Dziś jest:
Czwartek, 12 grudnia 2019

Te obiekty są częścią naszej rzeczywistości czy to się komuś podoba, czy też nie... UFO jest faktem.
/Juan José Benítez, hiszpański badacz Niezidentyfikowanych Obiektów Latających/

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Czarna otchłań - niewytłumaczalna sytuacja w domu!
Nie, 4 luty 2018 10:46 komentarze: 2 czytany: 3844x

[...] Witam, Chciałbym pozostać anonimowy, mieszkam w płd-wsch Polsce. Sprawa którą pragnę opisać zdarzyła się około 20 lat temu. Mam 32 lata, wtedy byłem młodzikiem - około 12 lat. Pamiętam to do dzisiaj.Byłem w domu razem z kolegą, bez rodziców. Mieszkałem w bloku. Dzień, rodzice nie wrócili jeszcze z pracy. Siedzieliśmy w dużym pokoju, układ pomieszczeń pozwalał widzieć przedpokój prowadzący do.......

czytaj dalej

[...] Witam, Chciałbym pozostać anonimowy, mieszkam w płd-wsch Polsce. Sprawa którą pragnę opisać zdarzyła się około 20 lat temu. Mam 32 lata, wtedy byłem młodzikiem - około 12 lat. Pamiętam to do dzisiaj.
Byłem w domu razem z kolegą, bez rodziców. Mieszkałem w bloku. Dzień, rodzice nie wrócili jeszcze z pracy. Siedzieliśmy w dużym pokoju, układ pomieszczeń pozwalał widzieć przedpokój prowadzący do wyjścia i rozwidlający się do wejścia do kuchni. Kuchnia była również widoczna. Z kolegą siedzieliśmy i rozmawiali, nagle oboje spotrzegliśmy że kuchnia wypełnia się "czernią"

Czarna ściana rosła i rosła pochłaniając kuchnię i zmierzając w stronę korytarza. Przerażeni rzuciliśmy się do ucieczki, mijając tą ścianę poczułem jej silną "czerń" nieprzenikalna, gęsta czerń. Wybiegliśmy na korytarz, serca waliły jak dzwony, zamykałem drzwi kluczem - miałem wrażenie że to nam pomoże... w tym momencie od wenwątrz ktoś głośno trzykrotnie zapukał w drzwi...
Opowiadaliśmy o tym rodzinom, oczywiście nikt nam nie uwierzył, a mnie to męczy do tej pory przez tyle lat.
Co to mogło być, może jakieś sugestie...? Dziękuje i bardzo serdecznie pozdrawiam,

Łukasz




zwiń tekst



Dziwne wydarzenia przed śmiercią babci
Czw, 1 luty 2018 09:55 komentarze: 1 czytany: 3552x

Na początku mojej historii chcę powiedzieć, że dziś wcześnie rano zmarła moja kochana Babcia :(. Piszę, żeby trochę ukoić smutek, a trochę żeby podzielić się z innymi ludźmi tym, co działo się przed jej śmiercią. Jakieś trzy lata temu zaniemogła i od tamtej pory leżała w łóżku, aż do swojej śmierci.Jakiś rok temu przestała kontaktować, co się z nią dzieje i poznawać otoczenie. Przydarzały się jej .......

czytaj dalej

Na początku mojej historii chcę powiedzieć, że dziś wcześnie rano zmarła moja kochana Babcia :(. Piszę, żeby trochę ukoić smutek, a trochę żeby podzielić się z innymi ludźmi tym, co działo się przed jej śmiercią. Jakieś trzy lata temu zaniemogła i od tamtej pory leżała w łóżku, aż do swojej śmierci.

Jakiś rok temu przestała kontaktować, co się z nią dzieje i poznawać otoczenie. Przydarzały się jej przebłyski świadomości, gdy kogoś poznawała, lub zdarzało się że dziękowała za opiekę nad nią. Jakiś miesiąc temu, gdy z moją babcią zaczęło być już gorzej zaczęły mi się dziwne sny, a można powiedzieć nawet nawiedzenia, gdy była nieprzytomna. Doświadczenia te spotkały całą rodzinę - mnie, moją córeczkę i moich rodziców.

Mój tato widywał babcię obok siebie i najzwyczajniej w świecie zaczął się trochę bać, mojej mamie przewrócił się pod nogi i stłukł duży wazon, kompletnie bez żadnej przyczyny. W tym samym czasie, o godzinie 5-tej rano w całym moim mieszkaniu zrobiło się zimno, kot przybiegł do mnie do łóżka wystraszony z kuchni (okropnie waliło mu serce i się przytulał do mnie), a mojej córeczce śniło się, że babcia stoi u nas w kuchni (w tym czasie cały czas leżała nieprzytomna).

Po tych wydarzeniach poszliśmy do księdza, ponieważ jak żyję nawiedzenie przez żywą osobę jeszcze nigdy mi się nie przydarzyło! Ksiądz doradził udzielenie sakramentu namaszczenia chorych przez lokalnego księdza parafialnego. Po namaszczeniu chorych dziwne wydarzenia na jakiś czas ustały, a babci zrobiło się troszeczkę "lepiej" (tzn. nie była nieprzytomna przez cały czas).

Minęły święta Bożego Narodzenia - a i tutaj nie obyło się bez dziwnych wydarzeń. Na Święta byliśmy u dziadków i z półki bez przyczyny spadły wszystkie zdjęcia w ramkach, przy czy stłukło się tylko jedno zdjęcie - moje ślubne. Po Sylwestrze Babcia zachorowała na zapalenie lewego płuca i trafiła do szpitala. Odwiedziłam Babcię w szpitalu dwa razy. Za pierwszym razem cały czas spała i nie była przytomna. Mój kochany dziadziuś, który też był w szpitalu wyszedł do toalety, a ja chciałam umyć ręce w umywalce w pokoju szpitalnym. Nad umywalką było lusterko. Myjąc ręcę przez sekundę zobaczyłam w odbiuciu babcię siedzącą na łóżku. Wystraszyłam się, spojrzałam drugi raz i zobaczyłam, że babcia jednak leży na łóżku.

Trochę mną zatrzęsło wewnętrznie i chciałam jak najszybciej wyjść z tego szpitala, a dokładnie - po prostu uciec z tego szpitalnego pokoju! Dziadek chciał obudzić babcię, ale będąc lekko roztrzęsiona powiedziałam do dziadka, żeby jej nie budził! Póżniej przez trzy dni nie mogłam spać, na przemian płakałam, modliłam się i dręczyły mnie okropne myśli! W środku nocy moja córeczka słyszałą krzyk babci, a ja słyszałam jak w przedpokoju o czwartej rano ktoś klasnął w ręce, przy czym zrobiło się wtedy znowu okropnie zimno w domu!

Odwiedziłam babcię w szpitalu po tych trzech dniach i stał się cud! Dosłownie! Przebudziła się i nawet powiedziała kilka słow! Cieszyła się że przyszłyśmy do niej ja i moja córeczka! NIestety - już nie można było opiekować się babcią w domu i po tygodniu w szpitalu trafiła do hospicjum, skierowana przez lekarza. I znowu wydawało się, że stanie się jakiś cud, bo z babcią było jakby lepiej.

Bylismy u niej w Dni Babci i Dziadka. Jednak widok był straszny, babcię już karmiono tylko przez sondę do żołądka, bo zanikł u niej odruch przełykania. Moja babcia zmarła, a ja czuję się strasznie. Chodzę i płaczę, ciężko było mi dziś skupić się na pracy, niedługo pogrzeb. Chcę tylko powiedzieć, że czasami ludzie odchodzą długo i muszą cierpieć, tak jak cierpiała moja Babcia. W takich chwilach zdaję sobie sprawę, że życie każdego z nas kiedyś się skończy. Na koniec chcę powiedzieć wszystkim, którzy to przeczytali: piszę to nie dlatego, aby otrzymać od czytających wyrazy współczucia. Chcę Wam powiedzieć, że jezeli macie kogokolwiek, kogo kochacie całym sercem to okazujcie mu to tak jak potraficie, a przede wszystkim MÓWCIE TYM OSOBOM, KTÓRE KOCHACIE, ŻE JE KOCHACIE - tak po prostu, po ludzku. Przed śmiercią zdążyłam powiedzieć mojej babci, że ją kocham i dziękuje Bogu za tę łaskę (że udało mi się zdąrzyć). Szanujcie drogie dla Was osoby - żebyście nigdy nie żałowali, że czegoś nie zdążyliście dla nich zrobić lub powiedzieć! To tyle. :(

29 stycznia 2018


/grafika: Archiwum FN/



zwiń tekst



Zegar i znak zbliżającej się śmierci
Śr, 31 sty 2018 10:52 komentarze: 2 czytany: 2334x

[...] Witam, Szanowna redakcjo o dłuższego czasu jestem waszym stałym czytelnikiem. Poniżej opiszę wam dziwną historię związaną ze śmiercią mojej babci. Było to 14 lat, byłem wówczas dwunastolatkiem, pewnego sobotniego poranka moja babcia zakomunikowała, że stanął jej zegar ( zegar ścienny z kukułką i wahadełkiem co jakiś czas naciągany ) i ktoś niebawem umrze. Babcia mieszkała na wsi i bardzo często.......

czytaj dalej

[...] Witam, Szanowna redakcjo o dłuższego czasu jestem waszym stałym czytelnikiem. Poniżej opiszę wam dziwną historię związaną ze śmiercią mojej babci. Było to 14 lat, byłem wówczas dwunastolatkiem, pewnego sobotniego poranka moja babcia zakomunikowała, że stanął jej zegar ( zegar ścienny z kukułką i wahadełkiem co jakiś czas naciągany ) i ktoś niebawem umrze. Babcia mieszkała na wsi i bardzo często przyjeżdżaliśmy do niej z siostrą na weekend.

W niedziele babcia stwierdziła, że musi zebrać siano z pola, teraz wiem, że było to niespotykane u niej ponieważ była bogobojną osobą i nigdy nie pracowała w niedziele. Kiedy pakowaliśmy się do domu poprosiła żebyśmy zostali jeszcze jeden dzień, to też było dziwne bo ja miałem szkołę w poniedziałek i nigdy mnie nie nakłaniała żeby odpuścić sobie dzień w szkole, pamietam, że wtedy nawet bardzo chciałem iść do szkoły ponieważ miałem do odbioru kartę rowerową. Jednak zostałem. W poniedziałek około godziny 10.30 bawiliśmy się siostrą w "chowanego", babcia zaproponowała abym wyszedł przez okno ( około 2 metrów nad ziemią ) i schował się w piwnicy.

Złapała mnie za ręce i powoli spuszczała na dół, w pewnym momencie wypadła przez okno. Kiedy upadliśmy okazało się, że babcia ma kilka kropel krwi pod nosem, była nieprzytomna. Pobiegłem szybko do wujka, który kazał mi biec do szkoły (około kilometr drogi od domu babci) aby zadzwonić po karetkę pogotowia. Lekarz pogotowia stwierdził śmierć na miejscu - był to wylew krwi do mózgu.

Jak stwierdził lekarz, głupi pomysł babci z wychodzeniem przez okno był spowodowany wylewem do mózgu, który miał miejsce na kilka bądź kilkanaście minut przed śmiercią. Pozostają tylko dwa pytania, dlaczego naciągany zegar stanął? Dlaczego babcia zebrała siano w niedziele i prosiła abym został ? (Byłem bardzo zżyty z babcią, czyżby chciała w ostatnich chwilach życia zostać ze mną). Dodam na koniec, że zegar stanął na godzinie 10.25, ale to mógł być tylko przypadek.
--
Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Moi zmarli dziadkowie kontaktują się ze mną - czuję ich obecność
Wt, 30 sty 2018 11:29 komentarze: brak czytany: 2609x

[...] Witam, jako ze jestescie w tych sprawach doswiadczeni chcialabym Wam opisac moją historię i zapytac co o tym sądzicie. Gdy moj sym mial ok. 1,5 roku zmarla moja ukochana babcia i najblizsza mi osoba. Po tym jak sie dowiedzialam o jej smierci czulam jej zapach .Kilka tygodni wczesniej mialam wizje na jawie ktore w większości sie sprawdzily w krotkim czasie. Po ok 1,5 roku od śmierci babci zmarl.......

czytaj dalej

[...] Witam, jako ze jestescie w tych sprawach doswiadczeni chcialabym Wam opisac moją historię i zapytac co o tym sądzicie.
Gdy moj sym mial ok. 1,5 roku zmarla moja ukochana babcia i najblizsza mi osoba. Po tym jak sie dowiedzialam o jej smierci czulam jej zapach .

Kilka tygodni wczesniej mialam wizje na jawie ktore w większości sie sprawdzily w krotkim czasie. Po ok 1,5 roku od śmierci babci zmarl moj dziadek i nic sie nie działo do czasu... Moj synek mial ok. 3 lat . Rzadko jezdzilismy do dziadkow ale byl mimo to bardzo zzyty zwlaszcza z dziadziem. Kilka miesiecy po jego śmierci syn zaczal miewac sny z dziadkami. W tych snach opowiadali mu o roznych rzeczach z ich zycia o ktorych mlody nie mogl wiedzieć. Te sny byly bardzo czeste i bardzo przyjemne do tego stopnia , ze dziecko budzilo sie z placzem kiedy tego snu nie mial.


Syn ostatnio mi sie przyznal ze przychodzili do nas w nocy kiedy sie budził stali nad łóżkiem i nie kazali mnie budzić. Mowili mu ze, ja jestem ukochaną ich wnuczka. Glaskali go i calowali. Teraz tych snow ani odwiedzin nie ma (syn ma 5.5 roku)

Jako ze bylam w fatalnej sytuacji finansowej i ze dziadkowie byli mi bardzo bliscy czesto mowilam do nich jak syn juz spał aby mi pomogli, ze tęsknie, ze ich kocham ( to nie byla rozpacz ani zal tylko rozmowa z tym ze wiedzialam, ze mi nie odpowiedzą) W snach syna byly odpowiedzi na to co ja mowilam do nich. ( przykladowa odpowiedz: ,, my tez was kochamy,,)
Pewnego wieczora prosilam dziadka zeby dal jakis znak jesli wszystkie moje sprawy sie wyprostuja. Tej nocy obudzila mne ruszajaca sie butelka (ok 3 godz.) Nic nie moglo jej poruszyć zwierzat nie mam a przeciagu tez nie bylo. Czy to znak? Wg. Mnie tak.


Inna sytuacja to poniedzialek bardzo wczesnie. Zwykle mam bardzo lekki sen a budzik slysze od momentu wlaczenia sie jednak tego ranka nie slyszalam buzika i nie moglam sie rozbudzić. Obudzilo mnie dopiero szarpniecie kogoś za moje ramie taki silny męski uścisk. Tylko ze ja mieszkam sama z synkiem a maly wtedy spał. ..wiec kto to był? To nie byl sen bo ten uścisk byl realny i go pamiętam do dzis...

Kolejna sytuacja. Kolejne klopoty. Siedzialam na placu zabaw z synem i prosilam w myslach dziadka o pomoc i po chwili poczulam silny dym papierosowy a nikt obok nie palil ( dziadek byl nalogowym palaczem) oczywiscie sprawa potem sie wyjasnila pozytywnie dla mnie.
Czesto czulam ze dziadkowie sie mna opiekuja. Ciewkawa jestem co o tym sadzicie? Dlaczego od kilku miesiecy sie nie pojawiają? Pozdrawiam i prosze o odpowiedz.


OD FN

Dziękujemy za opis historii. To oczywiste, że duchy zmarłych z bliskiej rodziny interesują się losem "żyjących" i stale je monitorują. Mamy na to praktycznie nieskończoną liczbę dowodów. Radzimy jednak nie wymagać od nich 24h "stróżowania", gdyż po tamtej stronie naprawdę jest co robić. Brak znaków, że są ciągle obecni jest akurat bardzo dobry, gdyż w innym wypadku mielibyśmy do czynienia z tzw. rodzinnym nawiedzeniem, a to - proszę nam wierzyć - nie jest dobre!



zwiń tekst



MISSING TIME W ŚREDNIOWIECZNYM ZAMKU– zagadka prawie rozwiązana
Pt, 26 sty 2018 08:01 komentarze: 10 czytany: 4355x

W 1989 r. w lipcu/sierpniu będąc na kolonii letniej w Górach Szumawskich w byłej Czechosłowacji doświadczyłem, co ważne, wspólnie z 4 lata młodszym bratem (ja miałem wówczas 14 lat), luki czasowej w świadomości. Straciliśmy ok. 30 minut ziemskiej egzystencji. Miało to miejsce na średniowiecznym zamku Hluboka nad Wełtawą. Była godzina 13.45 kiedy wchodziłem razem z bratem do muzeum na terenie zamku.......

czytaj dalej

W 1989 r. w lipcu/sierpniu będąc na kolonii letniej w Górach Szumawskich w byłej Czechosłowacji doświadczyłem, co ważne, wspólnie z 4 lata młodszym bratem (ja miałem wówczas 14 lat), luki czasowej w świadomości. Straciliśmy ok. 30 minut ziemskiej egzystencji. Miało to miejsce na średniowiecznym zamku Hluboka nad Wełtawą. Była godzina 13.45 kiedy wchodziłem razem z bratem do muzeum na terenie zamku.

Czas zapamiętałem bardzo dokładnie gdyż o godzinie 14.00 nasz kolonijny autobus miał opuścić teren zamczyska. Stwierdziłem, że mając 15 minut zdążymy zobaczyć jeden interesujący nas eksponat (spreparowanego wielkiego szczupaka – byliśmy wtedy bardzo zaangażowanymi wędkarzami?), który był umieszczony w gablocie na I piętrze zamku. Czas potrzebny na dotarcie do gabloty oceniam w tej chwili na jakąś minutę. Dotarliśmy do gabloty, obejrzeliśmy wielką rybę, co trwało maksymalnie 5 minut i zeszliśmy do wyjścia z zamku. Jakież wielkie było nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy, że nasz autobus jest już całkowicie „zapakowany” uczestnikami kolonii, a nasi wychowawcy stojący przed wejściem do autobusu bardzo nerwowo zerkają na zegarki i widać z daleka, że nie są zadowoleni.

Kiedy popatrzyłem na zegarek strach prawie ściął mnie z nóg! Była 14:20. Zatkało mnie, stałem się malutki. Świat jakby się zawalił, czas zatrzymał. Mój brat jakoś za bardzo do siebie tego nie wziął, był młodszy, rozumiał jeszcze mniej niż ja. Potraktował to jako zwykłą rzecz, choć do dziś dnia wspomina tamtą chwilę.
Nie rozumiałem dlaczego wychowawcy tak strasznie na nas krzyczą, dlaczego są tak niezadowoleni. Przecież to nie nasza wina, przecież minęło ledwie ok. 10 minut. To niemożliwe. Całkowicie odebrało mi głos. Nie protestowałem, nie tłumaczyłem się. Wsiedliśmy do autobusu i odjechaliśmy.
***
Od tamtej pory zmieniłem się. Nie byłem już takim wesołym i odważnym dzieckiem jak do czasu tego wydarzenia. Pojawiły się rozmaite lęki, szczególnie lęk przed śmiercią i lataniem, lęk przed ludźmi, brak wiary we własne możliwości. Sny za to stały się bardzo kolorowe, pełne wielkich szybkości, dziwnych - jakby nieziemskich przestrzeni, fantazyjnych pejzaży i krajobrazów, latania o własnych siłach (np. na poduszce). Lubiłem swoje sny. Po każdej nocy czułem się jakbym wracał z jakiejś cudownej podróży. Pojawiło się także uczucie niepełności samego siebie, jakiegoś dziwnego braku czegoś, do czego muszę zacząć dążyć. Zaraz po tym wydarzeniu pojawiły się niemożliwe do wyjaśnienia przez lekarzy zaburzenia rytmu serca, a z czasem po 9 latach również bóle w lewym podżebrzu, które pomimo dokładnej diagnostyki nie znalazły wytłumaczenia i trwają do dziś.
 
Trzeba jednak było żyć dalej. Ukończyłem szkołę średnią, podjąłem pracę, skończyłem studia. Ożeniłem się.

Przez ten czas w sferze duchowej działo się wiele. Interesowałem się ezoteryką, badałem religie, szukałem drogi, eksperymentowałem z umysłem. Dawne zdarzenie nigdy nie uleciało z mojej pamięci. Dużo marzyłem, ale nie o samochodach, pieniądzach itp. marzyłem o nieznanym, o czymś nieidentyfikowalnym, głębszym i radosnym, właściwie sam nie wiedziałem, o czym. Ciągle śniłem nadzwyczajne wizje. Uczucie niespełnienia i znalezienia celu stawało się coraz mocniejsze. Jakiś rok temu moją uwagę pochłonęła filozofia buddyjska.

Buddystą jednak na razie się nie stałem. Ale przez kontakt z jednym buddystą trafiłem do hipnotyzera. W czerwcu tego roku poddałem się hipnozie regresyjnej, a dokładniej hipnozie reinkarnacyjnej. Pierwsza sesja nie trwała długo, ale pokazała mi moje poprzednie wcielenie, w sumie nie wynikło z niej nic ciekawego poza tym, że umocniła mnie w moim przekonaniu na temat wędrówki dusz (umysłu).

Druga sesja okazała się bardziej owocna. W tej sesji udało mi się dotrzeć do drugiego wcielenia oraz do wcielenia, kiedy nie byłem jeszcze istotą ludzką. To było niesamowite i zaskakujące nawet dla osoby przeprowadzającej seans. Właśnie w trakcie tej sesji zostałem zapytany o zdarzenie z roku 1989. Okazało się, że to zdarzenie było nieudaną próbą przypomnienia mi celu mojego życia przez obcą, ale przyjazną nam cywilizację.


Cel mój jednak już niedługo zostanie mi wyjawiony, gdyż nie pozostało już wiele czasu do mających się wydarzyć przemian. Przemiany na Ziemi dokonają się jeszcze w czasie mojego obecnego życia, będzie to zima, ale nie będzie to w tym roku. Już niedługo wszystkie ziemskie istoty doświadczą spotkania z nimi (obcą cywilizacją). A oni przybywają tutaj w celu obserwacji i nadzorowania przemian. Tyle udało się ze mnie wyciągnąć. Próba zdobycia większej ilości informacji okazywała się dla mnie bardzo bolesna i hipnotyzer postanowił nie naciskać dalej. Pod koniec sesji także hipnotyzer otrzymał przekaz dotyczący swojej własnej osoby – to było również bardzo interesujące.

Od czasu ostatniej sesji mija właśnie 4 miesiące. Hipnotyzer bardzo chce, abym poddał się kolejnej regresji, ale ja mam jakąś dziwną wewnętrzną blokadę.

Obie sesje mam nagrane, więc istnieje możliwość bardziej dokładnego odtworzenia zawartych w nich informacji.

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Spotkania ze zmarłą mamą - moje niezwykłe sny
Wt, 23 sty 2018 23:32 komentarze: 2 czytany: 3152x

[...] Witam wszystkich serdecznie. Czytając artykuły poświęcone spotkaniom ze zmarłymi członkami rodziny postanowiłam opisać swój przypadek. Otóż 8 lat temu u mojej mamy zdiagnozowano raka płuc. Na jakiekolwiek leczenie było już zdecydowanie za późno, zatem ostatnie chwile swojego życia spędziła w domu, mając widok na swoje ukochane kwitnące w ogrodzie bzy. Mama wielokrotnie mówiła, że w nocy śnili.......

czytaj dalej

[...] Witam wszystkich serdecznie. Czytając artykuły poświęcone spotkaniom ze zmarłymi członkami rodziny postanowiłam opisać swój przypadek. Otóż 8 lat temu u mojej mamy zdiagnozowano raka płuc. Na jakiekolwiek leczenie było już zdecydowanie za późno, zatem ostatnie chwile swojego życia spędziła w domu, mając widok na swoje ukochane kwitnące w ogrodzie bzy.
Mama wielokrotnie mówiła, że w nocy śnili jej się dawno zmarli członkowie rodziny, a to jej mama, a to tata i brat.
Ja również miałam sny, w tym jeden bezpośrednio informujący o śmierci mojej mamy.

Otóż w tym śnie szłam z mamą pod rękę. Spacerowałyśmy piękną aleją wysadzaną dorodnymi kasztanowcami, z pobliskiego kościoła słyszałyśmy pieśń Ave Maria, która to jednoznacznie kojarzy mi się z pogrzebami. Ten sen miałam z czwartku na piątek. W piątek pod wieczór moja mama zmarła.

Przez dwa tygodnie po pogrzebie nie śniło mi się nic związanego z mamą.


Aż pewnej nocy miałam sen; dzwoniła komórka mojej mamy. Odebrałam i usłyszałam jej głos mówiący, że u niej jest wszystko ok, że mam się nie martwić, że liczba 16 jest i będzie dla mnie bardzo ważna, i że koniecznie powinnam zagrać w toto lotka. Na tym sen się zakończył.

Po jakimś tygodniu miałam kolejny sen z udziałem mamy. W tym śnie stałyśmy przy kasie biletowej, gdzie kupowałam bilety na autobus odjeżdżający spod cmentarza. Wsiadłyśmy razem do tego autobusu i rozpoczęła się podróż. Na każdym kolejnym przystanku ktoś wysiadał. W końcu kierowca wstał i zapytał "kto jest jeszcze nieumarły" rękę podniosłam tylko ja.

Wtedy kierowca kazał mi wysiąść mówiąc, że to jeszcze nie mój czas, i że mam wiele do zrobienia na ziemi. Wysiadając z autobusu rzuciłam kierowcy sakiewkę pełną pieniędzy mówiąc, że to na podróż dla mamy. Nie wiem jakim cudem, ale nagle autobus zmienił się w statek, który odpłynął w kierunku zachodzącego słońca. Ja natomiast zobaczyłam pięknego walenia, który wynurzając się z wody wydał z siebie dźwięk podobny do słowa "Thor"
Przez trzy lata mama przychodziła do mnie w snach; ostrzegała, pocieszała, i na plotki.

Ostatnim snem z udziałem mamy był ten równo trzy lata po jej śmierci. Śniło mi się, że stoję w korytarzu, po mojej prawej stronie znajdowała się grupka ludzi, a po lewej wahadłowe drzwi. W pewnym momencie od grupki ludzi oddzieliła się moja mama i podeszła do mnie, wzięła mnie za rękę i razem doszłyśmy do wahadłowych drzwi. Mama dała mi ostatniego pożegnalnego buziaka i przeszła przez te drzwi, a ja usłyszałam głośny płacz noworodka...
Od tego momentu nie miałam ani jednego snu z udziałem mamy, a owy noworodek będzie miał teraz około pięciu lat...
Być może kiedyś w tym życiu się spotkamy. Kto wie?


Pozdrawiam całą załogę Nautilusa i proszę, aby w razie publikacji moje dane zachować dla siebie.

[dane do wiad. FN] ze Szczecina, wierna załogantka




zwiń tekst



We śnie można otrzymać informację o zbliżającej się śmierci bliskiej osoby
Nie, 21 sty 2018 14:19 komentarze: 3 czytany: 2687x

[...] Dzień dobry Kapitanie i Załogo ! Niedawno opisywałam swoje spotkanie z Panią Śmiercią, która to "strąciła pana X z jego ścieżki życia". Dzisiaj chciałabym opisać dwa przypadki kiedy miałam dokładne określenie czasu mającej nadejść śmierci osób bliskich.Pierwszy przypadek : mój ukochany wujek, mieszkający kilkaset kilometrów ode mnie zachorował terminalnie. Z grubsza wiedziałam, że ma przed sobą.......

czytaj dalej

[...] Dzień dobry Kapitanie i Załogo ! Niedawno opisywałam swoje spotkanie z Panią Śmiercią, która to "strąciła pana X z jego ścieżki życia". Dzisiaj chciałabym opisać dwa przypadki kiedy miałam dokładne określenie czasu mającej nadejść śmierci osób bliskich.

Pierwszy przypadek : mój ukochany wujek, mieszkający kilkaset kilometrów ode mnie zachorował terminalnie. Z grubsza wiedziałam, że ma przed sobą kilka miesięcy życia, ale potrzebowałam znać dokładniejszy termin, aby przygotować się organizacyjnie, tzn. przemyśleć i przygotować ubiór, opracować plan opieki nad dziećmi, które w tamtym czasie chodziły do szkoły podstawowej, stworzyć rezerwę finansową na wyjazd, no, słowem chodziło mi o plan praktycznego postępowania w konkretnej okoliczności.

Poprosiłam przed snem o informację dotyczącą terminu odejścia wujka. I miałam sen- wujek wyjeżdżał, a ja go odprowadzałam na dworzec PKP. Hala dworca była piękna, wyłożona marmurami, były złote balustrady i barierki, a wszystko to lśniło i błyszczało złotym rozproszonym światłem. Na dworcu był duży ruch, ale ja nikogo nie widziałam, a o ruchu świadczyły tylko stale otwierane i zamykane ogromne dwuskrzydłowe wahadłowe szklane drzwi jedne prowadzące na peron, drugie wyjściowe na zewnątrz. Tymi drzwiami wchodzili przyjezdni i wychodzili odjeżdżający.

Wujek był głodny więc rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu restauracji dworcowej, wtedy wyrosła przed nami sala takiej restauracji za ścianą ze szkła, zaprowadziłam tam wujka, usiedliśmy jako jedyni klienci przy stole nakrytym śnieżnobiałym obrusem, pojawił się kelner w śnieżnobiałym ubraniu i zamówiłam wujkowi parówkę z musztardą i herbatę ( tutaj muszę wyjaśnić, że potrzeba jedzenia, świadczy o głodzie energetycznym istoty). Wujek zjadł z wielkim apetytem i już był czas wyjścia na peron. Poszłam z nim za te wahadłowe drzwi i zobaczyłam w półmroku stojących kilku podróżnych. Uwagę moją zwróciła para starszych ludzi, ona była wystraszona, a on się nią bardzo troskliwie opiekował, pochylał się nad nią, otaczał ramieniem, wspierał serdecznie.

Nagle z czerni z wielkim łoskotem nadjechał pociąg, wujek i inni wsiedli szybko, chciałam jeszcze zrobić pa pa, ale okna pociągu były czarne i już niczego nie zobaczyłam, a jeszcze na peron wbiegł spóźniony podróżny i szybko wskoczył do wagonu i pociąg nagle z wielkim łoskotem odjechał w czerń. Na peronie zostałam sama smutna, odwróciłam się i powoli poszłam do wyjścia. Kiedy ze spuszczoną głową przechodziłam przez halę ze zdziwieniem zauważyłam, że posadzka zaśmiecona jest liśćmi kapusty, zadałam sobie pytanie dlaczego, o co chodzi i usłyszałam odpowiedź " to czas kiszenia kapusty".
A jak to się zrealizowało? Umówiłam się ze znajomym sprzedawcą z bazarku, że w poniedziałek przywiezie mi worek świeżo szatkowanej kapusty, ale że ten termin potwierdzę jeszcze telefonicznie w niedzielę wieczorem. No i zadzwoniłam, ale aby odwołać zamówienie, bo godzinę wcześniej dostałam informację o śmierci wujka.

Drugi przypadek :podobnie jak poprzednio, choroba terminalna w rodzinie i moja potrzeba zaplanowania spraw organizacyjnych z tym związanych. Tu również poprosiłam przed snem o sprecyzowanie czasu i oto jaką dostałam odpowiedź " za dwa tygodnie zaczyna się sezon truskawek". Po obudzeniu się jako dzień rozpoczęcia "sezonu truskawkowego" określiłam na 1 czerwca, a więc minus 14 dni... i tak też było co do dnia.
Serdecznie pozdrawiam
Basia

 



zwiń tekst



Babcia pamięta, jak na polach UFO lądowało... kilkakrotnie!
Nie, 14 sty 2018 23:54 komentarze: brak czytany: 4264x

[...] Historia pojawienia się UFO ma już wiele lat. Moja babcia będąc jeszcze panną pamięta jak u Nas za domem w polach lądowało UFO kilkakrotnie. Była tego świadkiem również moja dalsza rodzina z okolic Strzeżowa którzy przyjeżdżali do nas do miejscowości Swojczany by zobaczyć to zjawisko. Oni sami nawet u siebie wielokrotnie widywali UFO w swojej miejscowości. Temat ten później został zapomniany.......

czytaj dalej

[...] Historia pojawienia się UFO ma już wiele lat. Moja babcia będąc jeszcze panną pamięta jak u Nas za domem w polach lądowało UFO kilkakrotnie. Była tego świadkiem również moja dalsza rodzina z okolic Strzeżowa którzy przyjeżdżali do nas do miejscowości Swojczany by zobaczyć to zjawisko. Oni sami nawet u siebie wielokrotnie widywali UFO w swojej miejscowości.

Temat ten później został zapomniany, bo jak wszyscy wiemy ludzie ludziom nie wierzą w takie zjawiska niewyjaśnione.

Sprawa ta miała miejsce jeszcze później w roku 2004 gdzie w okolicach Szreniawy a Gajówki (powiat miechowski) był utworzony krąg zbożowy o dużej rozpiętości wraz z różnymi wzorami. By zobaczyć ten krąg moja dalsza rodzina pojechała go zobaczyć. Ja wtedy będąc jeszcze mała nie zastanawiałam się wtedy nad tego typu zjwiskami. Nie widziałam kręgu, ale opowiadania mojej bliskiej cioci która kilka dni temu wspominała tą historię opowiada że był to krąg tak sprasowany jakby ktoś po zbożu żelazkiem przejechał. Czuła w nim również dziwną i tajemniczą energię. Ja od dawna interesuję się takimi rzeczami więc przeszły mi ciarki słysząc tą ciekawą i interesującą historię.




Wszystko być może nie byłoby dziwne gdyby nie dalej jak około 11 grudnia 2017 roku ktoś z okolic widział duży spodek przelatujący nad miejscowością Tczyca. Wtedy jeszcze bardziej zapragnęłam się czegoś więcej dowiedzieć. Póki co bez szczegółów. Mimo to założyłam grupę na facebooku, by ktoś jeśli ma jakieś dowody, lub chce opowiedzieć historię na ten temat może się zgłosić tutaj:

https://www.facebook.com/groups/206178283284556/

Tam zamieściłam też kilka ciekawych zdarzeń z mojej okolicy. Zapewne jest ich więcej, tylko ludzie nie chcą o tym rozmawiać by ktoś nie uznał ich za wariatów. Ja mimo to wierzę w UFO bo niemożliwym jest faktem gdybyśmy w tak nieskończonym Wszechświecie istnieli tylko My!

Pozdrawiam całą redakcję Nautilusa.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Pożegnanie o 12:09
Sob, 13 sty 2018 13:30 komentarze: brak czytany: 2884x

Witaj droga redakcjo,Dzisiaj czytając artykuł "Moje przeczucia śmierci innych osób" w końcu zebrałem się w sobie aby opisać sytuację z mojego życia. W 2007 roku urodził mi się pierwszy syn. W tym czasie moja teściowa była już bardzo chora, rak płuc. Często rozmawialiśmy o tym, jak bardzo chce doczekać narodzin pierwszego wnuka. Syn urodził się 09.08.2007. W kolejny weekend wybraliśmy się z żoną i .......

czytaj dalej

Witaj droga redakcjo,
Dzisiaj czytając artykuł "Moje przeczucia śmierci innych osób" w końcu zebrałem się w sobie aby opisać sytuację z mojego życia. W 2007 roku urodził mi się pierwszy syn. W tym czasie moja teściowa była już bardzo chora, rak płuc.

Często rozmawialiśmy o tym, jak bardzo chce doczekać narodzin pierwszego wnuka. Syn urodził się 09.08.2007. W kolejny weekend wybraliśmy się z żoną i synem do Wejherowa do teściów. Jeszcze w piątek wieczorem udało nam się, jak się później okazało, zrobić jedyne zdjęcie mamy z wnukiem. W  sobotę stan się pogorszył i teściowa trafiła do szpitala. Wiedzieliśmy że już nie wróci do domu.

W niedzielne przedpołudnie siedzieliśmy w salonie z teściem, szwagierką i żoną, prowadząc cichą rozmowę (w drugim pokoju spał syn). Nagle moja żona się wzdrygneła - powiedziała później że doznała nagłego uczucia zimna. Zapytała która godzina. Pamiętamy to oboje doskonale była 12:09.



Około godziny 13:30 zadzwonił telefon ze szpitala. Teściowa zmarła 19.08.2007 o 12:09.
Jako wasz stały czytelnik, nie wierzę że to przypadek. Myślę że mama przyszła się pożegnać.
Dla nas najważniejsze że wytrzymała i spotkała się (mimo że raz) z wnukiem.
Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Skoro życzysz śmierci... Umieraj! Sama Umieraj!
Pt, 12 sty 2018 18:20 komentarze: 4 czytany: 3412x

W czasie gdy miało miejsce opisywane przeze mnie zdarzenie, byłam nastolatką obarczoną lękiem o zdrowie mamy i dalsze losy moje i mojego młodszego rodzeństwa. Żyliśmy w ciągłym oczekiwaniu i niepewności na to co ma się wydarzyć. Mieliśmy nadzieję, budowaliśmy ją ale była bardzo krucha i potrafiła szybko rozsypać się przy każdym, najmniejszym nawet niepokojącym objawie. Ten ponad dwuletni okres nacechowany.......

czytaj dalej

W czasie gdy miało miejsce opisywane przeze mnie zdarzenie, byłam nastolatką obarczoną lękiem o zdrowie mamy i dalsze losy moje i mojego młodszego rodzeństwa. Żyliśmy w ciągłym oczekiwaniu i niepewności na to co ma się wydarzyć. Mieliśmy nadzieję, budowaliśmy ją ale była bardzo krucha i potrafiła szybko rozsypać się przy każdym, najmniejszym nawet niepokojącym objawie. Ten ponad dwuletni okres nacechowany był nieustającą obawą i totalnym brakiem poczucia jakiejkolwiek stabilności czy bezpieczeństwa.

Właśnie wtedy, któregoś dnia, gdy mama była w domu i czekała na kolejny zabieg, przyjechała do nas w odwiedziny jej koleżanka ze swoją babką. Szczególne emocje i poruszenie swoim przybyciem wzbudziła uśmiechnięta, sprawiająca wrażenie sympatycznej staruszka. Nie mieliśmy jej okazji wcześniej poznać osobiście, ale słyszeliśmy o niej przeróżne opowieści, które układały się w nieco tajemniczy, ekscytujący, a na pewno budzący zainteresowanie większości domowników obraz. U mnie dodatkowo po przywitaniu się z nią pojawił się na tyle silnie odczuwalny niepokój, że postanowiłam jej wówczas unikać.

Owa pani bardzo wiele w życiu przeszła, między innymi przebywała podczas wojny w obozie koncentracyjnym. Właśnie tam nauczyła się stawiać karty i twierdziła stanowczo, że tylko dzięki temu, iż była w tym naprawdę dobra, udało jej się to piekło przetrwać. Potrafiła chociażby wytypować bezbłędnie komu uda się przeżyć. Ci nieliczni, którym wróżyła, bo robiła to rzadko, żywili przekonanie o jej niezwykłych w tej materii uzdolnieniach i nie mieli co do tego wątpliwości.




W okresie w którym nas odwiedziła od dawna już nie wróżyła. Była za to duszą towarzystwa, potrafiła snuć barwne opowieści. Tego dnia jednak nieoczekiwanie bardzo chciała postawić karty- upatrzyła sobie mnie i moją mamę. Nie chciałam. Prosiłam mamę, żeby też tego nie robiła, ale jakaś ciekawość w niej zwyciężyła i mimo moich sprzeciwów zgodziła się.
Po około godzinnej sesji, przyszła mi oznajmić, że szybko umrze, a my zostaniemy sierotami. Ale – o ironio – żebym się nie martwiła bo będziemy żyć dalej i jakoś sobie poradzimy. „Mój Boże” – myślałam – „będziemy żyć dalej...

W tym momencie uderzył mnie tak duży wyrzut adrenaliny i poniosła mnie taka fala wzburzenia, że nie mogąc znaleźć miejsca w domu wybiegłam na zewnątrz. Zawsze musiałam być twarda i stanowić oparcie dla innych, a w tym momencie wszystko we mnie pękło. Chodziłam w tę i z powrotem nie mogąc opanować gniewu. Letni, spokojny, cichy, bezwietrzny wieczór wokół stanowił znaczny kontrast do tego, co szalało we mnie. Ani księżyc w pełni na bezchmurnym niebie, ani widok zatoki, ani las nie był w stanie mnie ukoić. Słyszałam, swoje własne powtarzane na głos słowa: „Jak można?... Jak można życzyć młodej kobiecie, matce dzieci, śmierci?” – tę wróżbę w ten sposób odczytywałam. Chodziłam jak oszalała płacząc, aż w pewnym momencie doznałam pewnego rodzaju olśnienia, zatrzymałam się i usłyszałam swój głos tym razem głośniejszy i bardziej dobitny. „Skoro życzysz śmierci... Umieraj! Sama Umieraj!” – powtórzyłam. W tej samej chwili całe napięcie zeszło ze mnie. Byłam wszystkim wyczerpana, ale już bardzo spokojna. Wróciłam do domu.

Nie opiszę szoku i bólu jakiego doznałam niespełna tydzień później, gdy dowiedziałam się, że ta kobieta zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Pomimo że to nie ja kierowałam pod wpływem alkoholu tym samochodem, którym jechała. Nie ja, jechałam z niedozwoloną prędkością po wyboistej, wąskiej, słabo oświetlonej drodze, wioząc kilku pasażerów na śmierć. Wiem, że to nie ja. A mimo to... Mimo to, od tego czasu ważę słowa. Zwłaszcza gdy niosą je żywe i szczere emocje. Staram się w gniewie nie posuwać się w wypowiadaniu życzeń za daleko.

Dodam, że od tego czasu minęło już dwadzieścia lat, a moja mama żyje i póki co cieszy się całkiem dobrym zdrowiem.

[dane do wiadomości FN]




zwiń tekst



Moje przeczucia śmierci innych osób
Pon, 8 sty 2018 04:28 komentarze: brak czytany: 3239x

Witam Fundacjo, Jestem waszym czytelnikiem od ładnych kilku lat i chciałem się podzielić z wami pewnym dziwnym zjawiskiem w moim życiu. Zabrzmi to irracjonalnie, ale czasami czuje że się coś wydarzy i ma to związek często ze śmiercią, ale jest to bardzo... płynne często to rozumiem dopiero po wydarzeniu, ale jestem przekonany, że faktycznie jest to realne, a mianowicie:Będąc nastolatkiem kładąc się.......

czytaj dalej

Witam Fundacjo, Jestem waszym czytelnikiem od ładnych kilku lat i chciałem się podzielić z wami pewnym dziwnym zjawiskiem w moim życiu. Zabrzmi to irracjonalnie, ale czasami czuje że się coś wydarzy i ma to związek często ze śmiercią, ale jest to bardzo... płynne często to rozumiem dopiero po wydarzeniu, ale jestem przekonany, że faktycznie jest to realne, a mianowicie:

Będąc nastolatkiem kładąc się spać 10 września 2001 rozmawiałem z bratem o "komandosach" (operatorach jednostek spec. owczesna pasja) i pamiętam jak mówiłem mu, że jeszcze chyba nikt nie wpadł na pomysł, żeby porwać samolot i zderzyć go z jakimś wieżowcem. Nie wiem skąd u mnie taka myśl ale czuję że jakby nie sam z siebie to wymyśliłem tylko to do mnie przyszło.

Było to jedno z najwcześniejszych przeczuwań które w życiu zdarzyły mi się kilkakrotnie. Kolejnym była śmierć mojego kolegi z czasów szkolnych, która myśl o jego śmierci też wpadła mi przy jakiejś codziennej czynności.

Dlaczego do was z tym piszę ? a no dlatego że ostatnio takim wg. mnie 100% pewnym sygnalem będzie zdarzenie opisane tu: http://sadeczanin.info/wiadomosci/ratowal-kobiete-ktora-skoczyla-z-mostu-bohaterem-jest-piotr-falowski-z-malej-wsi


Idąc dokładnie 15.12.2017 po tej stronie mostu Heleńskiego w Nowym Sączu patrzyłem na wartką wodę Dunajca i "dostałem" mocnego odczucia strachu jakby nawet paraliżu i przyszła do mnie myśl "gdybym wskoczył to już mnie nie będzie". Nie umiem wyjaśnić skąd to się wzięło (w tamtym czasie) bo przekraczam przez ten most blisko 30 lat, autem, na nogach lub rowerem i lubię patrzyć na spokojną wodę, bo mnie to uspokaja. Dlatego uważam, że późniejsze wydarzenia tj tragedia tej Pani która zakończyła życie skacząc z mostu, nie jest przypadkiem - nie wierze w nie.

Przepraszam za tak długi mail - czy jest możliwe jakieś spójne wyjaśnienie takiej sytuacji ? Dodam że brałem czasami udział w waszych projektach np wizualizacji i nie wiem czy mam jakieś zdolności nazwijmy je "nadprzyrodzone". Ale czasami mam wrażenie, że dostaje sygnały od kogoś/czegoś że się coś stanie, ale są one nie jasne i wymagają mojej sporej uwagi i koncentracji. Jeżeli jest taka możliwość to chciałbym pracować nad tym żeby nauczyć się je wyłapywać wśród zdarzeń codziennej egzystencji.

Pozdrawiam Szanowną redakcję - jeżeli macie ochotę możecie używać ten tekst dowolnie, wyłączając jakiekolwiek informacje o mnie.

[dane do wiad. FN]



zwiń tekst



FENOMEN PAMIĘCI "NIEZNANEGO JĘZYKA"
Pon, 1 sty 2018 22:16 komentarze: 6 czytany: 5034x

O tej historii opowiedział nam znany polski profesor zajmujący się kardiologią (absolutna pierwsza liga). Był rok 1983, kiedy do jego szpitala trafił wyjątkowy pacjent. Pan Piotr przeżył nagle zatrzymanie akcji serca spowodowane porażeniem prądem elektrycznym. Był to klasyczny "wstrząs" po dotknięciu kabli z gniazdka 220V, ale akurat u tego człowieka spowodowało to nagłe zatrzymanie pracy serca.......

czytaj dalej

O tej historii opowiedział nam znany polski profesor zajmujący się kardiologią (absolutna pierwsza liga). Był rok 1983, kiedy do jego szpitala trafił wyjątkowy pacjent.

 Pan Piotr przeżył nagle zatrzymanie akcji serca spowodowane porażeniem prądem elektrycznym. Był to klasyczny "wstrząs" po dotknięciu kabli z gniazdka 220V, ale akurat u tego człowieka spowodowało to nagłe zatrzymanie pracy serca połączone z częściowym zawałem. Dzięki błyskawicznej akcji rodziny (jego córka akurat obecna w domu mężczyzny była pielęgniarką) udało się go uratować. Dlaczego ten przypadek był tak wyjątkowy? Otóż po odzyskaniu świadomości ten mężczyzna mówił w zupełnie niezrozumiałym dla wszystkich języku. Początkowo persolnel szpitalny i rodzina myśleli, że jest to język hiszpański, ale po kilku dniach prób kontaktu z tym człowiekiem okazało się, że mężczyzna mówi jedną z odmian dialektu język Basków, zamieszkujących kilka prowincji na pograniczu Hiszpanii i Francji. Posługuje się nim dzisiaj ponad milion osób, z których ok. 90% mieszka w Hiszpanii.

 Lekarz powiedział, że w tamtych latach nie było tak agresywnych mediów i ta zdumiewająca historia nie dostała się na łamy ówczesnych gazet, choć jego zdaniem w pełni zasługiwała na to, aby ludzie poznali ten niesłychany fenomen. Przyznał jednocześnie, że nie sposób go wyjaśnić ani żadnymi dziwolągami w postaci teorii o "pamięci komórkowej", ani żadną "mistyfikacją rodziny".

 Tego typu historie są - warto to powtarzać - kolejnym dowodem na istnienie wędrówki dusz, czyli reinkarnacji. Tego typu fenomeny zdarzają się na całym świecie, a przykładem może być historia ze Stanów Zjednoczonych, która została zaprezentowana w materiale telewizji CNN dołączonym do tego posta. Ta bardzo dziwna i tajemnicza zagadka medyczna zdarzyła się w Kalifornii. Pewien Amerykanin obudził się w pokoju hotelowym, jednak bez żadnych wspomnień na temat tego kim jest, ani skąd pochodzi. Co dziwniejsze, mówił on wyłącznie po szwedzku.


 

I jeszcze ciekawa historia z naszej poczty - z ostatnich godzin!

-----Original Message-----
From: [dane do wiad. FN]
Sent: Friday, December 29, 2017 12:08 PM
To: nautilus
Subject: warto rozmawiac,najnowszy program

 Witam serdecznie zaloge,wczoraj ogladalem program pana Pospieszalskiego "Warto Rozmawiac" na TVP Info,przesylam link do tego programu i polecam obejrzenie od 27 minuty,wystapienie polskiego zolnierza,ktory zostal uratowany przez innego zolnierza amerykanskiego,ktory w wyniku tego zginal na polu walki....moim zdaniem kolejny swietny przyklad reinkarnacji i karmy

 

https://vod.tvp.pl/video/warto-rozmawiac,28122017,35131088

 Pozdrawiam serdecznie

Mateusz



zwiń tekst



Data śmierci we śnie
Pt, 29 gru 2017 08:35 komentarze: 4 czytany: 3380x

Dzień dobry Kapitanie i Załogo ![...] chciałabym opisać dwa przypadki kiedy miałam dokładne określenie czasu mającej nadejść śmierci osób bliskich.Pierwszy przypadek : mój ukochany wujek, mieszkający kilkaset kilometrów ode mnie zachorował terminalnie. Z grubsza wiedziałam, że ma przed sobą kilka miesięcy życia, ale potrzebowałam znać dokładniejszy termin, aby przygotować się organizacyjnie, tzn. .......

czytaj dalej

Dzień dobry Kapitanie i Załogo !
[...] chciałabym opisać dwa przypadki kiedy miałam dokładne określenie czasu mającej nadejść śmierci osób bliskich.
Pierwszy przypadek : mój ukochany wujek, mieszkający kilkaset kilometrów ode mnie zachorował terminalnie. Z grubsza wiedziałam, że ma przed sobą kilka miesięcy życia, ale potrzebowałam znać dokładniejszy termin, aby przygotować się organizacyjnie, tzn. przemyśleć i przygotować ubiór, opracować plan opieki nad dziećmi, które w tamtym czasie chodziły do szkoły podstawowej, stworzyć rezerwę finansową na wyjazd, no, słowem chodziło mi o plan praktycznego postępowania w konkretnej okoliczności.

Poprosiłam przed snem o informację dotyczącą terminu odejścia wujka. I miałam sen- wujek wyjeżdżał, a ja go odprowadzałam na dworzec PKP. Hala dworca była piękna, wyłożona marmurami, były złote balustrady i barierki, a wszystko to lśniło i błyszczało złotym rozproszonym światłem. Na dworcu był duży ruch, ale ja nikogo nie widziałam, a o ruchu świadczyły tylko stale otwierane i zamykane ogromne dwuskrzydłowe wahadłowe szklane drzwi jedne prowadzące na peron, drugie wyjściowe na zewnątrz.

Tymi drzwiami wchodzili przyjezdni i wychodzili odjeżdżający. Wujek był głodny więc rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu restauracji dworcowej, wtedy wyrosła przed nami sala takiej restauracji za ścianą ze szkła, zaprowadziłam tam wujka, usiedliśmy jako jedyni klienci przy stole nakrytym śnieżnobiałym obrusem, pojawił się kelner w śnieżnobiałym ubraniu i zamówiłam wujkowi parówkę z musztardą i herbatę ( tutaj muszę wyjaśnić, że potrzeba jedzenia, świadczy o głodzie energetycznym istoty). Wujek zjadł z wielkim apetytem i już był czas wyjścia na peron. Poszłam z nim za te wahadłowe drzwi i zobaczyłam w półmroku stojących kilku podróżnych.

Uwagę moją zwróciła para starszych ludzi, ona była wystraszona, a on się nią bardzo troskliwie opiekował, pochylał się nad nią, otaczał ramieniem, wspierał serdecznie. Nagle z czerni z wielkim łoskotem nadjechał pociąg, wujek i inni wsiedli szybko, chciałam jeszcze zrobić pa pa, ale okna pociągu były czarne i już niczego nie zobaczyłam, a jeszcze na peron wbiegł spóźniony podróżny i szybko wskoczył do wagonu i pociąg nagle z wielkim łoskotem odjechał w czerń. Na peronie zostałam sama smutna, odwróciłam się i powoli poszłam do wyjścia. Kiedy ze spuszczoną głową przechodziłam przez halę ze zdziwieniem zauważyłam, że posadzka zaśmiecona jest liśćmi kapusty, zadałam sobie pytanie dlaczego, o co chodzi i usłyszałam odpowiedź " to czas kiszenia kapusty".

A jak to się zrealizowało? Umówiłam się ze znajomym sprzedawcą z bazarku, że w poniedziałek przywiezie mi worek świeżo szatkowanej kapusty, ale że ten termin potwierdzę jeszcze telefonicznie w niedzielę wieczorem. No i zadzwoniłam, ale aby odwołać zamówienie, bo godzinę wcześniej dostałam informację o śmierci wujka.
Drugi przypadek :podobnie jak poprzednio, choroba terminalna w rodzinie i moja potrzeba zaplanowania spraw organizacyjnych z tym związanych. Tu również poprosiłam przed snem o sprecyzowanie czasu i oto jaką dostałam odpowiedź " za dwa tygodnie zaczyna się sezon truskawek". Po obudzeniu się jako dzień rozpoczęcia "sezonu truskawkowego" określiłam na 1 czerwca, a więc minus 14 dni... i tak też było co do dnia.
Serdecznie pozdrawiam
Basia




zwiń tekst



Upiorny kamień
Śr, 27 gru 2017 09:35 komentarze: 2 czytany: 3131x

Witam FN. Właśnie jestem po lekturze artykułu "CZY PRZEDMIOT MOŻE PRZYNOSIĆ PECHA? ". Mam osobiste doświadczenie z takim przedmiotem i wiem że jest to w 100% prawda. Przedmioty mają swoja energię i uważam także że dobrą lub złą energię można nadawać przedmiotom. 3-4 lata temu wyjeżdżałem do Niemiec do pracy u bardzo bogatego Niemca w gospodarstwie. Do moich zadań należały wszelkie prace w całej posiadłości.......

czytaj dalej

Witam FN. Właśnie jestem po lekturze artykułu "CZY PRZEDMIOT MOŻE PRZYNOSIĆ PECHA? ". Mam osobiste doświadczenie z takim przedmiotem i wiem że jest to w 100% prawda. Przedmioty mają swoja energię i uważam także że dobrą lub złą energię można nadawać przedmiotom. 3-4 lata temu wyjeżdżałem do Niemiec do pracy u bardzo bogatego Niemca w gospodarstwie. Do moich zadań należały wszelkie prace w całej posiadłości. Mieszkaliśmy z żoną i jej szwagrem przez 2 miesiące w mieszkaniu na terenie posiadłości.

Któregoś dnia szef czyli ten Niemiec poprosił abym między czasie zrobił porządek w takiej wiacie/garażu gdzie stały maszyny rolnicze i wszelkiego rodzaju bractwa. Przestawiając rzeczy znalazłem w ziemi miały kamień około 5-6cm na którym widniał czarny napis po niemiecku "Streit". Oczywiście zainteresowało mnie to co to oznacza i pomyślałem że wezmę ten kamień do kieszeni a po pracy sprawdzę w internetowym słowniku co to znaczy. Niezłego szoku i zaniepokojenia doznałem kiedy okazało się że napis oznaczał słowo "kłótnia".


/foto: archiwum grafik FN/

Wieczorem kiedy skończyliśmy pracę i wróciliśmy do mieszkania doszło do awantury. Szwagier mojej żony robił dosłownie wszystko aby nam dokuczyć i się z nim kłócić. Staraliśmy się unikać konfrontacji ale to jeszcze bardziej rozwścieczało go. Kolejny dzień był podobny. Nie pamiętam czy na drugie czy na trzeci dzień skojarzyłem że nadal w kieszeni mam ten kamień i natychmiast go wyrzuciłem w to samo miejsce gdzie go znalazłem. Przysypałem go tak samo ziemią. Po kilku dniach sytuacja unormowała się. Do dziś zastanawiam się dlaczego ktoś napisał "kłótnia" na kamieniu i po co. Chętnie dowiem się co o tym sądzicie i czy spotkaliście się z takim przypadkiem


Dziękujemy za ciekawą relację. Odpowiadając na pytanie naszego czytelnika - nigdy nie spotkaliśmy się z czymś podobnym.



zwiń tekst



SNY – nasze okna do innej rzeczywistości, przeszłości, teraźniejszości i co najciekawsze – przyszłości
Wt, 26 gru 2017 07:37 komentarze: 5 czytany: 4952x

Dział „XXI PIĘTRO – moja historia” cieszy się ogromną popularnością wśród czytelników. Tworzy się w ten sposób jeden z największych zbiorów w polskiej sieci www relacji o osobistych doświadczeniach ze zjawiskami niewyjaśnionymi. Oddzielną grupę stanowią sny naszych czytelników. Przeważnie w ich ocenie jesteśmy ostrożni, ale monitorujemy je, klasyfikujemy i katalogujemy.Oto przykład z naszej poczty.......

czytaj dalej

Dział „XXI PIĘTRO – moja historia” cieszy się ogromną popularnością wśród czytelników. Tworzy się w ten sposób jeden z największych zbiorów w polskiej sieci www relacji o osobistych doświadczeniach ze zjawiskami niewyjaśnionymi. Oddzielną grupę stanowią sny naszych czytelników. Przeważnie w ich ocenie jesteśmy ostrożni, ale monitorujemy je, klasyfikujemy i katalogujemy.

Oto przykład z naszej poczty „z ostatnich godzin”.

From: [dane do wiad. FN]
Sent: Monday, December 25, 2017 10:11 PM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Real sny

 

Od pewnego czasu mam bardzo realistyczne sny. Tak bardzo ze je "czuje". Nie wiem czy to normalne czy cos mi sie w mozgu nie tego, zrobilo, ale postanowilem poprosic Was o pomoc w ich zrozumieniu. Opisuje to tak jak mi sie przypominalo po obudzeniu. Troche chaotycznie, ale pisze to w miare przypominania sobie czesci snu. 

To byl 'kościół' (czulem jakbym byl obok kosciola, swiatyni, nie potrafie okreslic wyznania) ale nie widzialem budynku, trzech muzulmanow spiewalo po arabsku nadchodzac droga w strone tej swiatyni, uciekalem, oni byli za mna, nie jakby mnie gonili, tylko jakbym to ja nie mogl uciec przed nimi. wiedzialem ze cos nie tak. Na lawce (chyba przed tym budynkiem.) Matka i corka, corka podobna do kolezanki z normalnego zycia, nawet pomyslalem, "podobna do D.." , sara i kama siedza przy kominku, tak powiedziala,(chodzilo o psy?) widzialem jej twarz jak w realu. Uciekalem przed muzulmanami, uslyszalem allach akbar, wiedzialem ze jak uslysze trzy razy to cos wybuchnie. Probowalem zabrac, ostrzec jej matke, pamietam ze wzialem ja za reke i kazalem uciekac . Wtedy sie obudzilem. Sen byl tak realistyczny że jestem w stanie narysowac plan tego miejsca, choc minelo juz 2 dni od tego momentu to nadal mam to w głowie. 

 

Od FN

Sny potrafią być naprawdę mega-realistyczne i rzeczywiście są takie, które absolutnie nie są przypadkowymi „majakami śpiącego mózgu”. Poniżej publikujemy kilka opisów snów od naszych czytelników, które zostały przysłane na pokład okrętu Nautilus. Ich lektura na pewno będzie ciekawa dla wszystkich, którzy interesują się snami. Proszę wybaczyć, że będziemy robili „korekty ortograficznej i składniowej tekstów”, ale nie mamy na to czasu.

 

*****

Witam pokład Nautilusa od jakiegoś czasu zacząłem  interesować się waszym bardzo ciekawym i intrygującym forum. Swoją pierwszą wypowiedz na forum zaczął bym od tego że od kiedy tylko pamiętam zawsze w moim życiu towarzyszyły mi uczucia dejavu, jak każdy wie uczucie to przejawia się uczuciem powtarzania się czegoś, czegoś co już się przeżyło. W końcu skojarzyłem że te rzeczy które można określić mianem Dejavu... po prostu już kiedyś mi się śniły nie są to rzeczy wielkie, wręcz drobne ale za to ich częstość bywa zaskakująca. Uczucie to przejawia chwile przed wydarzeniem które ma się wydarzyć  po prostu czuje... ale nie zawsze pamiętam co się wydarzy. Często moje sny są naprawdę dziwne i nie umiem ich zinterpretować ani do końca zrozumieć dzisiejszej nocy miałem jeden z najdziwniejszych snów jaki mi się kiedykolwiek przyśnił sen wyglądał następująco.  " Byłem we wnętrzu jakiegoś kościoła katedry panował półmrok stałem przed samym wejściem na ambonie widziałem osobę która posiadała wysoki stopień w hierarchii kościelnej.. być może Biskup ale nie jestem pewien, osoba ta była ubrana w  białe szaty i posiadała czerwoną stułę ten człowiek coś wygłaszał ale nie byłem w stanie słyszeć jego słów po jakimś czasie ta osoba wzięła w soje ręce wielki drewniany krzyż i rozerwała go ... inne osoby świeckie w kościele widząc to wstały i zaczęły wyrywać mu krzyż wtedy krzyż uniósł się pod sufit zaczął wirować i jakiś głos z jego strony przemówił był to głos męski przepowiadał coś, los jakiegoś człowieka ale tu niestety nie jestem pewien. Chwile potem krzyż znalazł się na ścianie nad moja głową uniosłem ręce i zaczęła na mnie skapywać krew z krzyża gdy się odwróciłem ludzi już nie było a ja poczułem wielkie uczucie strachu i chciałem się wydostać ale drzwi były zamknięte a więc  postanowiłem szybko podbiec do okna w  tym czasie usłyszałem  śmiech szyderczy i przerażający i obłok czarnego  dymu  .. postać nie zdążyła mnie złapać bo już uciekłem."   Cały dzień rozmyślałem nad znaczeniem snu ale nic specjalnego mi nie przyszło do głowy może wy coś z tego zrozumiecie.

 

                                                                         Gorąco Pozdrawiam

                                                                                               Zbyszek

 

 

Cześć Nautilusie :)

 

W nawiązaniu do Waszego artykułu n/t snów o śmierci przesyłam Wam jeszcze raz mojego maila wysłanego jeszcze w roku 2011 dotyczącego tego tematu - może wtedy uszedł Waszej uwadze, aczkolwiek wydaje się być na temat :)  :

 

pozdrawiam Tomek (do wiadomości redakcji) :)

 

________________________________________

Dobry Wieczór Nautilusie :)

 

Chciałem Wam opisać sytuację, która przydarzyła mi się dziś i parę dni temu: 3,4 dni temu (mniej niż tydzień) miałem sen o następującej treści- moja mama oznajmia mi w tym śnie, że jej matka? nie żyje (moja babcia, a jej matka, nie żyje już od ponad 20 lat), więc nie jestem jakoś zdziwiony tym faktem, zwłaszcza po przebudzeniu, bo pamiętam dobrze ten sen, ale jakoś w trakcie snu (tak to czasem ze snami bywa) nie budzi to mojego sprzeciwu i przyjmuję tę informację jako znaczącą.

Dzisiaj, a właściwie wczoraj, odwiedzam wieczorem mamę, a ta... mnie informuje, po telefonie od mojej kuzynki, ze spokojem, że dziś koło 13-tej zmarła jej... starsza siostra  z Łodzi, czyli moja ciocia...

Wiem, że ten sen to nie jakiś tam przypadek, tylko próba, może nie do końca udana (bo we śnie, o ile dobrze pamiętam chodziło o śmierć wcześniej zmarłej mojej babki) przekazania mi, z wyprzedzeniem i to parodniowym, informacji o odejściu z tego planu ziemskiego mojej cioci...

Może to jakiś błąd (zakłócenie) w trakcie snu, albo chodzi o swoisty symbol (czyli odczyt nie jest dosłowny), że zamiast cioci jest babcia. Może to już właśnie wtedy w chwili snu, było wiadomo,  że w planie naszego Stwórcy jest taki fakt przewidziany... Może gdyby żył Stefan Ossowiecki, widziałby już wtedy ten charakterystyczny obłoczek unoszący się nad moją ciocią, który zwiastowal rychłą śmierć danej osoby, a o którym możemy przeczytać w jego książce...

Chyba pierwszy raz przyjąłem tą informację z wielkim spokojem i zrozumieniem, bo już dawno wiem (a nie tylko ślepo wierzę), że tak naprawdę się nie umiera, a tylko zmienia co jakiś czas "swoją skórkę", którą się dostaje od Bozi na dane wcielenie i... cała zabawa (w życie) zaczyna się od nowa (ale z jakimiś tam warunkami startowymi) :) , a czasem dla danej umierającej osoby jest to wręcz swoiste wybawienie od cierpień, z którymi nie może sobie dać radę.

 

Pozdrawiam serdecznie całą załogę Nautilusa, oficerów i kapitana statku :)

 (nazwisko i e-mail do wiadomości redakcji).

 

PS.

Ostatnio sny tzw. prorocze, mają u mnie niezłą sprawdzalność, nawet w takich prozaicznych, codziennych sprawach z różnych dziedzin życia ;) W ciągu ostatniego miesiąca ze 4 ziściły się w 100%- termin realizacji od 2 dni od maksymalnie tygodnia. Może jakieś tam klapki się mi pootwierały, bo wcześniej jakoś sobie nie przypominam takiej sprawdzalności ;)

 

 

Witam Szanowną załogę Nautilusa.

Często czytałem o róznych znakach od zmarłych, ale starałem sie podchodzić z dystansem. Jednak to co stało się ostatniej nocy wprowadziło mnie w osłupienie. Zawsze mam problem z zasypianiem, jednak tej nocy tego problemu nie było. Zasnąłem dosc szybko i od razu miałem sen, który mnie obudził. Po tej krótkiej drzemce lezałem chiwle na łóżku, gdy w pewnym momencie od drzwi zaczeło coś jakby wiać (śpie głową zaraz przy drzwiach). Było to tyle dziwne, że okna jak i drziw miałem na 100% zamkniete. Właśnie z tego powodu próbowałem sie podnieśc z łóżka i zobaczyć co się dzieje. Wszystko było by dobrze tylko w tym momencie nie mogłem wykonać żadnego ruchu. Po nie udanej próbie podniesienia sie chciałem zawołać kogoś z domu, niestety nie moglem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Mogłem jedynie otwierać i zamykac oczy. Próbowałem cos dostrzec, jednakże bałem sie widoku którego mógłbym ujrzeć, więc otwierałem i zamykałem oczy. Moje oczy nic nie dostrzegły, więc spróbowałem ruszyc nogami lub rękoma, jednak bezwład nie ustapił. Czułem sie jakbym był sparaliżowany. Wtedy ten "wiatr" przestał wiac, a ja mogłem z powrotem "wykonywac" ruchy. Całe zdarzenie trwało moze około 30 sek - 1min. Zastanawiałem sie czy to nie był przypadkiem sen, jednak pamiętam jak się budziłem przed tym zjawiskiem, a po nim nie czułem bym się budził. Po prostu leżałem na łózku i zastanawialem sie co to mogło być. Zresztą na sen wydaje mi sie to trochę z bardzo realne gdyż pamietam dokladnie wszystkie swoje mysli i próby ruchu. Jak Sądzicie co to mogło być?

Z poważaniem

Michał

 

 

Witam

Chcialam sie podzielic z panstwem jednym z wielu moich przezyc. Dzialo sie to podczas snu. Rozrozniam sny realne od fantastycznych. Roznica jest taka ze sny realne pamietam bardzo dokladnie , wrecz z detalami, a sny fantastyczne po uplywie kilku minut znikaja z pamieci.

Byl to przeskok w inne lata.Stalo sie to tak jakbym wyskoczyla z okna. Nazywam to wyskokiem bo to jest uczucie nie przechodzenia przez drzwi ale wlasnie przeskok lub wyskok. Jestem caly czas swiadoma podczas snu.Przenioslam sie w poczatki dwudziestego wieku.Lata 20 ste lub 30 ste.

Znalazlam sie na ulicy, byla chyba pora jesienna bo wszyscy byli ubrani w plaszcze.Ogolnie straszna szaruga. Ludzi bylo pelno, wszyscy ubrani z tej epoki.Przechadzajac sie wiedzialam ze jestem w innym czasie. Mijalam ludzi , przygladalam sie i obserwowalam toczace sie zycie.Ludzie ktorzy mnie mijali tez mnie widzieli bo spogladali na mnie. Nagle skrecilam w bok ulicy bo zaciekawilo mnie jedno wydarzenie, a mianowicie ktos bardzo bil psa.

Zwrocilam mu uwage ze nie mozna bic tak psa i powiedzialam ze to jest karalne.Ta osoba spojrzala na mnie jakbym sie z choinki urwala. Zaczelam wiec tlumaczyc ze czasy z ktorych pochodze nie pozwalaja na znecanie sie nad zwierzyna. Zebralo sie kolo mnie kilka osob. Tlumaczylam ze pochodze z 2000 roku. Opisywalam co sie zmienilo na swiecie od ich czasu do czasow moich.Oni patrzyli na mnie ale nie dowierzali mi.

Mysleli chyba ze postradalam zmysly. Dalej bili tego psa a ja sie oddalilam i postanowilam wrocic do siebie bo stwierdzilam ze wcale mi sie nie podobaja ani ci ludzie ani ich postepowanie. Powrot byl doslownie taki sam jak wejscie czyli przeskok ktory czulam fizycznie.Nigdy juz wiecej nie podrozowalam w czasie.

Byc moze nie jestem jedna z takim przezyciem, niemniej zrobilo to na mnie ogromne wrazenie.Traktuje to jako ciekawostke. Od tego czasu wierze ze mozna sie chyba przemieszczac w czasie, moze nie fizycznie ale mentalnie. Moze to nasza dusza podrozuje.

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]

 

 

Witam,

 

Zanim zaczne, prosze o nie podawanie moich danych...

 

 

Wlasnie przeczytalam Panstwa artykul i stwierdzilam iz musze napisac, poniewaz mi wlasnie przysnilo sie cos bardzo podobnego.

Wiec moj kochany dziadek( od strony mojego taty) zmarl na raka a dokladnie (bialaczke) w Maju 2014. Ja mieszkam za granica a dziadek i babcia zamieszkiwali w Polsce. W Styczniu 2014, postanowilam odwiedzic dziadka i babcie w Polsce z moim (bylym) partnerem. Zawsze jak ich odwiedzalam ( czasem bardzo zadko poniewaz mieszkam juz za granica ponad 10 lat, a teraz mam 20) to przy koncu odwiedzin dziadek za kazdym razem powtarzal mi ze trzeba sie pozegnac tak 'na zawsze' bo on nie wie czy dozyje moich nastepnych odwiedzin. Tak w sumie to on wtedy sobie bardzej zartowal i nikt nie bral tych slow na powaznie. Wlasnie w Styczniu jak odwiedzilam babcie i dziadka to dziadek jeszcze nie chorowal, bylismy u nich krotko ale powiedzialam ze jeszcze przyjde sie pozegnac przed moim wyjazdem. Bylam wtedy taka zalatana ze nigdy nie poszlam ponownie do dziadkow by sie pozegnac bo wiedzialam ze za pare miesiecy wroce i sie z nimi znow zobacze (tak bylo za kazdym razem). W polowie Kwietnia dostalismy telefon od Babci... ' dziadek ma raka i nie wiadomo ile mu zostalo czasu'. PANIKA! Wszyscy oprocz mojej mamy ( z powodow prywatnych) bardzo sie bali ze nie zdaza pozegnac sie z dziadkiem.

Moj dziadek za zycia byl bardzo nie mily w stosunku dla mojej Matki przez mojego Ojca ktory narobil problemow i moj Dziadek obwinial za to moja mame, lecz tak wcale nie bylo. Moj tata byl wszystkiemu winnien. Odrazu po telefonie mojej babci, moj tata i moja starsza siostra polecieli do Polski by zobaczyc sie z dziadkiem. Ja nie mialam okazi jechac poniewaz mialabym straszne problemy w pracy. Tak naprawde, dalej wierzylam ze dziadek wyjdzie z tego, zawsze byl dzielny. Wiec pojechali.. stan sie tylko pogarszal, dziadek byl juz byl przy koncu, a mnie tam ZNOW nie bylo...

 

Moja siostra z Tata pozeglani sie z Dziadkiem, on jeszcze wszystkich poznawal i byl bardzo zadowolony. Za kazdnym razem jak otwieral oczy (mial je zamkniete przewaznie) i widzial ze sa przy nim bliscy to leciala mu lezka. Moj tata cieszyl sie ze nie widzialam go w takim stanie bo bardzo schudl poniewaz nie chcial jesc ani pic. Bylo widac ze bardzo cierpi i nie bal sie smierci, chcial odejsc. Po powrocie mojej rodziny z PL, byly telefony na bierzaco ze stanem dziadka. W maju dostalam sms od mojej najstarszej siostry (ktora mieszka w PL) ze dziadek zmarl. Chyba do mnie to nie dotarlo poniewaz odczytalam sms i jak by nigdy nic dalej rozmawialam sobie z kolezanka. Jak wrocilam do domu to sprawa stala sie bardziej realistyczna jak zaczelam rozmawiac z moim tata na temat jak sie czuje zrobilo mi sie bardzo przykro ze nie zdazylam sie pozegnac z dziadkiem.

 Na pogrzebie babcia mi powiedziala ' W styczniu jak mialas przyjsc sie pozegnac... Dziadek czeklal na Ciebie, codziennie rano i wieczorem stal pod oknem i patrzyl czy idziesz' Wtedy zrobilo mi sie nie zmiernie przykro bo dziadek zawsze stal przy oknie jak nam kiwal dowidzenia.  Mialam go przed oczami.

 Moi rodzice sie strasznie poklocili po smierci dziadka i nie rozmawiali ze soba z miesiac (nigdy nie bylo takiej sytuacji) i wtedy pierwszy raz stalo sie cos dziwnego.. Nikt nie widzial o co pokolocili sie rodzice lecz mojej siostrze snil sie dziadek.

Rozmawial z naszym tata i byl bardzo na niego zly, az wsciekly. Moja sisotra stala obok lecz nie slysza rozmowy, byla jak by za mlga.  Moja siostra opowiedziala naszemu tacie o tym ( lecz on nie wierzy w takie rzeczy) i dzien po moj tata przeprosil moja mame. Zdaje wam sie to smieszne bo to pewnie dla was nic nie znaczy.. Lecz lata przed moj tata narobil dlugow na imie mojego dziadka, moj tata uciek z kraju i moj dziadek mial pretensje do mojej matki i obwinial ja za wszystko. Z tego powodu dziadek byl zly na tate, teraz pewnie wie ze moja mama nie zaslugiwala na taka pogarde z jego strony.

 Nastepnie sni sie mojej mamie, ze ja bardzo przepraszal a reszty nie pamieta, bac nie chciala nam powiedziec? Nie wiem... Bylam odwiedzic znow babcie, w Styczniu 2015.. mowila mi ze caly czas czuje jego obecnosc w domu i ze wie ze nie odszedl, wtedy pomyslalam ze chce by mnie tez odwiedzil.  

Dzisiaj obudzilam sie placzac, napisala do mnie siostra i po odczytaniu sms automatycznie przypomnial mi sie moj sen. Wiec snil mi sie moj dziadek, ze chorowal i lezal w lozku a my wszyscy siedzielismy przy ogromnym stole i bylo nas wielu, lecz nie pamietam dokladnie kto. Wiem ze byla tam rodzina ze strony taty, i nie byli zbyt usmiechnieci. Dziadek niespodziewanie wstal z lozka (zdrowy, mlody, ogolony tryskal radoscia) przytulil moja mame i mojego tate i byl BARDZO szczesliwy, nikogo wiecej nie przytulil. Nastepnie wstal i przy stole mowil cos do wszystkich lecz jakby patrzyl sie tylko na mnie (moj dziadek ledwie co chodzil a co dopiero wstac o wlasnych silach) i poniewaz ten stol byl tak ogromny ja siedzialam naprzeciwko niego ale bylam bardzo daleko. Wydawalo mi sie ze tylko ja go nie slysze iz wszyscy byli w niego wsuchani. Pochwili dziadek zaczal robic sie jak by za mgla i bardzo razne swiatlo okrozylo dziadka.

'Dlaczego nie slysze dziadka, dlaczego wszystko jest zamazane' zapytalam sie siostry ktora siedziala obok mnie.. Odpowiedziala mi ' poniewaz umiera, jego dusza od chodzi'. Po tych slowach zerwalam sie z siedzenia i bieglam szybko do Dziadka ale on jak by znikl jak tylko dobieglam i upadlam na kolana. Caly czas byl usmiechniety lecz denerwuje mnie fakt ze go nie slyszalam.  Czytalam duzo o tych sprawach ale chciala bym by ktos mi napisal co to moglo znaczyc...

Chciala bym dodac ze bardzo brakuje mi dziadka i chciala bym go przeprosic za to ze nigdy sie z nim nie pozegnalam, a zawsze mam ta scene przed oczami. To ze sie modle i przepraszam mi nie wystarcza, oczywiscie odrazu po przebudzeniu sie pomodlilam sie za dziadka, lecz wolala bym by do mnie jeszcze raz przyszedl i dal mi szanse sie z nim pozegnac.  Jak juz pisalam, mieszkam za granica od dziecka wiec przepraszam za pisownie.

Pozdrawiam W.

 

 

 

Droga Fundacjo.    Od wielu lat mam pewien wyjątkowy dar. W każdym śnie jaki mam śnią mi

się ludzie zmarli. Nie straszą mnie, nie grożą, nie proszą o pomoc, lecz żyją jak zwykli ludzie, mają domy, jeżdżą samochodami, i prawie nigdy mnie nie znają, nie wiedzą kim jestem. Jestem dla nich zupełnie obcy ot... przypadkowy przechodzień.

   Na jawie nigdy nie widuję żadnych duchów, nie mieszkam w żadnym nawiedzonym domu ani nic podobnego... Jestem katolikiem i mam wrażenie, że ci zmarli, którzy przychodzą do mnie w snach to są ci, za których się modlę codziennie. Na przykład, jeśli się pomodlę nawet za zupełnie mi osobiście nieznanego Jana Kowalskiego czy Johna Smitha, to w nocy on mi się śni.

    Do tego dochodzi skuteczność moich modlitw. GIGANTYCZNA!!! Jeśli mam rację, i ci którzy mi się śnią rzeczywiście są tyni zmarłymi za których zbawienie się modliłem, to każdego dnia po moich modlitwach mogą wychodzić z czyśćca setki a nawet tysiące dusz.

    Co więcej: mam podstawy sądzić że nie tylko z czyśćca, lecz nawet dusze ludzi potępionych z piekła!!! Powiem jeszcze więcej: Nawet diabły wychodzą z piekła, przybierają ludzką postać i żyją wśród ludzi!!! Rozumiecie powagę sytuacji? Jeśli mam rację to nawet diabły dostępują zbawienia!!! Widziałem we śnie jak wezwana przeze mnie św. Faustyna Kowalska Zabiera wielkiego kudłatego biesa do Nieba! W andrzejki widziałem, jak św. Andrzej wyprowadza z piekła diabła o postaci podobnej do centaura tylko rogatego, i ten diabeł na moich oczach z pół- konia przemienił się w człowieka.

   Nie wiem co to za miejsce w którym żyją te dusze uwolnione moją modlitwą z czyśćca czy piekła, ale raczej nie jest to ani piekło ani czyściec. Niestety, nie jest to też Niebo... Ludzie mają tam nadal swoje ziemskie wady i ułomności. Sprawiają innym ból, są okrutni, kradną, zabijają, itd... Ja na swój prywatny użytek nazywam to miejsce "poczekalnią" bo już wyszły z czyśćca czy piekła ale jeszcze nie weszły do Nieba. Niestety z tego miejsca droga nadal prowadzi w obie strony: można zarówno pójść do Nieba jak i wrócić do piekła... zależy, od tego, jak się postępuje w tej "poczekalni"...

                                                      Pozdrawiam-                                                           zagubiony

 

Witam.

Przeczytałam masę Waszych artukułów i zauważyłam, ze niektóre osoby opisywały sny, które mam chyba od wczesnego dziecinstwa. Za każdym razem, gdy śni mi się ktoś zmarły, to ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Często robię we śnie znaczące miny, albo wręcz mówię o tym i "zmarły" uspokaja mnie mówiąc, że przyszedł tylko na chwilę, albo, że tak się stęsknił, że dostał przepustkę, albo, że przyszedł sie dowiedzeć w jakiejś konkretnej sprawie-np. jakiej płci, czy wagi urodziło się dziecko w rodzinie( noc po narodzinach) Raz nawet poczułam bardzo realistycznie zapach mojej babci, choć nie żyje już 12 lat i dawno zapomniałam jak pachniała( ale wszystko działo się we snie-choć po przebudzeniu jeszcze pamietalam ten zapach) Zastanawiam się czemu tak sie dzieje? Dlaczego nie snią mi się jako żyjący ludzie? Czym to tłumaczyć? Nie boje się ich w tych snach, jestem zdziwiona, ale zadowolona, że mozemy porozmawiać. Pytam jak tam jest i otrzymałam juz 3 razy odpowiedź: - " Powitał mnie miły starszy człowiek"-powiedział mój dziadek

- " To jest jak przyjazd pociągiem na dworzec-czekają na ciebie znajomi i bliscy" - powiedziała ciotka

- " Nie ma się czego bać, bo spotykamy się i jest wesoło" - powiedziała babcia( mówiła znacznie więcej, ale przez krótką chwilę wszystko dobrze pamietałam ,a później jak wymazane gumką.

Może ktoś ma na to jakieś wytłumaczenie?

 Pozdrawiam

                           Marta

 

 

Witam Was,

Chciałabym opisać pewne wydarzenia, które miały faktycznie miejsce z moim życiu po tym jak miałam przeważnie dzień przed, niezbyt precyzyjne sny.

Pierwszy sen, ukazał się kiedy chodziłam myślę do gimnazjum, moja babcia przebywała w szpitalu a ja dość często ja odwiedzałam. Cały czas wierzyłam, że wyjdzie ze szpitala, ponieważ po ostatniej wizycie dobrze się czuła, żartowała. Kiedy położyłam się spać w nocy przyśniła mi się dziwna niejasna sytuacja. Byłam obserwatorem całego zdarzenia, nie brałam w nim czynnego udziału. Widziałam mały pokój niestety na chwile obecna nie jestem w stanie go opisać, ale wiem ze przyśniła mi się ciocia(córka

babci) oraz moja mama z jej starsza siostrą, które zajmowały się jakąś osobą leząca na ziemi. Nie mniej jednak postać ta była mnie mnie zaczerniona, nie wiedziałam kto to jest. Mogłam się jedynie domyślać, że to prawdopodobnie moja babcia, ponieważ osoba na ziemi była o znacznej tuszy. Sen momentalnie się urwał, tak jak się pojawił. Kiedy wstałam rankiem, myślałam chwile nad tym kto to był, co się stało tej osoby, czy to ktoś z rodziny? Ktoś by mógł powiedzieć ze skoro przyśniły mi się ciocie i mama to na pewno chodzi o babcię. Jak napisałam wcześniej babcia się dobrze czuła więc nie brałam nawet tego pod uwagę ze coś jej się stało. A jednak, dowiedziałam się właśnie następnego dnia od siostry mojej mamy, która była w tym śnie ze babcia umarła w nocy. Zadała mi pytanie, to ty nic nie wiesz? Babcia zmarła w nocy. Nie mogłam uwierzyć. Przestraszyłam się ponieważ wcześniej miałam sen o tsunami w Azji, które nawiedziło ten kontynent znienacka. Przed dzień tragedii śniło mi się, że stoję na dachu swojego domu, a ciało moje jest skierowane na południe, przez chwile nic nie widzę co mogłoby przykuć wzrok. Jednak po chwili dostrzegam wielka falę. Fala leci w moją stronę a ja się zastanawiam, czemu ja nadal stoję i czemu akurat to jest dach, czemu się nie ukrywam, zaraz mnie porwie. Sen się urwał nim fala mnie dosięgła. Ponownie zastanawiałam się co to znaczy, kto mi chce coś powiedzieć? Nie pamiętam już dokładnie dnia, ale chyba to było w tygodniu, w ciągu roku szkolnego o ile się nie mylę, wiec dopiero z wiadomości wieczornych dowiedziałam się co faktycznie miało miejsce. Także i w tym przypadku nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To tylko dwa sny które mną wstrząsnęły bardzo poważnie obecnie miewam sny, ale odnoszą się głownie do mojego życia, nie jestem w stanie ich rozszyfrować, ale jak minie jakiś okres czasu zauważam ze pewne elementy z tych snów maja przełożenie w codziennym życiu. Na przykład przyśniło mi się że jestem gdzieś w górach(to były tylko takie szybko poruszające się obrazy z okolic gdzie prawdopodobnie się znajdę) i śnił mi się chłopak, który był mną w niewłaściwy sposób zainteresowany (chodzi o kogoś w rodzaju zboczeńca, lub kogoś kto molestuje). Faktycznie jeden z moich chłopaków ewidentnie do tego zmierzał i pochodził z Żywca mieszkał dokładnie w Gilowicach. Byłam z tym chłopakiem pól roku, ale zerwaliśmy, ktoś uratował moje życie. Ktoś uchronił mnie przed większa tragedią. Mogłabym parę snów odnośnie mego życia opisać, ale nie wiem czy to ma sens, wy zapewne czytając te wyznania nie moglibyście z samych opisów snów przewidzieć co może się stać, chyba że ja jestem zbyt tępa by to pojąc. Jeśli będziecie zainteresowani moimi snami odpiszcie na maila, a na pewno odpowiem. Od razu chce napisać, że spotkanie póki co nie wchodzi w grę.

 

Serdecznie pozdrawiam i pragnę zagwarantować, że opisane historie wydarzyły się naprawdę, choć nie mam materialnych dowodów by to udowodnić.

[dane do wiad. FN]

 

Witam. Nazywam sie [dane do wiad. FN] pochodze z dosc malej miejscowosci w woj podlaskim. Czytam wasza stronke,newsy,co dzien...jednak postanowilem do Was napisac z pewnego powodu.Z pewnoscia slyszeliscie o snach proroczych,jednak tym razem chodzi o sny,o tym co (chyba) "kiedys bylo".Wiem ze wyobraznia ludzka nie zna granic ale moj przypadek jest czyms wiecej niz wyobraznia.Ototz bardzo czesto snia mi sie miejsca,z mego miasta gdzie nie mialem prawa byc bo jeszcze wtedy nie zlem a wiem ze istnieja te miejsca.Astralnie przenosze sie do czasow kiedy owe miejsca tetnily zyciem. Nie weim dlaczego tak sie dzieje,ale najnormalniej w swiecie chodze tam gdzie chce i ogladam rozmaite rzeczy,wiem ze one istnialy,bo bylem np w miejscu gdzie przed moim narodzeniem pracowal moj ojciec.To dziwne ale najzwycjniej w swiecie rozmawiam z ludzmi i tlumacze im ze kiedys miejsca w ktorych sie znajduja beda kiedys inne,zapomniane...tak wlasnie jest teraz,nawet wczoraj jedno z nich odwiedzilaem,stary zaklad,w ktorym pracowal moj ojciec.Nie wiem w jaki sposo to wyjasnic.Dadam rowniez ze w snach odwiedzam moich zmarlych dziadka i babcie w miejscu gdzie (jak oni nazywaja),mieszkaja.Oprowadzaja mnie dookola posesji itd,jest to wioska....przed smiercia dziadka i babci,w rozmowie z nimi prosilem by mnie odwiedzali i jesli bedzie mozliwosc powiedzieli mi jak jest po tej " 2stronie".Babcia powiedziala ze jak Bog pozwoli to mi wszystko powie we snie ale chyba nie mozna wszystkiego wiedziec,gdyz...ona ze mna rozmawia poprzez mysli,a i tak do konca nie wiem jak to jest i gdzie tak naprawde oni sa....Prosze o anonimowosc w razie publikacji mego listu.Mysle ze warto zastanowic sie nad kwestia podrozy ale wstecznej....

 

Witam!

Przesyłam Wam wnioski płynące z analizy mojego snu. Być może to tylkozwykły sen, których mam wiele, ale miałem w swoim życiu kilka proroczychsnów, które się oczywiście sprawdziły - dzięki jednemu z nich trafiłem 4 w dużego lotka...;) no cóż... do rzeczy:

 Dziś w nocy miałem sen - wydaje mi się że jest on proroczy gdyż odczuwałem wyraźny lęk przed tym co widziałem we śnie; odczucie to pozostawało we mnie jeszcze przez kilka godzin po obudzeniu - według mojej analizy tego snu w niedalekiej przyszłości (maksymalnie 1,5 roku) wybuchnie wojna. Sen wskazywał na datę 13 czerwca - ale nie wiadomo którego roku. Będzie do wojna w której będą brały udział wojska rosyjskie, usa i polskie chyba też. Być może zacznie się od obecnej sytuacji w Koreii Płn.

Po tej wojnie ludzkość powróci do 'mistycyzmu' i wiek XXI będzie znany pod hasłem 'powrotu do mistycyzmu'. Takie słowa słyszałem we śnie. Pozdrawiam czytelników i załogę!

 

 

 


Subject: Sen

 Witam serdecznie załogantów :). Nie będę się rozpisywał o tym że jestem waszym stałym czytelnikiem :). Przejdźmy do rzeczy. Jestem zaniepokojony sytuacją obracającą się wokół wysp Pacyfiku. Chodzi oczywiście o Koreańskie próby rakietowe. Jakąś godzinę temu oglądając informacje o następnej próbie rakietowej Korei przypomniał mi się bardzo ważny sen. Nie wiem w jaki sposób dopiero teraz sobie o nim przypomniałem. Jakieś 2-3 miesiące temu śnił mi się sen związany z wojną pomiędzy rasą żółtą a resztą świata. Pamiętam też z tego snu rodzaj flagi. Była to flaga Japonia lub tez Korea. Przepraszam za niezapamiętanie takiego ważnego szczegółu :). Naprawdę nie wiem co myśleć o tym wszystkim. Parę razy udało mi się mieć sny prorocze. Pozdrawiam Łukasz ;]

 

 

 

 

Witam znowu miałem sen o wojnie. Nie dawno wam pisałem o wojnie w Europie a dzisiaj mój sen był bardzo dziwny ale postaram się opisać tylko najważniejsze szczegóły bo reszta była jakby nie kompletna. W śnie widziałem jak Polska znowu jest atakowana. Widziałem flagę Korei Północnej jak się nie mylę bo to był taki ułamek sekundy że zapamiętałem ino gwiazdę i ułożenie kolorów. Sen był o tyle dziwny bo wiem że byłem świadomy w nim swojego poprzedniego snu! Pamiętam że stałem wtedy i czekałem jakby to miało zaraz nadejść.

W śnie także co dziwne pilotowałem myśliwiec. Ja i moich dwóch kolegów pilotowaliśmy myśliwce. Mieliśmy zestrzelić 2 inne chyba koreańskie myśliwce jeden z moich kolegów został zestrzelony a reszty to nie wiem czy oni nas zestrzelili czy mi ich bo się zbudziłem.

Właśnie nie rozumiem tego jakim cudem mógłbym być pilotem myśliwca? Jak nawet samochodu nie potrafię prowadzić. I także dziwne wydają się moje odczucia. Czuję jakby miało coś się wkrótce wydarzyć. Nie potrafię tego opisać ale czuję konflikt, czuję zło które się zbliża i chyba nic nie jest w stanie tego zmienić.

To tyle

Pozdrawiam waszą Fundację.

 

 

 

Witam.Pisze do Was ten list,bo kompletnie nie wiem,gdzie moge znalezc odpowiedz na moje pytanie.Sprawdzalem jakies senniki,ale tam jest tak ogolnikowo napisane,ze nie znalazlem odpowiedzi.W wypadku samochodowym zginal moj kolega.Wypadek wydarzyl sie w miejscu o ktorym go przestrzegalem 2 i pol roku przed wypadkiem.Mial prawo zapomniec o tej przestrodze,a taki wypadek w tamtym miejscu moze miec kazdy.Cialo rozerwalo na 6 kawalkow i zmasakrowalo mu glowe...Mialem sen w ktorym spotkalem jego,ale tak,ze tylko sie mijalismy.Przekrecal glowe tak,jakby mnie sie wstydzil,lub byl taki zawstydzony tym co sie stalo i mialem takie odczucie,jakby ukrywal ta zmasakrowana prawa czesc twarzy.Krotko przed smiercia powiedzial mi,ze nienawidzi ksiezy,wiec bedac na jego pgrzebie,widzac kilku ksiezy i jakiegos zakonnika(czlonka jego rodziny),czulem sie na tym pogrzebie dziwnie.Jego´´ spotkalem´´ w bialym habicie,takiego zawstydzonego,lub ukrywajacego prawa czesc twarzy.Minelismy sie tylko nie zamieniajac nawet slowa.Mialem i mam takie odczucie,ze chcial mi cos przekazac,ale nie jeste w stanie sam sobie to przetlumaczyc.Jezeli jestescie w stanie podac jakies zrodlo,gdzie moglbym zasiegnac informacji na temat takich snow,lub posiadacie wiedze,co moze oznaczac taki sen,to prosze o pomoc. Pozdrawiam [dane do wiad. FN]

 

chciałam z państwem podzielić się moimi snami gdyż mrożą mi dzisiaj krew w żyłach jak głębiej je przeanalizuję.Dlaczego wcześniej tego nie robiłam myślę żę nie byłam wystarczająco dojrzała by je pojąć.Dlaczego piszę do was bo mam nadzieję że się mylę i proszę Was o interpretację.

Będąc dzieckiem miałam może 7,8 lat , mam prawie 30 i dalej go pamiętam jak dziś przyśnił mi się bardzo dziwny sen.

Znajduję sie w przestrzeni kosmicznej na około jest ciemno w oddali widzę naszą kule ziemską piękną jasno oświetloną obok mnie stoi w tej ciemności w czarnym habicie z kapturem na głowie człowiek

wyciąga dłoń i palcem wskazującym kieruje mój wzrok na kulę ziemską zaznaczam było ciemno a go widziałam.Teraz kula jest dużo bliżej a na niej stoją nadzy ludzie.Kobieta brunetka ,mężczyzna blondyn i dziecko chłopiec na moje oko około 5 lat.Byli biali i pięknie oświetleni tacy nie winni sami w tej wielkiej przestrzeni na tej kuli.Moim zdaniem sen oznacza koniec świata tylko nie liczni ocaleją i od nich zacznie się wszystko od nowa ogrom i pustka spowoduje że odrodzą sie wszystkie dobre wartości człowieczeństwa gdyż ludzie są piękni jak w tym moim śnie zapomnieli tylko o tym.Zastanawiam się tylko dlaczego postać była w Czarnym habicie ?Dziś w filmach tak przedstawiana jest śmierć.Po tym śnie jako mała dziewczynka słyszałam różne odgłosy nocą już na jawie potem okazało się że to nie była tylko dziecinna wyobraźnia małej dziewczynki.Błąkała się jakaś dusza po mieszkaniu uznaję że była to kobieta gdyż prała ręcznie,prasowała,zamiatała itd.Dopiero gdy ojciec mój sam usłyszał na własne uszy to mi uwierzył .Serdeczna modlitwa wystarczyła by odgłosy znikły.l

Następnie jednego dnia gdy z przyjaciółką byłam na wagarach w podskokach i zabawie rozbawione i szczęśliwe miałyśmy przejść przez pasy na druga stronę jezdni w tym momencie ktoś złapał mnie od tyłu za plecak i od tylu zaciągnął  mnie w tył  o dwa trzy kroki na chodnik gdy to się stało śmignęło mi przed nosem auto jak odwróciłam się by zobaczyć kto to nie było nikogo to były sekundy w tym momencie przyjaciółka zapytała a dlaczego ty stoisz- bo ktoś mnie zatrzymał- ale nikogo nie ma- wiem.

Następny sen jest również dziwny i emocjonujący i miałam jakiś rok po katastrofie Smoleńskiej

  dzień-widzę pełno ludzi żołnierzy cywili nie znam ich w myślach pytam co się dzieje a Maria Kaczyńska każe bi szybko biegnąć za nią prowadzi mnie na tyły stacji BP jest wieczór mówi Patrz to Ruscy oglądam się z za rogu i widzę znowu dzień strzelanina rozróba kradzieże i słyszę P.Marię uciekaj za granicę albo chowajcie sie po bunkrach i piwnicach.Dziś jak przypomnę sobie te słowa jestem przerażona ich wagi, po tym śnie bałam się chodzić spać! wcześniej też tak miałam jak sniła mi sie moja św.pamięci babcia często mnie ostrzegała przed awanturami lub złymi wyborami w życiu byłyśmy bardzo zżyte za jej życia. Na dowód że nie kłamię moge przedstawic znajomych którym to powiedziałam na jednym z portali gdyż w pierwszym odruchu pomyślałam no nie moge Kaczyńska mi sie sniła ludzie buhahaah

Czy ona nas ostrzega czy będzie wojna czy wskazywała zamachowców dlaczego kazała uciekać gdzie pieprz rośnie dlaczego się chowała kiedy to nastąpi i czy tak będzie Pokrzepiam się przepowiedniami  że to od nas zależeć będzie wszystko że pchniemy iskrę nadziei w obliczu wojny i zmienimy świat na lepsze my Polacy.Znają teraz Państwo moje sny i ich interpretacje mam nadzieję że się mylę i proszę o pomoc w analizie.Dodam że miałam kilka snów które sie sprawdziły nie pamiętam dat bo zawsze ma do tego słaba głowę a może przerazenie mi nie pozwala ich pamiętać śnila mi się katastrofa lotnicza nastepnego dnia wieczorem gdzieś na świecie była taka zginęło mnóstwo ludzi - zbieg okoliczności? śnił mi się wypadek autobusowy-na drugi dzień wiadomości podawały że Polscy turyści mieli wypadek nie pamiętam czy to były Niemcy Francja zbieg okoliczności zawsze tak to sobie tłumaczyłam.

 

 

 

Witam Załogę Nautilusa!

Droga Załogo, czy mogłabyś wstawić jakiś artykuł o snach? A dokładniej o takich snach , w których ukazują się zmarli?

Wiem, że mogą mieć one różne przesłania i tylko osoba która ma taki sen może go zrozumieć. Ja potrzebuję wiadomości na temat wzorców  jak należy odczytywać takie sny.

Poza tym u mnie sny zawsze odgrywały dużą role w życiu. N. przyśniło mi się że koleżanka zajdzie w ciąże metodą naturalną i kiedy miałam ten sen to właśnie w tym czasie zostało ono poczęte, zresztą sama to obliczyłam. Do tego koleżanka ma już jedno dziecko ale po in vitro i nie było nadzieji na urodzenie następnego. Takich przypadków było więcej.

Ale chce się skupić na snach ze zmarłymi. Otóż 2 dni temu śnił mi się mój wujek. Był bardzo zasłużonym człowiekiem, dostał order Virtuti Militari. Wujek raczej nie przepadał za mną za życia. Śnił mi się już ok. pięciu razy. Ale ten sen był zupełnie inny. Wyglądał tak:

Wchodze do domu do babci po czym widze zaskoczona i zszokowana, że wujek siedzi na stołku i mi sie przygląda. Zapytałam wujka "Ale ty wujek wiesz że nie żyjesz?" Odpowiedział "Tak". Podeszłam do niego i wyciągnełam do niego ręce, których dotknął i stwierdził, że są zimne. Nagle powiedziałam do wujka czy mi może pomóc. Wtedy ja pomyślałam "ale przecież ja jestem niedoskonała i robie różne dziwne rzeczy"(zdarza mi się że ingeruje w swoje sny i sama wybieram co chcę powiedzieć, czytałam kiedyś na Waszej stronie że niektóre osoby tak mają). Wujek odpowiedział "Tak". Następnie powiedział coś o kryształach, karteczkach, których było 12. I miał mi wybrać 4. I kiedy ich szukał zajrzałam mu przez ramię i na jednej karteczce widziałam napis "stara babcia". W pomieszcze niu były psy, więc zapytała sie czy one nie boją sie wujka, powiedział że nie. Wówczas przyszli moi rodzice z babcią, ja powiedziała tacie że widze wujka i bardzo sie rozpłakałam. Kiedy tata wchodził ja zakryłam własnym ciałem wujka żeby tata go nie potrącił.

Potem nagle znalazłam sie na jakiś saniach iwidze że wujek siedzi przede mną , po czym sięga do  mnie ręką nie odwracając się i daje mi kartkę zwinięta w taki malutki kwadracik. Biorę ja i widze że wujek powoli znika, dosłownie rozmazuje się w powietrzu. Obudziłam się z płaczem nad ranem i od razu zapisałam ten sen, czego normalnie nie robie, pomimo że mnie do tego gorąco namawiano.

Ominełam mniej istotnych wątków.

 Już raz pewna osoba zajmująca się ezoteryką i podobnymi sprawami stwierdziła, że mam zdolności pod kątem snów.  i jeszcze jedna osoba zaproponowała mi współpracę związaną z tłumaczeniem snów jako że mam predyspozycje do tego( a chodziło o osobe która wyleczyła utratę wzroku), ale sie nie zgodziłam.

Chyba zaczynam wchodzić na wyższy etap i więcej rozumieć. Na pewno ktoś musi mną pokierowac bo nie chcę tego stracić a mam już 21 lat.

Proszę aby email i dane osobowe pozostały do wiadomości redakcji. I bardzo proszę o odpowiedź.

Pozdrawiam [dane do wiad. FN] z Kielc.

 

Dzień dobry,

Dzisiaj opisze Wam sen mojej babci, był wg Niej bardzo realistyczny, wyraźny, aż przestraszyła się po obudzeniu. Zazwyczaj w dzień zaduszny śnił się jej mąż (mój dziadek), ale tym razem nie przyszedł. Kolejnej nocy położyła się babcia spać nie myśląc o Nim, że przyjdzie. Jednak tej nocy nad ranem właściwie, miała taki oto sen:

 Jest w salonie w swoim domu i na progu stoi jej mąż. Podchodzi do Niej i całuje ją w usta oraz przytula mocno. Babcia to wszystko czuje, czuje pocałunek i ciepło dziadka. Następnie prowadzi ją do ich kuchni. Wygląd kuchni ten sam tylko jakby okno było większe. Staje z babcią  przy oknie i palcem wskazuje na niebo. Babcia widzi przez okno dom sąsiadów, garaż i inne budynki. Nagle na niebie pojawia się samolot pasażerski. Jest duży, a z tyłu ciągnie za sobą ogromne kłęby dymu i ogień. Samolot się pali i zaraz uderzy o ziemię. Samolot zniżył swój lot, ogień stał się bardzo duży i nagle znika babci z oczu, w tym momencie następuje ogromny huk i wielka eksplozja, pełno ognia i dymu. Babcia wie, że samolot spadł. woła swojego syna, a on przybiega taki zaspany w samych bokserkach do kuchni. Babcia każe mu spojrzeć na tę eksplozję, której się bardzo wystraszyła. W tym momencie babcia obudziła się.

 Czy ten sen się sprawdzi? Babcia mówiła, że samolot na pewno był jasny i był pasażerski, widziała okienka...bardzo ten sen ją poruszył i nie wie jak go zinterpretować. Czy mój ś.p dziadek pokazał babci jakąś spektakularna katastrofę lotniczą?

Dodam, że babcia mieszka w jednej z większych miejscowości pod Warszawą, i nad jej miastem niektóre samoloty z Lotniska Chopina mają swój korytarz powietrzny, często słychać je i widać jak lądują i startują.

Pozdrawiam serdecznie całą FN,

Gastria

 

W 2006 roku moja kuzynka była chora na białaczkę.Podczas jej pobytu w szpitalu byłam z rodziną na Słowacji,wieczorem drugiego dnia dostałam bardzo silnego skurczu w nodze przez co zdecydowaliśmy się zrezygnować na następny dzień wycieczki w góry i wrócić wcześniej do Polski.W nocy śniło mi się,że byłam u niej w szpitalu i spotkałam Ją przy windzie.Zapytałam co robi?A ona mówi,że już wszystko w porządku i teraz będzie wszystko dobrze.Następnie śni mi się,że jestem na werandzie u mojej babci a moja mama mówi,że moja kuzynka odeszła.Pamiętam,że się rozpłakałam i nie mogłam w to uwierzyć.Obudziłam się o 8 rano.Cały dzień do wyjazdu nie opuszczało mnie to uczucie,że coś się stało.Gdy wróciłam do domu usłyszałam tylko od mojej mamy:Mam bardzo smutną wiadomość-nie musiała kończyć zdania żebym wiedziała co się stało, odeszła przed 11.

Mail do informacji redakcji, proszę.

 

 

Witam!

Na samym początku chciałbym pogratulować Państwu szalenie interesującego dzieła jakim jest Państwa strona internetowa. Obszerność materiału i wielość tematów czynią z niej niezwykle wartościowe źródło wiedzy.

Piszę do Państwa, gdyż jestem przekonany, że pomożecie mi wytłumaczyć pewną sytuację jaka miała miejsce w moim życiu przed niemal miesiącem.

Otóż właśnie przed miesiącem zmarł mój stryj. Był człowiekiem schorowanym, ale pragnę zaznaczyć, że śmierć jego była dla całej rodziny ogromnym zaskoczeniem, gdyż znajdował się właśnie w doskonałym, jak na warunki choroby, stanie. Absolutnie nikt nie brał pod uwagę takiej możliwości, ani nie miały miejsca żadne rozmowy na temat jego stanu zdrowia.

Pewnej nocy, a właściwie poranka miałem sen. W tym śnie stryj przebywał u mnie w domu i szykował się do podróży. Był starannie i elegancko ubrany, wychodził z łazienki odkładając ręcznik, tak jakby przed chwilą brał kąpiel. Następnie z siedzącą na fotelu nieżyjącą już moją babcią zaczęli rozmawiać o tym, że najwyższy czas  odjechać. Stryj wydawał się szczęśliwy z powodu podróży. Pożegnaliśmy się i stryj razem z babcią wyszli z domu frontowymi drzwiami. Pamiętam, że mieli ze sobą podróżne torby. Nagle sen mój się urwał, bardzo szybko i wręcz drastycznie. Okazało się, że budzi mnie moja zapłakana mama oznajmiając mi, że przed 15 minutami stryj zmarł.

Nie ukrywam, że jestem osobą z natury sceptyczną, ale wielokrotne analizy tego snu na gruncie racjonalizmu nie dały mi żadnych odpowiedzi. Czyżby nie był to zwykły przypadek i stryj, jego duch, rzeczywiście przyszedł do mnie pożegnać się?

Czy w swojej długoletniej działalności spotkaliście się Państwo z podobnymi przypadkami? Byłbym wdzięczny gdyby zechcieli się Państwo podzielić ze mną swoją wiedzą na ten temat.

Serdecznie pozdrawiam,

Jakub

 

 

 Witam serdecznie,

 Z zamiarem napisania tego listu nosze sie juz tak dlugo, ze nawet nie pamietam juz dokladnie kiedy mialy miejsce wydarzenia/"sen" ktory zaraz postaram sie przedstawic. Bylo to ok stycznia, lub lutego biezacego roku. Musze przyznac iz w tym czasie ogladalem intensywnie przez ok 2dni (po czesci z nudow, po czesci z ciekawosci) materialy na temat ufo znajdowane w serwisie youtube. Zaczelo sie od filmow na temat nefilimow/gigantow, potem przyszedl czas na sumerow, w koncu przypadkiem trafilem na filmy przedstawiajace nagrania z promow kosmicznych przedstawiajace ufo formujace na orbicie rozne figury. Mniejsza o to. Wazne jest to ze wsrod ogladanych przeze mnie materialow z cala pewnoscia nie bylo zadnych dotyczacych uprowadzen przez kosmitow, odwiedzin, wszczepiania implantow, wiec raczej nie mozna mowic o besposrednim wplywie tych nagran na to co "przysnilo mi sie" jakis czas pozniej. Choc tajemnicze i niewyjasnione histoie interesuja mnie bardzo od wielu lat, a "filozoficznym" rozmyslaniom poswiecam duzo czasu, nigdy specjalnie nie interesowaly mnie sprawy zwiazane bezposrednio z ufo, w szczegolnosci przedstawiane w stylu "amerykanskim": jajoglowi kosmici, latajace spodki, Fox Mulder itd. Nigdy nie czytywalem wnikliwie  materialow na ten temat, choc mozliwe jest ze to wlasnie pod wplywem ogladanych mimochodem filmow i materialow zapamietanych na przestrzeni lat "przysnilo" mi sie, to, co sie "przysnilo". Do rzeczy. Bylo to ok 2, moze 3 tygodni po odwiedzinach na wspomnianym serwisie. Srodek nocy. Obudzilem sie, odczuwajac niepokoj. Z tego co pamietam, bylo dziwnie jasno. Na pewno nie tak jak to jest pokazywane w filmach, zadnych snopow oslepiajacego swiatla, obcych szarpiacych za klamki, ale jednak na tyle jasno ze moglem rozpoznac otaczajace mnie przedmioty. Lezalem na lewym boku rozgladajac sie po pokoju, pamietam ze patrzylem na zegar wiszacy na scianie, tuz obok drzwi. Godziny nie pamietam. Dodam, gdyz moze to byc istotny szczegol, ze lozko jest przystawione do zewnetrznej sciany domu, wychodzacej na ogrod... W pewnym momencie zorientowalem sie ze nie moge sie ruszac, ze jestem sparalizowany. Wlasciwie to jakby moglem ruszac sie w bardzo ograniczonym zakresie. Nie moglem obrocic sie na drugi bok, nie moglem wstac, krzyczec, wydobyc  zsiebie zadnego dzwieku. Moze to i dobrze, gdyz mysle ze nie chcialbym zobaczyc osobnika ktorego obecnosc chwile pozniej wyczulem miedzy mna a zewnetrzna sciana budynku. Mialem wrazenie ze jest maly, wielkosci 7-8 dziecka... W tym momencie krzyczalem w myslach; o wydobyciu z siebie jakiegokolwiek dzwieku nie bylo mowy. Czulem jakby ow osobnik zapieral sie o sciane i majstrowal cos przy moich plecach w okolicach kregoslupa.  Probowalem z tym walczyc, przygniesc go do sciany. Mialem wrazenie ze udalo mi sie czesciowo przezwyciezyc ten paraliz i ze faktycznie przygniatam go do sciany, az w koncu... tak jakby przez ta sciane przeniknal... W tym momencie wszystko sie skonczylo. Po tych wydarzeniach bylem w jakims dziwnym stanie, z jednej strony bylem przerazony tymi wydarzeniami, a z drugiej bylem bardzo senny i po jakims czasie usnalem.

Najgorsze jednak wydarzylo sie rano. Przypomnialem sobie o "snie" i stwierdzilem z usmiechem na twarzy,  ze jezeli to wydarzylo sie naprawde, to z pewnoscia zostal jakis slad bo "operacji". Odwrocilem sie do lustra bokiem tak zeby zobaczyc plecy... No i niestety znalazlem tam mala blizne ktorej nigdy wczesniej nie widzialem.Jasne przebarwienie na skorze. Nogi ugiely mi sie w kolanach. Pierwsze co zrobilem to wlaczylem komputer i zaczalem nerwowo przeszukiwac internet w celu znalezienia jakichs materialow na temat wszczepiania implantow,  uprowadzen itd.

Pierwszy wstrzas- znalazlem informacje na temat podobnych snow o malych kosmitach pojawiajacych sie w nocy. Drugi wstrzas-opis wydarzen przedstawionych przez kobiete ktora uwaza ze wszczepiono jej implant oraz jego wplywu na stan jej zdrowia.. To tez dziwne, bo w okolicach marca pojawily sie u mnie dziwne bole w rekach i nogach, drzenia miesni, a nawet lekki niedowlad lewej reki. Bylem juz w stepnie u neurologa i w najblizszych tygodniach zamierzam zaczac badania, choc odwlekam ten moment jak tylko sie da, bo zwyczajnie sie boje ze moze to byc jakas choroba ukladu nerwowego, albo tez przyczyny moich problemow nie da sie racjonalnie ustalic... Nie mam pojecia czy to tylko sen, czy moze sprowadzilem na siebie klopoty przez zbytnie zainteresowanie tematyka ufo. Moze trafili do mnie po numerze IP?Moze ktos udostepnil IM numer ciekawskiego Ziemianina? Moze to wlasnie ma wygladac na wplyw na sen informacji zebranych na jawie ? Pisze to smiertelnie powaznie. Jezeli jest to mozliwe, to prosze o podanie linkow do podobnych historii. Jestem ciekaw czy cos podobnego zdarza sie czesto, czy w ogole sie zdarza. Jestem 25letnim mezczyzna, studiuje, pije okazyjnie, nie pale, nie biore narkotykow. Wszystko przedstawilem tak jak to pamietam.

 Pozdrawiam serdecznie.

 



Witam,

Chciałbym Wam opowiedzieć dziwne przeżycie mojego dziadka tuż przed jego śmiercią.

Było to w sierpniu 1999r, ja miałem wtedy 21lat. Mój dziadek Józef (miał wtedy 80lat) z powodu choroby nowotworowej pęcherza leżał w szpitalu ( był już bardzo słaby) i po operacji anestezjolog nie mógł go wybudzić z narkozy. Stan dziadka  się szybko pogarszał, ustała akcja serca którą przywróciła dopiero reanimacja. Kiedy dziadek doszedł do siebie w szpitalu opowiedział mi i mojej mamie, że że ( w czasie kiedy był nieprzytomny) jakaś istota czy byt zabrała go wysoko tak że mógł obserwować całą kulę ziemską z góry, i wtedy ta istota przekazała dziadkowi wiedzę o tym jak wszystko we wrzechświecie działa ( oryginalne słowa dziadka - jak świat jest ułożony). Poprosiłem dziadka opowiedział  mi co dokładnie usłyszal lecz on powiedział mi, ze wtedy gdy tam był wszystko było dla niego oczywiste i tak jasne, rozumiał wszystko co usyszał od tej istoty lecz teraz nie potrafi znaleźć odpowiednich słów, nie ma wykształcenianie nie potrafi mi tego opowiedzieć bo jest prostym człowiekiem. Dziadek powiedział tylko że niedługo, jeszcze za naszego życia na ziemi będzie bardzo źle, będą jakieś kataklizmy a my będziemy płakać. Niestety dziadek zmarł w szpitalu następnego dnia.

 

                                                                                                       Paweł

 

 

 

Witam!

Niebawem ukaże się na rynku kolejna płyta gitarzysty Joe Satrianiego. Chciałbym zwrócić uwagę na materiał, który został opublikowany w Internecie przez wspomnianego artystę. Nie znam języka angielskiego, ale wydaje mi się, że z jego opowieści wynika, iż jeden z utworów niejako mu się "wyśnił". Został nazwany oczywiście "Dream Song".

Cała ta sytuacja zahacza nieco o tematykę, którą porusza Fundacja w swoim internetowym serwisie. Może powstanie więc krótki artykuł na wspomniany wyżej temat?

 



zwiń tekst



STRONA
1 23 24 25 26 27 28 29 50 67
Strona 26 / 67

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Ekipa FN wyrusza na Śląsk na operację Otwarte Niebo - wracamy w piątek.

UFO24

więcej na: emilcin.com

Czw, 5 gru 2019 13:01 | Chciałem krótko potwierdzić relacje o dziwnym przelocie grupy obiektów z 3.12.2019 r w godzinach 6.00 widzinych z okolic Gniezna. Obiekty poruszały się z zachodu na wschód, w jednej lini, w miarę równych odległościach, tylko obiekt zamykający kolumnę odstawał od reszty nieznacznie. Wyglądem przypominały satelity ale jednak nieco wyrażniejsze i jakby na niższym puapie. Brak dzwięku i lamp pozycyjnych typowych dla samolotów. Liczba widzianych obiektów około 40, z tym że obserwacja była już w trakcie...

Dziennik Pokładowy

Środa, 2 października 2019 |  Jeden z moich znajomych powiedział, że czytając serwis Fundacji Nautilus wiele lat temu doznał czegoś, co nazwał ‘przebudzeniem’. To był jeden tekst, który zmienił całe jego życie, gdyż przed tym tekstem nie brał pod uwagę, że istnieje reinkarnacja, a po jego lekturze już był pewien, że wędrówka dusz jest prawdą.  Podobnie było z naszą drogą do filozofii Zen.

czytaj dalej

FILM FN

Olbrzymie UFO sfilmowane nad Kalifornią w USA - 10-19-2019

archiwum filmów

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.