Dziś jest:
Wtorek, 10 grudnia 2019

„Śniłem kiedyś, że jestem motylem, i teraz nie wiem już, czy jestem Czuang-tsy który śnił, że jest motylem,
czy też jestem motylem, który śni, że jest Czuang-tsy?„

/Czuang-tsy/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Atak zmory nocnej w dwóch mieszkaniach w tym samym bloku!
Pon, 25 gru 2017 20:25 komentarze: 1 czytany: 2277x

Szanowni Państwo, przeczytałem relacje czytelników na Państwa stronach, które dotyczyły tzw. nocnej zmory. W większości opisywana jest jako realne uczucie, czasem jako niekształtna istota, mgła itp.Ja chciałem przedstawić historię nieco inną - zmory, która miała realny kształt i jako kobieta pojawiła się w dwóch sąsiednich mieszkaniach w bloku. wiem, że to brzmi dziwnie, gdyby mi to ktoś opowiedział.......

czytaj dalej

Szanowni Państwo,

przeczytałem relacje czytelników na Państwa stronach, które dotyczyły tzw. nocnej zmory. W większości opisywana jest jako realne uczucie, czasem jako niekształtna istota, mgła itp.
Ja chciałem przedstawić historię nieco inną - zmory, która miała realny kształt i jako kobieta pojawiła się w dwóch sąsiednich mieszkaniach w bloku. wiem, że to brzmi dziwnie, gdyby mi to ktoś opowiedział, to byłbym co najmniej sceptyczny. Ale dotknęło to mojego sąsiada a potem mojego ojca. Obaj to ludzie godni zaufania i twardo stąpający po ziemi realiści. Ponadto, jak mi się wydaje, historia ta miała fatalną dla obu naszych rodzin kontynuację.

Działo się to kilka lat temu wczesnym latem. Sąsiad, silny, pogodny człowiek, pracujący fizycznie, pewnego razu podczas wykonywania jakichś prac bardzo mocno uderzył się w głowę. Uderzenie było na tyle silne, że okazało się, iż ma wstrząs mózgu. Do szpitala jednak nie trafił, lekarz zalecił leżenie w domu, bo sąsiad miał zawroty głowy. Dwa tygodnie leżał więc w pokoju, który przylegał do drzwi od mieszkania, wychodzących na klatkę schodową w naszym bloku. Po tym okresie rekonwalescencji przyszedł do nas i powiedział, że miał dziwne zdarzenie. Zasnął w dzień, bo cały czas był osłabiony, a kiedy się obudził, zobaczył, że przy jego łóżku stoi kobieta.


Była tak realna jak osoba, którą widzimy naprawdę. Opisał ją jako młodą kobietę z bardzo długimi, ciemnymi włosami, ubraną w długą, białą koszulę. W ogóle jako człowiek niewierzący w zjawiska nadprzyrodzone nawet nie pomyślał, że to duch czy coś takiego, bo widział ją jak zwykłego człowieka. Pyta więc "co pani tu robi". Ona się nie odezwała, więc pomyślał, że to pewnie złodziejka, która weszła z klatki schodowej przez drzwi, które nie były zamknięte na zamek. Jednak ona ani drgnęła, więc podniósł się na łóżku, aby złapać ja za rękę. I tu dopiero włosy stanęły mu dęba. Jego ręka trafiała w powietrze, nijak nie mógł jej złapać. Po chwili kobieta zniknęła, dosłownie, jak to opisał, "w sekundę rozpłynęła się w powietrzu". Oczywiście rodziny mojego sąsiada oraz moja wyśmiały wtedy jego relację, zrzucając wszystko na karb tego wcześniejszego uderzenia się w głowę. Ja też się zdrowo uśmiałem.

Minął jakiś miesiąc i akurat przez parę dni zostałem w mieszkaniu sam z ojcem, bo inni domownicy wyjechali na wakacje. Obudziłem się około czwartej nad ranem, bo słyszałem, jak mój ojciec chodzi nerwowo po mieszkaniu w tę i z powrotem. Wyszedłem ze swojego pokoju i zobaczyłem ojca bladego jak kreda i wstrząśniętego tak, jak nigdy. Zapytał mnie, czy słyszałem w nocy, jak mnie próbował zawołać. Mówię, że nie i na to z ust ojca usłyszałem coś, co opowiedział mi tylko raz. Otóż w nocy obudził się, bo nie mógł oddychać. Kiedy otworzył oczy, zobaczył młodą kobietę z długimi włosami, która siedziała na nim i złapała go za gardło. Zaczął się z nią szamotać, ale nie mógł jej zrzucić, choć sam jest dość postawny. Był pewny, że to napad albo coś takiego. Coraz bardziej brakowało mu tchu i zaczął mnie wołać, choć głos wiązł mu w gardle. Kiedy już zaczął tracić przytomność... kobieta zniknęła. Nigdy więcej mi o tym nic nie opowiedział, a później moje pytania zbywał krótkim "daj spokój" i zmieniał temat. Do sprawy już nie wracaliśmy.

Jednak, jak mi się wydaje, te dwa dziwne zdarzenia być może miały związek z tym, co stało się później. Obie nasze rodziny nawiedziło niestety nieszczęście - w obu przypadkach podobne i także w odstępie czasowym - śmierć samobójcza (szczegółów nie będę tu opisywał). Dopiero z dystansu czasu zobaczyłem te wszystkie zdarzenia jako całość. ale być może się mylę. Sam długo nie wiedziałem, co o tym myśleć, ale jak natknąłem się na relacje Państwa czytelników dotyczące nocnej zmory, to postanowiłem to opisać.

Z poważaniem i pozdrowieniami
[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Zdjęcia orba, kuli światła, Pawiak, Szucha, reinkarnacja
Nie, 24 gru 2017 23:49 komentarze: 1 czytany: 2491x

Dzień dobry, jestem Waszą stałą czytelniczką od kilku lat, ale po raz pierwszy zdecydowałam się do Was napisać. Od roku zbieg różnych wydarzeń sprawił, że bardziej zainteresowałam się reinkarnacją (ze względu na to, że ilość wydarzeń i moich przemyśleń ich dotyczących, mogłaby wprowadzić chaos w tym liście, wszystkie poprzednie zdarzenia opiszę w osobnej wiadomości).Od wielu lat czuję się w jakiś .......

czytaj dalej

Dzień dobry, jestem Waszą stałą czytelniczką od kilku lat, ale po raz pierwszy zdecydowałam się do Was napisać. Od roku zbieg różnych wydarzeń sprawił, że bardziej zainteresowałam się reinkarnacją (ze względu na to, że ilość wydarzeń i moich przemyśleń ich dotyczących, mogłaby wprowadzić chaos w tym liście, wszystkie poprzednie zdarzenia opiszę w osobnej wiadomości).

Od wielu lat czuję się w jakiś niewytłumaczalny sposób związana z Warszawą przed i w trakcie II Wojny Światowej oraz z obozami koncentracyjnymi Auschwitz-Birkenau. Dużo czytam, na ten temat i jakkolwiek to nie zabrzmi, te czasy i miejsca są mi bliskie, trochę jakby znajome. Mimo że nigdy nie mieszkałam w Warszawie, już przy pierwszym pobycie tam, wydawała mi się znajoma i nie miałam problemu z poruszaniem się po niej (szczególnie Śródmieście Północne i Południowe, Stare Miasto, Powiśle, okolice Powązek).

Na początku grudnia tego roku wybraliśmy się z mężem i jego bratem (nazwijmy go S.) na weekend do Warszawy i w trakcie tego pobytu odwiedziliśmy Muzeum Więzienia Pawiak oraz Mauzoleum Walki i Męczeństwa przy alei Szucha. W sobotę, podczas zwiedzania Pawiaka robiłam zdjęcia telefonem z lampą błyskową i w pewnym momencie, robiąc zdjęcie jednej z cel, zobaczyłam przelatującą przez ekran telefonu kulę światła. Wleciała w kadr pośrodku z prawej strony, a potem nagle, skręciła pod kątem 90 stopni w dół. Nacisnęłam szybko aparat ale na zdjęciu widać tylko lekką mgiełkę (jakby smugę schodzącą w dół). Od razu zrobiłam kolejne zdjęcie ale na nim nie było już nic dziwnego.

Pokazałam to zdjęcie mężowi oraz S. i zaczęłam opowiadać co widziałam. Oni stwierdzili, że rzeczywiście na jednym ujęciu smuga jest, na drugim jej nie ma ale podeszli do tego na spokojnie i starali się to wytłumaczyć racjonalnie (jeśli chodzi o wszelkie sprawy metafizyczne są raczej sceptykami). Potem nic więcej już się nie wydarzyło. Mimo zrobienia mnóstwa zdjęć w rożnych częściach muzeum, nic więcej nie udało się uchwycić.

Następnego dnia mieliśmy zaplanowaną wizytę na Szucha. Tam również robiłam zdjęcia poszczególnych pomieszczeń, w których byli przetrzymywani i katowani ludzie. Początkowo nic nadzwyczajnego się nie działo. Jednak w którejś z kolejnych cel znów zobaczyłam lecącą kulę. Znów zrobiłam zdjęcie, na którym widoczna była jedynie lekka smuga. To światło poruszało się bardzo szybko i zanim naciskałam aparat zdążało już zniknąć. Zaczęłam wtedy w myślach „rozmawiać” z tym światłem, pytałam czy wczoraj też było ze mną na Pawiaku, czy to ktoś inny. Poprosiłam, żeby towarzyszyło mi w dalszym zwiedzaniu. Przeszłam do korytarza z celami zbiorowymi tzw. tramwajami. To moje subiektywne odczucie ale czułam takie lekkie, pozytywne ciepło za moimi plecami, tak na wysokości łopatek. Tak jakby ktoś chował się za moimi plecami.

Zaczęłam robić zdjęcia zbiorowych cel i znów pojawiło się światło. Najpierw bardzo słabe, na wysokości krzesła. Rozbiłam zdjęcie za zdjęciem i na niektórych kula jest obecna, na innych nie. Zawołałam męża i S. żeby pokazać im co znów udało mi się sfotografować i w tym momencie, gdy włączyłam ponownie podgląd aparatu bardzo wyraźna kula zaczęła latać idealnie naprzeciwko obiektywu. Wszyscy we trójkę to widzieliśmy. Poruszała się bardzo szybko i zupełnie nieprzewidywalnie. Wylatywała z dołu, z boku, z góry, skręcała nagle w różnych kierunkach, dwa razy zatoczyła koło. Robiłam zdjęcia cały czas i udało mi się uchwycić ją na wielu ujęciach. S. i mąż też wyciągnęli telefony i zaczęli fotografować (jeden i drugi zrobił kilkadziesiąt ujęć) mimo to światło pojawiało się tylko na moim ekranie.

Kula ta towarzyszyła nam w każdej celi zbiorowej. To znów moje bardzo subiektywne odczucie ale czułam to tak jakby to był ktoś, kto mnie zna i cieszy się na mój widok. Od tego czasu, cały czas myślę o tym świetle. Gdyby nie mąż i S. którzy widzieli to wielokrotnie na własne oczy, a którzy jak już pisałam są raczej sceptykami sądziłabym, że mi się przewidziało, że to niemożliwe. Zaczęliśmy analizować, co to mogło być. Wykluczyliśmy odbicie drobinki wody, kurzu (poruszało się bardzo szybko i nieprzewidywalnie, a poza tym była to tylko jedna kula), owady (w zimie, w zamkniętym pomieszczeniu, sposób poruszania się i to, że widoczne było wyłącznie na moim telefonie) nie było też możliwości, aby to był odblask z innego źródła światła („zajączek”). W czasie gdy to wszystko się działo, byliśmy w mauzoleum całkiem sami (wycieczka, która z nami weszła do podziemi zdążyła już wyjść).

Mam takie przeczucie (a w zasadzie dziwne uczucie takiej pewności, gdy coś się wie mimo, że nie ma na to żadnych dowodów), że ktoś rozpoznał mnie (w zasadzie moją duszę) z czasów, gdy ja też w czasie okupacji mieszkałam w Warszawie (to oddzielna, długa historia, którą w najbliższym czasie również do Państwa przyślę). Być może to ktoś z rodziny, przyjaciół, kto po prostu ucieszył się z naszego spotkania. Czy mogę mieć rację? Czy mieliście podobne przypadki? Nie ma dnia żebym o świetle nie myślała i od naszego spotkania czuje się jakbym kogoś ważnego tam zostawiła.
Pozdrawiam Was serdecznie
[...] (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

24 grudnia 2017

Zdjęcia poniżej.















zwiń tekst



W czasie narkotycznego transu dostał ostrzeżenie i przeniósł się do innego świata
Pt, 22 gru 2017 10:22 komentarze: 8 czytany: 5117x

Witam, moje pytanie to czy mój kolega mógł mieć znak od drugiej strony by przestać , czy znalazł się po drugiej stronie i czy takie substancje mogą otwierać dzwi do innego świata?Kolega miał 15-16 lat opowiadał mi że wtedy wąchali klej i robił to sporadycznie, miewał po tym różne przewidzenie, halucynacje, ale jak sam mi opowiadał miał 2 "wizje" przez które kompletnie to rzucił. Mówił że nigdy czegoś.......

czytaj dalej

Witam, moje pytanie to czy mój kolega mógł mieć znak od drugiej strony by przestać , czy znalazł się po drugiej stronie i czy takie substancje mogą otwierać dzwi do innego świata?

Kolega miał 15-16 lat opowiadał mi że wtedy wąchali klej i robił to sporadycznie, miewał po tym różne przewidzenie, halucynacje, ale jak sam mi opowiadał miał 2 "wizje" przez które kompletnie to rzucił. Mówił że nigdy czegoś tak realnego nie doświadczył i że utkwiło to w nim aż do dzisiaj. Mówił że raptownie znalazł się w dziwnym miejscu jakieś krainie że miał ciało ale czuł swojego trupa że był martwy, że miał na sobie jakieś stare łachy a dłonie były sine. Nie pamięta jak wyglądało miejsce ale zapamiętał jakieś murki budowle jak z bajki że było to uczucie że stamtąd nie ma powrotu jakieś miejsce kary. Dalej że byli tam jacyś chłopcy i że jeden powiedział (podam inne imię) " O Marcinek do nas wrócił "zastanawia się z kod niby oni mogli go znać czy już tam kiedyś był, zapytał a co z moimi rodzicami, mamą szkołą a on " że to był tylko sen" i za chwile wrócił i znowu siedział przy starej piwniczce z kolegą.

Druga " wizja" to że także znalazł się w podobnym świecie i znowu czół tą realność i że się stamtąd nie wydostanie , mówił znowu spojrzał na swoje dziwne małe sino trupie dłonie i że było tam jeszcze kilku chłopców i że przed czymś lub kimś uciekali, i że najbardziej utknęła mu kręta ścieżka po obu stronach co kilka cm wysadzana kamieniami i jak zwykle wszystko raptownie znowu się skończyło. Ale jak wspominał lęk był nie do zniesienie że to było prawdziwe że nie grał w filmie typu horror ale że tamto miejsce rzeczywistość to był prawdziwy horror. Jak czasami putałem że to były zwykłe halucynacje to odpowiadał że możliwe ale ta tak było realne że tak jak jesteśmy dzisiaj tutaj to nic w porównaniu jak prawdziwe było tamto miejsce. Mówił że mogła to byś przestroga dla niego albo na chwilę umarł i znalazł się w odpowiednim miejscy dla takich jak on grzeszników.
Wiem jak to brzmi ale taka jest tego historia dzisiaj nic nie bierze a to będzie pamiętał do końca życia. Pozdrawiam.

Zacznijmy od tego, że absolutnie wierzymy w prawdziwość tej historii. Pana kolega przeniósł się do jednego ze światów duchowych, w którym mogły przebywać "istoty w podobnej sytuacji". O tych światach ( to o nich prawdopodobnie religie mówią "niebo" czy "piekło") docierają do nas relacje z wielu różnych źródeł - pisaliśmy o tym w serwisie wielokrotnie.

Jedna z osób, która miała okazję przenieść się do jednego z takich światów opisywała go podobnie - jako megarealistyczny, absolutnie istniejący w jakieś przestrzeni. Ale w trakcie dziwnego stanu w jaki nagle samoistnie zapadła dokładnie go namalowała - ten niezwykły rysunek z naszego archiwum przedstawiamy poniżej.




zwiń tekst



Moje doświadczenia: do tematu PRZEWIDZIEĆ WŁASNĄ ŚMIERĆ
Czw, 21 gru 2017 08:16 komentarze: 4 czytany: 2406x

Dzień dobry -  Nigdy nie publikowałem tej informacji, sprawa dotyczy mojej św. pamięci żony. Jak tylko pamiętam, mieliśmy wówczas oboje 21 i 23 lata, żona opowiadała o tym, że dożyje tylko 58 lat. Powtarzała to wielokrotnie i to przy świadkach, tj. swoich siostrach. Czyli nie jest to tylko moja imaginacja, po śmierci mojej żony rozmawiałem ze szwagierkami o tym fenomenie. Rodzice mojej żony należały.......

czytaj dalej

Dzień dobry -  Nigdy nie publikowałem tej informacji, sprawa dotyczy mojej św. pamięci żony. Jak tylko pamiętam, mieliśmy wówczas oboje 21 i 23 lata, żona opowiadała o tym, że dożyje tylko 58 lat. Powtarzała to wielokrotnie i to przy świadkach, tj. swoich siostrach. Czyli nie jest to tylko moja imaginacja, po śmierci mojej żony rozmawiałem ze szwagierkami o tym fenomenie. Rodzice mojej żony należały do osób długowiecznych teściowa umarła w wieku bodaj 93 lat, teść 86. Stąd wszyscy powiadali żonie zmyślasz, nie uprawiaj czarnowidztwa.

Pamiętam, że jako dziecko namalowała w w książeczce do nabożeństwa liczby 58 i obok rysunku tiary 84 lata. 58 lat to wiek jej śmierci.

Zadawała sobie pytanie o te 84 lata- śmierć papieża? W rozmowie pytała się, czy to się spełni? Stało się JP2 zmarł w wieku 84 lat. To prawie jak ze słynnym Szumanem. Książeczkę tą nadal posiadam.

Inna historia z dzieciństwa mojej żony, z czasów gdy wyniki totolotka podawano przez radio. W jej rodzinie zabawiano się, nie grano, w typowanie wylosowanych numerów na krótko przed podaniem wyników.

Prawidłowy wynik to prawdopodobieństwo jeden do kilkunastu milionów.

Rzecz niewiarygodna, żona dzieckiem wówczas będąc trafnie wytypowała szóstkę.

Co istotne, żona nie przejawiała żadnych talentów paranormalnych, była zwykłą, jak najbardziej normalną osobą. Poza wymienionymi przypadkami nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego, przynajmniej nic o tym nie wiem.

 Pozdrawiam

 [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Sny o 'poprzednim życiu'
Wt, 19 gru 2017 09:43 komentarze: 3 czytany: 2832x

[...] Witajcie Szanowna Redakcjo Nautilusa, od pewnego czasu czytam artykuły na Waszej stronie z dużą ciekawością. Ostatnio przeczytałem kilka artykułów o reinkarnacji i widzę, że temat ten wywołuje sporo zainteresowania. Kilka lat temu potrafiłem przed snem wydać polecenie aby przyśniły mi się moje wcześniejsze wcielenia i abym to potem pamiętał. Podziałało. Śniły mi się różne wcielenia z okresów.......

czytaj dalej

[...] Witajcie Szanowna Redakcjo Nautilusa, od pewnego czasu czytam artykuły na Waszej stronie z dużą ciekawością. Ostatnio przeczytałem kilka artykułów o reinkarnacji i widzę, że temat ten wywołuje sporo zainteresowania. Kilka lat temu potrafiłem przed snem wydać polecenie aby przyśniły mi się moje wcześniejsze wcielenia i abym to potem pamiętał. Podziałało. Śniły mi się różne wcielenia z okresów pozbawionych obecnie znanej technologii za to wypełnione ciężką pracą i kieratem.


Przeżywałem w czasie snu jakiś okres w danym wcieleniu, może godzinę, może kilka... wiedząc kim byłem i co robiłem. Nawet kiedy byłem jakimś urzędnikiem to czas „odwiedzin” w tym wcieleniu to była nudna zlecona praca nad dokumentami, napawająca wręcz obrzydzeniem. Innym razem po przebudzeniu wiedziałem, że byłem chłopem harującym na roli, żoną wychowującą kilkoro dzieci, które chorowały i umierały z głodu i biedy, urzędnikiem nienawidzonym przez środowisko i jeszcze kilka innych sytuacji. Ogólnie nic ciekawego, a życia nudne jak flaki z olejem.

Na początku podchodziłem do tego z ciekawością, że coś takiego potrafię. Potem uświadomiłem sobie, że przez wszystkie wcielenia się męczę i nie warto do tego wracać. Kiedy zażyczyłem sobie wejście w jakieś przyjemne fragmenty wcieleń, to był to albo jakiś akt seksualny albo uroczystość rodzinna. Czyli też tylko epizody, które powtarzają się w każdym życiu. Było natomiast kilka wcieleń kiedy byłem kimś znanym. Dziś chciałem Wam opowiedzieć historię, której nie widziałem w sennej regresji ale doświadczyłem żywego odczucia w miejscu, w którym kiedyś byłem.

Kilka lat temu będąc na wycieczce grupowej w delegacji pod Łodzią, w wolnych chwilach zwiedzaliśmy okolicę. Ktoś powiedział, że niedaleko w Oporowie jest jakiś zamek, który warto zwiedzić. Pojechaliśmy tam. Od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłem ten zamek poczułem, że go znam. Wcześniej nie wiedziałem nawet, że taki zamek istnieje. Kiedy weszliśmy do środka rozpoznawałem pomieszczenia, wiedziałem np. gdzie jest sypialnia zanim jeszcze do niej weszliśmy. Nie wiadomo skąd znałem układ wielu pomieszczeń. I wcale nie było to miłe uczucie.


Mojej świadomości towarzyszyło uczucie paskudnego życia w tym miejscu. Czułem jakby żył i rządził w tym miejscu biskup, który był nienawidzony przez otoczenie, ale wszyscy ubiegali fałszywie o jego względy z powodu jego władzy i ogromnych możliwości oraz ze strachu. Był samotny, zdany tylko na siebie, nikomu nie mógł ufać, pozbawiony prywatności i swobody, gdyż cały czas był pod czujnym okiem wszystkich wokół. Chciałem z tego zamku jak najszybciej wyjść i tam nie wracać. Robiło mi się słabo i wręcz niedobrze. Nie miałem pojęcia skąd takie odczucia.

Byłem przekonany, że to jakiś zamek książęcy, więc w ogóle nie kojarzył mi się z kościołem ani żadnym biskupem. W pewnym momencie, kiedy już wychodziłem przeszła obok mnie wycieczka z przewodniczką, która opowiadała, że na początku zamek należał do jakiegoś biskupa. Potem poczytałem o historii zamku i dowiedziałem się, że właścicielem tego zamku jak i całego Oporowa był biskup prymas Polski Władysław Oporowski za czasów panowania Władysława Jagiełły.

Mam pewną znajomą, która zajmuje się energiami wcieleń i posiada umiejętności tzw. wglądów w poszczególne wcielenia, potrafi np. rozpoznawać w jakich wydarzeniach z poprzednich wcieleń tkwią u ludzi obecne problemy. Zapytałem ją czy to możliwe, abym poczuł energię jakiegoś biskupa w zamku sprzed ponad 600 lat, a ona odpowiedziała mi, że to ja byłem tym biskupem. Innym razem kiedy byłem w pewnym ciekawym miejscu razem z nią zapytała mnie pierwsza z uśmiechem, czy coś czuję... Ale o tym może opowiem już innym razem. Pozdrawiam Jacek.




zwiń tekst



Moja wizja o katastrofie, która wydarzy się we Włoszech
Nie, 17 gru 2017 13:41 komentarze: 7 czytany: 4769x

Droga FundacjoWitam was serdecznieSam już nie wiem ile czasu zabierałem się do tego listu.Przez moją opieszałość, brak werwy, trwało to bardzo długo, ale w końcu się udało. Nazywam się [dane do wiad. FN], mam 32 lata, mieszkam w Warszawie i jestem waszym wielkim "fanem", codzienne włączenie komputera, oczywiście zaczynam od strony Nautilusa. Jak bym mógł inaczej, jestem z wami już tyle lat :) . Rzadko.......

czytaj dalej

Droga Fundacjo
Witam was serdecznie

Sam już nie wiem ile czasu zabierałem się do tego listu.Przez moją opieszałość, brak werwy, trwało to bardzo długo, ale w końcu się udało. Nazywam się [dane do wiad. FN], mam 32 lata, mieszkam w Warszawie i jestem waszym wielkim "fanem", codzienne włączenie komputera, oczywiście zaczynam od strony Nautilusa. Jak bym mógł inaczej, jestem z wami już tyle lat :) . Rzadko piszę listy, ile razy redagowałem treść akurat tego, to już sam nie wiem, ale jest on dla mnie naprawdę bardzo ważny, bo jestem waszym wielkim dłużnikiem, za uratowanie życia mojego i to nie tylko raz. Gdyby nie wy skończył bym marnie. Moje życie przez pewien czas, ujmując to bardzo delikatnie, było bardzo poplątane. Walka z nałogami, z samym sobą, nie raz przegrana, ale w ogólnym bilansie wygrałem i to w wielkiej zasłudze dzięki wam.

 

Droga Fundacjo, gdyby nie ta wiedza o życiu, o prawdziwej otaczającej nas rzeczywistości jaką posiadłem dzięki wam - skończył bym bardzo źle. To dzięki wam zbliżyłem się do Pana Boga, a poznanie prawdziwej kreacji, pozwoliło mi zyskać moc, aby pokonać bariery, które kiedyś wydawały mi się nie do przejścia.

Teraz już wiem że je przeskoczyłem i to dzięki wam. Tak naprawdę nie znam słów, którymi mógł bym wyrazić swoją wdzięczność Fundacji Nautilus. Z całego serca, tego wszystkiego, co we mnie najlepsze dziękuję, że jesteście. Dziękuję za wasz serwis Bogu, za tą całą wiedzę, bo ona popchneła mnie w fascynującą naszą rzeczywistość. To dzięki tej wiedzy, znalazłem wiele odpowiedzi na pytania, które od urodzenia mnie nurtowały, uruchomiło we mnie mechanizmy, które same w sobie są nie zwykłe. Pomimo tego iż , się nie znamy, traktuje cała Fundacje jak najlepszego przyjaciela, a to samo w sobie jest niezwykłe, ale uratowaliście moje życie, więc wybaczcie za moją mała nadgorliwość w słowach, ale nie potrafię inaczej.

Panie Robercie dziękuje za Dziennik Pokładowy, jest tam tyle wskazówek, w jaki sposób rozwijać się duchowo. Zawsze z wielkim oczekiwaniem czekam na kolejny wpis. Tak jak wcześniej pisałem brakuje mi słów, aby w pełni wam podziękować, wyrazić wdzięczność i szacunek do waszej ciężkiej pracy, ale spróbuje tym co w Nautilusie Kocham najbardziej czyli historiami, a chciałem w dalszej części listu podzielić się swoimi.

Pisałem już kiedyś do Fundacji drogą mailową, opisywałem moje spotkanie z UFO oraz historie piktogramów, które moja Babcia napotkała w okresie powojennym(nawet wrzuciliście ją na "pasek", strasznie pamiętam chodziłem podekscytowany, że moją historię, można było przeczytać w serwisie), ale do czego zmierzam, zacznę więc od UFO i powiązań z tym tematem z moja osobą. UFO a może paraliżu sennego, bo akurat w moim przypadku jest to powiązane. Paraliż senny miałem w życiu kilka razy. Powiem jedno bardzo niemiły stan, kiedy nawet nie można otworzyć powiek, ani się ruszyć, pomimo tego, że z całej  woli bardzo się chce. Jeszcze dodatkowo czuje się coś  bardzo przytłaczającego, coś bardzo złego. Raz nawet wydaje mi się udało, w trakcie jego(nawet jak to było w myślach) podnieść rękę i pokazać temu czemuś "środkowy palec", co niby miałem go pokonać, ale on później załatwił mnie po prostu moją przeszłością, że tak powie wywarł na mnie przykre wspomnienia z życia. Ale wracając, jeszcze do tego podniesienia ręki, w trakcie paraliżu sennego, wymagało ode mnie ogromnej siły woli, zdałem sobie z tego sprawę, nieco póżniej, bo zazwyczaj nie można zrobić nic.

Raz jednak było inaczej. Fakt nie mogłem się ruszyć, ale czułem się normalnie, nie było tej negatywnej siły, która odbierała oddech. Dodatkowo, pomimo że nie mogłem otworzyć powiek, było na pewno bardzo jasno, bo widziałem przez  nie jasność, jak by podświetlanie mocnym światłem. Mieszkałem wtedy na Warszawskim Grochowie, w wieżowcu na 6 piętrze. Dlaczego o tym mowie. Zaraz, tak mi się przynajmniej wydaje, gdy w trakcie snu, obudził mnie ten "jasny paraliż", wstałem, było już jasno na dworzu, automatycznie podeszłem do okna i co zobaczyłem, otóż klasyczne UFO, obiekt był daleko i nie co wyżej na niebie.

Teraz tak mowię po kilku latach, bo jak to zobaczyłem, to byłem w jakimś dziwnym amoku, coś w środku kazało mi myśleć, że był to samolot. Jest to nie samowite, gdyż nawet teraz, już oczywiście dużo słabiej, ale dalej jak o tym myślę, coś mi każę mówić , że był to samolot, a widziałem jasną kulę, klasyczne UFO. Historia jest dla mnie w pewien sposób dziwna, bo zastanawia automatyczne podejście mojej osoby do okna, wręcz wyrwanie mnie z snu, akurat wtedy gdy za oknem było UFO i ten samolot skąd się bierze w mojej głowie. Nic dalej nie pamiętam, nawet, nawet czy widząc ten obiekt - zasnąłem. Jednego byłem pewien, że to był samolot, jak by mnie ktoś zahipnotyzował. I tu jest zagadka, jak dla mnie samego, skąd to podświetlanie powiek wcześniej. Jest sposób tego rozwikłania - Hipnoza, ale nie mam nikogo, kto by się mógł moja historią zająć i tu prośba do was, bo na pewno znacie kogoś, kto podjął by się moim przypadkiem. Będe bardzo wdzięczny za wszelką informację. Historia wydarzyła się kilka lat temu, nie powiem ile dokładnie. Dodam że, miałem też kilka snów z kosmitami i UFO. Najdziwniejszy był ten , w którym szaraki drukowały mi jakby drukarką 3D nowy mózg. Bardzo chciałbym rozwikłać ta zagadkę.

Miewam czasami wizję - widzę przyszłość. Co do przyszłości,  widzę najczęściej ją w snach w postaci zagadek i chodzi tu o moje życie. Wielokrotnie mi się sprawdzało. Teraz już wiem, że moja podświadomość wysyła mi ją w takiej postaci i bardzo cenny okazuje się w rozwikłaniu tych snów, po prostu zwykły sennik. Co do wizji miałem ich kilka w życiu. Najczęściej dotyczyły mojego życia, np. widziałem, mojego synka w wieku nastoletnim, a szkrab ma ma dopiero 4 latka :) miałem też wizję, że będe miał dziecko, za nim dowiedzieliśmy się, że moja ówczesną partnerką, że jest w ciąży. Miałem też jedną osobliwą i tu chciałem się bardziej na niej skupić. Wyglądała tak Rys.1 (pliki załączam w załącznikach) Gdy ją otrzymałem od razu skojarzyło mi się to z katastrofą, która ma być we Włoszech. Dużo o niej pisaliście na łamach serwisu. Powiem szczerze otrzymałem ją, ale nie podchodziłem do niej z większym zainteresowaniem, jakieś "tri..." i tyle. Ale jakiś czas temu postanowiłem ją sprawdzić i ku mojemu zdziwieniu ta zagadka , ma swoje odbicie w rzeczywistości Rys.2. Rzeczywiście są takie miasta w Włoszech, które pasują do tej wizji, Trino i Tricerro i  znajdują się obok siebie. Przypadek? Proszę oceńcie to sami.

/do wiad. były dołączone grafiki - publikujemy je poniżej/



Od siebie dodam, że nigdy nie interesowałem się Włochami, aby studiować ten kraj pod pryzmatem miast, nigdy też nie byłem w tym kraju. Z drugiej strony, myśl , że tam może się coś wydarzyć, ogarnia mnie głębokim niepokojem, ale tego nie wiem, piszę po prostu jaką wizję otrzymałem.

W życiu moim miałem jeszcze dziwne zdarzenie, powiązane z UFO, ale nie będę tu o niej pisał, bo pomyślicie ze zwariowałem, w sumie jak myślę o tym wydarzeniu to przychodzą mi takie myśli do głowy, ale widziałem to. Wybaczcie jeszcze raz, ale nie będe tu o niej pisał, powiem tylko, że ta historia jest powiązana z książką Aleca Newalda "KOEWOLUCJA". Jestem w stanie o tym opowiedzieć, tylko na żywo.

Bedę kończył ten list. Miałem jeszcze kilka dziwnych zdarzeń w życiu, o niektórych nie powiem nikomu, o niektórych zainteresowanym tylko na żywo. Jedno powiem kocham te historie, te "niewyjaśnione historie", kocham je czytać na łamach serwisu, to daje mi niesamowitego, wewnętrznego kopa.

 Mam do was jeszcze prośbę, a propo hipnotyzera, abym mógł rozwikłać tą zagadkę, z UFO, które wydaje mi się samolotem. Strasznie mnie dokucza ta historia, czuję, że kryje się za tym coś więcęj i prośba do was o "namiar" do kogoś, kto tym się zajmuję, a pisaliście o takich hipnozach. Będę bardzo wdzięczny.
Wybaczcie za bezpośredność w słowach tego listu, ale tak jak wspominałem wcześniej, całą Fundację Nautilus traktuje jak największego przyjaciela i powiem jeszcze jedno, o tym wszystkim co napisałem tutaj, dzielę się po raz pierwszy, nikomu nie mówiłem o tym, możę poza jedną wizją, jak widziałem swojego synka jak jest nastolatkiem( ale i tak mi nikt w to nie uwierzył :) ). Jesteście pierwsi, a ja jestem bardzo szczęśliwy, że w końcu udało i się ten list napisać.

Pozdrawiam całą Załogę, wysyłam całe dobro które jest w mnie. Życzę samych sukcesów i życzę jak najwięcej nie zbadanych lądów do odkrycia.

Pozdrawiam Was Serdecznie


[dane do wiad. FN]

 [od FN: dziękujemy za miłe słowa... Nie ma sensu ukrywać, że dostajemy wiele podobnych listów z sugestią, że treści publikowane w serwisach FN okazały się dla kogoś bardzo ważne. Drodzy Państwo, to tylko utwierdza nas w przekonaniu, że praca na pokładzie okrętu Nautilus jest niczym obsługiwanie "latarni morskiej" na wzburzonym morzu, która pokazuje kierunek. Dla bardzo wielu osób jest to ważna sprawa, która daleko wykracza poza "ciekawostkowy serwis o dziwnych zjawiskach" - przyp. FN]



zwiń tekst



Pętla czasu?
Pt, 15 gru 2017 01:21 komentarze: brak czytany: 3496x

[...] Opowiem Państwu historię, która zawsze pozostanie dla mnie tą niewyjaśnioną i niezrozumiałą. Wiele lat temu wybrałam się z tatą na niedzielny spacer nad Wisłę w okolicy warszawskich Bielan. Po zejściu ze skarby dochodząc do ścieżki spacerowej biegnącej wzdłuż rzeki natknęliśmy się na trzy przypadkowe osoby, które przecięły nam drogę od lewej strony. Była to dziewczyna uprawiająca jogging, rowerzysta.......

czytaj dalej

[...] Opowiem Państwu historię, która zawsze pozostanie dla mnie tą niewyjaśnioną i niezrozumiałą. Wiele lat temu wybrałam się z tatą na niedzielny spacer nad Wisłę w okolicy warszawskich Bielan. Po zejściu ze skarby dochodząc do ścieżki spacerowej biegnącej wzdłuż rzeki natknęliśmy się na trzy przypadkowe osoby, które przecięły nam drogę od lewej strony. Była to dziewczyna uprawiająca jogging, rowerzysta i jeszcze jakiś mężczyzna. Ludzie ci poruszali się w tym samym kierunku, ale każde z osobna. Nic niezwykłego.

Zeszliśmy z ojcem nad rzekę, gdzie spędziliśmy zaledwie chwilę, może 5 minut. Wróciliśmy tą samą drogą i wtedy zdarzyło się coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Widziana przez nas wcześniej scena z przechodniami i rowerzystą powtórzyła się. Osoby te poruszały się z tego samego kierunku, co poprzednio, więc przecięły nam drogę od strony prawej.

Od razu zorientowałam się, że coś nie tak, że to musi być jakaś pętla czasu. Byłam tak zaszokowana, że nie miałam odwagi zapytać ojca, czy też to zauważył. Oczywiście jest logiczne wyjaśnienie: ludzie ci kręcili się w kółko. Jednak jest to mało prawdopodobne, żeby przypadkowe osoby wykonywały tę samą czynność w tym samym miejscu i dokładnie w ten sam sposób powtórzyły całą sekwencje mijania. Przede wszystkim miały na to za mało czasu.
Pozdrawiam.

[dane do wiad. FN]

14 grudnia 2017




zwiń tekst



Moja babcia i jej spotkanie z demonem
Pon, 11 gru 2017 07:03 komentarze: 1 czytany: 3271x

Witam serdecznie załogę Nautilusa! Chciałbym przedstawić kilka historii, które przydarzyły się mojej babcii oraz kilku innym członkom mojej rodziny, być może będą dla was ciekawe. Wydarzenia, o których napisze miały miejsce kilkadziesiąt i kilkanaście lat temu, ale są naprawdę ciekawe. Dowiedziałem się o nich dopiero dzisiaj, gdyż wcześniej z babcią nie poruszałem tematu zjawisk paranormalnych. Wszystkie.......

czytaj dalej

Witam serdecznie załogę Nautilusa! Chciałbym przedstawić kilka historii, które przydarzyły się mojej babcii oraz kilku innym członkom mojej rodziny, być może będą dla was ciekawe. Wydarzenia, o których napisze miały miejsce kilkadziesiąt i kilkanaście lat temu, ale są naprawdę ciekawe. Dowiedziałem się o nich dopiero dzisiaj, gdyż wcześniej z babcią nie poruszałem tematu zjawisk paranormalnych. Wszystkie zjawiska miały miejsce w małej wsi na Opolszczyźnie, w których osiedliła sie moja rodzina po ucieczce przed Ukraińcami.

Przechodząc do rzeczy zacznę od wydarzeń, które przydarzyły się osobiście mojej babci.

Wszystko zaczęło się dziać dokładnie 23 września 1959 roku w małej wsi na opolszczyźnie, tego właśnie dnia został zamordowany tata mojej babci, któremu zresztą też przydarzały się różne dziwne rzeczy, ale o tym później. W niecały rok po śmierci pradziadka dokładnie w święta wielkanocne, babcia przeżyła na swojej skórze pierwsze zjawisko. Ten dzień nie zapowiadał się jakoś szczególnie mimo świąt, rozpoczął się normalnie jak to na wsi od pracy, codziennych obowiązków. itp. Wszystko wydarzyło się wieczorem około godziny 23:00, wtedy moja babcia poszła na górę położyć się , kiedy już miała się kłaść się spać, spojrzała w okno i dostrzegła dziwną mgłę, która unosiła się dość nisko, z początku wyglądało to jak dym przy kompletnie bezchmurnym niebie, ale ta mgła zaczęła zbliżać się do jej okna coraz bliżej, aż w końcu wleciała przez okno, babcia przeraziła się tego i nie mogła się ruszyć, a wtedy mgła zaczęła przybierać kształt humanoidalny, kiedy to się stało zaczęła bardzo głośno krzyczeć z przerażenia, a wtedy mgła natychmiast znikła jakby rozwiała się w powietrzu.

Świadkiem podobnego zdarzenia była moja mama jakiś czas później, która jako nastolatka mieszkając jeszcze na wsi również przeżyła podobne zjawisko. Miejsce to miało również wieczorem kiedy poszła do piwnicy, gdy miała wychodzić w pomieszczeniu również pojawiła się mała mgła, z początku myślała że coś zaczyna się palić, ale mgła zaczęła osiągać większe kształy, a gdy zaczęła przybierać postać człowieka(?) natychmiast stamtąd uciekła. To zjawisko z mgłą było bardzo podobne do tego wcześniejszego, które przeżyła jej mama.

I to nie był koniec zjawisk paranormalnych, których była świadkiem moja babcia. Już zdecydowanie później po pierwszym wydarzeniu, bo dokładnie w 24 grudnia 1989 roku. Kiedy przygotowywała wigilię w domu nagle dwa krzesła przy stole zaczęły "same" się przewracać, jednak nie w tak gwałtowny sposób, tylko pomału i beż większego hałasu zaczęły się upadać oparciem do podłogi. Co ciekawe to zjawisko miało miejsce niedługo przed śmiercią jej męża.

Oprócz tego wcześniej w okresie lat 60-tych (nie pamięta już dokładnie w którym roku/latach) podczas snu była nękana przez jakąś niewidzialną istotę, która kładła się na jej klatce piersiowej i za każdym razem próbowała ją dusić, kiedy już nie mogła wytrzymać tego ciężaru to ona odchodziła i czuła jak to coś dość ciężkie i śliskie z niej schodzi.

Jeszcze powracając do pierwszego zdania, babcia opowiedziała mi co przydarzyło się jej tacie, który jako nastolatek mieszkał jeszcze wtedy na wsi w dzisiejszym obwodzie tarnopolskim.

Pierwsza rzecz, która mu się przytrafiła miała miejsce jeszcze przed II wojną światową, miał 17 lat i został jakiś czas wcześniej osierocony przez ojca. Tego dnia pracował do późna na wsi pomagając mamie, kiedy skończył było już późno i zawsze wracając lubił mieć pod ręką jakiś twardy kij :). Kiedy wracał pustą drogą zobaczył przed sobą dość dużego czarnego psa, który sięgał mu do pasa, szedł on w jego kierunku tak jakby prosto na niego, kiedy ten pies się zbliżał było słychać jakby strzelanie kości (lub podobny odgłos), pies cały czas szedł prosto, a pradziadek zszedł mu wkońcu zdrogi, a kiedy ten pies dalej szedł równą linią, to wtedy pradziadek szturchnął go kijem, a wtedy nagle zawiał dość silny wiatr, a kiedy momentalnie spojrzał wokół, to psa już nigdzie nie było.

Druga sytuacja z moim pradziadkiem jest też ciekawa. Również pracował do późna w gospodarstwie ze swoim kolegą, i nagle ujrzeli małe dziecko na oko może 8-letnie, klęczało ono w środku pola i przeraźliwie płakało, tak naprawdę nie wiadomo skąd w tym miejscu znalazło tak nagle. Pradziadek razem z kolegą podbiegł do niego by pomóc mu, próbowali do niego mówić, lecz on cały czas płakał, wtedy postanowili siłą go wyciągnąć z tego pola i zaprowadzić do wioski, ale mimo że mieli po 17 lat nie mogli ruszyć,.a kiedy ciągęli go z całej siły, to te dziecko zostawiało za sobą rowy, które robiło nogami. A kiedy ten mały złapał go za rękę poczuł tak ogromną siłę razem z kolegą uciekli jak stamtąd jak najszybciej.


Mój pradziadek na Ukrainie często obserwował też ducha kobiety, która była ubrana w strój słowiański. Opisywał ją jako zbłąkaną duszę, która była widoczna przy pobliskim kościele tylko późno wieczorem przy bezchmurnym niebie.
Jak opisywała mi babcia, mój pradziadek nigdy nie bał się takich rzeczy i nigdy też nie bał się o nich otwarcie mówić nawet jeśli go wyśmiewano (co było rzadkie, bo inni też mogli przeżywać podobne rzeczy). Sama jednak niechętnie wspomina tamte czasy kiedy jeszcze mieszkała na wsi, w ogóle z trudem udało mi się uzyskać pozwolenie na opublikowanie tych przeżyć, ale jednak się udało i jestem w 100% przekonany co do prawdziwości tych zajść.

Pozdrawiam

 



zwiń tekst



Mój dziadek i duchy
Sob, 9 gru 2017 11:11 komentarze: brak czytany: 3001x

Witam,Szanowna załogo długo zwlekałem z tym aby do was napisać ale w mojej rodzinie a dokładniej mojemu dziadkowi wiele lat temu wydarzyły sie dziwne sytuacje najprawdopodobniej związane z duchami zmarłych.  Mój dziadek był wielkim entuzjasta rzeczy nieznanych wierzył w duchy ufo i rożnego rodzaju teorie aczkolwiek to co wydarzyło mu wie kiedyś było dużo wcześniej zanim „zachłysną” sie tymi tematami.......

czytaj dalej

Witam,
Szanowna załogo długo zwlekałem z tym aby do was napisać ale w mojej rodzinie a dokładniej mojemu dziadkowi wiele lat temu wydarzyły sie dziwne sytuacje najprawdopodobniej związane z duchami zmarłych.  Mój dziadek był wielkim entuzjasta rzeczy nieznanych wierzył w duchy ufo i rożnego rodzaju teorie aczkolwiek to co wydarzyło mu wie kiedyś było dużo wcześniej zanim „zachłysną” sie tymi tematami.

Mój dziadek dwa razy zetkną sie z duszami zmarłych 1 raz było to zaraz po woeknie kiedy z rodzina osiedlili sie w Sopocie. Mogło być to koło 51/52 roku. Pewnego dnia zmarła sąsiadka dziadka i tego dnia dziadek jechał na wozie na którym stała trumna tejże kobiety. W nocy gdy położył sie spać usłyszał dziwne stukanie jakby ktoś grochem o blachę rzucał. Dziadek przerażony zszedl ze strychu na którym mieszkał po sowitego ojca i psa. Dziwnym trafem pies nie chciał wejść po schodach jakby coś go wystraszyło. Tu mam pewność ze mogła być to dusza zmarłej sąsiadki, natomiast drugie spotkanie wyglada trochę mroczniej i do dziś mnie nurtuje ponieważ potwierdza to i moja babcia i mama.

Mój dziadek przed 1989 robię służył w milicji. Wraz ze swoim przyjacielem pojechali na patrol w okolicach sopockiego cmentarza na ulicy Malczewskiego wjechali do lasu samochodem terenowym. W pewnej chwili usłyszeli szczekanie psów I nagle z nikad pojawiła sie kobieta która zaczęła bieg w ich kierunku a w tle stała postać mężczyzny. Włączyli długie światła gdzie normalnego człowieka by oślepiały natomiast ta kobieta biegła nadal w ich sromotne i tak samo szybko jak sie pojawiła tak zniknęła i wszystko ucichło. Niedaleko tego miejsca jest stary żydowski cmentarz.

Mój dziadek wiele razy opowiadał ta historie i mocno w nią wierzył niestety przed jego śmiercią nie zdołałem sie o wszystko dopytać. Sam całe życie zastanawiał sie co to było i czy ta cała sytuacja miała być jakiegoś rodzaju sygnałem dla niego. Ta historie również potwierdzał jego przyjaciel. Na łożu śmierci dziadek miał jeszcze jedno widzenie zdołał powiedzieć zen przyszly po niego „duszki” powiedział to bardzo spokojnie po czym odszedł. Od wielu lat ta historia nie daje mi spokoju. Próbowałem nawet znaleźć to miejsce w którym to widział ale bez skutecznie. Nie jestem wstanie ze strzępków informacji odnaleźć to miejsce.

Zastanawiam sie czy komuś może tez przydarzyło sie spotkanie tych „zjaw” gdzie w pobliżu sopockiego cmentarza w lesie. I czy te duchy chciały coś powiedzieć czy pod tym wszystkim kryje sie jakaś większa historia. Nie daje mi to spokoju wiec staram sie znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie. Może Państwo będziecie mi w stanie to jakoś wytłumaczyć. Czy było to tylko przypadkowe spotkanie czy te zjawy chciały coś przekazać. Czy warto szukać czy odpuścić bo może to nie być zbyt odpowiedzialne i może mieć Złe konsekwencje.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam
k.


Pragniemy pana uspokoić - zdarzenie nie niesie z sobą żadnych szczególnych konsekwencji. Jest prawdopodobne, że pana dziadek znalazł się akurat w chwili, kiedy na cmentarzu przebywały te duchy, a one wykorzystały okazję do "pokazania się" wyczuwając, że jeden z świadków może mieć zdolności medialne, czyli dar widzenia duchów.

W naszym archiwum nie mamy żadnych innych przypadków pojawienia się duchów w rejonie tego cmentarza.




zwiń tekst



Kobieta stała na poboczu i zanosiła się histerycznym śmiechem - klasyczna historia z serii 'autostopowicze-widma'
Czw, 7 gru 2017 07:14 komentarze: 2 czytany: 2965x

Wiadomość z opisem tej historii trafiła do FN w ostatnich godzinach. Pięknie za nią dziękujemy, bo natychmiast ją publikujemy i trafia do naszego zbioru opowieści o "autostopowiczach-widmach".[..] historia z ponad 10 lat .Jechaliśmy w styczniu z Wrocławia do Zielonej Góry około 2 w nocy, pogoda katastrofalna , gołoledź a więc prędkość to około 20-30 km/h.Kierowca mój kumpel i moja skromna osoba jako.......

czytaj dalej

Wiadomość z opisem tej historii trafiła do FN w ostatnich godzinach. Pięknie za nią dziękujemy, bo natychmiast ją publikujemy i trafia do naszego zbioru opowieści o "autostopowiczach-widmach".


[..] historia z ponad 10 lat .Jechaliśmy w styczniu z Wrocławia do Zielonej Góry około 2 w nocy, pogoda katastrofalna , gołoledź a więc prędkość to około 20-30 km/h.Kierowca mój kumpel i moja skromna osoba jako pasażer to świadkowie tej historii. Poruszając się wolno w obszarze leśnym zajęci byliśmy konwersacją ogólnymi tematami. W pewnym momencie na poboczu po prawej mojej stronie obaj zobaczyliśmy osobę ,nie próbowała nas zatrzymać ja oraz mój kompan jednoznacznie byliśmy pewni że ta kobieta,po prostu stała i histerycznie zanosiła się śmiechem.

Mało nie dostaliśmy zawału, zdążyłem krzyknąć żeby nie stawał. Po chwili ogarnęły mnie wątpliwości byłem gotów zawrócić ale szofer nawet nie chciał o tym słyszeć tłumaczyłem że to może chora psychicznie kobieta która uciekła z zakładu dla obłąkanych i w tym momencie a minęło z parę minut zobaczyliśmy ją znowu ,stała na poboczu "a przejechaliśmy przynajmniej 2-3 kilometry" i nie śmiała się już tylko patrzyła na nas, musiałem odwrócić wzrok ponieważ strach paraliżował wszystkie zmysły. Po tylu latach gdy wspominamy tą sytuację z kumplem włosy na rękach stoją jak druty . [...]



zwiń tekst



Nocna przejażdżka i kobieta widmo
Śr, 6 gru 2017 09:40 komentarze: 1 czytany: 2482x

Witam!!        Piszę do was, ponieważ <jako wielki miłośnik waszej fundacji ;-] > całkiem nie dawno dowiedziałem się od taty o dziwnym zjawisku, a raczej wydarzeniu <jednym z wielu które towarzyszą naszej rodzinie> jakie miało miejsce ładnych parę lat temu... Nie będę was przekonywał i namawiał do tego byście w to uwierzyli, bo jest mi to naprawdę obojętne.......

czytaj dalej

Witam!!        Piszę do was, ponieważ <jako wielki miłośnik waszej fundacji
;-] > całkiem nie dawno dowiedziałem się od taty o dziwnym zjawisku, a raczej wydarzeniu <jednym z wielu które towarzyszą naszej rodzinie> jakie miało miejsce ładnych parę lat temu... Nie będę was przekonywał i namawiał do tego byście w to uwierzyli, bo jest mi to naprawdę obojętne <wystarczy, że wierzę w to ja i świadkowie tego zdarzenia>...
Zafascywnowany opowieściami mojego taty postaram się wam zobrazować zasłyszaną przeze mnie historię.


        Cofniemy się teraz 19 lat wstecz, jest rok 1987. Mój tata wraz z moim dziadkiem i jego bratem <księdzem> wracali z Wrocławia dużym FIAT`em. Była noc, wszyscy pragnęli jak najszybciej znaleźć się w domu w ciepłych łóżkach <moja rodzina mieszkała i nadal mieszka na Mazurach>. Rozwijając jak na tamte czasy sporą prędkość 100km/h pędzili szosą, lecz ngale na drodze ujrzeli kobiecą sylwetkę, która pojawła się nie wiadomo skąd niemalże przed samą maską samochodu. Wystraszony dziadek <on kierwoał pojazdem> natychmiast zaczął hamować.

Po zatrzymaniu auta wszyscy wyskoczyli na asfalt penetrując pobocze <bądź co bądź potrącili kobietę>... Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że kobieta ta odziana była w sułtannę. Jak zapewne się domyślacie żadnego poszkodowanego nie znaleziono. Kobieta równie szybko znikneła jak sie pojawiła. Po powrocie do domu brat mojego dziadka <mieszkał chyba w Mrągowie> postanowił odwiedzić swojego przyjaciela <również księdza>, jednak przywitała go
brutalna prawda i puste mieszkanie.

Jak się później dowiedział jego kumpel poważnie ranny w wypadku samochodowym został przewieziony do szpitala gdzie tego samego dnia, A RACZEJ NOCY zmarł. Stało się to dokładnie o tej samej godzinie, w której mój dziadek podczas drogi powrotnej na Mazury z Wrocławia potrącił rzekomą kobietę. Leczy, czy aby na pewno była to kobieta? Wiążąc fakty łatwo spostrzec, że w polskim kościele kobiety nie noszą sułtann, NIE MOGĄ PRZECIEŻ SPRAWOWAĆ FUNKCJI KAPŁANA... W
każdym razie osobą, którą widzieli moja babcia, dziadek, tata i brat mojego dziadka nie była kobieta, lecz ksiądz, ten sam, który na skutek ciężkich obrażeń zmarł w szpitalu.
       Przedstawiona historia wydarzyła się naprawdę, a zalążek jej przedstawiłem wam w tym e-mail`u... Całą sytuację dokładnie badam, wszelkie nowe wątki w tej sprawie postaram się wkrótce przedstawić.

Pozdrowienia dla całej redakcji!!!


I jeszcze jedna historia z naszej najnowszej POCZTY DO FN

Witam Załogę!
Miesiąc temu, będąc na spacerze z moim Psiakiem, nie przypuszczałam, że będę zaszczycona spotkaniem z "innym" Pieskiem...
To miał być spacer poranny jak zawsze... Wyszliśmy w chłodne powietrze bardzo wczesnych godzin porannych, mój Pupil zajął się swoimi sprawami w trawie. Ja cierpliwie czekałam na Niego. Patrzyłam na powoli budzące się ulice, ludzi w tych godzinach jest jak "na lekarstwo", kiedy zauważyłam Psa... Spojrzałam na mojego urwisa, jednak On tego obcego Psa nie widział! Zdziwiłam się, bo moje Psisko jest poczciwe i lubi zabawy nawet z Kolegami, których nie zna. Popatrzyłam w kierunku tego nieznanego Psiaka - widziałam Go doskonale. Wyglądał tak:
Sierść dłuższa niż u mojego Przyjaciela, wygląd Szpica, puszysty ogon, zawnięty na plecach... Po prostu Piękny!
Ale mojego Psa nie obchodził obcy, który zjawił się na osiedlu. Nie wyczuł nawet zapachu pobratymca. Wtedy okazało się dlaczego. Szpic postał jeszcze chwilę i ... Najzwyczajniej w świecie zniknął... Byłam tak zaskoczona, że przeszukałam ulicę i nie znalazłam Nikogo...
Nie wiem dlaczego, akurat duszyczka tego Szpica ukazała się właśnie mi... Jestem po prostu zaszczycona :-)
Pozdrawiam Was moi Drodzy! A.C. czytelniczka Nautilus.




zwiń tekst



Moje dziwne przeżycie - obudziłem się leżąc w jasnym pomieszczeniu
Czw, 30 lis 2017 10:42 komentarze: 3 czytany: 3552x

Drogi Nautilusie,Wydarzenie, o którym chciałbym Wam opowiedzieć miało miejsce w listopadzie 2013 roku. Trudno mi jest to określić ale nazwę je "snem". Całość wspomnień mojego snu zamknął bym w czasie maksymalnie około 4 do 5 sekund, niby mało, ale wystarczająco dużo aby w pewien sposób odmienić moje życie. Obudziłem się leżąc w jakimś bardzo jasnym pomieszczeniu, nie widziałem swojego ciała, ani samego.......

czytaj dalej

Drogi Nautilusie,
Wydarzenie, o którym chciałbym Wam opowiedzieć miało miejsce w listopadzie 2013 roku. Trudno mi jest to określić ale nazwę je "snem". Całość wspomnień mojego snu zamknął bym w czasie maksymalnie około 4 do 5 sekund, niby mało, ale wystarczająco dużo aby w pewien sposób odmienić moje życie.

Obudziłem się leżąc w jakimś bardzo jasnym pomieszczeniu, nie widziałem swojego ciała, ani samego pomieszczenia tylko bardzo jasne, ale nie rażące, rozproszone światło. To co jeszcze pamiętam to paraliż, mój szybki oddech i paniczny strach przed przerażającym bólem, tak jakbym wiedział, że to właśnie mnie zaraz czeka. Pamiętam, że jakbym spodziewałem się, że ten ból będzie pochodził z moich nóg, jakby z wnętrza kości. Pamiętam jeszcze zapach, który mi przypominał zapach świeżo upieczonej szarlotki, gdy tylko moja mama wyciągała ją z pieca, taką z jabłkami i cynamonem.

Jestem osobą sceptyczną i raczej twardo stąpającą po ziemi i rozsądek mi dyktuje, że to tylko moja wyobraźnia, ale mimo wszystko od tamtej pory cały czas odczuwam pewien niepokój. Z filmów, które oglądałem kojarzy mi się to z rzekomymi porwaniami przez kosmitów, jednak tam kosmici przedstawiani są jako małe ludki z dużymi głowami, mi zaś od pewnego czasu w głowie rysuje się niewyraźnie nachylająca się nade mną postać, i wpatrująca się we mnie jej  twarz o dużych oczach ale głowa nie taka duża tylko taka jakby trójkątna zwężająca się ku dołowi i jej bardzo długie takie patyczakowate ręce.

Nie wiem co o tym myśleć i dusze to w sobie. Postanowiłem dziś poszukać w internecie i od razu znalazłem Was. Możecie to zignorować jeśli uznacie to za brednie, ale ja czuje ulgę, że to z siebie wywaliłem i przeczyta to ktoś kto być może zrozumie istotę moich przeżyć. Dziękuję

Pozdrawiam
Grzegorz







zwiń tekst



Niezwykły dźwięk po przebudzeniu ze snu
Śr, 29 lis 2017 11:36 komentarze: 8 czytany: 2971x

Witam serdecznie załogę Nautilus. [...]  jestem waszym stałym czytelnikiem od ponad 1.5 roku (wcześniej też czasami do was zaglądałem) jednak nigdy nie miałem okazji do was napisać. Chciałem opowiedzieć Wam coś co przydarzyło mi się dzisiaj ok. godziny 5.50.Wiem, że śnił mi się jakiś sen w ogóle nie związany z moim domem ani czymkolwiek aktualnym w moim życiu i był on spokojny tak więc nie byłem.......

czytaj dalej

Witam serdecznie załogę Nautilus. [...]  jestem waszym stałym czytelnikiem od ponad 1.5 roku (wcześniej też czasami do was zaglądałem) jednak nigdy nie miałem okazji do was napisać. Chciałem opowiedzieć Wam coś co przydarzyło mi się dzisiaj ok. godziny 5.50.

Wiem, że śnił mi się jakiś sen w ogóle nie związany z moim domem ani czymkolwiek aktualnym w moim życiu i był on spokojny tak więc nie byłem pod wpływem żadnych emocji. Wtedy poczułem przez sen, że ktoś jest w moim pokoju i usłyszałem jakby krok na podłodze i jej skrzypnięcie. Nie chciało mi się podnosić bo jeszcze do końca się nie obudziłem ale wiedziałem, że coś się dzieje. Już miałem kontynuować spoczynek nie przebudzając się, ale coś mi nie pozwoliło. Trudno to określić, ale tak jakby podświadomość mi mówiła, że nie mogę spać dalej i muszę się obudzić. Tak też uczyniłem i gdy otworzyłem oczy zrozumiałem, że wcale nie byłem na krawędzi snu, ale obudziłem się z głębokiego snu (co nigdy mi się nie zdarza - tylko jak mnie ktoś obudzi "siłą").

To co teraz opiszę działo się dosłownie w sekundach.
Rozejrzałem się po pokoju wzrokiem bo akurat w dobrym kierunku się obudziłem ale nic nie zobaczyłem. Nawet nie zdążyłem się dobrze rozejrzeć i chciałem się poruszyć. Wtedy "usłyszałem" w głowie przedziwny dźwięk, który mogę chyba jedynie porównać do dźwięku jaki wydaje telewizor gdy skończy się program (taki dziwny pisk). Dźwięk ten nie był jednostajny, jego głośność najpierw się zwiększyła do pewnego poziomu a następnie od razu zmniejszyła i wyciszyła (trwało to ok. 2-3 sekundy). Co dziwniejsze w trakcie jego trwania (czyli jak tylko chciałem się poruszyć) byłem sparaliżowany. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie byłem przerażony jednak zaniepokoiło mnie to i zanim jeszcze ten dźwięk się wyciszył chciałem krzyknąć ale oczywiście nie mogłem. To co wtedy odczułem najbardziej to chyba zmieszanie i bezradność. Postanowiłem krzyknąć jeszcze raz, wtedy akurat dźwięk ustał i mogłem nawet poruszyć szyją co też uczyniłem ale zamiast krzyku wydałem z sienie cichy jęk. Do tego momentu miałem wrażenie, że ktoś cały czas jest w moim pokoju, choć byłem zmieszany i mogło mi się tylko wydawać. Po tym jak się "odezwałem" byłem pewny, że już tu nikogo nie ma mimo wszystko chciałem wstać ale nie mogłem bo znowu usłyszałem ten sam dźwięk jak tylko udało mi się ruszyć szyją i jęknąć. Był identyczny - najpierw wzrósł a później się wyciszył. Gdy tylko dźwięk ustał paraliż zaczął stopniowo lecz szybko mijać. Jak tylko mogłem podniosłem się i rozejrzałem się po pokoju nie wiedząc co się dzieje. Oczywiście nic dziwnego nie zobaczyłem, więc siedziałem chwilę i myślałem nad tym co się stało.

Moje pytanie brzmi: czy znacie podobną historię?
Czy spotkaliście się z czymś takim?

Sam doszedłem do wniosku, że gdyby nie ta druga "fala" dźwięku to nic nadzwyczajnego w zasadzie się nie wydarzyło. Paraliż po przebudzeniu z głębokiego snu mógłby mi się przydarzyć  (choć nigdy tak nie miałem) tak samo jak jakiś pisk w głowie (tego też nigdy nie miałem). Dziwią mnie tylko dwie rzeczy: to że dźwięk i paraliż powróciły oraz to dziwne uczucie, że muszę się obudzić za wszelką cenę (co nie było łatwe), którego nigdy wcześniej nie miałem.

Co o tym wszystkim sądzicie?
Mogło to być coś lub ktoś w moim pokoju kto pnie sparaliżował, czy to po prostu skutek przebudzenia z głębokiego snu?
To że wydarzyło się to na jawie jestem pewien w 100% bo jak pierwszy raz otworzyłem oczy tak już ich nie zamknąłem - co więcej położyłem się z powrotem dopiero gdzieś po godzinie.

Z poważaniem [dane do wiad. FN]


Hmm... pytałem się domowników (oczywiście nie mówiąc o moim przeżyciu) czy ktoś nie zaglądał do mojego pokoju ale nikt nie wchodził. To wyklucza, że słyszałem kroki kogoś z rodziny ani nie obudziła mnie ich obecność. Dziwne by było gdyby faktycznie "coś" było tutaj bo moja mam wyszła do pracy 10 minut przed moim przebudzeniem. Nie mam pojęcia co to mogło być. Okoliczności takie jak fakt, że to nie był już środek nocy i to, że chwilę wcześniej po domu kręciła się moja mama, zmniejszają prawdopodobieństwo, że coś tam było. Ale kto ich tam wie... skoro i tak mnie mogło sparaliżować to kogo miało by się bać. Wersja z skutkami obudzenia z głębokiego snu jakoś mnie nie przekonuje, jednak też nie wiadomo... poczytam trochę o takich rzeczach to może coś znajdę.

Mam jeszcze jedno istotne dla mnie pytanie. Mówicie, że macie podobne historie, ale czy jest w nich "coś jeszcze"? Czy np. osoba, która miała podobne przeżycie (paraliż, dziwny pisk w głowie, itp.) była pewna obecności jakiejś istoty... np. widziała ją? Zastanawia mnie to, bo jeżeli inni przeżyli coś podobnego i wiedzą, że to była, czy też nie była inna istota to oznaczało by, że któraś z wersji jest bardziej prawdopodobna niż mi się wydaje.




zwiń tekst



'Chyba ktoś nie chce, żebym z wami jechał.'
Pon, 27 lis 2017 09:21 komentarze: 1 czytany: 3120x

Od dawna odwiedzam waszą stronę, i bardzo lubię czytać wasze artykuły. Dziś odwiedziłam ją także, i coś mnie tknęło i powróciłam do artykułu: Ludzie bardzo często przewidują własną śmierć. I po przeczytaniu go, wróciłam pamięcią do zdarzeń sprzed kilku lat, kiedy miało miejsce wydarzenie, które wstrząsnęło moim życiem. Wydarzenie to, miało miejsce około 6 lat temu. Miałam wtedy 14 lat. Okres wakacji.......

czytaj dalej

Od dawna odwiedzam waszą stronę, i bardzo lubię czytać wasze artykuły. Dziś odwiedziłam ją także, i coś mnie tknęło i powróciłam do artykułu: Ludzie bardzo często przewidują własną śmierć. I po przeczytaniu go, wróciłam pamięcią do zdarzeń sprzed kilku lat, kiedy miało miejsce wydarzenie, które wstrząsnęło moim życiem. Wydarzenie to, miało miejsce około 6 lat temu. Miałam wtedy 14 lat. Okres wakacji, jak wiadomo wtedy cały czas spędza się czas z przyjaciółmi. Do mojej grupki dołączył chłopak - A. Znałam go, owszem, był tylko rok młodszy, ale nie byliśmy z nim tak zaprzyjaźnieni jak wtedy. Codziennie spędzał z nami czas. Naprawdę się wtedy zżyliśmy. Mieliśmy razem z A. wiele planów na te wakacje.

Pewnego dnia postanowiliśmy wybrać się w 4 osoby, w tym ja i A. na przejażdżkę skuterami. Ja jako dziewczyna i osoba nieposiadająca dwukołowca jechałam z A. Jadąc na spotkanie z resztą znajomych A. najechał na ulicy na zwykłą kratkę kanalizacyjną i ku wielkiemu zdziwieniu odpadł od skutera bardzo mocno przykręcony kufer na bagaż. Słowa które powiedział po tym zdarzeniu do mnie A. naprawdę teraz mnie przerażają. Powiedział do mnie tak: "Chyba ktoś nie chce, żebym z wami jechał."

Oczywiście moja reakcja wtedy to był wybuch śmiechu i na tym się skończyło. Tydzień później było święcenie pojazdów w naszym kościele - św. Krzysztof. A. oczywiście był na święceniu pojazdów. Niestety... ten dzień nie był dla niego szczęśliwym. Wracając wieczorem ze sklepu do domu, skręcając na podwórko zdarzył sie wypadek - wyprzedzający zza autobusu samochód uderza w A. Po tygodniu pobytu w szpitalu A. umiera.
Może inni myślą, że to tylko "zbieg okoliczności", ale to wydarzenie wstrząsnęło mną i do końca życia je zapamiętam. Ta przyjaźń nie minie mimo śmierci.
Pozdrawiam, D.




zwiń tekst



Moje zmagania z duchem, kiedy miałem... 9 lat!
Nie, 26 lis 2017 10:51 komentarze: 2 czytany: 2752x

Mając 9 lat mieszkałem z rodzicami na wiosce,wraz z babcią, dziadkiem oraz dwoma wujkami, dwoma ciotkami, z kuzynem i dwiema kuzynkami, taki dom wielorodzinny. :)No i jak miałem 9 lat po byłem u siebie w pokoju z rodzicami, była godzina chyba 21. Wyszedłem z pokoju na korytarz i chciałem iść do kuzynki na górę więc wchodziłem po schodach i nagle w kuchni, która jest na przeciwko schodów usłyszałem.......

czytaj dalej

Mając 9 lat mieszkałem z rodzicami na wiosce,wraz z babcią, dziadkiem oraz dwoma wujkami, dwoma ciotkami, z kuzynem i dwiema kuzynkami, taki dom wielorodzinny. :)
No i jak miałem 9 lat po byłem u siebie w pokoju z rodzicami, była godzina chyba 21. Wyszedłem z pokoju na korytarz i chciałem iść do kuzynki na górę więc wchodziłem po schodach i nagle w kuchni, która jest na przeciwko schodów usłyszałem jakby ktoś "ostrzył nóż'', podszedłem pod drzwi i lekko je uchyliłem, zobaczyłem, że światło jest zgaszone a ktoś tam ostrzył nóż, nikt z mojej rodziny tam nie był.

Bardzo się wystraszyłem i szybko biegłem po schodach do kuzynki i na pierwszym piętrze jest takie małe okno i jak otwierałem drzwi do pokoju kuzynki coś z całej siły uderzyło w te okno. Wystraszony wbiegłem i powiedziałem kuzynce o wszystkim. Na drugi dzień powiedziałem wszystko tacie, ale on nie uwierzył.

W wieku 10 lat przeprowadziłem się do miasta i mieszkałem z rodzicami oraz bratem w bloku. Mineło parę lat i wracałem do domu ze szkoły i gdy byłem w swoim pokoju ściągłem z siebie kurtkę i położyłem ułożoną na takie pudło. Gdy się odwróciłem i robiłem coś przy biurku i nagle słyszę jak ta kurtka spada i patrze a tu leży na ziemi i rękaw ma tak ułożoną jakby ją ktoś pociągną. Położyłem ją i był spokój, kilka tygodni póżniej gdy spałem w swoim łóżku [mam piętrowe] ja na górze a brat na dole. Wszyscy spali, nawet rodzice w innym pokoju. I jak my tak spali nagle coś mnie zaczeło potrząsać [czułem, że ktoś mnie dotyka]. Wystraszony zapaliłem światło a w pokoju nikogo nie ma oprócz mnie i brata, a on spał. Zgasiłem światło i spałem.


Dodajmy tutaj film z naszego Archiwum Wideo FN.



zwiń tekst



STRONA
1 24 25 26 27 28 29 30 50 67
Strona 27 / 67

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Uwaga czytelnicy serwisu! Zachęcamy do udziału w naszej najnowszej ECHO-SONDZIE. Pytanie dotyczy śmierci osób w zawalonym domu w Szczyrku. Miało ich tego dnia nie być w domu, ale... zadziałała siła przeznaczenia czy był to przypadek? ECHO-SONDA już w serwisie.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Czw, 5 gru 2019 13:01 | Chciałem krótko potwierdzić relacje o dziwnym przelocie grupy obiektów z 3.12.2019 r w godzinach 6.00 widzinych z okolic Gniezna. Obiekty poruszały się z zachodu na wschód, w jednej lini, w miarę równych odległościach, tylko obiekt zamykający kolumnę odstawał od reszty nieznacznie. Wyglądem przypominały satelity ale jednak nieco wyrażniejsze i jakby na niższym puapie. Brak dzwięku i lamp pozycyjnych typowych dla samolotów. Liczba widzianych obiektów około 40, z tym że obserwacja była już w trakcie...

Dziennik Pokładowy

Środa, 2 października 2019 |  Jeden z moich znajomych powiedział, że czytając serwis Fundacji Nautilus wiele lat temu doznał czegoś, co nazwał ‘przebudzeniem’. To był jeden tekst, który zmienił całe jego życie, gdyż przed tym tekstem nie brał pod uwagę, że istnieje reinkarnacja, a po jego lekturze już był pewien, że wędrówka dusz jest prawdą.  Podobnie było z naszą drogą do filozofii Zen.

czytaj dalej

FILM FN

Olbrzymie UFO sfilmowane nad Kalifornią w USA - 10-19-2019

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.