Dziś jest:
Czwartek, 3 kwietnia 2025
"Cokolwiek mógłbyś zrobić lub o czym marzysz - po prostu to zrób. Taka zuchwałość ma w sobie geniusz, moc i magię."
J. W. Goethe
Zachowamy Twoje dane tylko do naszej wiadomości, chyba że wyraźnie napiszesz, że zezwalasz na ich opublikowanie.
Adres email do wysyłania historii do działu "XXI Piętro": xxi@nautilus.org.pl
czytaj dalej
[...] Witam! Wczoraj tj 20/07/2020 około godziny 23.00 w Inowrocławiawiu os, Piastowskie wyszedłem na balkon. Noc była pogodna i ciepła, gwiazdy bardzo dobrze widoczne. Wpatrywałem się w niebo... po pewnym dłuższym czasie z kierunku wschodniego pojawił się obiekt..bo właściwie jak inaczej to nazwać, więc określam to obiektem. Był trójkątem , takie odniosłem wrażenie. Posiadał na wierzchołkach trzy światełka a pomiędzy nimi trójkątną czarną materię płaszczyzny. Sunął bezszelestnie w kierunku północno zachodnim na niezbyt wysokim pułapie, to było zaledwie kilka chwil gdy mogłem zdarzenie uchwycić wzrokiem. Pierwszy raz spotkało mnie coś takiego, nie mam pojęcia co to tak naprawdę było. ale z pewnością wiem że to nie ptaki, nie samolot , nie meteory. to dosłownie był trójkąt z trzema światłami, który wręcz ślizgiem poruszał się po niebie. opowiedziałem te historie żonie i córce, jak mogłem oczekiwać nie pozostawiły mnie bez litościwego uśmieszku. No cóż...widziałem to ...i tyle, reszta jest nieważna.
POZDRAWIAM!
[...]
relacja jest z naszego serwisu www.emilcin.com dział RELACJE
[...]Dobry wieczór. Wysłałem do Państwa wiadomość e-mail ze zdjęciami i filmikiem z obserwacji niezidentyfikowanego obiektu który ponownie pokazał się w miejscowości Wieruszów koło Świdnicy dolnośląskie w dniach 21 i 22 lipca w godzinach 21 do poznej nocy. Nie mogłem dłużej obserwować poniewaz rano musiałem wstać do pracy.
Pozdrawiam serdecznie
[...]
czytaj dalej
[…] Witam FN! Bardzo się cieszę, że jest taki portal jak Wasz, bo jest to jedno z najważniejszych dla mnie miejsc w sieci. Ale ja w innej sprawie. Zadawaliście sobie pytanie, czy można przewidzieć liczby z losowania LOTTO? Ja oczywiście próbowałem to zrobić, ale mi nigdy się nie udało, ale w rodzinie mam dowód na to, że jest to możliwe. To zdarzenie miało miejsce wiele lat temu, ale do dziś nie daje mi spokoju i często do niego wracam. Moim zdaniem przewidywanie liczb z losowania lotto jest możliwe i mam na to dowód.Było to tak – był rok 2009, kiedy żyła moja babcia. Ona nigdy nie interesowała się grą w lotto, a grał dziadek. Potem dziadek zmarł i babcia zamieszkała z nami, ale nigdy nie grała, nie wypełniała kuponów itp. To była bardzo dobra osoba i mówiła tylko, że gdyby znała numery, to by mi je powiedziała. Kiedyś rozmawialiśmy o tym, jak szczęśliwi są ludzie którzy trafili w lotto kumulacje, bo nie muszą chodzić do tych idiotycznych prac i firm, ale normalnie żyć, bez stresu i zmartwień, z czego żyć.
Babcia już wtedy była mocno chora i nie wychodziła z domu. Rozmawiałem z nią o tym, że gdyby dziadek żył, to na pewno by grał. Następnego dnia babcia powiedziała, że w nocy przyśnił jej się dziadek i powiedział, że słyszał naszą rozmowę i że przekazał jej cztery liczby, które padną w losowaniu lotto. Babcia powiedziała mi te liczby, a ja w żartach obiecałem, że wypełnię kupon i je skreślę. Już prawie o tym zapomniałem, ale wypełniając kupon w punkcie LOTTO przypomniałem sobie, co powiedziała mi babcia. Wszystkich numerów nie pamiętałem, ale tylko trzy, bo czwartego nie mogłem sobie za Chiny Ludowe przypomnieć. I te trzy numery wypełniłem i wysłałem zakład. Dwa dni później o mało nie spadłem z krzesła, kiedy zobaczyłem wyniki losowania Lotto. Wszystkie cztery numery podane przez babcię okazały się trafione! Ja miałem tylko trójkę, ale gdybym pamiętał czwarty numer, to miałbym czwórkę.
Dziś babcia już nie żyje, ale świadkami tego wydarzenia są moi rodzice i mogą to potwierdzić. Długo o tym myślałem, dlaczego dziadek nie podał wszystkich sześciu liczb czy pięciu, a tylko cztery. W każdym razie jest to dowód na to, że zmarli mogą przez sen przekazywać żyjącym informacje dotyczące przyszłości. Myślę, że tę historię powinniście mieć w swoim archiwum. Pozdrawiam.
[dane do wiad. FN, e-mail z 2013 roku]
I jeszcze najnowsza wiadomość z naszej najnowszej poczty
From: […]
Sent: Friday, July 17, 2020 12:53 PM
To: Fundacja Nautilus
Subject: Archiwum Roberta Bernatowicza.
Witam.
Nie mam pewności czy piszę do istniejącej instytucji, ale właśnie odsłuchałem na you tube chyba sprzed wielu lat - audycji o możliwości wygranej w lotto i język mnie zaświerzbił. Zagadnieniem tym zajmuje się od dawna . Przez przypadek - a jakże - natrafiłem na algorytm matematyczny przenoszący informację z przeszłości do czasu jeszcze nie opisanego - czyli odpowiadam na pytanie o konkret w przyszłości. Od marca 2019 znajduje się w zupełnie innej rzeczywistości badawczej (pierwsza reakcja to oczywiście opadnięcie szczęki) W największym skrócie chodzi o analizę rozkładu liczb pierwszych bliźniaczych, lub ich wielokrotności - występujących w parach, z których jedna znajduje się w przeszłości, (czasami odległej 31 lat, 58 lat) i nie chodzi tu o liczby z zakresu 1-49. Przewidywalność dotyczy 5 liczb z łatwym wskazaniem na tę szóstą. Komplikacje. To niespójność materii. Na początku losowania odbywały się tylko raz w tygodniu w niedzielę. Potem, w soboty i w środy. Jeszcze później w bieżącej dacie odbywały się 2 losowania. W chwili obecnej są 3 losowania w tygodniu, ale pod tym samym numerem są 2 losowania i lotto plus ma znaczenie w analizie. Im dłużej nad tym pracuje, tym więcej jednak wykorzystuje klasyczna matematykę liczb naturalnych. Niestety matematykiem nie jestem i nie wiem czy to jest odkrycie.
Pozdrawiam […]. (no matematics)
czytaj dalej
Ksiądz Jerzy Popiełuszko dwa razy po śmierci uratował mi życie. Relacja Danuty Szaflarskiej, wspaniałej najdłużej żyjącej i pracującej polskiej aktorce.
[...] Dzień dobry, przesyłam tekst o Danucie Szaflarskiej, wspaniałej polskiej aktorce, która była najdłużej pracującą aktorką na świecie, a która w 2014 roku w wieku 99 lat podzieliła się z innymi ludźmi swoją historią dotyczącą między innymi uratowania jej dwukrotnie życia przez jej przyjaciela, którym był nieżyjący już wtedy ksiądz Jerzy Popiełuszko.
" Niesłychanie wymowny, piękny epizod zagrała w Pokłosiu Władysława Pasikowskiego. Opowiadała:- Dzwonili do mnie w samym środku urlopu i namawiali na rolę u Pasikowskiego w filmie o Jedwabnem. Ale ja chciałam wiedzieć, co mam do zagrania. Wreszcie wysłali tekst. Przeczytałam i od razu powiedziałam, że biorę.Jestem zadowolona i dumna z mojego udziału w tym filmie. To był dla mnie duży wysiłek - psychiczny i fizyczny. Reżyser chciał, żebym grała z ogromnymi emocjami. A ja uważałam, że tak straszny tekst trzeba mówić jak najprościej. Bo taki tekst paraliżuje. Po zakończeniu zdjęć powiedziałam do Pasikowskiego: Wie pan co, ja się pana bałam. A on na to: Ja pani też.
W filmie była czymś na kształt sumienia; pojawiała się nagle, może z lasu, może z powietrza, i przypominała, że zamordowanym należy się od żywych pochówek i pamięć. Film budził kontrowersje. Obwiniano Pasikowskiego o to, że kręcąc Pokłosie, dbał, by przypodobać się światowej opinii publicznej, więc bezkrytycznie propagował antypolskie stereotypy. Stosunek Szaflarskiej do tych zarzutów zawiera się w anegdocie, którą opowiedział mi Remigiusz Grzela.- Po moich Bagażach kultury, w których wystąpiła pani Danuta, odprowadzałem ją do taksówki. Trwały już wtedy w Teatrze Żydowskim próby do teatru "Sklep przy głównej ulicy", w którym miała grać główną rolę. Mówi mi:" Po Pokłosiu zrobili ze mnie wroga narodu, więc zagram w Teatrze Żydowskim. Mogą mnie pocałować w ...". Powiedziała, w co mogą pocałować. I pokazała gest Kozakiewicza. Po czym wsiadła do taksówki. Miała wtedy sto jeden lat"
Pozwoliłam sobie na początek tekstu zamieścić ten fragment z książki Gabriela Michalika "Danuta Szaflarska. Jej czas" , ponieważ przedstawia w dość mocny sposób silny i niezależny charakter Danuty Szaflarskiej, który cechował ją od samego dzieciństwa, aż do śmierci w wieku 102 lat. Jest to też o tyle ważne w kontekście tego, czym Danuta Szaflarska podzieliła się z innymi ludźmi opowiadając, jak dwukrotnie została uratowana przez księdza Jerzego Popiełuszkę, ponieważ niektórzy mogliby stwierdzić, że były to tylko opowieści tzw."nawiedzonej, kościelnej staruszki", a tak nie było.
Danuta Szaflarska urodziła się w 1915 roku w Kosarzyskach. Aktorką została przed wybuchem drugiej wojny światowej, ale stała się znana i popularna po zagraniu po wojnie w dwóch filmach, które cieszyły się ogromną popularnością. Były to "Zakazane piosenki" z 1946 roku, oraz "Skarb" z 1948. Swoją karierę aktorską kontynuowała grając w ponad 40 filmach takich jak "Pożegnanie z Marią", "Żółty szalik", "Diabły,diabły", "Pora umierać" i na deskach teatru kreując ponad 80 ról teatralnych, a zakończyła ją w listopadzie 2016 roku w wieku 101 lat. Zmarła trzy miesiące później 19 lutego 2017 roku w wieku 102 lat. Była jak już wspomniałam na początku najdłużej pracującą i żyjącą polską aktorką.
Przyjaźń z księdzem Jerzym Popiełuszką rozpoczęła się tuż po ogłoszeniu stanu wojennego w 1981 roku, kiedy to Danuta Szaflarska została wydelegowana przez Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom do obserwowania procesów aresztowanych robotników Ursusa i Huty Warszawa. Jak wspominała po latach w sądzie obok niej usiadł młody, chudy chłopak w dżinsach, który z łagodnym uśmiechem na ustach przedstawił się - Jestem ksiądz Jerzy Popiełuszko. Może pójdziemy na kawę?
Danuta Szaflarska nie była tym początkowo zachwycona, ponieważ bez ogródek stwierdziła, że nie lubiła księży, ponieważ z ich powodu straciła wiarę ponad 40 lat wcześniej. Jednakże ten ksiądz wywarł na niej tak wielkie wrażenie, że od tej chwili na każdej rozprawie siedzieli obok siebie, a wspólnie wypijana kawa stała się miłym dla obojga rytuałem. Zaprzyjaźnili się bardzo szybko, pomimo tego, że pani Danuta przyznała się, że jest osobą niewierzącą i niepraktykującą. Dla księdza Jerzego nie miało to znaczenia, ponieważ dla niego ważny był człowiek bez względu na to czy był wierzący, czy też nie. Danuta Szaflarska jak sama mówiła ze względów politycznych zaczęła pojawiać się na Mszach za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, aby czytać na nich wiersze w ramach politycznego protestu. Przyjaźń była tak silna, że widywali się codziennie. Ksiądz odwiedzał panią Danutę i jej dwie córki, oraz wnuki w domu. Często też gościł w domu pani Danuty w górach. Cała jej rodzina go pokochała. Doszło też na prośbę Danuty Szaflarskiej po ponad 40 latach do spowiedzi i nawrócenia. Niestety jak wszyscy pamiętamy życie księdza Jerzego zostało brutalnie przerwane w październiku 1984 roku, kiedy to porwano go, torturowano, a następnie zamordowano za jego działalność na rzecz Solidarności w wieku zaledwie 37 lat.
Wracając do wspomnień Danuty Szaflarskiej 19 października 2014 roku stojąc na ołtarzu kościoła Świętego Stanisława opowiedziała zebranym swoją historię dwukrotnego uratowania jej życia przez księdza Jerzego Popiełuszkę:
- Kiedyś, jeszcze za jego życia, byłam niezdrowa, leżałam. Przyszedł do mnie. "Słyszałam, że jesteś chora, przyniosłem ci lekarstwo. I do prawej ręki dał mi czekoladę".
Dlaczego o tym mówię? Jakiś czas po jego śmierci miałam poważną operację w szpitalu. Po operacji leżałam na OIOM-ie. W pewnym momencie zaczęły się straszne bóle w mostku. Zawał serca. Ja krzyczałam, a lekarze mierzyli tylko ciśnienie, które spadało bez przerwy. Widzę, że nikt mi nie pomaga, nikt nie umie mi pomóc. Wyciągnęłam prawą rękę i pomyślałam: "Jerzy, daj mi lekarstwo". Za chwilę otwierają się drzwi, wchodzi młody lekarz, idzie prosto do mnie, trzyma w ręku lekarstwo. Mówi: "Proszę otworzyć usta". Taki spray pod język. I bóle ustają. - fragment książki G. Michalika "Danuta Szaflarska. Jej czas".
Jak się później okazało, młody lekarz zapytany - dlaczego zszedł z drugiego piętra i wkroczył na salę podając swój prywatny lek, którym szpital wówczas nie dysponował ratując życie pani Danucie, nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Stwierdził, że nagle poczuł, że ma zejść na dół ze swoim prywatnym lekarstwem, co też uczynił. Czuł się jak sterowany podświadomie. Danuta Szaflarska czuła całym sercem, że sprawił to ksiądz Jerzy.
Drugi raz, kiedy ksiądz Jerzy Popiełuszko uratował życie pani Danucie miał miejsce, gdy miała prawie 90 lat. Wracała z banku. Gdy była już na klatce schodowej napadło ją trzech mężczyzn, którzy zaczęli ją dusić, aż straciła przytomność. Jak się później okazało na klatce schodowej nieprzytomna leżała ponad pół godziny. Jak opisała ten moment, możemy przeczytać w książce G. Michalika "Danuta Szaflarska. Jej czas":
I co się wtedy działo? Nic. Nie było mnie. Nagle zobaczyłam, że jestem w ciemnym pomieszczeniu, taka pieczara. Jakaś duża pieczara, a na końcu jest korytarz taki ciemny. I zjawiło się światło i światło szło do mnie, i ja wiedziałam, że to jest Jerzy. To było tak niezwykłe, ponieważ od tego światła szło uczucie takiej miłości, takiego szczęścia, jakiego nigdy w życiu nie poznałam. Byłam bardzo szczęśliwa. To światło się zbliżyło i po lewej stronie koło mnie zatrzymało się na chwileczkę. A potem zaczęło się oddalać. I odeszło. Potem za jakiś czas wróciłam pomaleńku do życia. To jest wszystko święta prawda, co mówię. Jerzy o tym wie!
- I wiem, że to Jerzy był u mnie. I pomógł mi żyć. Nie miałam zamiaru o tym opowiadać, bo ktoś może powiedzieć, że takie rzeczy się nie zdarzają. A jednak się zdarzają.
Danuta Szaflarska, została znaleziona przez sąsiada na schodach w rozerwanym płaszczu, pobita, od pół godziny nieprzytomna, jak udało się później ustalić. Wezwał karetkę i policję. Wszyscy dziwili się, że przeżyła, ponieważ była już tak jak wspomniałam osobą 90- letnią.
Warto jeszcze wspomnieć o pięknej karcie w życiu Danuty Szaflarskiej w ciągu drugiej wojny światowej, gdzie pomimo, że została mężatką i urodziła córeczkę, a także miała pod opieką matkę, intensywnie działała w ruchu oporu. W trakcie wojny była w miarę możliwości czynna zawodowo przebywając między innymi w Wilnie. Tam właśnie sama doświadczyła przebłysku przewidywania przyszłości.
W 1941 roku zaczęto deportować Litwinów, Polaków, Żydów. W wagonach jak mówili ludzie Ruscy stłoczyli trzydzieści sześć tysięcy ludzi. Danuta Szaflarska dostała zadanie dostarczenia paczki dla jednej z deportowanych osób. Cały dworzec otoczony był wojskiem czerwonoarmistów. Wykorzystując wrodzony wdzięk i talent aktorski udało jej się dostać w okolice wagonów, w których stłoczeni ludzie poznając ją jako aktorkę wołali do niej. Ona jednak wypatrywała oczu człowieka, któremu miała dostarczyć paczkę i nagle stał się cud, w którymś zabitym deskami okienku pokazały się te oczy. Przez kobietę z Litewskiego Czerwonego Krzyża, która stała na torach udało jej się podać paczkę. Natomiast do ludzi stłoczonych w wagonach powiedziała, żeby się nie martwili, bo za tydzień spadną tu niemieckie bomby. Sama, jak wspominała, nie wiedziała, dlaczego tak mówi. Była to niedziela 15 czerwca. Tydzień później, w niedzielę 22 czerwca 1941 roku siedziała z kolegami w jednej z kawiarni w Wilnie. Nagle piękne, słoneczne niebo zrobiło się ciemne od samolotów. Zaczęły spadać bomby. Podmuchy wybuchu zmiotły stoliki, wszyscy znaleźli się na ziemi. Pani Danuta była tak przerażona, że za chwilę rozerwie ją bomba, że wbiła zęby w ziemię i wołała "mamo". Dwa dni później do Wilna wkroczyli Niemcy witani przez Litwinów kwiatami.
W czasie Powstania Warszawskiego uczestniczyła w organizowaniu koncertów dla powstańców i ludności cywilnej. W koncertach uczestniczyli między innymi Mira Zimińska, Irena Kwiatkowska i Mieczysław Fogg. Jako łączniczka przyjęła pseudonim "Młynarzówna". Cały czas biegała. Nie bała się, miała niebywałą intuicję. Zawsze wiedziała, czy pójść w lewo, czy prawo. Każde miejsce, z którego wychodziła było zbombardowane, ale każdy kto szedł z nią nie został nawet draśnięty. Raz gdy przeprowadzała jedną rodzinę, poczuła nagle, że muszą zawrócić, co też uczynili. Po chwili w miejsce, gdzie szli wcześniej spadła bomba. Wszyscy się uratowali, dzięki intuicji pani Danuty.
Tutaj też w trakcie powstania wyniosła Danuta Szaflarska wspomnienie, które w niewyjaśniony sposób przeniknęło do tekstu pisarki Doroty Masłowskiej, która urodziła się trzydzieści dziewięć lat po powstaniu i powróciło do Danuty Szaflarskiej.
Wspomnienie było następujące: na ulicy Poznańskiej pewnej nocy przebywała razem z dzieckiem w kamienicy. Jej córeczka miała rok. Sąsiednia kamienica płonęła już od trzech dni. W żarze suszyła pieluchy dziecka. W nocy było zupełnie ciemno, ale ogień z płonącej kamienicy wszystko oświetlał. Zaczęła obserwować mieszkanie na drugim piętrze. Widziała dokładnie cały pokój, meble i nagle ruszył sam rower, który tam stał i zaczął jechać przez cały pokój, bez człowieka. Pomyślała wtedy - "ruch martwych ciał"...
Wspomnienie odżyło po zatrudnieniu Danuty Szaflarskiej w wieku 95 lat w Teatrze Rozmaitości u Grzegorza Jarzyny. Jak mówiła, marzyła o tym by tam pracować i zetknąć się z nowoczesnym teatrem. Tam właśnie u Jarzyny, którego uwielbiała zagrała w sztuce Doroty Masłowskiej "Między nami dobrze jest" postać staruszki - pleno titulo. W tej sztuce nastąpiło jak określiła Dorota Masłowska stopienie w wymiarze właściwie nadprzyrodzonym, trudnym do wytłumaczenia w sposób racjonalny postaci Szaflarskiej i Staruszki, ponieważ znalazła się tam scena identyczna jakiej świadkiem w trakcie powstania była pani Danuta, a którą określiła "ruchem martwych ciał".
Dorota Masłowska w liście do Gabriela Michalika autora książki o Danucie Szaflarskiej opisała to w sposób następujący:
"Nie byłam chyba na żadnej próbie Między nami... Chyba dopiero na generalnej w Berlinie i na premierze. To wtedy poznałam panią Danutę. Pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jej aura była magiczna, mitologiczna. Od niej biło jakieś totalne onieśmielające piękno, fizyczne, ale jeszcze czymś podszyte. Chciało się ją dotykać, do niej przytulać jak do jakiegoś czakramu. Pamiętam, że na premierze była dyskoteka i pani Danuta tańczyła na niej z moją ówcześnie chyba trzyletnią córką. To wyglądało wspaniale, bo bardzo nie różniły się wzrostem. Była w imponującej formie umysłowej, lubiła zapamiętywać numery telefoniczne i budzić tym przerażenie osób młodszych, ale tępszych. Kiedy zmarła i oglądałam ten film, który zrobiła Dorota Kędzierzawska (dokument "Inny świat" w którym Danuta Szaflarska wspomina swoje życie) to ryczałam chyba od piętnastej minuty. Aż mi głupio było przed rodziną, że tak ryczę, ale nie wiem co się ze mną stało. Po prostu wstrząsnęło mną piękno jej natury, jej taka niezależność, wolność, anarchiczność. No i wreszcie nadszedł ten moment, gdy ona mówi o mnie i o tym rowerze. Dreszcz, który mnie wtedy przeszedł, był metafizyczny, przez duże META, tylko muszę to dobrze wytłumaczyć. Kiedy pisałam tę sztukę, w ogóle nie znałam pani Danuty. Wszystkie wyobrażenia o wojnie, których użyłam w Między nami dobrze jest , moje >poczucie< wojny, to historie mojej babci o spadaniu po schodach do schronu, o bombardowaniach, aresztowaniach itp. A pani Danuta wielokrotnie mówiła mi, że nie wie jak i dlaczego ale ja opisałam jej wspomnienia, to, jak ona to pamięta i skąd ja niby to wiem? Jak, ja młodsza o 100 lat, mogę to wiedzieć, co ona przeżyła?.
Ale akurat jeśli chodzi o ten rower, to podczas prób panią Danutę olśniło nagle, że widziała taki rower podczas powstania - w płonącej kamienicy - płonący rower przejechał na jej oczach przez mieszkanie. To było dla mnie głęboko wstrząsające przeżycie. Bo zrozumiałam, że mój tekst wbudował się w jej wspomnienia, splątał z nimi. Doszło do jakiejś paradoksalnej i metafizycznej sytuacji, że ona wspominała powstanie moimi słowami i obrazami".
Warto przy okazji wspomnieć, że tekst sztuki Doroty Masłowskiej "Między nami dobrze jest" i sam spektakl jeszcze w jednym miejscu blisko dotknął czegoś na kształt szyfrów transcendencji. A mianowicie Głos z radia w telewizyjnej wersji spektaklu stylizowany na prezydenta RP, a grany przez Lecha Łotockiego wygłasza z ekranu telewizora absurdalne patriotyczne przemówienie. W tle słów:
" Nie jesteśmy Polakami, ale Niemcami albo Rosjanami, a właściwie to ich zwłokami, a ci co nawet nie są zwłokami, to zaraz nimi i tak będą" wyją syreny, za chwilę zacznie się bliżej nieokreślona katastrofa. Odpowiada mu wtedy Szaflarska: "Polsko, kraino prześliczna! Pamiętam, jak umierało twe piękno..."
Niewiele ponad rok po premierze teatralnej spektaklu doszło do katastrofy smoleńskiej. Lech Łotocki stylizowany w spektaklu Masłowskiej na prezydenta RP, zagrał w filmie "Smoleńsk" Antoniego Krauzego właśnie prezydenta.
Pani Danuta Szaflarska przed każdą podróżą samolotem, prosiła księdza Jerzego Popiełuszko o anioły, aby podtrzymywały skrzydła, była też pewna, że rozkwit kariery w postaci tak wielu ról, które zaczęła otrzymywać już będąc mocno starszą osobą, również zawdzięcza księdzu Jerzemu, który cały czas jej pomagał. Była też pewna, że dzięki jej rolom ludzie się śmiali, wzruszali, ale także myśleli o braku miłości w życiu. Wspomniała kiedyś, że właśnie tę kwestię poruszył pisząc do niej list pewien szesnastoletni chłopak, po obejrzeniu jednego z jej filmów. Uważała, że to sprawka ks. Jerzego. Obawiała się, że na obrazach przedstawiających ks. Popiełuszkę jako błogosławionego zrobią z niego świątobliwą postać, a ona zapamiętała go jako roześmianego, lubiącego dowcipkować, bez cienia nienawiści do kogokolwiek młodego człowieka lubiącego jeździć na rowerze i pijącego litry kawy. Mówiła, gdy myślę o nim - "Oho, czarna kawa! I uśmiechnięty Jerzy..."
Chcę też w ten szczególny czas przed wyborami prezydenckimi podkreślić zaangażowanie pani Danuty Szaflarskiej do końca swego długiego życia w sprawy kraju, za który walczyła i którego losy leżały jej bardzo na sercu. Dlatego też przesyłam zdjęcie z ostatnich wyborów prezydenckich z 2015 roku, w których brała udział pani Danuta Szaflarska mając wtedy równo 100 lat. Była też wówczas po raz drugi w komitecie honorowym prezydenta Bronisława Komorowskiego nie bojąc się jasno precyzować swoich poglądów politycznych.
Na sam koniec chciałam przytoczyć jeszcze wspomnienie pani Danuty z pociągu kiedy trzymając półtoraroczną córkę na rękach jechali na południe, po pobycie w obozu w Pruszkowie, w którym przebywali po upadku powstania. Wtedy jedna z osób również jadąca tym pociągiem powiedziała na głos patrząc na jej dziecko
- Proszę pani, to dziecko ma oczy starego człowieka!
Jak wspominał pani Danuta - po usłyszeniu tych słów- rozpłakała się...
Autor: Beata Dąbek.
czytaj dalej
Witam, Bardzo zaniepokoił mnie pewien fakt - mój znajomy, który jest osobą bardzo praktyczną i może pochwlić się tytułem inżyniera, od wielu lat ma powtarzający się apoliktyczny sen, z niezmienną datą - 17 maja 2023 r. Twierdzi, że od lat sen przedstawia wizję apolityczną naszej cywilizacji - zaczyna się wszystko bardzo niewinnie - jakieś gospodarcze nieporozumienia wielkich mocarstw (prawdopodobnie wszystko zacznie się od kwestii połowu ryb na Arktyce), potem przerodzi się to w wojnę konwencjonalną, by zakończyć się użyciem broni nuklearnej.
Po tym wszystkim przeżyje niewiele osób i zwierząt, ale praktycznie będzie oznaczało koniec naszej cywilizacji. O tych snach po raz pierwszy dowiedziałam się ponad 10 lat temu. Niedawno te sny zaczęły powtarzać się u znajomego. Bardzo mnie to zaniepokoiło, dlatego postanowiłam do Was napisać. Znajomy nie mówi nikomu, z wyjątkiem mnie, o tych snach. Poprosiłam go tylko o zgodę, by napisać do Was. Wedle jego słów sen przestawia wizję z różnych perspektyw - raz śni mu się, że jest w Nowym Jorku, potem - w innym mieście. Wyczuwa emocje różnych osób. O dacie zazwyczaj dowiaduje się z nagłówków gazet. Sama nie wiem, co sądzić o tych snach....Mam nadzieję, że te sny nie ziszczą się w rzeczywistości....
Serdecznie pozdrawiam,
[dane do wiad. FN]
Z POCZTY DO FN: [...] Kilka tygodni temu po medytacji doswiadczylem pewnego rodzaju wyjscia z ciala.Stanalem w pokoju i nad czyms sie zamyslilem. Nagle poczulem swoje cialo duchowe wewnatrz siebie.
Po chwili to cialo duchowe wysunelo sie z ciala fizycznego i stanelo obok mnie. Sylwetka szczuplejsza,bardzo smukla w kolorze blekitnym i troche bialego.Ksztalt ,jakby sie mialo 18 lat. Bedac w ciele fizycznym patrzylem na cialo duchowe.Patrzac na siebie z pozycji ciala duchowego czulem sie soba i patrzylem na swoje cialo fizyczne. Zrozumialem ze jestem jednym z tym ktory stal obok mnie. Nigdy nie slyszalem o podobnej sytuacji. Zwykle jest to jednostronny kontakt. Szukalem na internacie i pytalem znajomych ale nie znalazlem odpowiedzi.Pozdawiam Was serdecznie raz jeszczei dziekuje Wam ze jestescie. [...]
czytaj dalej
W naszym okienku XXI PIĘTRO - TWOJA HISTORIA publikujemy tym razem list, który przyszedł na naszą zwykłą, tradycyjną pocztę. Z listu usunęliśmy wszelkie informacje, który pozwoliłyby zidentyfikować autora opowieści. Dotyczy ona niezwykłego i zagadkowego zjawiska - nazywamy je "zwiastunem śmierci przez pękające szkło". Z grubsza polega ono na tym, że w momencie śmierci lub tuż przed nią w domach ludzi związanych z umierającą osobą pękają naczynia - szklanki, talerze, ale także lustra. Mamy sporo takich historii, ale tym razem przedstawiamy niezwykle osobliwą, gdyż taką, w której pękały kufle i to w dużej ilości. Sprawa jest dość precyzyjnie opisana przez naszego czytelnika.
Nie mamy czasu spisywać tę historię, ale przed umieszczeniem jej w Archiwum FN publikujemy ją w dziale XXI PIĘTRO. List z opisem otrzymaliśmy na początku lipca 2020.
czytaj dalej
[...] Czytałem wypowiedzi na temat śmierci, tzn. ktoś z za światów informuje nas o swojej śmierci. Był 4 czerwiec 2013, około 4 rano. Było już jasno, miałem sen, acz mogło to dziac się naprawdę. Poczułem jakąś postac, zbliżała się od okna... była w kapturze, czarnym, postac nie miałą twarzy, wyciągnęła do mnie ręce, stare ręce, zniszczone, spracowane, z plamami starczymi... i zaczęła mnie budzic. Gdy wstałem opowiedziałem o tym swojej rodzinie. Wszyscy uznali to za zwykły koszmar, lecz ja czułem że to coś więcej jak zwykły, sen. Zapomniałem nieco o tym, aczkolwiek około 9, dostałem telefon po niemiecku, zmarła moja ciotka, Niemka z okolic Monachium, zapytałem o której zmarła... około 4... Pozdrawiam.
[...]
WITAJ NAUTILUSIE,
spotkałam się osobiście z o.Klimuszko w latach 70-tych na KUL-u w
Lublinie.Na spotkanie to wzięłam zdjęcie brata mojej mamy,który zaginął
w latach wojennych.Miał 16 lat i uciekł wbrew woli rodziców do
partyzantki.Od tamtej pory rodzina już nie miała żadnych wiadomości ani
od niego,ani o nim.Przez kilka lat trwały poszukiwania-bezskuteczne.
O.Klimuszko wziął zdjęcie,poprosił o ciszę,
i długo nad nim kontemplował.Po czym powiedział, że widzi go pochowanego
w zbiorowej mogile
w lasach prawdopodobnie janowskich.Mogiła znajdowała się obok grupy brzóz.
Bardzo przeżyłam to spotkanie.Pamiętam Go bardzo dobrze-był siwy,miał
falujące włosy,był niskiego wzrostu,szczuplutki.Niezwykle skromny i
cichy,zażenowany i jakby przestraszony tłumem, który pojawił się na
spotkaniu z Nim.
pozdrawiam serdecznie
[...]
Poniżej e-mail od naszego stałego załoganta, który otrzymaliśmy 6 lipca 2020.
Witam Was
Chcialbym opisac Wam kilka zdarzen ktorych doswiadczylem w ostatnich miesiacach.
Wizja
W Lutym tego roku mialem mocna wizje.
Na pieknej polanie otoczonej lisciastymi drzewami stal bardzo duzy kamienny stol.
Bylo nas czterech I kazdy stal po innej stronie tego stolu.
Byla piekna sloneczna pogoda I wydawalo sie ze jest pelnia lata.
Nagle na niebie pokazal sie meteor lecacy w naszym kierunku z duza predkoscia.
Byl otoczony jakby bialym pierscieniem z jasnej chmury.
Po niedlugim czasie zwolnil I gdy byl blisko nas to przemienil sie w duza biala koperte .
Ta z kolei delikatnie wyladawala na srodku stolu.
Gdy patrzylismy na nia to otworzyla sie tylna czesc koperty.
W jej srodku widac bylo szara mgle.
Byc moze ma to cos wspolnego z obecnie krazacym po swiecie wirusem.
UFO
Pewnego wieczoru zaczalem ogladac w telewizji film sci-fi Alien -Covenant.
Po jakims czasie cos zaczelo mi mowic abym wyszedl na balkon.
Byla piekna noc. Popatrzylem na niebo usiane gwiazdami.
Moja uwage zwrocila gwiazda duzo wieksza I jasniejsza od innych.
Po krotkim czasie ta gwiazd rozblysnela jeszcze jasniejszym swiatlem I znikla.
Obserwowalem niebo jeszcze przez jakis czas ale tego obiektu juz nie odnalazlem.
Dusza w sklepie
Kilka tygodni temu poszedlem do jednego z polonijnych sklepow w okolicy Toronto aby zrobic drobne zakupy.
Podchodzac do stoiska miesnego poczulem a potem zobaczylem przez chwile sylwetke czlowieka w srednim wieku I ubranego w jasny fartuch.
Stal tak przez chwile w na rogu stoiska .
Popatrzylem na niego I wyslalem w jego kierunku pozytywne mysli I poprosilem aby przeszedl w strone Swiatla.
Obok byla obsluga I zaloga ale nikt wiecej tego Pana nie widzial.
Przypomnialo mi sie wtedy ze kolezanka kiedys wspominala ze wlasciciel tego sklepu zmarl nagle .
Zaczalem szukac na internecine jego podobizny I znalazlem.
Na zdjeciu widac bylo schorowanego czlowieka a ja widzialem go mlodszym I nie wygladajacym na chorego.
Jasny fartuch jaki mial na sobie podpowiadal mi ze z zawodu byl rzeznikiem lub lubil to robic.
Po kilku dniach poszedlem ponownie do tego sklepu.
Poczulem obecnosc tego Pana ale go nie widzialem.
Gdy juz kierowalem sie w strone kasy z milym uczuciem powiedzial---Dziekuje bracie.
Zrobilo mi sie bardzo milo.
Urodziny Janusza-dusza zony
Tydzien temu pojechalismy w kilka osob odwiedzic przyjaciela naszych dobrych znajomych.
Mieszka on nad jeziorem Ontario I oddalonym od nas okolo 2 godziny jazdy samochodem.
Gdy przybylismy na miejsce to zaczelismy rozmawiac.
On w pewnym momencie usiadl I powiedzial ze dzisiaj obchodzi swoje urodziny.
Po chwili przy jego boku ukazala sie zmarla dwa lata wczesniej jego zona.
Stala po jego lewej stronie I na lewym ramieniu polozyla swoja dlon.
Z jej wibracji bilo uczucie milosci dle tego mezczyzny.
Trwalo to chwile ale wygladalo pieknie.
Po pewnym czasie zapytalem sie osoby bliskiej Januszowi czy moge jemu to powiedziec.
Powiedziala mi ze powinienem.
Gdy znalazlem sie z nim sam na sam opisalem co widzialem.
Zrobilo sie jemu bardzo przyjemnie.
Powiedzial mi ze czuje swoja Zone dosyc czesto wokol siebie.
Nigdy w zyciu nie widzialem jego Zony ale opisalem jemu jak ja widzialem.
Potem pokazal mi jej zdjecie i tak wlasnie wygladala
Powiedzial mi tez ze tak czasami okazywala swoje uczucia wobec niego.
To jest Piekne aby moc ujrzec ze My a takze nasze uczucia Milosci istniejemy na zawsze.
Pani w czerni
Kilka dni temu poszedlam do parku nad brzegiem jeziora.
Byl tam stary jak na Kanade zabytkowy budynek.
W pewnym momencie na pierwszym pietrze w oknie ujrzalem Pania w srednim wieku.
Jej ubior byl w kolorze czarnym . Na glowie miala czarna chyba chuste.
Mialem uczucie ze zyla Ona w osiemnastym wieku. Popatrzyla na mnie i po chwili zniknela.
Po raz pierwszy poczulem uczucie smutku i zalu Duszy ktora zobaczylem.
Jestem pewien ze przeszla tragedie zyciowa od ktorej nie moze sie wyzwolic.
Pomimo moich prob pomocy nadal nie czuje aby sie cos zmienilo.
Moze potrzeba wiecej czasu.
Pozdrawiam bardzo serdecznie Cala Zaloge Fundacji Nautilius i dziekuje ze jestescie.
[dane do wiad. FN]
Napisalem wczoraj do Was list ale chcialbym opisac jeszcze jedno wydarzenie.
Kilka tygodni temu po medytacji doswiadczylem pewnego rodzaju wyjscia z ciala.
Stanalem w pokoju i nad czyms sie zamyslilem.
Nagle poczulem swoje cialo duchowe wewnatrz siebie.
Po chwili to cialo duchowe wysunelo sie z ciala fizycznego i stanelo obok mnie.
Sylwetka szczuplejsza,bardzo smukla w kolorze blekitnym i troche bialego.
Ksztalt ,jakby sie mialo 18 lat.
Bedac w ciele fizycznym patrzylem na cialo duchowe.
Patrzac na siebie z pozycji ciala duchowego czulem sie soba i patrzylem na swoje cialo fizyczne.
Zrozumialem ze jestem jednym z tym ktory stal obok mnie.
Nigdy nie slyszalem o podobnej sytuacji. Zwykle jest to jednostronny kontakt. Szukalem na internacie i pytalem znajomych ale nie znalazlem odpowiedzi.
Pozdawiam Was serdecznie raz jeszczei dziekuje Wam ze jestescie.
[...]
czytaj dalej
[...] Witam. Chciałabym podzielić się swoim przeżyciem związanym tematyką kontaktu z duchami.Mój mąż zmarł 6 lat temu. Zmarł nagle, wyszedł z domu i już nigdy do niego nie wrócił. Był zdrowy, nie chorował. Zmarł na rozległy zawał serca. Był to wielki szok dla mnie, dzieci i wszystkich którzy go znali. W dniu śmierci miał tylko 58 lat. Nie pamiętam co się działo w ciągu tygodnia przed pogrzebem, nie wierzyłam w śmierć męża...
W dniu pogrzebu na balkon przyleciał kolorowy motyl. Latał z kwiatka na kwiatek, a potem wleciał do środka. Krążył po całym mieszkaniu. Otworzyłam okna żeby wyleciał, ale on nie miał takiego zamiaru. Na cmentarzu w trakcie pogrzebu nad wnęką, do której miała być włożona urna z prochami, też latały motyle, ale było ich zdecydowanie więcej.
Po powrocie z ceremonii do domu motyl nadal w nim był! Nie wiem dlaczego, ale poczułam, że jest to mój mąż, że mnie przeprasza za nagłe odejście… Takie wrażenie miał też mój 4 letni wnuk. Jak zobaczył motylka od razu powiedział do niego DZIADEK.
Był w moim mieszkaniu około tygodnia, a potem zniknął. Po kilku dniach znowu przyleciał, ale tym razem pod wejściowe drzwi. Tutaj muszę zaznaczyć, iż mieszkam w bloku na 8 piętrze. Jakim cudem przyleciał pod drzwi - nie wiem, kiedy otworzyłam wleciał do mieszkania i czuł się bardzo dobrze w tam. Ja również, ponieważ przez cały czas czułam obecność męża. To był taki dziwny kontakt bez słów. Na przykład, jeżeli szukałam jakichś dokumentów jakaś siła kierowała mnie właśnie do tego, gdzie się znajdowały. Wcześniej nie wiedziałam o nich, ponieważ sprawami urzędowymi zawsze zajmował się mąż. ”Czułam” co i w jakiej kolejności należy załatwiać i do kogo zwracać się o pomoc. Niektóre osoby znałam tylko z nazwisk, wiedziałam, że są znajomymi męża.
Motylki przylatywały i odlatywały. Najdziwniejsze było to, że jeden z "gości" przyleciał nawet w grudniu, ale na święta Bożonarodzeniowe niestety nie został. Na wiosnę znowu przylatywały i dla nas wszystkich to było takie naturalne i normalne. Kto przychodził, witał się, tak jakby On był z nami. W pierwszą rocznice śmierci ,kiedy ksiądz wyczytał nazwisko męża podczas mszy, motyl wleciał do kościoła i „ usiadł” w pustej ławce przed nami. Po jakimś czasie odleciał. Przez pierwsze trzy-cztery lata jego obecność towarzyszyła nam często i nie tylko w domu, wszędzie gdzie były rodzinne spotkania. Potem coraz rzadziej… Kiedy chodzimy na cmentarz, w pochmurne dni, niebo się rozświetla. Odbieramy to tak, jakby Jurek cieszył się z tego, że go odwiedzamy. Z racji wieku, mój wnuk nie rozumiał co to jest śmierć. Do dzisiaj, kiedy przychodzi na cmentarz opowiada dziadkowi o swoich postępach, o kolegach, zabawkach itp. Jak był malutki, to śpiewał piosenki. Dziecko nie odebrało śmierci jako coś ostatecznego. Dziadek po prostu zmieniła miejsce zamieszkania... Bardzo nam wszystkim tego brakuje, a szczególnie mnie i mojemu wnukowi. Mimo to wiem i czuję, że widzi nas z góry i się nami opiekuje.
[dane do wiad. FN - opis dostaliśmy 3 lipca 2020]
czytaj dalej
[...] To opowieść bliskiego kolegi (prawie przyjaciela?), którego nie ma już od paru lat... Początek zimy, wieczór, wraca z pracy do domu, obok żona (była pielęgniarka). Wjeżdżają na osiedlową uliczkę; poślizg, zarzuca samochodem i (!)... widzi siebie z góry, jak leży obok samochodu. Jest "pięknie" i jasno - dziwi się, że przecież już było ciemno, paliły się latarnie. Żona pochylona robi sztuczne oddychanie i masaż serca - on tylko bez emocji obserwuje, rozgląda się. Trwa to jakiś czas.Nagle słyszy sygnał, nadjeżdża karetka, podnoszą go i... (!)- znowu jasno, ale to już szpitalne światła; zamyka oczy bo go razi. Pomiędzy jednym obrazem a drugim minęły dwa dni. Diagnoza - rozległy zawał a żyje wyłącznie dzięki szybkiej i profesjonalnej reakcji żony. Wyszedł ze szpitala zupełnie inny człowiek - nigdzie się nie spieszył, patrzył na wszystko z dystansem; pobłażliwie, bez emocji i nerwów. Mówił, że już się niczego nie boi, bo "tam było pięknie, spokojnie, ciepło, kolorowo..." Zmarł parę lat później na powtórny zawał - bezszelestnie, podczas snu, u boku żony.
[z komentarzy w serwisie FN]
[...] Witam, w zwiazku z tym,ze pojawil sie na nautilus.org.pl artykul o tzw. swiadomym snieniu, chcialbym podzielic sie moimi doswiadczeniami z ta kwestia. 4 lata temu, jeszcze jako uczen gimnazjum cwiczylem ta technike. Niemniej jednak efekty, jakich doznalem w jednej jedynej probie zrazily mnie do calej tej idei.
We snie uzyskalem kontrole nad tym, co mi sie sni. Szybko stworzylem sobie "swiat": pelny portfel, przede mna monopolowy i kilka prostytutek, z ktorymi zabawic sie chialem przez sen. Gdy tylko do nich zagadywalem, czulem, ze utrzymanie kontroli jest niemozliwe i automatyycznie zaczynalo mi sie snic co innego: moimi oczami byla kamera zainstalowana na czubku rakiety balistycznej z glowica jadrowa.
Widzialem jak "ja" kieruje sie na pustynne okolice, w sam srodek miasta. Gdy bylem juz na wysokosci ok 2-2,5 km, "przerzucalo mnie" kilkanascie kilometrow od miasta, na pobliskie pustynne wzgorza, gdzie obserwowalem grzyba atomowego wyrastajacego nad miastem. W calej historii nie byloby nic dziwnego, gdyby nie to, ze podczas tej nocy kilka razy probowalem wysnic sobie seks i alkohol (tamta faza lucid dreaming) i za kazdym razem tracilem kontrrole i widzialem zaglade tego miasta, za kazdym razem tak samo, jak gdyby to byl puszczany film albo rzeczywiste nagranie.
Pozdrawiam,
[...]
czytaj dalej
[...] Witam Fundację,
Wiem, jak bardzo kochacie zwierzęta, za co bardzo Was cenię. Chcę opowiedzieć o historii, która wydarzyła się przed laty w sąsiedztwie, a dotyczyła przyjaźni dwóch piesków kundelków. Każdy miał innego właściciela, ale byli to sąsiedzi w jednej wiosce. Pieski się uwielbiały razem bawić i widać było, że są to tacy psi przyjaciele na dobre i na złe. Tej nocy jeden z piesków zaczął wyć w nocy i obudził domowników. Wszyscy bardzo kochali tego pieska, zaczęli go tulić i pocieszać, ale to nic nie dawało. Jak relacjonował sąsiad z jego oczu płynęły autentyczne łzy. Na drugi dzień okazało się, że sąsiedzi wrócili zapłakani od dalekiej rodziny, a tam ich kundelek Niunio wpadł pod samochód i zginął na miejscu. Ten drugi piesek w jakiś sposób odebrał wiadomość, że jego przyjaciel nie żyje, gdyż wył dokładnie w tę noc, kiedy zginął Niunio.
Myślę, że ta historia wzbogaci wasze archiwum. Wyrażam zgodę na publikację, ale bez podania adresu e-mail.
Pozdrawiam
[…]
Od:[…]
[…]
Łabędzica umarła z żalu.
https://www.opowiastka.com/opowiastki/obrzucili-jej-gniazdo-ceglami/?fbclid=IwAR3dYylEtI_ZZr4pNxgGzoCf3_s5Q82Ok6kIGa6L3MrgY6sZsnXsO8JTWhU
Pozdrawiam Fundację.
czytaj dalej
Ja chciałem opisać historię, którą usłyszałem od swojej babci. Przed wojną, kiedy była jeszcze mała, w jednej z wielkopolskich wsi, jedna z dziewcząt, zaszła w ciążę, nie będąc mężatką. Nie muszę mówić, jaka to by była ujma na honorze, gdyby się o tym cała wieś dowiedziała.
Rodzice, jak i sama dziewczyna, jednak skrzętnie ukrywali ten fakt przed oczyma innych. Gdy doszło do rozwiązania, nastąpiła tragedia - dziewczyna zamordowała nowo narodzone dziecko i po zmroku, kiedy nikt nie widział, zakopała je
gdzieś w ziemi. Od tego momentu, we wsi późnym wieczorem, słychać było co noc głośny płacz dziecka, dochodzący właśnie z miejsca pochówku.
W końcu wydało się wszystko, i ciąża, i zabójstwo, i pochówek nieochrzonego dziecka. Nie była tylko znana płeć dziecka - z powodu pośpiechu, dziewczyna nie zwróciła na to uwagi. Kobiety ze wsi robiły co mogły, żeby "odczynić" to miejsce, nic nie pomagało. Z tego, co wiem, ksiądz z miejscowej parafii niezbyt się kwapił, by odwiedzić to miejsce. W końcu postanowiono ochrzcić dziecko. Uczyniły to najstarsze i najmądrzejsze kobiety we wsi. Wzięły wodę święconą, gromnicę i odprawiły
chrzest, wypowiadając taką formułkę: "Jeśliś panna, jesteś Anna, jeśliś pan, jesteś jan".
Po tym obrzędzie ucichły wszelkie nocne odgłosy, nastał spokój duszy noworodka. Gdyby ktoś na ten temat chciał się wypowiedzieć, to bardzo bym prosił, najlepiej kogoś, kto zna podobne zjawiska.
Pozdrawiam całą redakcję Nautilusa :)
[dane do wiad. FN]
-----Original Message-----
From: Michał [xxxxxxx]
Sent: [...]
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: życie po śmierci - duch
"Droga" Fundacjo,
Mój Praprapradziadek (nie jestem dokładnie pewien ile "pra") był Oficerem w armi Cara Mikołaja II i mniej więcej w 1917 uciekł z rosji przed rewolucją. Osiadł się w świdrze (miejscowośc pod warszawą) znanym wówczas jako uzdrowisko i wybudował tam ogromną drewnianą rezydencje w stylu rosyjskich dacz. Nie wiem dokładnie co się z nim potem działo ale to nie jest ważne, ważny jest drewniak. Otóż stał się on niemal symbolem rodziny mojej mamy. Gdzieś w latach osiemdziesiątych mieszkała w nim tylko moja mama razem z dwoma przygarniętymi psami. Mnie zawsze ten dom przerażał dlatego nigdy nie mogłem zrozumieć jak moja mama jako samotna, młoda kobieta mogła żyć w wielkim drewniaku w środku lasu. Zawsze jak wracała do domu wieczorem, psy miały zwyczaj szczekać. Kiedy z kolei była w domu i ktoś przyjeżdżał wtedy nie szczekały.
Pewnego dnia, jakoś rok po śmierci jej babci (mojej prababci), wracając wieczorem do domu zauważyła że psy nie szczekają. Kiedy weszła na ganek, psy leżały grzecznie patrząc dziwnie na ogródek. Mama powiedziała że widziała sylwetkę babci, tyle że od pasa w górę była w cieniu. Wyraźnie widać było tylko nogi. Babcia podobno miała bardzo charakterystyczne, starcze nogi i mama od razu je poznała. Nie byłe pewna co robić, babcia stała odwrócona od niej i taka jakby zamyślona więc spytała: "Babciu, ty mi nic nie zrobisz prawda?"
Wtedy Babcia się odwróciła, spojrzała na mamę (przynajmniej tak sie mamie wydawało, jej twarz dalej była w cieniu) i odeszła gdzieś w cień. Nie mogła to być inna kobieta. Nie było nikogo kto by tak wyglądał w sąsiedztwie a do najbliższego osiedla (jeśli można to tak nazwać) był spory kawałek, starsi ludzie raczej rzadko pozwalają sobie na długie spacery po ciemnym lesie w nocy.
Zresztą mama była pewna że to były nogi babci.
Właśnie wybudowaliśmy dom tuż obok tego drewniaka i co wieczór wyprowadzam psy (nie te same) na spacer wokół niego. Nigdy nie widziałem tam ducha ale za drewniakiem panuje dziwna atmosfera, mroczna i straszna ale jednocześnie bardzo spokojna. Jak tam przychodzę to często siadam sobie na ławeczce pod ścianą i tak siedzę, ale nigdy nie patrze na balkon nade mną. Jakoś nie wiem czemu ale nocą boje sie tam patrzeć jakbym miał tam zobaczyć czyjąś sylwetkę.
Nie wiem czy ta wiadomość pomoże wam w tym co robicie, raczej nie opisuje tunelu ze światłem ale zastanawia mnie jeden szczegół w tej historii. Prababcia pojawiła się tylko raz i to rok po śmierci. Nie było żadnych nawiedzeń, przenoszonych mebli, hałasów itd. Pojawiła się tylko wtedy, pierwszy i ostatni raz...
Z poważaniem
[dane do wiad. FN]
czytaj dalej
Witam !
Chcę opowiedzieć o zdarzeniu , które przeżyłyśmy obie z koleżanką podczas nocnego dyżuru (byłyśmy pielęgniarkami , dziś na emeryturze). Gdzieś tak po północy , gdy wszyscy pacjenci już poszli spać , siedziałyśmy w dyżurce pielęgniarskiej i w pewnym momencie usłyszałyśmy jak z sali nr 6 ,(po okolo 20 latach pracy na tym oddziale , już wg dźwięku otwieranych drzwi ,orientowałysmy się z której sali , wychodzi pacjent ) ,powoli ,szurajac klapkami ,zbliżał się do toalety .Kiedy jednak po dłuższej chwili nie wyszedł , trzeba było sprawdzić co się z nim dzieje.
Poszłyśmy do toalety , nikogo nie ma , zajrzalysmy do sali nr 6 , wszyscy na łóżkach , obeszlysmy wszystkie 4 sale , wszyscy pacjenci na swoich łóżkach .
I wtedy zaczęłyśmy się bać , do dziś to wspominamy nieraz i zastanawiamy się ,co to było.
[dane do wiad. FN - historia została nadesłana 24 czerwca 2020]
[...] dziwna wizyta nocna
Witam. Chciałabym opowiedzieć pewną historię która przydarzyła mi się z wtorku na środę w nocy. Otóż zatrzymałam się u swojej babci na noc u której miałam przyjemność mieszkać zaraz po ślubie z mężem. Urodziłam dziecko i w sumie zeszło nam u babci dwa lata a potem poszliśmy na swoje. Dodam też że mieszkałam w pokoju który wcześniej zamieszkiwał św. pamięci dziadek. Jednakże odwiedzał mnie jedynie we śnie nawet gdy już nie mieszkałam u babci. Dziadka więc wykluczam ( byłam z nim silnie związana i raczej nie chciałby mnie wystraszyć). Wracam do historii właściwej. Jak już wspomniałam zanocowałam u babci razem ze swoją 4 letnią już teraz córeczką w pokoju w którym wcześniej mieszkałam.
O 4 nad ranem na pograniczu snu i jawy usłyszałam zachrypnięty głos dochodzący gdzieś znad mojej głowy "...Ale ona się zmienia ". Świadoma tego co usłyszałam zaczęłam krzyczeć i wzywać pomocy. Odmówiłam chyba całą litanię ze strachu. Nie wiem kto przyszedł nas odwiedzić. Muszę też przyznać że nie podchodzę do takich zjawisk sceptycznie bo już niejedno widziałam i słyszałam ale dziwię się że usłyszałam głos bo wcześniej nie miałam okazji. Chciałabym dowiedzieć się czy powinnam sie niepokoić? Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam.
[dane do wiad. FN]
[...] Szanowni Państwo
Obejrzałem dziś ponownie wizję pana Jackowskiego z 30 kwietnia, dotyczącą wyborów. Wydawało się, że jasnowidz mówi o tych 10 maja, które się nie odbyły. On sam pewnie też tak myślał. W pewnym momencie powiedział, że rząd pięć dni przed wyborami zrobi coś, co zmieni sytuację, spowoduje, że rząd spróbuje wprowadzić "aksamitną dyktaturę". Wczoraj, 24 maja, pięć dni przed wyborami, rząd wysmażył nowe przepisy antycovid, zaostrzające kary za łamanie prawa w sprawach nie związanych z pandemią, np. za obrazę prezydenta (nb, czyżby nie brali pod uwagę przegranej obecnego?).
Jackowski w tym filmiku przewidywał jeszcze inne wydarzenia związane z wyborami. Po nich przekonamy się, co się jeszcze spełni. Tym razem, sądzę, pan Jackowski pokazał moc.
Pozdrawiam
[...]
czytaj dalej
[...] Szanowna redakcjo Fundacji Nautilus, Chcę opisać wydarzenie, którego świadkami byłem ja i moja żona i niestety nie posiadamy zdjęć, aby to udowodnić. Oboje widzieliśmy UFO w kształcie latającego spodka, choć wszystko odbyło się w bardzo nietypowych okolicznościach i trwało około sekundy, może dwóch sekund, ale nie więcej. 21 czerwca 2020 postanowiliśmy pojechać na naszą działkę pod Łodzią, aby zrobić porządki po zimie, bo wcześniej ciągle nie było na to czasu. Było ok. 19.10-19.15 wieczorem, kiedy ja postanowiłem wyjąć z samochodu dywaniki i je wytrzepać, a moja żona w tym czasie stała kilka metrów ode mnie i rozmawiała z naszą córką przez telefon.
Nagle spojrzałem w lewo i nad domkiem na działce sąsiada zobaczyłem pojazd w kształcie latającego spodka, który unosił się na tym domem na wysokości ok. 5 metrów. Zdążyłem tylko krzyknąć „zobacz!” do mojej żony, która spojrzała się w tym kierunku i także zobaczyła ten pojazd. Choć trudno w to uwierzyć, ale UFO znikło ułamek sekundy później, dosłownie wyparowało. To przypominało scenę z filmu, gdzie ktoś nagle usunął jakiś obiekt z ekspozycji zdjęcia poprzez wycięcie go z klatki filmu. Obiekt nie odleciał, a po prostu zniknął.
Nie było szans, aby go sfotografować, choć żona trzymała w ręku komórkę i tuż po tym zrobiła zdjęcia tego miejsca gdzie pojawił się obiekt, ale nic już na nich nie było. Przesyłam Wam te zdjęcia, ale proszę, abyście ich nie publikowali. Moją relację jak chcecie możecie zamieścić. Zaklinam się, że zdarzenie miało miejsce naprawdę. Relacja moja pokrywa się w 100 procentach z opisem mojej żony. UFO miało kształt dysku z wyraźną kopułką na górze, barwa szara, taka matowa. Żadnych świateł, elementów itp. Średnicę oceniam na ok. 8 metrów, może minimalnie więcej czyli 10, ale raczej 8. Zmierzyliśmy domek sąsiada i w ten sposób oszacowaliśmy średnicę obiektu. Śledzę Wasz serwis od 15 lat i zawsze marzyłem, żeby UFO zobaczyć. Nie przypuszczałem jednak, że te obiekty potrafią pokazać się na sekundę i zniknąć.
Moje dane tylko do Waszej wiadomości
[…]
/e-mail dostaliśmy 23 czerwca 2020/
/zdjęcie z Archiwum FN - obiekt sfotografowany w USA w 2018 roku/
From: [...]
Sent: Monday, June 22, 2020 9:00 AM
To: nautilus@nautilus.org.pl
Subject: Subskrybent Youtube.
Witam [...].
Śledzę i oglądam co tylko w necie się pojawia na tematy mniej lub bardziej niewyjaśnione; UFO, obce planety itd. Wielu ludzi widziało obiekty niezidentyfikowane ale nie mówi o tym z wielu powodów, niepoważne traktowanie wśród znajomych lub niepewność co to ogóle było... może się tylko zdawało. Sam nie wiem co widzieliśmy wracając do domu jesienią ( pazdziernik) 2018 ... żoną zauważyła w okolicy poznania.. spławie - Szczepankowo na wysokości ok 300... 400 m nad ziemią stabilnie unosił się źródło światła, nienaturalnie jasne, żona( zmarła 10 lutego br.)była sceptycznie i raczej traktowała wcześniej moje zainteresowanie UFO ...do tamtego czasu, po tym incydencie każdorazowo obserwowała bacznie przestrzeń wokół siebie czy czasem nie zauważy czegoś... co odchodzi od norm fizycznych. Wieczorami chodziliśmy na spacer z psem i obserwowaliśmy niebo w poszukiwaniu czegoś, światełka poruszające się po niebie.
W jednym z odcinków na Youtube napomniał ktoś o incydencie nad poznaniem, wtedy powiedziałem żonie że jednak raczej to było UFO to co zauważyła. To było przełomowe w jej niestety krótkim życiu. Trzeba być naiwnym, lub po prostu głupim żeby nie powiedzieć tępym żeby uwierzyć w bajki że jesteśmy w tak ogromnej przestrzeni sami.
Osobiście interesuje się kosmosem ..troszkę. teleskop Kepplera wykrywa kolejne egzoplanety ale jest to łyżeczek tego co faktycznie tam gdzieś jest. Odkrywamy planety na podstawie widma światła A raczej Ciebie jaki powstaje na tle źródła światła jakim może być gwiazda, pulsar, supernowa, karzeł czy inne źródło światła. Odkrywamy przeszłość bo to widzimy po upływie czasu jak minął od kąd to światło zostało wyemitowane i dotarło do nas.. setki, tysiące lat śświetlnych temu... te planety, cywilizacje które mogły powstać na tamtych egzoplanetach mogły się rozwinąć do njewyobrażalnego stopnia. Mogą zginąć czasoprzestrzeń, poruszać się w czasie itd. Wracając do Kepplera... to może być nieodkrytych planet znacznie więcej ponieważ trajektoria lotu takiej planety wokół źródła światła może nigdy nie przebiegać lub co kilkadziesiąt naszych lat co spowoduje że ją przegraliśmy lub nie zauważymy nigdy. Wielcy teoretycy raczej sobie zdają z tego sprawę bo nie takie mózgi nad tym pracują. Czekam na kolejne odcinki z pokładu Nautilusa.
Pozdrawiam z okolic poznania.
[dane do wiad. FN]
czytaj dalej
Witam serdecznie, bardzo się cieszę z istnienia waszej strony i że jest grupa zapaleńców tworząca coś tak wspaniałego.
Kiedyś korespondowałem z Wami odnośnie zjawisk w domu gdzie leżałastarsza osoba. Tak jak odpisaliście były to objawy przechodzenia na „drugą stronę”. Babcia mojej szwagierki zmarła ok 2 tygodnie później i zjawiska odeszły razem z nią. Chociaż w tym domu działy się później inne dziwne rzeczy ale nie to chciałem opisać w tym liście.
Ostatnio chorowała moja mama (59 lat). Zawsze jak przychodziłem ją odwiedzić (najpierw w domu, później w szpitalu) miałem bardzo dziwne uczucie, októrym mówiłem znajomym, że czuje jakby moja mama odchodziła,czułem dziwną barierę miedzy nami, jakby jakaś "zasłona" oddzielała mnie od mamy przez która nie wyraźnie widać, tylko to była jakby "zasłona energetyczna". To uczucie miałem już od kilku miesięcy ale nigdy nie było tak silne. Denerwowało mnie, że lekarze mówią iż stan jest coraz lepszy i że nie długo mama wyjdzie ze szpitala bo czułem że mama nie wyjdzie i jest jakby coraz "dalej".
Pewnego dnia myślałem nawet, że wpadam w histerię skoro lekarze mówią że wszystko jest dobrze i że w poniedziałek wypisują ją do domu (był wtorek).W nocy z wtorku na środę miałem dziwny sen. Wybudziłem się w środkunocy gdyż miałem problem z nabraniem oddechu i byłem bardzozdenerwowany. Czułem jakby coś ciężkiego leżało na moich płucach.
W momencie wybudzania się miałem jakby wizję. Widziałem moją mamę leżącą na łóżku szpitalnym. Patrzałem jakby z góry, jakbym wisiał pod sufitem. Widziałem wpadające światło przez drzwi z korytarza, które oświetlało jej łóżko, w sali było ciemno, moja mama leżała na plecach, miała szeroko otwarte oczy i czegoś się bała. Było widać silne przerażenie w jej oczach. Prawą ręką nieudolnie próbowała chwycić przewód z przyciskiem alarmującym pielęgniarki że coś jest nie tak jednak nie mogła go sięgnąć.
Wtedy nastąpiło moje wspomniane wybudzenie. Pojawiła się natychmiast myśl w mojej głowie że jest jakaś "niewydolność płuc" u mojej mamy i że powinienem jakoś jej pomóc. Dosłownie takie 2 wyrazy miałem na ustach "niewydolność płuc". Natychmiast zacząłem myśleć o płucach mojej mamy i wyobrażałem sobie że są zdrowe i silne, wierząc że to pomoże (coś w rodzaju modlitwy) i z tą myślą usnąłem.
Na drugi dzień (w środę) rozmawiałem z moim ojcem i powiedział że u mamy wszystko w porządku bo był w szpitalu i w poniedziałek mama ma wyjść. Pomyślałem że mój sen to jakieś moje obciążenie psychiczne wynikające w całej sytuacji.
Minął dzień, wstałem w czwartek rano przed g. 8 i byłem wykończony gdyż całą noc budziłem się i zasypiałem. Aby nie budzić mojej żony ok 5 rano przeniosłem się na kanapę w pokoju dziennym gdyż wiedziałem że już nie zasnę. Rzadko mam takie problemy ze snem.
Parę minut po godzinie 8 zadzwonił do mnie mój ojciec z informacją, że mama zmarła dziś w nocy o godzinie 3:10. Byłem zszokowany, nikt się tego nie spodziewał, ojciec powiedział że lekarze stwierdzili, iż wystąpiła "niewydolność płuc" i wtedy przypomniał mi się cały mój sen z poprzedniego dnia. Nie mogłem pogodzić się z tym co się stało. Nie mogłem sobie wybaczyć, że mogłem mieć wizję tego co miało stać się dobę później ale ją zignorowałem i nic nie zrobiłem aby pomóc własnej matce.
Wieczorem, pogrążony w smutku i żalu poszedłem spać. Rano obudziłem się z bardzo silnym odczuciem snu, który miałem.
We śnie widziałem pokój bez okien i drzwi. Ściany w nim były chyba brązowe. Patrzałem jakby z góry (jak w sali szpitalnej) W tym pokoju chodziła moja mama i była bardzo zdenerwowana. Nawiązałem z nie coś w rodzaju dialogu i zapytałam co robi. Ona odpowiedziała, że szuka jakiś drzwi i że zaraz stąd wyjdzie. Miałem jakby świadomość, że jest to sen i że nawiązałem kontakt z mamą po śmierci. W tym śnie starałem się jej wytłumaczyć, że już nie żyje i że nie może wyjść stąd gdzie się znalazła i że może jedynie odejść jakby "w górę" zostawiając to pomieszczenie. nie umiem lepiej opisać tego dialogu bo odbywał się on jakby bez słów, na zasadzie wymiany myśli. Mama była jakby bardzo zdziwiona ale zrozumiała to i się uspokoiła. Dalej snu nie pamiętam.
Jestem pewien, że te sny nie były przypadkowe.
Później miałem jeszcze kilka dziwnych snów ale to już osobna historia.
Pozdrawiam serdecznie,
[...]
czytaj dalej
[...] Nigdy nie zapomnę historii człowieka sprzed wielu lat,któremu cyganka wywróżyła śmierć przez utopienie.Mężczyzna ten tak bardzo przejął się przepowiednią,że unikał wszelkich kąpieli jak ognia,nawet w wannie-brał tylko prysznic. Nigdy nie podróżował też drogą wodną. Po wielu latach zaproszony został na wesele na którym mocno nadużył alkoholu. Został znaleziony na wiejskiej drodze z twarzą zanurzoną w kałuży. Stwierdzono śmierć przez utopienie.
serdeczne pozdrowienia
[...]
Witajcie:)
Miałam kiedyś koleżankę , która chorowała na mukowiscydozę.
Nadszedł taki dzień,ze musiała przymusowo iść na operację.
Nigdy się nie bała,a tego dnia wpadła w histerię... Mówiła do mamy,żeby zrobiła wszystko by się obudziła,żeby nie dopuściła do jej śmierci.Była strasznie nerwowa,mimo że operacja wcale nie była ciężka.
Jej mama myslala,że to normalna reakcja ze strachu,miała tylko 9 lat.
Bardzo ją kochała,i wychowywała sama.
Co do czego,operacja przebiegła pomyślnie...
Ale już z narkozy jej nie wybudzili :(
Nie wiem,może to tylko taki zbieg okolicznosci,moze ona cos jednak przeczuwała??
Napisałam krótko i zwięźle,rozbudowałabym temat,ale naprawde mam mało czasu-przepraszam.Weszłam tylko na chwilę, dziś właśnie o niej rozmawiałam z mamą i przypomniała mi jej słowa..
pozdrawiam
[...]
czytaj dalej
[...] Dzień dobry,
jakiś czas temu na swoim video blogu Pan Krzysztof Jackowski mówił o tym jak rozwijać w sobie zdolności jasnowidzenia [ z rok temu był filmik: Metoda jak pobudzić w sobie....] Jednym z ćwiczeń było pobudzanie własnego czoła poprzez improwizację gry palcami na czole [ jak na pianinie], bez dotykania skóry. Po obejrzeniu filmiku robiłam te ćwiczenia przez kilka dni, w rożnych momentach, jak tam miałam czas.. Nic się nie wydarzyło w trakcie tych dni. Po jakimś czasie [ nie pamiętam dokładnie, ale co najmniej po tygodniu] mialam dwa takie poczucia: a nadmienię, że nie mam zdolności jasnowidczych.
Oto te sytuacje [opisuję ze szczegółami bo one są istotne]:
1) Jestem umówiona do stomatologa. Mam zamiar jechać samochodem, który stoi kilkanaście metrów od domu, przy garażu. Kiedy wychodzę z domu, zamykam drzwi na dwa zamki, górny i dolny [ nie chciałam zamka centralnego i do dzis nie potrafię zrozumieć dlaczego:)]. Oba mają bardzo podobne wizualnie klucze, a ja ich nie mam oznaczonych i często sie mylę. Stąd zamykanie drzwi trochę trwa. Jesli nie muszę, nie mam bardzo istotnego powodu to nie wracam do domu bo mnie zwyczajnie denerwuje otwieranie i zamykanie tych drzwi. Tego dnia zamknęłam drzwi na te dwa zamki i szlam do auta i w drodze do samochodu mam taką myśl w glowie " Muszę sie wrócic i wziac gotówkę bo terminal platniczy u dentysty będzie zepsuty." Oczywiście nie chcialo mi sie wracać i zaczęłam racjonalnie siebie przekonywać w myslach: "Wez przestań, jakie jest prawdopodobieństwo, ze terminal bedzie zepsuty? Kiedy w ogóle ostatnio Ci sie to zdarzyło?" Mysli o gotówce byly jednak tak silne, ze wyłączyłam silnik i wróciłam do domu po pieniądze.
Kiedy byłam u dentysty i czekałam w poczekalni, z gabinetu wyszedl pacjent, podszedl do recepcji. Recepcja byla blisko, wszytko slyszalam.
Pani pyta: gotówką czy kartą?
Ten pacjent [taki młody chłopak to był] mówi: Kartą.
Pani: Dobrze. i zaczęła cos tam wstukiwać na terminalu.
Pomyślałam sobie wtedy: " Widzisz? Działa. I po co sie wracałaś ?"
To wstukiwanie kwoty w terminal trochę trwało i po dłuższej ciszy slyszę, ze Pani z recepcji mówi:
" Nie wiem, co sie dzieje, nie działa, a przed chwilą działał. Próbuję juz trzeci raz.... Tu za rogiem jest bankomat jakby Pan był uprzejmy podejsc?" [ ten chlopak z tego co zrozumiałam nie mial gotówki przy sobie]. Potem jak ja miałam płacić po wizycie, terminal nadal nie działał, chyba byl problem z siecią.
2) i druga sytuacja. Moja córka dostała na urodziny różdżkę - taką piękną, świecącą. Byla zachwycona i to był jej najbardziej ulubiony prezent. Kilka dni po tych urodzinach, schodziłam po schodach z piętra i pomyślałam tak: "Muszę jej zabrać różdżkę bo ją zaraz złamie" i z takim zamiarem weszłam do salonu. Patrzę, a córka siedzi sobie głeboko w fotelu, w prawej ręce ma różdżkę, lewą trzymała polożony na kolanach tablet. Stwierdziłam, ze jak ogląda bajkę to raczej sie szybko nie ruszy i potem jej tą różdżkę położę w bezpieczne miejsce, jesli będzie taka potrzeba. Weszłam do kuchni, nie minęło 15 sekund i słyszę płacz - właściwie to był ryk, bo ciężko to płaczem nazwać. Wracam i widzę zapłakaną córkę ze złamaną różdżką. Okazało sie, że jak schodziła z tego fotela to sie potknęła i upadła na różdżkę, która przy okazji zaczepiła o blat ławy.
Wiem, ze te sytuacje to takie drobiazgi, ale i tak mnie zaskoczyły. W obu przypadkach miałam poczucie ze to sa moje mysli [ a nie ze np. z zewnatrz przychodzą], ale były one takie nagłe, jakby wyrwane z kontekstu, bo głowe miałam zajęta wtedy czymś innym, nie pamietam czym......Niepokojące to było, jakby ta przyszlosc juz byla i na mnie czekala az do niej dotrę. Jakis wplyw i wybór mialalm dopiero gdy te mysli sie pojawiły [ wziąc kasę czy nie? wziąć różdżkę?] Wiec bez takich poczuc to jestem jakby we snie?? Odgrywam role?
Namówcie Pana Jackowskiego na kursy jasnowidzenia. I moze znacie jakiegos psychologa, neurologa pracującego na uczeslni, który byc moze ziantersowałby sie fenomenem Pana Krzysztofa? Zbadał mu funkcjonowanie mózgu w stanie spoczynku, w trakcie wizji? moze jakis rezonans? Moznaby ocenic, budowę poszczególnych obszarów.. itd. Szkoda, ze taki fenomen nie jest badany od strony medycznej.
P.S. Dziękuję Fundacjo, ze jesteście. Robicie świetną robotę.
Pozdrawiam serdecznie,
[ imie do wiadomosci redakcji]/wiadomość dostaliśmy 14 czerwca 2020/
Wejście na pokład
Wiadomość z okrętu Nautilus
UFO24
więcej na: emilcin.com
Dziennik Pokładowy
FILM FN
Gorzów Wielkopolski: Bez żadnego dźwięku i hałasu
Archiwalne audycje FN
rozwiń playlistę zwiń playlistę
Poleć znajomemu
Najnowsze w serwisie
Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.