak go zostawiłam przed wyjściem ) natomiast stan w pokoju mnie przeraził !
Paproć która stała na półce leżała na środku pokoju doniczka była do góry nogami , krzyż z Panem Jezusem stał na półce też do góry nogami . Byłam przerażona i uciekłam z synem do sąsiadki czekając na powrót męza z pracy . Odległość ściany i paproci to ok 2 m. Gdyby coś ją strąciło ( jakiś podmuch ) wylądowałaby na łóżku a nie 2 m. dalej , krzyż też sam z haczyka nie mógł się wypiąć , bo haczyk pozostawał w ścianie nie naruszony !
Tego dnia jak mąż wrócił z pracy dowiedział się że przed południem zmarł jego ukochany wujek ! Jak wszedł do tego pokoju to sam był przerażony . Ja czekałam u sąsiadki z synem a do drzwi tylko napisałam wiadomość do męża że jestem u sąsiadki . Dziwne to wszystko było , nawet sąsiadka jak zobaczyła paproć na środku pokoju stwierdziła że jest to wręcz nie możliwe , teoretycznie doniczka powinna wylądować na łóżku ( prawa fizyki i logiki ) Wujek widocznie chciał się pożegnać ( w ten sposób zaakcentował swoje pożegnanie ) nikogo nie zastał w domu . Pozdrawiam .
[dane do wiad. FN]
[...] Witajcie.Chcę wam opowiedzieć sny,żony i mój. Moi teście zmarli rok temu.Teściowa 5.11,teść 23.11.Teść trafił do szpitala tydzień przed śmiercią żony.Był w śpiączce,z lekkimi objawami koronawirusa,oraz po operacji.Nie dowiedział się o jej śmierci. Mi się wydaje,że przyszļa po niego.17.04,w sobotę przyśniła się żonie jej mama. Powiedziała żeby się nie martwiła oraz że ona nie żyje, ale tata żyje. Mi tej samej nocy teść powiedział mi we śnie "Mama nie żyje".Rano jak się obudziłem,rozpłakałem się. 45lat. Odruch. Co się dzieje? Czuję,że oni są wśród nas. [...]
I jeszcze historia, która natychmiast trafia do katalogu REINKARNACJA - znaki przed ponownym zejściem na Ziemię
From: [..]
Sent: Tuesday, April 13, 2021 4:15 PM
To: FN
Subject: Reinkarnacja - zapowiedź
Witam
Od wielu już lat jestem stałą czytelniczką Państwa strony. Pochodzę z chrześcijańskiej rodziny i również wierzę w Boga (stwórce, siłę wyższą, absolut) ale z istnieniem "raju" totalnie się nie zgadzam. Oczywistym jest dla mnie istnieje reinkarnacji bo tylko wtedy pojedyncza egzestencja człowieka na tej planecie ma jakikolwiek sens.
Ale do sedna. Piszę do Państwa pierwszy raz bo sen ze stycznia poruszył mnie do głębi i chciałabym się nim podzielić z ludźmi, którzy nie uznają mnie za ten pogląd za dziwaczkę. Mój Św.pamięci ukochany dziadek (tata mojej mamy) zmarł dwa dni przed moimi 18-stymi urodzinami (15 lat temu) Od momentu śmierci śnił mi się dość często. Zawsze były to sny pozytywne w tym sensie, że nigdy się dziadka nie bałam mimo iż miałam pełną świadomość, że nie żyje. Jakoś w połowie stycznia czyli właśnie koło rocznicy śmierci (i w pobliżu daty moich urodzin- żałuję bardzo, że nie zapisałam dokładnego dnia) przyśnił mi się dziadzio i powiedział tylko jedno zdanie: "Jak urodzisz dziecko to będę JA". Niecały miesiąc później okazało się, że nasze starania z partnerem się powiodły i jestem w ciąży. Dla mnie wydźwięk tego zdania jest jasny. Dusza mojego kochanego dziadka wróci na ziemię i to właśnie do naszej rodziny :)
Pozdrawiam Serdecznie cała redakcję Okrętu. Dziękuję za Waszą robotę. Jesteście niesamowici.
[...]
(dane osobowe jedynie do Państwa wiadomości jeśli mieliby Państwo ochotę zamieścić tę wiadomość w serwisie).
czytaj dalej
[...] Dobry wieczór, Ponad rok temu zmarł mój tata, w drugą noc po jego śmierci zasnęłam blisko pokoju, gdzie umarł.
W nocy około 24.00 obudził mnie głos taty,usłyszałam 2 razy swoje imię. Głos ten był taki dziwny, jakby z daleka, jakby go coś tłumiło. Rozpłakałam się i powiedziałam "Tato, ty naprawdę do mnie przyszedłeś" i w tym momencie usłyszałam jakby szybkie kroki blisko łóżka. Serce mi zaczęło mocno bić ze strachu. Po chwili moja uwaga skierowała się na sufit, poczułam jakby ktoś tam podłączył prąd, jakąś silną energię. To mnie tak wystraszyło, że uciekłam z tego pokoju. Po śmierci taty miałam kilka snów, które pamiętam ze szczegółami. Jakiś czas po jego śmierci śniło mi się, że siedzę w pokoju i widzę taką sytuację. Z kuchni do przedpokoju wychodzą jeden za drugim różni nieznani mi ludzie ubrani na czarno a na końcu idzie mój tata. Biegnę za nim a w przedpokoju on siada mi kolanach jak małe dziecko, jest lekki a twarz ma uśmiechnięta i młodą i mówi mi "Nie martw się".
Jeśli zdecydujecie się kiedyś na publikację mojej wiadomości, proszę nie podawajcie moich danych.
/dane do wiad. FN - opis historii trafił do Archiwum FN 18 kwietnia 2021/
Dziękujemy za przesłaną historię do naszego działu XXI PIĘTRO i w podziękowaniu mały drobiazg o czymś podobnym... W bazie FN odszukaliśmy historię z dawnych lat, która wydarzyła się tuż po tragicznej śmierci Andrzeja Zauchy. Tam także doszło do sytuacji, kiedy kompozytor Włodzimierz Korcz usłyszał wraz z żoną szept "to tu...".
Na zdjęciach wykonanych tuż przed śmiercią człowieka czasami pojawia się niezwykłe zjawisko. Zdjęcia są prześwietlone!
Sprawa nie jest nam obca i już kiedyś pisaliśmy o tym zagadkowym zjawisku. Chodzi o zdjęcia, które są wykonywane osobom, które kilka godzin później zginą tragicznie. Oto taki przypadek, który opisał nam czytelnik stron FN:
„Szanowni Państwo,
Pragnę opisać bardzo niezwykłe wydarzenie, które do tej pory jest komentowane przez moją rodzinę. Rzecz miała miejsce trzy lata temu. Na dzień przed tragicznym wypadkiem samochodowym mój kuzyn był z wizytą u swojej matki. Razem ze swoją narzeczoną mieli aparat fotograficzny. Tego dnia wykonał kilkadziesiąt zdjęć, bo fotografował samochód, który potem miał wystawić na allegro. Dlaczego o tym piszę? W pewnym momencie jego matka wzięła aparat i zrobiła kilka zdjęć swojego syna i jego narzeczonej. Były to ostatnie zdjęcia wykonane przed jego tragiczną śmiercią. Cztery godziny po tej wizycie mój kuzyn miał czołowe zderzenie na lokalnym wyjeździe z drogi podporządkowanej. Zginął razem ze swoją narzeczoną. Jakimś cudem uderzenie przetrwał aparat. Rodzina wiele miesięcy była pogrążona w żałobie i nie mieli głowy do tego, aby zobaczyć zdjęcia. Wreszcie ciocia przypomniała sobie, że tuż przed śmiercią wykonała zdjęcia swojemu synowi. Kiedy z aparatu została wyjęta karta i zdjęcia zostały zgrane do komputera okazało się, że wszystkie zdjęcie z moim kuzynem i jego narzeczoną były prześwietlone!
O przypadku nawet nie ma co mówić, gdyż z kilkudziesięciu zdjęć tylko te były prześwietlone. Co ciekawe, nie były one wykonywane „po kolei”, ale zdjęcia kuzyna były oddzielone zdjęciami na przykład mojej cioci, a tylko te z kuzynem były prześwietlone. Czy kiedyś Państwo spotkaliście się z taką sytuacją? Czy macie podobny przypadek w swoim archiwum? Bardzo proszę o informację. Proszę wybaczyć, że nie załączam zdjęć, ale rodzina sobie na pewno tego by nie życzyła.
Zaręczam, że historia jest prawdziwa.
Pozdrawiam
M.N.”
Kiedyś sprawa „prześwietlonych zdjęć” była opisywana na naszych łamach i była bardzo podobna historia. W archiwum FN znajduje się fragment programu telewizyjnego, który przy tej okazji naprawdę warto pokazać. Chodzi o odcinek serii „Taka miłość się nie zdarza” , który był poświęcony tragicznie zmarłemu znanemu polskiemu piosenkarzowi.
Andrzej Zaucha zginął 10 października 1991. Wracając z próby w Krakowskim Teatrze Scena STU, został zastrzelony na parkingu przy ulicy Włóczków w Krakowie przez Yves'a Goulais - francuskiego reżysera, który podejrzewał Zauchę o romans ze swoją żoną Zuzanną Leśniak. W programie jest wypowiedź przyjaciela piosenkarza, Andrzeja Sikorowskiego. On opisuje DOKŁADNIE TAKĄ SAMĄ SYTUACJĘ JAK TA PRZEDSTAWIONA NA POCZĄTKU TEGO TEKSTU!
Polecamy uważne obejrzenie wybranego przez nas fragmentu tego programu. Ciekawe, że tuż po relacji Andrzeja Sikorowskiego w programie znajduje się kolejna relacja o „spotkaniu z niepojętym”, której autorem jest kompozytor Włodzimierz Korcz. On z kolei razem ze swoją żoną nie wiedząc o tragicznych wydarzeniach na parkingu usłyszał we własnym domu ducha tragicznie zabitej Zuzanny Leśniak. Oto ten fragment:
czytaj dalej
[...]Dzień dobry, przesyłam Wam dwie historie. Pierwsza dotyczy życia po śmierci. Dwadzieścia jeden lat temu utopiła się w stawie moja koleżanka. Bardzo to przezywałam. Przyśniła mi się w pięknym ogrodzie, mówiła: nie martw się, ja żyję. Powiedz im, że ja żyję. Jestem teraz u lekarza co mnie leczy. Zobacz, poschodziły mi siniaki. - myślałam, że chodzi jej o siniaki związane z ciałem po śmierci. Krótko po tym śnie, kiedy opowiedziałam go mojej mamie, mama spotkała jej babcię na cmentarzu i opowiedziała jej mój sen. Babcia Kasi powiedziała, że tak, miała siniaki na udzie. Wierzcie lub nie, mi się te siniaki wybiły i nosiłam je aż nie zeszły.
Druga historia. Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła i w tym przypadku prawie tak było. Z ciekawości przeszukiwałam youtube i trafiłam na piosenkę Behemota "Bartzabel". Okropne brzmienie, wręcz czuje się obrzydłość, ale nie o tym mowa. Słuchałam, potem sobie nuciłam. W nocy miałam sen, ktoś stał obok mnie i mówił: teraz cię zabiję. W tym śnie i przez sen zaczęłam wołać "pomocy". Nagle we śnie pojawiło się światło i otworzyły się drzwi od pokoju i w tym momencie się obudziłam. Przetrzegam Was przed taką muzyką, zło nie śpi. Obserwuje nas i chce nam wyrządzić krzywdę.
[dane do wiad. FN, e-mail na pokład okrętu Nautilus trafił 13 kwietnia 2021]
czytaj dalej
[...] W ubiegłym roku, bodajże w październiku, opisałem kilka swoich dziwnych snów. Ostatni z nich był dla mnie szczególnie zaskakujący a przy tym przerażający. W nim właśnie widziałem mnóstwo martwych ludzi leżących na ulicach miast. Patrząc na to co się teraz w Polsce dzieje, sen wraca jak bumerang i znów zaczynam się bać. Wybaczcie, że o tym wspomniałem. Dzisiaj nie o tym chcę pisać.Niedawno miałom dziwny sen i znów, zresztą jak zwykle, wahałem się czy warto go przedstawić waszym czytelnikom. W końcu pomyślałem sobie, skoro już raz odważyłem się opisać Wam swoje sny ( niektórzy mogą je nazwać wizje), przedstawię i ten ostatni.
Znajdowałem się w pokoju, który w pewnym sensie kojarzył mi się z jakąś sterownią. Było to pomieszczenie sporych rozmiarów, bez okien i widocznych drzwi z niewidocznym również oświetlaniem. Wyglądało to tak jakby światło wydobywało się bezpośrednio z całych powierzchni ścian, podłogi i sufitu. Byłem pilotem statku kosmicznego, obok mnie siedział młodszy kolega- drugi pilot a tuż za nim nasz szef-koordynator. Naprzeciwko za pulpitem przypominającym pulpit dyrygenta z blatem wydłużonym na boki wspartym na smukłej nodze, siedziało najważniejsze gremium- nasz przywódca i jego trzej zastępcy. Pod ścianą z mojej lewej strony usadowiło się dwóch doradców, ekspertów.
Siedzieliśmy na czymś co przypominało pufy i co było dla nich charakterystyczne - to to, że samoistnie zmieniały kształt dopasowując się idealnie do naszych pośladków.
W przeciwieństwie do mego młodszego kolegi pilota, który był wyraźnie zdenerwowany i podekscytowany faktem, że siedzi naprzeciw naszego przywódcy, ja czułem się bardzo swobodnie tak jakbym bywał tu wielokrotnie.
W pewnym momencie nasz przywódca przełączył coś na pulpicie i cała ściana za moimi plecami
stała się oknem ( myślę, że był to ogromy ekran jakiegoś urządzenia ). Nasza trójka siedząca dotąd tyłem obróciła się tak by móc swobodnie oglądać to co chciano nam pokazać, przedstawić.
Zobaczyłem księżyc, był ogromy i dalej za nim, lekko z prawej ziemię. Nie były tak jasne jak tu na ziemi przedstawia się je na zdjęciach, wydaje mi się, że to było spowodowane naszą pozycją względem nich i słońca. Obraz powoli się powiększał i na tle ziemi zauważyłem jakiś pojazd kosmiczny, zmierzający w stronę księżyca.
W tym momencie nasz przywódca zwrócił się do mnie mówiąc:" ziemianie szykują się do aneksji księżyca, polecisz tam i zrobisz wszystko by temu zapobiec".
Później odwrócił się do swych doradców- ekspertów i zaczął z nimi dyskutować. Najdziwniejsze było to, że ja i moi koledzy nic z tego nie słyszeliśmy. Wyglądało to tak jakby przywódca przełączył się na inny zakres fal, dla nas niedostępny.
W tym czasie ja zwróciłem się do naszego koordynatora i wskazując na dwóch z zastępców przywódcy ( użyłem imion których nie jestem w stanie powtórzyć) zapytałem:" czy wiesz, że oni mają swoich sobowtórów na ziemi i to tak doskonałych, że gdyby ich tu postawić, nie rozpoznał byś który jest którym". Dodałem jeszcze, że ci na ziemi pełnią tam niezwykle ważne funkcje.
I w tym momencie wszystko się urwało.
Pozdrawiam redakcję i wszystkich zaglądających na Waszą stronę.
Nazwisko i adres tylko do wiadomości redakcji.
[...]
.
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Gorzów Wielkopolski: Bez żadnego dźwięku i hałasu
Archiwalne audycje FN
rozwiń playlistę zwiń playlistę
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie
Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.