Dziś jest:
Piątek, 23 sierpnia 2019

"Religia, tak jak się ją dzisiaj praktykuje, przede wszystkim zwraca uwagę na kary i nagrody. Innymi słowy, podtrzymuje strach i zachłanność - dwie rzeczy, które najbardziej niszczą duchowość" A. de Mello

XXI Piętro
HISTORIE PRZESŁANE PRZEZ ZAŁOGANTÓW
Wyślij swoją historię - kliknij, aby rozwinąć formularz


Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie. Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl

Twoje imię i nazwisko lub pseudonim

Twój email lub telefon

Treść wiadomości

Zabezpieczenie przeciw-botowe

Ilość UFO na obrazie




Przerażający sen (?) ze zmarłym wujkiem
Nie, 5 lis 2017 13:04 komentarze: 1 czytany: 2583x

Witam,      Wydarzenie które chcę Wam przedstawić wydarzyło się ok. 2006-2007r.Przebywałem wtedy wraz z moją byłą narzeczoną u moich rodziców. W mieszkaniu w którym obecnie mieszkam. Pewnej nocy długo nie mogłem zasnąć a w końcu mi się to udało. Nagle otworzyłem oczy jednak nie jestem pewien czy to było we śnie czy nie. Zobaczyłem zmarłego wujka Grzegorza. Stał na środku pokoju.......

czytaj dalej

Witam,
      Wydarzenie które chcę Wam przedstawić wydarzyło się ok. 2006-2007r.Przebywałem wtedy wraz z moją byłą narzeczoną u moich rodziców. W mieszkaniu w którym obecnie mieszkam. Pewnej nocy długo nie mogłem zasnąć a w końcu mi się to udało. Nagle otworzyłem oczy jednak nie jestem pewien czy to było we śnie czy nie. Zobaczyłem zmarłego wujka Grzegorza. Stał na środku pokoju , w brzuchu albo za nim był jakby wielki wir który próbował mnie gdzieś wciągnąć. Czułem że za nim (za wujkiem) stoi jakaś zła siła, osoba która chce mi zrobić krzywdę jednak nie bałem się. Czułem jakbym miał dosyć sporą przewagę. I nagle wyrwałem się z łóżka.

W pokoju było normalnie, cisza i spokój. Udałem się do toalety i tam usłyszałem tonem moich myśli jednak na pewno nie przeze mnie stworzonych głoś „Wracaj do pokoju, Monice może coś zrobić krzywdę” .Zignorowałem to. Racjonalnie doszedłem do wniosku że w domu oprócz rodziców nie ma nikogo, zamknięte drzwi. Po ok. 1 min. Wróciłem do pokoju i poszedłem spać. Rano wraz z narzeczoną szliśmy do sklepu po zakupy. Była chyba sobota. Mówię do niej. Wiesz co mi się śniło ? Monika od razu mi przerwała .Powiedziała że w nocy pokój zrobił się nieludzko czarny i czuła jakieś zło. Wołała mnie jednak ja nie przyszedłem. Zapytała czy ja słyszałem jak mnie wołała ?

Opowiedziałem co mi się śniło. Normalnie był zapomniał o tym zdarzeniu jednak nie daje mi spokoju co wtedy w tym pokoju mogło się naprawdę wydarzyć. Dodam że wujek Grzegorz zginął śmiercią samobójczą a powody tego zdarzenia do dzisiaj nie zostały w pełni wyjaśnione. W tym samym pokoju kilka lat temu doświadczyłem opuszczenia ciała , wraz z podróżą za okno w stronę drzew. Trwało to ok. pół minuty. Po tym miałem paraliż całego ciała. Miałem otwarte oczy, czułem że żyję jednak nie mogłem się ruszać ok. 5-10min.Zaraz po tym całe ciało przeszły mi  t.z. mrówki. Jak wtedy gdy krew nie dochodzi do ręki i nagle zaczyna z tym że to obejmowało całe ciało.
 
Mój adres email proszę zachowac tylko dla Waszej wiadomości.
Pozdrawiam
Rafal





zwiń tekst



Sen z 'Radą Obcych'
Pt, 3 lis 2017 11:11 komentarze: 1 czytany: 3038x

[XXI PIĘTRO] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, .......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.

Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, byłam wśród nich. Byliśmy rośli, podobni do siebie, mieliśmy postać raczej męską. Mam wrażenie że patrzyliśmy na coś z dużej wysokości i obserwowaliśmy. Rozmawialiśmy o ludziach, o ich postawach. Ocenialiśmy ich. Inni mieli dużo wyrozumiałości, podziwiali przejawy heroizmu, poświęcenia. Dawali przykłady ludzi, którzy oddali życie w imię ratowania innych. Ja miałam zgoła inne spostrzeżenia. Patrzyłam na to z góry, ludzkie wybory wydawały mi się bardzo proste, życie nieskomplikowane.

Nie miałam wyobrażenia jak wygląda egzystencja na Ziemi, nie wiedziałam nic o skomplikowanych relacjach i uwarunkowaniach, ani o strachu. Gardziłam człowiekiem. Miałam w sobie dużo pychy i jeszcze więcej pewności siebie. Odpowiadałam innym, że to nic nie znaczy i o niczym nie świadczy, że my, że ja, bez trudu potrafiłabym lepiej, więcej, bardziej.

Siedzi to we mnie głęboko. Im jestem starsza tym odczuwam to silniej. Za każdym razem, kiedy przychodzi mi się zmierzyć z przytłaczającymi ludzkimi historiami, przyjrzeć się sieci emocji, powiązań i zrozumieć bezmiar ludzkiej bezradności, a w niej mimo to dostrzec przejawy heroizmu, za każdym razem wtedy przypominam sobie ten obraz z dzieciństwa. Przychodzi też refleksja, że zanim zacznie się kogoś oceniać, należy założyć jego buty i pójść jego drogą.

Któż może zatem nas sprawiedliwie poddać ocenie? Czy jest to w ogóle możliwe?

Członków „rady” widziałam jeszcze jeden raz. Nie wykazali zbytniego zadowolenia z tego co robię, z tego, że tutaj jestem. I zapowiedzieli mi, że nie będę miała już okazji kolejny raz przebywać na Ziemi.
Jako dziecko przeżywałam intensywnie te „odwiedziny”, a zapowiedzi „rady” wzbudzały we mnie obawy. Prosiłam więc dziadków i rodziców o jakieś wyjaśnienia. Oni przypisywali to wszystko dziecięcej wyobraźni i bagatelizowali. Może dobrze, gdyż wpływali w ten sposób na zmniejszenie mojego wewnętrznego napięcia wówczas.

Pozdrawiam




zwiń tekst



Zmarła mama dawała znaki we śnie, aby 'za nią nie iść'
Czw, 2 lis 2017 06:06 komentarze: 2 czytany: 2574x

Chciałabym opowiedzieć pewną historię, któta wydarzyła się w zeszłym roku. Ostatnie trzy lata to najgorszy i najtragiczniejszy czas w moim życiu, w którym musiałam zmierzyć się z nagłym odejściem najbliższych mi osób.Kiedy myślałam, że nadszedł czas wyciszenia i odstresowania, nagle i niespodziewanie zachorował mój brat. Jak się okazało na grypę.Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że antybiotyki.......

czytaj dalej

Chciałabym opowiedzieć pewną historię, któta wydarzyła się w zeszłym roku. Ostatnie trzy lata to najgorszy i najtragiczniejszy czas w moim życiu, w którym musiałam zmierzyć się z nagłym odejściem najbliższych mi osób.
Kiedy myślałam, że nadszedł czas wyciszenia i odstresowania, nagle i niespodziewanie zachorował mój brat. Jak się okazało na grypę.

Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że antybiotyki nie pomagały. Gorączka wzrosła do ponad 40 stopni i pojawiły się problemy z oddychaniem. Stan okazał się na tyle poważny,że zabrano go do szpitala. Tam w ciągu kilku godzin okazało się, że stan jest b. poważny ,problemy z samodzielnym oddychaniem,sercem itp. Z każdą chwilą stan się pogarszał. Ostatecznie lekarze postanowili wprowadzić brata w śpiączkę farmakologiczną.

Przez 2 tyg. jego stan był krytyczny i nie wiadomo było, czy z tego wyjdzie. Po tym czasie lekarze postanowili wybudzić go ze śpiączki. Jednak on wciąż, nie mógł samodzielnie oddychać. Kiedy jego stan zaczął się poprawiać i można było nawiązać z nim kontakt .Bardzo próbował przekazać nam jakąś informację na kartce, gdyż nie mógł jeszcze mówić z powodu intubacji. W końcu udało mu się napisać , że śniła mu się mama, która zmarła rok wcześniej. Pisał bardzo niewyraźnie i denerwował się, że nie możemy odczytać. Dopiero, kiedy mógł mówić, wyjaśnił co chciał nam przekazać. Otóż, śniła mu się (w czasie śpiączki) mama, on bardzo ucieszył się na jej widok i chciał z nią rozmawiać ale ona uciekała przed nim i dawała znaki, żeby za nią nie szedł.

On wtedy nie zdawał sobie sprawy z tego co oznaczał ten sen.

Mam nadzieję,że zainteresowała Was moja opowieść. Może słyszeliście podobne historie od osób, które były w śpiączce.
Jestem bardzo ciekawa. Przepraszam za długi tekst. .Pozdrawiam

Dziękujemy za bardzo ciekawy opis historii do naszego XXI PIĘTRA. Nie mamy żadnych podobnych opisów dotyczących śpiączki, ale nie ma dla nas wątpliwości - duch mamy nie chciał, aby brat 'już poszedł w kierunku światła', bo to najwyraźniej nie był jeszcze jego czas.



zwiń tekst



Pożegnanie z dziadkiem
Śr, 1 lis 2017 13:38 komentarze: 2 czytany: 2133x

Witam,  chciałbym podzielić się z Wami tym co mnie spotkało i poznać opinię na ten temat. Wyjaśnię wszystko od początku. Wychowywałem się z babcią, dziadkiem i matką, ojciec nas zostawił kiedy miałem kilka tygodni. Mój dziadek zawsze starał się zastąpić mi ojca, którego nie miałem i dzięki temu nie odczuwałem tak jego braku. Byłem z nim bardzo zżyty i to była dla mnie jedna z najważniejszych.......

czytaj dalej

Witam,  chciałbym podzielić się z Wami tym co mnie spotkało i poznać opinię na ten temat. Wyjaśnię wszystko od początku.
 Wychowywałem się z babcią, dziadkiem i matką, ojciec nas zostawił kiedy miałem kilka tygodni. Mój dziadek zawsze starał się zastąpić mi ojca, którego nie miałem i dzięki temu nie odczuwałem tak jego braku. Byłem z nim bardzo zżyty i to była dla mnie jedna z najważniejszych osób na świecie. Na początku lipca tego roku zabrało go pogotowie i wtedy już zaczęły się moje sny. Przez cały okres jego pobytu w szpitalu każdej nocy śnił mi się w jakichś codziennych sytuacjach. Po wszystkich procedurach  medycznych i fatalnym zachowaniu jednego ze szpitali przez kilka dni był w domu i wtedy mi się nie śnił. Kiedy już jego stan był zły udało nam się zawieść go do specjalistycznego szpitala ale tam przebył tylko noc i został przewieziony do tego, który jest połozony bliżej nas. Całą sytuację przeżywałem fatalnie (byłem zdołowany, nerwowy, nie mogłem jeść), wiedziałem, że to ostatnie chwile z moim kochanym dziadziem.

Zaraz po wiadomości o przewiezieniu dziadka do tego bliższego szpitala pojechałem tam  żeby przy nim być bo miałem przeczucie że to już koniec. Leżał nieprzytomny z podłączonym tlenem i kroplówka a ja jedyne co mogłem zrobić to trzymać go za rękę i wtedy mu obiecałęm, że go nie zostawię i zostanę z nim do końca. Nic więcej nie mogłem zrobić więc przynajmniej tak mogłem jakoś mu okazać to jaki jest ważny. Zmarł po jakichś 3 godzinach od mojego przyjazdu, byłem przy jego  śmierci razem z babcią i ciocią i czułem jakby satysfakcję, że go nie zostawiłem tylko byłem tak jak obiecałem. Wcześniej dali mi środek uspokajający ponieważ jestem bardzo nerwowy i strAsznie to przeżywałem.

To był czwartek wieczór, w nocy jeszcze wziąłem ten lek a później rano i tak co jakiś czas jak odczuwałem, że przestaje działać. W sobotę nie miałem chwili na to żeby mnie złapał jakiś taki "dół" ponieważ  było za dużo spraw organizacyjnych itd. więc nie brałęm już tego leku.  Wieczorem zebrała się rodzina, sąsiedzi oraz przyjaciele żeby pomodlić się za duszę zmarłego. Podczas trwania modlitwy różańcowej poczułem dreszcze na całym ciele, spojrzałem na ręce i widziałem tylko jak wlosy mi się podnosiły. Towarzyszyło temu dziwne uczucie, którego nie potrafię określić. Na prawym ramieniu "coś" poczułem. To nie była ręka ani nic co mógłbym określic, po prostu "coś". Wtedy za mną był mój dziadzio w swojej siwej koszuli i sweterku bez rękawów. Nie odwracałem się ale wiedziałem, że po prostu tam jest.

Trwało to chwilę a poźniej zniknął. Za jakiś czas znowu podobne uczucie ale tym razem  był kawałek dalej, z lekko spuszczoną głową i patrzył na mnie. Widać było lekki uśmiech na jego twarzy i to mnie bardzo podbudowało. Nie mogłem doczekać się kiedy wszyscy pójdą bo nie mogłem dłużej ukrywać swojej radości. Po zakończeniu zostaliśmy sami z najbliższą rodziną i mogłem już opowiedzieć o całym zdarzeniu. Padały pytania: co? gdzie? jest jeszcze? czy ktoś go jeszcze widział?. Nikt go nie widział i nic nie czuł oprócz mnie. Tego wieczoru przez chwile czułem, że jest gdzieś w moim pokoju. Za chwile poszedłem zmierzyć babci ciśnienie i też to odczuwałem, nawet mówiłem po cichu jakby do niego "teraz zmierzymy babci ciśnienie".  Ta sytuacja  z różańca dała mi zastrzyk pozytywnej energii i radości,  już nie potrzebowałem tego leku. Pogrzeb odbył się nazajutrz czyli w niedzielę.

Wiedziałem, że to będzie dla mnie ciężkie przeżycie więc miałem ze sobą ten lek ale tylko w razie sytuacji kiedy będę wiedział, że nie dam rady. Poszliśmy do pomieszczenia gdzie stała trumna, byłem tam cały czas do momentu zamknięcia ale o dziwo nie odczuwałem żadnych emocji, o płaczu też nie było mowy. Za jakąś godzinę dziadzio był już w kościele i tam było podobnie. Byłem pewien, że będę to trzymał w sobie aż w końcu coś pęknie i wybuchnę ale się przeliczyłem. Odprowadziliśmy ciało na cmentarz, po zakończeniu ceremonii poszedłem za trumną i przyglądałem się wpuszczaniu jej do grobu a następnie czynnościom wykonywanym przez grabarza. Nie wiem ile tam stałem ale pewnie trochę czasu minęło aż w końcu przyszedł po mnie brat cioteczny chcąc mnie odprowadzić. Po powrocie do domu byłem smutny i taki nieobecny ale nie potrafiłem zapłakać albo w jakiś inny sposób tego z siebie wyrzucić. Cały czas czekałem na to kiedy wybuchnę płaczem i to minie ale nie nastąpiło to do tej pory.

Ta sytuacja miała miejsce 28 lipca, [...] do tej chwili nie odczuwam jakiegoś smutku ani podobnego uczucia. Wszystko zmieniło się wtedy kiedy przyszedł i dzięki temu wiem, że gdzieś jest i już nie cierpi. Od pogrzebu śni mi się każdej nocy, może tylko raz czy dwa nie przyszedł do mnie we śnie. Mówiłem, że może mi się śnić caly czas bo mi to nie przeszkadza ani się tego nie boję. CIeszę się, że przynajmniej jest ze mną w nocy.

 Przepraszam, że aż tyle tego się zebrało ale chciałem dosyć szczegółowo wszystko opisać. Co Wy sądzicie o tym wszystkim. Przyszedł do mnie mój dziadzio czy po prostu sam sobie to wyimaginowałem? Dotąd tylko słyszałem o takich sytuacjach i nie wiem co o tym myśleć więc napisałem do ekspertów. Z góry dziękuję za odpowiedź.

pozdrawiam, Przemek.


I jeszcze jedna historia z tych nadesłanych do XXI PIĘTRA.


[...] Moze Panstwa zainteresuje moje doswiadczenie.

To bylo ok. 20 lat temu, gdy bylem jeszcze uczniem szkoly podstawowej. Zdarzenie mialo miejsce 1-3 miesiecy po smierci mojego dziadka. Wdrodze do szkoly, zobaczylem mezczyzne idacego tym samym chodnikiem, w moim kierunku, ale nie na wprost. Gdy byl juz bardzo blisko, rozpoznalem w nim mojego dziadka! Byl ubrany w charakterystyczny dla niego ciemno-zielony garnitur, na glowie mial kapelusz. Glowe mial skierowana wprost, ale oczy mial zwrocone na mnie. Bylem sparalizowany, pewnie strachem i zdziwieniem, wiec nie reagowalem zupelnie, kontynuowalem swoj krok. Jeszcze przez chwile po tym gdy sie minelismy nie mialem odwagi obejrzec sie do tylu, ale w koncu to zrobilem - nie bylo tam nikogo... Z tego co pamietam dookola nie bylo inni przechodni.

Dziadek ogromnie mnie kochal. Nota bene, zreszta mial bardzo bogaty zyciorys. Podobno uciekl z Katynia, zostal zeslany na Syberie, 3 razy udalo mu sie uniknac wyroku smierci. Do Polski wrocil w polowie lat 50tych. Byl bardzo dobrym czlowiekiem - gdy uwieziony w celi przymieral glodem, dzielil sie swoimi sladowymi porcjami chleba ze szczurami, ktore go odwiedzaly w celi. Chroniac rodzine nie chcial z nikim dzielic sie swoimi doswiadczeniami.

Mam w zanadrzu jeszcze jedna, potencjalna historie, dotyczaca kolezanki mojej zony. Miyako, ktora jest Japonka, opowiadala mojej zonie, ze kiedys poddala sie regresji hipnotycznej. Wierze w reinkarnacje, ale zwatpilem w prawdziwosc jej historii gdy uslyszalem ze byla kiedys ksiezniczka lub wysoko postawiona osoba na jakims dworze. To co mnie zastanowilo to fakt, ze w bodajze ostatnim wcieleniu byla Japonskim lekarzem przeprowadzajacym eksperymenty medyczne na chinskich wiezniach w trakcie drugiej wojny swiatowej. Ciekawe, ze akurat 2-3 tygodnie wczeniej czytalem artykul o zamiarze przebadania masowego grobu w poblizu slynnego Tokijskiego szpitala, w ktorym pospiesznie pochowano ofary nieludzkich eksperymentow gdy losy Japonczykow byly juz przesadzone. Miyako uczeszcza na kurs uzdrawiania (w pewnej miedzynarodowej szkole zalozonej przez byla pracowniczke NASA - nie pamietam w tej chwili nazwiska) a to, ze sie temu oddala, rowniez to, ze pracuje jako pielegniarka, zinterpretowala jako nieswiadome "zadoscuczynienie" tego czym zajmowala sie w poprzednim wcieleniu.


Pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]  [ raczej do wiadomosci redakcji :) ]




zwiń tekst



Nocne zmory - kilka historii
Wt, 31 paź 2017 09:39 komentarze: 13 czytany: 2141x

[...] Szanowna Redakcjo. Na poczatku mego maila chcialabym pozdrowic wszystkich czytelnikow Nautilusa. Postanowilam do Panstwa napisac,gdyz od lat mecza mnie "nocne zmory". Nie sa to zdarzenia pojawiajace sie kazdej nocy,niewatpliwie jednak sa dosc przerazajace. Ostatnie taka sytuacja wydarzyla sie okolo tygodnia temu. Przebudzilam sie w nocy, bylam w pelni swiadoma tego,co dzieje sie wokol mnie. .......

czytaj dalej

[...] Szanowna Redakcjo. Na poczatku mego maila chcialabym pozdrowic wszystkich czytelnikow Nautilusa. Postanowilam do Panstwa napisac,gdyz od lat mecza mnie "nocne zmory". Nie sa to zdarzenia pojawiajace sie kazdej nocy,niewatpliwie jednak sa dosc przerazajace. Ostatnie taka sytuacja wydarzyla sie okolo tygodnia temu. Przebudzilam sie w nocy, bylam w pelni swiadoma tego,co dzieje sie wokol mnie. Cos siedzialo mi na klatce piersiowej.Nie potrafie tego wyjasnic,wiem jednak,ze nie spalam.

Slyszalam przejezdzajace samochody za oknem mieszkania. Najgorsze bylo to,ze nie moglam otworzyc oczu. Probowalam jakby to powiedziec"odkleic" powieki dlonmi, ale nie moglam. Sytuacja taka powtarzala sie wielokrotnie w moim zyciu i za kazdym razem,gdy probuje sie z tego wyzwolic, slysze szyderczy smiech i czuje "zlo". Nie wiem jak to wyjasnic.
Wiem,ze jest to "zlo" i strasznie sie boje.

Trwa to jakas chwile,po jakims czasie udaje mi sie "wyzwolic" i otworzyc oczy. Jestem przebudzona kompletnie i wiem,ze nie byl to sen. Czasami jestem kompletnie sparalizowana ,nie moge wydobyc z siebie glosu i sie poruszyc. Wycwiczylam sobie ruszanie jednym palcem i gdy to cos mnie obezwladnia ,probuje stukac palcem w partnera,by mi pomogl. Wtedy probuje mnie z tego czegos wyrwac. Nie moge z nikim o tym rozmawiac,bo bylam wysmiewana,tlumaczono mi ,ze to byl sen,
jednak wiem,ze to mi sie nie snilo. Czy moglibyscie Panstwo poruszyc ten temat na swojej stronie raz jeszcze?
Co to jest?Czemu tak sie dzieje? Przeraza mnie swiadomosc,ze znowu mnie to spotkalo.
Z wyrazami szacunku
(dane do wiad. FN)
ps. Prosze o niepublikowanie mojego imienia.


**********************





witam :)
Szukalam informacji w internecie na temat zmory nocnej. Mam dopiero 20 lat a gdy bylam w gimnazjum przyszla do mnie poraz pierwszy. Nie pamietam tego dokladnie bo przyzwyczailam sie juz. Pojawia sie u mnie przez jakis okres i pozniej znika np na miesiac i tak jest w kolko. Jednak gdy ostatnio u mnie byla to utkwilo w mojej pamieci. Spalam wtedy u chlopaka. Bylo to juz nad ranem. Jak zwykle nie moglam sie ruszyc i nic powiedziec. Do tego nie moglam zlapac oddechu. Jednak widzialam wszystko co sie w okol mnie dzieje np. widzialam jak moj chlopak sie budzi i sie mi przyglada, odwraca sie i idzie spac myslac ze cos mi sie sni. Czulam jak powoli odplywam. Blagalam w myslach zeby mnie obudzil... I wtedy uratowal mnie telefon. Zwykla melodia i wszystko powrocilo do normy. Rozmawialam na ten temat z mama i okazalo sie ze ona jak i moja siostra rowniez byly "nawiedzane przez zmore". Wiem, ze da sie to wytlumaczyc medycznie ale rozne rzyczy ludzie mowia...

**********************


Pierwszy raz cos dziwnego w trakcie snu spotkalo mnie gdy mialam 17 lat. Pewnej nocy poszlam spac tak jak zwykle wieczorem. Obudzilam sie, lecz nie moglam nic powiedziec ani sie ruszyc. Jednak wiedzialam ze nie spie. Widzialam wszysko co jest w pokoju. Bylam swiadoma co sie dzieje. Rano wszystko pamietalam. Bylam przerazona. W internecie szukalam informacji na ten temat i doszukalam sie czegos co nazywaja naukowo paralizem sennym. To mnie uspokoilo. Szybko przestalam o tym myslec. Jednak po jakims czasie znowu mialam to samo. Tlumaczylam sobie to tym paralizem sennym to mnie jakos uspokajalo. Gdy zamieszkalam z moim chlopakiem tez sie czasem to powtarzalo. Lecz bylam jeszcze bardziej przerazona. Prubowalam z calych sil krzyczec a on mnie nie slyszal. Mimo ze widzialam ze lezy obok. Patrzylam na niego. Nie bylam w stanie sie poruszyc zeby go obudzic. Te "sny" pojawialy sie co kilka miesiecy. Jednak ciagle tlumaczylam to sobie paralizem sennym.

Po kilku latach urodzilam synka. Gdy mial jakies 2-3 miesiace mialam najgorszy sen. Obudzilam sie w srodku nocy. Slyszalam placz mojego dziecka. Nie moglam sie ruszyc. "cos" mnie przygniatalo do lozka. Krzyczalam do tego czegos aby mnie zostawilo. Krzyczalam ze musze wstac do mojego dziecka. Zeby mi dalo spokoj. Wyzywalam " to cos" od najgorszych. Pamietam ze strasznie przeklinalam. Po chwili sie obudzilam. Moje dziecko faktycznie plakalo. Nie wiem czy to byl sen. Ale to co bylo przed momentem, bylo tak realne. Pamietalam wszystko dokladnie. Bylam tak przerazona ze poswiecilam swiatla w calym domu. Ciezko mi bylo pozniej zasnac.

Ciagle o tym myslalam. Minelo kilka miesiecy. Juz prawie o tym zapomnialam.. I znowu sie pojawilo. Tym razem w ciagu dnia zasnelam na kanapie w pozycji na brzuchu. Moj synek lezal obok mnie. Uslyszalam jego placz i sie obudzilam. Jednak znowu nie moglam sie ruszyc. Cos ttrzymalo mnie za nogi. Nie pozwalalo mi wstac. Tym razem juz nie krzyczalam. Nie bylam w stanie. Mino ze czulam ze cos mnie trzyma mocno za kostki u nog. I znowu sie obudzilam. Wszystko pamietalam... Nie wiem czy to sa sny. Ale po czym takim normalnie sie budze po chwili lecz pamietam wszystko i dziwniesie czuhe. Przez chwile nie wiem co nam ze soba zrobic. Dalej tlumacze sobie to paralizem sennym.. Lecz to jest tak realne.. Nie wiem co o tym mam myslec. Szczerze to boje sie o tym myslec...

**********************


Droga redakcjo

Czytam Nautiliusa juz rok.Postanowiłam do was napisac w zwiazku z wydarzeniami poprzeniej nocy.Niedziela 2 marca niby wszystko w porzadku ale nie do konca.Obudziłam sie w srodku nocy i poczułam straszny ucisk w klatce piersiowej.Otworzyłam oczy gdyż brakowało mi tchu i zobaczyłam jakas mglista mase osiadajaca mi na piersi.Nie mogłam sie ruszyc byłam sparaliżowana.Chciałam obudzic męża żeby zaswiecił swiatło ale moje ciało było sparaliżowane przez te mase.Tak moge okreslic ten kształt.Nigdy czegos takiego nie doświadczyłami byłam przerażona poprzednia noca.Męza zbudziły moje jeki jak to okreslił.Zaswiecił swiatło a ja poczułam jak wszystko powoli znika.Co to mogło byc.Moge podac swoje dane do publikacji

IZABELA


**********************

Witam od jakiegoś czasu ciągnie się za mną temat zmory. Mam na imię Robert, mam 29 lat, dzisiaj doświadczyłem prawdopodobnie ataku zmory w czasie snu. Sam sen był bardzo dziwny, na początku śniło mi się już znane mi miejsce w którym już kiedyś byłem we śnie, bardzo duże pomieszczenie gdzie nie było widać końca jakby magazyny w zamkniętych klatkach z drzwiami ludzie siedzieli i sprzedawali różne towary. W pewnym momencie znalazłem się w innym miejscu wyglądało to jak wielopoziomowa budowla, którą podtrzymywały filary na tym samym poziomie na, którym się znajdowałem odbywał się coś w rodzaju demonicznego rytuał, miejsce było bardzo mroczne i minimalnie oświetlone dziwnym kolorem. Dodam tylko, że wyżej wymieniony sen nie miał nic wspólnego z sytuacjami z życia czy jakiegokolwiek filmu/książki. Po tym dziwnym pokazie znalazłem się w moim pokoju na moim łóżku leżałem na plecach w pewnym momencie zaczęła się zbliżać do mnie jakby zjawa, twarz miała trupią była ubrana w błękitną suknię lekko prześwitującą, poruszała się lekko uniesiona nad ziemią.

Gdy już się do mnie zbliżyła swoją szponiastą dłonią zaczęła przystawiać mi ją do twarzy, nagle znalazłem się na łóżku mojej mamy siedziałem ale zjawa znowu zbliżała się w moim kierunku i znowu leżałem w swoim łóżku i zjawa coraz bardziej mnie dusiła przez cały ten czas nie mogłem się ruszyć ani wydusić z siebie choćby jęku. W końcu resztkami sił takim przyduszonym głosem wypowiedziałem: "Odejdź" i w tym samym momencie obudziłem się cały zlany potem. Obudziłem się mniej więcej około 4.30 a na 5 rano miałem wstawać do pracy. Czasami wydawało mi się, że mogę obserwować siebie w czasie snu jakbym mógł zmieniać widok kamer a uczucie samego snu nigdy nie wydawało mi się tak realistyczne jakbym gdzieś w "podświadomości" wiedział, że zaraz "zejdę z tego świata" dosłownie. Wiem, że ludzie doświadczają podczas snu bezdechu ale moim zdaniem jest to całkiem inne zjawisko.

Sam jakbym pamiętał, że doświadczyłem czegoś co jest zwane bezdechem połączone z bezruchem w trakcie snu ale to co mi się przyśniło było całkiem czymś innym czymś bardzo realistycznym jakbym w tym śnie nie spał. Druga historia jaka mi się przydarzyła: Moja mama i moja siostra jeżdżą do znajomych na konie i któregoś dnia moja mama przynosi od znajomej lustro, ja zapytałem na co to lustro a mama odpowiedziała, że dla konia bo od jakiegoś czasu jest z nim problem. Koń po nocy jest cały spocony jakby pędził w galopie i do tego ma poskręcaną grzywę. Znajoma mojej mamy od której dostała lustro powiedziała, że u niej jeszcze kiedyś jak mieszkała na wsi doświadczyła czegoś podobnego z koniem i że ludzie na wsi bardzo wierzyli w takie zabobony i że to prawdopodobnie jest zjawa/zmora która męczy konia i że sprawdzonym sposobem na pozbycie się jej jest zawieszenie lustra tam gdzie stoi koń, kiedy zmora przejrzy się w lustrze przestraszy się własnego odbicia i zniknie na zawsze.

Pomyślałem sobie najpierw niezła bajka, stara babka opowiada jakieś zabobony, ale myślę sobie tak: grałem w Wiedźmina (polska gra) a tam było kilka motywów ze starodawnych wierzeń ludowych. Zacząłem szukać w internecie na ten temat i faktycznie są różne informacje na ten temat wraz ze zdjęciami. Wiem tylko tyle, że gdy właściciel koni zawiesił lustro przy tym koniu problem się rozwiązał. Morał z tego taki, że legendy nie są tak do końca tylko legendami i że jest w nich choć trochę wydarzeń prawdziwych i że świat nas otaczający jest nie tylko piękny (przyroda) ale bardzo dziwny i niewyjaśniony ( różne zjawiska nadprzyrodzone).


Pozdrawiam
[dane do wiad. FN]


********************

Opowiem wam coś : Miałem dziewczynę. Po 8 latach związku rozstaliśmy się bo się wypaliło. Potem ona chorowała i niestety zmarła. Nie miałem z nią kontaktu. Po roku od jej śmierci dowiedziałem się ze zmarła. Byłem tym załamany i poruszony. Wpadłem na głupi pomysł i powiedziałem w pracy ze zmarła moja EX i proszę o wolne bo potrzebuję dojść do siebie. Dostałem Tego dnia wolne. Wieczorem położyłem się spać około 3 nad ranem. Tej nocy śniło mi się że rozmawiam i kłócę się z moją Ex i nagle poczułem jej ręce na swojej szyi. Czuję to bardzo realnie. Zaczynam się szarpać bez skutku. Jest coraz gorzej. Nie mogę nabrać powietrza. Zaczyna bolec po paru sekundach. W zasadzie nie wiem ile czasu upłynęło. Po pewnym czasie zaczynam odzyskiwać świadomość i i nie mogę nic zrobić. Mam taką świadomość jak bym się znalazł faktycznie w tym śnie. To było straszne. Ta bezradność i lek przed nieznanym wcześniej doświadczeniem. Po przebudzeniu odetchnąłem z ulgą gdyż znajdowałem się we własnym łóżku. Niemniej mój oddech nie był normalny. Bolała mnie klatka piersiowa i gardło tak że z trudnością przełykałem ślinę .Czytałem już o bezdechu sennym i nie sadze by to było to z uwagi na nakładającą się przygodę z moja EX.


************************



Witam.
Wszystko zdazylo sie w nocy z czwartku na piatek 7/8 marca 2013r.
Polożyłem się spać po 24.. Nagle kolo godziny 3 obudzilem sie... Poczulem wrzątek na calym ciele.. Silny ucisk na klatce piersiowej i przyciaganie do lozka... Bylem w pelni swiadomy co sie dzieje.. Nagle zlapal mnie kompletny paraliz nie moglem kiwnac palcem.. Ani nic powiedziec probowalen krzyczec ale na prozno.. Nagle ukazala sie biala postac na suficie... Przechodzila z lewej krawedzi na prawa krawedz sufitu.. Trwalo to ok. 10min.. Gdy ta postac przeszla... Znikla... I nagle wszystko mnie puscilo... Bylem wprost posrany ze strachu...
Kev.

************************


Droga redakcjo!
Po przeczytaniu waszego artykułu na temat zmor nocnychi chciałabyym się podzielić z Wami moją bardzo dziwna historią.
Mam 24 lata  a moja historia zaczęła sie jakieś 10 lat temu, co noc gdy zasypiam słyszę syczenie koło ucha jakby węża czy czegoś podobnego myślałam ze jest to jakaś wada słuchu  i poszłam na badania ale wszystko było ok. Gdy zatkam uszy tego juz nie słyszę natomiast gdy słucham muzyki to syczy coraz głośniej, a dzieje się to tylko wtedy gdy wieczorem próbuję zasnąć, czasem nawet budzę sie w nocy bo syczenie jest tak głośne ze nie mogę spać. Rok temu przeprowadziłam się, syczenie ustało na około tydzień do momentu gdy obudziłam się w nocy z świadomością ze zapomniałam zamknąć drzwi budziłam chłopaka i pytałam czy on to zrobił odpowiedział ze nie i dalej poszedł spać a ja przez cały czas miałam wrażenie jakby ktoś był w domu, nagle spojrzałam na drzwi i ujrzałam kobietę  która szła w moja stronę i nagle zaczęła mnie dusić nie potrafiłam nic zrobić leżałam i krzyczałam aż obudził sie mój chłopak i wtedy kobieta zniknęła. Po tym wydarzeniu syczenie wróciło.
Pozdrawiam





zwiń tekst



Dwa niezwykłe sny z dzieciństwa
Pon, 30 paź 2017 06:08 komentarze: brak czytany: 2046x

[...] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, byłam wśród.......

czytaj dalej

[...] Chciałabym się podzielić moim wspomnieniem z dzieciństwa. Nie do końca pamiętam czy był to sen... Raczej obraz na jawie. Miałam wtedy około 6 lat i niewiele potrafiłam z tego zrozumieć. Zamęczałam tylko dorosłych pytaniami. Trwało to przez krótką chwilę, bo szybko zorientowałam się, że nie potrafią mi na nie odpowiedzieć.
Pamiętam obraz obszernej sali, w której obradowała grupa istot, byłam wśród nich. Byliśmy rośli, podobni do siebie, mieliśmy postać raczej męską. Mam wrażenie że patrzyliśmy na coś z dużej wysokości i obserwowaliśmy. Rozmawialiśmy o ludziach, o ich postawach. Ocenialiśmy ich. Inni mieli dużo wyrozumiałości, podziwiali przejawy heroizmu, poświęcenia. Dawali przykłady ludzi, którzy oddali życie w imię ratowania innych. Ja miałam zgoła inne spostrzeżenia. Patrzyłam na to z góry, ludzkie wybory wydawały mi się bardzo proste, życie nieskomplikowane. Nie miałam wyobrażenia jak wygląda egzystencja na Ziemi, nie wiedziałam nic o skomplikowanych relacjach i uwarunkowaniach, ani o strachu. Gardziłam człowiekiem. Miałam w sobie dużo pychy i jeszcze więcej pewności siebie. Odpowiadałam innym, że to nic nie znaczy i o niczym nie świadczy, że my, że ja, bez trudu potrafiłabym lepiej, więcej, bardziej.

Siedzi to we mnie głęboko. Im jestem starsza tym odczuwam to silniej. Za każdym razem, kiedy przychodzi mi się zmierzyć z przytłaczającymi ludzkimi historiami, przyjrzeć się sieci emocji, powiązań i zrozumieć bezmiar ludzkiej bezradności, a w niej mimo to dostrzec przejawy heroizmu, za każdym razem wtedy przypominam sobie ten obraz z dzieciństwa. Przychodzi też refleksja, że zanim zacznie się kogoś oceniać, należy założyć jego buty i pójść jego drogą.

Któż może zatem nas sprawiedliwie poddać ocenie? Czy jest to w ogóle możliwe? Członków „rady” widziałam jeszcze jeden raz. Nie wykazali zbytniego zadowolenia z tego co robię, z tego, że tutaj jestem. I zapowiedzieli mi, że nie będę miała już okazji kolejny raz przebywać na Ziemi.

Jako dziecko przeżywałam intensywnie te „odwiedziny”, a zapowiedzi „rady” wzbudzały we mnie obawy. Prosiłam więc dziadków i rodziców o jakieś wyjaśnienia. Oni przypisywali to wszystko dziecięcej wyobraźni i bagatelizowali. Może dobrze, gdyż wpływali w ten sposób na zmniejszenie mojego wewnętrznego napięcia wówczas.

Pozdrawiam

[...]

-----Original Message-----
From: [dane do wiad. FN]
Sent: [...]
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Czy to aby napewno był tylko mój zwykły sen o Ufo??

Witam szanowną fundację NAUTLIUS, pragnę podzielić się snem jaki przyśnił mi się wiele lat temu, byłem wtedy młody w wieku koło 13 może 14 lat nie więcej. To co chce opowiedzieć to sen, bardzo dziwny sen, który mimo upływu czasu wciąż pamiętam i czasami nie wiem dlaczego ale przypomina mi się w najmniej spodziewanych chwilach mego życia np. gdy spoglądam na gwiazdy w nocy lub tak od po prostu. To były wakacje, tej nocy  była godzina gdzieś koło 21:00 brałem prysznic szykując się do spania, noc była pogodna ciepła i bezchmurna a na niebie widać było bardzo wyraziście świetliste gwiazdy.

Mieszkam z rodzicami w dwu-rodzinnym domu mamy niewielki ogródek ogrodzony płotem a dalej jest dość duże pole pewnego gospodarza na którym uprawiał niegdyś buraki cukrowe lub żyto , obecnie pole jest zaorane i czeka na nowego gospodarza, ale do rzeczy, umyłem się następnie pamiętam że coś wypiłem chyba Pepsi,  pożegnałem się z rodzicami mówiąc dobranoc i ułożyłem się do swego łóżka tylko mój ojciec z tego co pamiętam siedział na fotelu do puźnej godziny robił tak często oglądając filmy w TV, w tym czasie już moja matka i brat spali. Pamiętam że ledwo położyłem się a zasnąłem , to działo się tuż nad naszym ogródkiem koło domu, dokładnie pamiętam masę obiektów świecących takim jakby bardzo jasnym kolorem trochę nawet lekko czerwonym kolorem obiekty te przypominały w kształcie dyski płaskie lecz u samej góry miały jakby wielkie koło świecące ,  widziałem siebie stojącego koło okna w kuchni z którego widok jest na nasz ogródek.

Obiekty te unosiły się na linii mego wzroku i było ich dość dużo każdy świecący tym samym światłem, nie wiem dlaczego? ale pamiętam jak gdyby coś lub ktoś przyciągał mnie do tych obiektów lecz ja nie mogłem się ruszyć, wydawało mi się że jakaś siła nakazuje mi spoglądać w niebo i patrzeć nieustannie na obiekty, w pewnym momencie poczułem się jak bym unosił się lekko w górę i przenikną przez okno w kuchni na zewnątrz unosząc się bezwładnie a na moje ciało promieniowało coś ciepłego. Nie trwało to długo i po pewnym czasie jakaś dziwna siła opuściła mnie, a ja widziałem siebie jak opuszczam się na ziemie a dokładnie na chodnik przy ogródku, wtedy tez świecące obiekty nagle zanikły kierując się w strone tego pola gospodarza,  a na niebie był wielki błysk coś na styl błyskawicy w deszczowy burzowy dzień. Obudziłem się i postanowiłem że snem podzielę się z mym ojcem lecz zanim  cokolwiek mu powiedziałem to pamiętam że on cały czas opowiadał że coś nie pozwalało mu zasnąć ponieważ cały czas slyszał jak ktoś się kreci z kuchni do pokoju na piętrze tam gdzie ja śpię .Ojciec myślał że to może ja chodzę w nocy że może do łazienki lub do kuchni, lecz dokładnie sprawdził i twierdził że zarówno ja i mój brat spaliśmy jak zabici.

Tym bardziej jest to dziwne iż sporo naszych sąsiadów twierdziło że noc była trochę jakby dziwna , nie było burzy ani deszczu a na niebie pojawiły się bardzo świetliste błyski twierdził choćby pan Leszek nasz bliski sąsiad. Ojciec mój trochę jakby pod wrażeniem , moja matka również niby się śmiali ale nie do końca lecz ja wiem ze było to bardzo dziwne i w zupełności odbiegające od mych innych snów. Wiele razy śniło mi się coś, lecz z reguły sen ten pamiętałem może parę dni i zapominałem, za to ten sen pamiętam wręcz prawie że doskonale, jestem prawie  pewien że w mym śnie musiało wydarzyć się coś jeszcze ponieważ to co mi się śniło tak szybko przeminęło, a ja przecież spałem dobre 10 godzin, czuję że w śnie na pewno musiało być coś jeszcze czego niestety nie pamiętam, może gdybym poddał się hipnozie co bardzo chciał bym uczynić dało by się o wiele więcej wywnioskować. Natomiast wiem jedno to było tak realne! i fascynujące że na długo tego nie zapomnę.
PS. W tym młodym wieku nie próbowałem alkoholu ani narkotyków,  to co opisałem jest moim najprawdziwszym przeżyciem…POZDRAWIAM! D. [dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Spotkanie babci z upiorną istotą
Nie, 29 paź 2017 07:55 komentarze: 4 czytany: 2362x

Witam załogę Nautilusa!Chciałam się poradzić was sprawy dotycząej tego co widziała moja babcia. Wierze w nią gdyż nikt raczej nie robi sobie z czegoś takiego kpin. Babcia obudziła się wśrodku nocy i odruchowo spojrzała na drzwi wejściowe. Ujrzała przy nich mężczyzne w eleganckim garniturze.Przestraszyła się ale nie potrafiła wydobyć ze swoich ust żadnego dzwięku (moja babci jest osobą bardzo przezorną.......

czytaj dalej

Witam załogę Nautilusa!
Chciałam się poradzić was sprawy dotycząej tego co widziała moja babcia. Wierze w nią gdyż nikt raczej nie robi sobie z czegoś takiego kpin. Babcia obudziła się wśrodku nocy i odruchowo spojrzała na drzwi wejściowe. Ujrzała przy nich mężczyzne w eleganckim garniturze.

Przestraszyła się ale nie potrafiła wydobyć ze swoich ust żadnego dzwięku (moja babci jest osobą bardzo przezorną i zawsze na noc zamyka dom na 4 spusty). Usiadła na łóżku a człowiek(?) zaczął się do niej zbliżać. Im bliżej był babci tym był brzydszy. W końcu zobaczyła ona kopyta zamiast dłoni i stóp i obrzydliwą twarz, którą wykrzywiał brzydki uśmiech. Zaczeła krzyczeć i obudziła mojego dziadka. Postać znikła.

Trzy dni poźniej kiedy wróciła do domu po pracy usiadła przy stoliku w kuchni i zasneła. Znowu ujrzała tą samą postać, która zbliżała się do niej i zaczeła ją dusić. Gdyby nie to, że do domu wszedł dziadek prawdopodobnie babacia by umarła. Z relacji mojego dziadka wynika, że nikogo nie widział ale grymasy i sposób w jaki jego żona się poruszała wyglądał jakby broniła się właśnie przed kimś aby jej nie uduszono.

Babacia tego samego dnia poszła do kościoła i wyspowiadała się. Widziadła ustały ale babcia do tej pory choć mineło od tego zajścia ponad 40 lat nie lubi o tym mówić. Rodzina, która zna tą historie uważa, że był to sam Przeciwnik Boga z piekieł. Nie wiem co mam na ten temat myśleć. Wiem tylko, że babcia na pewno nie kłamie bo znam ją na tyle iż wiem, że nie kłamie w takich sprawach.
Proszę o jakąś wskazówkę. Pozdrawiam!

Wydarzenie miało miejsce 40 lat temu i - jak rozumiemy - więcej się nie powtórzyło. Tego typu relacje określamy jako "ataki nocnej zmory" i absolutnie wierzymy w przebieg opisany przez Pana babcię. Można jednak śmiało założyć, że był to po prostu atak nawet ducha pośledniejszego szczebla nić wspomniany "szczyt piramida niewidzialnego zła", gdyż duchy są faktycznie w stanie zmieniać swój wygląd tak, aby maksymalnie wystraszyć świadka. W każdym razie dobrze, że był to jedynie incydent.

 



zwiń tekst



Przeżyłeś / przeżyłaś kiedyś efekt Déjà vu? Jeśli tak - koniecznie przeczytaj tę relację z XXI PIĘTRA!
Sob, 28 paź 2017 18:05 komentarze: 2 czytany: 2296x

Przeżyłam trzy dziwne historie. które chciałabym opisać. Gdyby nie Wasze strony prawdopodobnie nie myślałabym o tym. Zdarzyły się wiele lat temu ale dość dokładnie je pamiętam ze względu na niesamowity i niewytłumaczalny dla mnie charakter.Pierwsza z nich przydarzyła mi się podczas harcerskiego obozu na Mazurach w I lub II klasie liceum. Któregoś dnia nasz zastęp miał w planie  podchody.W tym.......

czytaj dalej

Przeżyłam trzy dziwne historie. które chciałabym opisać. Gdyby nie Wasze strony prawdopodobnie nie myślałabym o tym. Zdarzyły się wiele lat temu ale dość dokładnie je pamiętam ze względu na niesamowity i niewytłumaczalny dla mnie charakter.

Pierwsza z nich przydarzyła mi się podczas harcerskiego obozu na Mazurach w I lub II klasie liceum. Któregoś dnia nasz zastęp miał w planie  podchody.W tym celu wybraliśmy się w głąb lasu.Na pięknej dość dużej polanie ustaliliśmy drzewo,do którego będziemy zmierzać i rozpoczęliśmy zabawę.

Schowałam się niedaleko polany i w dość krótkim czasie udało mi się prawie dotrzeć do wyznaczonego punktu. Przycupnęłam za niewielkim krzewem i czekałam na dogodny moment.Na brzegu pustej polany stała koleżanka i wypatrywała nas.Nagle stało się coś dziwnego.Na środku polany zobaczyłam siedzące dwie młode kobiety i małą 5-6 cio letnią dziewczynkę.

Kobiety o czymś rozmawiały a dziewczynka wyciągała z koszyka grzyby. Byłam bardzo zaskoczona dlatego, że wcześniej tych osób na pewno tam nie było.Nie mogły też wejść na polanę nie zauważone.To trwało ułamki sekund i znów widziałam tylko koleżankę i pustą polanę. Byłam na tyle tym poruszona,że zdradziłam swoją kryjówkę i wyszłam do koleżanki pytając czy widziała te siedzące kobiety na polanie ale odparła,że nikogo nie było,bo musiałaby zauważyć.

Tu cała historia mogłaby się zakończyć i w pewnym sensie się zakończyła,bo szybko o niej zapomniałam ale......miała związek z inną sytuacją po kilkunastu latach. Tym razem wybrałam się z moją 6-cio letnią już córką i dwoma koleżankami na grzyby. Był to las niedaleko Otwocka gdzie wówczas mieszkałyśmy. Po jakimś czasie usiadłyśmy na polanie,żeby odpocząc. Koleżanki rozmawiały a ja odeszłam obok,bo wydawało mi się,że widzę pięknego podgrzybka. Podniosłam go, odwróciłam się w stronę siedzących koleżanek i wtedy doznałam uczucia,że to już kiedyś było.

Wiem,że wiele osób doznaje takiego uczucia. Mnie też zdarzało się to i wcześniej i pózniej ale nigdy nie udało mi się w takich momentach czegokolwiek kojarzyć prócz tego doznania,że to już było.Wtedy na tej polanie  nie tylko czułam,że to już było ale przypomniała mi się tamta polana z Mazur i obraz jaki wówczas widziałam. Byłam pewna,że widziałam ten właśnie fragment z mojego przyszłego życia. Obraz był taki sam -dwie kobiety i dziewczynka wyciągająca grzyby z koszyka.Do dziś jest to dla mnie niesamowita historia,której nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć.

 

 Autorka tej pięknej relacji przysłała nam dwie kolejne, które przedstawiamy poniżej.

[..] Moje dwie następne, nie mniej dziwne przygody, były do siebie podobne. Nie pamiętam który to był rok,mniej więcej koniec lat 90-tych. Pierwsza z nich wydarzyła się jesienią. Przycinałam krzewy malin przygotowując je do zimy. Wycięte gałązki układałam na kupkę z zamiarem pózniejszego spalenia. Gałązek było bardzo dużo i po jakimś czasie urosła mi spora sterta.

Postanowiłam ją trochę przydeptać, a właściwie uleżeć,bo położyłam się po prostu na niej na plecach. Spojrzałam odruchowo w niebo,bo moją uwagę zwrócił odgłos lecących żurawi. Zaczęłam je obserwować z zainteresowaniem. Nie leciały spokojnie.Widocznie tam górą wiał silny wiatr,bo rozrywał uformowany klucz i odrzucał pojedyncze ptaki daleko od niego. Słychać było ogromny hałas,bo ptaki walcząc z wiatrem głośno się nawoływały. Bardzo było mi ich żal,prawie namacalnie czułam ich strach i wysiłek. W tym momencie zorientowałam się,że leżę w taki sam sposób ale na stosie liści i obserwuję lecące ptaki-tym razem bociany.

Ich lotu nic nie zakłóca. Wiem,że mam 9 lat i bardzo cieszę się na myśl o przyjezdzie wuja z rodziną. Ocknęłam się znów na malinach i zauważyłam jak spokojny już klucz żurawi znika za horyzontem.To wszystko było bardzo dziwne,niby z pogranicza snu ale jestem pewna,że nie zasnęłam. Byłam zbyt zainteresowana tym co się dzieje na niebie by zasnąć. Byłam ciekawa jak ptaki sobie poradzą z wiatrem.W takich chwilach trudno o sen.Stwierdzam to dziś z dystansu,bo wtedy choć wydawało mi się to dziwne przestałam się nad tym zastanawiać dochodząc do wniosku,że musiałam zasnąć. Nie wracałabym do tej historii gdyby nie inny,bardzo podobny przypadek.

To było latem niestety nie pamiętam w którym roku-też lata 90-te.Wybraliśmy się z mężem na ryby nad jezioro. Mąż jakieś 2m odemnie rozplątywał żyłkę z wodorostów a ja obserwowałam naszego wówczas szczeniaka psa,który gonił ważki brodząc przy brzegu. W pewnym momencie ważka zaczęła oddalać się od brzegu i wypłynęła na pełne jezioro. Pies popłynął za nią. Wstałam,bo zaczęłam się denerwować,że to już niebezpiecznie  za daleko i nie będzie może miał siły wrócić. Zaczęłam go nawoływać.

Odwrócił się a ja poczułam prawie jego strach. W tym momencie zdałam sobie sprawę,że jestem nad jeziorem ale zupełnie innym.Też stoję nad brzegiem i obserwuję dwie małe dziewczynki brodzące w wodzie .Wiem,że to moja córka z koleżanką,obok mnie siedzi moja koleżanka a nasi mężowie przygotowują ognisko. To tak jakbym się cofnęła w czasie. Kiedy wracam do rzeczywistości mój pies dopływa do brzegu i wychodzi zziajany.. Sen? Nie sen,bo znów byłam zbyt pochłonięta obserwowaniem psa.

Poza tym stałam i nie upadłam,bo chyba zauważyłby to mój mąż Po tej przygodzie zastanawiałam się jakiś czas zarówno nad tą jak i poprzednią sytuacją ale obydwie były tak niedorzeczne,że w końcu przestałam o nich myśleć .Wróciłam do tych niecodziennych przygód dopiero po przeczytaniu Państwa stron i postanowiłam napisać. Jestem przekonana,że istnieje możliwość przemieszczania się w czasie i przestrzeni,bo chyba coś w tym rodzaju przeżyłam ,choć bez świadomego działania.

          Pozdrawiam całą załogę Krystyna


OD FN

Czas,a  raczej czasoprzestrzeń (tak twierdzą obce cywilizacje odwiedzające ziemię) przypomina zwoje popularnej zabawki w postaci spirali (zdjęcie poniżej)... I zachowuje się podobnie. Można go zwijać, rozwijać, łączyć różne elementy ze sobą, a nawet zaplatać na siebie. Efekty deja-vu mogą być jedynie konsekwencją tej właściwości czasu...

 

 



zwiń tekst



A ładnie to tak strzelać komuś w plecy?!
Pt, 27 paź 2017 08:04 komentarze: brak czytany: 2397x

[...] Ostatnio słuchałam na youtubie Wasz archiwalny program o dzieciach, które pamiętają wcześniejsze wcielenia i chciałam podzielić się przeżyciami mojej córki: zaczęła bardzo wcześnie mówić bo ok 1 roku i cały czas mówiła o wojnie, jak tylko gdzieś usłyszała coś o wojnie to zaraz płakała.Mając 3 lata wchodziłyśmy po schodach naszego domu gdy ona odwróciła się i znienacka oznajmiła: ładnie to tak.......

czytaj dalej

[...] Ostatnio słuchałam na youtubie Wasz archiwalny program o dzieciach, które pamiętają wcześniejsze wcielenia i chciałam podzielić się przeżyciami mojej córki: zaczęła bardzo wcześnie mówić bo ok 1 roku i cały czas mówiła o wojnie, jak tylko gdzieś usłyszała coś o wojnie to zaraz płakała.


Mając 3 lata wchodziłyśmy po schodach naszego domu gdy ona odwróciła się i znienacka oznajmiła: ładnie to tak strzelać komuś w plecy? Ja oniemiałam gdyż nigdy nie oglądaliśmy z nią filmów wojennych i nie rozmawialiśmy na ten temat. Jak była w 3 klasie to powiedziała, że ona nie może zdać do 4 klasy bo wtedy na historii będą się uczyć o II wojnie światowej, a ona tego nie wytrzyma, kiedyś podczas posiłku ( w tle był włączony telewizor i coś mówili o wojnie na świecie), jak tylko usłyszała, że zaczyna się wojna to rzuciła sztućce i krzyknęła spontanicznie, że ona nie chce znowu przeżywać wojny, ja jej powiedziałam, że ty nie przeżyłaś wojny ale ona mi odpowiedziała, że ja nic nie wiem.

Przez 7 lat od narodzin słowo wojna było dla niej niezwykle emocjonalne i wywoływało strach. Obecnie jest nastolatką i już nie pamięta swoich wspomnień. Jestem pewna, że zginęła podczas II wojny światowej jako młoda osoba bo często w wieku 2-3 lat budziła się w nocy z płaczem, że ona nie chce już umierać, dla mnie matki było to przytłaczające. Pozdrawiam Nautilusa Iwona

Pięknie dziękujemy za wszystkie historie przesłane na pokład okrętu Nautilus, gdyż zbierając je mamy wrażenie, że odkrywamy karty największej tajemnicy - reguł i zasad ludzkiego życia, które zostały stworzone na początku wszechświata. Ten przypadek jest typowym "śladem pamięci" po poprzednim wcieleniu. Proszę nam wierzyć - praktycznie wszystkie "fobie i lęki" ludzi to jedynie konsekwencje jakiegoś dramatycznego wydarzenia, które przeżyli w poprzednim życiu.



zwiń tekst



Bardzo realistyczny sen
Czw, 26 paź 2017 18:41 komentarze: 1 czytany: 1861x

[XXI PIĘTRO] Wczoraj wieczorem, w domu  przy  moim stole gościłam człowieka, którego twarz nie była mi całkiem obca, pomimo iż spotkałam go pierwszy raz.    Dzień wcześniej (przedwczoraj) miałam nieco dziwaczny, ale klasyczny sen w którym, ten pan występował razem z żoną. We śnie byłam u nich w bardzo wąskim, małym pomieszczeniu, gdzie ściany oddalone były na szerokość łóżka.......

czytaj dalej

[XXI PIĘTRO] Wczoraj wieczorem, w domu  przy  moim stole gościłam człowieka, którego twarz nie była mi całkiem obca, pomimo iż spotkałam go pierwszy raz.
    Dzień wcześniej (przedwczoraj) miałam nieco dziwaczny, ale klasyczny sen w którym, ten pan występował razem z żoną. We śnie byłam u nich w bardzo wąskim, małym pomieszczeniu, gdzie ściany oddalone były na szerokość łóżka na którym ci ludzie spędzali całe swoje życie, polegiwali na nim. On przedstawiał mi swoją dokumentację z historią schorzeń na jakie zapadał, ona leżała cichutko, jakby nieobecna przysłuchując się tylko. Nie zauważyłam nawet kiedy kobieta zniknęła, a na jej miejscu pojawił się gipsowy, pośmiertny odlew jej twarzy – wykonany własnoręcznie przez jej małżonka.

Osobliwe- pomyślałam, ale przez lata pracy nauczyłam się tolerować ludzkie dziwactwa i przyzwyczaiłam się, że każdy inaczej radzi sobie z bólem. Wyraziłam mu swoje współczucie z powodu żony a on przyznał mi się wtedy, że wcale tak dobrze razem nie żyli, że zanim ona dostała udaru- wyżywał się na niej i że ma obecnie wyrzuty sumienia, które nie dają mu wytchnienia. Po tym wyznaniu, pierwszy raz od dawna wyszedł z tego ciasnego domu na zewnątrz. Świat zmienił się, dużo budowało się w nowym stylu i widać było po nim, że czuje się wyobcowany.

    Następnego wieczora ten człowiek ze snu przywędrował do mojego mieszkania. Siedział naprzeciwko mnie na krześle, które mu wskazałam przy stole i prosił o poradę. Rozpoczęliśmy rozmowę, ale nie poszła ona w dobrym kierunku, gdyż zaczął on kpić sobie ze śmierci żony, sugerował i cieszył się, że wraz z jej zniknięciem pojawiły się w jego domu większe pieniądze. Nie spodobało mi się to. Zaczęło mi też nie pasować, że wizyta odbywa się w moim prywatnym miejscu zamieszkania, gdzie przecież nie pracuję. Dlaczego tutaj przyszedł? Wyprosiłam go, kazałam mu nigdy więcej nie wracać. Zniknął. Przeszłam się po pokoju zdenerwowana, wyjrzałam przez okno, za którym leciał samolot wydający charakterystyczny dźwięk. I nagle zrobiło mi się słabo, nie mogłam ustać, miałam trudności z mówieniem, przestawałam widzieć. W końcu udało mi się poprosić o pomoc. Ktoś pomógł mi się położyć, miałam palpitację serca, nie widziałam nic...

    Gdy tak leżałam, gwałtownie ocknęłam się i obudziłam. Byłam zdezorientowana, nie mogłam uwierzyć, że to był sen. Był bardzo realistyczny. Wzbudziło to we mnie niezwykłe poruszenie. Była druga w nocy a ja byłam totalnie rozbudzona, adrenalina nie pozwalała mi myśleć o odpoczynku. Zastanawiałam się, kto u licha tak mnie nachodzi w tych snach. Przetłumaczyłam sobie, że jestem przemęczona, że może to ma jakiś związek z sąsiadem, który przychodził ostatnio coś pożyczać. Skutecznie ukoiłam swoje wątpliwości.

    Dzisiaj, pomimo niewyspania, dzień miałam pracowity jak zwykle. O nocy nie miałam czasu, ani chęci rozmyślać. Do czasu. Tuż około południa w drzwiach mojego gabinetu stanął człowiek do złudzenia przypominający fizjognomią postać z moich snów z dwóch poprzednich nocy. Na jego widok wyraźnie przyspieszył mi puls, a potem zalała mnie fala nieprzyjemnego ciepła. Mogło go nieco zastanowić, że przyglądam mu się baczniej niż wypada, ale nie bardzo dbałam o to.  Przyszedł ze swoimi papierami do wglądu. Prezentował przy tym nieznośny dla mnie sposób bycia. Uważał, że zabawnie jest prezentować swoje szowinistyczne poglądy, swój kpiący, lekceważący stosunek do starszej, przykutej do czterech ścian żony. Chciałam jednak się czegoś o niej dowiedzieć.

Z tego co i jak o niej mówił wylewał się bardzo negatywny przekaz. Na wspomnienie informacji ze snów, które zlały mi się z tym co słyszałam od niego – zemdliło mnie. Wyraźnie było to spowodowane nadmiarem emocji. W trakcie tego spotkania nadmienił też mimochodem, że dwukrotnie był „po tamtej stronie”. Nie wiem czemu to powiedział, bo nie dałam mu do zrozumienia, że mogłoby mnie to zainteresować. Raz – przez dwa tygodnie przebywał w śpiączce po ratującej życie operacji i jeszcze drugi raz – przez kilkanaście godzin. Pamięta z tego tylko jak ciągle spadał w dół i ciemność, wszechogarniającą ciemność.
    Zdarzają mi się takie sytuacje co jakiś czas, ostatnio częściej, mimo to próbuję zachować zdrowy osąd i kierować się starą maksymą powtarzaną przez moją prababkę, że „sen – mara, Bóg – wiara”. Koncentruję się więc na informacji, że żona owego pana żyje. Póki co...

Pozdrawiam

[dane do wiad. FN]




zwiń tekst



Oczy w ciemności
Pt, 20 paź 2017 11:30 komentarze: 1 czytany: 2899x

[...] Moze cos wiecie na ten temat i jakos to wyjasnicie. Otoz moj kolega zpracy opowiedzial mi cos dziwnego. Otoz kiedys w srodku nocy cos gozerwalo ze snu. Nagle usiadl na lozku i nic nie widzial.Sama ciemnosc i nagle z tej ciemnosci zaczelo sie cos wylaniac. Mowil zewygladalo to z poczatku jak dwa reflektory. W miare jak sie zblizalo towywnioskowal ze sa to czyjes oczy wielkie swiecace nażółto. .......

czytaj dalej

[...] Moze cos wiecie na ten temat i jakos to wyjasnicie. Otoz moj kolega z
pracy opowiedzial mi cos dziwnego. Otoz kiedys w srodku nocy cos go
zerwalo ze snu. Nagle usiadl na lozku i nic nie widzial.
Sama ciemnosc i nagle z tej ciemnosci zaczelo sie cos wylaniac. Mowil ze
wygladalo to z poczatku jak dwa reflektory. W miare jak sie zblizalo to
wywnioskowal ze sa to czyjes oczy wielkie swiecace na
żółto. Mial on wrazenie ze te oczy sa przed nim a jednoczesnie nad nim a
takze ze to on znajduje sie wewnatrz nich. Po chwili uslyszal glos ktory
powiedzial: "Jam jest Pan Bog twoj" i oczy zniknely. Na sama mysl az mnie  
dreszcze przechodza.
Zaczela rowniez znikac ciemnosc w pokoju i zaczal dostrzekac spowrotem
latarnie za oknem. Mowil ze poty go ze strachu oblaly. Ale od tamtej pory
jego zycie zmienilo sie o 180 stopni.
Poznal kobiete, znalazl dobra prace, urodzilo sie mu dziecko. Po prostu
wszedl w rodzinne zycie. Jak myslicie co to moglo byc? Czy faktycznie
przemowil do niego Bog, czy byla to jakas halucynacja (zmora)? Pozdrawiam
i licze na pomoc z waszej strony. Radek z Elblaga




zwiń tekst



Dziwne odgłosy eksplozji - jedna po drugiej...
Czw, 19 paź 2017 07:01 komentarze: 4 czytany: 2723x

Witam serdecznie. Bardzo proszę o zainteresowanie się tym co napiszę i możliwie szybką odpowiedź, czy nauka potrafi to jakoś wyjaśnić... Jakieś 3-4 miesiące temu wraz z moim kuzynem (ja 29lat kuzyn 22lata) staliśmy zwyczajnie przed jego domem i rozmawialiśmy, były to godziny nocne 22-24 nie potrafię określić. Gdy tak gadaliśmy nagle usłyszeliśmy potężne huki, które dobiegały z "nieba" Dało się określić.......

czytaj dalej

Witam serdecznie. Bardzo proszę o zainteresowanie się tym co napiszę i możliwie szybką odpowiedź, czy nauka potrafi to jakoś wyjaśnić... Jakieś 3-4 miesiące temu wraz z moim kuzynem (ja 29lat kuzyn 22lata) staliśmy zwyczajnie przed jego domem i rozmawialiśmy, były to godziny nocne 22-24 nie potrafię określić. Gdy tak gadaliśmy nagle usłyszeliśmy potężne huki, które dobiegały z "nieba" Dało się określić, że pochodzą z dwóch różnych miejsc oddalonych od siebie. Te potężne huki były rytmiczne względem siebie. Może przypominało to trochę sonic boom ale trwało nieprzerwanie około 1.5-2 minut. Działo się to na wsi oddalonej od miasta 20km
To nie była burza, nie było chmur, widać było gwiazdy i nie padało. Nie było blysków czy piorunów. Było to bardzo dziwne ale zapomnieliśmy o tym. Aż do wczoraj... Wyszedłem na papierosa, było około 23:45 gdy nagle usłyszałem ten sam huk z nieba (dźwięk był taki sam)
Ciężko to opisać ale wiem że to było to samo co słyszałem z kuzynem. Różniło się tym, że dźwięk pochodził z jednego miejsca (z nieba) i trwało bardzo krótko było tylko dwa "uderzenia, huki" Nie tylko ja to słyszałem, z wielkiego drzewa oddalonego kilkaset metrów uciekły ptaki które tam spały. Tuż po huku zaczęły głośno "krakać" i odlatywały. To nie był zbieg okoliczności. Byłem trzeźwy w obu tych przypadkach, jestem normalny, nie robię sobie żartów. Jestem tym trochę zaniepokojony, nie wiem czego się spodziewać. Bardzo liczę na odpowiedź z państwa strony która by to wyjaśniła. Za jakikolwiek odzew będę bardzo wdzięczny. Pozdrawiam.

Kamil

/wiadomość trafiła na pokład okrętu Nautilus 18 października 2017/

Nauka - o której Pan wspomniał - zna przeróżne źródła nocnych huków. Od odpalania petard przez spragnioną emocji młodzież po odgłosy fali dźwiękowej przez przekraczające prędkość dźwięki wojskowe samoloty odrzutowe. Oczywiście można także założyć, że było to coś "zupełnie innego", ale nie sposób rozstrzygnąć tego typu jedynie odgłosy, których źródło jest niejasne.

I jeszcze jedna wiadomość - tym razem z Irlandii. Dotyczy "dziwnych rozbłysków na niebie".


[...] Dobry wieczór

Wczoraj w nocy zaobserwowałem coś, co do chwili obecnej wzbudza we mnie niepokój.

Mieszkam obecnie w nadmorskiej miejscowości Dingle w Irlandii. Wczoraj w nocy (17.10) wędkowałem ze znajomym Walijczykiem u wejścia do tzw. Dingle Harbour. Około godziny 23,20-23,25 zauważyłem, że coś nienaturalnego zaczęło dziać się na niebie po mojej lewej stronie. Noc była bardzo ciemna, część nieba przesłaniały chmury. Światło latarni i domów docierało do nas tylko od strony Dingle (pn-zach). Moją uwagę zwróciła seria rozbłysków rozjaśniających niebo dokładnie po południowej stronie Dingle Harbour. Jest to wąski przesmyk, który prowadzi do większej zatoki (Dingle Bay). Pomyślałem, że nadciąga burza. Ale dziwne wydało mi się, że rozjaśniające niebo rozbłyski następują po sobie bardzo szybko (nawet kilka w ciągu sekundy!). Wyglądało to jakby, gdzieś na środku Dingle Bay ktoś robił setki zdjęć przy użyciu olbrzymiej lampy błyskowej albo po prostu spawał. Trwało to wszystko dobrych 15-20 sekund. Rozbłyski rozświetlały na biało całą południową część nieba. W końcu zjawisko nagle ustało. Podszedłem do znajomego i zapytałem, czy to widział. On jednak zakapturzony (było tylko ok. 7 stopni i wiał zimny, północny wiatr) nic nie zauważył.
Sam wkrótce zacząłem odczuwać ból głowy i nudności, które minęły dopiero ok. 3 nad ranem. Jednak po obudzeniu kolejnego dnia wciąż nie czułem się zbyt dobrze.

Może zaobserwowane przeze mnie zjawisko miało coś wspólnego z przejściem nad Irlandią dzień wcześniej potężnego huraganu Ofelia?

Pozdrawiam
Tomasz [dane do wiad. FN]



zwiń tekst



Nie martw się już, kochanie. Tu jest dobrze, jestem szczęśliwa...
Wt, 17 paź 2017 08:23 komentarze: 3 czytany: 2585x

Witam szanowną Fundację. Postanowiłam napisać tą wiadomość po przeczytaniu artykułu "Leczenie duszy". Moja relacja ma z nim niewiele wspólnego, ale to natchnęło mnie i kazało opisać swoje przeżycia sprzed ośmiu lat.Kiedyś często odwiedzała nasze mieszkanie ciocia mojej matki. Z moim bratem również pieszczotliwie nazywaliśmy ją "ciocią" i w sumie nią właśnie była - kimś ukochanym, wyczekiwanym bardziej.......

czytaj dalej

Witam szanowną Fundację. Postanowiłam napisać tą wiadomość po przeczytaniu artykułu "Leczenie duszy". Moja relacja ma z nim niewiele wspólnego, ale to natchnęło mnie i kazało opisać swoje przeżycia sprzed ośmiu lat.

Kiedyś często odwiedzała nasze mieszkanie ciocia mojej matki. Z moim bratem również pieszczotliwie nazywaliśmy ją "ciocią" i w sumie nią właśnie była - kimś ukochanym, wyczekiwanym bardziej niż ktokolwiek inny. Byłam dzieckiem i kochałam ją nad własne życie. Ja również byłam dla niej wyjątkowa, "kochana Aneczka".
To wszystko się jednak zmieniło. Nadszedł czas, gdy przystępowałam do Komunii św. Cioci nie było, nie mogła przyjść. W niespełna miesiąc później trafiła do szpitala dostając udaru mózgu. Pamiętam, jak wróciłam wtedy z Kalwarii; dowiedziałam się od mamy i od razu pobiegłam do Kościoła pomodlić się z nabytym obrazkiem Matki Bożej. Modliłam się: "Boże, Boże, uchroń ciocię... Ona nie może odejść". Niestety - w kilka dni później, dokładnie miesiąc po mojej komunii - umarła. Moja rozpacz nie znała granic. Miałam osiem lat, pierwszy raz stykałam się ze śmiercią, rozumiejąc, że to już koniec ziemskiego życia. Ale nie mogłam się z tym pogodzić. Płakałam, rozpaczałam, a słońce jak na złość lśniło i przygrzewało, ja stałam nad trumną ukochanej osoby i zastanawiałam się: dlaczego? Dlaczego właśnie teraz?

Bardzo długo wracałam do psychicznej formy. W lipcu wyjechałam na dwa tygodnie do siostry mojej mamy, do tej samej miejscowości, w której mieszkała ciocia. Starałam się jakoś żyć, kuzynka bezskutecznie mnie pocieszała. Z dnia na dzień było lepiej, ale niewystarczająco.

Jak na ironię - w miesiąc po śmierci cioci, a w dwa po komunii - miałam swój pierwszy sen. Najprawdziwszy sen, których nigdy wcześniej nie miałam. Ale przechodząc do wizji.
Widziałam tunel, rozświetlony jasnym, błękitnym światłem. U jego wylotu stała zaczerniona postać - nie widziałam jej, ale wiedziałam, że to ciocia. Miała na sobie pamiętną czarną sukienkę trumienną. Czułam jej spokój i szczęście; powiedziała mi: "Nie martw się już, kochanie. Tu jest dobrze, jestem szczęśliwa". Sen się zakończył, a ja obudziłam się z wolnym od trosk sercem oraz umysłem.

Przez tych kilka ostatnich lat przyśniła mi się jeszcze dwa razy. Pierwszy sen jest mniej ważny od tego następnego. Drugi bowiem przyśnił mi się kilka dni przed uroczystością Wszystkich Świętych w tamtym roku. Była to bardzo niespokojna wizja, wręcz upiorna. Ciocia polowała w nim na moją energię, a ja ukrywałam się u rodziców, przestraszona... I choć teraz już nie jestem tak religijna jak kiedyś, specjalnie poszłam do Kościoła, odmówiłam dziesiątkę różańca. To zaleciła mi mama, która zresztą w kilka dni po uroczystości miała sen z ciocią. Usłyszała w nim: "Podziękuj jej".
Taka to już specyfika snów.

Kilka dni temu miałam również przedziwny sen. Byłam w nim ścigana przez jakiegoś mężczyznę, którego rozstrzelała grupa żołnierzy. Ale to mnie ważne; ważna jest dalsza część. A mianowicie: dowódca podszedł do mężczyzny, który nie był już człowiekiem, a zwykła duszą. Żołnierz zapytał się go jak się czuje, a ten odparł mu na to: "Skoro tu stoję, oznacza to, że nic po tamtej stronie nie jest takie, jak to opisano w Biblii".

Tyle z mojej strony.
Pozdrawiam, Anna




zwiń tekst



Śmierć i dziwny znak
Pon, 16 paź 2017 11:15 komentarze: brak czytany: 2390x

Witam Załogę,mam do opisania historię, która zdarzyła mi się kilka lat temu. Wtedy to niespodziewanie zmarł mój ulubiony wujek. Okoliczności jego śmierci były niejasne, jego ciało znaleziono ułożone na klatce schodowej. Okazało się, że wujkowi pękł tętniak na mózgu.Tata mówił, że wujek chyba przeczuwał swoją śmierć, ubrał się i wyszedł z mieszkania. To dlatego znaleziono go na korytarzu. Dwójka moich.......

czytaj dalej

Witam Załogę,
mam do opisania historię, która zdarzyła mi się kilka lat temu. Wtedy to niespodziewanie zmarł mój ulubiony wujek. Okoliczności jego śmierci były niejasne, jego ciało znaleziono ułożone na klatce schodowej. Okazało się, że wujkowi pękł tętniak na mózgu.


Tata mówił, że wujek chyba przeczuwał swoją śmierć, ubrał się i wyszedł z mieszkania. To dlatego znaleziono go na korytarzu. Dwójka moich kuzynów była wtedy mała, chyba nie chciał, aby widzieli jak umiera...
Ja już nie mieszkałam z rodzicami i nie wiedziałam, co się stało. Pewnego ranka, kiedy jeszcze spałam, usłyszałam jak telewizor zaczyna wydawać jakieś dziwne dźwięki, a następnie się włączył. Nie potrafię opisać tych dźwięków, nigdy wcześniej czegoś takiego nie było. Wyłączyłam telewizor i zasnęłam. Tego samego dnia, dowiedziałam się od mamy, że wujek zmarł. Dziś sądzę, że dał mi znak, że odchodzi.

Pozdrawiam, M. ( proszę o zachowanie adresu mailowego i danych personalnych do wiadomości redakcji)


Na pokład Nautilusa trafiła wiele lat temu bardzo podobna historia związana z włączeniem się radia dokładnie w momencie śmierci bliskiej osoby. To pokazuje, że tzw. "znaki zwiastujące śmierć" mogą dotyczyć także zachowania urządzeń elektronicznych.



zwiń tekst



Zegarek na ręku zatrzymuje się... - czy ktoś się z tym spotkał?
Nie, 15 paź 2017 06:04 komentarze: 15 czytany: 5126x

[...] Droga Fundacji Nautilus! Od dłuższego czasu obserwujmy z żoną dziwne zjawisko. Otóż - a trwa to juz kilka lat - zegarki które moja żona ma na rece przestają chodzić. Początkowo były to zegarki mechaniczne - w pewnym momencie zatrzymywały się. Ten zegarek włożony na moją rękę zaczynał chodzić i chodził bardzo dokladnie. Wykonywaliśmy próby z różnymi zegarkami. Zawsze było to samo. Na Jej rece.......

czytaj dalej

[...] Droga Fundacji Nautilus! Od dłuższego czasu obserwujmy z żoną dziwne zjawisko. Otóż - a trwa to juz kilka lat - zegarki które moja żona ma na rece przestają chodzić. Początkowo były to zegarki mechaniczne - w pewnym momencie zatrzymywały się. Ten zegarek włożony na moją rękę zaczynał chodzić i chodził bardzo dokladnie. Wykonywaliśmy próby z różnymi zegarkami. Zawsze było to samo. Na Jej rece po kilku dniach zatrzymywał się....potem włożony na moją rekę zaczynał chodzić i to bardzo dokładnie.
        W latach następnych Żona zaczęła używać zegarka elektronicznego - przez pewien okres było wszystko w porządku - chodził prawidlowo. Ale po pewnym czasie stanął. Bez powodu. Został odłożony na ok.trzy dni - a następnie ja wlożyłem go na rękę.......działa prawidlowo........ .Czy ktoś potrafi mi wyjaśnić o co tu chodzi?


OD FN

Wśród rozlicznych fenomenów z czasem (i zegarkami) nie spotkaliśmy się z podobnym zjawiskiem, więc.. nie bardzo możemy pomóc naszemu czytelnikowi z wyjaśnieniem tego fenomenu. Może ktoś z czytelników serwisu będzie w stanie opisać "coś podobnego".

/najnowsza relacja na końcu/

Na koniec trochę z innej beczki, ale także częściowo związane z zegarkami. Mamy w naszym potężnym archiwum "GRAFIKI I OBRAZY FN" dość osobliwą animację związaną z upływem czasu i zegarkiem. Ma ona jedną, zadziwiającą cechę: dłuższe patrzenie się na nią powoduje podświadomy efekt "spadania" i lęku z nim związanego... prezentujemy ją poniżej.




Już po naszej publikacji dostaliśmy bardzo ciekawy opis kolejnego przypadku "zatrzymującego się zegarka"! Prezentujemy go poniżej:

[...] Witam ,
przeczytałam dziś na Waszej stronie artykuł o zatrzymującym się zegarku... i zaniemówiłam - bo całe lata pytałam wszystkich, czy ktoś zetknął się kiedyś z podobnym fenomenem. I oto proszę!

Moja historia zaczęła się ponad 20 lat temu. Miałam ok. 28 lat. Miałam od dobrych kilku lat stary zegarek - mechaniczny, (nakręcany). Nigdy się nie psuł. Chodził idealnie. Nagle, bez przyczyny zaczął się późnić, ale nie tak normalnie, tylko jakby stawał na kilka minut i znów zaczynał chodzić i znów stawał i potem przyśpieszał. nigdy nie mogłam być pewna czy dobra jest godzina czy nie. Nie dawało się go naprawić. Mąż kupił mi więc w prezencie nowy zegarek marki radzieckiej Czajka. Również mechaniczny. Chodził jakiś miesiąc. Potem był w naprawie średnio raz w miesiącu. Reagował identycznie jak stary. Raz chodził, raz nie, raz się śpieszył, raz nie. Po 5 czy 6 takich naprawach - zegarmistrz się mnie zapytał czy pracuję przy jakichś urządzeniach magnetycznych. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie - tylko w biurze. Zdziwił się mocno i przyznał , że nigdy nie widział czegoś takiego. Powiedział, że zegarek się nie psuje - tylko namagnesowuje, więc cała jego naprawa polega na tym, że rozkręca go na elementy pierwsze, każdą część rozmagnesowuje i znów skręca. Poradził mi żebym kupiła testowo zegarek na baterie, to może problem zniknie. Tak zrobiłam, wyszłam od niego i na rogu kupiłam najtańszy zegarek od ulicznego handlarza, ale na baterie i miałam go z 10 lat - chodził idealnie, tylko szybciej niż zwykle zużywały się baterie:). Natomiast mój "dziwny" zegarek dałam mamie i nosiła go jeszcze wiele lat.
Zawsze mnie ciekawiło co we mnie siedzi:)). Jako ciekawostkę jeszcze dodam, że mniej więcej od tamtej pory nie mogę robić żadnych wecków, konkretnie ogórków kiszonych. Wszystkie słoiki zawsze się psują:(((.
Nie mam pojęcia co to jest....
Pozdrawiam Redakcję.
Dorota



zwiń tekst



STRONA
1 23 24 25 26 27 28 29 50 64
Strona 26 / 64

szukaj:  

Wejście na pokład

Zapamiętaj mnie

Wiadomość z okrętu Nautilus

Z POCZTY DO FN [...] Witam. Obejrzalem film ktory wrzuciliscie na strone i na youtube. I chcialbym Wam powiedziec ze wlasnie okolice Mlawy sa hot-spotem ufo. Sam od 6 lat obserwuje rozne rzeczy, medytuje i widze rzeczy ktore wychodza za ramke naszej rzeczywistosci. I jak piszecie ze bedziecie miec sprzet najwyzszej jakosci to okolice Mlawy sa idealne. Sam mieszkam we Wieczfni koscielnej oddalonej o 13 km od Mlawy. Mam widok z tarasu na cale niebo. I juz nie raz pisalem do Was z o roznych moich...

UFO24

więcej na: emilcin.com

Pon, 19 sie 2019 07:37 | W dniu 18 sierpnia o godz. 13:17 ok. 1 km od lotniska Strachowice przez przednią szybę samochodu zauważyłem białą kulę lecąca wolno na wysokości ok. 300m.  Kula leciała ne tej wysokości z prędkością ok. 1m/sek przez około minutę po czym gwałtownie zwiększyła wysokość.W tym momencie sięgnąłem po smartfon, wyszedłem z samochodu i zrobiłem 4 zdjęcia. Czwartego nie załączam, bo na nim nie widać obiektu który zniknął za chmurami. 

Dziennik Pokładowy

Czwartek, 25 lipca 2019 | 22 lipca 2019 roku odszedł w stronę światła Marek Rymuszko. Twórca i pomysłodawca miesięcznika ‘Nieznany Świat’, który przebudził miliony ludzi ze snu i sprawił, że dostrzegli inny, nieznany świat. Ale odszedł przede wszystkim bliski mi człowiek, którego brak odczuwać będę do końca mojej ziemskiej wędrówki.

czytaj dalej

FILM FN

UFO NAD MŁAWĄ - 15 sierpnia 2019

archiwum filmów

Informacje z Hydepark "N"



25 sierpnia :: Dowód na to, że żyjemy w hologramie? Nauka dochodzi do coraz bardziej zaskakujących wniosków na temat natury naszej rzeczywistości. Czy jest możliwe, że świat to hologram?: viewtopic.php?f=33&t=5532
25 sierpnia :: Paradoks bilardowy - podróże w czasie Dyskusja na temat hipotez dotyczących podróży w czasie od trochę innej strony. Możliwe, czy nie? Oto jest pytanie: viewtopic.php?f=53&t=5626
2 listopada :: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - do czego zaprowadzi nas przyszłość? Dyskusja o kierunku rozwoju świata i możliwych scenariuszach. Sztuczna inteligencja, technologie i wynalazki, które zaważą na naszym gatunku: viewtopic.php?f=28&t=4291

wejdź na forum i dołącz do dyskusji

Archiwalne audycje FN

Playlista:

rozwiń playlistę




Właściwe, pełne archiwum audycji w przygotowaniu...
Będzie dostępne już wkrótce!

Poleć znajomemu

Poleć nasz serwis swojemu znajomemu. Podaj emaila znajomego, a zostanie wysłane do niego zaproszenie.

Najnowsze w serwisie

Wyświetl: Działy Chronologicznie | Max:

Najnowsze artykuły:

Najnowsze w XXI Piętro:

Najnowsze w FN24:

Najnowsze Pytania do FN:

Ostatnie porady w Szalupie Ratunkowej:

Najnowsze w Dzienniku Pokładowym:

Najnowsze recenzje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: OKRĘT NAUTILUS - pokład on-line:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: Projekt Messing - najnowsze informacje:

Najnowsze w KAJUTA ZAŁOGI: PROJEKTY FUNDACJI NAUTILUS:

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.